Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 10 gru 2017, 10:43

Nie jestem pewien, czy to właściwe miejsce na forum na te rozważania: proszę moderatorów o radę, a najlepiej od razu wprowadzenie jej w życie i umieszczenie postu we właściwym miejscu. Jako tytułu wątku użyłem sformułowania znanego z drogi neokatechumenalnej, którą znam jedynie z zewnątrz.
W wielu głosach na forum pojawia się temat odpowiedzialności za wiarę małżonka. Szczególnie mocno akcentuje to np. Beata w wątku "Po rozwodzie". Drugim częstym motywem w trakcie kryzysu jest oczekiwanie na śmierć jako wybawienie od aktualnego bólu. Dzisiejsze czytania, a szczególnie perykopa z Drugiego Listu św. Piotra Apostoła, mówi o innym oczekiwaniu końca - "staracie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego". Jest zresztą wpisane w liturgię każdej mszy św.: "oczekujemy Twego przyjścia w chwale". Oczekujemy, chcemy, żeby już przyszło. To będzie dzień Sądu - będzie się liczyć to, co zrobiliśmy do tego momentu. W przypowieści o robotnikach w winnicy tę samą zapłatę otrzymują wszyscy, którzy przystąpili do pracy, choćby w ostatniej godzinie - ale przecież tylko ci, którzy w ogóle się do niej najęli. Św. Piotr tak zresztą tłumaczy rzekome zwlekania Pana: "Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy – jak niektórzy są przekonani, że Pan zwleka – ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich chce doprowadzić do nawrócenia."
Unikam jak ognia oceniania innych. Jednak patrząc na współmałżonka, który wydaje się być daleko od Boga, trudno zamknąć oczy i uważać, że nic nie widzimy. Modlimy się za jego nawrócenie. Pragniemy tego. Wiemy, że to wymaga czasu. A jednocześnie powinniśmy pragnąć, żeby ten czas się już skończył?
Powracającą od lat myśl o tym, jak to by było dobrze już przejść na drugą stronę, do Pana, pierwszy raz zachwiało u mnie właśnie poczucie odpowiedzialności za żonę. Nie chodzi tylko o to, że postrzegam ją jako osobę próbującą wręcz walczyć z Bogiem, ale także o to, że sam się do tego przyczyniłem swoją postawą, swoimi grzechami. Staram zmieniać siebie, modlę się za nią. To też wymaga czasu: to jest moja praca na winnicy, którą mam wykonywać pilnie aż do końca dnia. Nie starać się go przyspieszyć. To przekonanie wydawało mi się dobre, budujące. W dzisiejszych czytaniach słyszę głos przynajmniej pozornie przeciwny. Pozornie - ale na razie nie wiem, jak to pogodzić.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 3071
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: Nirwanna » 10 gru 2017, 12:12

Ukaszu, przeniosłam do działu Życie Duchowe; sądzę, że tu trochę lepiej pasuje.
Jednocześnie myślę, że warto, gdy przywołujesz jakiś wątek, od razu go podlinkować; ułatwiasz wtedy życie współforumowiczom :-)
Chodziło Ci zapewne o wątek Beaty ten: viewtopic.php?f=13&t=328 ?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 10 gru 2017, 22:50

Dziękuję, na wstępie prosiłem o umieszczenie wątku we właściwym miejscu i zdaję się tu wyczucie moderatorów. Moją intencją było jednak otwarcie rozmowy nie na ogólne tematy, jakoś zawsze obecne, tylko dzielenie się refleksją nad Słowem Bożym, które Kościół w aktualnie daje nam w liturgii mszy św. Pomysł polegał na tym, żeby porozmawiać o tym, jak dzisiejsza ewangelia odnosi się do sytuacji małżeństwa na różnych etapach kryzysu, osób stojących przed wyborem drogi, przeżywających traumę straty, zadających dramatyczne pytania. Wydaje mi się, że takie osadzenie Słowa w tym kontekście, odniesienie go do sytuacji w znacznej mierze wspólnej wielu forumowiczom mogłoby bardzo pomóc w żywym odbiorze tego Słowa. Pewnie byłoby lepiej, gdybym sięgnął do tych czytań wcześniej, żeby w niedzielę rano lub w sobotę wieczorem takie refleksje były już dostępne, żebyśmy mogli o nich porozmawiać przed udziałem w eucharystii. Potem oczywiście też to ma sens, jedno nie wyklucza drugiego. Alternatywnym tytułem wątku mogłoby być "Porozmawiajmy o dzisiejszym Słowie Bożym" czy "Twoje refleksje nad Słowem Bożym z dzisiejszej liturgii".
To tylko moje dopowiedzenie - zdaję się na decyzję moderatorów.
Przepraszam za brak linku: wątek Beaty (tak, ten) podałem tylko jako przykład, a ten motyw jest obecny tak często w naszych dyskusjach, że uznałem go powszechnie znany niewymagający konkretnej dokumentacji. Na przyszłość będę oczywiście dawać linki.

Ale najbardziej jestem ciekaw, czy ktoś jeszcze podziela tę rozterkę - jak powinniśmy oczekiwać przejścia na drugą stronę, czy to przez śmierć, czy przez paruzję? "Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele - to bardziej dla was konieczne" (Flp 1, 23-24)
Dodam jeszcze wspomnienie sprzed niespełna roku. Byłem w sytuacji poważnego zagrożenia życia w górach. Kiedy sobie to uświadomiłem, poczułem wielką ulgę i zarazem pokusę, żeby się poddać. Dopiero myśl o tym, że wtedy ruszyłaby ekipa ratunkowa, inni ludzie szliby w to samo piekło i komuś jeszcze mogłoby przytrafić nieszczęście, otrzeźwiła mnie i skłoniła do walki. Stosunek do śmierci może mieć zasadnicze znaczenie dla podejmowanych wyborów, i to tych brzemiennych w skutkach. To, o czym pisałem, nie jest dla mnie rozważaniem akademickim.

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 16 gru 2017, 21:57

Gdy tydzień temu proponowałem dzielenie się refleksjami z czytań aktualnej niedzieli, nie sprawdzałem tych na następne tygodnie. A jutrzejszych są takie słowa (Iz 61, 1): "Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych".
Nie spodziewałem się, że znów Słowo będzie tak bezpośrednio, jednoznacznie mówić wprost do nas, obietnicą opatrzenia ran naszych złamanych serc. Oby przynajmniej tu nikt z nas nie przeoczył tego Słowa, bo bardzo go potrzebujemy.

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 17 gru 2017, 9:27

Przygotowując się do dzisiejszych czytań uświadomiłem sobie, że moje wczorajsza lektura była bardzo powierzchowna. Nie zauważyłem, jak bardzo całe drugie czytanie (1 Tes 5, 16-24) oddaje charyzmat Sycharu:
"Bracia:
Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie. Unikajcie wszelkiego rodzaju zła.
Sam zaś Bóg pokoju niech uświęca was całych, aby nietknięty duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona."

zenia1780
Posty: 1582
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: zenia1780 » 17 gru 2017, 9:30

A mnie te słowa Izajasza z dzisziejszego czytania inaczej dotykają. Po całym tygodniu, kiedy praez Izajasza Bóg do mnie mówi jak się mną opiekuje, jak o mnie dba, pokazując, że mje uzdrowienie jest tylko w Nim:

Poniedziałek:

Powiedzcie małodusznym:
«Odwagi! Nie bójcie się!
Oto wasz Bóg, oto pomsta;
przychodzi Boża odpłata;
On sam przychodzi, aby was zbawić.
Wtedy przejrzą oczy niewidomych
i uszy głuchych się otworzą.
Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń
i język niemych wesoło krzyknie.
Bo trysną zdroje wód na pustyni
i strumienie na stepie;
spieczona ziemia zmieni się w staw,
spragniony kraj w krynice wód,
badyle w kryjówkach, gdzie legały szakale,
na trzcinę z sitowiem.


Wtorek


„Pocieszcie, pocieszcie mój lud!”
(...)
„Oto wasz Bóg!”
Oto Pan, Bóg, przychodzi z mocą
i ramię Jego dzierży władzę.
Oto Jego nagroda z Nim idzie
i przed Nim Jego zapłata.
Podobnie pasterz pasie swą trzodę,
gromadzi ją swoim ramieniem,
jagnięta nosi na swej piersi,
owce karmiące prowadzi łagodnie.


Środa


Czemu mówisz, Jakubie,
i ty, Izraelu, powtarzasz:
„Zakryta jest moja droga przed Panem
i prawo me przed Bogiem przeoczone?”
Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał?
Pan to Bóg wieczny,
Stwórca krańców ziemi.
On się nie męczy ani nie nuży,
Jego mądrość jest niezgłębiona.
On dodaje mocy zmęczonemu
i pomnaża siły omdlałego.
Chłopcy się męczą i nużą,
chwieją się słabnąc młodzieńcy;
lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły,
otrzymują skrzydła jak orły;
biegną bez zmęczenia,
bez znużenia idą.


Czwartek ( najpiękniejsze dla mnie słowa)

Ja, twój Bóg,
ująłem cię za prawicę
mówiąc ci: „Nie lękaj się,
przychodzę ci z pomocą”.
Nie bój się, robaczku, Jakubie,
nieboraku, o Izraelu!
Ja cię wspomagam, mówi Pan,
odkupiciel twój, Święty Izraela.


Piątek


Tak mówi Pan, twój Odkupiciel,
Święty Izraela:
„Jam jest Pan, twój Bóg,
pouczający cię w tym, co pożyteczne,
kierujący tobą na drodze, którą kroczysz.
O gdybyś zważał na me przykazania,
stałby się twój pokój jak rzeka,
a sprawiedliwość twoja jak morskie fale.


Po całym tygodniu pokazywania mi tego, że to On, Bóg jet moim Panem i uzdrowieniem, moim Tatusiem i opiekunem, że tak naprwdę bez Jego uzdrowienia nic zrobić nie potrafię, kiedy mnie za moją zgodą uzdrawia, to w niedzielę mówi właśnie te przytoczone przez Ciebie słowa:

"Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych".
Mówi mi: Uzdrowiłem cię, jestem z tobą, daję ci mojego ducha, teraz ty bądź moim narzędziem, teraz ty głoś dobrą nowinę, opatruj złamane serca, małżonka i innych napotkanych osób... Teraz już potrafisz, bo sam/a jesteś zdrowy/a i we mnie znajdujesz siłę do robienia tego...

Ten tydzień i te słowa powiedziane w nim przez Boga ustami Izajasza, to jest skrut i kompedium tego jak mnie Tatuś prowadził w kryzysie i pomógł nam go przezwyciężyć...
Czy to droga dla wszystkich? Nie wiem.
Dla mnie tak...
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 17 gru 2017, 10:32

Choć każdego dnia czytałem te same teksty, jakoś przechodziły obok mnie: może zwilżały z zewnątrz, ale nie przenikały do wnętrza. Dziękuję za świadectwo żywego przyjęcia Słowa na co dzień, a nie tylko w niedzielę.
Po kolejnej lekturze dzisiejszego drugiego czytania, tego, które wyróżniłaś na koniec, też uderzyło mnie to posłanie do opatrywania serc złamanych - nie tylko bycia opatrywanym. To namaszczenie przez Boga właśnie w tym celu. Uświadomiłem sobie, że wczoraj rozmawiałem długo ze szwagrem, który także przeżywa głęboki kryzys swojego małżeństwa i ta rozmowa na pewno była dla niego pokrzepieniem. Nie dlatego, żebym mu przekazywał jakieś swoje mądrości, ale przede wszystkim dzięki wspólnocie doświadczeń - nie mógłbym mu tak pomóc, jeśli nie przeżywałbym czegoś podobnego.
Otworzyły i się oczy na coś jeszcze bardziej zdumiewającego w drugim czytaniu:
"Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty."

zenia1780
Posty: 1582
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: zenia1780 » 17 gru 2017, 11:54

Dla mnie w tym pierwszym czytaniu jeszcze inne słowa są bardzo ważńe:

Duch Pański nade mną,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim,
by opatrywać rany serc złamanych,
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę;
aby obwieszczać rok łaski u Pana
Nastał ROK ŁASKI OD PANA. Tonjlepsza z możliwych wiadomość !
Mój ból, mój kryzyś, moje cierpienie jest łaską od Pana. Jest daną mi szansą...
Na co?

Dla mnie był/jest szansą na zatrzymanie się, na spojrzenie na siebie, na swoje życie, na małżeństwo i zobaczenie, że, wbrew własnemu przekanoniu noszonemu w sobie, mam jednak ogromny wkład w zło na tym świecie, że krzywdzę i ranię, a nie tylko jestem krzywdzona i raniona... Był/jest szansą na to aby siebie naprawiać i uzdrawiać z Jego pomocą, a nie oczekiwać, że ktoś to zrobi za mnie, albo ktoś inny tak się zmieni jak ja tego oczekuję i wtedy mnie już będzie dobrze...
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 17 gru 2017, 13:24

Pierwsze czytanie (Iz 61, 1-2a. 10-11) to tekst mesjański: odnosi się do Chrystusa. A my odnosimy go do siebie. To mnie Bóg namaścił, posłał, przyodział mnie w szaty jak oblubieńca. Mnie? Tego, który przez gnuśną uległość przyczynił się do rozpadu małżeństwa, był zbyt zadufany w sobie, żeby zacząć się dokształcać w tej sferze, który przez lata nie potrafił uporać się z samogwałtem i pornografią? Mnie? Myślę, że ten tekst odnosi się do Chrystusa. I do wszystkich Jego uczniów. Grzesznych, nawet tak słabych, jak ja. Do mnie. Mi obwieszcza łaskę, mnie posyła, mnie przyodziewa w szaty oblubieńca. Dziękuję Bogu, że to do mnie wreszcie dociera i że mnie zdumiewa.

zenia1780
Posty: 1582
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: zenia1780 » 17 gru 2017, 13:43

Tak Ukaszu Ciebie i mnie... I każdego kto zechce to posłonanictwo przyjąć i wypełnić
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 26 gru 2017, 23:08

http://brewiarz.pl/xii_17/2612/czyt.php3
Najpierw zauważyłem w dzisiejszych czytaniach oderwane zwroty, które tak często spotykamy na forum: "będą was wydawać sądom", "dzieci powstaną przeciw rodzicom", "będziecie w nienawiści u wszystkich". Początkowo wydało mi się powierzchownym łapaniem słówek, dziecinną grą w skojarzenia. Jednak obraz człowieka, który przed sądem po prostu mówi prawdę i postępuje zgodnie z wolą Bożą, wywołując tym furię swoich przeciwników, obrzucany przez nich kamieniami wciąż kocha swoich prześladowców i modli się za nich - też wydaje się przerażająco znajomy. Stanął mi przed oczami przeczytany niedawno wątek Michała http://archiwum.kryzys.org/viewtopic.php?t=12954 ze starego forum: jak broniąc swojego małżeństwa został odtrącony przez wszystkich, łącznie ze swoimi dziećmi i księżmi. Cierpienie, jakie biło z jego świadectwa było namacalne jak kamienie ciskane w św. Szczepana. Nie chodzi oczywiście o czynienie autora wątku świętym, ale jego ból miał to samo źródło. To udział w Krzyżu. A ten ból zna wielu z nas, ja może najmniej, choć też swoje przeszedłem i marzyłem o śmierci.
Dzisiejsze czytania nie zatrzymują się na cierpieniu. Pokazują też drogę. Cały psalm responsoryjny mógłby być codzienną modlitwą małżonka w kryzysie:
Ps 31 (30) Bądź dla mnie skałą schronienia, *
warownią, która ocala.
4 Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą, *
kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię.
6 W ręce Twoje powierzam ducha mego: *
Ty mnie odkupisz, Panie, wierny Boże.
8 Weselę się i cieszę Twoim miłosierdziem, *
boś wejrzał na moją nędzę.
16 W Twoim ręku są moje losy, *
wyrwij mnie z rąk wrogów i prześladowców.
17 Niech Twoje oblicze zajaśnieje nad Twym sługą: *
wybaw mnie w swym miłosierdziu.

W ręce Twe, Panie, składam ducha mego.
Skrucha, radość z Bożego miłosierdzia, ufność, nadzieja - wszystko to, czego nam najbardziej potrzeba w ciemnej dolinie.
Chrystus na koniec mówi jeszcze więcej: Duch Święty będzie z wami, obdarzy was mową dokładnie wtedy, kiedy będziecie tego potrzebowali.
A
kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.
Czy to nie dziwne lub naciągane, że w kolejnych czytaniach znajdują się treści tak wyraźnie kierowane akurat do małżonków w kryzysie? Chyba nie, to przecież Słowo Boże, to przemawia Duch Święty. I jak w dniu Jego Zesłania każdy słyszy to w swoim własnym języku.

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 02 sty 2018, 20:45

Przez kilka dni miałem ograniczony dostęp do internetu, więc spisane na bieżąco refleksje nad aktualnymi czytaniami wklejam z opóźnieniem. Te pierwsze są owocem także wspólnego rozważania Słowa z przyjacielem. Trochę minęło od czasu, gdy te teksty były czytane w liturgii, więc też je tu wklejam.

Świętego Jana Apostoła (27 XII)
Początek Pierwszego Listu świętego Jana Apostoła (1J 1, 1-4)

Umiłowani:
To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce, bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione, oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli łączność z nami. A mieć z nami łączność, znaczy: mieć ją z Ojcem i z Jego Synem, Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna.
J 20, 2-8
Słowa Ewangelii według świętego Jana

Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena pobiegła i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono».
Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu.
Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.
Przypadające na oktawę Bożego Narodzenia święto apostoła i ewangelisty zdaje się nie pasować do tego momentu roku liturgicznego. Jednak czytania tego dnia w sposób niezwykły odwołują się do wcielenia w całej jego pełni – od zwiastowania po zmartwychwstanie. „To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami i czego dotykały nasze ręce.” Słuch, wzrok - zmysły ciała. Nawet najbardziej bezpośredni kontakt z cielesnością – dotyk. Podobnie w scenie u grobu. Najpierw fizyczny wysiłek w dotarciu do niego, marsz, potem już bieg. Stopniowe wchodzenie, aż do wnętrza grobu, dotykanie jego ścian, widok płótna i chusty. „Ujrzał i uwierzył.” Ciało stało się drogą do wiary, do zbawienia. Nasza cielesność może i powinna być drogą zbawienną, prowadzić nas do Boga. Właściwe przeżywanie cielesności nie oddziela od Niego, jest bramą spotkania. Także to najintensywniejsze przeżycie naszego ciała, komunia osób w akcie małżeńskim, może nas otwierać na prawdę o nim, budować naszą wiarę. To dar, którego nie wolno nam zmarnować.
Jednak znaczna część z nas jest teraz tego daru pozbawiona. Nie możemy ujrzeć, dotknąć Go w ten sposób. Czy przez to Bóg jest od nas jakoś oddzielony? Przypomnijmy sobie perykopę o niewiernym Tomaszu (J 20, 25): „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.” Błogosławieni, ci, przy których Bóg staje szczególnie blisko.

Niedziela Świętej Rodziny (31 XII)
Czytanie z Księgi Rodzaju (Rdz 15, 1-6; 21, 1-3)

Pan tak powiedział do Abrama podczas widzenia: «Nie obawiaj się, Abramie, bo Ja jestem twoim obrońcą; nagroda twoja będzie sowita».
Abram rzekł: «O Panie, mój Boże, na cóż mi ona, skoro zbliżam się do kresu mego życia, nie mając potomka; przyszłym zaś spadkobiercą mojej majętności jest Damasceńczyk Eliezer». I mówił: «Ponieważ nie dałeś mi potomka, ten właśnie, zrodzony u mnie sługa mój, zostanie moim spadkobiercą».
Ale oto usłyszał słowa: «Nie on będzie twoim spadkobiercą, lecz ten po tobie dziedziczyć będzie, który od ciebie będzie pochodził».
I poleciwszy Abramowi wyjść z namiotu, rzekł: «Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić»; potem dodał: «Tak liczne będzie twoje potomstwo». Abram uwierzył i Pan poczytał mu to za zasługę.
Pan okazał Sarze łaskawość, jak to obiecał, i uczynił jej to, co zapowiedział. Sara stała się brzemienną i urodziła sędziwemu Abrahamowi syna w tym właśnie czasie, jaki Bóg wyznaczył. Abraham dał swemu synowi, który mu się urodził, a którego mu zrodziła Sara, imię Izaak.
Ps 105 (104), 1-2. 3-4. 5-6. 8-9
Refren: Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu.

1 Sławcie Pana, wzywajcie Jego imienia, *
głoście Jego dzieła wśród narodów.
2 Śpiewajcie i grajcie Mu psalmy, *
rozgłaszajcie wszystkie Jego cuda.

Refren: Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu.


3 Szczyćcie się Jego świętym imieniem, *
niech się weseli serce szukających Pana.
4 Rozmyślajcie o Panu i Jego potędze, *
zawsze szukajcie Jego oblicza.

Refren: Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu.


5 Pamiętajcie o cudach, które On uczynił, *
o Jego znakach, o wyrokach ust Jego.
6 Potomkowie Abrahama, słudzy Jego, *
synowie Jakuba, Jego wybrańcy.

Refren: Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu.


8 Na wieki pamięta o swoim przymierzu, *
obietnicy danej tysiącu pokoleń,
9 o przymierzu, które zawarł z Abrahamem, *
przysiędze danej Izaakowi.

Refren: Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu.
Hbr 11, 8. 11-12. 17-19
Czytanie z Listu do Hebrajczyków

Bracia:
Dzięki wierze ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie.
Dzięki wierze także i sama Sara, mimo podeszłego wieku, otrzymała moc poczęcia. Uznała bowiem za godnego wiary Tego, który udzielił obietnicy. Przeto z człowieka jednego, i to już niemal obumarłego, powstało potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie, jak niezliczone ziarnka piasku na wybrzeżu morza.
Dzięki wierze Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę, on, który otrzymał obietnicę, któremu powiedziane było: «Z Izaaka będzie dla ciebie potomstwo».
Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen jest wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go, na podobieństwo śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.
Łk 2, 22-40
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby przedstawić Go Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: «Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu». Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.
A żył w Jeruzalem człowiek imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekujący pociechy Izraela; a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Z natchnienia więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
«Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
które przygotowałeś wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela».
A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą – a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu».
Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już sobie osiemdziesiąt cztery lata. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem.
A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaretu.
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.
Niedziela Świętej Rodziny – coś w sam raz dla nas i zarazem nie dla nas. To, co nas łączy, to starania o odbudowanie rodziny, ale też aktualnie jej niedobry stan, rozbicie lub przynajmniej takie zagrożenie. Co nam mówi dzisiaj Słowo?
Rodziny, które przywołują dzisiejsze czytania, są niezwykłe lub przynajmniej ukazane w wyjątkowym momencie. Bezpłodne aż po starość małżeństwo Abrahama i Sary. Potem wezwanie do złożenia ofiary z ukochanego dziecka. Prorokini Anna, która z mężem przeżyła tylko siedem lat, a potem następnych kilkadziesiąt w samotności. Samotny starzec Symeon. I wreszcie sama Święta Rodzina, której Józef był głową, ale nie był ojcem Dzieciątka, a Jego matka słyszy przejmującą przepowiednię, że jej duszę miecz przeniknie. Obrazy dalekie od sielanki i beztroski.
Łączy je jednak nie tylko przeżywanie dramatu, ale też nadziei. Im wszystkim została złożona obietnica. Wszyscy oczekiwali jej spełnienia. Nie wiedzieli, kiedy i jak to się stanie. Józef i Maryja dziwili się temu, co ich spotyka. Abraham miał porzucić swoją ojcowiznę, znaną i dającą poczucie zakorzenienia, stabilności, bezpieczeństwa – i wyruszyć w nieznane. Wreszcie na koniec musiał wznieść się na jeszcze wyższy poziom zawierzenia Bogu, udać się na górę Moria i tam oddać tego, który był dla niego wszystkim.
Ostatnia i najważniejsza nić spajająca te sytuacje to spełnienie Bożej obietnicy. Niezwykłymi ścieżkami, których żadne z nich nie potrafiło przewidzieć i przez wielki ból, docierali tam, gdzie czekał na nich Bóg. Święta Rodzina – Rodzina bolesnej, zakrytej, lecz niezłomnej nadziei. Oba nam nigdy jej nie zabrakło.

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 07 sty 2018, 3:02

W czytaniach liturgicznych tej niedzieli (Chrztu Pańskiego) szczególnie przemówiły do mnie dwa fragmenty:
Iz 55, 6-11:
Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.
Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa».
1 J 5, 2-4:
Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie. Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara.

Myślałem, że świat mi się zawalił. Takie były moje myśli. Jego myśli były inne. Górowały nad moimi tak, jak niebo góruje nad ziemią. Bo i moje drogi nie były Jego drogami. Zdawało mi się, że tak generalnie to są. Ba, nawet swoje niepowodzenia i upadki gdzieś w głębi duszy przypisywałem Jemu – tak mnie Panie doświadczasz, że nie mam siły i grzeszę. Nawet samą miłość potrafiłem zakłamać, postawić na głowie: że Boga kochałem dzięki temu, że kochałem żonę, a jak to się wypaliło, to i moja wiara zetlała. Tak, to na pewno były myśli i drogi moje, a nie Jego. Wydawało mi się, że to on jest daleko. A on był blisko. Dawał się znaleźć, tylko ja nie chciałem go szukać tam, gdzie był. „Szukałem” tam, gdzie sam chciałem go ustawić. Miłości do człowieka też szukałem, ale nie w wypełnianiu Jego przykazań. Swoje grzechy widziałem i zdawało mi się, że muszę się ugiąć pod ich ciężarem. A wystarczy się odwrócić w inną stronę, porzucić knowania, piętrowe pomysły na świat. Uwierzyć, że przykazania nie są ciężkie, a On jest hojny w przebaczaniu. Po prostu Mu uwierzyć. Uwierzyć, że Jego Słowo działa. Spada na mnie jak rosa, użyźnia, potrafi we mnie wzrastać, stać się pokarmem, posiłkiem, wzmocnieniem, przynieść owoce, urodzaj dobrych owoców! Niespostrzeżenie, w swoim – Jego – czasie, ale niezawodnie. Wystarczy uwierzyć, a ten świat, który się zawalił, zostanie zwyciężony. Na pewno.

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 10 sty 2018, 9:25

Dzisiejsze czytania bardzo mnie poruszyły. Opowieść o rozmowie Boga z młodym Samuelem jest dobrze znana, ale teraz czytam ją tak, jakbym ten obraz widział po raz pierwszy, a psalm i ewangelia dopełniają go w niezwykły sposób.
1 Sm 3, 1-10. 19-20:
Młody Samuel usługiwał Panu pod okiem Helego. W owym czasie rzadko odzywał się Pan, a widzenia nie były częste. Pewnego dnia Heli spał w zwykłym miejscu. Jego oczy zaczęły słabnąć i już nie widział. A światło Boże jeszcze nie zagasło. Samuel zaś spał w przybytku Pańskim, gdzie znajdowała się Arka Przymierza.
Wtedy Pan zawołał Samuela, a ten odpowiedział: «Oto jestem». Potem pobiegł do Helego, mówiąc mu: «Oto jestem, przecież mnie wołałeś».
Heli odrzekł: «Nie wołałem cię, wróć i połóż się spać». Położył się zatem spać. Lecz Pan powtórzył wołanie: «Samuelu!»
Wstał Samuel i poszedł do Helego, mówiąc: «Oto jestem, przecież mnie wołałeś».
Odrzekł mu: «Nie wołałem cię, synu mój. Wróć i połóż się spać». Samuel bowiem jeszcze nie znał Pana, a słowo Pańskie nie było mu jeszcze objawione.
I znów Pan powtórzył po raz trzeci swe wołanie: «Samuelu!» Wstał więc i poszedł do Helego, mówiąc: «Oto jestem, przecież mnie wołałeś».
Heli zrozumiał, że to Pan woła chłopca. Rzekł więc Heli do Samuela: «Idź spać! Gdyby jednak ktoś cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha». Odszedł Samuel, położył się spać na swoim miejscu.
Przybył Pan i stanąwszy, zawołał jak poprzednim razem: «Samuelu, Samuelu!» Samuel odpowiedział: «Mów, bo sługa Twój słucha».
Samuel dorastał, a Pan był z nim. Nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię. Cały Izrael od Dan aż do Beer-Szeby poznał, że Samuel zyskał potwierdzenie jako prorok Pański.
Ps 40 (39), 2ab i 5. 7-8a. 8b-10:
Refren: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę.
2 Z nadzieją czekałem na Pana, *
a On pochylił się nade mną.
5 Szczęśliwy człowiek, który nadzieję pokłada w Panu, *
a nie naśladuje pysznych i skłonnych do kłamstwa.
Refren: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę.
7 Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi, *
lecz otwarłeś mi uszy;
nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy. *
8 Wtedy powiedziałem: «Oto przychodzę.
Refren: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę.
W zwoju księgi jest o mnie napisane: †
9 Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże, *
a Twoje Prawo mieszka w moim sercu».
10 Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu †
i nie powściągałem warg moich, *
o czym Ty wiesz, Panie.
Refren: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Moje owce słuchają mego głosu,
Ja znam je, a one idą za Mną.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Mk 1, 29-39:
Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.
Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem». I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
Oczy Helego zaczęły słabnąć i już nie widział. A światło Boże jeszcze nie zagasło. Oczy mojej miłości do żony zaczęły słabnąć i już nie widzą, ale łaska sakramentu, dar złożony przez Boga głęboko w mojej duszy, jeszcze nie zgasł, jest żarem mocnym, zdolnym rozpalić wszystko nowym płomieniem. Bóg wzywa mnie po imieniu. Ja patrzyłem wciąż w stronę żony i odpowiadałem, że oto jestem, przecież mnie wołałaś. Bóg powtarzał swe wołania raz po razie, a ja wciąż biegłem do człowieka. Aż wreszcie od człowieka usłyszałem, kto to woła - "jeśli znów Cię zawoła, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha." Żyjące Słowo, obecne zarazem w Piśmie i we wspólnocie, wreszcie wybrzmiało i dotarło. Z nadzieją czekałem na Pana, a On pochylił się nade mną. Nie chciałeś Panie ode mnie ofiary, lecz otwarłeś mi uszy. Wtedy powiedziałem: oto słucham, oto przychodzę pełnić Twoją wolę. Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże. Znów przyjdzie noc, cisza - może błogosławiona cisza cierpienia - w której rozbrzmiewa głos Pana. Wtedy, kiedy wciąż jeszcze będzie ciemno, mam wstać, wyjść na zewnątrz swoich trosk i gorączkowych rozwiązań, udać się na miejsce pustynne, sam na sam z Bogiem, i się modlić. Właśnie wtedy, gdy słońce już zajdzie, Jezus będzie leczyć nasze choroby, wyrzucać złe duchy. Na to przyszedł i obchodzi wszystkie nasze domy, bo to On jest naszym pasterzem. Obyśmy tylko poznali Jego głos wołający nawet w ciemności i poszli za nim.

Ukasz
Posty: 500
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 13 sty 2018, 0:46

Mk 2, 1-12:
Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, posłyszano, że jest w domu. Zebrało się zatem tylu ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę.
I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili nosze, na których leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy».
A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: «Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?»
Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: «Czemu myśli te nurtują w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć paralitykowi: Odpuszczone są twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje nosze i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!»
On wstał, wziął zaraz swoje nosze i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: «Nigdy jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego».
Przychodzimy do Boga, wdzieramy się przez dach, wzywamy wszystkich przyjaciół na pomoc i wołamy, żeby On naprawił nasze małżeństwo. A On nam odpowiada: oto leczę twoją duszę. Niewierni mogą szydzić, że co to za rady - zajmij się sobą, nawróć się, zaufaj Bogu. A On wtedy odpowiada: co jest łatwiejsze, wezwać do chrześcijanina do nawrócenia, czy zamienić nienawiść w miłość, wznieść gmach piękniejszy, niż kiedykolwiek wcześniej, tam, gdzie po ludzku były już tylko zgliszcza? Żebyście wiedzieli, że Bóg ma moc przemiany ludzkich serc, spójrzcie, jak wielkich rzeczy dokonał między nami. I nie bądźcie niedowiarkami, lecz wierzącymi.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości