najgorsza jest ta niepewność...

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

tomaszek73
Posty: 9
Rejestracja: 13 cze 2017, 13:52
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: tomaszek73 » 01 sie 2017, 14:19

Witajcie,
jakiś czas temu pisałem o swoim kryzysie - dziś jest dobrze... można by zaryzykować stwierdzenie - bardzo dobrze. Kochamy się bardzo, szanujemy, pomagamy sobie, dużo rozmawiamy, organizujemy sobie wolny czas..."kino, kawiarnia, spacer". Co dzień miłe słowo, drobny podarunek, uśmiech, komplement. Kilka miłych sms'ów, jakieś śmieszne zdjęcie na poprawę humoru, zapewnienie o miłości, potrzebie bycia razem. Wspieramy się wzajemnie w trudnych chwilach, czasem zwyczajnie słuchamy, gdy któreś z nas się żali, staramy się rozwiązywać problemy - zawsze razem. Tego wszystkiego brakowało nam przez niemal większa część naszego wspólnego życia. I stąd brak zrozumienia, "mijanka", znudzenie, a w konsekwencji niemal rozpad małżeństwa.
Dziś, jak wspomniałem już powyżej, nasza miłość, nasz związek odradzają się bardzo szybko. Żona bardzo dba o nasze relacje, o nasz związek.I ja też. Zapewnia, że otrzymuje ode mnie właśnie to wszystko, czego jej przez tyle lat brakowało. Że teraz jest naprawdę szczęśliwa i widzę, że chyba faktycznie tak jest. To jej stanowisko dało mi wiele do myślenia. Cała ta sytuacja otworzyła mi oczy i wysnuła jeden jakże istotny wniosek - przyczyną naszego kryzysu byłem właśnie ja. I mówiąc kolokwialnie, staję na głowie, żeby już nigdy do tego nie doszło... chyba mi się udaje... Wydawać by się mogło, że narodziliśmy się na nowo.
Jest jednak tylko jeden niewielki, a może właśnie olbrzymi problem - niepewność, w której okowach miotam się każdego dnia: Co dalej ? Czy faktycznie mogę uwierzyć żonie w jej zapewnienia o tym, że teraz już tylko my, nasza rodzina, nasz dom...? Przecież raz już to przechodziłem i po kilku dniach kolejny zawód...Dziś mijają trzy miesiące.
Całkiem niedawno pojechaliśmy na wycieczkę do Krakowa. Nie sposób było nie wstąpić do Łagiewnik. Poszliśmy na mszę św. i do spowiedzi... Żona przyznała, że wyznała w niej o swojej zdradzie i zapewniła, że nie była to zdrada "cielesna". Że żałuje, jest jej ciężko i widzi, jak bardzo ją kocham. Po tym pojednaniu poczuła się taka wyzwolona i jeszcze bardziej kochająca. Uwierzyć ? Zaufać ? Próbuję, ale wciąż w głowie siedzi obawa, że może jednak to nie jest koniec tego romansu...
Porady psychologa ?-były trzy - nie rozwiązują w całości problemu...
Modlitwa ? Ta nieustannie płynie do Jezusa Miłosiernego i faktycznie dostrzegam jej działanie właśnie w polepszeniu naszych relacji... tylko ta niepewność....
Wciąż siedzi z tyłu głowy obawa o każdy dzień, o każdą chwilę... a może to tylko gra ? Przecież tak całkiem niedawno chciała być z nim...pisała...dzwoniła...spotykała się...pewnie też i kochała....
A może to problemem jestem sam dla siebie i moje zaniepokojenie wynika z zaległości emocjonalnych ?
Ufam Bogu, modlę się i powierzam Mu nasze losy. Widzę, że chce nam pomóc, bo On jest najlepszym lekarzem...
Czasem jednak wszystko to mąci właśnie ta niepewność...
Robię wszystko, by była szczęśliwa...ale czy tak jest naprawdę ?

mare1966
Posty: 428
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: mare1966 » 01 sie 2017, 21:23

"A może to problemem jestem sam dla siebie i moje zaniepokojenie wynika z zaległości emocjonalnych ?"

Zanim doszedłem do tego zdania , coś podobnego pomyślałem .
To trochę tak , jakby co dzień się bać o jutro
a to , że jutro jutro zachoruję , jutro mnie przejedzie itd.

Ale zastanów się , co da ci pewność ?
Zapewnienia żony dadzą ?

zenia1780
Posty: 833
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: zenia1780 » 01 sie 2017, 22:45

Witaj drogi tomaszku.
Miło by było gdybyś zamieścił link do swojego tematu na starym forum, aby można szerzej przypomnieć sobie/zapoznać się z Twoją/Waszą sytuacją i historią.
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Pavel
Posty: 793
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: Pavel » 01 sie 2017, 23:29

Z jednej strony wiem co czujesz, to naturalne po takich przejściach.
Z drugiej zaś strony to niebezpieczne i nade wszystko zupełnie niepraktyczne.

Takie myślenie, zastanawianie się, wybieganie w przyszłość nic Ci nie da, w dodatku przez to zamiast żyć TERAZ miotasz się w przeszłości lub przyszłości.
Po co Ci to? Lubisz jak Cię boli?
Gwarancji nie masz żadnych, choćbyś dostał zapewnienia żony, że z pewnością powtórki nie będzie.
Wypada mieć tego świadomość, ale jednocześnie warto żyć z nastawieniem, że tak istotnie będzie.
Warto robić swoje, tak dobrze jak potrafisz i nie snuć wizji przyszłości, zwłaszcza tych negatywnych.
Co będzie pokaże czas.

Kolejne pytanie - czy właściwie przepracowaliście ten kryzys, a jeśli nie, to co zamierzacie z tym zrobić. Samo się to bowiem za Was nie zrobi.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

tomaszek73
Posty: 9
Rejestracja: 13 cze 2017, 13:52
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: tomaszek73 » 02 sie 2017, 7:42

zenia1780 - oto link do tematu, o który prosisz
viewtopic.php?f=13&t=277&p=4096#p4096

Utka2
Posty: 125
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:47
Płeć: Kobieta

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: Utka2 » 04 sie 2017, 13:19

Tomaszek - jako żona z podobna historią jak Twoja żona - przestrzegam Cię przed takim mysleniem.

Mam podobna sytuację w domu. Mąż nie wybaczył, i nie wybaczy, nie przepracowal i nie przepracuje, zamiótł pod dywan i jemu jest dobrze.
Każda próba porozmawiania sprowadza sie do tego co zrobiłam. Na szczeście wyzwiska już sie skończyły.

Modli się.

Ale mnie traktuje jak powietrze, w sumie mieszkamy jak nie wchodzący sobie w droge sublokatorzy. Bo ja juz tez odpuściłam naprawianie, zabieganie o niego, próby zbudowania małżeństwa na nowo. Na pewno nieudolnie to robiłam, ale starałam się. I wiecznie w oczach widziałam pogardę, mimo nawet cieplejszych gestów.

Ale, do puenty: na dluższą metę żona nie da rady żyć w sytuacji kompletnego braku zaufania, a Ciebie zniszczą domysly, projekcje w głowie, scenariusze jakie tworzysz.
I zniszczysz małżeństwo do końca (oby nie).

Mojego już sie nie podniesie. Nie w tym życiu. Nie życzę Ci żeby twoja żona doszła do podobnych wniosków.

Pracuj nad soba i zastanów sie czy sama modlitwa Ci pomaga. I w czym pomaga, a w czym przydałoby sie inne wsparcie.

udasiek
Posty: 73
Rejestracja: 15 lip 2017, 9:59
Płeć: Kobieta

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: udasiek » 05 sie 2017, 9:32

Utko, dziękuję Ci za ten post - jest dla mnie potwierdzeniem że jeżeli nad czymś się rozmyśla, ma się problem, to coś (Ktoś :) ) podsunie rozwiązanie, odpowiedz. Dziękuję że dzielisz się swoimi przemyśleniami, Twoje doświadczenia b b b mi pomagają... Dziś właśnie na moje wypowiedziane słowa braku zaufania mąż SPOJRZAŁ... Może to znaczyć że 1) rzeczywiście kłamie 2) boli go brak zaufania (myślałam że powinien to zrozumieć ale to chyba jest bardziej tak jak Ty piszesz... że to go boli i prowokuje w nim myśli że nie damy rady nad tym przejść...). Tak więc widzę że muszę położyć pełne w nim zaufanie, a może lepiej pełne w Nim zaufanie, tj w Panu Bogu że pokieruje nami i nie pozwoli skrzywdzić kogoś kto pokłada w nim ufność i ... jeżeli będzie coś na rzeczy to i tak, bez szpiegowania i głupich pytań prawda wyjdzie bo ... prawda tak ma ;)

A co do:
Utka2 pisze:
04 sie 2017, 13:19
przydałoby sie inne wsparcie.
Mówisz o psychoterapii z pomocą sobie w przejściu nad kryzysem? Zadaję sobie pytanie w jaką ranę niezabliźnioną (lub kompleks, lub cechę charakteru) uderzyła ta męża zdrada że tak nie mogę sobie nad nią poradzić... bo że boli - wiadomo, ale że tak? Mąż też chce "zamieść", nie chce rozmawiać, ja - tak jak dziś Niezapominajka pisała - boję się schrzanić i trzymam się na razie, ale boję się że bez przepracowania właśnie wypomnę kiedyś, boję się "rozmowy niekontrolowanej". A może rzeczywiście "zbyt poważnie do wszystkiego podchodzę", może muszę "nabrać dystansu", może na prawdę "przecież nie my pierwsi nie ostatni" (słowa męża które bolą jak szlag).

Pytanie też do Pavła - napisał
"czy właściwie przepracowaliście ten kryzys, a jeśli nie, to co zamierzacie z tym zrobić. Samo się to bowiem za Was nie zrobi."
Jak to zrobić? Jakie kroki? Proszę napiszcie konkretnie.

Utka2
Posty: 125
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:47
Płeć: Kobieta

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: Utka2 » 07 sie 2017, 17:15

Dokladnie tak - jakaś psychoterapia? Psycholog? czy inne formy.
Polecam też kierownika duchowego - jeśli jest dobry, to nieoceniona pomoc w kryzysach (wszystkich)

Pavel
Posty: 793
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: Pavel » 07 sie 2017, 19:11

udasiek pisze:
05 sie 2017, 9:32
Pytanie też do Pavła - napisał
"czy właściwie przepracowaliście ten kryzys, a jeśli nie, to co zamierzacie z tym zrobić. Samo się to bowiem za Was nie zrobi."
Jak to zrobić? Jakie kroki? Proszę napiszcie konkretnie.
Każdy kryzys jest po coś, żaden nie bierze się z niczego.
Właściwie przepracowując kryzys, o ile jest wola obu zainteresowanych ludzkich stron (bo Bóg jest zawsze gotowy), można stworzyć małżeństwo na zupełnie innym poziomie niż przed kryzysem. Potrzebne są "tylko" chęci, pokora, konsekwencja i wiara.

Jak to zrobić? Jakie kroki?
Warto postawić Boga na pierwszym miejscu i żyć wg proponowanej przez niego drogi.
Warto poznać siebie i współmałżonka, zgłębić wiedzę o różnicach między płciami. A później tę wiedzę wdrożyć w życie.
Warto porządnie rozeznać co dokładnie doprowadziło Was do kryzysu i to przepracować.
Warto dowiedzieć się nie tylko jak małżeństwo nie powinno wyglądać i co je niszczy, ale również jak być powinno.
Warto nauczyć się rozmawiać bez ranienia, oceniania drugiej osoby (bardzo pomocna może być nauka bezprzemocowej komunikacji).
Warto poznać język miłości swój i współmałżonka i dawać sobie miłość w języku odbiorcy.
Warto okiełznać swoje oczekiwania, skonfrontować je z oczekiwaniami drugiej strony oraz co najważniesze - wolą Boga.
Warto nauczyć się słuchać.
Tych warto jest więcej...to tylko takie pierwsze z brzegu przykłady.

Jeżeli nie ruszymy tych spraw, szansa, że "stare" powróci jest naprawdę duża. Fajnie, jeśli współmałżonek zechce podążyć taką lub podobną drogą, jeśli jednak nie chce, warto robić po prostu swoje i zająć się tylko swoją częścią.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

lustro
Posty: 560
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: lustro » 21 sie 2017, 14:27

Tak się składa, że w takiej sytuacji, sytuacji powrotu i naprawy małżeństwa, obie strony mają sobie co wybaczyć i obie strony muszą sobie wzajemnie zaufać.

Tomaszek73
Pomyśl...tylko Ty musisz w coś uwierzyć?
Jak myślisz - czy Twoja zona nie zastanawia się czasem na ile starczy Ci tej własnej przemiany? Jak długo będziesz się starał i kiedy wrócisz "stary Ty"?
Ty musisz zonie uwierzyć "na słowo" w to, co mówi i obiecuje i pokazuje...a ona Tobie.
Zaufanie, to nie jest coś, co sie da udowodnić, bo to już jest wiedza.
Zaufaniem się obdarza nie mając dowodów na to, że to wszystko, to prawda.

Nie zatruwaj waszego małżeństwa swoją nieufnością i domniemywaniem na przyszłość. Przyjmij za dobrą monetę to, co dostajesz dziś.

Gdyby mój mąż nie obdarzył mnie zaufaniem ( a ja to zaufanie ćwiczyłam i sprawdzałam w rozmaity sposób) pewnie nie było by nas razem dzisiaj. Bo nikt nie chce życ w permanentnej nieufności.
A ponad to - brak zaufania daje wolną drogę do jego łamania. Wszak łamie się coś, czego i tak nie ma.

Dotka
Posty: 164
Rejestracja: 06 kwie 2017, 10:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: Dotka » 21 sie 2017, 19:42


Nie zatruwaj waszego małżeństwa swoją nieufnością i domniemywaniem na przyszłość. Przyjmij za dobrą monetę to, co dostajesz dziś.
Tylko dlaczego to jest takie trudne.
Pavel pisze:
01 sie 2017, 23:29
Z jednej strony wiem co czujesz, to naturalne po takich przejściach.
Z drugiej zaś strony to niebezpieczne i nade wszystko zupełnie niepraktyczne.

Takie myślenie, zastanawianie się, wybieganie w przyszłość nic Ci nie da, w dodatku przez to zamiast żyć TERAZ miotasz się w przeszłości lub przyszłości.
Po co Ci to? Lubisz jak Cię boli?
Gwarancji nie masz żadnych, choćbyś dostał zapewnienia żony, że z pewnością powtórki nie będzie.
Wypada mieć tego świadomość, ale jednocześnie warto żyć z nastawieniem, że tak istotnie będzie.
Warto robić swoje, tak dobrze jak potrafisz i nie snuć wizji przyszłości, zwłaszcza tych negatywnych.
Co będzie pokaże czas.
Dziękuję za te słowa. Muszę sie uzbroić w cierpliwość i pokore i przyjąć to co jest teraz. Bo nie jest zle. Było gorzej. Zobaczymy co bedzie gdy kowalska wróci. Teraz postanawiam już nie poruszać z moim mężem tego tematu.

tomaszek73
Posty: 9
Rejestracja: 13 cze 2017, 13:52
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: tomaszek73 » 12 wrz 2017, 13:52

"Tomaszek - jako żona z podobna historią jak Twoja żona - przestrzegam Cię przed takim mysleniem.

Mam podobna sytuację w domu. Mąż nie wybaczył, i nie wybaczy, nie przepracowal i nie przepracuje, zamiótł pod dywan i jemu jest dobrze. "

Widzisz Utko, ja zostałem upokorzony, ale wyciągnąłem pierwszy rękę, bo kocham swoją żonę... Dziwne... po takich przejściach...zauważyłem, że zwyczajnie po ludzku zbłądziła, co z resztą sama mi później wyznała. Wybaczyłem ? chyba tak, choć zapomnieć nie mogę. Może powinienem po prostu odejść, wyprowadzić sie, rozwieść... nie wiem co byłoby lepsze. Zrobiłem chyba zupełnie odwrotnie jak proponuje Lista Zerty i nie wiem czy zrobiłem dobrze, czy źle. Wciąż analizuję, myslę, zastanawiam sie co by było gdyby.... Nasze małżeństwo wydaje sie być naprawdę poukładane i odmienione w stosunku do tego, jakim było. Żona sie stara, by było jak najlepiej, a ja jej w tym pomagam. Tylko wciąż dręczy ta niepewność.... Podpowiadano mi tu na forum, że ogromnym błędem jest mysleć o tym i lepiej żyć własnym torem - no tak, tylko cieżko jest od tego uciec. Powiedziałem sobie jednak, że jeśli sie to powtórzy, to odejde bez zastanowienia. Będzie ciężko, ale taka będzie koniecznosć.


"Ale, do puenty: na dluższą metę żona nie da rady żyć w sytuacji kompletnego braku zaufania, a Ciebie zniszczą domysly, projekcje w głowie, scenariusze jakie tworzysz.
I zniszczysz małżeństwo do końca (oby nie)."

Najgorsze jest to, że czasami zdarzają mi sie "wycieczki" do przeszłości i konstruowanie niepewnej przyszłości. Żona wówczas tłumaczy, że w ten sposób mogę wszystko zepsuć, a przecież jest tak fajnie. Że już nic nie ma z tego, co było, a będzie tylko lepiej. Wierzyć ?
Obawiam się tylko, żebym któregoś dnia nie obudził sie sam w czterech ścianach i tak już trochę zachwianego "rodzinnego domu", a tak sie boje samotności...

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 1429
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: Nirwanna » 12 wrz 2017, 14:34

a tak sie boje samotności...
Ale to jest Twój problem, a nie żony, czyż nie? Więc do Ciebie należy zająć się nim.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Ariel

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: Ariel » 12 wrz 2017, 14:52

Tomaszek,

Ja bardzo bałam się przynać mężowi o romansie dlatego nie dlatego że bałam się że nie wybaczy ale dlatego że byłam pewna że mi już nie zaufa, że będzie ciagle mnie tym dręczył, zasypywał pytaniami, wracał do tego i przede wszystkim nie okazywał zaufania.

Nastomiast mojemu mężowi zajeło kilkanaście dni żeby to przeżyc, przetrwic i wybaczyć.
Nie zapomnieć (wątpie żeby kiedyś zapomniał) ale nigdy już tego nie wypomina. Nie drąży.

Ufa mi chociaż nie ma ku tego podstaw.

Myślę że ufa mi bo widzi że się zminiłam. Widzi że przeżyłam to bardzo mocno.

Prawda nie wiem co dzieje się w jego głowie. Nie wiem czy o tym nie myśli. Może tak jest. Ale napewno nie daję mi poczucia braku zaufania, które może być niszczące.

tomaszek73
Posty: 9
Rejestracja: 13 cze 2017, 13:52
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: najgorsza jest ta niepewność...

Post autor: tomaszek73 » 13 wrz 2017, 10:39

Nirwanna pisze:
12 wrz 2017, 14:34
a tak sie boje samotności...
Ale to jest Twój problem, a nie żony, czyż nie? Więc do Ciebie należy zająć się nim.
I ja się nim zajmuję. Robię wszystko, żeby nasze małżeństwo było szczęśliwe. Póki co, jest, bo moje w nie zaangażowanie jest naprawdę wielkie, a żona podkreśla, że takiego mnie chciała zawsze. Ale podkreślam - zostałem "skopany" dwa razy więc mam się o co obawiać. Chyba, że nie oto Ci chodziło...

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości