Mój smutny koniec?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

krople rosy
Posty: 939
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: krople rosy » 22 sty 2018, 12:32

s zona pisze:
22 sty 2018, 8:56
"zadaja od meza swiadczen materialnych " ...
Domu....ogrodu....samochodu.....nowoczesnego wyposażenia mieszkania (zauważam jakiś szał na unowocześnianie mieszkań) ....na to wszystko mąż jesli kocha i jest mężczyzną (ironia) powinien zapracować, by dama mogła się pokazać i nie odstawać od towarzystwa.
Godzi się więc i mąż i żona na pracę zagranicą.....często w dość trudnych warunkach pracy.....by tylko sprostać marzeniom żony oraz presji świata.
Sprzedaje się małżeństwo, rodzinne relacje za trzydzieści srebrników.

s zona
Posty: 1842
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: s zona » 22 sty 2018, 13:25

niestety ...
zeby potem uslyszec od adwokata ze " jest co dzielic " ...

s zona
Posty: 1842
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: s zona » 22 sty 2018, 20:37

STOPka pisze:
22 sty 2018, 12:24
Widzę, że powrót mojego męża wywołał ciekawą dyskusję :)
Jedna myśl mi nasunęła się czytając Waszą wymianę zdań - owszem to mój mąż wrócił (fizycznie do domu), jednak powrót jest po obu stronach. Ja myślałam, że dla mnie to będzie łatwiejsze, jednak bałam się tego powrotu, czy zaufam na nowo jemu. Miałam sporo znaków zapytania, wątpliwości, obaw. Wiem, że powrót mojego męża był bardziej możliwy/realny dzięki temu, że w tym kryzysie mieliśmy jakiś kontakt ze sobą.
Nie jest łatwo odbudować małżeństwo. Odbudowywanie odbywa się na zgliszczach. Trzeba się spocić, zabrudzić, aby zacząć na nowo żyć ze sobą, ALE... jest inaczej, to inne zmęczenie, bo ma się Boga przy sobie i przeszłość, która powinna być dla nas wielką lekcją. Odbudowywanie jest procesem, w którym muszą brać dwie osoby. Jedna może szybciej buduje niż druga i wtedy (MOIM ZDANIEM TO JEST BARDZO TRUDNE) trzeba uszanować, zrozumieć, zaakceptować wolniejszą zmianę, przemianę, budowę drugiego współmałżonka. Nie naciskać, nie napierać, aby ta druga strona robiła szybciej, bo być może ona robi tak szybko jak potrafi.
Stopko ,dobrze ,ze zajrzalas :)
Dzieki za Twoje przemyslenia ...
Wczoraj po raz kolejny zaczelam NP ...za 54 dni rozprawa ...
Pompeje tez powstaly na popiolach ...

STOPka
Posty: 27
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 26 sty 2018, 19:18

Kochani
Ostatnio tak zastanawiam się dlaczego na spotkaniach SYCHARu nie można radzić, komentować a tu na forum SYCHAROWSKIM można?🤔
Poza tym, każdy z nas jest poraniony przez współmałżonka tym że zdradził,odszedł...budzimy się, że już wszystko zrozumieliśmy. Wtedy nawróceni szukamy sposobu aby przekonać męża/żonę do powrotu.
A myślimy o tym co doprowadziło tego meza do wyprowadzki - może naprawdę nie byłyśmy dobrymi żonami, może naprawdę niszczylysmy po trochu jego??? A mężowie mysleliscie dlaczego te żony zdradzają, odchodzą? Oczywiście to one ponoszą odpowiedzialność za swój czyn, ale mężu może zarabiales,byłeś pochłonięty innymi obowiązkami A ona naprawdę czuła się samotna, opuszczona i zanim ona złamała przysięgę Ty ja lamales codziennie.
Może rany są tak duże, że ten drugi wspolmalzonek już nie chce wrócić.
Czy nie jest tak, że przez nasze kryzysy chcemy nawracać innych w kryzysie lub tych , którzy odeszli i są w innych związkach niesakramentalnych, gdzie być może pojawiają się dzieci?
Może oni nie chcą, nie potrafią wrócić?
Dlaczego chcemy trochę nawracać nawet Papieża Franciszka?
Po co te petycje w obronie sakramentu małżeństwa? Przecież kościół zdania nie zmienił?
To takie moje przemyślenia.

Pantop
Posty: 1271
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Pantop » 23 lut 2018, 16:08

Do: STOPka
Ostatnio tak zastanawiam się dlaczego na spotkaniach SYCHARu nie można radzić, komentować a tu na forum SYCHAROWSKIM można?🤔
Może dlatego, że spotkanie trwa dwie godziny. ( a tak i cztery byłoby mało )


Poza tym, każdy z nas jest poraniony przez współmałżonka tym że zdradził,odszedł...budzimy się, że już wszystko zrozumieliśmy. Wtedy nawróceni szukamy sposobu aby przekonać męża/żonę do powrotu.
Ajajajajajajaj - nie do końca tak - wejdź na temat ejkeja pt ,,Jest ciężko,, - tam podałem mu trop poszukiwań.



Ad tego co piszesz dalej:
Jesteśmy najczęściej w idealnym związku niedoskonałych ludzi. A stąd już naturalnie wypływają rzeczy o których wspomniałaś.



Po co te petycje w obronie sakramentu małżeństwa? Przecież kościół zdania nie zmienił?
No właśnie - po co?
Zapytam dalej - dlaczego ,,otwarci,, na Amoris Laetitia tak skrzętnie omijają post jacka-sychar, który pozwoliłem sobie w tamtym wątku zacytować trzykrotnie?
No właśnie - dlaczego?


Cieszę się, że dzielisz się tutaj swoimi przemyśleniami.

Pozdrawiam

Ukasz
Posty: 723
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Ukasz » 23 lut 2018, 16:52

STOPka pisze:
26 sty 2018, 19:18
Ostatnio tak zastanawiam się dlaczego na spotkaniach SYCHARu nie można radzić, komentować a tu na forum SYCHAROWSKIM można?
Tu też staramy się nie tyle doradzać, co dzielić doświadczeniami. Różnica jest natomiast wyraźna w komentowaniu. Myślę, że w bezpośrednim spotkaniu są po prostu większe emocje. Na piśmie łatwiej przyjąć trudne słowa, można je powoli przetrawić, wrócić do nich.
STOPka pisze:
26 sty 2018, 19:18
Wtedy nawróceni szukamy sposobu aby przekonać męża/żonę do powrotu.
Pierwsza rzecz, jaką mi tu wbito do głowy to to, że mam zająć się sobą, czyli swoim nawróceniem, a nie przekonywaniem żony do powrotu. Staram się to robić i nawet przekonywać innych, że to jest najlepszy, jeśli nie jedyny dobry sposób na wzywanie innych do nawrócenia (zob. viewtopic.php?f=16&t=648)
STOPka pisze:
26 sty 2018, 19:18
Po co te petycje w obronie sakramentu małżeństwa? Przecież kościół zdania nie zmienił?
Niezależnie od tego, czy te petycje są dobrą formą dyskusji i czy się z nimi zgadzam, to rozmawiać o tym powinniśmy: żeby lepiej zrozumieć się nawzajem i nauczanie Kościoła. Troskę o nierozerwalność sakramentu małżeństwa można realizować różnymi drogami i te się zmieniają.

jacek-sychar
Posty: 5448
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: jacek-sychar » 23 lut 2018, 16:54

Ukasz pisze:
23 lut 2018, 16:52
Troskę o nierozerwalność sakramentu małżeństwa można realizować różnymi drogami i te się zmieniają
Powinny być jednak zgodne z Ewangelią.

Pantop
Posty: 1271
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Pantop » 24 lut 2018, 13:24

Do: Ukasz

Jako, że mój wczorajszy wpis przepadł, pozwalam sobie na kolejny.
Ukasz pisze:Niezależnie od tego, czy te petycje są dobrą formą dyskusji i czy się z nimi zgadzam, to rozmawiać o tym powinniśmy: żeby lepiej zrozumieć się nawzajem i nauczanie Kościoła. Troskę o nierozerwalność sakramentu małżeństwa można realizować różnymi drogami i te się zmieniają.
Dokładnie tak.
Taka malutka sugestia tylko.
Wszelkie rozmowy i troskę o nierozerwalność sakramentu małżeństwa dobrze rozpoczynać, rozpatrywać i kończyć w oparciu o dwa fragmenty Ewangelii przytoczone przez jacka-sychar(w innym wątku):
I jeszcze cytat z Ewangelii:

Powiedział im : « Kto oddala żonę swoją , a bierze inną , popełnia cudzołóstwo względem niej . I jeśli żona opuści swego męża , a wyjdzie za innego , popełnia cudzołóstwo ». (Marka 10, 11-12)

i

Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo; i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. (Łukasza 16,18)
Cokolwiek zostanie podjęte w świetle cytowanych fragmentów i w zgodzie z ich treścią, będzie służyło dobru - a przecież o to chodzi - przynajmniej tym roztropnym. :mrgreen:

ps obiecuję jednocześnie , że jeśli kiedykolwiek ujrzę MOŻLIWOŚĆ tzw uchylonej furtki w tym temacie - za każdym razem będę opatrywał ją tymi dwoma cytatami z Ewangelii - tak dla rzetelnej profilaktyki :geek:

deszyfrator
Posty: 343
Rejestracja: 01 lis 2017, 21:33
Jestem: kawalerem
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: deszyfrator » 24 lut 2018, 15:35

Gratuluję. Oby takich plusów było więcej. Bo to oznacza, że Bogu to nie jest obojętne. Jako na razie egoista sądzę, że jak inni otrzymują, to może i mi ze stołu skapnie.
Przepraszam za interesowność, ale nie zdrowi lekarza potrzebują. A gdzie mam to zmieniać?

Ukasz
Posty: 723
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Ukasz » 24 lut 2018, 15:48

Zgoda w 100%, choć ja wolę patrzeć w przód, a nie w tył, i dla mnie mocniejsza, niż dodatkowe wyjaśnienie dla uczniów (Mk 10, 11-12), jest sama odpowiedź Jezusa dana faryzeuszom (Mk 10, 6-9):
Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!"
I drugi opis stworzenia człowieka (Rdz 2, 24):
Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.

Pantop
Posty: 1271
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Pantop » 24 lut 2018, 15:49

Do: deszyfrator

Bardzo słuszna postawa.
Gdzie nie może się lać - niech kapie.
Im większa przepustowość tym lepiej.
Działa w obie strony.
Więcej bierzesz - więcej dajesz. I odwrotnie.

Pantop
Posty: 1271
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Pantop » 24 lut 2018, 17:25

Do: Ukasz

Drogi Ukaszu.
Ukasz pisze:Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!"
Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.
i
Powiedział im : « Kto oddala żonę swoją , a bierze inną , popełnia cudzołóstwo względem niej . I jeśli żona opuści swego męża , a wyjdzie za innego , popełnia cudzołóstwo ». (Marka 10, 11-12)

i

Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo; i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. (Łukasza 16,18)
Cieszę się, że będę mógł od teraz przytaczać dwa ,,jackowe,, i dwa Twoje cytaty RAZEM, aby kierunek wszelkich rozważań w PRZYSZŁOŚCI na nich się opierając, był jeszcze lepiej oznakowany i oświetlony.


Z serca dziękuję i pozdrawiam

STOPka
Posty: 27
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 12 mar 2018, 16:46


STOPka
Posty: 27
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 15 sie 2018, 13:06

I zostawił mnie i świat runął i w głowie milion pytań - czemu, Boże to nie może być prawda, co ja teraz zrobię i wiele złości, żalu, smutku. W głowie kotłuje się cała paleta emocji. I błagam i proszę i mówię spadaj i mówię znajdę sobie lepszego i jednak zostaję sama, bo faceci to świnie... Wpadam do Kościoła i opowiadam plan swój Bogu i wylewam mu żale i pytam "Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił?!?!?!?!"
W końcu poddaję się.
I mówię - jeśli już jestem w tym miejscu, jeśli mi runął cały dotychczasowy świat proszę Cię Boże pomóż w tym co mam.
Jeszcze się tli iskierka nadziei, że może to uratujesz, że może jeszcze będziemy razem...aż w końcu gaśnie. Nie ma już nic w moim sercu. Ty chyba czekałeś na ten moment, bo własnie wtedy wydarzył się cud i znów postawiłeś nas zwróconych ku sobie.
I znów jesteśmy razem. I tylko myślę - nie zmarnujmy tego.

Od 1,5 roku znowu jesteśmy razem. Mogę zapewnić, że czas leczy rany, że można wiele wybaczyć, zapomnieć i znów z miłością otworzyć się na siebie. Każdy dzień to nieustanna praca - MOJA NAD SOBĄ. Tylko na siebie mam wpływ - na swoją zmianę. Zaczynam kochać siebie - w końcu. Staram się patrzeć na męża z miłością. Słuchać Go, słuchać jego potrzeb. W prawdzie On potrzebuje tego samego co ja - MIŁOŚCI.

KOCHANI wszystko jest możliwe. Cuda się zdarzają. Ja tego doświadczyłam.
Życzę Wam odnajdywania cudów każdego dnia.

zenia1780
Posty: 1903
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: zenia1780 » 15 sie 2018, 14:11

STOPko, bardzo dziękuję Ci za to krótkie, ale jakże wymowne świadectwo zarówno powrotu jak działania Tatusia w naszym życiu.

Szczególnie za ten fragmenty dziękuje:
STOPka pisze:
15 sie 2018, 13:06
Jeszcze się tli iskierka nadziei, że może to uratujesz, że może jeszcze będziemy razem...aż w końcu gaśnie. Nie ma już nic w moim sercu. Ty chyba czekałeś na ten moment, bo własnie wtedy wydarzył się cud i znów postawiłeś nas zwróconych ku sobie.
I znów jesteśmy razem. I tylko myślę - nie zmarnujmy tego.
jakże podobny do moich doświadczeń, że w momencie, kiedy już oddam wszystko i sama przestanę psuć swoim działaniem, to robi się miejsce dla Jego Mocy i Jego Działania. Pan Bóg przychodzi z pomocą 15 minut za późno i zawsze zdąży

https://www.youtube.com/watch?v=91vKcplxsV0
STOPka pisze:
15 sie 2018, 13:06
Każdy dzień to nieustanna praca - MOJA NAD SOBĄ.

STOPko życzę Wam/Tobie wielu łask Bożych.

Chwała Panu.
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Aleksander i 1 gość