Jak wrócić i być szczesliwym

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Niezapominajka
Posty: 367
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Niezapominajka » 22 mar 2018, 23:16

Zalozylam ten wątek w Odbudowie za radą Marylki. Powroty są megatrudne. Coś, o czym marzymy i o co się modlimy w kryzysie nie jest takim prostym, jakim się wydaje. Widzę ten sam schemat u Dotki, Maliny, Udaska, Ingi i u mnie. Albo my jesteśmy niedojrzałe albo nasi mężowie, albo tak poranieni że już cudów nie umiemy dostrzec, albo tak egoistyczni, że chcemy widzieć tylko swoje chcenia, albo zwyczajnie walnięte😎😉Nie wiem. Ale jak zwykle spojrzenia innych pomagają czasem nieźle otworzyć oczy i naprostować. Jest tu kilka takich osób - Marylka, Zenia, Lustro, GosiaH, Pavel - jeśli kogoś pominęłam to przepraszam i proszę modów o dodanie. Myślę, ze te dyskusje, punkty widzenia będą cenne i ciekawe. Oczywiście wszystkich Sycharkow tu zapraszam🙂🤗

marylka
Posty: 413
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 23 mar 2018, 12:58

Wow!!!!
Niezapominajko jesteś BOMBA!!!
Fajnie, że założyłaś ten topic. Od wczoraj myślę jak by to miało wyglądać....
No cóż...
Nie jestem blogerką czy coś.
Ale -jesteśmy tu wszyscy razem i razem to wszystko stworzymy!
Tak, żeby każdy kto tu wejdzie coś wyniósł dla siebie.
I czuł się dobrze.


Na początek chciałam cos powiedzieć o sobie.
Mam stały kontakt z młodzieżą. Trudną. Głównie z chodorusami -jak ich nazywam.
Sama wychowałam się w blokowisku.
Może....te moje proste zdania tak rażą niektórych?
Uznałam, że taki sposób przekazu jest najprostszy -czysty komunikat.
Jak mam coś do powiedzenia to raczej imformuję a nie pytam. Nie piszę też po matczynemu -mój styl jest raczej suchy.
Przez innych może być odbierany jako moja pycha czy pewność siebie - nie wiem.
Mam też swoje poczucie humoru i często piszę z "przymrużeniem oka" czego nie zaznaczam, a co może być źle odbierane.
Zresztą -to nie ma być o mnie tylko o nas.
A jak będą uwagi...to na bieżąco będziemy korygować ;)

Chcę podkreślić na początku, że tak jak kiedyś trafiłam tutaj i tutaj znalazłam schronienie....tak teraz bardzo chcialłabym chociaż troche chociaż tylko wesprzeć chociaż słowem..

Czy możecie/ chcecie napisać o tym, co na chwilę obecną jest dla Was najboleśniejsze?
Z czym się mierzycie na co dzień?
Może troche poznajmy się na początek?

Ja szczerze to jestem na chwilę obecną szczęśliwą żoną. Mogę jednak cofnąć się do najgorszego dnia w moim życiu -pamiętam wszystko ze szczegółami. Jestem jedną z Was. Tylko na innym etape. Dzisiaj tak jest. Jak jutro będzie? Może być, że zamienimy się miejscami -kto wie.

Buziaki

zahir
Posty: 75
Rejestracja: 09 lut 2018, 10:29
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: zahir » 23 mar 2018, 13:37

Bólem jest niepewność, bólem jest strach. Bólem jest bezradność, gdy widzi się smutek drugiej osoby. Bólem jest atak i niemoc w jego odparciu. Piszcie co może być dobre po powrocie. Będzie to nadzieją dla tych, którzy walczą o ten powrót, walczą o ponowne szczęście.

łucja
Posty: 36
Rejestracja: 09 paź 2017, 7:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: łucja » 23 mar 2018, 14:35

Powiem szczerze, że bardzo ucieszył mnie ten post.
Ja jestem obecnie na etapie kryzysu, mąż wyprowadził się pół roku temu. Nie ma kowalskiej. Odszedł, bo na tamten moment nie chciał, nie umiał już ze mną być.
Od momentu wyprowadzki wiele się zmieniło.
Mogę powiedzieć, że małymi krokami chyba nawet na lepsze.
Nasze stosunki są poprawne.
Ten czas, dzięki łasce Pana Boga poświęcam na pracę nad sobą.
Podjęłam próbę zmiany siebie, naprawy tego co było złe, zmieniłam swój stosunek do wielu spraw.

Zmiana mojej postawy zaowocowała tym, że mąż przestał iść w zaparte i już nie mówi: "nigdy nie wrócę".
Coraz częściej mówi o tym, że ciągle myśli o tym co nas spotkało, dlaczego nie potrafiliśmy inaczej, nie wie co ma robić itp.

A ja zaczęłam panikować. Co będzie jeśli rzeczywiście powie, że wraca? Czy ja jestem już na to gotowa?
Nie zrozumcie mnie źle.
Boję się, że znów mogę wszystko zepsuć, że nam się z jakiegoś powodu nie uda...

Napiszcie proszę, jak u Was wyglądały te powroty. Jakie błędy popełnialiście? A co powodowało, że wasza więź stawała się silniejsza?
zahir pisze:
23 mar 2018, 13:37
Piszcie co może być dobre po powrocie. Będzie to nadzieją dla tych, którzy walczą o ten powrót, walczą o ponowne szczęście.
Dokładnie.

marylka
Posty: 413
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 23 mar 2018, 16:35

Łucjo, zahir -witajcie.
Bardzo dziękuję za Twoje świadectwo Łucjo.
Ja mogę to samo powiedzieć. Uszanowałam w mężu to, że dał mi w miarę bez scen odejść. I tak bym odeszła. Ale...jakoś...chociaż na koniec uszanował moją decyzję.
Byłam świadoma, że może być, że długo nie będzie sam i wnet dowiem się o kowalskiej. Ale wtedy było mi wszystko jedno. Wolałam prawdę -nawet taką, że łatwo mnie zastąpić. Niż żyć w kłamstwie.
Broń Boże nie namawiam do rozstania. Ale z perspektywy, z oddalenia lepiej widać swoje życie, mogłam doświadczyć co straciłam. A także tego....że wcale taka słaba nie jestem jak się bałam.
Jednocześnie -podobnie jak Łucja -zadbałam o siebie. I zewnętrznie i wewnętrznie. Także poznałam wielu przyjaciół.
Odejście w dniu rozstania było dla mnie teagedią. Byłam przerażona. Tyle lat z mężem. A tu zmiana mieszkania, jak dzieci się zaadaptują? Co ludzie powiedza??? Ale dziś mogę powiedzieć -że ten czas można wykorzystać na odbudowę siebie. Na przebaczenie sobie i drugiemu. Na rozwój.
Wtedy człowiek jest spokojniejszy, weselszy.
A do radosnych ludzi wracaja małżonkowie - gdzieś to czytałam
Wbrew pozorom - to nie jest łatwy czas.
Ja byłam np na rekolekcjach o przebaczeniu. Tam dowiedziałam sie, że najpierw muszę CHCIEĆ przebaczyc. A takiej woli długo we mnie nie było.
Ja potrzebowałam czasu, żeby się podnieść. Nie chciałam, żeby mąż był świadkiem moich łez. Tak miałam, że w małżeństwie jak byliśmy razem też nie widział moich łez. Gdzieś schowana w łazience ryczałam a przy nim to nie. No chyba że z wściekłości -to tak.
Ale z bólu - nigdy.
I podejrzewam zahir, że mąż Twój też może mieć podobny problem.
Ja sobie powiedziałam -nigdy nie zobaczysz mojej łzy za tobą. Ale ryczałam jak byłam sama.
Łucjo -a czujesz, że jesteś gotowa, żebyście razem byli?
Niezapominajko - jak Tobie się układa? Ty chyba z mężem mieszkasz -prawda?

ejkej
Posty: 34
Rejestracja: 23 lut 2018, 7:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: ejkej » 23 mar 2018, 16:49

Na chwilę obecną najboleśniejsze są słowa, które słyszę 'od dawna Cię nie kochałam/zakładałam maskę, że wszystko jest ok/nigdy już nie będziemy razem/nie tęsknię za Tobą etc.
Boli to, że po 11 latach związku, ponad 4 latach sakramentalnego małżeństwa, z dnia na dzień niemalże bez słowa zostajesz wyrzucony do śmietnika.

marylka
Posty: 413
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 23 mar 2018, 18:14

Witaj ejkej:)
Napiszesz coś wiecej o sobie?
Czy mieszkasz z żoną?
Wiesz....ja nie powiedziałam " nigdy cię nie kochałam" natomiast -nigdy w życiu do ciebie nie wrócę i żałuję, że tak długo się z tobą męczyłam - to tak /niestety/
Pocieszające /?/ jest to, że my kobiety w emocjach dużo niepotrzebnych słów wyrzucamy z siebie.I tak do końca nie czujemy tego naprawdę. Raczej przerysowujemy
Ja często mówiłam -nienawidze cie.
Wiesz.....mąż nauczył się tego jakoś...nie komentować? Chyba tak.
Nie znam Twojej historii, mąż mnie zdradził, tak potwornie mnie zranił, że chciałam, żeby choć w połowie cierpiał jak ja.
On w tym czasie znalazł wspólnotę. Poszukał ratunku dla siebie wcześniej niż ja. Jestem pewna, że tam sobie też doradzali.
I to....niereagowanie.....było dobrym jego posunięciem. Ja tylko czekałam aż coś powie, żeby jeszcze gorszych słów użyć
Masz w realu jakąś grupę wsparcia?
Albo dobrego przyjaciela/brata?
To bardzo ważne, żeby w tym czasie nie być samemu.
Wiesz.....mój mąż pisał mi codziennie na whatsappie -miłego dnia kochanie.
Ja mu nic nie odpisywałam.
Albo pisał: piję kawę i myślę jak było pięknie jak piliśmy rano razem......wtedy odpisywałam: nie ja to zepsułam...ale.....skłaniał mnie do wspomnień. Bo ja jakąś dziurę wtedy miałam. Pamiętałam same złe rzeczy, które mnie od niego spotkały. No NIC dobrego. NIC!
A on pisze kiedyś: pamiętasz jak nasza córka była mała? Znalazłem to. I zdjęcie mi przesyła jak bawi się z dzieckiem.
Gdyby nie to zdjęcie -nie przypomniałabym sobie, że on dzieci bawił! Prędzej pamiętałam że ja do chorych dzieci wstawałam bo on musiał się wyspać. I go drażniły. Bo czasem się kłóciły!
A on....robił akurat porządki w dokumentach i to zdjęcie mi wysłał.
Długo się nie odzywałam. Często pisałam -nie wysilaj się. Bo np napisał -pięknie dziś wyglądałaś.
Wiesz....ja nie wiem czy masz siłę i ochotę na takie...pukanie do serca?
Jest taka piosenka, leci jakoś tak: pomóż mi odnaleźć nasze najpièkniejsze dni...
My na rozmowę o tym, co sie stało nie byliśmy gotowi. Każda zaczęta rozmowa kończyła się kłótnią. Za świeże rany...
Więc...odstawiliśmy to

ejkej
Posty: 34
Rejestracja: 23 lut 2018, 7:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: ejkej » 23 mar 2018, 18:28

Marylko, mój temat masz tutajviewtopic.php?f=10&t=840
Staram się być spokojny jak tylko mogę, ale przeżywam coś co każdy z nas na początku kryzysu ten „brak światełka w tunelu”.

jacek-sychar
Posty: 5108
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: jacek-sychar » 23 mar 2018, 18:32

Ejkej
Uważaj, bo czasami to światełko w tunelu to może być nadjeżdżający pociąg. ;)

ejkej
Posty: 34
Rejestracja: 23 lut 2018, 7:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: ejkej » 23 mar 2018, 18:40

Najgorsze są te momenty jak chciałbyś żeby to był pociąg.

M91
Posty: 90
Rejestracja: 20 gru 2017, 10:42
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: M91 » 23 mar 2018, 19:50

Ejkej chyba wiem co masz na myśli. Dużo łatwiej by było...niestety jeżeli mamy coś wyciągnąć dobrego z tych kryzysów nasza droga musi być ciężka.
Kto Cię pokocha ?
Kto będzie walczył ?
Kto upadnie dotrzymując kroku ?

marylka
Posty: 413
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 23 mar 2018, 20:06

Ejkej...przeczytałam Twój wąte...
Wiesz......wspomniałeś o alkoholu.
U mnie alkohol był wielkim problemem.
Chyba nie muszę rozwijać.
Wiesz co on zrobił jak się wyprowadziłam?
Podpisał na rok, że będzie żył w trzeźwości.
Skąd to wiem?
Zobaczyłam list jaki dostał od tej wspólnoty.
Uuuuuu.....no......to był znak dla mnie, że poważnie się wziął za siebie.
Ale....wiesz, co tam jeszcze wyczytałam?
Że CODZIENNIE na TRZECH kontynentach modlą się w jego intencjach!
Aż mi się gorąco zrobiło.
Ja naprawdę nie chciałam do niego wrócić!
A jeszcze......wiesz...chciałam Cię prosić o jedno zastanowienie:
Czy Ty jesteś czysty? W sensie -czy panujesz nad swoim ciałem? Czy grzechy nieczystości są czy były Ci obce?
Oczywiście- nie odpowiadaj mi na to pytanie.
Moje zdanie jest takie, że małżeństwa rozpadają siè głównie przez nieczystość. Pornografia i inne wdzierają się do naszych rodzin, rozkładają na łopatki faceta a potem rozwalają rodzinę.
Kobieta czuje takie rzeczy przez skórę!
Nie wie o co chodzi ale wie że coś nie halo jest.
Byłam na topiku - pornografia.
Widzę, że temat mocno ożywiony.
Czytałam komentarze, że facet jest wzrokowcem i nie róbmy dymu, że czasrm siè napić może i popatrzeć też może.
Miałam skomentować, ale niedobrze mi się zrobiło.
Ci sami panowie nie rozumieją swoich żon! Dlaczego odeszły!
Nie piszę o Tobie ejkej.
Ale pomyśl..Nie odpowiadaj. Może chcesz na priv?
Z kilkoma osobami tak piszę.


A jeśli poruszyłam ten temat to chciałam powiedzieć każdemu mężczyźnie, że KOBIETA CZUJE, że jej facet ma inny wzrok. Że patrzy na inne kobiety jak na łup. A na swoją kobietę -albo jak niewydarzoną, albo jak na przedmiot. Jak w filmikach.
Nawet jeśli dobrze siękamuflujesz przed nią i myślisz że ona nie widzi jak puszczasz żurawia na boki. Twoja żona nie jest idiotka!
Może pomyślisz....mnie to nie dotyczy. Popatrzę sobie. Ale żonę szanuję.
Jeśli tak sobie mówisz - Oszukujesz sam siebie.
I żonę.
Takie małżeństwo -na kłamstwach budowane runie-jak domek z kart.
I możesz siedzieć i myśleć z innymi -co za amok ogarnął żonę. PRZYJRZYJ SIĘ SOBIE!
Poruszyłam ten temat, bo czasem pytam od niechcenia...a jak z twoją czystością?
I słyszę z żartem - no wiesz, jakiś trup w szafie by się znalazł ale to tak. Tylko.
Otóż nie TYLKO. Każdy mężczyzna -kobieta zresztą też powinni zacząć od tej sfery analizę siebie.
A jeśli masz ten problem -szukaj pomocy! I nie waż się zbliżać do żony

GosiaH
Posty: 1785
Rejestracja: 12 gru 2016, 20:35
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: GosiaH » 23 mar 2018, 20:09

ejkej, M91 ... pytaniem jakie ja sobie postawiłam, ale już w dalszej fazie kryzysu, "na ile ja nie wychodzę z tego kryzysu bo nie chcę".
Mi było w jakimś stopniu dobrze trwać w biedzie - a to się nade mną litowali, a to byłam ważna (!) itp
Ja wybierałam taką postawę, to i odbijać się od dna nie miałam zamiaru.
Nie polecam
"Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, żyj tak, by pytać zaczęli" św. Jan Vianney

lena50
Posty: 334
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: lena50 » 23 mar 2018, 21:37

Jak wrócić i być szcześliwym
Powroty są megatrudne. Coś, o czym marzymy i o co się modlimy w kryzysie nie jest takim prostym, jakim się wydaje
Potwierdzam.....powroty są mega trudne.
Wrócił/wróciła...fajno....i to fajno na tym się kończy.
Mój powrót do "szczśliwości" trwał kilka lat.
lena50....dawniej lena

Niezapominajka
Posty: 367
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Niezapominajka » 23 mar 2018, 22:21

Marylko, tak, mieszkamy razem, on nigdy nie odszedł, nie wyprowadził się. Najgorszy kryzys był 2 lata temu /nie wiedziałam wtedy, że to dlatego, że rzuciła go kowalska, którą kochał/. Wpadł w depresję, płakał, schudł, odechciało mu się żyć. Ja nie wiedziałam o co chodzi, straszliwie się obwiniałam, że to przeze mnie. Potem mieliśmy minipowrot ale jakiś kulawy, czułam, że coś jest nie tak. Przyznał się że spotkał kogoś na ulicy, zaiskrzyło, ale po kilku tygodniach rozstał się z nią. Wtedy też pierwszy raz powiedział, że mnie nie kochał. Cała historia w moim wątku.
2 m-ce temu zrzucił bombę, że przez 3 lata był w związku z kimś innym, podwójne życie. Szok. Cały czas czuje ból, mierze się z tym. Dla niego to już skończone, ale dla mnie cały czas odtwarza się jakby film z ostatnich 5 lat, puzzle wskakują do układanki. Mamy 3 dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Jesteśmy razem, bo on zdecydował wrócić mentalnie, emocjonalnie, do mnie, do domu, dzieci, dla siebie. Ale jak pisałam jakieś suche to jest. Nie usłyszałam kocham cię. Raczej szanuje, podziwiam, że tak do tego podchodzisz, jesteś wspaniała matka itp. ciężko mi z tym. Wolałabym rzucić się w naprawę cała głowa i sercem. On mówi, że nie wie ile to potrwa. Temat kowalskiej mamy przewalkowany, brakuje mi konkretnych rozmów o nas, nie wiem jak się do tego zabrać. Oboje mamy deficyty z domów. Ja byłam całe małżeństwo niewolnikiem swoich idealnych wizji związku, bez wzorców, bez dojrzałości. Jestem rok na terapii, cały czas się uczę normalności. Czego mi brakuje? Miłości? A może to jest właśnie miłość? Decyzja, że ktoś chce? Chwilami się gubię, to jak sinusoida, mam 41 lat a guzik wiem. Chce a nie umiem.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość