Jak wrócić i być szczesliwym

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Niezapominajka
Posty: 385
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Niezapominajka » 17 paź 2018, 20:36

Słuchajcie, tak się zastanawiam : jeśli większość malzenstw była zawierana nieświadomie - amok chemii zakochanych, nieznanie siebie, sprzedawanie swoich wersji eksportowych, żeby tylko coś zdobyć, traumy z dzieciństwa m.in. bycie pod mentalnym laczkiem rodzicow i wiele innych, generalnie wielkie błędy i nieświadomość wyboru to jeśli późnej się nie układa i wychodzą różne kryzysy, rozłamy, zdrady to czy Bóg chce by to małżeństwo trwało? Dlaczego się tak przy tym upieramy? Walczymy? Staramy się ogromem sił. Czy Bóg chce takiego naszego " szczęścia"? Skoro wszystko wskazuje, że się nie uda, że nie pasujemy do siebie, że błędy, zraniona przeszłość doprowadziły nas do rozłamu? Że nie umiemy funkcjonować razem, bo np jedna osoba nie chce i odchodzi, układa bądź chce układać życie inaczej? Albo trwa a czuć, że to jest martwota, jak za szkłem? Jaki jest sens? Przecież Bóg chce nas widzieć szczęśliwymi. A nie udręczonym i, zranionymi. Czy robimy to dla idei małżeństwa skoro fajnie i miło już nie jest, jest źle, poprawnie albo pustka? Czy jesteśmy aż tak zindoktrynowani, że trwamy bez względu na wszystko? Czy Bóg tego właśnie od nas oczekuje czy to my sami przemy do tego bez względu na warunki brzegowe okoliczności i nas samych? W końcu każdy chciałby być szczęśliwy? Tu i w Niebie.
Czy Bóg tego chce? Mówię tu o małżeństwach, który się nie udało i jedno tkwi w samotności lub o tych co są razem ale jakby osobno. Myślę, że na forum, poza wyjątkami to dwa częste przypadki.
Tak sobie ostatnio rozmyślam, co myślicie?

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 4006
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Nirwanna » 17 paź 2018, 21:43

Niezapominajko, mnie Bóg zachęca i zaprasza (nie zmusza) do trwania w samotności, i daje wszystko abym w takiej sytuacji była szczęśliwa. Ode mnie zależy, jak te dary Boga wykorzystam. Bo mogę mieć przecież własny pomysł na własne szczęście.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 628
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: ozeasz » 18 paź 2018, 8:41

Może Boża definicja szczęścia jest inna niż ta szeroko pojęta .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

marylka
Posty: 420
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: marylka » 18 paź 2018, 10:45

Niezapominajka pisze:
17 paź 2018, 20:36
Słuchajcie, tak się zastanawiam : jeśli większość malzenstw była zawierana nieświadomie - amok chemii zakochanych, nieznanie siebie, sprzedawanie swoich wersji eksportowych, żeby tylko coś zdobyć, traumy z dzieciństwa m.in. bycie pod mentalnym laczkiem rodzicow i wiele innych, generalnie wielkie błędy i nieświadomość wyboru to jeśli późnej się nie układa i wychodzą różne kryzysy, rozłamy, zdrady to czy Bóg chce by to małżeństwo trwało? Dlaczego się tak przy tym upieramy? Walczymy? Staramy się ogromem sił. Czy Bóg chce takiego naszego " szczęścia"? Skoro wszystko wskazuje, że się nie uda, że nie pasujemy do siebie, że błędy, zraniona przeszłość doprowadziły nas do rozłamu? Że nie umiemy funkcjonować razem, bo np jedna osoba nie chce i odchodzi, układa bądź chce układać życie inaczej? Albo trwa a czuć, że to jest martwota, jak za szkłem? Jaki jest sens?
...
Czy Bóg tego chce? Mówię tu o małżeństwach, który się nie udało i jedno tkwi w samotności lub o tych co są razem ale jakby osobno. Myślę, że na forum, poza wyjątkami to dwa częste przypadki.
Tak sobie ostatnio rozmyślam, co myślicie?
Ja myślę...pogdybajmy chociaż tego nie lubię.
Oki nie udało się.
Bóg nie chce jak i my trwania tego związku.
Zakochujesz się...i jest lepiej....uuuu....bomba.....nowy partner....mija kilka lat i jest kryzys. Bo kryzys zawsze przychodzi.
I co?
Dochodzisz do wniosku..
Niezapominajka pisze:
17 paź 2018, 20:36
Słuchajcie, tak się zastanawiam : jeśli większość malzenstw była zawierana nieświadomie - amok chemii zakochanych, nieznanie siebie, sprzedawanie swoich wersji eksportowych, żeby tylko coś zdobyć, traumy z dzieciństwa m.in. bycie pod mentalnym laczkiem rodzicow i wiele innych, generalnie wielkie błędy i nieświadomość wyboru to jeśli późnej się nie układa i wychodzą różne kryzysy, rozłamy, zdrady to czy Bóg chce by to małżeństwo trwało? Dlaczego się tak przy tym upieramy? Walczymy? Staramy się ogromem sił. Czy Bóg chce takiego naszego " szczęścia"? Skoro wszystko wskazuje, że się nie uda, że nie pasujemy do siebie, że błędy, zraniona przeszłość doprowadziły nas do rozłamu? Że nie umiemy funkcjonować razem, bo np jedna osoba nie chce i odchodzi, układa bądź chce układać życie inaczej? Albo trwa a czuć, że to jest martwota, jak za szkłem? Jaki jest sens? Przecież Bóg chce ....
I dalej...dawaj...następny.....
W którym momencie jesteś szczęśluwa naprawdę?
Czy kiedyś dojrzejesz?
A Twój mąż?
I ten pierwszy i ten n-ty?

Nawet wiemy że współczesny świat coś takiego próbuje stosować.
Czy jest więcej szczęścia?
Widać to najlepiej po owocach - tutaj konkretnie mam na myśli stany w jakich są współczesne dzieci - od uzależnień, samotności po depresje i myśli samobójcze.
Niestety ale częściej zdecydowanie wystepuja owe zjawiska u dzieci które wychowywały sie w domach gdzie był rozwód i odejscie rodzica...
Według mnie nie ma co sie zastanawiać czy aby Bóg sie nie pomylił tylko przyjąć Jego naukę jako jedynie słuszną prowadzącą nas do wzrostu i do szczęścia. Tu i w Niebie.

Zepsuty13
Posty: 214
Rejestracja: 16 lip 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Zepsuty13 » 18 paź 2018, 11:54

Niezapominajka pisze:
17 paź 2018, 20:36
Słuchajcie, tak się zastanawiam : jeśli większość malzenstw była zawierana nieświadomie - amok chemii zakochanych, nieznanie siebie, sprzedawanie swoich wersji eksportowych, żeby tylko coś zdobyć, traumy z dzieciństwa m.in. bycie pod mentalnym laczkiem rodzicow i wiele innych, generalnie wielkie błędy i nieświadomość wyboru to jeśli późnej się nie układa i wychodzą różne kryzysy, rozłamy, zdrady to czy Bóg chce by to małżeństwo trwało? Dlaczego się tak przy tym upieramy? Walczymy? Staramy się ogromem sił. Czy Bóg chce takiego naszego " szczęścia"? Skoro wszystko wskazuje, że się nie uda, że nie pasujemy do siebie, że błędy, zraniona przeszłość doprowadziły nas do rozłamu? Że nie umiemy funkcjonować razem, bo np jedna osoba nie chce i odchodzi, układa bądź chce układać życie inaczej? Albo trwa a czuć, że to jest martwota, jak za szkłem? Jaki jest sens? Przecież Bóg chce nas widzieć szczęśliwymi. A nie udręczonym i, zranionymi. Czy robimy to dla idei małżeństwa skoro fajnie i miło już nie jest, jest źle, poprawnie albo pustka? Czy jesteśmy aż tak zindoktrynowani, że trwamy bez względu na wszystko? Czy Bóg tego właśnie od nas oczekuje czy to my sami przemy do tego bez względu na warunki brzegowe okoliczności i nas samych? W końcu każdy chciałby być szczęśliwy? Tu i w Niebie. Czy Bóg tego chce? Mówię tu o małżeństwach, który się nie udało i jedno tkwi w samotności lub o tych co są razem ale jakby osobno. Myślę, że na forum, poza wyjątkami to dwa częste przypadki.
Tak sobie ostatnio rozmyślam, co myślicie?
[/quote]

Niezapominajko,

Moim zdaniem większości ludzi nie chce się ratować/zawalczyć o tę drugą osobę. W każdym małżeństwie nawet takim bardzo w kryzysie, w obu osobach jest dalej ten sam ogień, żarzy się ta iskierka która te dwie osoby do siebie przyciągnęła i połączyła. Może po kilku latach jest to przywalone całym syfem życia, niechęcią, poszukiwania łatwiejszej drogi w życiu, lepszej opcji, kolegą/koleżanką z pracy. Kwestia, żeby obie osoby zechciały wziąć w swoje dłonie łopaty i kopały, kopały tak długo aż wspólnie nawzajem dokopią się do tego światełka z początków. Wiadomo, że po drodze będą kamienie, gdzie trzeba będzie użyć kilofa, sięgnąć po młot pneumatyczny czy czasem podłożyć materiał wybuchowy schodząc niżej i szukając początków. Tylko, że to wymaga pracy, wymaga wyrzeczeń, wymaga kolosalnego wysiłku. Teoria dzisiejszych czasów mówi " zrobić ale się nie narobić". Więc zaczyna się szukanie innej kopalni, gdzie wystarczy jedno machnięcie saperką i mamy odkrytą na nowo inną opcję - powierzchownie lepszą. Tylko, że zazwyczaj może to być bardzo płytkie. Myślę, że Bogowi podoba się bardziej ta pierwsza opcja i docenia później wkład włożony w daną relację. Często można przeczytać w świadectwach nawet na Naszym forum, że po kryzysie mąż/żona jest najwspanialszą osobą na świecie. Myślę, że niestety w dzisiejszych czasach ludzie nie chcą podjąć takiego wysiłku.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 628
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: ozeasz » 18 paź 2018, 12:24

...niech źródło twe świętym zostanie,
znajduj radość w żonie młodości. Prz ,5,18
Proponuję cały 5 rozdział co do wierności w małżeńskiej ,wpierw myślę ,wierności sobie ,temu w co się wierzyło ...wtedy ...
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Niezapominajka
Posty: 385
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Niezapominajka » 22 paź 2018, 20:35

Ja nawet nie brałam pod uwagę bycia, próbowania z kimś innym. Mówiłam o takim etapie, kiedy ktoś ma już tak dość, że mówi pass. Będę sam/sama. Nie udało się, trudno, czas odpuścić. Czy tak można? Czy Bóg to dopuszcza, tego chce? Skoro widzi, że już nie mamy sił? Tak sobie rozważam. Że w którymś momencie mogą skończyć się siły, i nie ma już nic. Może powinnam przeanalizować sobie sakrament małżeństwa, co on znaczy? Jaka jest jego wartość. Żeby się nie zagubić, nie zgubić tego co najważniejsze.

Niezapominajka
Posty: 385
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Niezapominajka » 22 paź 2018, 21:25

Mam świadomość, że w każdym następnym związku człowiek niestety potyka się o te same błędy, o to co w nas, o nas samych, niestety. Tylko mu się wydaje, że z kimś innym będzie lepiej. Bo to niestety tkwi w nas. Ta niemożność stworzenia takiego związku jakiego by się chciało. To ułuda, wiem.... Zawsze będzie tak samo.
Motam się, powiem Wam czy trwać, budować kaleko na tym co jest, niedoskonałym materiale, potykac się ciągle o te same wady, niedoskonałości, czy odpuścić i pozwolić potoczyć się życiu samemu? Że będzie jak będzie...
Tak jakoś opadlam z sil i wątpię w to wszystko...czy dam radę, ja, taka zła i niedoskonała osoba, pełna wad i mój mąż, też niedoskonały z cechami, które mnie niemozebnie wkurzają...i ja też pewnie wkurzam jego moimi wadami, czy to się ma prawo udać? Czy Bóg rzeczywiście tego chce? Co Bóg o tym myśli wiedząc, już na starcie, już przed ołtarzem w dniu ślubu, że się nie dobraliśmy? Chociaż my sami jeszcze tego nie wiedzieliśmy? Co on o tym myśli?

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 628
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: ozeasz » 23 paź 2018, 7:47

On myśli ,mówi ,chce byśmy tak postępowali jeśli chcemy iść za Nim :
Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. Mt 5,43-48
lub
To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich . J 15,12-13
A więc wiemy jak Jezus nas umiłował idąc na krzyż ,kochając i wybaczając już wtedy gdyśmy byli jeszcze grzesznikami , standard Jezusowej miłości to już nie miłośc bliźniego jak siebie samego ,ale miłość do oddania życia za drugiego ,to jest największa miłość .

Można go oddać Jak Jezus na krzyżu ,raz ginąc za drugiego jak i choćby Maksymilian Kolbe ,czy J. Molla ,można też "umierać" dla świata każdego dnia ,uznając że:
...nie żyje już ja ,lecz żyje we mnie Chrystus....Ga 2,20a
Albowiem :
Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana...Rz 14,7-8
Pozdrawiam .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Camilaa
Posty: 275
Rejestracja: 19 sty 2018, 20:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Camilaa » 23 paź 2018, 11:41

Niezapominajka pisze:
22 paź 2018, 20:35
Skoro widzi, że już nie mamy sił?
Niezapominajko taki optymizm widziałam w Twoim wątku…., trwałaś i działałaś bardzo długo, może teraz przyszło zmęczenie tymi staraniami, może trochę odpuścić i dać Bogu zadziałać?

…Nie troszcz się o jutro i nie oczekuj tego co będzie i wręcz nie szukaj nic dla siebie, troszcz się o dziś i o to jak to dziś wygląda a resztę zostaw Bogu… taka dziecięca otwartość i ufność ostatnio do mnie przemawia żeby nie starać się o jutro… bo jak zaufam, wtedy może się wzmocnię a wtedy otworzę się na działanie łask i tego co mi przyniesie to jutro… bez kontrolowania, ……przypomnij sobie jak się zakochałaś - czy nie byłaś bardziej spontaniczna i nie cieszyłaś się tym co jest w danej chwili? I nie wierzyłaś że to co jest to będzie budowało Twoją przyszłość i Twoje poczucie szczęścia?

map68
Posty: 12
Rejestracja: 05 paź 2018, 14:44
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: map68 » 24 paź 2018, 14:16

ejkej pisze:
23 mar 2018, 16:49
Na chwilę obecną najboleśniejsze są słowa, które słyszę 'od dawna Cię nie kochałam/zakładałam maskę, że wszystko jest ok/nigdy już nie będziemy razem/nie tęsknię za Tobą etc.
Boli to, że po 11 latach związku, ponad 4 latach sakramentalnego małżeństwa, z dnia na dzień niemalże bez słowa zostajesz wyrzucony do śmietnika.
W moim wypadku tak się stało po niemal 23 latach bycia razem i 22 latach sakramentalnego małżeństwa.

Niezapominajka
Posty: 385
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Niezapominajka » 26 paź 2018, 0:50

dziękuję za słowa otuchy. Mam trochę słabszy okres w życiu chyba, w sensie, że czuje się jakby wypalona, zobojętniała, nie wiem, ja mam tak, że późno oddaję emocje, zranienia, więc może dopiero dopiero do mnie doszło co się stało. W sensie świadomość wszystkiego, konsekwencje tego, badanie tego co było przedtem. Mop ja też to uslyszalam w zeszłym roku, i wiele razy potem również to slyszalam.
Przyznam że czasem mam ochotę uciec, po prostu zwiać i mieć święty spokój. Przygnębia mnie myśl, że może my wszyscy tu na forum walczymy dla pięknej idei a tak naprawdę nas samych już nie ma, naszych związków...

Ukasz
Posty: 723
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: Ukasz » 01 lis 2018, 19:57

Niezapominajka pisze:
17 paź 2018, 20:36
Słuchajcie, tak się zastanawiam : jeśli większość malzenstw była zawierana nieświadomie - amok chemii zakochanych, nieznanie siebie, sprzedawanie swoich wersji eksportowych, żeby tylko coś zdobyć, traumy z dzieciństwa m.in. bycie pod mentalnym laczkiem rodzicow i wiele innych, generalnie wielkie błędy i nieświadomość wyboru to jeśli późnej się nie układa i wychodzą różne kryzysy, rozłamy, zdrady to czy Bóg chce by to małżeństwo trwało?
Niezapominajka pisze:
17 paź 2018, 20:36
Skoro wszystko wskazuje, że się nie uda, że nie pasujemy do siebie, że błędy, zraniona przeszłość doprowadziły nas do rozłamu?
Niezapominajka pisze:
22 paź 2018, 21:25
Co Bóg o tym myśli wiedząc, już na starcie, już przed ołtarzem w dniu ślubu, że się nie dobraliśmy? Chociaż my sami jeszcze tego nie wiedzieliśmy? Co on o tym myśli?
Niezapominajka pisze:
17 paź 2018, 20:36
Tak sobie ostatnio rozmyślam, co myślicie?
To ja sobie myślę tak, że całe to gadanie o dobieraniu się i pasowaniu do siebie to bzdura. Człowiek może pokochać drugiego człowieka. Mężczyzna kobietę, kobieta mężczyznę. Jeżeli jeszcze się w sobie wzajemnie zakochali, to mają komfortowe warunki, żeby się ugruntować w tej decyzji. A potem to już ich praca, zawsze możliwa do wykonania przy woli obu stron i z Bożą pomocą. Słyszałem taką historię, że w Wietnamie po latach wojny było wielu samotnych ludzi płci obojga i wyznaczano nieznające się wcześniej pary do małżeństwa. Po latach zbadano, jak sobie radzili i okazało się, że statystycznie znacznie lepiej, niż przeciętny związek brany "z miłości". Po prostu nie zatruwali się myśleniem o tym, czy właściwie dobrali sobie partnera, tylko koncentrowali się na tym, jak z tym konkretnym człowiekiem być szczęśliwym. I jak obserwuję różne historie wokół siebie i tu na forum, to te z dłuższym stażem przedmałżeńskim (zwykle zresztą oznaczającym nie narzeczeństwo, lecz konkubinat) wcale nie mają łatwiej niż ci, którzy pobierali się jeszcze w czasie zakochania, z całą to chemią, nieświadomością itd. Bóg to chyba właśnie tak zaplanował, żeby człowiek się zakochał, po roku czy najdalej dwóch wziął ślub i potem budował swoje relacje, swoją rodzinę. Ja teraz w ogóle się nie zastanawiam, czy słusznie wybrałem za żonę tę a nie inną osobę - po co mi to? Ją pokochałem, ją chcę kochać, póki żyję. Byłoby łatwiej, gdyby ona to teraz odwzajemniała, ale przecież ani moja miłość nie zależy od tego, ani sens mojego życia.

rak
Posty: 650
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: rak » 01 lis 2018, 23:27

Bez zakochania to chyba nawet łatwiej, bo człowiek "wie na co patrzy" :lol:
Ukasz pisze:
01 lis 2018, 19:57
Słyszałem taką historię, że w Wietnamie po latach wojny było wielu samotnych ludzi płci obojga i wyznaczano nieznające się wcześniej pary do małżeństwa. Po latach zbadano, jak sobie radzili i okazało się, że statystycznie znacznie lepiej, niż przeciętny związek brany "z miłości". Po prostu nie zatruwali się myśleniem o tym, czy właściwie dobrali sobie partnera, tylko koncentrowali się na tym, jak z tym konkretnym człowiekiem być szczęśliwym.
a tak z drugiej strony, ja zawsze podziwiałem pary hinduskie. Też często się nie znając nie mają wyboru, żeby sobie ułożyć życia i zazwyczaj jakoś dają radę. Chociaż u nich też problemy są trochę inne....
Nieważne jest, gdzie jesteś, ale wszędzie tam, gdzie przyjdzie ci się znaleźć, ważne jest, jak żyjesz - Henri J.M.Nouwen

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 628
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak wrócić i być szczesliwym

Post autor: ozeasz » 03 lis 2018, 18:01

Niezapominajka pisze:
26 paź 2018, 0:50
dziękuję za słowa otuchy. Mam trochę słabszy okres w życiu chyba, w sensie, że czuje się jakby wypalona, zobojętniała, nie wiem, ja mam tak, że późno oddaję emocje, zranienia, więc może dopiero dopiero do mnie doszło co się stało. W sensie świadomość wszystkiego, konsekwencje tego, badanie tego co było przedtem. Mop ja też to uslyszalam w zeszłym roku, i wiele razy potem również to slyszalam.
Przyznam że czasem mam ochotę uciec, po prostu zwiać i mieć święty spokój. Przygnębia mnie myśl, że może my wszyscy tu na forum walczymy dla pięknej idei a tak naprawdę nas samych już nie ma, naszych związków...
Tak fizycznie mojego związku już nie ma ,psychicznie tym bardziej ,zostaję przy każdym moim komunikacie o miłości odrzucany ,zbywany, co do emocji o tyle doświadczam emocji w związku z myślą o żonie na ile chcę to podtrzymywać ,to jest trudne kiedy ukochanej osoby nie ma obok . Jeśli chodzi o więzi ,to i one praktycznie zanikły ,bo skoro mieszkamy daleko od siebie już od ponad siedmiu lat ,trudno mi te więzi pielęgnować .
Duchowo również jest to walka z wątpliwościami i słabszymi dniami , ostatnie rekolekcje były dla mnie dowodem że Bogu zależy na nas .
Paradoksalnie nie miałem wobec rekolekcji z Ks. Dziewieckim żadnych oczekiwań ,pojechałem tam aby poznać innych Sycharków , pobyć we wspólnocie ludzi podobnych do mnie .
Krótka rozmowa z Andrzejem ,założycielem wspólnoty , była dla mnie tym po co przyjechałem , tak to odbieram ,doszło do mnie że doświadczenia ostatnich miesięcy osłabiły we mnie wiarę i cel ,poza tym zdałem sobie sprawę że mój nick "ozeasz" przestaje mieć racje bytu ,przestaje być adekwatny do mojej postawy .
Rozmowa z Andrzejem mi to uświadomiła ,tak jak i to że dziś ,tak jak 24 lata temu kiedy zawieraliśmy ślub jak i siedem lat temu kiedy "przyjąłem nowe imię" ,przez które Bóg do mnie przemawia ,sprawa dotyczy miłości ,dojrzałości oraz związanej z tym wierności . Zdałem sobie sprawę z tego że każdego dnia Bóg pyta mnie czy chcesz ,a jedne wątpliwości co do drogi biorą się z tego że ja sam nieraz nie wiem czy chcę ?
Jeśli pytanie kim jestem i po co tutaj jestem schodzi na plan dalszy wobec innych ,bardziej przyziemnych zaczyna się problem , i myślę że samo źródło tych problemów nie jest w relacji z żoną ,a w relacji z Bogiem i kwestii wiary ,w tym przypadku sakrament małżeństwa jest tylko konsekwencją wcześniejszych wyborów .
Tak że znów staje przede mną pytanie o miłość i postawę ,czy chcę ,czy przyjmuję tego rodzaju doświadczenie w wolności i dobrowolnie ,na dzień dzisiejszy ciągle tak . Pozdrawiam serdecznie. :)
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Aleksander i 1 gość