Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Al la
Posty: 2359
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Al la » 04 lut 2020, 12:19

Lukasz, a znasz:

MODLITWA O POKÓJ DUCHA
O Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym,
czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to,
co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.
Pozwól mi, cały ten dzień przeżyć
w świadomości upływającego czasu.
Pozwól mi rozkoszować się chwilą
w świadomości jej ograniczenia.
Pozwól mi zaakceptować konieczność,
jako drogę do wewnętrznego pokoju.
Pozwól mi, za przykładem Jezusa,
przyjąć także ten grzeszny świat, jakim jest,
a nie, jakim ja chciałbym, aby był.
Pozwól mi zaufać,
że będzie dobrze,
jeśli zdam się na Ciebie i Twoją wolę.
Tak będę mógł być szczęśliwym w tym życiu
i osiągnąć pełnię szczęścia z Tobą
w życiu wiecznym.
Amen.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Lukasz.wroc » 04 lut 2020, 21:41

A nie, nie znałem. Dziękuję :)

Al la
Posty: 2359
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Al la » 04 lut 2020, 22:16

To nasza modlitwa 12-krokowa, zalecana do odmawiania kilka razy dziennie :D
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Lukasz.wroc » 04 lut 2020, 23:02

Al la pisze:
04 lut 2020, 22:16
To nasza modlitwa 12-krokowa, zalecana do odmawiania kilka razy dziennie :D
Że tak powiem, ja na "różańcu jadę" codziennie w różnych intencjach. Oraz przed snem na "Modlitwa za współmałżonka który mnie opuścił".
Jest siła ;)

Pavel
Posty: 2974
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Pavel » 07 lut 2020, 16:56

Ja nie jestem fanem modlitw „recytowanych”, wolę tak...po swojemu.
Tym niemniej powyższa modlitwa jest genialna i niesamowicie praktyczna. Warto sobie te słowa powtarzać jak najcześciej ;)
Ja w każdym razie chętnie z niej korzystam i polecam innym :)
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Lukasz.wroc » 13 lut 2020, 17:28

Przyleciałem do Polski na kilka dni. Wchodzę do pokoju mojej mamy, a tam na stoliku książki. 3szt. Pierwsza, nie znam, odkładam na bok. Druga.....
Gorąco mi się zrobilo w 1 sekundzie. Anna Jedna "Ile jest warta Twoja obrączka".
Pytam, skad masz te książki? "Aaa... To znajomy ksiądz mi czasami podrzuca i innym bo dostaje je z różnych księgarni i prosi, zeby puszczać je w obieg do poczytania, ale nawet jeszcze nie patrzyłam co to".

Piszę na goraco. Jestem w połowie.
Tak od 3 miesięcy mam wrażenie, że Bóg dzień w dzień daje mi znaki i odpowiedzi na moje rozterki. Dosłownie dzień w dzień.
No, ale teraz to juz zaczyna stawiać billboardy na poboczu drogi, którą idę 😁

Ewuryca
Posty: 244
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Ewuryca » 13 lut 2020, 18:26

Lukasz.wroc pisze:
13 lut 2020, 17:28
Przyleciałem do Polski na kilka dni. Wchodzę do pokoju mojej mamy, a tam na stoliku książki. 3szt. Pierwsza, nie znam, odkładam na bok. Druga.....
Gorąco mi się zrobilo w 1 sekundzie. Anna Jedna "Ile jest warta Twoja obrączka".
Pytam, skad masz te książki? "Aaa... To znajomy ksiądz mi czasami podrzuca i innym bo dostaje je z różnych księgarni i prosi, zeby puszczać je w obieg do poczytania, ale nawet jeszcze nie patrzyłam co to".

Piszę na goraco. Jestem w połowie.
Tak od 3 miesięcy mam wrażenie, że Bóg dzień w dzień daje mi znaki i odpowiedzi na moje rozterki. Dosłownie dzień w dzień.
No, ale teraz to juz zaczyna stawiać billboardy na poboczu drogi, którą idę 😁
Fajny post :) podobnie myślę o Bogu, jeśli ktoś jest otwarty na jego wskazówki to coraz więcej można dostrzec 🙏

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Lukasz.wroc » 15 lut 2020, 15:06

"Próba ogniowa" - ktoś nakręcił film o mnie.
I to jest pocieszające i motywujące. Ludzie są do siebie podobni, mają podobne reakcje. Kwestia tylko co z tym robią i jak pokierują swoją wolną wolą.
Napewno obejrzę jeszcze nie raz ten film.
Niby kolejny, zwykły film "hamerykanski" a jednak bardzo budujący.
Jestem w pozytywnym szoku.

Al la
Posty: 2359
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Al la » 15 lut 2020, 21:19

Lukasz, proponuję do posłuchania, historia Ozeasza
https://www.youtube.com/watch?v=40Eu5e8 ... QX32agt78v
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Lukasz.wroc » 20 lut 2020, 22:53

Al la pisze:
15 lut 2020, 21:19
Lukasz, proponuję do posłuchania, historia Ozeasza
https://www.youtube.com/watch?v=40Eu5e8 ... QX32agt78v
Wysłuchałem i znalazłem kilka odpowiedzi na pytania, które nawet tu na forum chciałem poruszyć :)

Chile
Posty: 29
Rejestracja: 17 lut 2020, 14:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Chile » 21 lut 2020, 13:53

Przeczytałam cały ten wątek już dwukrotnie, ponieważ jest dla mnie swego rodzaju ukojeniem. Oczywiście, że ból i tęsknota przebijają przez każdy post, ale jestem pod dużym wrażeniem spokoju, jaki udało Ci się Lukaszu osiągnąć. Może wynika to z faktu, że od odejścia żony minął ponad rok, a najbardziej naładowane emocjami sa początki, a później człowiek zaczyna się bardziej układać w nowej rzeczywistości...? Nie chciałabym zaśmiecać tego wątku swoimi sprawami, ale ja jestem aktualnie na etapie wyzywania, darcia się i wyrzucania sprzętów przez okno (to ostatnie na szczęście tylko w myślach). Tak sobie myślę, że kiedy żona/mąż fizycznie odchodzi, a nie jak w moim przypadku, mimo zdrad wciąż mieszka w domu, to jednak daje to większy spokój ducha. Nie wiem, czy mieszkanie ze zdradzającym mężem jest raczej szansą, czy bardziej objawem głupoty i braku granic ze strony osoby zdradzanej, ale coraz częściej myślę, że to drugie.

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Lukasz.wroc » 21 lut 2020, 14:45

Chile pisze:
21 lut 2020, 13:53
Przeczytałam cały ten wątek już dwukrotnie, ponieważ jest dla mnie swego rodzaju ukojeniem. Oczywiście, że ból i tęsknota przebijają przez każdy post, ale jestem pod dużym wrażeniem spokoju, jaki udało Ci się Lukaszu osiągnąć. Może wynika to z faktu, że od odejścia żony minął ponad rok, a najbardziej naładowane emocjami sa początki, a później człowiek zaczyna się bardziej układać w nowej rzeczywistości...? Nie chciałabym zaśmiecać tego wątku swoimi sprawami, ale ja jestem aktualnie na etapie wyzywania, darcia się i wyrzucania sprzętów przez okno (to ostatnie na szczęście tylko w myślach). Tak sobie myślę, że kiedy żona/mąż fizycznie odchodzi, a nie jak w moim przypadku, mimo zdrad wciąż mieszka w domu, to jednak daje to większy spokój ducha. Nie wiem, czy mieszkanie ze zdradzającym mężem jest raczej szansą, czy bardziej objawem głupoty i braku granic ze strony osoby zdradzanej, ale coraz częściej myślę, że to drugie.
Nie czuję się w żadnym wypadku "specjalistą", ale wiem tylko to co ja przeżyłem w ciągu ostatnich 14 miesięcy.
Z mojego punktu widzenia, to i tak, i tak jest ciężko. Samotność potrafi dopiec do tego stopnia, że człowiek myśli, że wolałby już gdyby ten "niedobry" współmałżonek był jednak blisko, choć tylko ciałem, ale, że może dzięki temu byłaby nadzieja na jakiś pozytywny przełom.
Z drugiej zaś strony mieszkając z tym "odchodzącym" dostaje się w kość, nie można "iść do przodu", nie można uspokoić myśli. Czasami człowiek chciałby, żeby już to cierpienie się skończyło. A i bardzo ciężko zachować przy tym odpowiedni, nazwę to fason,czyli postępować praktycznie odwrotnie do tego jak nam aktualnie podpowiada zagubiony rozum (patrz lista Zerty na przykład).

Nie ma chyba tak, że tak jest lepiej, a tak jest gorzej. Każdy z nas ma różną sytuację, choćby materialną, społeczną i nie zawsze od razu można postawić "kreskę" i zacząć stawać na nogi.
Z pewnością pewne okoliczności pomagają, ale wiadomo jak to jest w życiu, nie wszystko można od razu zmienić.

U mnie stało się jak się stało. Przez dobre pół roku wahałem się, czy nie wyprowadzić się z tego domu. Każdy detal, każda ściana, każdy widelec przypominał mi moją żonę, bo przecież razem to kupowaliśmy. Długo też zajęło mi odzwyczajenie się, że gdy wracam do domu, jest totalna cisza i ten sam zapach jaki był rano. Nikt nie krząta się, nikt nie zaświecił światła. Sprzątałem i płakałem, gotowałem i płakałem. Ba, nawet rozmawiałem ze sobą w taki sposób jak do mnie mówiła moja żona. Prowadziłem nasze rozmowy, bo przecież znałem nasze stałe teksty, powiedzenia czy piosenki.
Takie chwile były tak dobijające, że właśnie myślałem sobie, że może lepiej, gdyby żona tu była choćby ciałem tylko, i że mogłoby to ją odmienić.
Choć wiem, że też mogłoby jeszcze bardziej pogorszyć nasze stosunki, bo ja z moją tęsknotą i żalem miałem duże problemy aby utrzymać ja na wodzy.

Za ok. 2 miesiące będzie rok, gdy wróciłem do kościoła. Mało jeszcze rozumiem, dużo mam wątpliwości i buntu i pewnie jeszcze tak długo będzie, ale mówię sobie:"to, że czegoś nie rozumiesz, nie oznacza, że to nie istnieje".
Nie wiem co by się stało gdyby nie fakt, że pewnego razu poczułem silną miłość. Taką nie wiadomo skąd. I tak na tej miłości się opieram od blisko roku.

Zaraz po rozstaniu miałem typowe jak to bywa odruchy. Jestem jeszcze młody, zaszaleję, będę szczęśliwy, zaraz kogoś poznam. Mówiłem znajomym:"ja nie wiem co będzie za pół roku, jeśli żona będzie chciała wrócić.... bo może ja już będę z kimś w związku".
Miałem gonitwę myśli non stop. Strasznie obciążającą. Dzień i noc. Żal, tęsknota, złość, wrogość, miłość, nienawiść. Wszystko na raz przeplatane. Mówiłem, że mam sinusoidę.
Tak to rzeczywiście działa gdy człowiek przechodzi proces żałoby.
A no i oczywiście chwilę potem zarejestrowałem się na portalu randkowym, na forum świeckim.... i wtedy stało się co się stało.
Na forum świeckim pewnego dnia napisała do mnie pewna dziewczyna, bo ja oczywiście się tam żaliłem jak to jest mi źle.
Zachęciła mnie do modlitwy. I potem to się potoczyło lawinowo...

Wiem, że wypisanie się choćby tutaj, poradzenie się, czy poczytanie o ludzkich dramatach pomaga ustawić się do pionu. Każda historia jest inna. W Twojej też kiedyś nadejdzie rozwiązanie. Być może takie jakiego się nie spodziewasz...
Nie potrafię Cię pocieszyć. Przepraszam, ale myślę, że warto poczytać, posłuchać teksty jakie znajdziesz tutaj na forum. Bo skoro trafiłaś na forum Sychar, to praca duchowa jest dla Ciebie ważna. Może to jest teraz czas na to, żeby się w to zagłębić i przestać się "szarpać po ludzku".

Pewnie inni, kompetentni forumowicze będą w stanie Ci doradzić konkrety, które można przedsięwziąć w Twojej sytuacji. Warto poszperać w historiach tego forum.

contesempre
Posty: 119
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: contesempre » 07 maja 2020, 11:45

Cześć Łukaszu!

nic nie piszesz o swoim aktualnym życiu, jestem ciekawa co u Ciebie słychać?

Pętelka
Posty: 6
Rejestracja: 15 maja 2020, 10:34
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy naprawdę kobiety nigdy nie wracają?

Post autor: Pętelka » 17 maja 2020, 16:34

Witaj Łukasz.
Ja znam przypadek, że wracają :). Nie znam dokładnych danych (bo to nie moi bezpośredni znajomi), ale para była małżeństwem kilka lat. Mieli synka chyba 6-letniego. Kobiecie się znudził mąż i poszukała sobie przyjaciela. Rozwinął się romans. Potem rozwód z wielkim hukiem i wydzieraniem sobie każdego wartościowego przedmiotu. Sprzedali mieszkanie, podzielili się pieniędzmi. On chyba też sobie kogoś znalazł. Sielanka trwała krótko, pewnie dlatego, że "nowy" jest fajny, jak jest ekscytacja, ukrywanie spotkań i tym podobne emocje, a potem przychodzi proza życia i wracają te same problemy, co z mężem :). Mieli kontakt, bo łączyło ich dziecko. Kobieta miała jakiś problem w rodzinie pochodzenia (nie wiem dokładnie jaki, może alkoholizm).
Jak czary-mary się skończyły, to przejrzała na oczy.
Efekt jest taki, że są znowu razem, ale już nie brali ponownego ślubu cywilnego.
Więc wiesz... czasem trzeba coś przejść, żeby docenić to, co się już ma. Nie trać nadziei :).

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Umiłowana79 i 2 gości