Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Co o nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa mówią Biblia, Katechizm, dokumenty papieskie...

Moderator: Moderatorzy

Pantop
Posty: 659
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: Pantop » 09 sty 2018, 5:11

Ad ROZEZNANIA

Otrzymałem odpowiedź od jednej osoby na tym forum.

Przyjąłem tę odpowiedź.

Zakładam dobre intencje tej osoby i nie wchodzę w szczegóły.

Oczywiście, że kiedy powstanę z błotnistego bagna, w którym obecnie jestem udam się do wspólnoty charyzmatycznej aby ową informację potwierdzić.

ps Ktoś napisał że się zreaktywowałem - podsumowując więc wesołe domysły - jestem podwójnym trolem z matrixa. Póki co ... ;-)

tereska
Posty: 4
Rejestracja: 05 lut 2017, 10:07
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: tereska » 09 sty 2018, 15:46

Czy mój związek trwa przed Najwyższym?

Spróbuje odpowiedzieć na to pytanie tak jak potrafię czyli trochę szerzej.

W małżeństwie sakramentalnym są dwa wymiary: Węzeł małżeński i więź małżeńska – wymiar duchowy i wymiar ludzki.
Pierwszy – węzeł małżeński- buduje Bóg, o tym mówi Jezus: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela” i to jest wymiar duchowy małżeństwa.
Drugi wymiar - więź małżeńska – to wymiar ludzki małżeństwa. To budują małżonkowie. Czasem zamiast budować, niszczą.
Stan duchowy małżeństwa czyli to co stworzył Bóg nie zależy od tego, co robią małżonkowie.
Bóg stworzył węzeł małżeński i on dalej istnieje mimo zniszczonych więzi małżeńskich.
Dlatego możemy mówić, że małżeństwo sakramentalne trwa dalej mimo zniszczonych relacji między małżonkami. Istnieje w wymiarze duchowym. To, co jest zbudowane w tym wymiarze, jest trwalsze niż to, co jest budowane w wymiarze ludzkim. Bóg cały czas widzi małżonków razem jako małżeństwo niezależnie czy po rozstaniu żyją sami czy weszli w drugie związki. I chce nadal udzielać swojej łaski do odbudowy relacji małżeńskiej czyli uzdalniać małżonków do miłości.

Może by to już wystarczyło, ale trochę jeszcze dopiszę na ten temat.

Bóg stworzył małżeństwo i jest w nim obecny Pan Jezus, gdyż małżeństwo sakramentalne jest znakiem miłości Jezusa do nas.
Jest znakiem miłości, który mimo odejścia małżonka cały czas domaga się ukazania się światu. Tak jak Jezus dalej nas kocha mimo, że od Niego czasem odchodzimy.
Cały czas Jezus chce by moja miłość do mojego współmałżonka pokazywała jak Jezus nas kocha.
Fajny przykład jak Bóg chce pokazać w małżeństwie swoją miłość do nas można zobaczyć w filmie opartym na ks. Ozeasza „Cudowna miłość” https://www.youtube.com/watch?v=0iJPit0ejmY
Taka miłość na wzór Jezusa nie jest możliwa po ludzku. Nie jesteśmy w stanie kochać naszych współmałżonków tak jak nas kocha Jezus.
Możliwe jest to tylko w jednym przypadku. Gdy Jezus w nas zamieszka, wypełni w takim stopniu nasze serce, że będzie On przez nas kochał. To może się stać tylko przez Ducha Świętego, Jego mocą, nie naszymi wysiłkami.
Dlatego jeśli chcemy wypełnić sakrament małżeństwa czyli pozwolić by Jezus kochał przez nas naszego współmałżonka, potrzebujemy by nasza ludzka miłość umierała, a było w nas coraz więcej Jezusa. Temu służą: obumieranie naszych ludzkich pragnień, modlitwa (adoracja, kontemplacja) karmienie się Słowem Bożym i Ciałem Jezusa.

Jest to moja pojedyncza wypowiedź. Ze względu na dosyć ciężki czas w moim życiu nie mam siły, by uczestniczyć w ewentualnej dyskusji.
Pozdrawiam wszystkich.

Pantop
Posty: 659
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: Pantop » 09 sty 2018, 18:36

do Tereska

Miód na me serce Twe słowa.

Maja one tym większą moc , ze piszesz je kiedy Ci ciężko.

A u mnie jest tak:

Parafrazując.
Otrzymałem strzał w klatkę piersiowa z bliskiej odległości.
Krwawię na maxa.
Dostaje mnóstwo pomocy w postaci rad - weź się w garść, inni przechodzą to samo, trzeba żyć itd.
Na co mi te rady ? - Na nic.

Zadaję pytanie - Ile warte są wysiłki opuszczonego współmałżonka bez poczucia bliskości drugiej połówki?
Gdzie rozkosze fizycznych ekstaz, gdzie wspólne pokonywanie codziennego mozołu, gdzie zmagania , kłótnie , radości i smutki prozy życia ???
NIE MA !!!!!

Ja już nawet nie potrafię zawyć jak Kaziuk z Siekierezady.
Czasem tylko kilka łez płynie.
A czasem jakiś ktoś powie coś głupiego na YT.

Ad tego co napisałaś o wymiarze sakramentu w oczach Najwyższego - to ja się zgadzam.

Żeby trochu rozwinąć co mi w duszy gra :
Postrzegamy.
Nasze postrzeganie nie jest doskonałe.
50% tego co postrzegamy i jak postrzegamy - jest błędne.
Na podstawie niedoskonałego postrzegania mamy emocje i podejmujemy działania.
PRAWDA najczęściej jest gdzieś obok.
Jest tak , że są tacy którzy się adaptują do materii - za nic mając PRAWO.
Są i tacy , którzy jeszcze nie mając prawidłowego postrzegania chcą zgodnie z PRAWEM postępować - nie widząc/ nie czując w tymże nijakich owoców , efektów.
I kiedy ich nie widzę , nie czuję i nie doświadczam ( co nie oznacza że ich nie ma - bo są - tylko dla mnie teraz zakryte- więc tak jakby NIEISTNIEJĄCE ) w drzwiach mego życia pojawia się usłużny wysłannik ( nie wiem jakich sił) i pakuje mi drugi postrzał w świeży pierwszy jeszcze .

Ale .

Życie jest super i Bóg nas kocha.

lena50
Posty: 233
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: lena50 » 09 sty 2018, 22:40

Zadaję pytanie - Ile warte są wysiłki opuszczonego współmałżonka bez poczucia bliskości drugiej połówki?
Gdzie rozkosze fizycznych ekstaz, gdzie wspólne pokonywanie codziennego mozołu, gdzie zmagania , kłótnie , radości i smutki prozy życia ???
NIE MA !!!!!
Na dziś nie ma,ale zawsze jest szansa ,że powrócą.
Starać zawsze się warto.
lena50....dawniej lena

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 255
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: ozeasz » 27 sty 2018, 8:05

Pantop jeśli Cię dobrze zrozumiałem co jest bardzo trudne w przypadku takiego nadawcy (przynajmniej dla mnie) ,to jesteś wrażliwym człowiekiem którego przygniotły doświadczenia , ale myślę że szkopuł w tym że jesteś w mojej prywatnej ocenie nadwrażliwy w pierwszym stopniu na siebie.
To Cię niszczy ,oczy swojej świadomości zwróciłeś do swego "wnętrza" ,swoje cierpienie ,ból , alienację ,nie rozumiejąc tego co się stało dałeś ponieść się buntowi który dodatkowo Cię omamia .
Piszesz o Najwyższym , ja jako człowiek który złożył swe życie w ręce Jezusa Chrystusa 24 lata temu czytam Ciebie jako człowieka którego wiara w Tegoż jest co najmniej złamana ,jeśli była ,bo sama świadomość że Bóg jest i Kim jest to Jk2,19 też o tym "mówi" ,ale to nie jest tożsame z relacją ,ufnością , zawierzeniem ,komunią ,piszę nie żeby Cię ocenić ale bardziej zapytać czy dobrze Cię odbieram , bo ja takiej relacji , pomijając słowa w jaki określasz Boga (np.TATO) nie widzę , może ja jestem niedowidzący ,a może mam rację .
Z doświadczenia piszę ze to mi wygląda na zbytnie przywiązanie , uzależnienie od żony , rozmycie przy tym swojej osoby,Ty "krzyczysz i wydzierasz" się tutaj ,o to świadczy o więzi która przez 8 lat powinna być przetransponowana na inną hierarchię ,a nie jest w moim pojęciu .

I ja mam dwoje dzieci i ja jestem po wyprowadzce od żony 7 rok ,napisałem w innych wątkach ,będziesz chciał to poczytasz , widziałem i słyszałem nie tylko uwodzące spojrzenia mojej żony w stronę innych mężczyzn ,mógłbym powiedzieć wprost ,nie doświadczyłeś takiego cierpienia jak ja i nie zrozumiesz tego ,ale czy to pomoże nam w dialogu ?

Nie jesteś jedyny i nie myśl , że to co przeżywasz jest tak niezwykłe że nikt nie zrozumie ,oczywiście na jakimś poziomie ,bo drugiego człowieka żeby poznać trzeba przynajmniej być z nim w przyjaźni ,co tu w takiej sytuacji jest na dzień dzisiejszy co najmniej niemożliwe .

Sam w mojej ocenie strzelasz sobie w stopę bo z jednej strony szukasz pomocy ,zrozumienia (człowieka który tego samego doświadczył i będzie Cię w stanie zrozumieć ,zrozumieć to co przeżywasz) ,a z drugiej Twoja komunikacja temu przeczy ,stąd moje pytania w innym wątku ,czy wobec żony też tak się zachowywałeś ,czy to Twój normalny "język" czy "maska" na potrzeby forum ?

A więc drogi bracie ,chcesz sobie pomóc ,czy jesteś tu by mieć widownie kiedy rozdrapujesz sobie rany ?

Pozdrawiam ,zostań z Bogiem .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

renta11
Posty: 198
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: renta11 » 27 sty 2018, 22:03

Pantop pisze:
09 sty 2018, 18:36
do Tereska

Miód na me serce Twe słowa.

Maja one tym większą moc , ze piszesz je kiedy Ci ciężko.

A u mnie jest tak:

Parafrazując.
Otrzymałem strzał w klatkę piersiowa z bliskiej odległości.
Krwawię na maxa.
Dostaje mnóstwo pomocy w postaci rad - weź się w garść, inni przechodzą to samo, trzeba żyć itd.
Na co mi te rady ? - Na nic.

Zadaję pytanie - Ile warte są wysiłki opuszczonego współmałżonka bez poczucia bliskości drugiej połówki?
Gdzie rozkosze fizycznych ekstaz, gdzie wspólne pokonywanie codziennego mozołu, gdzie zmagania , kłótnie , radości i smutki prozy życia ???
NIE MA !!!!!

Ja już nawet nie potrafię zawyć jak Kaziuk z Siekierezady.
Czasem tylko kilka łez płynie.
A czasem jakiś ktoś powie coś głupiego na YT.

Ad tego co napisałaś o wymiarze sakramentu w oczach Najwyższego - to ja się zgadzam.

Żeby trochu rozwinąć co mi w duszy gra :
Postrzegamy.
Nasze postrzeganie nie jest doskonałe.
50% tego co postrzegamy i jak postrzegamy - jest błędne.
Na podstawie niedoskonałego postrzegania mamy emocje i podejmujemy działania.
PRAWDA najczęściej jest gdzieś obok.
Jest tak , że są tacy którzy się adaptują do materii - za nic mając PRAWO.
Są i tacy , którzy jeszcze nie mając prawidłowego postrzegania chcą zgodnie z PRAWEM postępować - nie widząc/ nie czując w tymże nijakich owoców , efektów.
I kiedy ich nie widzę , nie czuję i nie doświadczam ( co nie oznacza że ich nie ma - bo są - tylko dla mnie teraz zakryte- więc tak jakby NIEISTNIEJĄCE ) w drzwiach mego życia pojawia się usłużny wysłannik ( nie wiem jakich sił) i pakuje mi drugi postrzał w świeży pierwszy jeszcze .

Ale .

Życie jest super i Bóg nas kocha.
A ktoś Ci obiecywał, że zawsze będzie lekko, łatwo i przyjemnie?
Niestety, niektóre dzieci umrą, niektóre ptaki nie dolecą, nie wszystkie małżeństwa da się uratować. Być, żyć z Bogiem nie znaczy, że zawsze będzie świecić słońce (mimo naszych jednak oczekiwań).
Małżeństwo nie jest jedyną rzeczą ważną w życiu, a samotność nie jest aż taka straszna. Ale żeby to poczuć, przeżyć i zrozumieć należy przejść przez pustynię, innej drogi raczej nie ma, a przynajmniej ja jej nie znam. Życie z Bogiem nie jest łatwe, bo On ma oczekiwania, ale niewątpliwie jest rozwój i wzrost, odrabia się życiowe lekcje. A po drodze mimochodem odnajduje się sens i przyjemność, a czasami nawet szczęście. Często pomimo.

Pantop
Posty: 659
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: Pantop » 28 sty 2018, 2:52

Do: ozeasz

Hm odpowiedziałem na ten post w innym wątku - ale niech tam.
ozeasz pisze:I ja mam dwoje dzieci i ja jestem po wyprowadzce od żony 7 rok ,napisałem w innych wątkach ,będziesz chciał to poczytasz , widziałem i słyszałem nie tylko uwodzące spojrzenia mojej żony w stronę innych mężczyzn ,mógłbym powiedzieć wprost ,nie doświadczyłeś takiego cierpienia jak ja i nie zrozumiesz tego ,ale czy to pomoże nam w dialogu ?
Pomóc może nie pomoże, ale rozszerzy horyzont.
Ty doświadczyłeś cierpienia.
Ja doświadczam cierpienia.
Oczywiście, że niemożliwe doświadczyć TUTAJ tego samego rodzaju cierpienia.
( TUTAJ nie - po drugiej stronie już jak najbardziej TAK - patrz edycja moderacji: nie powołujemy się na źródła niezgodne z KKK)
Ustalmy tutaj jedno - nie chcemy zamienić się na nasze doświadczenia cierpienia.

Ad Relacji z TATĄ
Ha! - chciałbyś wiedzieć.
Też bym chciał...
To, że pewnych rzeczy nie widzisz nie oznacza, że ich nie ma.
Pytasz czy moja relacja z TATĄ została złamana.
Powiem - w moim odczuciu stanęła w martwym punkcie.
Rozwinę.
Nie jestem nikim niezwykłym, tym bardziej cierpienie, nijakiej niezwykłości mi nie przydaje - owszem dołuje .
Otóż prawdopodobnie z powodów ( świetnie je zdiagnozowałeś) tego jak podchodziłem do żony TATO poczuł się ,,zazdrosny,, i dał mi do przerobienia lekcję - przyjmijmy to za domniemaną wersję zdarzeń.
Teraz ( jako że postrzegam Cię jako jeden z bardziej lotnych umysłów na tym forum) pojedziemy nieco szybciej:
- Nowy testament - nauki apostoła ,że lepiej się nie żenić, jeśli jednak miałby kto płonąć - lepiej jak się ożeni.
- Król wysyłający swego poddanego na wojnę, by zginął ( celem było zdobycie żony ofiary ).
- Potem osoba opowiada przypowieść o jednej owcy temu królowi.
- Ja także opowiadam TACIE tą przypowieść.
- Odpowiedź TATY : - ..........................................
- Podsumowanie : Bóg dał - Bóg wziął - Bądź wola Twoja.
- I ja podlegam temu prawu, że gdy czegoś nie widzę/słyszę to nie znaczy, że tego nie ma - oczywiście.
Gdzie jestem na drodze w wychwalaniu woli Najwyższego? Stoję na starcie.
Zgadujesz, że w obecnej sytuacji wprost nie mogę doczekać się startu kiedy powoli acz z coraz większym i większym entuzjazmem rozpocznę owo wychwalanie.
Po ludzku jest to niemożliwe - i ja o tym wiem.
Cierpliwie czekam na łaskawe spojrzenie TATY.
Zdania o pracy nad sobą w kontekście obecnego doświadczania nędzy są bezprzedmiotowe.
I tu nie ma żadnego kryzysu ani tym bardziej depresji.
Kryzys i depresja przeważnie wpisują się w jakiś ciąg zdarzeń i dotyczą z reguły osób aktywnych.
U mnie jest tylko wypalona ziemia, po której poruszam się bez ładu i to tylko wtedy kiedy muszę.
Na razie tyle.

Ps Do obrażalskich :D
To co w waszym odczuciu jest moimi minusami, to właśnie to pozwala mi spokojnie i - mam nadzieję - rzeczowo odnosić się do takiego postu jak ten od ozeasza.
Nawet jeśli ten człowiek w następnym poście zmyje mnie do zera (którym jestem - a zaufajcie - On to może zrobić bez wysiłku) - to stanę z boku , zaobserwuję swoje reakcje, emocje, odetchnę i postaram się wychwycić naukę dla siebie.

Pantop
Posty: 659
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: Pantop » 28 sty 2018, 3:08

Do: renta11
renta11 pisze:A ktoś Ci obiecywał, że zawsze będzie lekko, łatwo i przyjemnie?
Niestety, niektóre dzieci umrą, niektóre ptaki nie dolecą, nie wszystkie małżeństwa da się uratować. Być, żyć z Bogiem nie znaczy, że zawsze będzie świecić słońce (mimo naszych jednak oczekiwań).
Małżeństwo nie jest jedyną rzeczą ważną w życiu, a samotność nie jest aż taka straszna. Ale żeby to poczuć, przeżyć i zrozumieć należy przejść przez pustynię, innej drogi raczej nie ma, a przynajmniej ja jej nie znam. Życie z Bogiem nie jest łatwe, bo On ma oczekiwania, ale niewątpliwie jest rozwój i wzrost, odrabia się życiowe lekcje. A po drodze mimochodem odnajduje się sens i przyjemność, a czasami nawet szczęście. Często pomimo.
Całkowita zgoda. Są to oczywiste oczywistości.
Jednocześnie dobrze, że piszesz te jakże prawdziwe słowa do kogoś, kto leży całkowicie skopany na ziemi.
Usłużne okoliczności sprzedały mi pod koniec 2017 serię bonusowych kopów.
Użalam się ! Bynajmniej. Zwykłe stwierdzenie faktów.

Przy okazji - sporo sensu i przyjemności odnajdywałem m.in. w trakcie zbliżeń z żonką. Bądź tak miła i podaj rodzaj substytutu - będę wdzięczny.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 255
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: ozeasz » 28 sty 2018, 12:01

Pantop pisze:Kryzys i depresja przeważnie wpisują się w jakiś ciąg zdarzeń i dotyczą z reguły osób aktywnych.
U mnie jest tylko wypalona ziemia, po której poruszam się bez ładu i to tylko wtedy kiedy muszę.
Na razie tyle.
Wiesz że czasem trzeba wypalić ,bo inne środki zawodzą , aby powstało NOWE ŻYCIE , na popiołach starego ,patrz choćby 40 lat pustyni Księga Wyjścia ... Czy byleś , jesteś Massa i Meriba ? Czy śpiewasz pieśń chwały tylko po drugiej stronie , po przejściu morza ? Jeśli tak , to nie jest może relacja Ojciec - syn = zaufania ,a Pan - niewolnik = poddania ,nie wiem , pytam ?
Pedagogia Boga w ST polega na tym ,że przez wieki gładzone są rzesze idące na kompromis ,pozostaje wierna resztka na której On buduje NOWY LUD , w NT ,w przeniesieniu na osobę spalone zniszczone jest wszystko to co <NIE JEST> ,aby mogło pozostać <TO CO JEST> por. np. Hbr 12 ,27
część zacytuje 5 - 7 :
.... zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do synów:
Synu mój, nie lekceważ karania Pana,
nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza.
Bo kogo miłuje Pan, tego karze,
chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje.
oraz 11 - 13 :
Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. 12 Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana!
Czy Księga Syracha , proponuje cały drugi rozdział ,moja lektura wieloletnia do poduszki ,a tu tylko odniesienie do ww
Bo w ogniu doświadcza się złoto,
a ludzi miłych Bogu - w piecu utrapienia.Syr 2,5
Pantop pisze:5. 8 letnia więź, która powinna być przetransponowana w inną hierarchię a nie jest - TAK.
ZNOWU BINGO.
Dodam tylko - nie jest i nie będzie, ponieważ nie jestem zdrajcą.
Tu mógłbym powiedzieć że zrozumiałem o co Ci chodzi ,
jednak odniosę się tylko do tego , transpozycja nie polega na zdradzie żony (jeśli Cię dobrze zrozumiałem),a na zmianie hierarchii o której tu większość pisze ,żona z tronu , tron należny jest tylko jak Go nazywasz Najwyższemu ....

Napisałeś nie jestem zdrajcą ,

ale wg jakiego układu odniesienia , żona - Ty ?...może ,nie wiem ....zdrada to nie tylko fizyczność ,to intencje ,czas ,uwaga , intensywność i wiele innych aspektów ,a w układzie Ty ,żona i Bóg ,co z żoną ,co z Bogiem ...Oz 3,1b ,(bo 1a odbieram bardzo osobiście) , 4,1 ?
Pantop pisze: - Nowy testament - nauki apostoła ,że lepiej się nie żenić, jeśli jednak miałby kto płonąć - lepiej jak się ożeni.
- Król wysyłający swego poddanego na wojnę, by zginął ( celem było zdobycie żony ofiary ).
- Potem osoba opowiada przypowieść o jednej owcy temu królowi.
- Ja także opowiadam TACIE tą przypowieść.
- Odpowiedź TATY : - ..........................................
Bracie .....w cierpieniu .... płaczę razem z Tobą ,bo dotyka to i moich ran ,więc łatwiej o poczucie wspólnoty , jednak jest czas kiedy nie ma słów ... jest czas kiedy jest wielka ciemność ...a kiedy zaczniesz podnosić głowę znad ziemi ,jest czas by ujrzeć w tej ciemności SWIATłO ...bo jeśli nie ...to próżne JEGO i nasze starania ...

Można widzieć w ciemności tylko rozpacz , ból , cierpienie ale można to skwitować jak Józef mój nie jedyny autorytet w cierpieniu ,ja tak siebie i innych tutaj nieraz postrzegam na dzień dzisiejszy :
...teraz nie smućcie się i nie wyrzucajcie sobie, żeście mnie sprzedali. Bo dla waszego ocalenia od śmierci Bóg wysłał mnie tu przed wami. Rdz45,5
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Pantop
Posty: 659
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: Pantop » 28 sty 2018, 15:06

Do: ozeasz

Co oznacza ,,nie jestem zdrajcą,,.
Oznacza to, że jestem jedno ciało z moją żoną. Obecnie tylko duchowo.
Codziennie budzę się , wegetuję, zasypiam ze świadomością iż połowa mnie porzuciła mnie, odeszła, przestała kochać - co więcej zdradza mnie, a co nieuniknione, kiedyś swoje serce odda innemu.
I to jest strefa śmierci, którą pozostawiła mi żona.
Dodam, że ja sam - w Mojej strefie - jakoś niezbyt dobrze się z tym wszystkim czuję.

Nie doświadczam żadnych czułości, pieszczot, słów i innych oznak BEZPOŚREDNIEJ I BLISKIEJ MIŁOŚCI ze strony mojej żony i dzieci.
Kiedy widzę te oznaki w kościele z okazji np okrągłych rocznic pożycia małżeńskiego, błogosławienia raz w miesiącu wszystkich par sakramentalnych, czy po prostu męża i żonę w jednej ławce to wtedy tylko spuszczam głowę, ścisk gardła, łzy.

Czas.
Upływający czas nie ma ŻADNEGO wpływu na łagodzenie przeżyć.
Czas nie ma znaczenia, gdyż sytuacja jest zawsze ta sama każdego dnia.
Wszystkie rany są tak świeże jak w momencie gdy powstały - owszem dochodzą kolejne.

Wypalanie, złoto w tyglu, piec doświadczeń - no, właśnie tak.
Potem jednak - jest obietnica będzie lepiej, podniesiona głowa i światło w ciemności.
Toteż czekam cierpliwie, w obecnej sytuacji potrafię już tylko TRWAĆ, i jako taki określam się za całkiem niezłą symulację człowieka.

renta11
Posty: 198
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: renta11 » 28 sty 2018, 17:28

Pantop pisze:
28 sty 2018, 3:08
Do: renta11
renta11 pisze:A ktoś Ci obiecywał, że zawsze będzie lekko, łatwo i przyjemnie?
Niestety, niektóre dzieci umrą, niektóre ptaki nie dolecą, nie wszystkie małżeństwa da się uratować. Być, żyć z Bogiem nie znaczy, że zawsze będzie świecić słońce (mimo naszych jednak oczekiwań).
Małżeństwo nie jest jedyną rzeczą ważną w życiu, a samotność nie jest aż taka straszna. Ale żeby to poczuć, przeżyć i zrozumieć należy przejść przez pustynię, innej drogi raczej nie ma, a przynajmniej ja jej nie znam. Życie z Bogiem nie jest łatwe, bo On ma oczekiwania, ale niewątpliwie jest rozwój i wzrost, odrabia się życiowe lekcje. A po drodze mimochodem odnajduje się sens i przyjemność, a czasami nawet szczęście. Często pomimo.
Całkowita zgoda. Są to oczywiste oczywistości.
Jednocześnie dobrze, że piszesz te jakże prawdziwe słowa do kogoś, kto leży całkowicie skopany na ziemi.
Usłużne okoliczności sprzedały mi pod koniec 2017 serię bonusowych kopów.
Użalam się ! Bynajmniej. Zwykłe stwierdzenie faktów.

Przy okazji - sporo sensu i przyjemności odnajdywałem m.in. w trakcie zbliżeń z żonką. Bądź tak miła i podaj rodzaj substytutu - będę wdzięczny.
Skoro leżysz to wstań i udaj się na pustynię. Im wcześniej tam wejdziesz, tym większe szanse na wyjście. Wszyscy tutaj obecni to przechodzili. Masz szansę skorzystać z naszych doświadczeń. Ale też możesz sobie jeszcze poleżeć, skoro chcesz czy musisz. Każdy ma swój czas, swoje możliwości i wolność w wyborze.

renta11
Posty: 198
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: renta11 » 28 sty 2018, 17:34

Pantop pisze:
28 sty 2018, 15:06
Do: ozeasz

Co oznacza ,,nie jestem zdrajcą,,.
Oznacza to, że jestem jedno ciało z moją żoną. Obecnie tylko duchowo.
Codziennie budzę się , wegetuję, zasypiam ze świadomością iż połowa mnie porzuciła mnie, odeszła, przestała kochać - co więcej zdradza mnie, a co nieuniknione, kiedyś swoje serce odda innemu.
I to jest strefa śmierci, którą pozostawiła mi żona.
Dodam, że ja sam - w Mojej strefie - jakoś niezbyt dobrze się z tym wszystkim czuję.

Nie doświadczam żadnych czułości, pieszczot, słów i innych oznak BEZPOŚREDNIEJ I BLISKIEJ MIŁOŚCI ze strony mojej żony i dzieci.
Kiedy widzę te oznaki w kościele z okazji np okrągłych rocznic pożycia małżeńskiego, błogosławienia raz w miesiącu wszystkich par sakramentalnych, czy po prostu męża i żonę w jednej ławce to wtedy tylko spuszczam głowę, ścisk gardła, łzy.

Czas.
Upływający czas nie ma ŻADNEGO wpływu na łagodzenie przeżyć.
Czas nie ma znaczenia, gdyż sytuacja jest zawsze ta sama każdego dnia.
Wszystkie rany są tak świeże jak w momencie gdy powstały - owszem dochodzą kolejne.

Wypalanie, złoto w tyglu, piec doświadczeń - no, właśnie tak.
Potem jednak - jest obietnica będzie lepiej, podniesiona głowa i światło w ciemności.
Toteż czekam cierpliwie, w obecnej sytuacji potrafię już tylko TRWAĆ, i jako taki określam się za całkiem niezłą symulację człowieka.
Nie zawsze mamy wpływ na to, co nas spotyka (na okoliczności zewnętrzne). Ale zawsze mamy wpływ na to, jak zareagujemy na to, co nas spotyka (nasz odbiór wewnętrzny i nasze zachowanie). To najczęściej zmienia się wraz z pracą nad sobą i upływającym czasem. A najważniejszym czynnikiem jest bliska relacja z Bogiem. Przytulam Cię, pomodlę się.

Pantop
Posty: 659
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: Pantop » 28 sty 2018, 18:58

Do: renta11

To co dla jednych jest trudne dla innych może być niemożliwe.

Renta 11 ma otwarte złamanie piszczeli.
Ale cóż to tam znaczy.
Pojawiam się ja / oraz mi podobni / i zgodnym głosem namawiamy:
,,Weźże się w garść, popatrz jutro maraton i my wszyscy biegniemy, no - raz- dwa - wstajemy, wstajemy, wstajemy../.../ ,,.

Pozwolę sobie mieć tą postawę Tomasza:
Dopokąd nie zobaczę/ nie doświadczę na sobie/ -nic nie będę robił / nie uwierzę /.

renta11
Posty: 198
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: renta11 » 28 sty 2018, 21:11

Wybór należy do Ciebie, zawsze.
Są ludzie, którzy dobrze się czują w roli ofiary, bo tak w tą rolę wrośli. Ja do nich należałam. Ale znalazłam się na dnie i to było bardzo dobre miejsce. Bo od dna można się tylko odbić do góry. Można się w nim (tym dole) dosyć mocno potaplać, czemu nie? Rola ofiary daje w końcu niezłe profity. W odpowiednim dla siebie czasie ruszysz z miejsca. Każdy w końcu rusza. Najważniejsze z kim i w jakim kierunku. A na odpowiednie wskazówki w tej sprawie tutaj możesz zawsze liczyć. Pozdrawiam serdecznie

Pantop
Posty: 659
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: Pantop » 29 sty 2018, 20:06

Do: renta11

Tak. Jestem ofiarą.
Za każdym razem kiedy się budzę jestem ofiarą.
Kiedy myślę o mojej żonie i dzieciach jestem ofiarą.
Kiedy myślę o samotności i tego co pozostało mi w tym życiu- jestem ofiarą.
Kiedy wyobrażam sobie jak moja żona i kowalski hmm ten tego ... - są ze sobą - jestem ofiarą.

Rzecz w tym, że nie mam żadnego interesu w tym aby oszukiwać się, że jest inaczej niż jest.
Nie zamierzam robić czary mary nad mą psychiką aby przekonywać się , że szklanka jest do połowy pełna.
JEST DO POŁOWY PUSTA I TEGO CO BRAKUJE TO B R A K U J E.
Takie są fakty.
I proszę daruj sobie w tym momencie frazes o istniejącym tu WYBORZE.

Wolę trzeźwo i realnie - również z pewną dozą zazdrości - obserwować tej wiosny i lata radosne parki damsko-męskie (wspominając, że i ja tego doświadczałem), niż robić z siebie tumana udającego, że jestem ponad tym wszystkim.(Choć niewątpliwie na tym forum jestem największym... tumanem - rzecz jasna)

Pozdrawiam

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość