Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz
Posty: 967
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 11 lut 2019, 22:52

https://brewiarz.pl/ii_19/1102p/czyt.php3
Rdz 1, 1-19
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami.
Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. Bóg, widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy.
A potem Bóg rzekł: «Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj oddzieli ono jedne wody od drugich!» Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi.
A potem Bóg rzekł: «Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha!» A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. Bóg, widząc, że były dobre, rzekł: «Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona». I tak się stało. Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień trzeci.
A potem Bóg rzekł: «Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią». I tak się stało. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień czwarty.
Ps 104 (103), 1-2a. 5-6. 10 i 12. 24 i 35c
Błogosław, duszo moja, Pana, *
Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki!
Odziany w majestat i piękno, *
światłem okryty jak płaszczem.
Umocniłeś fundamenty ziemi, *
nie zachwieje się na wieki wieków.
Jak szatą okryłeś ją Wielką Głębią, *
ponad górami stanęły wody.
Ty zdroje kierujesz do strumieni, *
które pośród gór się sączą.
Nad nimi mieszka ptactwo niebieskie *
i śpiewa pośród gałęzi.
Jak liczne są dzieła Twoje, Panie! *
Ty wszystko mądrze uczyniłeś,
ziemia jest pełna Twoich stworzeń. *
Błogosław, duszo moja, Pana.
Mk 6, 53-56
Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu.
Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.
Gdy czytałem rano jedną ze strof psalmu – Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki! Odziany w majestat i piękno, światłem okryty jak płaszczem – przeoczyłem jedną literę. Wyszło na to, że Bóg jest okryty światem, że to całe stworzenie okrywa Go jak płaszcz. Ta pomyłka ustawiła moje spojrzenie na wszystkie czytania. Oto Bóg stwarza świat jako piękną szatę dla Siebie, w niej się ukrywa, ona – a właściwie on, czyli świat – ma Jego kształty, jest po to, żebym łatwiej mi było dostrzec Jego piękno. Ta szata, czyli cały świat, jest Nim wypełniony; wypełniony życiem, ładem stwarzanym Jego słowem, przesycony dobrem.
Też świat jednocześnie nie jest Bogiem – jedynie Jego odbiciem. Nie jest doskonały. Jest w nim grzech, ból, śmierć i jej zapowiedź, choroba. Do tego ułomnego świata przychodzi źródło jego istnienia, sam Bóg. I wszędzie tam, gdzie się pojawia, przywraca ład, życie, zdrowie. Choćby tylko dotknęli frędzla Jego płaszcza. Bóg znów jest okryty płaszczem, tym razem dosłownie. I ten płaszcz, ten skrawek stworzenia okrywający Stwórcę, jest przesycony Jego mocą, życiem, które uzdrawia, przywraca ład stworzenia.
Jednak w tym psalmie było światło, a nie świat.
Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem. Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. Bóg, widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nią, pierwocinami swojego stworzenia, okrył się jak płaszczem. Na ten płaszcz nałożył resztę, cały majestat i piękno Swego dzieła.
Wszystko się zgadza, jest nawet jakoś subtelniejsze i głębsze. I pewnie bym tego nie dostrzegł, gdyby nie moja drobna pomyłka.

Ukasz
Posty: 967
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 13 lut 2019, 0:22

https://brewiarz.pl/ii_19/1202p/czyt.php3
Rdz 1, 20 – 2, 4a
Bóg rzekł: «Niechaj się zaroją wody od istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba!» Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Bóg, widząc, że były dobre, pobłogosławił je tymi słowami: «Bądźcie płodne i mnóżcie się, abyście zapełniały wody w morzach, a ptactwo niechaj się rozmnaża na ziemi».
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień piąty.
Potem Bóg rzekł: «Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!» I stało się tak: Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre.
A wreszcie Bóg rzekł: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem podniebnym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.
Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad ptactem podniebnym, nad rybami morskimi i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa podniebnego, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona». I tak się stało. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień szósty.
W ten sposób zostały ukończone niebo i ziemia oraz wszystkie zastępy jej stworzeń. A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął. Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał, stwarzając.
Oto są dzieje początków po stworzeniu nieba i ziemi.
Ps 8, 4-5. 6-7. 8-9
Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło palców Twoich, *
na księżyc i gwiazdy, które Ty utwierdziłeś:
Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, *
czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego?
Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów, *
uwieńczyłeś go czcią i chwałą.
Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich, *
wszystko złożyłeś pod jego stopy:
Owce i bydło wszelakie *
i dzikie zwierzęta,
ptaki niebieskie i ryby morskie, *
wszystko, co szlaki mórz przemierza.
Mk 7, 1-13
U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.
Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?»
Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie».
I mówił do nich: «Sprawnie uchylacie Boże przykazanie, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: „Czcij ojca swego i matkę swoją”, oraz: „Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie”. A wy mówicie: „Jeśli ktoś powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co miało być ode mnie wsparciem dla ciebie” – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ani dla matki. I znosicie słowo Boże ze względu na waszą tradycję, którą sobie przekazaliście. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie».
Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło palców Twoich, na księżyc i gwiazdy, które Ty utwierdziłeś: kim jestem, że o mnie pamiętasz, kim jestem, że troszczysz się o mnie?
Kim jestem, że dla mnie stworzyłeś ten cudowny świat, wielki, groźny, nieogarniony, piękny? Że złożyłeś go pod moje stopy?
Stworzenie było aktem zastąpienia chaosu ładem, nadaniem praw. Cały akt stworzenia, a szczególnie ustanowienie praw rządzących światem, zostało dokonane dla człowieka. Słowo Boże i wszystkie zawarte w nim przykazania są dla mnie, dla mojego dobra.
Nie wiem, dlaczego Jezus tak zdyskredytował mycie rąk przed jedzeniem i delikatne pytanie faryzeuszy na ten temat. Może ono jednak nie było delikatne, może to było ostre oskarżenie pod adresem apostołów. A przykazanie Bóg dał po to, żeby człowiek z niego korzystał dla swojego dobra, a nie po to, aby było pretekstem do pogardy czy nienawiści. Podany dalej przez Jezusa przykład jest już jednoznaczny: nie wolno zmieniać Bożego nakazu opieki nad rodzicami, żeby pozyskać trochę kasy dla świątyni.
Nierozerwalność małżeństwa nie jest ciężarem nałożonym na człowieka, lecz darem dla niego. Przestrogą, żebym robił krzywdy sobie i innym. Droga za tym Słowem bywa bolesna, bardzo trudna. Widać takiego daru potrzebuję.
Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło palców Twoich, na księżyc i gwiazdy, które Ty utwierdziłeś – czuję, że mnie kochasz Boże, że to wszystko jest niepojętym darem dla mnie. Cały wszechświat. Każde twoje Słowo.

Ukasz
Posty: 967
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 13 lut 2019, 9:48

https://brewiarz.pl/ii_19/1302p/czyt.php3
Rdz 2, 4b-9. 15-17
Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła – bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię, bo nie było człowieka, który by uprawiał ziemię, a nurt wody wypływał z ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby.
Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.
A zasadziwszy ogród w Edenie na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.
Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A tak przykazał Pan Bóg człowiekowi: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać do woli, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz».
Ps 104 (103), 1-2a. 27-28. 29b-30
Błogosław, duszo moja, Pana, *
Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki!
Odziany w majestat i piękno, *
światłem okryty jak płaszczem.
Wszystko czeka na Ciebie, *
byś dał im pokarm we właściwym czasie.
Gdy im dajesz, zbierają, *
gdy otwierasz swą rękę, sycą się Twym dobrem.
Kiedy odbierasz im oddech, marnieją *
i w proch się obracają.
Stwarzasz je, napełniając swym Duchem, *
i odnawiasz oblicze ziemi.
Mk 7, 14-23
Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!»
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: «I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.
I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym».
Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Tu jest dla mnie wszystko jasne. Wyjaśnienie, jakie Jezus podaje uczniom – już nie. Z jednej strony jest wchodząca do ciała materia – jedzenie, które przechodzi przez układ pokarmowy i jest wydalane. Z drugiej rzeczywistość duchowa, która wychodzi z serca. Dwie zupełnie różne, nieporównywalne płaszczyzny. Próbując to jakoś zestawić widzę dwie ścieżki, które nie są sprzeczne i raczej się nawzajem uzupełniają.
Pierwsza to taka, że materia nie może uczynić człowieka nieczystym. Jezus mówi o czystości duszy, a tej nie może zbrukać żadne fizyczne błoto czy niestrawny posiłek. Nie narusza czystości także materia wychodząca z ciała, choć część z niej, akurat tę, o której mówi Jezus, nazywamy nie bez przyczyny nieczystościami. Warto pamiętać, że nie tylko w czasach Jezusa, ale przez wiele wieków później uważano właśnie wypływ substancji z ciała za źródło nieczystości człowieka – szczególnie upływ krwi. Echa tego można spotkać i dzisiaj: spotkałem się z poglądem, że przypadkowe spożycie poczęstunku oferowanego przez wyznawców Hare Kryszna albo fizyczny kontakt z amuletem o określonym kształcie powoduje szkody duchowe. Dla mnie słowa Jezusa przeczą jednoznacznie takim pomysłom. Oczywiście czym innym jest świadome, celowe przyjmowanie takiego posiłku czy noszenie amuletu.
Tu dochodzimy do drugiej ze wspomnianych ścieżek. Noszenie symboli Złego czyni mnie nieczystym, bo to jest decyzja, którą podjąłem w sercu. Moja zgoda na zło wychodzi w ten sposób ze mnie. Nie może natomiast tego dokonać ktoś z zewnątrz pokazując mi taki przedmiot. Nie może mnie oblepić cudzy grzech, jeśli ja się na niego nie zgodzę, nie przyjmę go dobrowolnie do siebie. Jeśli ktoś podstępnie wciągnie mnie w jakiś przekręt, to jego podstęp nie odbiera mi łaski – co najwyżej moja głupota, która pozwoliła na tę sytuację. Cudzołóstwo współmałżonka nie plami w żaden sposób drugiej strony, trwającej w czystości. Oglądanie pornografii zanieczyszcza duszę nie dlatego, że istnieją te obrazy, tylko dlatego że ktoś się nimi karmi, taką decyzję podejmuje w sercu.
Kolejną barierą w przyjęciu słów Jezusa jest dla mnie samo pojęcie nieczystości: jak rozumieć to, że człowiek staje się nieczysty. Moja głupota, której doświadczam często, czyni mnie nieczystym? Na czym to polega? Ciekawą drogą przybliżającą tę zagadkę są dwa pozostałe czytania.
Boże, Ty nie tylko stworzyłeś świat, ale też nieustannie go odnawiasz, podtrzymujesz w istnieniu. Wszystko czeka na Ciebie, byś dał im – byś dał nam! - pokarm we właściwym czasie. Gdy nam dajesz, sycimy się Twym dobrem. Kiedy odbierasz nam oddech, marniejemy i w proch się obracamy. Nieustannie nas stwarzasz, napełniając swym Duchem, sycisz nas Twym dobrem, odnawiasz nasze życie.
Bóg zaoferował człowiekowi pełnię tego daru i jednocześnie dał wybór. W rajskim ogrodzie rosło drzewo poznania dobra i zła. W zasięgu ręki wisiał owoc zła, grzech. Możemy go skosztować – zgrzeszyć. Bóg przestrzega, że to poznanie zła, zakosztowanie go, przynosi śmierć.
Bóg jest w we mnie i nieustannie odnawia we mnie życie, syci mnie swym dobrem. Pozwala mi jednak ten dar odrzucić. Wybrać grzech. Postanowić, że zamiast Jego dobra, wyjdzie ze mnie zło. Nie pozwolić mu działać, zatkać źródło łaski. On daje mi mądrość, składa ją w głębi serca, a ja mogę wybrać głupotę. On mi kładzie pokorę, a ja mogę wejść w pychę. On podsuwa dobre myśli, ja mogę wybrać złe. On mnie obdarza czystością, ja mogę wejść w nierząd i cudzołóstwo. Bóg jest odziany w majestat i piękno – Bóg, który mieszka we mnie – On jest światłem okryty jak płaszczem. Chce, żebym świecił Jego czystym blaskiem. A ja mogę tę czystość odrzucić, zakryć to źródło światła, dobra, życia i wybrać przeciwieństwo, wypuścić z serca grzech, stać się nieczystym, okryć się plamą ciemności. Śmierci.

Monti
Posty: 275
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Monti » 13 lut 2019, 11:03

Czasami osoby znajdujące się w fazie ostrego kryzysu małżeńskiego tłumaczą swoje wybuchy złości czy agresję wyzywającym zachowaniem współmałżonka. Dzisiejszy fragment Ewangelii obnaża bezpodstawność takiego rozumowania. Prawda jest taka, że każdy z nas ponosi odpowiedzialność za swoje działanie. I choć zachowanie drugiej osoby może sprzyjać grzechowi, sam grzech ma swoją przyczynę w naszym wewnętrznym nieuporządkowaniu czy niedojrzałości.
Obyśmy mieli taką dojrzałość, by umieć mądrze reagować na doznawaną krzywdę.

Ukasz
Posty: 967
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 14 lut 2019, 23:37

Monti - bardzo mi się podoba Twój komentarz. Ja teoretyzowałem i tworzyłem misterne konstrukcje, a Ty przyłożyłeś to po prostu do życia.
https://brewiarz.pl/ii_19/1402p/czyt.php3
Dz 13, 46-49
Paweł i Barnaba powiedzieli do Żydów: «Należało głosić słowo Boże najpierw wam. Skoro jednak odrzucacie je i sami uznajecie się za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się do pogan. Tak bowiem nakazał nam Pan: „Ustanowiłem Cię światłością dla pogan, abyś był zbawieniem aż po krańce ziemi”».
Poganie, słysząc to, radowali się i wielbili słowo Pańskie, a wszyscy, przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. Słowo Pańskie rozszerzało się po całym kraju.
Ps 117 (116), 1-2
Chwalcie Pana, wszystkie narody, *
wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
bo potężna nad nami Jego łaska, *
a wierność Pana trwa na wieki.
Łk 10, 1-9
Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.
Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.
Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was.
W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę.
Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”».
My, jako Kościół, jesteśmy nowym narodem wybranym. To do nas przede wszystkim Bóg kieruje swoje słowo. Do nas posyła swoich apostołów. Czujemy się bezpieczni, pewni z racji okrycia kokonem Kościoła. Więcej – jesteśmy częścią wielkiej i ważnej wspólnoty, Sycharu. Trwamy w wierności wbrew światu. Jak Żydzi w czasach apostolskich. Czy będąc tak blisko Źródła potrafimy zawsze być czujni i otwarci?
Czy pokój, który przynoszą nam uczniowie Chrystusa, zostanie w nas, czy wróci do nich?
I druga myśl – jak prostą misję zleca Jezus swoim uczniom, w tym także mi. Nie bierz ze sobą niczego własnego. Zanieś pokój. Uzdrawiaj chorych – pomagaj tak, jak umiesz. I mów po prostu, że przybliżyło się do was królestwo Boże.

Ukasz
Posty: 967
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 15 lut 2019, 10:02

https://brewiarz.pl/ii_19/1502p/czyt.php3
Rdz 3, 1-8
Wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?»
Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli». Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło».
Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią, a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.
Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w porze powiewu wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.
Ps 32 (31), 1b-2. 5. 6-7
Szczęśliwy człowiek, †
któremu nieprawość została odpuszczona, *
a jego grzech zapomniany.
Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy, *
a w jego duszy nie kryje się podstęp.
Grzech wyznałem Tobie *
i nie skryłem mej winy.
Rzekłem: «Wyznaję mą nieprawość Panu», *
a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.
Do Ciebie więc modlić się będzie każdy wierny, †
gdy znajdzie się w potrzebie. *
Choćby nawet wezbrały wody, fale go nie dosięgną.
Ty jesteś moją ucieczką, †
wyrwiesz mnie z ucisku *
i dasz mi radość mego ocalenia.
Mk 7, 31-37
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.
Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: «Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę».
Motyw Adama chowającego się w krzakach i wezwanie mężczyzny, żeby wreszcie z nich wyszedł, słyszałem już wiele razy. A Ewa też tam była. Czy była tam z nim? Czy on był z nią?
Grzech pierworodny rozgrywa się w relacji. Tej między Bogiem a człowiekiem, ale także tej między ludźmi. I to nie jakiejś, ale tej najbliższej z możliwych: między mężem a żoną, którzy stanowią jedno ciało. Skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią, a on zjadł.
Przestali patrzeć na siebie tak, jakby byli jednym ciałem. Natychmiast skryli intymność swego ciała przed tym drugim, dotąd najbliższym człowiekiem. I uciekli.
To na pewno jest obraz każdego grzechu, ale jeden bije aż po oczach: cudzołóstwo. Bóg daje kochającym się ludziom cudowny ogród, żeby go doglądali i żeby jedli wszystkie jego owoce, sycące ich jedno ciało i dające rozkosz zmysłom. Stał przed nimi otworem cały ogród, ogromny i niemożliwy do poznania w całości, o niewyczerpanym bogactwie, ogród, gdzie nie brakowało niczego. I było tylko jedno drzewo i jedno ostrzeżenie: jeśli skosztujesz zła, stracisz to życie, które masz – stracicie je oboje! Szatan przychodzi z kłamstwem: Bóg zna zło, skosztował go, karmi się nim i okłamuje was, że jest inaczej, ten owoc jest równie dobry, jak pozostałe, nawet lepszy, bo wyjdziesz ze swoich ograniczeń, sam będziesz jak Bóg.
Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy – wtedy uwierzyła w to kłamstwo. Przestała widzieć prawdę. Zmysły, które miały ją otwierać na prawdę, zaczęły ją karmić kłamstwem. Stała się w istocie ślepa. Sięgnęła po owoc i kolejne zmysły też uwierzyły kłamstwu. I dała ten owoc mężowi. Znajdź sobie kogoś, ułóż sobie życie. A on zjadł.
I oboje zobaczyli, że są nadzy. Że nie mają nic. Mieli cudowny ogród, który był ich domem, bezpiecznym i pełnym szczęścia. Takim, po którym w porze powiewu wiatru przechadza się Bóg, w którym On przenika chwile rozkoszy. I zostali z niczym. Serca wypełnia lęk. Uciekają przed Tym, który może ich uratować. Nie chcą Go spotkać, nie chcą Go widzieć, nie chcą Go słyszeć, nie chcą Go doświadczyć. Stają się głusi i ślepi. I niemi. Uciekają przed sobą. Oplatają się gałęziami, żeby nikt nie zobaczył ich intymności, zakrywają swój grzech przed samymi sobą, ale to nie pomaga – i tak uciekają głębiej i dalej.
Owocu tego drzewa mieli nawet nie dotykać, ich zmysły miały trzymać się od niego z daleka, a oni je zjedli, wpuścili do swego wnętrza, zaczęli się nim karmić, zachłysnęli się nim, uwierzyli w jego smak i w jego rozkosz, on zaczął wypełniać ich dusze, wypełniać je trucizną i uzależniać od siebie.
Głuchy i niemy człowiek nie był w stanie nawet sam przyjść do Jezusa. Nawet prosić. Grzesznik chowa się przed Bogiem, zamyka swoje uszy i nie chce do Niego mówić. Mimo to Bóg staje przed nim i pyta: gdzie jesteś? A on może zrobić tylko jedno: wyznać swą nieprawość Panu, odrzucić podstęp i kłamstwo wszczepione w jego duszę przez Złego i stanąć w prawdzie. Wtedy Jezus bierze ten grzech, zabiera śmiertelny jad i przywraca życie, przywraca człowieczeństwo. Staje bardzo blisko: wkłada palce do moich uszu i śliną dotyka mojego języka. W takiej relacji z Nim, przekraczającej granice intymności, jest ocalenie, jest zbawienie. Bardzo mocno to do mnie dotarło, gdy czułem Jego Ciało na swoim języku, a w uszach brzmiało wciąż Jego Słowo. To słowo.
To drzewo poznania dobra i zła to moja wolność. W tej wolności mogę uwierzyć w kłamstwo, sięgnąć po zło i nim się karmić, mogę je dać innym, także najbliższym – i mogę je od nich wziąć. Jednak to samo drzewo daje mi wolność, żeby tego wszystkiego nie robić. Mogę odrzucić kłamstwo, mogę nawet nie dotykać zła i jego owocu, mogę go nie dawać innym i nie przyjmować od innych. Mogę stać się oparciem dla ukochanego człowieka w czasie największej próby i z miłości powiedzieć – nie. Nie chcę tego owocu.

Pantop
Posty: 1396
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 15 lut 2019, 17:53

Głuchoniemy
Biedak - nie mówi, gdyby chociaż słyszał..
- Patrzcie, patrzcie! - Jezus bierze go na stronę!
- Coś mu tam robi, przy języku, o i przy uszach palcami!
- Tak zrobił to! CUD!!

Stoję w tym tłumie i obserwuję scenę.
Wracam do siebie i rozmyślam nad tym co ujrzałem.
Krótki rachunek - jak wykorzystuję swój głos i słuch.
Bieda :oops:

Ukasz
Posty: 967
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 16 lut 2019, 14:22

Też złapałem się ostatnio na tym, że tak zagadałem się stojąc przed Nim, że słowa straciły swoją wagę i nie byłem w stanie nic usłyszeć.
https://brewiarz.pl/ii_19/1602p/czyt.php3
Rdz 3, 9-24
Pan Bóg zawołał Adama i zapytał go: «Gdzie jesteś?»
On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się».
Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?»
Mężczyzna odpowiedział: «Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem».
Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: «Dlaczego to uczyniłaś?»
Niewiasta odpowiedziała: «Wąż mnie zwiódł i zjadłam».
Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: «Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i dzikich; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę».
Do niewiasty powiedział: «Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą».
Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: «Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem, mówiąc: Nie będziesz z niego jeść – przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał z niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!»
Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących.
Pan Bóg sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich. Po czym Pan Bóg rzekł: «Oto człowiek stał się jak jeden z Nas: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki».
Dlatego Pan Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty. Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił na wschód od ogrodu Eden cherubów i miecz z połyskującym ostrzem, aby strzec drogi do drzewa życia.
Ps 90 (89), 2 i 4. 5-6. 12-13
Zanim narodziły się góry, †
nim powstał świat i ziemia, *
od wieku po wiek Ty jesteś Bogiem.
Bo tysiąc lat w Twoich oczach †
jest jak wczorajszy dzień, który minął, *
albo straż nocna.
Porywasz ich, stają się niby sen poranny, *
jak trawa, która rośnie:
rankiem zielona i kwitnąca, *
wieczorem więdnie i usycha.
Naucz nas liczyć dni nasze, *
byśmy zdobyli mądrość serca.
Powróć, Panie, jak długo będziesz zwlekał? *
Bądź litościwy dla sług Twoich!
Mk 8, 1-10
W owym czasie, gdy znowu wielki tłum był z Jezusem i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: «Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. I jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze, bo niektórzy z nich przyszli z daleka».
Odpowiedzieli uczniowie: «Jakże tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?»
Zapytał ich: «Ile macie chlebów?»
Odpowiedzieli: «Siedem».
I polecił tłumowi usiąść na ziemi. A wziąwszy siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je podawali. I podali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo, i polecił je rozdać.
Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił.
Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty.
Psalmista mocno przeciwstawia czas ludzki – Bożemu. On jest stały, wieczny, nie ma początku ani końca, nie podlega upływowi czasu, jest poza nim, a raczej ponad nim. To on panuje nad czasem, rozumie go, włada nim.
Człowiek przeciwnie: przemijanie jest istotą jego egzystencji na tym świecie, każda chwila zbliża go do końca, ale on sam nie może biegu czasu ani przyspieszyć, ani opóźnić. Więcej: sam z siebie nie potrafi nawet czasu pojąć, nauczyć się liczyć go, dostosować się do jego rytmu, żyć zgodnie z nim.
To nie był pierwotny stan człowieka. Owoce drzewa życia w raju nie były zakazane. Czas nie płynął, śmierć nie zbliżała się nieuchronnie ku człowiekowi, nie przenikała swą zapowiedzią każdej jego chwili – bo nie było chwili, tylko jeden, trwający Boży czas, Boży moment. Człowiek sam uruchomił zegar wbrew ostrzeżeniu Stwórcy, uwiedziony kłamstwem, że tak się nie stanie. Tak ruszyła przenikająca cały świat zasada przemijania, droga ku śmierci, nieuchronna w swym końcu i nieubłagana w swym tempie, odmierzająca czas bólu i trudu. Życie stało się wysiłkiem, nieustannym zmaganiem, w którym człowiekowi brak sił. Powróć, Panie, jak długo będziesz zwlekał? Bądź litościwy dla sług Twoich!
Bóg słyszy to wołanie. Nie patrzy obojętnie z nieba, ze swej niedostępności (aż mi się układa nowe słowo: niebostępność...). Doskonale widzi nasz trud, zmaganie, niedostatek sił. Wie, że jesteśmy zdani na Jego pomoc i karmi wszystkich w swoim czasie. Jezus widzi, że towarzyszący mu tłum jest trzy dni w drodze, ma świadomość tego, co może czekać słabszych bez Jego interwencji. To on zwraca uwagę uczniów na upływ czasu i jego konsekwencje. I łamie prawa natury, żeby przyjść im z pomocą.
Nie mam wpływu na czas. Ani na czas bólu, ani radości. Mogę jedynie prosić Pana o mądrość liczenia moich dni. Przyjęcia każdego z nich w całej pełni, jako zadania i daru. Pogodzenia się jego rytmem, akceptacji wtedy, gdy każda godzina zdaje się być ciężarem nie do zniesienia i zgody na ulotność tej chwili, którą chciałbym zatrzymać.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość