Zdrada i co dalej?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz
Posty: 2643
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: Ukasz » 20 cze 2020, 22:48

A czy Twój mąż usłyszał to, co my przeczytaliśmy tutaj - że były świetne dni, że upadłaś, że jesteś słaba, że potrzebujesz pomocy? Nie wiem, czy powinien to słyszeć, po prostu staram się zrozumieć, jak wyglądają Wasze relacje, bez tego trudno pomóc.

rose
Posty: 93
Rejestracja: 14 mar 2020, 11:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: rose » 21 cze 2020, 3:52

Ukasz pisze:
20 cze 2020, 22:48
A czy Twój mąż usłyszał to, co my przeczytaliśmy tutaj - że były świetne dni, że upadłaś, że jesteś słaba, że potrzebujesz pomocy? Nie wiem, czy powinien to słyszeć, po prostu staram się zrozumieć, jak wyglądają Wasze relacje, bez tego trudno pomóc.
Tak tym razem usłyszał wszystko, jechaliśmy samochodem więc nie miał dokąd uciec i rozmawialiśmy przez 3 godziny tzn głównie ja mówiłam. Wie doskonale że nie radzę sobie z sytuacja, ale jemu jest wygodniej jak ja o tym nie mówię. Ja mam to dusić w sobie, ale na ten temat nie mam prawa się odzywać. Bo przecież zadaje te same pytania i nic nowego te rozmowy nie wnoszą - to jest jego opinia. Mówię mu ze ja sama sobie z tym nie poradzę, powiedziałam o psychologu i paradoksalnie mąż chyba na nadzieję że 'specjalista' mi pomoże - sam o wspólnej terapii wciąż nie chce słyszeć. Ale denerwuje mnie to bardzo (też to usłyszał) że zgotował mi takie piekło a teraz mowi że to ja mam problem i że muszę się z tym uporać sama.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8620
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: Nirwanna » 23 cze 2020, 18:32

Rose, spróbuję się odnieść i pokazać z trochę innego punktu widzenia fakty które opisujesz. Proszę, abyś nie odebrała tego jako ocenę Ciebie, piętnowanie czy dowalanie. Raczej obszar, gdzie możesz wciąż zrobić sama ze sobą, aby poczuć się lepiej.
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
...jechaliśmy samochodem więc nie miał dokąd uciec i rozmawialiśmy przez 3 godziny tzn głównie ja mówiłam.
Wiesz na pewno, co robi gonione zwierzę, zapędzone w róg bez możliwości ucieczki? Najczęściej nie widząc drogi ucieczki - atakuje.
Prawdopodobnie to nie była rozmowa. Rozmowa powinna odbywać się w wolności oraz z możliwością zakończenia przez każdą ze stron, która poczuje taką potrzebę.
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Wie doskonale że nie radzę sobie z sytuacja,
Z dużym prawdopodobieństwem wie na rozum, ale nie jest to dla niego nic motywującego, bo z dużym prawdopodobieństwem skupia się na tym, aby odpierać Twoje emocjonalne "ataki", a nie przyjąć Twój trud. Ponoć mężczyźni są w stanie wysłuchać, zrozumieć i przyjąć pierwsze 5 min. emocjonalnej wypowiedzi kobiety. Reszta po nich spływa, bo mózg im nie przyswaja, zalany emocjami. Może Panowie doprecyzują, wszak ja to tylko ich z relacji znam.
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Ja mam to dusić w sobie, ale na ten temat nie mam prawa się odzywać. Bo przecież zadaje te same pytania i nic nowego te rozmowy nie wnoszą - to jest jego opinia.
Jeśli zadajesz wciąż te same pytania i on na nie odpowiedział, a Ty je od nowa zadajesz - to ja się z nim zgodzę, że to nic nie wnosi, zwłaszcza z męskiego punktu widzenia, nie każdy mężczyzna ma potrzebę "przegadania" wielokrotnie jednego tematu.
Warto abyś sobie odpowiedziała - po co je wciąż zadajesz? Bo jeśli po odczucie ulgi, to jak pewnie sama zauważyłaś - ta ulga jest chwilowa. Więc nie o to chodzi.
I nie, nie masz dusić w sobie, masz prawo się odzywać. Jednak czym innym są roszczenia, a czym innym komunikowanie swoich potrzeb. Różnią się owocami.
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Ale denerwuje mnie to bardzo (też to usłyszał) że zgotował mi takie piekło a teraz mowi że to ja mam problem i że muszę się z tym uporać sama.
Bardzo rozumiem, że czujesz się skrzywdzona, i to bardzo. I masz do tego prawo. Zdrada to koszmarna krzywda. Jednak Twój mąż ma rację. Z wewnętrznym piekłem każdy powinien sobie poradzić sam, wskazane - z Bożą pomocą. Zadośćuczynianie przez krzywdziciela jest ważne, potrzebne i wskazane, ale nie jest niezbędne do poradzenia sobie z wewnętrznym piekłem. Zobacz, że na ten moment może najbardziej krzywdzisz sama siebie, zaglądając wciąż do kowalskiej, i wkręcając się w poczucie poniżenia. Tymczasem nie jesteś od niej gorsza.

Rose, postaw granice SOBIE. Nie na zasadzie duszenia w sobie czegokolwiek, tylko zgody na przeszłość która była i jest nie do zmienienia, za to jest do zbudowania - oby piękna - przyszłość. Budujesz ją tu i teraz. Od Ciebie zależy, czym tu i teraz się zajmiesz.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

rose
Posty: 93
Rejestracja: 14 mar 2020, 11:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: rose » 23 cze 2020, 19:03

Nirwanna, gdzieś to wszystko co napisałaś chyba było we mnie. Wiem że te rozmowy niczego nie wnoszą nawet chwilowej ulgi. Bo jaka ulgę może przynieść wspomnienie kowalskiej? Ja mu nawet nie daje szans o niej zapomnieć! Jak się uspokoję to ja nieco inaczej myślę niż w chwilach kiedy mnie złość i rozgoryczenie roznosi. Dobrze przeczytać taka wyważona i uporządkowana opinie i absolutnie nie odbieram tego jako atak a wprost przeciwnie.

Kilka dni temu mama powiedziała mi że skończyła odmawiać za nas nowennę, tego samego dnia dowiedziałam się że jestem w ciąży. Strasznie dużo we mnie emocji. Cieszę się, ale też bardzo się boję czy to nie za szybko? Czy te wszystkie emocje które wciąż przezywam nie zaszkodzą malenstwu? Nie planowaliśmy tego, ta wiadomość bardzo mnie zaskoczyła.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8620
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: Nirwanna » 23 cze 2020, 19:21

Gratuluję dzieciątka :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

s zona
Posty: 2511
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: s zona » 23 cze 2020, 19:44

Rose Gratulacje :)

Nowenna Popejanska ma Moc . moja mama tez sie nia modlila ,kiedy skladalam o separacje ..

A te 5 min, o ktorych pisze Nirvanna,wyprobowalam na mezu i dziala .
Daje sobie 3 min na konkrety a potem to juz " kwiatki" .. Kiedys czytalam o nich u Panow Guzewicza lub Pulikowskiego .Podobno mezczyzni tak maja i nie ma zmiluj sie .. nie przeskoczysz .
Znasz modlitwe o Pogode Ducha ?
Na marginesie dzisiaj jest audycja na zywo z udzialem sluchaczy w RM o godz 21h30 a gosciem jest p Jacek Pulikowski i temat " Ojcowstwo" ..

Rose, moze warto przyjac ten Dar i cieszyc sie nim, nie zamartwiac ale przyjac go z miloscia, czego serdecznie Ci zycze :)
Otulam modliiitwa i dbaj o siebie :)

rose
Posty: 93
Rejestracja: 14 mar 2020, 11:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: rose » 24 cze 2020, 13:21

Bardzo dziękuję :)
s zona pisze:
23 cze 2020, 19:44
Rose, moze warto przyjac ten Dar i cieszyc sie nim, nie zamartwiac ale przyjac go z miloscia, czego serdecznie Ci zycze
Tak to jest Dar i to najpiękniejszy z możliwych. Od dawna myśleliśmy o jeszcze jednym dzieciątku, potem sprawy sie skomplikowały :| a teraz gdy mąż wrócił i nie radzimy sobie kompletnie z sytuacja dostajemy taki prezent. Czy to jest odpowiedni czas? Nie wiem, ciągle mi to pytanie brzmi w uszach. Ale przecież zastanawianie się nad tym niczego nie zmieni.
W pełni akceptuje ten stan, mimo drżenia serca i mimo wsyztskiego co się dzieje dookoła. Czasem mam wrażenie że to co dzieje się w moim życiu to jak jakiś scenariusz na melodramat. Tak mi to życie pędzi, tyle rzeczy się dzieje...

Ukasz
Posty: 2643
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: Ukasz » 26 cze 2020, 8:33

rose pisze:
24 cze 2020, 13:21
Czy to jest odpowiedni czas?
Skoro tak jest, to widać tak, to jest ten czas. Ja bym się raczej pytał Boga, po co obdarowuje tak w tym właśnie czasie.

Caliope
Posty: 304
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: Caliope » 26 cze 2020, 17:11

Wspaniały dar, nie ma sensu myśleć, po co, dlaczego teraz. Ważne żeby to dziecko było zdrowe i w terminie, a ty dbaj o siebie kochana :)

rose
Posty: 93
Rejestracja: 14 mar 2020, 11:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: rose » 30 cze 2020, 8:12

Caliope pisze:
26 cze 2020, 17:11
Wspaniały dar, nie ma sensu myśleć, po co, dlaczego teraz. Ważne żeby to dziecko było zdrowe i w terminie, a ty dbaj o siebie kochana :)
Calipoe dziękuję :)
Tak najważniejsze jest to żeby Maluszek był zdrowy, tym bardziej że moje emocje na pewno nie zapewniaja dobrego startu :cry:

U nas w dalszym stopniu wzloty i upadki, ale tych drugich jakby coraz mniej. Niedlugo mam pierwsze spotkanie z psychologiem, mam nadzieję że terapia pomoże mi uporządkować moje emocje. Niestety mąż konsekwentnie odmawia udziału w terapii dla par. No ale działam wedle zasady: zmienić można tylko siebie i nie naciskam.

lustro
Posty: 1150
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: lustro » 30 cze 2020, 12:41

rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Ukasz pisze:
20 cze 2020, 22:48
A czy Twój mąż usłyszał to, co my przeczytaliśmy tutaj - że były świetne dni, że upadłaś, że jesteś słaba, że potrzebujesz pomocy? Nie wiem, czy powinien to słyszeć, po prostu staram się zrozumieć, jak wyglądają Wasze relacje, bez tego trudno pomóc.
Tak tym razem usłyszał wszystko, jechaliśmy samochodem więc nie miał dokąd uciec i rozmawialiśmy przez 3 godziny tzn głównie ja mówiłam.
postąpiłaś jak 100% kobieta
mówiłaś przez 3 godziny
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Wie doskonale że nie radzę sobie z sytuacja,
wie? czy moze raczej - po raz setny to powiedziałaś?
i czy ona naprawde musi to wiedziec ?
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
ale jemu jest wygodniej jak ja o tym nie mówię.


Tak, na pewno jemu jest lepiej, jak nie mowisz mu o tym ciągle. Bo on tak naprawdę nic z tym zrobic nie moze, co Ty czujesz i czy sobie z tym radziśz czy nie.
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Ja mam to dusić w sobie, ale na ten temat nie mam prawa się odzywać.
Nie, absolutnie nie.
Opowiedz to wszytsko na terapii.
Tam to ma sens i moze być dobrze wykorzystane do pracy nad sobą.
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Bo przecież zadaje te same pytania i nic nowego te rozmowy nie wnoszą - to jest jego opinia.

A moze trzeba popatrzec na to inaczej?

Zadajesz te same pytania i one nic nie wnoszą.
A moze trzeba zadac pytania inaczej? i nie mezowi a sobie? Bogu? Światu?
Nie pytac - dlaczego?
A zapytac - po co? w jakim celu?
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Mówię mu ze ja sama sobie z tym nie poradzę, powiedziałam o psychologu i paradoksalnie mąż chyba na nadzieję że 'specjalista' mi pomoże
Skierowanie swoich kroków na terapię jest chyba najlepszym kierunkiem.
Pod warunkiem, że to jest twoja terapia i twoja praca nad sobą. NIE NAD MĘŻEM.
Dleczego specjalista nie miałby Ci pomóc dojść do zrozumienia, wybaczenia, akceptacji, ulgi...spokoju i poczucia sensu?

Kiedy zmieniasz siebie świat wokół Ciebie sie zmienia.
To jak kamień rzucony w wodę - powoduje rozchodzące sie wokół kęgi.
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
- sam o wspólnej terapii wciąż nie chce słyszeć.
a koniecznie musi pojsc na wspolna terapię?
wogóle musi pojśc na terapię?
a moze twoja własna przemiana okaże sie wystarczającym motorem zmian?
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Ale denerwuje mnie to bardzo (też to usłyszał) że zgotował mi takie piekło a teraz mowi że to ja mam problem i że muszę się z tym uporać sama.

Mąż na 100% czuje sie zaszczuty co nie co i bezradny - on nie potrafi i nie moze potrafić, zmienic Ciebie. To mozesz tylko Ty sama.
On zgotował Ci taki los?
Kochana - jestes tego pewna?
Czy nie zgototwujesz go sobie sama trwając w niewybaczeniu i zranieniu?


Czy to nie jest tak, że TY masz ogromny problem?
Ten problem rzutuje na was wszystkich.
Gdybys potrafiła wybaczyć męzowi i zacząć budować wasz swiat bez wiszącego nad nim odium zranienia z przeszłości, które tkwi w Tobie, mozna by ruszcyć z miejsca. Zostawic ten ciezar i budować dobrą relcję. Dobre tu i teraz.



Spodziewasz sie maleństwa. To wspaniałe i na pewno w najlepszym z mozliwych, czasie.
Czy nie lepiej by było, gdyby mogło ono życ w świecie, w którym jego mama jest szczesliwa?
I czy Twoje poczucie szcześcia nie zalezy od samej Ciebie?

Caliope
Posty: 304
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: Caliope » 30 cze 2020, 13:55

Polecam psychologa, tylko trzeba pamiętać, że świecki ma trochę inne podejście od katolickiego szczególnie w terapii par. Samemu to wszystko jedno, ja korzystam od 12 lat :)

renegate
Posty: 113
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: renegate » 30 cze 2020, 17:10

lustro pisze:
30 cze 2020, 12:41
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Ukasz pisze:
20 cze 2020, 22:48
A czy Twój mąż usłyszał to, co my przeczytaliśmy tutaj - że były świetne dni, że upadłaś, że jesteś słaba, że potrzebujesz pomocy? Nie wiem, czy powinien to słyszeć, po prostu staram się zrozumieć, jak wyglądają Wasze relacje, bez tego trudno pomóc.
Tak tym razem usłyszał wszystko, jechaliśmy samochodem więc nie miał dokąd uciec i rozmawialiśmy przez 3 godziny tzn głównie ja mówiłam.
postąpiłaś jak 100% kobieta
mówiłaś przez 3 godziny
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Wie doskonale że nie radzę sobie z sytuacja,
wie? czy moze raczej - po raz setny to powiedziałaś?
i czy ona naprawde musi to wiedziec ?
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
ale jemu jest wygodniej jak ja o tym nie mówię.


Tak, na pewno jemu jest lepiej, jak nie mowisz mu o tym ciągle. Bo on tak naprawdę nic z tym zrobic nie moze, co Ty czujesz i czy sobie z tym radziśz czy nie.
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Ja mam to dusić w sobie, ale na ten temat nie mam prawa się odzywać.
Nie, absolutnie nie.
Opowiedz to wszytsko na terapii.
Tam to ma sens i moze być dobrze wykorzystane do pracy nad sobą.
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Bo przecież zadaje te same pytania i nic nowego te rozmowy nie wnoszą - to jest jego opinia.

A moze trzeba popatrzec na to inaczej?

Zadajesz te same pytania i one nic nie wnoszą.
A moze trzeba zadac pytania inaczej? i nie mezowi a sobie? Bogu? Światu?
Nie pytac - dlaczego?
A zapytac - po co? w jakim celu?
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Mówię mu ze ja sama sobie z tym nie poradzę, powiedziałam o psychologu i paradoksalnie mąż chyba na nadzieję że 'specjalista' mi pomoże
Skierowanie swoich kroków na terapię jest chyba najlepszym kierunkiem.
Pod warunkiem, że to jest twoja terapia i twoja praca nad sobą. NIE NAD MĘŻEM.
Dleczego specjalista nie miałby Ci pomóc dojść do zrozumienia, wybaczenia, akceptacji, ulgi...spokoju i poczucia sensu?

Kiedy zmieniasz siebie świat wokół Ciebie sie zmienia.
To jak kamień rzucony w wodę - powoduje rozchodzące sie wokół kęgi.
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
- sam o wspólnej terapii wciąż nie chce słyszeć.
a koniecznie musi pojsc na wspolna terapię?
wogóle musi pojśc na terapię?
a moze twoja własna przemiana okaże sie wystarczającym motorem zmian?
rose pisze:
21 cze 2020, 3:52
Ale denerwuje mnie to bardzo (też to usłyszał) że zgotował mi takie piekło a teraz mowi że to ja mam problem i że muszę się z tym uporać sama.

Mąż na 100% czuje sie zaszczuty co nie co i bezradny - on nie potrafi i nie moze potrafić, zmienic Ciebie. To mozesz tylko Ty sama.
On zgotował Ci taki los?
Kochana - jestes tego pewna?
Czy nie zgototwujesz go sobie sama trwając w niewybaczeniu i zranieniu?


Czy to nie jest tak, że TY masz ogromny problem?
Ten problem rzutuje na was wszystkich.
Gdybys potrafiła wybaczyć męzowi i zacząć budować wasz swiat bez wiszącego nad nim odium zranienia z przeszłości, które tkwi w Tobie, mozna by ruszcyć z miejsca. Zostawic ten ciezar i budować dobrą relcję. Dobre tu i teraz.



Spodziewasz sie maleństwa. To wspaniałe i na pewno w najlepszym z mozliwych, czasie.
Czy nie lepiej by było, gdyby mogło ono życ w świecie, w którym jego mama jest szczesliwa?
I czy Twoje poczucie szcześcia nie zalezy od samej Ciebie?
Lustro, sporo dobrych spostrzeżeń, ale niestety nie wszystkie...
Pewnie nie zrobiłaś tego świadomie, raczej tak dla otuchy, ale unikałabym stwierdzeń, że jakieś zachowanie jest 100% przypisane do kobiet, bądź mężczyzn.

Ale to, co istotniejsze teraz...
Oczywiście, że jeśli ktoś chce budować świat, np. po zdradzie, to musi przestać ciągle nią żyć. Jednak na to potrzeba czasu.
I przekonania, że druga osoba żałuje. Także z reguły czegoś, co określić można jako zadośćuczynienie.
Dla Rose na razie na coś jest za szybko. I bardzo możliwe, że niejedynie subiektywnie za szybko. Może coś ją w tym wszystkim nie przekonuje, może potrzebuje czegoś więcej od męża. Może byłaby gotowa pójść dalej, choć to się dopiero okaże. Jednak ma wrażenie, że prośba o odcięcie się od tego, co się stało, nastąpiła za szybko, nie tylko przez czas, ale i przez niewystarczającą skruchę u męża.
Oczywiście, że osoba, która zdradziła nie może całe życie bić się w piersi, nie da się też nic zbudować, codziennie rozdrapując rany. Trudno wymazać, co się zrobiło i zadośćuczynić kompletnie. Jednak musi być to wrażenie, że działanie osoby zdradzającej nie jest tylko na odczepne.

Jasne, że już sama terapia Rose coś może zmienić w jej, ich życiu. Ale przepracowanie kryzysu na terapii przez dwie osoby, a nawet dalej, ułożenie od nowa pewnych spraw na przyszłość, byłoby najlepszym wyjściem. Na razie oczywiście, nie ma takiej możliwości. Może indywidualna terapia Rose pozwoli znaleźć sposób, by mąż przemyślał jeszcze swoją odmowę. Przy czym, nie dziwmy się, że Rose tym bardziej czuje, że coś jest nie tak, jak powinno, skoro mąż odmawia wspólnej terapii. Ktoś inny zrobiłby to chociaż dla pro formy, najwyżej rezygnując, w którymś momencie.

Daleko mi do utwierdzania Rose, że jej mąż nie chce uczciwie uznać swoich win, i ona powinna mu w związku z tym nie odpuszczać. Jednak uważam, że warto poczekać jeszcze ze stwierdzeniami, że zapiekła się ona w swym bólu i natychmiast ma przejść nad wszystkim do porządku dziennego. Co nie oznacza, że będą szanse na odbudowanie małżeństwa, jeśli nie otrząśnie się z tego, co się stało i nie spojrzy na męża na nowo. Przy czym, nikt nic nie odbuduje, jeśli będzie tylko przejście nad zdradą do tego porządku dziennego, bez żadnych zmian.

A co do dziecka, twierdzenie, że jest to najlepszy moment jest albo niedojrzałe, albo nieszczere. Rose potrzebuje wsparcia, ale nie zagłuszajmy jej niepokojów. Ciąża w środku kryzysu, to nie jest najlepsze, co mogło się stać. Powinni na spokojnie ułożyć sobie wszystko, zadbać o siebie, o swoje małżeństwo, o dzieci, które już są. W ogóle przepracować kryzys bez presji.
Może to też teraz w Rose powoduje lęk, że mąż zostanie z nią nie dla niej, lecz z obowiązku. Nie na tym powinno się opierać dobre małżeństwo i rodzicielstwo.
Poza tym, unikałabym też tego stwierdzenia, którego użyłaś, by przypadkiem inne osoby nie zasugerowały się, że ich małżeństwo też może uratować zajście w ciążę, decyzja o dziecku, tym gorzej, jeśli samodzielna. Takie sytuacje też się zdarzają i niestety nie dość, że małżeństwa nie udaje się i tak uratować, czasem jeszcze bardziej z tego powodu, to dodatkowo cierpi dziecko.

Rose teraz potrzebuje tym bardziej spokoju, stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa ze względu na siebie i na dziecko. Jednak wsparcie, które może tu dostać powinno być szczere i nieprzekłamujące jej sytuacji. Nie uspokoi jej zaprzeczanie obawom, które ma.

rose
Posty: 93
Rejestracja: 14 mar 2020, 11:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: rose » 02 lip 2020, 8:42

Lustro, Renegate dostarczyłyście mi bardzo dużo materiału do przemyśleń.

Lustro już nie raz Twoje posty stawiały mnie do pionu - choć muszę przyznać, że często pierwszą moją reakcją na Twoje słowa jest bunt. Jak to ja mam szukać swojej winy?? Przecież to on.... Ja mam mu odpuścić, nie wracać ciągle do tego co zrobił? Ale przecież on musi słuchać o tym jak mnie skrzywdził, jak skrzywdził dzieci! Powoli, na prawdę powoli zaczynam odkrywać że to wypominanie szkodzi przede wszystkim mi. Mąż ma taką przypadłość, że potrafi się odciąć od rzeczy o których nie chce myśleć ("nie myślę o tym, bo po co mam się wkurzać"). A ja? Ja nie dość, że nie potrafię się odciąć to jeszcze dokładam sobie zmartwień historiami, które powstają w mojej głowie. Kochani u mnie jest spokojniejszy czas, ale spokojnie nie oznacza szczęśliwie. Temat ciągle wraca w mojej głowie, ale póki nie poruszam tego tematu moje małżeństwo jest w miarę stabilne. Jak zacznę temat - to toniemy.
renegate pisze:
30 cze 2020, 17:10
Czy to nie jest tak, że TY masz ogromny problem?
Ten problem rzutuje na was wszystkich.
Gdybys potrafiła wybaczyć męzowi i zacząć budować wasz swiat bez wiszącego nad nim odium zranienia z przeszłości, które tkwi w Tobie, mozna by ruszcyć z miejsca. Zostawic ten ciezar i budować dobrą relcję. Dobre tu i teraz.
No i moim zdaniem tu jest klucz obecnej sytuacji. Tak ja mam problem - OLBRZYMI! Tak rzutuje on na mnie, na męża i na pewno pośrednio na dzieci. Tak gdybym wybaczyła, poszłabym do przodu. Deklarowałam się że ja wybaczyłam - no przecież pozwoliłam mężowi wrócić do domu i do mnie. Ale to nie jest wybaczenie, to była decyzja, że chce dać szansę. Teraz może już jakiś malutki odcinek procesu wybaczenia przeszłam, ale jeszcze bardzo długa droga przede mną. Jedyne co zauważam, to że nie poradzę sobie sama.

Renegate, gdybym przeczytała Twój wpis jakiś czas temu to przyklasnęłabym z radości. W końcu jest osoba która rozumie to co czuję i daje mi do tego prawo. Renegate, Twoje posty również w innych wątkach pokazują że masz olbrzymią wiedzę. Czy mogę spytać czy doświadczyłaś również kryzysu małżeńskiego? Generalnie ja się zgodzę prawie ze wszystkim co napisałaś, ale mam poczucie że będąc w takiej postawie ja nie ruszę do przodu. A chyba już powoli należałoby rozprawić się z tematem a nie tkwić w bajorku. Minęło już prawie 4 miesiące odkąd mąż zakończył romans, doliczając do tego miesiąc w ciągu którego romans trwał - mamy 5 miesięcy. Z pełną świadomością mogę powiedzieć że to było najgorsze 5 miesięcy mojego życia! Momenty kiedy nie potrafiłam wstać z łóżka, kiedy nie widziałam na oczy przez całonocne płacze, kiedy patrzyłam na łzy dzieci, które tęsknią za tata, kiedy musiałam sobie radzić z pracą z dwójką dzieci całkowicie sama. To boli, wciąż boli tak mocno że potrafi zatrzymać oddech w ciele. Ale ja CHCĘ pójść dalej, do przodu. Dostałam szansę na odbudowę małżeństwa, wierzę, że wymodliłam powrót męża - wiele ludzi zrobiłoby dużo dla takiej szansy. A ja ją mam i teraz mam ją zaprzepaścić przez moje humorki?
renegate pisze:
30 cze 2020, 17:10
Może indywidualna terapia Rose pozwoli znaleźć sposób, by mąż przemyślał jeszcze swoją odmowę. Przy czym, nie dziwmy się, że Rose tym bardziej czuje, że coś jest nie tak, jak powinno, skoro mąż odmawia wspólnej terapii. Ktoś inny zrobiłby to chociaż dla pro formy, najwyżej rezygnując, w którymś momencie.
Mam taką zgodę na terapię pro forma - ale nie chcę z tego korzystać. Nie uważam że mogłoby to przynieść dobre owoce. Mąż NIE UMIE rozmawiać na ten temat, nie jest osobą która z łatwością nawiązuje kontakty. Nie zależy mi na jego obecności na takiej terapii, a raczej na wspólnej pracy. On nie chce - ok nie naciskam już, co nie znaczy, że czasami przy większych problemach nie proponuję. Temat skonsultowany z psychologiem i tu na forum też już był omówiony.
renegate pisze:
30 cze 2020, 17:10
Przy czym, nikt nic nie odbuduje, jeśli będzie tylko przejście nad zdradą do tego porządku dziennego, bez żadnych zmian.
Mąż wycofał się z kilku rzeczy które obiecał. Bolało, ale już to przerobiłam. Ale też jestem daleka od tego żeby mówić że nie ma żadnych zmian. Zresztą ja nie miałam mu nic do zarzucenia przed kryzysem jeśli chodzi o zajmowanie się domem i dziećmi. Mieliśmy ostatnio rozmowę, ja mu mówię że po tym co się stało to oczekuje od niego "czegoś więcej", on prosi żebym sprecyzowała czego - ja na to nie potrafię odpowiedzieć. Tydzień temu - kłótnia z powodu błahostki, kończy się tym, że mąż śpi w samochodzie :oops: Na drugi dzień przychodzi z bukietem róż (choć kłótnia sprowokowana przeze mnie). Rozmawiamy. W pewnym momencie mąż zaczyna płakać! a nie jest osobą która często pokazuje łzy. Mówi, że mu zależy na nas jak jeszcze nigdy, że myśli cały czas co zrobić żebym była szczęśliwa, że on już nie ma pomysłu... On zrobił bardzo źle zdradzając i opuszczając rodzinę - ale na chwile obecną to ja nas niszczę niewybaczeniem.
renegate pisze:
30 cze 2020, 17:10
Może to też teraz w Rose powoduje lęk, że mąż zostanie z nią nie dla niej, lecz z obowiązku.
Nie mam w sobie takiego lęku. Wiem, gdzie było poczucie obowiązku mojego męża gdy odchodził! Nic go nie powstrzymało, nawet dzieci. Co więcej on to tłumaczył że to dla ich dobra. Rozmawialiśmy z mężem po jego powrocie o ciąży, nie mogę powiedzieć że była ona planowana ale na pewno nie była wielkim zaskoczeniem. Cieszę się, że jest nawet jeśli to się wydarzyło w środku kryzysu.

Uff trochę długo wyszło. Mam nadzieję, że nie brzmię jak ofiara broniąca swojego kata ;) Wiem, że to co teraz potrzebuję najbardziej to wybaczenie. Wybaczyć i pójść do przodu. Już dość zmarnowanych dni.

Na koniec prośba o radę na temat terapii. Mam dwa tematy do przepracowania: DDA i zdrada męża. W tym momencie jestem zapisana do psychologa z myślą o tym drugim. Zastanawiam się czy powinnam równolegle poszukać sobie jakiejś grupy dla DDA? Jak myślicie czy te dwie terapie jeśli będą szły równolegle nie będą z sobą kolidowały?

nałóg
Posty: 1847
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Zdrada i co dalej?

Post autor: nałóg » 02 lip 2020, 9:23

rose pisze:
02 lip 2020, 8:42
Jak to ja mam szukać swojej winy??
a może nie winy tylko UDZIAŁU?
rose pisze:
02 lip 2020, 8:42
Przecież to on.... Ja mam mu odpuścić, nie wracać ciągle do tego co zrobił?
A CO Ci daje to "wracanie"? PO CO to robisz? jakie potrzeby Ci to zaspokaja?
rose pisze:
02 lip 2020, 8:42
Mąż ma taką przypadłość, że potrafi się odciąć od rzeczy o których nie chce myśleć ("nie myślę o tym, bo po co mam się wkurzać").
czy zaletę?
rose pisze:
02 lip 2020, 8:42
A ja? Ja nie dość, że nie potrafię się odciąć to jeszcze dokładam sobie zmartwień historiami, które powstają w mojej głowie. Kochani u mnie jest spokojniejszy czas, ale spokojnie nie oznacza szczęśliwie.
Można postawić tezę, że nie chcesz zaakceptować przeszłości, tego, że to już było i nie można z kiszonego ogórka zrobić świeżego, że masz problem z "wdzięcznością" wobec Boga, że z ostrego kryzysu potrafił wyprowadzić dobro abyście wrócili do siebie. AKCEPTACJA i WDZIĘCZNOŚĆ.
Wybaczenie nie oznacza zapomnienie, wybaczenie oznacza uwolnienie się od cierpienia z powodu kryzysu. Tak jak każda ingerencja chirurgiczna zostawia ślad-bliznę , tak i postawa wybaczenia nie usuwa "blizny", nie resetuje pamięci a pozwala normalnie żyć z tą "blizną" .Wybór jest Twój. Możesz żyć w "historii" , nurzać się w niej i cierpieć........ a możesz popracować nad wybaczeniem dla swojego komfortu, dla poprawy komunikacji, dla tego dziecka które nosisz.
To jest w Twojej "mocy".PD

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości