Mój mąż jest już po jednym małżeństwie uznanym za niewazne

Wydarzył się cud uzdrowienia małżeństwa, a może tylko maleńki cudzik?...

Moderator: Moderatorzy

Ufam
Posty: 4
Rejestracja: 02 wrz 2019, 18:06
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Mój mąż jest już po jednym małżeństwie uznanym za niewazne

Post autor: Ufam » 03 wrz 2019, 0:19

Jesteśmy razem przeszło 5 lat. Po ślubie przeszło 2.W czasach partnerstwa, potem narzeczenstwa często było źle, w każde Święto czy to Maryjne czy inne klocilismy sie, nie rozumielismy...poznaliśmy się w czasie gdy sprawa jego była jeszcze w toku. Czekałam na niego... Cierpiałam... Miałam z tego tytułu ogromne wątpliwości czy się uda i czy to właściwa decyzja, aby wchodzić w relacje z mężczyzna po przejściach. W dzień kiedy przyszedl list o stwierdzonej niewaznosci zadzwonił do mnie by mi to zakomunikować ... w pierwszej chwili ucieszyłam się, ale dosłownie po chwili radość odeszła i pojawiła się myśl i odczucie... dlaczego się nie cieszę...
Nie powiedziałam mu tego...ukryłam to przed nim.
Później jak się okazało po ślubie wszystko prawie...co mowil i jakim sie jawil okazało się wielkim kłamstwem. W narzeczenstwie wyrzucił mnie ze swojego życia, stwierdził, że nie kocha. Jednak po kilku miesiącach się zeszliśmy. Ja w tym czasie chodziłam na terapię. Bardzo przeżyłam to rozstanie. Przewartosciowalam nasz zwiazek i myślałam, że on też... Zapewniał mnie o swojej miłości więc się pobralismy. Krótko po ślubie okazało się, że w ogóle nie nadajemy na tych samych falach, rozmijamy się... On nie dba o mnie jako kobietę... Ale w krótkim czasie zaszłam w ciążę choć miałam nie móc mieć dzieci. Chwala Panu. Wszystko zawierzylismy Bogu, Maryi, św Gerardowi, modlilismy się wspólnie na rozancu. Ja przeszłam ciężko ciążę. Kilkakrotnie w szpitalu. Wiekszosc ciąży przeplakana. Mąż odtracal mnie, nawet nie dawal oparcia dla mojego zbolalego kregoslupa. Nie rozumielismy się, nie rozmawialiśmy. Nie mogłam kupić od niego żadnego słowa. Po narodzinach gdy wraz z córeczka wróciłyśmy ze szpitala okazalo się, że mąż całą miłość skierowal na dziecko. Stał się zachowawczy w stosunku do mnie i stanowil mur nie do przebicia. Dosłownie odczulam, że moja rola się na tym skończyła. Nieswiadoma prawdziwego powodu nie rozumialam jego zachowania. Przestalam się dla niego liczyć. Uwlaczal mojej godnosci, totalna znieczulica i wiele innych zachowań... Później odkrylam różne rzeczy, zrozumiałam, że miał romans... z kobieta obcego pochodzenia. Możliwe, że kobieta o której wspominał mi na początku naszej znajomosci. Idzie w zaparte... Nie przyznaje się do zdrady choć wszystko o tym mówi... Aż krzyczy... Córeczka bardzo jest za nim. Nas już nic nie łączy... On temat zamiotl pod dywan i wręcz w sposób arogancki i uragajacy mi szydzi z mojej głupoty, że go o to podejrzewam. Idziemy na terapię. Po roku udalo mi się go nakłonić choć sam mówi, że jemu zależy tylko na dziecku. Mnie nie kocha. Nie ma żadnej czułości, potrafi tylko wtedy gdy ma potrzeby i nie rozumie jak bardzo mnie rani a moje zachowania wcześniejsze były efektem bólu jaki mi zadał i wciąż okłamuje. Byl czas gdy wybaczyłam i chciałam pójść dalej ale okazało się, że nadal mnie oszukiwał i wtedy coś we mnie pękło... Teraz niedawno śniło mi sie, że oddał mi swą obrączkę a ja ja wzięłam i swoją też zdjęłam z palca... Teraz po tym wszystkim zastanawiam się czego może chcieć od nas Pan... Czy rozstania? Skoro wtedy próbował nie dopuscic do tego małżeństwa i zrobiliśmy cos wbrew Jego woli ( nie rozumiałam wtedy dlaczego nie chce byśmy byli razem, modliłam się o powrot) to czy teraz może chcieć, żebyśmy byli razem... A jeśli tam zmanipulowal sprawa i tamto małżeństwo wciąż przed Panem istnieje... Dziś modlę się do św Antoniego o miłość prawdziwa, abym ja umiała kochać i do św Moniki o nawrócenie męża... ufając, że Pan wszystkim się zajmie... Wiem, że On nigdy mnie nie zawiedzie... Czekam, ale jest bardzo ciężko chwilami bo jestem odcięta finansowo, nie tworzymy rodziny, brak wspólnych decyzji, on o wszystkim decyduje i nie ma chęci kompromisu więc czekam na to co przyniesie terapia... bo nagiać się nie chce do czegokolwiek...czuję się bardzo niekochana i nic nie znacząca... Czy jeszcze cos w tym temacie możecie mi podpowiedzieć, ukierunkowac... Staram się żyć wiara, że Bóg wyprowadzi z tego dobro... Wiadomo, nie zawsze tak jak byśmy tego chcieli ... Czy w takiej sytuacji może chcieć naszego rozpadu...?! Jak po ludzku postepowac...jeśli chce byśmy byli z pozoru rodzina to muszę robić jak on chce w przeciwnym razie jestem zdana tylko na siebie bo on nie uczestniczy w moim życiu w ogóle...

zenia1780
Posty: 2146
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mój mąż jest już po jednym małżeństwie uznanym za niewazne

Post autor: zenia1780 » 03 wrz 2019, 8:25

Ufam, witaj na forum.


A jeśli tam zmanipulowal sprawa i tamto małżeństwo wciąż przed Panem istnieje...
Nie wiem, czy obierasz dobry kierunek myślenia... W świetle informacji na dziś tamto małżeństwo nie zaistniało.
Teraz po tym wszystkim zastanawiam się czego może chcieć od nas Pan... Czy rozstania? Skoro wtedy próbował nie dopuscic do tego małżeństwa i zrobiliśmy cos wbrew Jego woli ( nie rozumiałam wtedy dlaczego nie chce byśmy byli razem, modliłam się o powrot) to czy teraz może chcieć, żebyśmy byli razem...
Naprawdę uważasz, ze Bóg chce rozstania małżonków?
Tamte trudności mogły wynikać z niedojrezałosci męża i Twojej, podobnie jak obecne. Może raczej pod tym kontem warto przyjrzec się małżeństwu. Jakkolwiek wazne jest przysłuchiwać się Bozej woli i poddawać Jego prowadzeniu, na ile tylko potrafimy je rozpoznać, to jednak przyjmowanie postawy bezwolnych dzieci nie jest postawą chcrześcijańską. Bóg/łaska buduje na naturze, zatem nasz udział jest niezbędny do tego aby się objawiała w naszym życiu.

Czekam, ale jest bardzo ciężko chwilami bo jestem odcięta finansowo, nie tworzymy rodziny, brak wspólnych decyzji, on o wszystkim decyduje i nie ma chęci kompromisu więc czekam na to co przyniesie terapia.
Czy czekanie to dobre rozwiązanie?
Dlaczego jesteś odcięta finansowo?

Rozejrzyj się kochana po forum, poczytaj historie innych. Zajrzyj do proponowanych przez nas lektur viewtopic.php?f=10&t=383. Moze poszukaj naszego ogniska w swojej okoluicy https://sychar.org/ogniska/

Pamiętaj również przy opisywaniu swojej histori o powściągliwości. Internet nie jest anonimowy.
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

tata999
Posty: 475
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój mąż jest już po jednym małżeństwie uznanym za niewazne

Post autor: tata999 » 03 wrz 2019, 9:44

Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19
Krótko po ślubie okazało się, że w ogóle nie nadajemy na tych samych falach, rozmijamy się...
Tak, to normalne, że nie nadajecie na tych samych falach. Jesteście zupełnie różni. W wielu aspektach. We wszystkich związkach te lub inne, ale znaczące i mnogie różnice występują.
Tak nas Bóg stworzył - różnych. Dziwne, że dotarło to/okazało się dopiero po ślubie. Czy dostrzegłaś jego zmianę po ślubie?
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19

On nie dba o mnie jako kobietę... Ale w krótkim czasie zaszłam w ciążę choć miałam nie móc mieć dzieci. Chwala Panu.
Chwała Panu. Chciałbym tu dla pomocy rzucić męskie spojrzenie, ale nie jest dla mnie jasne, co masz na myśli pisząc, że nie dba jako kobietę. Czy chodzi o brak zbliżeń?
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19
Mąż odtracal mnie, nawet nie dawal oparcia dla mojego zbolalego kregoslupa. Nie rozumielismy się, nie rozmawialiśmy. Nie mogłam kupić od niego żadnego słowa. Po narodzinach gdy wraz z córeczka wróciłyśmy ze szpitala okazalo się, że mąż całą miłość skierowal na dziecko. Stał się zachowawczy w stosunku do mnie i stanowil mur nie do przebicia. Dosłownie odczulam, że moja rola się na tym skończyła.

Może było mu trudno, walczył w samotności w środku siebie samego, nie był wylewny, a jednocześnie nie miał siły angażować się w rozwiązywanie zewnętrznych problemów. Był na granicy. Nie gotowy na przyjęcie kolejnych ciężarów. Wolał je odpychać do siebie, żeby nie wybuchnąć lub zostać przygniecionym. Zwłaszcza, że dziecko to też duże przeżycie.
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19

Przestalam się dla niego liczyć.
Jak to wyczułaś? Czy przez to, że zbyt dużo czasu poświęcał córce?
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19
Uwlaczal mojej godnosci, totalna znieczulica i wiele innych zachowań... Później odkrylam różne rzeczy, zrozumiałam, że miał romans... z kobieta obcego pochodzenia. Możliwe, że kobieta o której wspominał mi na początku naszej znajomosci. Idzie w zaparte... Nie przyznaje się do zdrady choć wszystko o tym mówi... Aż krzyczy... Córeczka bardzo jest za nim. Nas już nic nie łączy... On temat zamiotl pod dywan i wręcz w sposób arogancki i uragajacy mi szydzi z mojej głupoty, że go o to podejrzewam. Idziemy na terapię. Po roku udalo mi się go nakłonić choć sam mówi, że jemu zależy tylko na dziecku. Mnie nie kocha.
Przykre, że tak mówi, uwłacza i nie przyznaje się do zdrady (chyba, że faktycznie jej nie było). Stawiaj temu granicę. Zadbaj o miłość do samej siebie i o to, żeby nie zaniżać samooceny. W trudnych chwilach ciężko wierzyć w siebie.
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19

Nie ma żadnej czułości, potrafi tylko wtedy gdy ma potrzeby i nie rozumie jak bardzo mnie rani
Może faktycznie nie rozumie i spróbuj dotrzeć jakoś inaczej. Może właśnie terapeuta pomoże.
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19
a moje zachowania wcześniejsze były efektem bólu jaki mi zadał i wciąż okłamuje.
Nie jest jasne, jakie zachowania masz na myśli. Niemniej jednak, za swoje zachowania odpowiadasz Ty sama, są efektem Twoich wyborów i decyzji. Możesz je kontrolować sama w dojrzałości swojej.
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19
Czekam, ale jest bardzo ciężko chwilami bo jestem odcięta finansowo, nie tworzymy rodziny, brak wspólnych decyzji, on o wszystkim decyduje i nie ma chęci kompromisu więc czekam na to co przyniesie terapia... bo nagiać się nie chce do czegokolwiek...czuję się bardzo niekochana i nic nie znacząca... Czy jeszcze cos w tym temacie możecie mi podpowiedzieć, ukierunkowac...

(...)Jak po ludzku postepowac...jeśli chce byśmy byli z pozoru rodzina to muszę robić jak on chce w przeciwnym razie jestem zdana tylko na siebie bo on nie uczestniczy w moim życiu w ogóle...
Może chce być głową rodziny i próbuje w taki, a nie inny sposób.

Ufam
Posty: 4
Rejestracja: 02 wrz 2019, 18:06
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mój mąż jest już po jednym małżeństwie uznanym za niewazne

Post autor: Ufam » 03 wrz 2019, 20:05

tata999 pisze:
03 wrz 2019, 9:44
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19
Krótko po ślubie okazało się, że w ogóle nie nadajemy na tych samych falach, rozmijamy się...
Tak, to normalne, że nie nadajecie na tych samych falach. Jesteście zupełnie różni. W wielu aspektach. We wszystkich związkach te lub inne, ale znaczące i mnogie różnice występują.
Tak nas Bóg stworzył - różnych. Dziwne, że dotarło to/okazało się dopiero po ślubie. Czy dostrzegłaś jego zmianę po ślubie?
Tak to oczywiste... Nie mam tego na mysli bo to nic w porównaniu z tym czego doświadczam. Dostrzegałam stąd były moje wątpliwości ale wtedy on jeszcze się staral...ja moglam rozmawiać... wiele cierpliwości i czasu poświęcałam na to, abyśmy się zrozumieli. Po ślubie przestał mnie całkiem słuchać i nawet gasil już na wstępie zamykając mi buzie bądź zamykając drzwi przed nosem. Przed zdrada jeszcze miewal różne chwile lepsze gorsze... potrafił przeprosić... Teraz w ogóle nie poświęca mi czasu ani uwagi
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19

On nie dba o mnie jako kobietę... Ale w krótkim czasie zaszłam w ciążę choć miałam nie móc mieć dzieci. Chwala Panu.
Chwała Panu. Chciałbym tu dla pomocy rzucić męskie spojrzenie, ale nie jest dla mnie jasne, co masz na myśli pisząc, że nie dba jako kobietę. Czy chodzi o brak zbliżeń?
Krótko po ślubie już mnie słownie i w czynie odtracal mówiąc, że go nie skuszę. Nie zaspakajal moich potrzeb. Wielokrotnie prosiłam aby mnie w ciągu dnia przytulił, pocałował czy docenił bądź zabrał gdzieś... żeby też moim potrzebom wychodził na przeciw
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19
Mąż odtracal mnie, nawet nie dawal oparcia dla mojego zbolalego kregoslupa. Nie rozumielismy się, nie rozmawialiśmy. Nie mogłam kupić od niego żadnego słowa. Po narodzinach gdy wraz z córeczka wróciłyśmy ze szpitala okazalo się, że mąż całą miłość skierowal na dziecko. Stał się zachowawczy w stosunku do mnie i stanowil mur nie do przebicia. Dosłownie odczulam, że moja rola się na tym skończyła.

Może było mu trudno, walczył w samotności w środku siebie samego, nie był wylewny, a jednocześnie nie miał siły angażować się w rozwiązywanie zewnętrznych problemów. Był na granicy. Nie gotowy na przyjęcie kolejnych ciężarów. Wolał je odpychać do siebie, żeby nie wybuchnąć lub zostać przygniecionym. Zwłaszcza, że dziecko to też duże przeżycie.
Okazało się, że już miał romans... O czym dowiedziałam się kilka mcy później... W sytuacjach intymnych nazwał mnie jej imieniem. Nie przystepowal do Komunii przez kilka mcy.W narzeczenstwie pytal kto będzie dla mnie wazniejszy odp że dziecko, a on że powinna być zona/maz. Gdy ja zrozumiałam jeszcze przed ślubem ta hierarchie to po urodzeniu okazało się, że on o tym zapomnial
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19

Przestalam się dla niego liczyć.
Jak to wyczułaś? Czy przez to, że zbyt dużo czasu poświęcał córce?
Całkowicie...strony o zdradach o tym piszą... W 90 kilku procentach objawy były te same.
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19
Uwlaczal mojej godnosci, totalna znieczulica i wiele innych zachowań... Później odkrylam różne rzeczy, zrozumiałam, że miał romans... z kobieta obcego pochodzenia. Możliwe, że kobieta o której wspominał mi na początku naszej znajomosci. Idzie w zaparte... Nie przyznaje się do zdrady choć wszystko o tym mówi... Aż krzyczy... Córeczka bardzo jest za nim. Nas już nic nie łączy... On temat zamiotl pod dywan i wręcz w sposób arogancki i uragajacy mi szydzi z mojej głupoty, że go o to podejrzewam. Idziemy na terapię. Po roku udalo mi się go nakłonić choć sam mówi, że jemu zależy tylko na dziecku. Mnie nie kocha.
Przykre, że tak mówi, uwłacza i nie przyznaje się do zdrady (chyba, że faktycznie jej nie było). Stawiaj temu granicę. Zadbaj o miłość do samej siebie i o to, żeby nie zaniżać samooceny. W trudnych chwilach ciężko wierzyć w siebie.
Tak... Ja już naprawdę zrobiłam wszystko co w mojej mocy... Bóg wie o tym jak bardzo chciałam, starałam się. Mówił, że mnie nie kocha i zależy mu tylko na dziecku. Ja dla ratowania i dziecka wciąż trwam ale 3 os m. in duchowny mówili, że to b. poważny problem
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19

Nie ma żadnej czułości, potrafi tylko wtedy gdy ma potrzeby i nie rozumie jak bardzo mnie rani
Może faktycznie nie rozumie i spróbuj dotrzeć jakoś inaczej. Może właśnie terapeuta pomoże.
Próbowałam na różne sposoby ale z niego nie można nic wydobyć. Przy tym okazało się, że wciąż mnie oszukiwał więc nie wiem gdzie nas zaprowadzi terapia. Czy on będzie chciał stanąć w prawdzie czy do końca szedł w zaparte.
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19
a moje zachowania wcześniejsze były efektem bólu jaki mi zadał i wciąż okłamuje.
Nie jest jasne, jakie zachowania masz na myśli. Niemniej jednak, za swoje zachowania odpowiadasz Ty sama, są efektem Twoich wyborów i decyzji. Możesz je kontrolować sama w dojrzałości swojej.
Zachowania typu zamykanie się też, ból, płacz, krzyk, prośby, nie owijanie w bawełnę, momentami mówienie że jest to lajdactwo , że wyrzadzili mi krzywdę i dziecku... Gdy ja chciałam przebaczyć tylko domagalam się prawdy i transparentnosci, o której mówi Szustak on się ze mnie zasmiewal i mówił, że robie z siebie idiotke
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 0:19
Czekam, ale jest bardzo ciężko chwilami bo jestem odcięta finansowo, nie tworzymy rodziny, brak wspólnych decyzji, on o wszystkim decyduje i nie ma chęci kompromisu więc czekam na to co przyniesie terapia... bo nagiać się nie chce do czegokolwiek...czuję się bardzo niekochana i nic nie znacząca... Czy jeszcze cos w tym temacie możecie mi podpowiedzieć, ukierunkowac...

(...)Jak po ludzku postepowac...jeśli chce byśmy byli z pozoru rodzina to muszę robić jak on chce w przeciwnym razie jestem zdana tylko na siebie bo on nie uczestniczy w moim życiu w ogóle...
Może chce być głową rodziny i próbuje w taki, a nie inny sposób.
Raczej o wszystkim decydować, mieć władzę to jest przemocowe zachowanie
Ostatnio zmieniony 03 wrz 2019, 23:12 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

Ufam
Posty: 4
Rejestracja: 02 wrz 2019, 18:06
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mój mąż jest już po jednym małżeństwie uznanym za niewazne

Post autor: Ufam » 03 wrz 2019, 20:30

zenia1780 pisze:
03 wrz 2019, 8:25
Ufam, witaj na forum.


A jeśli tam zmanipulowal sprawa i tamto małżeństwo wciąż przed Panem istnieje...
Nie wiem, czy obierasz dobry kierunek myślenia... W świetle informacji na dziś tamto małżeństwo nie zaistniało.
Tak... Rozumiem... Tylko czy faktycznie Bóg tak działa, że doprowadza do stwierdzenia niewaznosci czy to jednak człowiek...
Mam przypuszczenia, że mógł zmanipulowac...
Teraz po tym wszystkim zastanawiam się czego może chcieć od nas Pan... Czy rozstania? Skoro wtedy próbował nie dopuscic do tego małżeństwa i zrobiliśmy cos wbrew Jego woli ( nie rozumiałam wtedy dlaczego nie chce byśmy byli razem, modliłam się o powrot) to czy teraz może chcieć, żebyśmy byli razem...
Naprawdę uważasz, ze Bóg chce rozstania małżonków?
Tamte trudności mogły wynikać z niedojrezałosci męża i Twojej, podobnie jak obecne. Może raczej pod tym kontem warto przyjrzec się małżeństwu. Jakkolwiek wazne jest przysłuchiwać się Bozej woli i poddawać Jego prowadzeniu, na ile tylko potrafimy je rozpoznać, to jednak przyjmowanie postawy bezwolnych dzieci nie jest postawą chcrześcijańską. Bóg/łaska buduje na naturze, zatem nasz udział jest niezbędny do tego aby się objawiała w naszym życiu.
No właśnie nie... Ale jeśli by tamto małżeństwo zostało niesłusznie uznane za nieważne to nasze byłoby niewazne

Czy czekanie to dobre rozwiązanie?
Dlaczego jesteś odcięta finansowo?
To temat złożony... Nie mogę wszystkiego opisać, żeby zarówno być powsciagliwa... Nie ma rozerwalnosci małżeńskiej a jednak jest... I w tym problem...czytałam i też się wspieram nimi... Gdy bierze się zone/ męża to z jej/ jego całym bagazem...jedni drugich brzemiona noscie... Tu tego nie ma... Nie ma troski... Wspólnoty...
Rozejrzyj się kochana po forum, poczytaj historie innych. Zajrzyj do proponowanych przez nas lektur viewtopic.php?f=10&t=383. Moze poszukaj naszego ogniska w swojej okoluicy https://sychar.org/ogniska/

Pamiętaj również przy opisywaniu swojej histori o powściągliwości. Internet nie jest anonimowy.
Ostatnio zmieniony 03 wrz 2019, 23:40 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

zenia1780
Posty: 2146
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mój mąż jest już po jednym małżeństwie uznanym za niewazne

Post autor: zenia1780 » 04 wrz 2019, 9:12

Ufam pisze:
03 wrz 2019, 20:30
Tak... Rozumiem... Tylko czy faktycznie Bóg tak działa, że doprowadza do stwierdzenia niewaznosci czy to jednak człowiek...
Mam przypuszczenia, że mógł zmanipulowac...
Nie znam sie na prawie kanonicznym. Jednak jeśli nawet mąz zmanipulował, to Ty wyszłaś za niego w dobrej wierze. Jesli masz wątpliwości, to może sprawdź u żródła, w Sądzie Biskupim (nie wiem czy taka możliwosć istniej), lub przynajmniej porozmawiaj o swoich wątpliwosciach z którymś z pracująych tam kapłanów, albo nawet z kapłanem w swojej parafii, ewentualnie, jeśli to możliwe zapytaj poprzednią niemałżonkę. Czy nie jest tak, że na ten moment kreujesz swoją/waszą rzeczywistość w oparciu o własne przypuszczenia i domysły?
Przerzucanie odpowiedzialności na wolę Boga za własne i małżonka wybory i zachowania jest bardzo wygodne, bo po pierwsze zwalnia mnie/was z odpowiedzialnosci za te działania (bo przeciez Bóg tak chciał), po drugie zwalnia z mojej/waszej pracy nad tymi aspektami, które pracy wymagają. To, ze przed małzeństwem pojawiały się symptomy, które zbagateliaowałaś, nie musi oznaczac, że Bóg nie życzył sobie tego małżeństwa, a jedynie, że pokazywał niedojrzałości przyszłego małżonka...
Myśle jadnak, ze warto jednak rozwiać wałsne wątpliwoeści w temacie poprzedniego małzeństwa
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 20:30
To temat złożony... Nie mogę wszystkiego opisać, żeby zarówno być powsciagliwa...
Rozumiem, zatem zapytam inaczej. Czy jesteś osobą pracujacą?
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 20:30
Gdy bierze się zone/ męża to z jej/ jego całym bagazem...jedni drugich brzemiona noscie... Tu tego nie ma... Nie ma troski... Wspólnoty...
Biblia pokazuje stan idealny, do jakiego stworzył nas Bóg. Ale już na samym jhej początku wszystko zepsuliśmy...
Ufam pisze:
03 wrz 2019, 20:30
Tu tego nie ma... Nie ma troski... Wspólnoty...
Czy to bardziej obiektywna czy raczej sybiektywna ocena sytuacji?
To, ze ktoś nie spełnia naszych oczekiwań w sposób jaki my uważamy za właściwy i wystarczający, nie oznacza, ze w swoim mniemaniu ta osoba tego nie robi. Moze warto się temu bardziej przyjrzeć.

Czy znasz Wasze języki miłosci, Twój i meża?
Może tu jest pies pogrzebany?

Ksiażka jest na naszej liscie, tutaj natomiast masz skondensowanie jej:

https://www.youtube.com/watch?v=qpV2etH ... z&index=20
https://www.youtube.com/watch?v=qpV2etH ... z&index=20
https://www.youtube.com/watch?v=IDOZsTX ... z&index=21

Polecam jednak całość przesłuchać

Pozdrawiam i modlitwą otaczam
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość