Wierzę że się uda!

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

udasiek
Posty: 681
Rejestracja: 15 lip 2017, 9:59
Płeć: Kobieta

Wierzę że się uda!

Post autor: udasiek » 20 lip 2017, 7:28

Witam wszystkich,
Pomóżcie proszę - mąż mój wyprowadził się prawie rok temu, teraz, na koniec czerwca wprowadził się. Aktualnie jest z dziećmi na wakacjach. Wiem, wiem, jestem szczęściarą, jest ze mną, stara się (na prawdę), mam szansę mu "pokazać" jaka to ja jestem cudowna i odmieniona.. Tylko że ja jestem na skraju sił, mam wrażenie nieraz (szczególnie gdy teraz jestem 3 tyg sama) że nie podniosę się z łóżka. Trzymam fason, ok, ale dużo mnie to kosztuje, chciałabym przytulać się do niego, usłyszeć że kocha mnie, że wrócił do mnie i CHCE ratować to małżeństwo. Boli mnie niezmiernie że słyszę "lubię cię" "ładna jesteś" z jednym smsem w ciągu dnia, a wiem ile pisał jej (no tak, bo była ona, zapomniałam ;), odpowiadał jej zawsze, wierszem, 500 smsów dziennie. Wiem że pychą byłoby teraz się wycofać, wiem że muszę brać co chce, co może mi teraz dać, wiem że nie mogę go "napadać" swoimi emocjami ("pozwala" sobie mówić że kocham go) ale mam wrażenie że zapadam się w jakąś otchłań. Tłumaczę sobie że teraz moja kolej się trochę ukorzyć (nabroiłam (on oczywiście też moim zdaniem)) i Bóg mi świadkiem że się staram ale tak chciałabym więcej, chciałabym mieć, dostać coś czym mogłabym zniwelować te wszystkie okrutne chwile i słowa wiecie jakie - standardowe. Jak się tej przemożnej potrzeby wyzbyć i nauczyć się brać to minimum (a może nie minimum? może to b b b dużo w tej sytuacji jak "nie kocha" i "nie chce, nie potrafi być ze mną" jak mówił). Wiem że to co mi daje jest trudne też dla niego, ale ja powoli tracę wolę walki, zaczynam się zapadać w sobie...

jacek-sychar
Posty: 5448
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: jacek-sychar » 20 lip 2017, 8:15

Udasiek
Zapadasz się w sobie, bo mąż nie zachowuje się tak, jak TY to sobie wyobraziłaś. Wcześniej mąż odszedł, bo pewno jego zdaniem, Ty nie zachowywałaś się tak, jak on chciałby, żebyś się zachowywała.
Była chwila emocji na boku i nagle okazało się, że wróciliście w stare koleiny.
Coś trzeba zmienić w Waszym życiu. Może weekend małżeński?
http://www.spotkaniamalzenskie.pl/
Może wakacje z Sycharem? Są jeszcze miejsca na turnusie w Nysie i ostatni pokój w Rycerce.
Oczywiście lektura mądrych książek i praca nad sobą.

udasiek
Posty: 681
Rejestracja: 15 lip 2017, 9:59
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: udasiek » 20 lip 2017, 10:43

Oczywiście że lektura mądrych książek i praca nad sobą :) to już załapałam po przewertowaniu forum ale jak to ktoś napisał "rozum przyjmie a do serca daleko"... Rozumiem że pomoże mi czas, dystans i cierpliwość, każda zmiana wymaga czasu... Tylko ciężko bez SŁOWA że mąż wierzy ze mną, że będzie dobrze. Tak MI to potrzebne.
O to to właśnie że "Ty nie zachowywałaś się tak, jak on chciałby, żebyś się zachowywała". Czuję się pod presją tego że muszę się zachowywać tak jak on by to widział, a jeżeli nie to co - zostawi mnie znów? Okrutne... Jak muszę być? szczupła? opowiadać dowcipy? dobrze gotować? Czy mogę być kimś kim nie jestem? czy mogę być... nią??
Wiem że oczekiwania mnie zabijają, muszę odpuścić, akceptować ale czy mogę rozmawiać o tym? Powiedzieć co czuję? Czego ja potrzebuję? Wydaje się że na tą chwilę każde "wylanie" emocji go oddala...
Wakacje z Sycharem byłyby moim zdaniem zbyt hmm "chrześcijańskie" jeśli wiesz Jacku co mam na myśli, mąż chodzi ze mną do kościoła ale wewnątrz nie wiem czy czuje taką potrzebę (no dobrze - wiem że nie czuje), a taki wyjazd byłby trochę próbą siłowego nawracania... nie wiem, ale dziękuję, może dobry jest pomysł po prostu wyjazdu we dwoje, choć też nie wiem czy to nie za wcześnie...

jacek-sychar
Posty: 5448
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: jacek-sychar » 20 lip 2017, 10:51

udasiek pisze:
20 lip 2017, 10:43
Jak muszę być?
Jaka masz być?
To proste. Mężczyzna potrzebuje właściwie tylko trzech rzeczy:
1. Pochwalić, docenić
2. Nakarmić
3. Przytulić

Mam wątpliwości, czy niektórzy panowie nie zamieniliby kolejności 2 z 3, ale 1 zawsze jest na pierwszym miejscu. :lol:
udasiek pisze:
20 lip 2017, 10:43
Wakacje z Sycharem byłyby moim zdaniem zbyt hmm "chrześcijańskie"
Zbyt chrześcijańskie? :shock: :o :shock:
Na wakacjach głównie odpoczywamy. Wszystko w wolności. Ci co są nad morzem idą się opalać, ci co w górach, idą na wycieczki górskie, a ci c nie chcą, siedzą w ośrodku albo sobie gdzieś jadą. Jest co prawda codziennie msza św., ale nie sprawdzamy na nie listy obecności. :P

inga
Posty: 228
Rejestracja: 15 kwie 2017, 9:28
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: inga » 20 lip 2017, 10:52

Udasiek..
Jestem w podobnej sytuacji i przeżywam bardzo podobne 'rozterki'.. I też szukam wciąż odpowiedzi na pytanie JAK?
Jak ratować..?
Jak się zachowywac..
Jak z TYM żyć..
Jak wybaczyć? Co to znaczy wybaczyć?
Jak w tym wszystkim nie zatracic siebie?
Jak pomóc mężowi..

Też mam w głowie pytania jaka POWINNAM być..

udasiek
Posty: 681
Rejestracja: 15 lip 2017, 9:59
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: udasiek » 20 lip 2017, 11:12

Ingo, idzie sfiksować prawda? ;) ale wydaje się (jak rozum przebije skorupę mojej pychy i zranionej dumy ;) ) że nie tędy droga by dążyć do jakiegoś wyimaginowanego ideału (w dodatku wyobrażonego, ja nie znam Kowalskiej), tylko ROBIĆ SWOJE.
Może rzeczywiście na początek te najprostsze rzeczy:
"1. Pochwalić, docenić
2. Nakarmić
3. Przytulić"
Wydaje się banalne...

Pavel
Posty: 1717
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: Pavel » 20 lip 2017, 11:26

Witaj Udasiek,
Dla porządku, przypomnę, abyś starała się nie podawać szczegółów mogących zidentyfikować Was w życiu realnym. Nie jesteśmy anonimowi w internecie.

Poza tym, zachęcam do zgłębiania wątków z forum i naszego bogatego archiwum:
http://archiwum.kryzys.org/

Z bieżących tematów, proponuje lekturę wątków Ingi i Niezapominajki, Wasze dylematy są bowiem dość podobne.

Zgadzam się z tym co napisał Jacek.

Na koniec zaś odniosę się do kilku fragmentów Twego postu:
udasiek pisze:
20 lip 2017, 7:28
Boli mnie niezmiernie że słyszę "lubię cię" "ładna jesteś" z jednym smsem w ciągu dnia, a wiem ile pisał jej (no tak, bo była ona, zapomniałam , odpowiadał jej zawsze, wierszem, 500 smsów dziennie.
Znaczy to, że się stara, ale ma jeszcze blokadę. Potrzeba czasu, by zbić szybę.
Wiesz dlaczego jej tyle i w taki sposób pisał?
Bo był w amoku, "polował" na nową zdobycz.
Przecież niemal każdy facet na takim etapie jest 500 krotnie lepszą wersją siebie samego. TO NIE JEST PRAWDZIWY ON, ale to przecież wiesz ;)
udasiek pisze:
20 lip 2017, 7:28
wiem że nie mogę go "napadać" swoimi emocjami ("pozwala" sobie mówić że kocham go) ale mam wrażenie że zapadam się w jakąś otchłań.
Oj tak, wylewanie emocji to nie jest dobry pomysł. Możesz to robić na forum :) Innym wyjściem jest terapeuta bądź ktoś zaufany w świecie realnym. Myślałaś o pojawieniu się na spotkaniu w którymś z naszych ognisk?
udasiek pisze:
20 lip 2017, 10:43
Czuję się pod presją tego że muszę się zachowywać tak jak on by to widział, a jeżeli nie to co - zostawi mnie znów? Okrutne... Jak muszę być? szczupła? opowiadać dowcipy? dobrze gotować? Czy mogę być kimś kim nie jestem? czy mogę być... nią??
Masz być sobą. Jego oczekiwania to jego problem.
Jednocześnie, polecam coś, co sam zrobiłem (i wciąż robię) - podjęłem się trudu wszelkich zmian w sobie, korzystając z pretensji i oczekiwań żony (oraz wiedzy zaczerpniętej z forum, książek, konferencji i terapii).
Bardzo ważne przy tym, aby te zmiany nie były złe moralnie, aby budowały, aby nie krzywdziły żadnej ze stron. Czyli Ciebie również.


Wydaje mi się (na podstawie własnych doświadczeń), że "zapadasz się", również dlatego, że Twoje zbiorniki miłości nie są napełniane. Dużo ciężej dawać, gdy nie ma z czego. Gdy mąż ich nie napełnia, jedyną (i najlepszą) opcją jest Bóg.
On w tych trudnych momentach może dodać Ci sił. O to bym go prosił (sam to praktykowałem).
Jednocześnie, staraj się napełniać zbiornik miłości męża dając mu miłość w jego języku. To chyba największa szansa, abyś zaczęła otrzymywać miłość od męża.
Polecam książkę "Pięć języków miłości" Chapmana. Ona Ci to wszystko wyjaśni.
Gdyby i on ją przeczytał, mogłoby być łatwiej. Oczywiście o ile zechce, wolność jest bardzo ważna.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Utka2
Posty: 674
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:47
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: Utka2 » 20 lip 2017, 11:36

Mogę zapewnić, ze nie-rekolekcyjne wyjazdy z Sycharem sa bardzo mało "chrześcijańskie" ;) Poza tym wszystko w wolności, nie ma obowiązku uczestniczenia w codziennej mszy swiętej, ani spotykania się z księdzem, ani spowiedzi, ani czuwania, ani adoracji ...
Natomiast możliwość skonfrontowania swojej historii, drogi, oczekiwań i działań z innymi osobami - jest bezcenna. nie da się tego opisać, wycenić, ocenić.


Co do oczekiwań - niestety - to są Twoje oczekiwania co do naprawy, Twoje projekcje jak powinno to wygladać, i Twoje frustracje, że tak nie wygląda.

To troche tak, jakbyś nie wiedziała czego chcesz, albo jakbyś niczego nie nauczyła sie przez ten kryzys.

Ma być Twoje i koniec, bo inaczej sie rozpadasz? To popracuj nad tym bo zapadniesz sie calkowice - na zdrowiu.

ja rozumiem, ze skonczyła sie adrenalina na jakiej jechałas przez rok. Ale może zacznij wyciagac wnioski z tego roku, z tego kryzyu, Stan na nogi, bo na takiej niskiej samoocenie daleko nie pojedziez.

Co to znaczy ze masz sie zachowywać jak ona. Czy naprawde musisz sie non stop z nią porównywać? To jesteś Ty, jest z Tobą.

A że nie opowiada ze kocha, nie rzuca sie do stop i tak dalej ... ... matuchno droga, ile razy na tym forum faceci pisali ze oni czynami zaświadczają a nie opowiadaniami.... Może warto to przyswoic.


Ja rozumiem, że ciężko. Ja tez od -nastu lat imienia nie posiadam, o jakichkolwiek gestach mogłam pomarzyć (już mi sie znudzilo ;) ). Ale sa inne okoliczności, które pokazują ze mąż sie stara.


Kiedyś mądra Pani psycholog powiedziała mi, ze recepta na udane mażłeństwo jest dawać, nie OCZEKUJĄC nic w zamian ... Moze coś w tym jest.

inga
Posty: 228
Rejestracja: 15 kwie 2017, 9:28
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: inga » 20 lip 2017, 11:53

Pavle jak zwykle Twoj post trafia też do mnie.

Tak naprawdę to z większości postów pisanych tutaj przez różne osoby wyciągam coś dla siebie.

Ja przeżywam ostatnio kryzys w swoim kryzysie.. A może kryzys w odbudowie.. I wiecie co.. Jak już upadła wczoraj to pojawił się jeden ratunek.. Modlitwa.. Błaganie: Panie ulecz, ja nie potrafię ale wierzę, że dla Ciebie wszystko jest możliwe..
Właściwie to nie muszę wierzyć bo WIEM.
Dzisiaj rano sięgnęłam po telefon żeby przeczytać czytania, które Zenia nam zamieszcza na forum (dziękuję Ci Zeniu, już miałam zrobić to dawno)..
I dzisiejsza Ewangelia nie mogła być dla mnie 'właściwsza'
Udasiek polecam zajrzeć do dzisiejszego czytania

Pavel
Posty: 1717
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: Pavel » 20 lip 2017, 12:04

inga pisze:
20 lip 2017, 11:53

Tak naprawdę to z większości postów pisanych tutaj przez różne osoby wyciągam coś dla siebie.
Staram się tutaj pomagać korzystając z nabytej wiedzy i doświadczeń.
Ale ciągle również dostaję, uczę się, utrwalam. Również dlatego nie mam zamiaru stąd uciekać ;)
Mnie forum też wciąż czasem "prostuje", nawet własne posty :D

Gdy zaczynamy odbudowywać relację, dużym zagrożeniem jest nawrót "starego".
W tej całej radości z powrotu, z osiągnięcia wymarzonego wcześniej celu, można łatwo popaść w pychę.
Sam po sobie widzę, że trudniej o motywację do pracy nad sobą, bo przecież "już z górki".
Dlatego przestrzegam siebie :D i innych, aby nie zaprzestać w staraniach, w mozolnej, codziennej pracy nad sobą i relacją.
Pamiętacie forumowe powiedzenie: "może naprawiać się dłużej niż się psuło"?
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Niezapominajka
Posty: 385
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: Niezapominajka » 20 lip 2017, 13:25

Dziewczyny, ja mam to samo, to samo przeżywam. Równiez zastanawialam się, jaka mam być. I stwierdziłam, że warto być sobą, ze każde udawanie, naginanie nie jest dobre na dłuższą metę, że to manipulacja i gra. Być sobą, kochać się i szanować to druga strona też odpowie. Zostawić te oczekiwania fantastki i rozgościć się w tym co jest (Mare ;) )
Ale rozumiem - bo np. mój mąż strasznie na co dzień konkretny i oszszczędny w słowach, któy moje rozmowy o miłości często podsumowywał brutalnym i wkurzającym mnie 'eee, znowu te twoje mądrosci i filozofie co sprawdzają się w książkach a życie jest inne', ten sam mąż potrafił jak ją poznał (podsłuchałam kiedyś jego rozmowę) mówić o 'przepływającej energii miłości...' myślałam, że uszom nie wierze. On??!! Ten skalny dziad??? Więc rozumiem bardzo ten wewnętrzny skurcz, żal i złość, że z nami tak nie. Nie jest romantyczny, nie mówi takich słów. A skoro z tamtą mógł to co - to znaczy, że umie, potrafi, chce i potrzebuje. Choćby się wcześniej śmiał z czegoś takiego. ALbo (i tu proszę o komentarz facetów) - to taka gra w łowy, zdobywanie - póki nie zdobyte trofeum to trzeba się postarać, pograć w te gierki, słowka, kwiatki, romantyzm? Ale to mi pachnie cynizmem. Choć może tak jest. ALbo założyć, że jednak tego im brakowało i postarac się o to teraz? Gdy jesteśmy w sumie 'jakby inni'? Nie wiem.

Ja dostałam od kumpla takie rady na dziś:

- kochac się,
- szanować się,
- być pewną siebie,
- nie biadolić i nie dziamgolić,
- nie rozpamiętywać przeszł.
- nie pytać go o uczucia i o to jak jest (będzie chciał, będzie blisko to sm pogada),
- dbać o własną atrakcyjność i fizyczna i wewnętrzną (pasje itp., miec coś swojego),
- modlitwa o naukę kochania drugiego.

Dotka
Posty: 174
Rejestracja: 06 kwie 2017, 10:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: Dotka » 20 lip 2017, 14:02

inga pisze:
20 lip 2017, 10:52
Udasiek..
Jestem w podobnej sytuacji i przeżywam bardzo podobne 'rozterki'.. I też szukam wciąż odpowiedzi na pytanie JAK?
Jak ratować..?
Jak się zachowywac..
Jak z TYM żyć..
Jak wybaczyć? Co to znaczy wybaczyć?
Jak w tym wszystkim nie zatracic siebie?
Jak pomóc mężowi..

Też mam w głowie pytania jaka POWINNAM być..
I ja mam takie rozterki, choć u mnie sytuacja nieco inna ponieważ mój mąż do mnie nie wrócił, on został porzucony przez kowalską i dlatego jest...
Wprawdzie twierdzi że z kowalską już nie będzie bo nie może jej zaufać, że po jej powrocie znowu może będzie z nim przez 3 miesiące i jej się odwidzi...
Ale dla mnie na chwilę obecną to "marne pocieszenie"
Ale codziennie dziękuję za ten cud, że kowalskiej się odwidziało z dnia na dzień... wiem że to za sprawą Boga...
I wiem też że choć mi teraz ciężko, to i w odbudowie naszych relacji pomoże nam moja modlitwa i zawierzenie Bogu...
Zapytałam mojego męża o to co chciałam, on dał mi odpowiedzi na część z moich pytań... trudno jest mi mu zaufać że faktycznie tak postąpi jak mówi...
Na jedno z ważniejszych pytań mi nie odpowiedział, czy chce być ze mną i czy będziemy się oboje starać i angażować aby taka sytuacja się już nigdy nie powtórzyła... pozostaje mi czekać...
Dlatego trudno jest mi choć minimalnie zaufać...
Nie pomaga w tym wszystkim też to że mój mąż zachowuje się tak jakby nic się nie stało...
Też słyszę że jestem ładna, że mu się bardzo podobam... ale to fizyczność... z tym nigdy nie było z jego strony problemu...
Takie teraz mam wrażenie że on chce przeskoczyć z jednego kwiatka na drugi... bez rozmowy, bez żalu, bez przepraszam z jego strony, bez przyznania się do błędu z jego strony...
ale też chyba przez to że nie chce mi powiedzieć że chce naprawiać nasze małżeństwo, on nie chce sobie zamykać furtki dla jakieś trzeciej... tego się boję... że nie powie że chce być ze mną abym potem mu tego nie zarzuciła, że ja zaufałam a on znowu robi to samo...
ja nie chcę aby on mnie teraz błagał, aby na kolanach przepraszał za swój błąd, choć było by to piękne - takie z filmu romantycznego... ale życie to nie film...
Ale chciałabym przynajmniej usłyszeć, że jest bo chce być i chce podjąć próbę naprawy tego co zepsuliśmy i co doprowadziło do tego że pozwolił sobie na kontakty z inną kobietą...
Na razie nie poruszam tego tematu... robię swoje... troszczę się o dzieci, o dom i trochę o mojego męża... zapytam jak było w pracy, czy pomóc mu przy pracach wokół domu, czy herbatę mu zrobić, jak robię sobie coś do picia... takie zwykłe drobne gesty...
Nie okazuję mu złości, nie robię wyrzutów...
I to co napisał Pavel, zwracam uwagę o co ma do mnie pretensje mój mąż i o co miał wcześniej a na co nie zwracałam uwagi... nawet tylko dlatego aby zrobić mu na przekór, że on nie będzie mi mówił co mam robić... i jeśli faktycznie widzę, że jego pretensje są lub były słuszne, a ja po prostu z dumy nie chciałam tego zmienić... to to zmieniam...
Staram się być lepszym człowiekiem w domu... dla moich bliskich... tak po prostu...
Zwracałam kiedyś uwagę na to jak mój mąż rozmawia z kimś np. przez telefon, czy z koleżankami podczas nawet naszych wspólnych z nimi spotkań... i porównywałam to do tego jak w domu mówił do mnie lub do naszych dzieci... zwracałam mu na to uwagę... pytałam dlaczego dla nas nie jest taki miły, tylko podnosi głos, zawsze mówi pretensjonalnym tonem...
A nie widziałam tego u siebie... a ja też tak robiłam..
Jak to jest że dla bliskich nie potrafimy być tacy uprzejmi i mili jak dla obcych?
A czasem naprawdę niewiele potrzeba aby i w domu zmienić ton wypowiedzi do ludzi których kochamy...
oj przepraszam rozpisałam się i odbiegłam chyba od problemu Udasiek ale musiałam to z siebie wyrzucić...
Ja trwam dalej w modlitwie i staram się zmienić siebie... i ufam Bogu, że jak już ten jeden cud dla mnie uczynił to i moje małżeństwo zostanie uzdrowione i relacje z moim mężem będą lepsze niż wcześniej... tylko potrzeba na to czasu i cierpliwości...

udasiek
Posty: 681
Rejestracja: 15 lip 2017, 9:59
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: udasiek » 20 lip 2017, 16:46

Dziękuję wszystkim za odpowiedzi! muszę przemyśleć, dały mi w czerep... no i widzę że nie jestem sama z takimi dylematami :shock:
Odpowiem wieczorem a w między czasie czy mogłabym prosić o link do instrukcji cytowania? gdzieś mi przemknął ale nie mogę się połapać.

Pavel
Posty: 1717
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: Pavel » 20 lip 2017, 19:56

"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

udasiek
Posty: 681
Rejestracja: 15 lip 2017, 9:59
Płeć: Kobieta

Re: Wierzę że się uda!

Post autor: udasiek » 21 lip 2017, 15:28

Odniosę się Kochani (na prawdę dziękuję za pomoc!)
Pavel pisze:
20 lip 2017, 11:26
Przecież niemal każdy facet na takim etapie jest 500 krotnie lepszą wersją siebie samego. TO NIE JEST PRAWDZIWY ON, ale to przecież wiesz
Ale we mnie tkwi myśl że może TO jest ON, że to może właśnie ona potrafi być dla męża inspiracją i tym kimś kto uczyni z niego lepszego, silniejszego mężczyznę, że to ona jest tym kogo mu potrzeba żeby rozwinąć skrzydła, że może na prawdę ja tego nie umiem, może to ja go tak bardzo dołowałam... wówczas mam ochotę powiedzieć (bo na prawdę go kocham) - ok trudno, bądź szczęśliwy. Kiedyś słyszałam powiedzonko że drugi człowiek potrafi być dla kogoś windą - podwieźć go do góry lub do samej piwnicy. Może ja byłam tą windą w dół?
Jednak trafiają do mnie słowa Pawlukiewicza (ukochanego :) ) że takie rzeczy jakim to się jest ach! można mówić komuś kto nas nie zna, dlatego tak łatwo przychodzi kreować w kimś swój obraz - przy kimś kto cię zna (żona) nie zakreujesz wiele bo ... cię zna i od razu wyczai kłamstwa (no może naciąganie prawdy które w tych smsach widziałam). Ile trwać będzie miłość oparta na wykreowanym obrazie? Ja wierzę że w każdym następnym związku pojawiłyby się TE SAME problemy o ile na prawdę nie przepracujemy w sobie swojego charakteru i swoich problemów ze sobą samym. Szukanie miłości gdzie indziej mówi raczej że uciekliśmy w którymś monecie od pracy nad tym co mieliśmy. Wierzę że "miłość jest "nie na 3 metrze studni ale na 5, 10 , głębiej" że trzeba przetrwać a miłość będzie inna ale pełniejsza. Poza tym kto jest w stanie wypełnić nasze "dziury" jeżeli my sami nad tym nie popracujemy, z Bożą pomocą - drugi człowiek też może utracić siły jeżeli się na nim wspieramy wciąż i z niego czerpiemy swoją siłę i chęci do życia, do zrobienia czegoś, motywacje, inspiracje, co wówczas? - ucieczka znów? (własnie:
Pavel pisze:
20 lip 2017, 11:26
jedyną (i najlepszą) opcją jest Bóg
!!! )
A może nie? może II związki są szczęśliwsze? może dla dobra tej osoby odchodzącej należy ją puścić, niech jest szczęśliwa z kimś kto jest jej ... wiecie - te wszystkie piękne określenia.
Jak widzicie wiele wątpliwości które wiem że każdy z nas tutaj ma. Próbuję nieraz sobie przetłumaczyć że już wybrałam ścieżkę (ratowanie, trwanie przy mężu choćby i bez niego) i teraz po prostu muszę się jej trzymać, nie dopuszczać tych myśli zwątpienia (jak to zrobić??)
Pavel pisze:
20 lip 2017, 11:26
Innym wyjściem jest terapeuta bądź ktoś zaufany w świecie realnym.
Mój kochany psychlog (on mi pierwszy powiedział żebym nie traciła wiary, że mąż jest wciąż z nami mimo raniących słów i tego że nie mieszka, że trzeba koniecznie oddzielić to co mówi bo jest zraniony od tego co robi - bo robi wiele dla nas, może nie "wiele" ale to co potrafi, co może, żebym go doceniła za to) wyjechał na wakacje stąd te problemy ze ścieżką przecież już wytyczoną ;) A ze środowiskim trzeba się ścierać - nikt nie wierzy, wszyscy mówią - po co ci to, daj spokój, znajdź sobie kogoś, zapomnij - im szybciej tym lepiej, on był taki śmaki i owaki. Mało wspierające więc staram się mało rozmawiać z tymi osobami (jak mało widywałam się z rodzicami teraz już w ogóle ich unikam, co b ich boli, wiem).
Pavel pisze:
20 lip 2017, 11:26
korzystając z pretensji i oczekiwań żony
nawet sobie zapisałam zarzuty:
nie pamiętam co dobrego robił
nie proponowałam nic na czas wolny
mówiłam że go nie chcę i nim gardzę ( :oops: na prawdę)
kumuluję zdenerwowanie a później wybuch jest jak tornado
generalizuję ("nigdy" "zawsze"), dramatyzuję i wyolbrzymiam, nie mam dystansu do spraw codziennych
nie umiem usiąść i odpocząć, zrelaksować się

od siebie dodam czego nie lubił lub czego zabrakło
sex (mało)
papierosy (dużo)
:oops:

Oczywiście mogę się tłumaczyć i mówić że "on też ... " ale wiem że to nie to forum ;)
Dużo pracy przede mną widzę jak to piszę...
Utka2 pisze:
20 lip 2017, 11:36
jakbyś niczego nie nauczyła sie przez ten kryzys.
Utka2 pisze:
20 lip 2017, 11:36
ja rozumiem, ze skonczyła sie adrenalina na jakiej jechałas przez rok. Ale może zacznij wyciagac wnioski z tego roku, z tego kryzyu
Utka - ostro mi zafangoliłaś... może rzeczywiście teraz jak adrenalina puściła wiedza lepiej będzie się przyswajać. Staram się ale wątpliwości i chwile załamki, wspomnień (no wiesz, do niej umiał słowami zaświadczać, i to jak!) są - budować poczucie własnej wartości - jak na zgliszczach? Kupiłam całą biblioteczkę ksiąg tu polecanych - od czego zacząć?
zacznę od braku oczekiwań. "ie pytaj co mąż może zrobić dla ciebie, zapytaj co ty ......itd" ;)
Utka2 pisze:
20 lip 2017, 11:36
jest z Tobą.
no tak tylko sam nie wie dlaczego... a mnie gnębią domysły dlaczego i ...nie są dla mnie miłe (NIE PROJEKTOWAĆ, NIE PROJEKTOWAĆ, nie pisać scenariuszy w głowie - powtarzam sobie)

Inga dzięki za cynk o czytaniach
Niezapominajka pisze:
20 lip 2017, 13:25
Ten skalny dziad??? Więc rozumiem bardzo ten wewnętrzny skurcz, żal i złość, że z nami tak nie. Nie jest romantyczny, nie mówi takich słów. A skoro z tamtą mógł to co - to znaczy, że umie, potrafi, chce i potrzebuje.
uśmiałam się :) ale gorzkie to to jest cholernie, tym bardziej że obawiam się że "postarac się o to teraz" znaczy "próbować być jak ona" a boję się porównań... nie wyjdę w nich dobrze... ja jestem praktyczny człowiek, nie "wierszowany" piękny gładki i powabny...

Dotko, nic nie jest nie na temat!
Dotka pisze:
20 lip 2017, 14:02
Jak to jest że dla bliskich nie potrafimy być tacy uprzejmi i mili jak dla obcych?
bo ciężko jest być osobą bliską, ona ma najgorzej (i też mówię o moim mężu, współczuję mu nieraz, na prawdę, stąd te myśli że lepiej mu będzie...)
znacie?
http://2ryby.pl/film/najblizsi-sobie-blaski-i-cienie/
polecam! sama smutna prawda ale podobno pierwszy krok to sobie uświadomić... mam taką nadzieję.

Ale słuchajcie, byłam wczoraj u spowiedzi i ... przeżyłam szok! ja tam się kajam itp a ojciec(brat, nie wiem, dominikanin w każdym razie) mówi mi że przecież nie mogę się czuć winna tylko ja i absolutnie nie można tego zamieść pod dywan i nie przegadać bo mnie to powoli zabije i :
Pavel pisze:
20 lip 2017, 12:04
dużym zagrożeniem jest nawrót "starego".
Trzeba koniecznie wyjaśnić dlaczego właściwie wrócił, czy wie co czuje i CO było prawdziwą przyczyną odejścia, czyli słuszne pytania są Dotki. Przecież jeżeli były problemy to inną ścieżką prócz zdrady jest powiedzenie "nie radzimy sobie, zróbmy coś" - nikt tego nie powiedział, mąż też nie. Więc u niego też coś nie halo... Powiem Wam że tak mnie zabijało to że "ty mnie wepchnęłaś w jej ramiona" i całe to poczucie winy i poczucie że teraz to ja muszę stawać na rzęsach i się zmieniać że jak wyszłam z tego konfesjonału to czułam się jakby mi kto tonę z barków odjął. Nie mogłam przez to zupełnie funkcjonować - dom, praca, dzieci, wszystko zaniedbane. Ja wiem że muszę zmieniać się, zmienić podejście,nauczyć się kochać, wiele wiele pracy. Wiem. Ale jednocześnie wiem że wiele razy się starałam, i teraz się staram. Konieczna jest chyba praca obojga, może z pomocą osoby trzeciej? Ten braciszek jest od rodzin się okazało, proponuje pomoc i mediacje. Co myślicie?

Nie można składać całego związku (i winy) na barki jednej osoby??? czy może teraz trzeba - nie ma innego wyjścia??? nie wiem!!
Dotka pisze:
20 lip 2017, 14:02
Na jedno z ważniejszych pytań mi nie odpowiedział, czy chce być ze mną i czy będziemy się oboje starać i angażować aby taka sytuacja się już nigdy nie powtórzyła... pozostaje mi czekać...
Nie pomaga w tym wszystkim też to że mój mąż zachowuje się tak jakby nic się nie stało...
tak więc może uciekanie nie jest tak do końca dobre. Boję się męża "spłoszyć" jeżeli wrócił ale takie "nic się nie stało" "nie dramatyzuj" - boję się że kiedyś mi uszami para buchnie (tornado).

Matko ależ napisałam, ale sami mówicie że mam tu się wyzewnętrzniać a nie na męża... więc korzystam :oops:

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości