Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Co o nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa mówią Biblia, Katechizm, dokumenty papieskie...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 13236
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: Nirwanna » 23 lut 2018, 8:41

Angela pisze:
23 lut 2018, 1:13
Nirwanna pisze:
22 lut 2018, 8:00
bliskie mi jest to, co piszesz.
Nirwanno,
Lepiej jeszcze ode mnie, budząc dużo nadziei, mowi o ranach serca o. Szustak:
https://youtu.be/5BMsdlqUTBw
Angela, przyjmij komplement w pokorze, proszę ;-)
O. Szustak bardzo dobrze to opisał, ale ogólnie. Ty przedstawiłaś to samo, ale precyzyjnie od strony sycharka. Dzięki temu łatwiej mi (i być może innym) jest identyfikować się z taką postawą.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

renta11
Posty: 838
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: renta11 » 03 sty 2024, 18:32

Pantop pisze:
14 gru 2023, 23:31
Jakiś miesiąc temu zdjąłem obrączkę z palca.
Nie mam już siły jej nosić.
(...)
Jest takie powiedzenie, że Pan Bóg może się spóźnić i jeszcze zdąży.
Nawiasem - spotkałem się ostatnio z materiałem, który rzucił mi trochę światła na ten fenomen i jeśli materiał nie kłamie, to sprawa wydaje się prosta do opisania - zmieniane są linie czasowe w ten sposób że to co było w poprzednich (smutnych) zamienia się na radosne, gdzie smutne W OGÓLE nie zaistniały.
Dla Tego, który stworzył czas - bułka z masłem :D

O dziwo
Ni trochę nie pomaga świadomość, że to minie (...)
zdecydowałem puścić to wszystko co mi się wydawało że jest jeszcze do naprawy, ratowania, budowania.
Odetchnąć głęboko i poczekać na zmianę tych linii, gdzie otarta będzie wszelka łza a wszelkie ślady udręki znikną jak dym na wietrze sprzed miliona lat.

Ruto
Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, że u Ciebie, ale Pantop nie ma tutaj swojego wątku.

Pantopie
Jakoś przegapiłam ten post.
Smutno mi, po prostu mi smutno.
Zastanawiam się, dlaczego aż taki kryzys, że zdjąłeś obrączkę? Po tak długim czasie?
I przychodzi mi tylko do głowy, że to może jest tak, że zakręciłeś się na efekt.
Że jak będziesz szedł właściwą drogą, wierzył w Boga i w uratowanie małżeństwa - no to musi się udać.
A tu...zonk :oops:
Może warto ogłosić bezsilność, odpuścić totalnie, zająć się sobą i swoim życiem. Bez oczekiwań.

Wiem, jak trudno, bo sama jestem idealnym przykładem, jak nie reżyserować swojego życia.
A Tata z uporem maniaka co kilka lat mi przewraca szachownicę, tak po prostu.
Po ostatnim przewróceniu 3 lata dochodzę do siebie.
I cały czas medytuję nad słowami Ignacego Loyoli

"Módl się tak jakby wszystko zależało od Boga,
działaj tak jakby wszystko zależało od Ciebie".

I bądż tu mądry :D
Wcześniej czy później zawsze kończę na
"Niech Twoja wola, nie moja, się dzieje" :D
św. Augustyn
"W zasadach jedność, w szczegółach wolność, we wszystkim miłosierdzie".

Lawendowa
Posty: 7594
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Lawendowa » 03 sty 2024, 21:56

renta11 pisze:
03 sty 2024, 18:32
Ruto
Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, że u Ciebie, ale Pantop nie ma tutaj swojego wątku.
Znalazłam, taki nieco przykurzony już, ale osobiście przez Pantopa założony.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Pantop
Posty: 3134
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: Pantop » 03 sty 2024, 23:07

renta11 pisze:
Pantop pisze:
Jakiś miesiąc temu zdjąłem obrączkę z palca.
Nie mam już siły jej nosić.
(...)
Jest takie powiedzenie, że Pan Bóg może się spóźnić i jeszcze zdąży.
Nawiasem - spotkałem się ostatnio z materiałem, który rzucił mi trochę światła na ten fenomen i jeśli materiał nie kłamie, to sprawa wydaje się prosta do opisania - zmieniane są linie czasowe w ten sposób że to co było w poprzednich (smutnych) zamienia się na radosne, gdzie smutne W OGÓLE nie zaistniały.
Dla Tego, który stworzył czas - bułka z masłem :D

O dziwo
Ni trochę nie pomaga świadomość, że to minie (...)
zdecydowałem puścić to wszystko co mi się wydawało że jest jeszcze do naprawy, ratowania, budowania.
Odetchnąć głęboko i poczekać na zmianę tych linii, gdzie otarta będzie wszelka łza a wszelkie ślady udręki znikną jak dym na wietrze sprzed miliona lat.

Ruto
Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, że u Ciebie, ale Pantop nie ma tutaj swojego wątku.

Pantopie
Jakoś przegapiłam ten post.
Smutno mi, po prostu mi smutno.
Zastanawiam się, dlaczego aż taki kryzys, że zdjąłeś obrączkę? Po tak długim czasie?
I przychodzi mi tylko do głowy, że to może jest tak, że zakręciłeś się na efekt.
Że jak będziesz szedł właściwą drogą, wierzył w Boga i w uratowanie małżeństwa - no to musi się udać.
A tu...zonk :oops:
Może warto ogłosić bezsilność, odpuścić totalnie, zająć się sobą i swoim życiem. Bez oczekiwań.

Wiem, jak trudno, bo sama jestem idealnym przykładem, jak nie reżyserować swojego życia.
A Tata z uporem maniaka co kilka lat mi przewraca szachownicę, tak po prostu.
Po ostatnim przewróceniu 3 lata dochodzę do siebie.
I cały czas medytuję nad słowami Ignacego Loyoli

"Módl się tak jakby wszystko zależało od Boga,
działaj tak jakby wszystko zależało od Ciebie".

I bądż tu mądry :D
Wcześniej czy później zawsze kończę na
"Niech Twoja wola, nie moja, się dzieje" :D]
Jako że mam swój wątek ale stary i nikt tam już nie patrzy, to skoro też trochę Rutę znam to choć nie wiem to się też wypowiem :P

(nawiasem - 5 minut temu pisałem o wpisie Twoim rento11 u Astro17 :) )

Może na pewno jestem z cyklu mało pokornych a do tego jeszcze głupich. Ta wiedza uwalnia ale nie ułatwia.

Do adremu
Opiszę wręcz fizjologiczny objaw mej niemocy.
Dzieje się tak że sama myśl o tym że mógłbym robić cokolwiek w kierunku tzw odbudowy siebie, związku, relacji międzyludzkich, jest dla mnie tak rozdzierająca (rozdzierająca tzn że całe me wnętrze trzęsie się i krzyczy NIE!! a i ja sam czuję się wtedy nieszczególnie dobrze) że po którejś tam próbie nawiązania kontaktu z mą sakramentalną ( i jak zgadujesz - po jej odmowie) stwierdziłem że będąc grubo pod kreską nie stać mnie w tym kierunku na jakąkolwiek aktywność GDYŻ powoduje to u mnie pogłębienie deficytu.
Świadomie i dobrowolnie przepisałem sobie święty spokój.
Teraz zaś czekam nie czekając na obiecany cud wyzwolenia/uwolnienia.

Może źle skalkulowałem ale podjąłem decyzję że już nie będę z siebie robił uczestnika programu ,,Gra w ciemno,, u Ibisza, który z graczy robił najczęściej durniów ku uciesze gawiedzi.

Może to i warto by było masochistycznie podjąć heroiczną próbę, jeszcze ten jeden, jedyny raz.
Może.
Ale nie.
,,/.../i aby żyć z siebie samego trzeba brać/.../ - jak śpiewa Miecio
Tylko że trzeba mieć z czego brać.
Ktoś, coś musi w człeku uzupełniać zasób energii wewnętrznej.
A to nie ma miejsca.
Jest tylko obietnica czy nadzieja, która to ma do siebie że absolutnie nie generuje wspomnianej energii.


Kończę, wstydu (sobie) oszczędzam.

renta11
Posty: 838
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: renta11 » 04 sty 2024, 14:51

No to widzę, że kontakt z Tatą szwankuje. :o
Więc tym się zajmij, napełnij zbiorniki.
Z czystym sumieniem polecam Pogłębiarkę z Jezuitami (na pograniczu duchowości i psychologii). Ogrom kursów i medytacji do częstego stosowania na bezsenne noce.
Ale najpierw wyjmij kij z tyłka i wrzuć na luz. Ty niczego nie musisz. :D
Postaw na dobry kontakt/relacje z Tatą, a reszta sama się ułoży.
św. Augustyn
"W zasadach jedność, w szczegółach wolność, we wszystkim miłosierdzie".

Ruta
Posty: 3297
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Czy mój związek małżeński trwa przed Najwyższym ?

Post autor: Ruta » 16 sty 2024, 12:31

To i ja się wypowiem. Bo nie wiem. Ale jestem z tych małopokornych i do tego głupich. Ja to nazwałam przypadkiem zakutej głowy. Mojej.

Czasem mi Bóg wyłącza dopływ zasilania. Głównie wtedy jak mam w planach głupot narobić. Najczęściej gdy mam w planach naprawianie relacji z mężem po swojemu. Albo podobne pomysły.

Z początku się żaliłam. No bo jak to tak? Ja tu się chcę udać w dobrych zamiarach, a tu takie odłączenie, a czasem nawet jakby tak trochę z paralizatora, albo i z główki. Kto to mi tak z bańki wywala? I dlaczego?

Jak sobie tłumaczę to tak, po dłuższych namysłach, że to jak z małym dzieckiem. Niektóre trzeba czasme wsadzić do bezpiecznego kojca. Mój starszy syn potrzebował być w kojcu w każdej chwili, w której nie mogłam na niego patrzeć. Gdy tylko odwróciłam wzrok, zaraz był przy kontakcie - z drucikiem w ręku, pod sufitem - tuż przed upadkiem na placka, na parapecie - tuż przed zeskokiem na główkę. Jakby nie miał instynktu samozachowawczego. Później się okazało, że naprawdę nie miał. Młodszego w zasadzie nie trzymałam w kojcu. Był niezależnie od nadzoru rozsądny. Interesował się kontaktem, ale wkładał do niego wtyczkę. Wchodził na parapet, ale z niego schodził. Pod sufity się nie wybierał.

Te egzemplarze bez instynktu trzeba po prostu pacyfikować. Dzieci - w kojec. A dorosłych jak się da - z bańki, prądem, a jak już nic nie pomaga - to w kaftan. Bóg jest delikatniejszy - może czasowo wyjąć baterie. Niech poleży delikwent plackiem, i da odsapnąć. A i sam delikwent ochłonie.

Pewnie Pana Boga tym wyjaśnieniem rozbawiam, ale te fizyczne niemoce znam. Może kiedyś się oduczę robić wbrew sobie. Trening behawioralny z odłączaniem prądu daje efekty.:)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość