Jak wrócić i być szczesliwym

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

marylka
Posty: 1214
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 25 mar 2018, 21:34

Aleksander pisze:
25 mar 2018, 20:32

Ja Marylki nie "zaatakowałem" :) Taki mam styl pisania - często piszę " uwaga - a teraz będę się czepiał..." ;)
Jeśli Marylko poczułaś się zaatakowana - to przepraszam Cię serdecznie :).
Ja po prostu nie mam w zwyczaju "potakiwać" i klepać po ramieniu. Czasem wchodzę w dyskusję z czystej przekory ;) fakt.

Ale wracając do Twojego wpisu Mea.

To, że Ty sobie nie wyobrażasz... no to cóż... to Ty sobie nie wyobrażasz - ale prawda jest taka, że właśnie owa nowa droga rozpoczyna się często bez specjalnych chęci... od słów "jestem z Tobą tylko dla dzieci" ... "nie kocham Cię na teraz i nie wiem czy pokocham" ... "spróbuje... ale nic nie gwarantuje" - itd itp. - widzę podobny schemat... i u siebie, u raka, niezapominajki i innych.... którzy próbują coś sklejać.
Aleksander -nie zmieniaj stylu.
Masz w tym swój cel i wiemy o tym;)

Jeżeli to poruszyłeś....
Moja autorytet i wzór powiedziała takie zdanie - pewnie powtarzając za kimś -KLUCZEM DO SERCA ŻONY JEST STOSUNEK OJCA DO DZIECI.
Ja to potwierdzam w 100%

Mąż szybko się podniósł -szybciej niż ja. Znalazł swoją grupę wsparcia. Jestem pewna, że mu podpowiadali i doradzali jak ma się zachować bo w życiu do pewnych zachowań nie byłby zdolny.
Chcecie żeby o tym opisać?
Mogę.Dajcie tylko znać
Jestem ze względu na dzieci -hasło przytoczone przez Ciebie Aleks
Więc. Powiedziałam mu, że sam sobie kontakty z dziećmi musi budować i nie zamierzam mu pomagać.
Jednak pomogłam mu. Ale to dlatego, że dzieciom chciałam pomóc, wytłumaczyć co się stało. Przy okazji mu pomogłam, bo starałam się mówić o nim z szacunkiem.
Nie wiem czy chcecie, żebym napisała o dzieciach -jak się zmieniały w każdej fazie kryzysu/powrotu, bo to ciekawe jest. Ale nie wiem czy Was to interesuje. Dajcie znać
I....rzeczywiście -miał nieograniczony dostęp do dzieci. Były bardzo nieufne....nie miały większej więzi bo sie wylogowywał z ich wychowania raczej, ale i tak były w szoku.
I jak przychodził do nich....nagle zaczął się nimi interesować, kupował im drobne słodycze, odrabiał z nimi lekcje. One nie chciały z nim wychodzić, więc byli u mnie.
Słyszałam z pokoju jak coraz częściej się śmieją. Odzyskiwał/raczej budował ich zaufanie. Nie gniewał się i nie był ważnym generałem jak wcześniej dla nich. O jedynki się nie gniewał. Nawet słyszałam: no wiem, że to głupi przedmiot. Też go nie lubiłem.
On??????? :shock: tak do dzieci???? :shock:
Codziennie do każdego dzwonił. Codziennie też przyjeżdżał. Kiedyś zauważyłam że córka przyulaisia, którego od niego dostała...to smutny widok, bo wiedziałam wtedy, że nigdy nie będziemy razem
Więc Aleks -jeśli tak Ci żona powiedziała-sorki-jeszcze nie czytałam Twojego wątku -to nie oburzaj się, tylko wykorzystaj to!
Nie chodzi o żonę tylko. Odzyskaj swoją rodzinę i zacznij od dzieci.
To prawda jest, że jak dzieci zaczynają opowiadać jak fajnie było z tatą i pytać kiedy przyjedzie...to taki tata zyskuje w oczach mamy. Jeżeli powierza mu swoje dzieci to.....zyskuje zaufanie.
Przynajmniej ja tak miałam

marylka
Posty: 1214
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 25 mar 2018, 21:43

Mea.
Czytałam Twój wpis kilkanaście razy.
Myślę i chcę przekazać dokładnie to samo co Ty!
Tylko ja trochę rozbudowałam:D
Ale myśl zamiar i cel są takie same:)
Pozdrawiam Cię:)

marylka
Posty: 1214
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 25 mar 2018, 22:19

Mea. Te posty pokazują się publicznie z pewnym opóźnieniem. Powyżej odpowiedź była do porannej Twojej wypowiedzi.
A co do pytania -czy się nadasz?
Jesteś IDEALNA!!!!!
Każdy jest idealny!!!!
A to dlatego, że są różne drogi/losy i czytający/poszukujący mogą się z czymś bardziej utożsamić lub nie.

A jeszcze...Mea...nie przeszłaś 12 kroków. Czyli miałaś inną drogę do odkrycia siebie.
Czyli super!
Bo są różne drogi i można je pokazać!
A jakby ktoś chciał jeszcze dołączyć to bardzo chętnie:)))
Aleks?;)
Wchodzisz?
Ciekawy będzie punkt widzenia faceta. A widzę, że tu bardzo dużo panów na forum.
I jeszcze jedno.
Może ktoś myśli -ja siè nie nadaję bo ja nie jestem szczęśliwy w małżeństwie.
Czujesz, że uczyniłeś krok do przodu? Jest Ci już lepiej ze sobą?
To dawaj! Podziel się!
Wśród nas są ludzie, którzy właśnie zastanawiają się czy warto żyć.
Nie od razu jest -hop do domu.
Trzeba popracować. I każdy etap takiej pracy warto pokazać innym.
Na dziś to tyle. Dobranoc:)

nałóg
Posty: 2690
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: nałóg » 25 mar 2018, 23:00

Marylka,dajesz czadu.PD

Wiedźmin

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Wiedźmin » 26 mar 2018, 0:13

Mea_ pisze:
25 mar 2018, 21:23
Aleksandrze...czy nie lepiej wrócić do tematu? Dziewczyny założyły go w konkretnym celu i szkoda go zaśmiecać czymś co nic nie wnosi dla nikogo.
Lepiej lepiej - nie chciałem śmiecić - widocznie taki ze mnie bałaganiarz, że czynię to nieświadomie - mimochodem ...
Mea_ pisze:
25 mar 2018, 21:23
W jaki schemat mnie wrzucisz przekorny Aleksandrze?
W ogólny trudny temat relacji damsko-męskich :) ;)
Mea_ pisze:
25 mar 2018, 21:23
Pewnie nie odmówisz sobie kpiącego komentarza Aleksandrze...
A skąd to podejrzenie... o ile bywam czasem zadziorny - to naprawdę przykładam dużą wagę do tego, aby nie kpić z rozmówców.

Mea - chodzi o to, że to nie jest tak - że w środku albo na końcu kryzysu ... 2 strony nagle jak za olśnieniem stwierdzają:
- ok - teraz się staramy, dajemy z siebie 100%, i obustronnie stwierdzają: bardzo mi na Tobie drogi partnerze zależy, świata poza Tobą nie widzę.

Więc ja znając własne słabości i słabości innych forumowiczów... wyobrażam sobie powroty i sklejanie relacji... mimo brudu wśród którego trzeba zacząć to robić. Nie wyrzucę żony z domu, bo nie jest "dziewicą orleańską" - podobnie jak i mi samemu daleko Matki Teresy...

Każda historia jest inna - każda trudna na swój sposób... więc takie warunkowanie - nie zacznę naprawy z Tobą oto żono ... póki takaś nieczysta... albo z Tobą mężu... póki takiś pokalany... nie do końca do mnie trafia. Ale zaznaczam - do mnie.

Udanego kolejnego tygodnia :)

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Niezapominajka » 26 mar 2018, 8:19

Mea pewnie że jesteś cenna, pierwszy krok zaczyna się od siebie.
Marylka, no pocisnelas, wielką droga.
Moje etapy - od razu, na drugi dzień jak się dowiedziałam zaprosiłam do siebie przyjaciół i im wylałam wszystko. Ulżyło, że nie jestem sama. Potem tu, na forum. Pamiętam jak mi mąż to mówił to obydwoje płakaliśmy, on nie wiedział co ja z tym zrobię, liczył się z każdą reakcja. Przyjęłam to, sama powiedziałam, że nie byłam idealna. Lalam też strugi żalu na terapii. Potem był okres buntu i mega wkurzenia. Akurat poznałam kogos i się zaczęłam z nim umawiać, dobrze mi to zrobiło, poczułam ten wzrok, którego lata nie czułam, że ktoś mnie słucha, rozumie, że komuś się podobam. Trwało to miesiąc. Absolutnie nie czułam się winna, byłam jak mściciel z dzikiego zachodu. Odbiłam się, stałam się pewniejsza siebie, stanowcza, wychodziłam 3 razy w tygodniu byle nie wracać do domu.
Teraz jak jest? Mąż mówi "nie kocham, ale chcę spróbować". Jest spokojnie, jesteśmy razem, ale bez emocji, czy to ma sens? Czy tak się da? Może za miękko go przyjęłam? Ale świadomość moich win nie pozwala mi się obrażać czy trzymać dystans. Już nie czuje złości, raczej żal, że tak nam się posypało kiedyś z naszych win. A jak będzie? Nie wiem? Nadam się Marylko?

nałóg
Posty: 2690
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: nałóg » 26 mar 2018, 9:00

Niezapominajka pisze:
26 mar 2018, 8:19

Teraz jak jest? Mąż mówi "nie kocham, ale chcę spróbować". Jest spokojnie, jesteśmy razem, ale bez emocji, czy to ma sens? Czy tak się da? Może za miękko go przyjęłam? Ale świadomość moich win nie pozwala mi się obrażać czy trzymać dystans. Już nie czuje złości, raczej żal, że tak nam się posypało kiedyś z naszych win. A jak będzie? Nie wiem? Nadam się Marylko?
Niezapominajka........ już nigdy nie będzie tak jak było i Ty się ciesz że tak jest. Sądzę , że i Ty byś nie chciała aby było tak jak w niedawno minionym czasie. Bo ten miniony czas to czas wchodzenia w kryzys....czas zaniedbań....czas iluzji....może czas oczekiwań i spięć. Tak jak nie będzie wczorajszego dnia tak nie ma mowy aby przeżyć kolejny dzień jako kalkę poprzedniego. Życie jest dynamiczne.
Małżeństwo, relacje w nim to nie tylko fascynacja, uniesienia, pożądanie -to mija, a pozostaje postawa "bycia i dzielenia się", czas wspólnoty(czasu, stołu, łoza i portfela), wzajemnego szacunku, pragnienie dobra dla współmałżonka.
Oczekiwania mogą zabić to "chcę spróbować". Wolność....... akceptacja i wdzięczność.... uważność na słowa, na mowę ciała, przekaz niewerbalny.
Często strona (subiektywnie lub obiektywnie) skrzywdzona (dla jasności: za zdradę odpowiada zawsze zdradzacz) oczekuje podświadomie od "krzywdziciela" postawy przepraszającej i wynagradzającej na co dzień .
Najtrudniej jest przyjąć postawę: wybaczam i chce pojednania.
Wybaczam: więc nie przypominam przy każdej nadążającej się okazji , czy przy najdrobniejszej różnicy zdań ........
Myślę , że potwierdzą to wszyscy którzy odbudowują swoje rodziny po najostrzejszej fazie kryzysu.
PD

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Niezapominajka » 26 mar 2018, 9:14

Jeszcze mi się przypomniało, na ostatniej spowiedzi u Franciszkanów dostałam jako pokutę taki psalm do rozważenia https://youtu.be/_ULMz62-F5A
Psalm 37.

Marylka, mówisz, że w złości cisnelas mu obrączkę? Ja zima moje w złości i wzburzeniu wrzuciłam do Wisły, leza tam pewnie na dnie.

marylka
Posty: 1214
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 26 mar 2018, 9:24

Dziewczyny. Trochę mi głupio, że mnie pytacie.
Oczywiście Niezapominajko!!!!
Jesteś świetna!!! IDEALNA!
Ja już oberwałam na innym wątku jak napisałam, że jak mąż dawał kasę to z dziką przyjemnością wydawałam jją. Spokojnie. Dzieci nie ucierpiały a ja sobie odbiłam!
Tu panowie piszą że żony są jak w amoku po rozstaniu.
I ja byłam. Jak pisałam.
I Ty widzę byłaś.
Ja myślę, że to zdrowe odreagowanie.
O ile zna się granice to można szaleć z rozpaczy. To oczyszczające jest.
Bóg dał nam wachlarz emocji i skoro dał gniew i złość to też po coś. Tak myślę.

Ja napisałam, że faceci z reguły się upijają i 5eż mi się oberwało od facetów.
Upijają -nie znaczy, że zostają alkoholikami, tylko na wieść np o zdradzie.
Kobieta idzie to kosmetyczki i fryzjera.
Dobra, dajmy spokój ze stereotypami.

To wspólne płakanie ma m9c. I ja to przeżyłam. Siedział i płakał na ziemi. Tak ogromnie płakał!
Zdaeałam sobie sprawę że jest na dnie.
Mi dla odmiany łzy się skończyły.
Ale też czułam że jestem na dnie. To było w dniu kiedy przyjechałam się pożegnać. Nie piszę Wam wszystkiego, tylko to najistotniejsze.
Ale...wybłagał mnie, żebym weszła xo domu. Weszłam ale balkon był otwarty bo się bałam. Chciał mnie przytulić. Skoczyłam jaK oparzona. Powiedziałam: nie dotykaj mnie.
NIGDY W ŻYCIU MNIE NIE DOTKNIESZ.
I wtedy. Klęknął na podłodze i zaczął płakać.
Co wtedy czułam?
Najchętniej usiadłabym koło niego i płakała jeszcze głośniej nad naszymi losami.
Ale....jakoś łzy nie leciały i sobie powtarzałam - już nie zobaczysz moich łez wylanych przez ciebie
Prosił mnie, żebym nie jechała, było bardzo późno.
Widział w jakim byłam stanie.
Nie był w stanie mnie zatezymać.

Niezapominajko. Nie uważam, że go za miękko przyjęłaś. Jeżeli jesteś w stanie z nim jeść/oglądać Tv czy takie to jest ok.
Ja nie byłam.
Natomiast -nie kocham ale spróbuję
Chyba tak naprawdę nie wie co zrobił i jak mocno Cię zranił.
Powiedziałaś mu o tym?
To dobrze, że przyjaciołom i na terapii wyrzuciłaß to z siebie. Czuje, że generalnie wesoło piszesz.
I w miarę lekko.
Czyli jakby od swojej strony znalazłaś ukojenie i zrozumienie.
Tylko do męża - nie masz śmiałości? /odwagi powiedzieć?
To jest bardzo delikatny temat.
Rozumiem męża. Chciałby temat zamknąć.
Oki. Niech zamyka. Też uważam że nie trzeba rozdrapywać ran jak się zagoiły bo po o?
Ale jeśli coś siedzi w Tobie -to trzeba ten temat poruszyć. Bo to i tak wybuchnie. Można zamiatać pod dywan. Można. Ale po co?
Poczekacie aż inne tematy zamiecione się nawarstwią? Możecie nie zatrzymać tej lawiny.

Zdrajca pmusi przeprosić i wynagrodzić!
Wyrządzone krzywdy
To są warunki spowiedzi
Nic nie odkrywam tutaj

Jeszcze jedną ważną rzecz poruszyłaś.
Ja też winna nie jestem.
Miałam o tym później napisać
Ale napiszę teraz
ZA ZDRADĘ WINNY JEST TYLKO I WYŁĄCZNIE ZDRAJCA!!!!
Mi to się ułożyło i poukładało na krokach

Często się mówi-zdradził bo ty byłaś/albo nie byłaś...i nie wytrzymał! Poleciał do innej!

Panowie -ja piszę ze swojej persppektywy ale to samo tyczy się kobiet.

Więc. To, że poleciał i zdradził to tylko jego/jej wina.
Szwankowała komunikacja?
Czuł się niezrozumiany?
Trzeba było o tym powiedzieć! Próbować znaleźć rozwiązanie. A nie lcieć do innej.
I to, że w kryzysie ma udział wzpółmałżonek, bo vacy nie było skoro zdradził -to jest TEN udział.
Jeśli w końcu cię ośeieci małżonek o mu się nie podobało -no to trzeba to w sobie zweryfikować i nad tym popracować. Jeżeli zgadzasz się, że np. olewałeś potrzeby żony, że chciała rozmawiać - to TU jest Twoja wina.
A nie w ZDRADZIE!!!
I tak jak ja mam się podciągnąc w swoich obowiązkach i mu wynagrodzić tak on ma przeprosić za zdradę i ją wynagrodzić!
I powodzenia.
Bo zdradę bardzo trudno zadośćuczynić. I mężczyźnie i kobiecie. Myślę, że to jeszcze wróci.

A jak Niezapominajko wygląda teraz Wasze życie?
Domyślam się, że nie ma między Wami szczerości...dlaczego?
Czego się boisz?
W ogóle co myślisz o tym co napisałam?

Wiedźmin

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Wiedźmin » 26 mar 2018, 9:38

Niezapominajka pisze:
26 mar 2018, 9:14
[...]
Marylka, mówisz, że w złości cisnelas mu obrączkę? Ja zima moje w złości i wzburzeniu wrzuciłam do Wisły, leza tam pewnie na dnie.
Ha - no to już zaczynam wierzyć w to, że wędkarze potrafią znaleźć w złowionej rybie pierścionek tudzież złotą obrączkę :) :D

marylka
Posty: 1214
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 26 mar 2018, 9:45

Nałóg -zgadzam się z Tobą, że nie wolno i nie da się żyć z miną skrzywdzonego.
I też się zgadzam, że obecne życie jest mooookcno inne i lepsze;)
Ale sorki -jak on mówi że nie kocha ale spróbuje -to to mega niedojrzałe jest.
I rozumiem, że Niezapominajka się nie cieszy że "w ogóle jest mąż"
Trzeba tamto oczyścić.
Bo ten trup z szafy będzie co rusz wylatywał.

Niezapominajko...przykro mi z tą obrączką....
ja swoją msm już na palcu. Napiszę jak do tego doszło

marylka
Posty: 1214
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 26 mar 2018, 10:03

Aleksander -a swoją obrączkę masz na palcu? A żona?
Jak jest u Was?
Super by było, jakbyś oprócz błyskotliwych komentarzy /one są potrzebne! Bo temat jest poważny. A Twoje komentarze traktuję jak "przerwę na reklamę" :)/
napisał o sobie.
Cos tam wiem ;)
A możesz szerzej?
Czasem jest tak, że nie przechodzi przez gardło!
Ja tak miałam.
Czułam, jakbym go zdradzała pisząc o nim źle.
Bo miał być idealny.

Otrzymałam pomoc dla siebie i dla nas wiec widze że to słuszne było.
Skrywanie swoich uczuć i nie wypowiadanie ich też świadczy o nieprzerobionych spprawach. Nie chcesz ich raz na zawsze otworzyć/wywalić z siebie i zamknąć raz na zawsze?
Ja tak zrobiłam

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Niezapominajka » 26 mar 2018, 10:05

Marylko, mój tak od razu nie poszedł do kowalskiej, lata próbował, zaciskał zeby, dla dobra nas, dzieci. To ja go pierwsza przestałam kochać a swoimi zachowaniami mocno odkształciła. Byłam niezłym przemocowcem psychicznym. Musiałam to napisać, żeby nie ubierać się w szafkę skrzywdzonej tylko ofiary. Potem on przestał mnie kochać i powiedzial, że to było najstraszniejsze, o wiele gorsze niż uczucie samotności i odrzucenia gdy ja go nie kochałam. Poczuł pustkę wielką jak śmierć. I to była śmierć naszego związku. Kowalska znalazła się grubo później, gdy u nas była już mega toksyna.
Nałóg zwrócił uwagę na jedną sprawę - giniemy w siatce i iluzjach naszych oczekiwań. Mój mąż nie umiał i nie umie okazywać uczuć jak ja bym chciała. Ja kocham słowami i gestami on jest czynowcemm - robi wszystkie zakupy, dba o dom, samochód, potrafi wszystko ogarnąć przy dzieciach, ma z nimi świetny kontakt, dużo robi w domu. Nie umie ładnie mówić i przytulać na co dzień co mnie złościło i nadal frustruje. Mówi o tym, ja o swoich potrzebach też co on odbiera jako pretensje i przychodzą nianie się i cała komunikacja idzie w pył. Nie potrafimy znaleźć kompromisu. Poza tym nasze rany są za świeże, moje po zdradzie i jego bo też mi mówi że go na maxa skrzywdziłam i nie potrafi zapomnieć. Staramy się, ale idzie jak ślepy z kulawym. Jak teraz jest? Żyjemy spokojnie, zajmujemy się domem, wychowujemy dzieci, wieczorem siedzimy razem, w łóżku też gra, o dziwo jest super jak nigdy dotąd. On mówi że pragnie spokoju, że trzeba czasu.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9578
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Nirwanna » 26 mar 2018, 10:37

marylka pisze:
26 mar 2018, 10:03
Aleksander -a swoją obrączkę masz na palcu? A żona?
Jak jest u Was?
Super by było, jakbyś oprócz błyskotliwych komentarzy /one są potrzebne! Bo temat jest poważny. A Twoje komentarze traktuję jak "przerwę na reklamę" :)/
napisał o sobie.
Cos tam wiem ;)
A możesz szerzej?
Czasem jest tak, że nie przechodzi przez gardło!
Ja tak miałam.
Czułam, jakbym go zdradzała pisząc o nim źle.
Bo miał być idealny.

Otrzymałam pomoc dla siebie i dla nas wiec widze że to słuszne było.
Skrywanie swoich uczuć i nie wypowiadanie ich też świadczy o nieprzerobionych spprawach. Nie chcesz ich raz na zawsze otworzyć/wywalić z siebie i zamknąć raz na zawsze?
Ja tak zrobiłam
Marylka, nie to, że w obronie Aleksandra napiszę. Ale to dobry przykład.
Aleksander ma na forum swój wątek. Sporo wywalił z siebie. Wystarczy poczytać.
Moje doświadczenie mi pokazuje, że aby pomóc sobie i innym, warto najpierw się zatrzymać i posłuchać. Na forum - poczytać. Na odwrót - najczęściej nie wychodzi.

I mam jeszcze jedną prośbę - jest na forum opcja "Podgląd". Gdy jej używasz, możesz poprawić wszystkie literówki, przekręcone słowa.... Gdy tego nie robisz, Twoje posty ciężko się czyta. Również moderacji. Czasem opóźnia to akceptację postów.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

GosiaH
Posty: 1063
Rejestracja: 12 gru 2016, 20:35
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: GosiaH » 26 mar 2018, 10:51

marylka pisze:
26 mar 2018, 9:45
Ale sorki -jak on mówi że nie kocha ale spróbuje -to to mega niedojrzałe jest.
Marylka, spójrz inaczej - a jeśli, na dzisiaj, nie umie po prostu nazwać tego, co czuje ?

Często jest tak, że odchodzący mówią "wypaliło się" a potem, ci sami, wracając, mówią "kocham".
Czasami naprawdę jesteśmy mocno pogubieni w rozumieniu i nazywaniu swoich uczuć ...

Marylka, dobrego dnia ! Dbaj o siebie !
"Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, żyj tak, by pytać zaczęli" św. Jan Vianney

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości