Zawieszenie po zdradzie

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Clementine
Posty: 10
Rejestracja: 12 sie 2017, 23:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Zawieszenie po zdradzie

Post autor: Clementine » 27 sie 2017, 22:52

Postanowiłam po krotce (bez większych szczegółów) opisać moją historię. Może przeczytam tu coś, co mnie natchnie do dalszego działania...

Żona jestem od 7 lat, w związku od 13. Młodo się poznaliśmy. Mamy 2 letnie dziecko.

Rok temu Mąż powiedział mi że od roku mnie zdradza i że niedługo pojawi się jego drugie dziecko.

Od początku chciałam wspolnie ratować małżeństwo. Sytuacja była zmienna az do maja br. Od tego czasu żyjemy w zawieszeniu. Mąż jeździ do drugiego dziecka 2 razy w tygodniu mimo mojej niezgody na takie warunki. Mieszkamy razem, ale właściwie chyba tylko w formie rodziców naszego dziecka i współlokatorów. On nie może się zdecydować na ostateczne opuszczenie nas (mówi że mnie), chociaż twierdzi, że nie po to, żeby żyć z drugą "rodzina". Do tego dochodzą jego uzależnienia od zachowań i substancji.

Pracuje nad sobą, wychodzę że współuzależnienia. Byłam u psychologa, chodzę na 12 kroków i mam opiekę duchową. Dużo osób mi radzi czekać. Nic nie robić i czekać, bo on wykazuje elementy bycia przy rodzinie. A wyrzuceniem go z domu przetnę te cienka nitkę jaka jeszcze między nami jest. Czuję się jednak trochę jak idiotka, która pozwala oszustowi i zdrajcy na mieszkanie razem w oddzielnych łóżkach i patrzenie jak on brnie w zło.

Po roku od dowiedzenia się o tym wszystkim zaczynam myśleć że na pewno zostanę sama i to tylko kwestia czasu. W sumie jestem sama od dawna... Mimo jego fizycznej obecności. Zastanawiam się jednak czy nie będę miała wyrzutów sumienia, że ostatecznie to ja przecielam te nitkę...

W tym momencie mamy zupełnie inne wizje na życie. On się zafiksowal na bycie tata dla swoich dzieci i nie jest gotowy na odbudowywanie małżeństwa. Widocznie nie jest też gotowy na odejście.

Nie wiem co robić. Trwać, skupić się na sobie i żyć swoim życiem jak staram się to robić czy jednak ulozyc te sytuacje od razu. Tylko co tu znaczy "ułożyć"...?

Przeczytałam już dużo polecanych tu książek, stawiam granicę jak umiem ale on też otwarcie przyznaje, że nie umie teraz uszanować moich warunków.

Nie wiem czy jasno to napisałam ale nie jest to łatwe chcac zachować jakaś anonimowość...

jacek-sychar
Posty: 1551
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: jacek-sychar » 27 sie 2017, 23:07

Witaj Clementine na naszym forum.

Widzę, że znasz nasze zasady. Zobaczmy więc, co napiszą Ci inni użytkownicy.
Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 1429
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: Nirwanna » 28 sie 2017, 6:48

Witaj, Clementine :-)
Nie wiem, czy to u Ciebie na Krokach wybrzmiało, ale w psychoterapii jest zasada, iż warto podczas jej trwania nie podejmować żadnych ważnych życiowych decyzji. Kroków też trochę to dotyczy, bo każda ostra i dogłębna praca nad sobą wiąże się z pewnym "rozwaleniem starego świata", a w takim stanie może być trudno o naprawdę adekwatne do sytuacji decyzje.
Może daj sobie czas aż do skończenia Kroków?

Możesz coś bliżej napisać o granicach, jakie stawiasz?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

lena50
Posty: 96
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: lena50 » 29 sie 2017, 0:43

Witaj Clementine.
Może przeczytam tu coś, co mnie natchnie do dalszego działania...
Na pewno......jeśli tylko chcesz zmiany,naprawy,jeśli masz wolę"walki".....to na pewno.
Nie przez przypadek tu trafiłaś,równie dobrze mogłaś wybrać inne forum.....a takich w necie bez liku.
Skoro jednak trafiłaś tu,to znaczy ,że chcesz,ze się starasz,ze szukasz jakiegoś rozwiązania.
Cieszę się,choć wolałabym żeby jak najmniej ludzi tu trafiało.
Rok temu Mąż powiedział mi że od roku mnie zdradza i że niedługo pojawi się jego drugie dziecko
Trudny temat,bo to juz nie tylko zdrada,ale i nowy człowiek na świecie....niczemu nie winny.
Sama zdrad doświadczyłam i tak naprawde nie wiem co by było gdyby.....
Jednak byłam tu jakiś czas,podobnych historii tu trochę było,więc choć niekompetentna w tym temacie jestem ....spróbuje....
Od początku chciałam wspolnie ratować małżeństwo. Sytuacja była zmienna az do maja br. Od tego czasu żyjemy w zawieszeniu. Mąż jeździ do drugiego dziecka 2 razy w tygodniu mimo mojej niezgody na takie warunki. Mieszkamy razem, ale właściwie chyba tylko w formie rodziców naszego dziecka i współlokatorów. On nie może się zdecydować na ostateczne opuszczenie nas (mówi że mnie), chociaż twierdzi, że nie po to, żeby żyć z drugą "rodzina".
Wiem,ze boli,że wolałabyś inaczej,stało się...jest dziecko.
Teraz ...tak mi się wydaje,wszystko zależy od Ciebie.
Skoro mimo wszystko,chcesz jakoś to wszystko poukładać,znaczy nie skreśliłaś męża,chcesz być z nim i dalej tworzyć rodzinę,to niezbedny jest jakiś kompromis.
Mąż jeździ dwa razy w tygodniu do dziecka z czym Ty się nie zgadzasz,bo nie takie były warunki.
Mogłabyś coś więcej o tych warunkach,bez tego trudno sie odnieść.
To ,że ma kontakt z dzieckiem,to dobrze.....narozrabiał,musi ponieść konsekwencje,musi dbać i uczestniczyć w jego życiu.

Dużo osób mi radzi czekać. Nic nie robić i czekać, bo on wykazuje elementy bycia przy rodzinie. A wyrzuceniem go z domu przetnę te cienka nitkę jaka jeszcze między nami jest. Czuję się jednak trochę jak idiotka, która pozwala oszustowi i zdrajcy na mieszkanie razem w oddzielnych łóżkach i patrzenie jak on brnie w zło.
Czy brnie w zło....nie wiem,a Ty wiesz?
Zło już się stało,zdradził,teraz ponosi konsekwencje(odwiedza dziecko),które niestety odbijają się również na Tobie.


Co do czekania.....wiesz to takie nasze forumowe hasło....czekaj nie czekając.
Nie każdy to rozumie.....ogólnie chodzi o to,że robisz swoje,pracujesz nad sobą,zmieniasz siebie,dbasz o siebie,po prostu żyjesz..... nie zamykając jednocześnie drogi powrotu małżonkowi.
Oczywiście nie znaczy to ,że na wszystko się zgadzasz........musisz konsekwentnie egzekwować to co było ustalone.
To sie nazywa.....dojrzała miłość.


W tym momencie mamy zupełnie inne wizje na życie. On się zafiksowal na bycie tata dla swoich dzieci i nie jest gotowy na odbudowywanie małżeństwa. Widocznie nie jest też gotowy na odejście.
[/quote]

Bycie tatą jest jak najbardziej ok,ale......absolutnie nie może się to odbijać na małżeństwie.


Clementine.....zmiana siebie to przede wszystkim,cokolwiek to znaczy....

Byłaś wybuchowa,agresywna.....zmień to.
Marudziłaś,narzekałaś....zmień to.
Byłaś egoistką,wszystko musiało być tak ja chcesz....zmień to
Byłaś uległa,potulna...zmień to.
Dbałaś o rodzinę,pomijając siebie....zmień to.
itp.......

Zmień to co było dotąd,na inne.....bo się nie sprawdziło.
lena50....dawniej lena

Dotka
Posty: 164
Rejestracja: 06 kwie 2017, 10:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: Dotka » 29 sie 2017, 16:12

lena50 pisze:
29 sie 2017, 0:43
Byłaś wybuchowa,agresywna.....zmień to.
Marudziłaś,narzekałaś....zmień to.
Byłaś egoistką,wszystko musiało być tak ja chcesz....zmień to
Byłaś uległa,potulna...zmień to.
Dbałaś o rodzinę,pomijając siebie....zmień to.
itp.......

Zmień to co było dotąd,na inne.....bo się nie sprawdziło.
Nie eiem jak dla innych ale dla mnie najtrudniejsze do zmiany sa dwa ostatnie - przeciwstawianie się mężowi i znalezienie czasu na siebie. W przypadku proby ratowania małżeństwa jest to bardzo trudne bo moze odniesc odwrotny skutek.

lustro
Posty: 560
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: lustro » 29 sie 2017, 19:51

Dotka
Trzeba to zrobić z wyczuciem.
Ale zadbana zadowolona zona, która ma swój świat i swoje terytorium, jest bardziej atrakcyjna.
A asertywność jest cenioną obecnie cechą 😉

Generalnie - tak Cię cenią, jak się cenisz.
W rodzinie też to tak działa.

zuf
Posty: 9
Rejestracja: 31 sty 2017, 7:59
Płeć: Mężczyzna

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: zuf » 30 sie 2017, 15:57

https://www.youtube.com/watch?v=zoMx3Cx1xaA

Jest jeszcze jedna konferencja, ale nie pamiętam tytułu - x. Marek mówi o budowaniu relacji po definitywnym odcięciu relacji z kochanką i dzieckiem z tamtego związku - dopiero wtedy można w "dobrej teraźniejszości" odbudowywać związek.

Clementine
Posty: 10
Rejestracja: 12 sie 2017, 23:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: Clementine » 30 sie 2017, 16:10

Dziękuję Wam za odpowiedzi! Aż się miło zdziwiłam, bo zajrzałam tu z ciekawości - bez powiadomień o aktywności na moim wątku ;)

Zasady były takie (a stawiałam je trochę tchnieta chyba Duchem Świętym, bo słowa wypływały trochę ze mnie bez mojej pełnej kontroli), że zgadzam się, żeby druga córka przychodziła do nas raz w tygodniu i spędzała z nim czas z nami w rodzinie. Nie zgodziłam się na kontakty z była kochanka, chyba że z konieczności ustaleń dot. dziecka.

Wydaje mi się też że tak samo jak mój Maz, dużo osób ma błędne (?) pojęcie o odpowiedzialności i ponoszeniu konsekwencji w temacie drugiego dziecka. M.in. za dwoma księżmi, ale też w duchu tego co mówi ks. Dziewiecki takie dziecko nie potrzebuje na początku obecności ojca, a bardziej zapewnienie bytu materialnego. Na czasie i budowaniu więzi z tamtym dzieckiem traci przede wszystkim nasza córka, która za tata tęskni, wiele nie rozumie, czeka na niego i chce z nim być.

Pracuje nad sobą jak mogę.

Ale minął rok i zaczynam wchodzić w etap "czekania nie czekając" właśnie. A to powoduje że mąż staje mi się odległy, mniej cierpię będąc sama.

Mam też duże wątpliwości czy idąc za radą opiekuna duchowego i kilku bliskich mi osób wierzacych, niektórzy związani z Sycharem, dając sobie jeszcze około roku na takie trwanie i czekanie, danie szansy mezowi na podjęcie jakiegoś działania, poproszenie i pomoc, nie przyzwalam na jego jeżdżenie do byłej kochanki, gdzie nie wiem co się dzieje. Daje przyzwolenie na uzależnienia - patrzenie na nałóg alkoholowy (pije praktycznie codziennie, ale nie upija się), świadomość jego uzależnienia od pornografii i masturbacji...? Mówię otwarcie, że na to zło właśnie się nie godze, bo ono uderza w nasze małżeństwo i nasza rodzinę.

A na krokach wybrzmiało u mnie postawienie męża na piedestale, w roli Boga... Uzależnienie od niego i wyszarpywanie od niego miłości.

Muszę jeszcze dopracować cytowanie ;)

bosa
Posty: 198
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: bosa » 30 sie 2017, 17:10

Może chodzi jeszcze o tą konferencję? https://www.youtube.com/watch?v=M6FaotoITQs

Clementine czekasz już rok, i coś się zmieniło? Chcesz dać sobie jeszcze rok? I co potem? Kolejny rok? A czemu nie teraz definitywnie postawić stop?. Albo ,albo? Przez kolejny rok on zabrnie w nałogach jeszcze dalej, będzie bardziej związany z kowalską...
Myślę że trzeba się określić, czy odpowiada Ci taka rola? Życie w haremie? Jeśli tak ,to tak żyj i nie narzekaj, a jeśli nie to definitywnie to zmień. Nie jest grzechem odseparowanie się od krzywdziciela.

A swoją drogą, te kowalskie,to chyba mają Dobsona w jednym palcu,nie muszą nad sobą pracować ,przechodzić Kroków, zmieniać się, a mimo to mają wzięcie że hej...
Kocham Cię Panie, i jedyna łaska o jaką Cię proszę ,to kochać Cię wiecznie.. św.Jan Maria Vianney

Clementine
Posty: 10
Rejestracja: 12 sie 2017, 23:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: Clementine » 30 sie 2017, 22:46

Znam te konferencje ks. Marka i jeszcze kilka innych, w ktorych wspomina o tej kwestii. Bosa, trwam rok, ale chyba przybliżę Wam jak to wyglądało. Otóż, powiedział mi o tym kilka dni przed moim planowanym wyjazdem na wakacje z córką i koleżanka i jej córkami. Nie zrezygnowałam z wyjazdu, a on powiedział że musi się wyprowadzić i sprawę przemysleć. Później okazało sie, że mieszkał z kowalska, wtedy jeszcze w ciąży. Po moim powrocie, czyli po 2 tygodniach przychodził do nas, do córki, dużo rozmawialiśmy mimo tego, że jak mnie nie było to kontaktował się sporadycznie i bardzo wrogo raczej. Po 3 tygodniach od powiedzenia mi, dzień przed naszą rocznica ślubu wrócił do domu. Tydzien-dwa było pięknie. Później coraz gorzej. Po czasie, jakimś miesiącu, przyznał że mimo mojego warunku braku kontaktu z kowalska conajmniej do momentu urodzenia się dziecka, kontaktuje się z nią i kilka razy się z nią widział w relacji przyjacielskiej, bo on tak nie potrafi jej olać skoro on narozrabial i ona zaraz urodzi. Wtedy powiedziałam żeby się wyniósł skoro nie umie uszanować moich warunków, bo to mnie rani. I w ogóle już traktował mnie źle, mówił że czuję że mnie nienawidzi, że nie może tego wytrzymać itd. Wyniósł się do niej na kanapę w kawalerce. Ulatwilam mu obecnośc przy porodzie... Mieszkał tam jeszcze kiedy ona z dzieckiem była w szpitalu, a później przeniósł się na prawie 2 miesiące do rodziców. Żył wtedy na dwie rodziny, na trzy domy właściwie. Ale coraz bardziej wracał do mnie i do naszej córki. Przed moim wyjazdem zagranicę do teściów w grudniu mieliśmy bardzo szczera rozmowę, w której przyznał się do rzeczy, które przede mną ukrywał i do uzależnień. Poprosił o pomoc. Wiedziałam że ma tylko mnie. Mimo dużej rodziny, relacje są tam beznadziejne i od zawsze brak więzi. Zawsze wszystkie jego problemy z tym wiazalam i myślę że dlatego nie zorientowałam się że mnie zdradza. Jedyna pomoca ze strony teściów była opcja dla niego żeby zamieszkać w ich właściwie pustym mieszkaniu tu w Polsce. Wyjechałam, przemyślałam i stwierdziłam, że skoro tak się otwiera, prosi o pomoc i chce walczyć, to jak go odrzuce i to tak przed świętami to już pozamiatane. No to wrócił. Chwilę było ok, ale zaraz powtórka z rozrywki jak przy poprzednim powrocie. On się buj ana wietrze jak chorogiewka w zależności od uczuć. Nie umie się określić, podjąć decyzji razem z jej konsekwencjami i to jest cały problem. Ja wiem że miłość to decyzja, postawa. Dlatego nawet kiedy emocjonalnie byłam do niego źle nastawiona to trwałam. A on nie chce iść na wspólną terapię, wcześniej mówił o nawróceniu, wrócił do spowiedzi, ale szybko zaniechał. Żyje w jako takim komforcie bo ma przykryte kocykiem poczucie winy wobec naszej córki - jest na miejscu i już samo to załatwia spędzanie z nią czasu i bycie blisko. Nie muszę chyba dodawać że to nie jest taki czas, jakiego ona potrzebuje... Typu wspólne oglądanie meczu. Czy ona się bawi a on ostatecznie patrzy się w telefon. Teraz wygląda to tak że on nie chce być wobec mnie nie fair, więc nie zbliża się do mnie fizycznie ani jakkolwiek, bo codziennie lub prawie, jak twierdzi, rozmawia z kowalska o ich dziecku i nie tylko. Ale nie uważa tego za zdradę. Tylko nie umie się całkowicie odciąć. Uważa też że prędzej czy później pewnie skończy się tak że się wyprowadzi żeby dać mi i naszej córce swiety spokój. Ale póki jest jakaś najmniejsza iskierka nadziei to on nie chce tego pezekreslic. Problem jest też w kwestii finansowej. Bo za naszą wspólną decyzja ja nie pracuje i nie zarabiam, zajmuje się dzieckiem. Postanowiłam, że to musi się zmienić ale póki co nie dzielę się z nim tym za bardzo. On mnie strofuje na każdym kroku o wydatki i brak pieniędzy, sam wydaje codziennie (lub prawie) na piwo, ale pracy nie chce zmienić, "bo ma tam perspektywy". Kowalska poznał właśnie tam, a ona tam (lub gdzie indziej) wraca pod koniec roku. Powiedziałam, że nie wyobrażam sobie żeby z nią pracował. Ale jak ostatnio się dowiedzialam, wszystkie moje "nie godze się na...", na stawianie granic tak jak to rozumiem na przykład w "miłość potrzebuje stanowczości", on traktuje jako ostatnia próbę zaznaczenia moich poglądów, bo nic innego nie mogę zrobić, więc chociaż tyle powiem. a on w domyśle zrobi jak uważa... Powiedziałam mu ostatnio, że w jedną albo w drugą. Ze niech się zdecyduje i ze ja dalej sobie jakiś czas (nie powiedziałam ile) żeby on wykonał jakiś krok w stronę naprawy związku i pracy nad sobą. Ja w tym czasie robię swoje. Ale jak się wyprowadzi, to zadbam o siebie i córkę finansowo (mieszkamy w mieszkaniu jego rodziny, nie wiem jak może być...). Fakt że ja jakieś tam próby widziałam, walkę jakaś mała jego, ale efektów brak. Wręcz odwrotnie. Oddala się ode mnie, nie rozmawiamy i on otwarcie mówi że nie chce teraz odbudowywać małżeństwa ale jeszcze daje sobie czas żeby się w tym upewnić... Ciężko.

Clementine
Posty: 10
Rejestracja: 12 sie 2017, 23:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: Clementine » 31 sie 2017, 14:07

Dodam jeszcze kilka przemyśleń z intensywnej lektury forum, a raczej wątku Dotki. Zaczynam chyba woleć żeby już się wyniósł ten mój Mąż. I zaczynam sobie uświadamiać coś, co mnie trochę przeraża. Ja nie chcę z nim być takim jakim on jest teraz. Takim, który nie kierował się chyba moim dobrem, tylko swoim komfortem w naszym związku. Zawsze zajęcia sportowe, koledzy, piwo, mecze... A ja byłam ta zła, że mi to uwierało. Ze nie ma czasu dla mnie, dla nas. Później usłyszałam, że musiał tyle rzeczy przede mną ukrywać i to jaki naprawdę jest, bo ja chciałam czegoś innego. No, trochę chciałam. Już wiem, że tego sobie nie wyszarpie. A nie wygląda na to, żeby on mi to dał. Tylko ciężko żyć w małżeństwie razem, a jednak osobno. Szukać atrakcji poza domem i rodzina.

Czy ktoś może mi podlinkowac wątki osób, u ktorych w czasie zdrady pojawiło się dziecko?

Czy macie kontakt do księdza Dziewieckiego? Porozmawiałabym sobie z nim... ;)

Bety
Posty: 32
Rejestracja: 16 lut 2017, 12:57
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: Bety » 02 wrz 2017, 20:31

Clementine, czy ja dobrze rozumiem sytuację? Jesteś całkowicie uzależniona materialnie i mieszkaniowo od męża, który prowadzi podwójne życie????? A nawet potrójne, mam tu na myśli pomieszkiwanie u rodziców.

Clementine
Posty: 10
Rejestracja: 12 sie 2017, 23:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: Clementine » 02 wrz 2017, 22:36

Tak, jestem uzależniona finansowo i mieszkaniowo od męża, wychowując małe dziecko. Mąż mieszka w domu, ale osobno. Śpi na kanapie, mijamy się. Szukam pracy i opcji opieki w tym czasie nad dzieckiem.

Bety
Posty: 32
Rejestracja: 16 lut 2017, 12:57
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: Bety » 05 wrz 2017, 17:31

Bardzo polecam Ci modlitwę do św. Józefa, kóry jest Patronem ludzi pracujących. Ja modliłam się bardzo do Niego, żeby pomógł mi żyć godziwie z pracy własnych rąk i nie być zalezną od nikogo. Modliłam się długo i starałam się też rozwijać zawodowo. Moje prosby zostały wysłuchane. Dlatego Tobie też polecam św. Jozefa, tego skromnego cichego Świętego.
Bardzo ważne jest, żeby była jakaś finasowa podstawa do godnego życia.
Myślę, że męźczyźni czesto wykorzystują fakt, że kobieta nie może podjąc pracy zawodowej bo jest małe dziecko i w ten sposób wywierają presję na żonę, żeby akceptowała ich styl życia z lęku przed utratą źródła pieniędzy na utrzymanie.

Clementine
Posty: 10
Rejestracja: 12 sie 2017, 23:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zawieszenie po zdradzie

Post autor: Clementine » 08 wrz 2017, 21:04

Dziękuję! Już pierwsza modlitwą przyniosła efekty. Byłam na pierwszej rozmowie rekrutacyjnej, znalazło się miejsce w fajnym przedszkolu dla corki. Dużo się dzieje, idą zmiany, ale po kolejnej upokarzającej rozmowie o pieniądzach wreszcie poczułam się gotowa żeby coś zmienić. Martwię się trochę jak mała poradzi sobie tyle czasu w nowym miejscu, ale powierzam to Jezusowi a sama będę robić co mogę żeby jej to ułatwić.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość