Wątek Spokojnego

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Spokojny
Posty: 11
Rejestracja: 18 paź 2020, 12:38
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Wątek Spokojnego

Post autor: Spokojny » 18 paź 2020, 21:52

Witam wszystkich,

czy nadzieja na realizację naszego prywatnego planu nie stoi przypadkiem w sprzeczności z zaufaniem w 'boski plan' ?
Nasza nadzieja nie pozostawia de facto żadnej alternatywy rozwiązania problemu... bo to przecież nic innego jak oczekiwanie, na realizację konkretnego scenariusza.

Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9152
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Nirwanna » 19 paź 2020, 6:21

Witaj, Spokojny na forum.
Napisałeś bardzo ogólnikowo. Co dokładnie masz na myśli?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Spokojny
Posty: 11
Rejestracja: 18 paź 2020, 12:38
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Spokojny » 19 paź 2020, 8:44

Witam ponownie,

przepraszam za taki ogólnikowy styl wypowiedzi... ale właściwie inaczej nie umiem.
Mogę natomiast starać się doprecyzowywać myśli lub odpowiedzieć na konkretne pytania.
Wróćmy do nadziei.
Nadzieja, że będzie mi dobrze bez względu na okoliczności, że je zwyczajnie uznam, zaakceptuję ma jak najbardziej szansę na powodzenie. To wynika po prostu z naszej akceptującej, pełnej wiary postawy. Natomiast nadzieja na lepsze jutro, bądź gorsze jutro, ma szansę na zaistnienie w stosunku 50/50. Jutro będzie jakie będzie i zwykle w bardzo ograniczonym zakresie zależy to od nas. Nastawienie pełne nadziei na konkretny scenariusz może stać się źródłem potwornego cierpienia właściwie przez cały czas pielęgnowania tej nadziei.

To jest to coś, z czego zdałem sobie sprawę doświadczając trudów życia, i dostrzegam to również czytając posty pełne bólu i cierpienia osób, które nie mogą wydobyć się z tej pułapki oczekiwania 'lepszego' scenariusza .
Podsumowując.
Nadzieja jako postawa pełna wiary, zaufania, akceptacji - TAK. Nadzieja jako oczekiwanie - NIE.

Mam nadzieję, że udało mi się jaśniej wyrazić moją myśl :)

marylka
Posty: 1193
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: marylka » 19 paź 2020, 13:20

No temat skomplikowany ale podejme :)
Nadzieja jako oczekiwanie....
Mowia że nadzieja umiera ostatnia...
Człowiek musi miec plan, nadzieje, bo to go motywuje do życia
Ale obok nadziei mamy i wiare ktora jest scisle zwiazana z zaufaniem...
Żeby odbiec od tematu podam inny
Wychodzi lekarz i mowi jak jest....ma plan i nadzieje, że wzzystko skonczy sie dobrze...
I na koncu dodaje "my jestesmy ludźmi - nie bogami"
Dlatego wiara nadzieja i miłosć sa nierozerwalne
Wiara i zaufanie Bogu, że On wie co dla mnie najlepsze w danym momencie. Nawet jesli po ludzku ja nie zgadzam sie ze śmiercią tej osoby...
Właśnie Jego Miłość do mnie sprawia że takie a nie inne rozwiazania sa dla mnie najlepsze

Ja zmienilam nastawienie -
Wyczekuj a nie oczekuj
U mnie działa :)

Pozdrawiam

Spokojny
Posty: 11
Rejestracja: 18 paź 2020, 12:38
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Spokojny » 19 paź 2020, 14:21

Witajcie,

zdaję sobie sprawę, że łatwiej jest żalić się w gronie współczujących słuchaczy, którzy z pełną empatii postawą, przytakują i głaskają po głowie, ale jakikolwiek postęp bez silnego bodźca, jest niemożliwy. Być może właśnie w taki sposób komunikuje się z nami ‚Bóg’ i po etapie głaskania, zaczyna używać silniejszych argumentów, zmuszając nas do zmiany postawy.
Głaskanie na samym początku jest potrzebne, bo uśmierza ból, ale jeśli nie chcemy przekształcić naszego bólu w chroniczny, musimy zderzyć się ze ścianą własnej iluzji.
Ja nie chcę brać na siebie tego typu odpowiedzialności, bo w istocie jestem takim samym ‚marnym pyłkiem’ jak Wy :) Mogę jednak wskazać drogę, która mnie wyzwoliła z udręki i cierpienia.
Po przeczytaniu prawie wszystkich postów w tym wątku uznałem, że brakuje tutaj męskiego punktu widzenia. Tak się składa, że jestem mężczyzną i postaram się przybliżyć moją perspektywę.
To co przewija się tutaj przez większość treści, to silne zafiksowanie na partnerze. Zupełnie tak jakby to on miał jedyną sprawczość w kreowaniu Waszej rzeczywistości… Oddając partnerowi taką ‚władzę’ w istocie skazujecie się na bycie zniewolonym. Tak długo, jak cała Wasza energia koncentruje się na czynach i odpowiedzialności współmałżonka, tak długo nie jesteście w stanie dostrzec Waszego udziału w istniejącym układzie.
…a jest to klasyczny przykład postawy ofiary.
Każda próba przerzucenia winy na partnera oddala nas od uzdrowienia, a przybliża do cierpienia.
Bezstronny arbiter stojący obok konfliktu z łatwością dostrzeże próbę wzajemnego obciążania się winą. A przecież związek jest tworem wykreowanym przez mniej lub bardziej udaną ‚współpracę’ dwojga ludzi.

Czy po tym co napisałem, dziwi Was jeszcze, że partner będący pod presją krytyki i niespełnionych oczekiwań, oddala się od Was ? Każda próba przerzucania winy, bez krytycznego wglądu w nasz udział, burzy szansę na uratowanie związku. On się rozpada z każdą chwilą kiedy poszukujmy przyczyny na zewnątrz, zamiast wewnątrz siebie.
Z moich obserwacji przerzucanie winy i odpowiedzialności za nieudany związek na partnera, ma ochronić nas przed zderzeniem z rzeczywistością ! Ból ujrzenia prawdy jest tak trudny do zniesienia, że wybieramy permanentne cierpienie - ale za to w znanej nam iluzji. Ten sprytny ‚zabieg’ daje nam jednak jakąś namiastkę poczucia bezpieczeństwa, a my tego potrzebujemy jak powietrza.

Pięknie napisała Ruta i z tymi słowami najbardziej się tutaj identyfikuję - nie tylko jako facet, ale również jako człowiek. Jest to po prostu uniwersalna prawda.
Ruta pisze:
10 paź 2020, 13:03
Masz jedną ważną osobę do kochania - siebie. Pamiętaj o sobie. Ja siebie nie kochałam, ale powoli się tego uczę. Bardzo źle się traktowałam. Teraz uczę się o siebie troszczyć, doceniać siebie, wspierać, zwracać uwagę na siebie, moje potrzeby.
... a od siebie na zakończenie, parafrazując niejako słowa Ruty.
Jedyny prawdziwy związek, od którego możecie czegokolwiek oczekiwać, to związek z samym sobą. Gwarantuję Wam, że tyle ile włożycie, tyle dostaniecie !
Potem już z górki. :)
Mam nadzieję, że mój 'męski', arbitralny ton nikogo nie zabije, tylko wzmocni.
Pozdrawiam serdecznie obolałych i życzę odnalezienia siebie ;)

Lawendowa
Posty: 3842
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Spokojnego

Post autor: Lawendowa » 19 paź 2020, 20:25

Spokojny wydzieliliśmy dla Ciebie Twój osobisty wątek do którego, dla większej przejrzystości, przenieśliśmy posty dotyczące poruszonych przez Ciebie kwestii stąd:
viewtopic.php?f=13&t=2936&start=210
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Caliope
Posty: 488
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Spokojnego

Post autor: Caliope » 19 paź 2020, 22:23

Spokojny to ja się powinnam w takim razie oddalić od męża bo byłam cały czas w ogniu jego krytyki i niespełnionych oczekiwań. On przerzuca na mnie winę, bo nie dałam rady, a miałam tyyyle zrobić. Nie oddaliłam się, a wręcz walczę by ukrócić to, bo nie jestem robotem i potrzebuje pomocy i akceptacji takiej mnie jaką jestem. Nie można wkładać kobiet do jednego worka i pisać, że zawsze one się kłócą, krytykują i oczekują. Ja chcę spokoju dla mnie, tylko tyle.

Spokojny
Posty: 11
Rejestracja: 18 paź 2020, 12:38
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Spokojnego

Post autor: Spokojny » 20 paź 2020, 9:50

Caliope pisze:
19 paź 2020, 22:23
Spokojny to ja się powinnam w takim razie oddalić od męża bo byłam cały czas w ogniu jego krytyki i niespełnionych oczekiwań. On przerzuca na mnie winę, bo nie dałam rady, a miałam tyyyle zrobić. Nie oddaliłam się, a wręcz walczę by ukrócić to, bo nie jestem robotem i potrzebuje pomocy i akceptacji takiej mnie jaką jestem. Nie można wkładać kobiet do jednego worka i pisać, że zawsze one się kłócą, krytykują i oczekują. Ja chcę spokoju dla mnie, tylko tyle.
Witaj Caliope,
jest taka fajna modlitwa, pewnie doskonale ją znasz „Modlitwa o pogodę ducha”
Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym,
czego nie mogę zmienić.
Odwagi, abym zmieniał to,
co mogę zmienić.
I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Największy problem dla człowieka stanowi odróżnienie jednego od drugiego. Z chwilą kiedy uwalniamy się od obarczania odpowiedzialnością drugiego człowieka, mamy okazję odzyskać utracony szacunek do siebie. Potem możemy podarować sobie, to czego oczekujemy od partnera. Jego nie można zmienić, ale siebie zawsze ;)
Nie chcę już powielać, tego co wcześniej napisałem, bo to niczego nie zmieni. Mogę tylko dodać, że w pewnym momencie przychodzi gotowość do ujrzenia 'prawdy' o sobie.

Jeszcze jedna mała kwestia, która wymaga wyjaśnienia.
Caliope pisze: Nie można wkładać kobiet do jednego worka i pisać, że zawsze one się kłócą, krytykują i oczekują.
Proszę wskaż mi, gdzie napisałem że kobiety tak się zachowują, bo nie mogę tego odnaleźć w swojej wypowiedzi.

Pozdrawiam i miłego dnia życzę

Caliope
Posty: 488
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 20 paź 2020, 14:02

Spokojny pisze:
19 paź 2020, 14:21
Czy po tym co napisałem, dziwi Was jeszcze, że partner będący pod presją krytyki i niespełnionych oczekiwań, oddala się od Was ?
Tutaj, zrozumiałam że to tyczy się kobiet.
Modlitwę znam, czasem mi od roku bokiem wychodzi. Myślałam że mój mąż ogarnął się z przeszłością w której zawiodłam jego oczekiwania, ale niedawno znów próbował mi dokopać. Nie chcę i nie muszę tego robić jeśli od jego strony jest pusto. Tak dla przypomnienia nie każda kobieta wisi na mężu, to też niesprawiedliwe.

Spokojny
Posty: 11
Rejestracja: 18 paź 2020, 12:38
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Spokojny » 20 paź 2020, 20:50

Caliope pisze:
20 paź 2020, 14:02
Spokojny pisze:
19 paź 2020, 14:21
Czy po tym co napisałem, dziwi Was jeszcze, że partner będący pod presją krytyki i niespełnionych oczekiwań, oddala się od Was ?
Tutaj, zrozumiałam że to tyczy się kobiet.
Modlitwę znam, czasem mi od roku bokiem wychodzi. Myślałam że mój mąż ogarnął się z przeszłością w której zawiodłam jego oczekiwania, ale niedawno znów próbował mi dokopać. Nie chcę i nie muszę tego robić jeśli od jego strony jest pusto. Tak dla przypomnienia nie każda kobieta wisi na mężu, to też niesprawiedliwe.
Aha już rozumiem…
Mój wpis dotyczył konkretnego wątku, który gdzieś zniknął, a cała treść została przeniesiona do zupełnie nowego wątku. Już nie pamiętam dokładnie, ale zaproponowałem tzw. męski punkt widzenia, bo posty były głównie redagowane przez kobiety.

I teraz potnijmy skalpelem całe to nieporozumienie :)
1. Słowa głównie kierowałem do tych osób, które się w tym wątku udzielały… a nie wszystkich kobiet na świecie :)
2. Nie podpisuję się osobiście również pod Twoim stwierdzeniem, że kobiety się kłócą. 
Nigdzie tego nie napisałem. Co więcej, uważam, że krytyka partnera i oczekiwania w związku, nie mają nic wspólnego z kłótnią.
3. Kolejny przykład przekształcania sensu wypowiedzi, to ‚każda kobieta wisi na mężu’ 
To nieporozumienie. Chodziło mi o emocjonalne zafixowanie na facecie - co jasno wynika z treści.

Wkładanie do jednego worka wszystkich kobiet… ? Czy Ty mówisz serio ?
Ten styl chyba nie za bardzo pasuje do mojej wypowiedzi… Przecież ja wskazuję jedynie na pewne zjawisko, syndrom (ofiary), które często się tutaj przewija. Nie ma to nic wspólnego z krytyką lub moralną oceną Waszego postępowania.
Twoje stwierdzenie miałoby rację bytu, gdybym użył sformułowania typu „wszystkie kobiety zawsze się kłócą, krytykują i oczekują czegoś od mężczyzn” - a trudno mi zgodzić się z taką tezą.

Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9152
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Spokojnego

Post autor: Nirwanna » 20 paź 2020, 22:37

Witaj, Spokojny, raz jeszcze :-)

Pozwolę sobie odnieść się trochę szerzej do twoich wpisów, również do pierwotnego kontekstu, pisała już o tym Lawendowa:
Lawendowa pisze:
19 paź 2020, 20:25
Spokojny wydzieliliśmy dla Ciebie Twój osobisty wątek do którego, dla większej przejrzystości, przenieśliśmy posty dotyczące poruszonych przez Ciebie kwestii stąd:
viewtopic.php?f=13&t=2936&start=210
Pierwotny wątek jest założony przez kobietę, forum pomocy działa jako rodzaj grupy wsparcia, wielkie znaczenie ma osobiste świadectwo. Stąd:
- w wątku tym wypowiadały się głównie kobiety, wspólne przeżywanie podobnych sytuacji bardzo zbliża,
- cenny jest oczywiście męski punkt widzenia, jednak dużo milej i bardziej pomocowo jako osobiste świadectwo, a nie wykłady ex cathedra. To drugie raczej odrzuca, budzi niechęć. Dlatego tego pierwszego - warto się nauczyć :-) Tryb ex cathedra zachowując dla wykładów akademickich lub ambony :-)

Ponieważ więc Twoja wypowiedź była refleksją bardziej ogólną, pisaną w formie "my, nasza", a nie w formie "ja", stąd zadecydowaliśmy o wydzieleniu wątku, aby pierwotny wątek zachował charakter wątku osobistego i wsparcia dla konkretnej osoby.

Uwagi natury ogólnej:
- większość z tego co piszesz, to nie jest "męski punkt widzenia", tylko opisanie Twoimi słowami zasady duchowej mieszczącej się w pierwszym przykazaniu Bożym, mówiącym o miłości Boga, oraz kochaniu bliźniego jak siebie samego. Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn, nie ma płci.
- nie wiem na ile to zauważyłeś, ale znajdujesz się na forum dla małżonków sakramentalnych. Stąd raczej nie używamy formuły "partner/ka", tylko "mąż/żona", oraz staramy się używać określenia "małżeństwo" a nie "związek".
Rozumiem, że w Twoim przypadku jako osoby w związku niesakramentalnym adekwatnym będzie "partner" i "związek", dlatego warto w tym kontekście pisać w formie "ja", natomiast ogólnie do i o innych jednak lepsze będą te adekwatne dla nas określenia "mąż/żona" oraz "małżeństwo".

I jeszcze uwrażliwię Cię na jedną kwestię:
Spokojny pisze:
20 paź 2020, 20:50
1. Słowa głównie kierowałem do tych osób, które się w tym wątku udzielały…
...
......
… Przecież ja wskazuję jedynie na pewne zjawisko, syndrom (ofiary), które często się tutaj przewija. Nie ma to nic wspólnego z krytyką lub moralną oceną Waszego postępowania.
Prawdopodobnie nie zrobiłeś tego intencjonalnie, ale jeśli:
a. piszesz do konkretnych osób w wątku
b. zwracasz uwagę na zjawisko, syndrom ofiary, nie w formie świadectwa "ja", "my", tylko "wy"
to:
po 1. oceniasz konkretne osoby, bo syndrom nie występuje w próżni, tylko jako zachowanie, postawa konkretnych osób,
po 2. piszesz to w formie diagnozy.

Ergo - komunikacyjnie taki ciąg wypowiedzi budzi niechęć, nie jest zbyt pomocowy. To jeden z "zabójców dialogu": https://www.youtube.com/watch?v=o_87ISj5mHg

Na koniec jeszcze jedną rzecz zauważę:
Spokojny pisze:
19 paź 2020, 14:21
zdaję sobie sprawę, że łatwiej jest żalić się w gronie współczujących słuchaczy, którzy z pełną empatii postawą, przytakują i głaskają po głowie, ale jakikolwiek postęp bez silnego bodźca, jest niemożliwy. Być może właśnie w taki sposób komunikuje się z nami ‚Bóg’ i po etapie głaskania, zaczyna używać silniejszych argumentów, zmuszając nas do zmiany postawy.
Bóg nie ma w sobie nawet grama przemocowca. Przeciwnie, samoograniczył Siebie, dając człowiekowi wolność - z Miłości i do Miłości.
Owszem, z miłości do człowieka Bóg dopuszcza konsekwencje ludzkiej wolności, nadzwyczaj często bolesne, jednak nigdy nikogo do niczego nie zmusza.
Ucząc się Bożej Miłości, i otwierając na nią - warto w tę postawę niezmuszania osobiście wchodzić.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Spokojny
Posty: 11
Rejestracja: 18 paź 2020, 12:38
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Spokojnego

Post autor: Spokojny » 21 paź 2020, 8:57

Witaj Nirwana,

no cóż jestem tu nowy… ale bardzo dziękuję za udzielenie mi cennych wskazówek i przybliżenie zasad. Istnieje całkiem spora szansa, że w przyszłości z nich skorzystam.
Pozwól, że pominę większość poruszanych prze Ciebie punktów, bo w zasadzie nie podlegają one dyskusji, choć nie ukrywam, że nie ze wszystkim się zgadzam. Widać wyraźnie, że w kwestiach technicznych nie do końca sobie radzę, ale w pełni respektuję zasady tego forum ;)

Jest jedna mała rzecz, która mnie lekko rozbawiła. Na serio pomyślałeś, że Bóg wg mnie jest typem przemocowca ? :D
Zwróć uwagę na wydźwięk mojej wypowiedzi, która jest raczej w trybie przypuszczającym.
Natomiast Twoja:
Nirwanna pisze:
20 paź 2020, 22:37
Bóg nie ma w sobie nawet grama przemocowca. Przeciwnie, samoograniczył Siebie, dając człowiekowi wolność - z Miłości i do Miłości.
Owszem, z miłości do człowieka Bóg dopuszcza konsekwencje ludzkiej wolności, nadzwyczaj często bolesne, jednak nigdy nikogo do niczego nie zmusza.
... w dosyć kategoryczny sposób, ale też niebywale precyzyjny, kreśli Boską osobowość. Zupełnie jakbyś miała tą rzadką okazję do odbywania z ‚nim’ regularnych spotkań przy kawie ;)

Pozdrawiam serdecznie

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9152
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Spokojnego

Post autor: Nirwanna » 21 paź 2020, 19:07

Spokojny pisze:
21 paź 2020, 8:57
Na serio pomyślałeś, że Bóg wg mnie jest typem przemocowca ? :D
Zwróć uwagę na wydźwięk mojej wypowiedzi, która jest raczej w trybie przypuszczającym.
Nie wiem, czy wg Ciebie Bóg jest typem przemocowca. Natomiast odczytując to w kontekście zdania poprzedzającego, odbieram Twoją wypowiedź, iż Pan Bóg w pewnych przypadkach (utrata cierpliwości? brak reakcji człowieka?) być może dopuszcza zmuszanie tegoż człowieka do zmiany postawy, czyli inaczej mówiąc - stosuje przemoc. Wedle mojej wiedzy - to fałszywy obraz Boga.
Spokojny pisze:
21 paź 2020, 8:57
Zupełnie jakbyś miała tą rzadką okazję do odbywania z ‚nim’ regularnych spotkań przy kawie ;-)
Raczej spotykam się z Nim wieczorem przy herbacie, niż rano przy kawie, choć też bywa ;-)
A tak na poważnie - tak, to moje osobiste doświadczenie relacji z Bogiem, który nigdy mnie do niczego nie zmusił, zawsze szanował moją bieżącą gotowość (często małą), moje lęki, niedomagania i proces, w jakim wciąż jestem. Z rozmów z innymi ludźmi wiem, że nie jestem w tym doświadczeniu odosobniona.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Caliope
Posty: 488
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 21 paź 2020, 20:20

Spokojny pisze:
20 paź 2020, 20:50
Caliope pisze:
20 paź 2020, 14:02
Spokojny pisze:
19 paź 2020, 14:21
Czy po tym co napisałem, dziwi Was jeszcze, że partner będący pod presją krytyki i niespełnionych oczekiwań, oddala się od Was ?
Tutaj, zrozumiałam że to tyczy się kobiet.
Modlitwę znam, czasem mi od roku bokiem wychodzi. Myślałam że mój mąż ogarnął się z przeszłością w której zawiodłam jego oczekiwania, ale niedawno znów próbował mi dokopać. Nie chcę i nie muszę tego robić jeśli od jego strony jest pusto. Tak dla przypomnienia nie każda kobieta wisi na mężu, to też niesprawiedliwe.
Aha już rozumiem…
Mój wpis dotyczył konkretnego wątku, który gdzieś zniknął, a cała treść została przeniesiona do zupełnie nowego wątku. Już nie pamiętam dokładnie, ale zaproponowałem tzw. męski punkt widzenia, bo posty były głównie redagowane przez kobiety.

I teraz potnijmy skalpelem całe to nieporozumienie :)
1. Słowa głównie kierowałem do tych osób, które się w tym wątku udzielały… a nie wszystkich kobiet na świecie :)
2. Nie podpisuję się osobiście również pod Twoim stwierdzeniem, że kobiety się kłócą. 
Nigdzie tego nie napisałem. Co więcej, uważam, że krytyka partnera i oczekiwania w związku, nie mają nic wspólnego z kłótnią.
3. Kolejny przykład przekształcania sensu wypowiedzi, to ‚każda kobieta wisi na mężu’ 
To nieporozumienie. Chodziło mi o emocjonalne zafixowanie na facecie - co jasno wynika z treści.

Wkładanie do jednego worka wszystkich kobiet… ? Czy Ty mówisz serio ?
Ten styl chyba nie za bardzo pasuje do mojej wypowiedzi… Przecież ja wskazuję jedynie na pewne zjawisko, syndrom (ofiary), które często się tutaj przewija. Nie ma to nic wspólnego z krytyką lub moralną oceną Waszego postępowania.
Twoje stwierdzenie miałoby rację bytu, gdybym użył sformułowania typu „wszystkie kobiety zawsze się kłócą, krytykują i oczekują czegoś od mężczyzn” - a trudno mi zgodzić się z taką tezą.

Pozdrawiam
Kobieta jest emocjonalna, jeśli kocha mężczyznę jest zafiksowana inaczej by nie było nic. Ja czuję pustkę, wielką wyrwę właśnie z postępującej mojej obojętności co będzie.
Syndrom ofiary jest normalny jeśli jest przemoc, trudno z tego wyjść, ale oczywiście jest to możliwe.
Co do tego worka, to tutaj jest większość kobiet, jesteśmy różne, piszesz Was czyli kogo ?

Spokojny
Posty: 11
Rejestracja: 18 paź 2020, 12:38
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Spokojnego

Post autor: Spokojny » 22 paź 2020, 13:10

Nirwanna pisze:
21 paź 2020, 19:07
Nie wiem, czy wg Ciebie Bóg jest typem przemocowca. Natomiast odczytując to w kontekście zdania poprzedzającego, odbieram Twoją wypowiedź, iż Pan Bóg w pewnych przypadkach (utrata cierpliwości? brak reakcji człowieka?) być może dopuszcza zmuszanie tegoż człowieka do zmiany postawy, czyli inaczej mówiąc - stosuje przemoc. Wedle mojej wiedzy - to fałszywy obraz Boga.
Spokojny pisze:
21 paź 2020, 8:57
Zupełnie jakbyś miała tą rzadką okazję do odbywania z ‚nim’ regularnych spotkań przy kawie ;-)
Raczej spotykam się z Nim wieczorem przy herbacie, niż rano przy kawie, choć też bywa ;-)
A tak na poważnie - tak, to moje osobiste doświadczenie relacji z Bogiem, który nigdy mnie do niczego nie zmusił, zawsze szanował moją bieżącą gotowość (często małą), moje lęki, niedomagania i proces, w jakim wciąż jestem. Z rozmów z innymi ludźmi wiem, że nie jestem w tym doświadczeniu odosobniona.
Powiem krótko - nie jest.
Może faktycznie nieprecyzyjnie się wyraziłem, ale użyłem skrótu myślowego. Nie chcę wchodzić też za głęboko w teologiczne rozważania, czym Bóg, jest a czym nie jest… bo jeśli taka wymiana zdań nie służy porozumieniu z drugim człowiekiem, a staje się wręcz pretekstem do wszczęcia sporu, to chyba gubi się gdzieś sens naszych spotkań. Prawda ? ;)
Raczej spotykam się z Nim wieczorem przy herbacie, niż rano przy kawie, choć też bywa ;-)

Oczywiście to był żart ;)
Pozdrawiam serdecznie

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości