Obrączka

Co o nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa mówią Biblia, Katechizm, dokumenty papieskie...

Moderator: Moderatorzy

Monti
Posty: 1088
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Obrączka

Post autor: Monti » 28 lip 2021, 19:13

Lukasz.wroc pisze:
27 lip 2021, 23:03
Zrobiłem to o czym wspominał powyżej Ojciec Mateusz...
Założyłem obrączkę.....  ​ale na lewą rękę.
Nie ma dla mnie znaczenia kto i co o tym pomyśli.
Jestem w żałobie od blisko 3 lat. Żyję,  funkcjonuję, ale zatracam się niej. Mam włączony tryb zombie. Niby dbam o siebie,  ale tyle tylko żeby podtrzymać się w dobrej formie na wypadek gdyby żona chciała wrócić.
To nie dobre.
Chodzę na terapię od pół roku.  Chcę niejako pożegnać się z żoną.
Bardzo do mnie przemawia stwierdzenie "żeby wrócić,  trzeba odejść".
Ja nie pozwoliłem odejść żonie.
Przez przeżycie żałoby chcę wejść na wyższy poziom pokochania siebie,  swojego życia jako cudu samego w sobie, a jednocześnie zacząć realnie "czekać nie czekając".
Nie zmarnować tego co On stworzył w mojej osobie.
Dobrze, że udałeś się na terapię, bo rzeczywiście trochę to niepokojące, że tak długo u Ciebie trwa na rozwałka. Mam podobny staż i czuję, że stanąłem na nogi. Trzeba pamiętać, że "chwała Boga jest człowiek żyjący". Żyjący - a nie wegetujący, obecny tu i teraz, a nie wspominający przeszłość.
Umiejętność pogodzenia się ze stratą jest ważnym wyznacznikiem naszej dojrzałości. Pracuj nad tym, pogódź się, że tej relacji w znanej Ci formie już nie ma. Może się odrodzi, a może nie. Ale nie możesz od tego uzależniać swojego szczęścia i spełnienia. Rozpamiętując cały czas to, co było, tak naprawdę nie żyjesz i nie wykorzystujesz z czasu, który jest Ci dany przez Boga.
Dlatego uważam, że noszenie obrączki po rozstaniu nie zawsze jest dobre, bo może podtrzymywać schematy myślowe, które uniemożliwiają pójście do przodu (nie mam na myśli wejścia w nowy związek, tylko pogodzenia się ze stratą i odbudowy życia).
"Szukaj pokoju, idź za nim" (Ps 34, 15)

Lukasz.wroc
Posty: 54
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Obrączka

Post autor: Lukasz.wroc » 29 lip 2021, 0:46

Monti pisze:
28 lip 2021, 19:13
Lukasz.wroc pisze:
27 lip 2021, 23:03
Zrobiłem to o czym wspominał powyżej Ojciec Mateusz...
Założyłem obrączkę.....  ​ale na lewą rękę.
Nie ma dla mnie znaczenia kto i co o tym pomyśli.
Jestem w żałobie od blisko 3 lat. Żyję,  funkcjonuję, ale zatracam się niej. Mam włączony tryb zombie. Niby dbam o siebie,  ale tyle tylko żeby podtrzymać się w dobrej formie na wypadek gdyby żona chciała wrócić.
To nie dobre.
Chodzę na terapię od pół roku.  Chcę niejako pożegnać się z żoną.
Bardzo do mnie przemawia stwierdzenie "żeby wrócić,  trzeba odejść".
Ja nie pozwoliłem odejść żonie.
Przez przeżycie żałoby chcę wejść na wyższy poziom pokochania siebie,  swojego życia jako cudu samego w sobie, a jednocześnie zacząć realnie "czekać nie czekając".
Nie zmarnować tego co On stworzył w mojej osobie.
Dobrze, że udałeś się na terapię, bo rzeczywiście trochę to niepokojące, że tak długo u Ciebie trwa na rozwałka. Mam podobny staż i czuję, że stanąłem na nogi. Trzeba pamiętać, że "chwała Boga jest człowiek żyjący". Żyjący - a nie wegetujący, obecny tu i teraz, a nie wspominający przeszłość.
Umiejętność pogodzenia się ze stratą jest ważnym wyznacznikiem naszej dojrzałości. Pracuj nad tym, pogódź się, że tej relacji w znanej Ci formie już nie ma. Może się odrodzi, a może nie. Ale nie możesz od tego uzależniać swojego szczęścia i spełnienia. Rozpamiętując cały czas to, co było, tak naprawdę nie żyjesz i nie wykorzystujesz z czasu, który jest Ci dany przez Boga.
Dlatego uważam, że noszenie obrączki po rozstaniu nie zawsze jest dobre, bo może podtrzymywać schematy myślowe, które uniemożliwiają pójście do przodu (nie mam na myśli wejścia w nowy związek, tylko pogodzenia się ze stratą i odbudowy życia).
Tak tak, wiem co masz na myśli. To zapewne u mnie okres niejako przejsciowy...
Cóż, poddaję sie temu co czuję teraz, niejako testuję drogi do wyjścia z żałoby. Obserwuję.
I zdaję sobie sprawę, że to trwa za długo.
Jestem tego świadom.
Tylko....czy ja chcę wyjść z tej żałoby?
To jest dla mnie teraz temat do rozpracowania.
Bojkotuję sam siebie. Swoje szczęście.
I też nie mam tu na myśli nowego związku.
Swoje szczęście, swój rozwój, swój dany mi czas.

Belinka
Posty: 27
Rejestracja: 24 mar 2021, 19:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Obrączka

Post autor: Belinka » 29 lip 2021, 10:43

Witajcie
Czytam Wasze wypowiedzi I chciałabym też podzielić że swoją historią. Jestem sakramentalną żona od 27 lat. Od ponad 1,5 roku w kryzysie. Obrączkę noszę od samego początku, niemal bez przerwy. Były momenty, że zakładałam na lewą rękę i wtedy przechodziliśmy jakieś pomniejsze kryzysy. Nasze obrączki są dwukolorowe tj. białe złoto w połowie i żółte w połowie. Wiele lat temu nie było dostępnych takich obrączek w sklepach, nasze robiliśmy na zamówienie w b. dużym mieście. Ale do rzeczy. W trakcie ceremonii uzgodniliśmy, że założymy jednakowo tj. Kolorem złota żółtego. Mąż początkowo nosił obrączkę ale ciagle twierdził, że mu przeszkadza, że uwiera i nie czuję się dobrze. Na początku małżeństwa mieliśmy dziwna sytuację, w której podczas odwiedzającą nas koleżanki z dziećmi obrączka mojego męża zniknęła z półki w łazience. Nie złapałam jej i nie twierdzę, że to ona. Ale wiem że miała. trudna sytuację finansową, wręcz nie miała na mleko dla dzieci. Nie złościłam się, bo może rzeczywiście uciekła się do takiego czynu aby mieć na jedzenie. A może to nie ona i mąż gdzieś ja zgubił. Choć twierdził, że przy myciu rąk tam ja zostawil, co istotnie potwierdzam, że był to jego nawyk. Wzięłam moja obrączkę i resztki złota z domu i poszłam do złotnika. Tam błagałam aby wykonał takie same ale zależy mi na połączeniu mojej z tym nowym złotem, gdyż jest poświęcona. Obrączki powstały identyczne dwukolorowe ale szczuplejsze. Tamte były grubsze. To już nieistotne. Zawsze czułam, że jak nie założyłam albo założyłam a lewa rękę, to coś złego się działo. Czułam ich móc mimo, że mój mąż jej nie nosił prócz wyjść okazjonalnych. Teraz na początku kryzysu obiecaliśmy sobie powrót do nowego naszego małżeństwa. Mąż zaczął nosić trochę obrączkę ale umówiliśmy się, że jeżeli ma być to nowe małżeństwo, to będziemy nosić tym kolorem białego złota. I wiecie co, cis mi po jakimś czasie ie leżało. I spowrotem noszę tym żółtym kolorem tak jak na ślubie. Mąż ponownie przestał ja nosić. I taka to historia. Myślę, że nasze obrączki mają duża móc i nie mam zamiaru jej nigdy ściągać. Będę dążyć do tego by mąż swoją założył. A Wasze historie utwierdzają mnie w tym, że to dobry i jedyny krok abyśmy ponownie byli że sobą. One mają moc sakramentu małżeństwa, które zawarliśmy.

Monti
Posty: 1088
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Obrączka

Post autor: Monti » 29 lip 2021, 17:54

Belinka pisze:
29 lip 2021, 10:43
Witajcie
Czytam Wasze wypowiedzi I chciałabym też podzielić że swoją historią. Jestem sakramentalną żona od 27 lat. Od ponad 1,5 roku w kryzysie. Obrączkę noszę od samego początku, niemal bez przerwy. Były momenty, że zakładałam na lewą rękę i wtedy przechodziliśmy jakieś pomniejsze kryzysy. Nasze obrączki są dwukolorowe tj. białe złoto w połowie i żółte w połowie. Wiele lat temu nie było dostępnych takich obrączek w sklepach, nasze robiliśmy na zamówienie w b. dużym mieście. Ale do rzeczy. W trakcie ceremonii uzgodniliśmy, że założymy jednakowo tj. Kolorem złota żółtego. Mąż początkowo nosił obrączkę ale ciagle twierdził, że mu przeszkadza, że uwiera i nie czuję się dobrze. Na początku małżeństwa mieliśmy dziwna sytuację, w której podczas odwiedzającą nas koleżanki z dziećmi obrączka mojego męża zniknęła z półki w łazience. Nie złapałam jej i nie twierdzę, że to ona. Ale wiem że miała. trudna sytuację finansową, wręcz nie miała na mleko dla dzieci. Nie złościłam się, bo może rzeczywiście uciekła się do takiego czynu aby mieć na jedzenie. A może to nie ona i mąż gdzieś ja zgubił. Choć twierdził, że przy myciu rąk tam ja zostawil, co istotnie potwierdzam, że był to jego nawyk. Wzięłam moja obrączkę i resztki złota z domu i poszłam do złotnika. Tam błagałam aby wykonał takie same ale zależy mi na połączeniu mojej z tym nowym złotem, gdyż jest poświęcona. Obrączki powstały identyczne dwukolorowe ale szczuplejsze. Tamte były grubsze. To już nieistotne. Zawsze czułam, że jak nie założyłam albo założyłam a lewa rękę, to coś złego się działo. Czułam ich móc mimo, że mój mąż jej nie nosił prócz wyjść okazjonalnych. Teraz na początku kryzysu obiecaliśmy sobie powrót do nowego naszego małżeństwa. Mąż zaczął nosić trochę obrączkę ale umówiliśmy się, że jeżeli ma być to nowe małżeństwo, to będziemy nosić tym kolorem białego złota. I wiecie co, cis mi po jakimś czasie ie leżało. I spowrotem noszę tym żółtym kolorem tak jak na ślubie. Mąż ponownie przestał ja nosić. I taka to historia. Myślę, że nasze obrączki mają duża móc i nie mam zamiaru jej nigdy ściągać. Będę dążyć do tego by mąż swoją założył. A Wasze historie utwierdzają mnie w tym, że to dobry i jedyny krok abyśmy ponownie byli że sobą. One mają moc sakramentu małżeństwa, które zawarliśmy.
Widzę w Twoim pisaniu myślenie magiczne, pogańskie. Nie obrączka ma moc, tylko Bóg, który działa przez sakrament. A obrączka jest tylko znakiem, podobnie jak koloratka u księdza.
"Szukaj pokoju, idź za nim" (Ps 34, 15)

Ruta
Posty: 2186
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Obrączka

Post autor: Ruta » 30 lip 2021, 0:06

Belinka pisze:
29 lip 2021, 10:43
Witajcie
Czytam Wasze wypowiedzi I chciałabym też podzielić że swoją historią. Jestem sakramentalną żona od 27 lat. Od ponad 1,5 roku w kryzysie. Obrączkę noszę od samego początku, niemal bez przerwy. Były momenty, że zakładałam na lewą rękę i wtedy przechodziliśmy jakieś pomniejsze kryzysy. (...)
Belinko, samo noszenie obrączki, czy noszenie jej w określony sposób nie wpłynie na naprawę relacji. Aczkolwiek warto obrączkę nosić. Ale nie jako magiczny talizman, czy artefakt zapobiegający kryzysom. Raczej jako taki widoczny i żywy znak sakramentu, miłości, wyraz woli trwania w wierności, chęci realizowania przysięgi małżeńskiej, życia z nią w zgodzie.

Natomiast zdecydowanie widzę różnicę między stanem: noszę obrączkę lub jej nie noszę. I nie potrafię jej tak całkiem i racjonalnie wyjaśnić. Myślę, że gdy nosimy obrączkę z wiarą, to więcej korzystamy z sakramentu, bo jakbyśmy stale i świadomie ten sakrament potwierdzali. I w takim kontekście myślę, że możemy powiedzieć, że obrączki "działają".

Belinka
Posty: 27
Rejestracja: 24 mar 2021, 19:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Obrączka

Post autor: Belinka » 30 lip 2021, 9:00

Tak, dziękuję Wam za wypowiedzi. Chyba się zagolopowalam twierdząc, że to obrączki mają moc.
Istotnie jakas magia w myśleniu mną owładnęła. Pozdrawiam.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość