Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 589
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: ozeasz » 09 paź 2018, 11:01

jacek-sychar pisze:
09 paź 2018, 9:53
Ukasz pisze:
09 paź 2018, 9:29
Marta przejawia tu wiarę bardziej dojrzałą, potrafi w pełni rozpoznać boskość Chrystusa, ma świadomość Jego godności i mocy, pełną otwartość i ufność. Natomiast Maria jakby zatrzymała się bardziej w bólu, bardziej żyła swoją emocją i tak przemawiała do Jezusa, wciąż jeszcze bardziej potrzebowała Jego Słowa, by utwierdzić się w wierze. Obie zostały powołane, obie idą tą drogą, lecz jest ona dla każdej z nich trochę inna i Bóg przygotowuje do niej każdą z nich. To kurs indywidualny, nie zbiorowy, Pan prowadzi każdego z nas, mnie, za rękę, ścieżką przygotowaną dla mnie i tylko dla mnie, uwzględniającą z góry każdy mój wybór, w pełnej wolności.
A ja widzę to inaczej, tak trochę w duchu Sycharu.
Dla mnie językiem miłości Marty jest język afirmacji, a językiem miłości Marii język drobnych przysług. I wszystko jasne.
Każda z nich mówi do Jezusa swoim językiem miłości.
Jacku ,a nie odwrotnie (co do języków dla każdej z nich?)
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

jacek-sychar
Posty: 5212
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: jacek-sychar » 09 paź 2018, 11:56

No chyba tak. :oops:
Za szybko pisałem.

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 09 paź 2018, 20:43

W zacytowanym przez Jacka zdaniu odnosiłem się do rozmowy przed wskrzeszeniem Łazarza, a nie do dzisiejszego czytania: to tam Marta zachowała się w sposób bardziej dojrzały. Nie pamiętałem dokładnie słów jednej i drugiej i gdy to sprawdziłem, byłem zaskoczony. Spodziewałem się, że to Maria, ta słuchająca, będzie wyznawała wiarę w zmartwychwstanie i boskość Jezusa. A było odwrotnie.
Natomiast w obrazie czytanym dzisiaj rzeczywiście można odnaleźć wyraz języków miłości sklasyfikowanych przez Gary'ego Chapmana (ciekawe, czy on wie, że jest sycharowski). Tyle tylko, że u Marii widzę raczej dobry czas niż afirmacja. Ona przecież nic nie mówi, tylko uważnie słucha.
Bardzo mi się podoba to spostrzeżenie o językach miłości. W jakim sensie Maria obrała "najlepszą cząstkę", skoro to jest po prostu jej sposób relacji z Jezusem? Chyba chodzi o to, że każdy ma inną "najlepszą cząstkę", tę przeznaczoną tylko dla niego, swój szczególny moment łaski. Scena z posługującą Martą i słuchającą Marią jest często interpretowana jako potwierdzenie wyższości życia kontemplacyjnego nad aktywnym. Mi się wydaje, że to jest raczej przestroga przed takim generalnym różnicowaniem, zachęta rozpoznania swojej drogi i uszanowania tego, że inni mają inaczej, ostrzeżenie przed narzucaniem swojego "języka miłości" innym. W ten sposób dzisiejsza Ewangelia łączy się jeszcze mocniej z pozostałymi czytaniami i powołaniem.

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 10 paź 2018, 10:11

https://brewiarz.pl/x_18/1010/czyt.php3
Łk 11, 1-4
Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów».
A On rzekł do nich: «Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie».
Kilka miesięcy temu (21 czerwaca 2018), gdy w czasie liturgii była czytana Modlitwa Pańska w wersji według św. Mateusza, zaproponowałem ułożenie nowej, sycharowskiej, zbudowanej na tym schemacie siedmiu próśb, ale składającej się z cytatów z Pisma. Nikt tematu nie podjął, a ja sam bezskutecznie próbowałem się zabrać do realizacji tego pomysłu. Utknąłem już na pierwszej, fundamentalnej prośbie. Jak spleść wezwanie „Święć się imię Twoje” z małżeństwem? Gdy wreszcie przyszła do mnie odpowiedź, wydawała się oczywista. Chodzi o to, że małżeństwo jest na Jego chwałę. Niech Twoje imię będzie uświęcone naszą miłością, niech nasza więź będzie pieśnią na Twoją chwałę. Nie pojąłem mojej żony dla zaspokojenia swojej żądzy, lecz dla realizacji Twojego powołania, dla świętości nas obojga, dla uświęcenia Twojego imienia.
Tekst najbliższy tej myśli, jaki znam, jest w księdze Tobiasza (Tb 8, 5b-7a):
5 Bądź uwielbiony, Boże ojców naszych,
i niech będzie uwielbione imię Twoje
na wieki przez wszystkie pokolenia!
Niech Cię uwielbiają niebiosa
i wszystkie Twoje stworzenia
po wszystkie wieki.
6 Tyś stworzył Adama,
i stworzyłeś dla niego pomocną ostoję - Ewę,
jego żonę,
i z obojga powstał rodzaj ludzki.
I Ty rzekłeś:
Nie jest dobrze być człowiekowi samemu,
uczyńmy mu pomocnicę podobną do niego.
7 A teraz nie dla rozpusty
biorę tę siostrę moją za żonę,
ale dla związku prawego.
Nie wiem, czy kiedyś uda się ułożyć taką małżeńską wersję Ojcze nasz zbudowanej z Jego Słowa. Cieszę się jednak z tej próby, ponieważ pozwoliła mi na nowo uświadomić sobie fundamentalne pytanie o sens mojego związku. Odpowiedź jest w pierwszej prośbie: żeby Jego imię zostało uświęcone, wysławione. Dbając o udzielony nam charyzmat sakramentu chwalimy Jego imię. Obdarzył mnie takim językiem, w tym języku chce być uwielbiany przeze mnie – w języku miłości małżeńskiej, w mojej miłości do żony.
Ojcze nasz, święć się imię Twoje!

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 11 paź 2018, 21:34

https://brewiarz.pl/x_18/1110/czyt.php3
Ga 3, 1-5
O, nierozumni Galaci! Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego? Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście dzięki uczynkom wymaganym przez Prawo, czy z powodu posłuszeństwa wierze? Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie teraz kończyć ciałem? Czyż tak wielkich rzeczy doznaliście na próżno? A byłoby to rzeczywiście na próżno. Czy Ten, który udziela wam Ducha i działa cuda wśród was, czyni to dzięki uczynkom wymaganym przez Prawo, czy też z powodu posłuszeństwa wierze?
Łk 1, 69-70. 71-73. 74-75
Bóg wzbudził dla nas moc zbawczą *
w domu swego sługi, Dawida.
Jak zapowiedział od dawna *
przez usta swych świętych proroków.
Że nas wybawi od naszych nieprzyjaciół *
i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą;
że naszym ojcom okaże miłosierdzie †
i wspomni na swe święte przymierze, *
na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu Abrahamowi.
Łk 11, 5-13
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: „Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać”. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: „Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci są ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie”. Powiadam wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje.
I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu zostanie otworzone. Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą».
Jezus uczy nas modlić się. To dalszy ciąg nauki z dnia wczorajszego, uzupełnienie, rozwinięcie tego, co nam przekazał w modlitwie Ojcze nasz. Jeśli spojrzymy z tej perspektywy na wszystkie trzy dzisiejsze teksty, jest to przesłanie bardzo wyraziste.
Chrystus nie wyłącza próśb o dobra materialne. W modlitwie Ojcze nasz jest chleb powszedni i tenże chleb jest w przypowieści o natrętnym przyjacielu, a potem pierwszym z przykładów. Mogę i powinienem prosić o to, co mi niezbędne do życia, także tego cielesnego. Na pierwszym miejscu postawione są jednak potrzeby duchowe. Bardzo wyraźnie pokazuje to św. Paweł. Jezus przechodząc od porównań do konkretnego przykładu modlitwy błagalnej mówi o Duchu Świętym. To jest ten obszar, który ma stać w centrum mojej modlitwy, gdzie nie powinienem się ograniczać do minimum, lecz przeciwnie, prosić o wszystko, o Boga samego w osobie Jego Ducha.
Przyznam, że początkowo pomyliłem śpiewany dziś jako psalm fragment kantyku Zachariasza (Benedictus) z pieśnią Maryi, z Magnificat, która kończy się tak:
Ujął się za sługą swoim, Izraelem,
pomny na miłosierdzie swoje -
jak przyobiecał naszym ojcom -
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki
(Łk 1, 54-55)
Oboje wyśpiewali radość z tego, że spełnia się obietnica mesjańska, że wreszcie nadszedł czas objawienia się Jego mocy, Bóg wzbudził dla nas moc zbawczą, On przejawia moc ramienia swego. Ujął się za Izraelem, zapewni mu pokój, królestwo nie będzie już najeżdżane przez nieprzyjaciół, w kraju zapanuje porządek. Oboje odwołują się do początku, do Bożej obietnicy, rozpoznają godzinę łaski, która właśnie przychodzi, i widzą dobrą przyszłość aż po kres, przez wszystkie pokolenia, po wszystkie dni nasze. Oboje przecież nie tylko znali zapowiedź Mesjasza, ale też została im ona niedawno powtórzona osobiście, wprost, odniesiona do ich życia. Zachariasz usłyszał o mającym się narodzić synu, że Wielu spośród synów Izraela nawróci do Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych - do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały (Łk 1, 16-17). Jeszcze wyraźniejszy obraz przywrócenia królestwa usłyszała o swoim Synu Maryja: Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca (Łk 1, 32-33).
Te Boże obietnice zostały oczywiście spełnione, ale czy tak, jak Zachariasz i Maryja sobie wyobrażali wychwalając Boga w tym momencie? Nie wiemy, czy Zachariasz dożył uwięzienia i stracenia Jana Chrzciciela. Wiemy, jaką drogę przeszła Maryja, w jakim cierpieniu odkrywała prawdę o Jego Królestwie. A to jest przykład największej i najpełniej spełnionej modlitwy uwielbienia i dziękczynienia. Właśnie z taką radością i ufnością mam się modlić i na takie spełnienie być przygotowanym.
W dzisiejszym słowie jest jednak coś, co kłuje i nie daje spokoju, czego nie rozumiem. Dlaczego Jezus mówi do tych, którzy go słuchają, z apostołami na czele, że są źli? Sprawdziłem użyty tu grecki termin i jego występowanie w Ewangeliach i nie jestem bliżej rozwiązania. Trudno, przyjdzie kiedyś, jak nie po tej, to po tamtej stronie.

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 12 paź 2018, 19:03

https://brewiarz.pl/x_18/1210p/czyt.php3

Ga 3, 7-14
Bracia:
Zrozumiejcie, że ci, którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama. I stąd Pismo, widząc, że w przyszłości Bóg dzięki wierze będzie dawał poganom usprawiedliwienie, już Abrahamowi oznajmiło tę radosną nowinę: «W tobie będą błogosławione wszystkie narody». I dlatego ci, którzy żyją dzięki wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch wierze.
Natomiast na tych wszystkich, którzy polegają na uczynkach wymaganych przez Prawo, ciąży przekleństwo. Napisane jest bowiem: «Przeklęty każdy, kto nie wypełnia wytrwale wszystkiego, co nakazuje wykonać Księga Prawa». A że w Prawie nikt nie osiąga usprawiedliwienia przed Bogiem, wynika stąd, że «sprawiedliwy żyć będzie dzięki wierze». Prawo zaś nie uwzględnia wiary, lecz mówi: «Kto wypełnia przepisy, dzięki nim żyć będzie».
Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił – stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: «Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie» – aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha.
Łk 11, 15-26
Gdy Jezus wyrzucał złego ducha, niektórzy z tłumu rzekli: «Mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy». Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba.
On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże.
Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i rozda jego łupy.
Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza.
Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: „Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”. Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedmiu innych duchów, złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni».
Jezus wyrzuca złego ducha, pokonuje diabła, przywraca człowiekowi wolność i godność, czyni wielki znak, wielkie dobro – a w odpowiedzi słyszy oskarżenie o bycie diabłem – władcą diabłów, arcydiabłem! – i żądanie znaku. Jego dobry uczynek okazał się niczym w oczach niektórych ludzi, bo im zabrakło wiary, zabrakło miłości. Nie byli w stanie przyjąć dobra.
Św. Paweł tłumaczy, że poleganie na uczynkach, pokładanie nadziei w przestrzeganiu przepisów – jest przekleństwem. Błogosławieństwem jest wiara. Wiemy jednak, że wiara bez uczynków jest martwa. I że wiara bez miłości jest niczym.
Dopiero ich połączenie jest tym, co pozwala nawiązać relację z Jezusem. On jest ze Swoją miłością, którą wyraził wchodząc między nas, dzieląc z nami radości i smutki życia w ciele, na ziemi, i wreszcie ponosząc mękę i śmierć za nas. Miłość i uczynki miłości.
Św. Paweł nie sprzeciwia się przestrzeganiu prawa, nie gani dobrych uczynków. Przestrzega przed zatrzymaniem się na tym etapie, na tym poziomie myślenia, czucia, dążenia. W hymnie o miłości nawet ofiarę niewyobrażalnego dla nas cierpienia i śmierci uznaje za nic, jeśli byłaby ona pozbawiona miłości.
To ważna przestroga dla mnie, szczególnie w perspektywie długiego trwania w wierności. Teraz cieszę się z wciąż rozwijanej relacji z Bogiem, cieszę z ciepłych uczuć wobec mojej żony. Wciąż jak cień będzie się czaić rutyna, znużenie, zredukowanie miłości to samego zewnętrznego rytuału, powstrzymania się od zdrady. Duchowego wysuszenia i zgorzknienia. Wtedy siedem złych duchów zastanie mój wewnętrzny dom pusty i wysprzątany... Tylko Bóg może mnie przed tym uratować, od tego wybawić. Zbawić. Obym zawsze chciał i umiał o to prosić, a jak ten dar otrzymam – to go przyjąć.
W tych czytaniach widzę jeszcze jedną przestrogę. Staram się być dobry wobec mojej żony, łączyć uczynki i uczucia, czerpać wolę wprost z Niego. I często się dziwię, że w odpowiedzi słyszę oskarżenia o nienawiść i krzywdę, niecne zamiary, obłąkanie itp. To głupie zdziwienie. Chrystus z miłością doskonałą dokonywał znaków przekraczających ludzkie możliwości i spotykał się z cięższymi oskarżeniami. Aby mój uczynek lub moje uczucia mogły być przyjęte przez drugą osobę, niezbędna jest iskra miłości z jej strony, utrwalone dobrym gestem, któremu ja pozwolę się zrealizować. Dawać miłość duchem i ciałem, zaakceptować ich brak z drugiej strony i zarazem zachować pragnienie odpowiedzi, gotowość na nią i wielką wrażliwość, by nie przegapić okruchu dobra małego jak ziarnko gorczycy.
Ostatnio zmieniony 12 paź 2018, 20:38 przez GosiaH, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono link

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 13 paź 2018, 12:49

https://brewiarz.pl/x_18/1310p/czyt.php3
Ga 3, 22-29
Bracia:
Pismo poddało wszystko pod władzę grzechu, aby obietnica dostała się dzięki wierze w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą.
Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do przyszłego objawienia się wiary. Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą, który miał prowadzić ku Chrystusowi, abyśmy dzięki wierze uzyskali usprawiedliwienie. Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy. Wszyscy bowiem przez wiarę jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie.
Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama, dziedzicami zgodnie z obietnicą.
Łk 11, 27-28
Gdy Jezus mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś».
Lecz On rzekł: «Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i go przestrzegają».
Maryja wyśpiewała prorocze słowa, że błogosławić ją będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił jej Wszechmocny (Łk 1, 48). Oto w scenie ukazanej w dzisiejszej Ewangelii to się spełnia: jakaś kobieta z tłumu robi właśnie to, wypowiada słowa błogosławieństwa. Mówi o tej niezwykłej i niepowtarzalnej relacji jej jako matki z Bogiem, o jedności z Nim, która nie jest i nigdy nie będzie dostępna nikomu innemu. Nosiła Boga na swoim łonie, karmiła go sobą. Pełnia jej kobiecości urzeczywistniała się najbardziej intymnej relacji z jej Synem. To błogosławieństwo wypowiada kobieta – anonimowa, w dodatku jakaś z tłumu, jakby zupełnie odarta ze swojej indywidualności, żeby mogła wypowiadać się z samej swojej kobiecości, niejako w imieniu wszystkich kobiet. Rozciąga w ten sposób jakoś to błogosławieństwo na kobiecość i macierzyństwo w ogóle, skoro mogło ono znaleźć wyraz w takiej relacji do Niego. Błogosławione łono, które nosiło nowe życie, błogosławione piersi, które je karmiły – a o ileż więcej błogosławione, że nosiły to Życie, które jest samym Życiem, jego jedynym źródłem.
Jednocześnie to błogosławieństwo zostaje przez Jezusa zepchnięte z piedestału: to nie ono jest najważniejsze. Tak, jest, jest niezwykłe, prawdziwe, ogromne, ale jest coś więcej: błogosławieństwo słuchania Słowa i wypełniania go. Przyobleczenie się w Chrystusa. Relacja jeszcze bliższa i dostępna każdemu, Żydowi i poganinowi, niewolnikowi i wolnemu, kobiecie i mężczyźnie.
Tylko czy to błogosławieństwo uchyla kobiecość? Uchyla męskość? Narodowość? Jest zakwestionowaniem wartości np. patriotyzmu? Czyni nieistotnym zewnętrzną wolność lub uprzedmiotowienie przez innych, rolę niewolnika? Czy uchyla błogosławieństwo tego łona, które Go nosiło i tych piersi, które On ssał?
Św. Paweł pisze ostro, że tam – po chrzcie, w godności dziecka Bożego – nie ma już mężczyzny ani kobiety. A przecież wiemy, że nasze ciało nie traci pod wpływem sakramentu tego, co decyduje o jego płciowości. Pozostaje sobą, utrzymuje swoją płeć, narodowość, pochodzenie. Człowieczeństwo. Utrzymuje swoje powołanie. Ono pozostaje, jednocześnie staje się czymś zupełnie innym. Przyobleczenie się w Chrystusa czyni ze mnie nowego człowieka. Tego samego, co wcześniej, a zarazem nowego. Nowego mężczyznę. Moje powołanie jako mężczyzny i męża nie zostaje uchylone, ale napełnione Bogiem.
Ten moment (który może trwać całe życie...) przejścia od starego do nowego człowieka wydaje mi się być kluczowy dla zrozumienia relacji z Bogiem. W nim wszystko to, co jest moje indywidualne, wyjątkowe i niepowtarzalne zostaje podporządkowane temu, co jest boskie, co jest ponad tymi wszystkimi różnicami. Ponad męskością i kobiecością. Wraca potem w innym wymiarze. To swego rodzaju brama, która otwiera najbliższą relację z Bogiem dla wszystkich. Chrystus był mężczyzną, Żydem, człowiekiem prawnie wolnym, a zarazem poddanym imperium rzymskiego. Droga do pełnej bliskości z Nim nie prowadzi przez naśladowanie tych cech, nie jest w żaden sposób warunkowana takimi podobieństwami. Naśladowanie Chrystusa, zjednoczenie z Nim, obleczenie się w Niego i napełnienie Jego błogosławieństwem jest tak samo dostępne dla dziecka i starca, mądrego i głupiego, kobiety i mężczyzny, w małżeństwie i poza nim. Żadne ludzkie ograniczenie nie stoi na przeszkodzie w słuchaniu i wypełnianiu Słowa, które może prowadzić do bliskości przekraczającej nawet więź wypływającą z samego macierzyństwa Maryi.
Formułuję te przemyślenia z pewnym niepokojem, ponieważ widzę ich ogromne konsekwencje. Jeśli tu nie błądzę, to ukazuje to w świetle innym niż dotąd mi znane nawet powiązanie kapłaństwa z męskością – ale tym niech się martwią teologowie powołani do takiej refleksji.
Ostatnio zmieniony 13 paź 2018, 12:56 przez Nirwanna, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono link

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 14 paź 2018, 9:47

https://brewiarz.pl/x_18/1410p/czyt.php3
Mdr 7, 7-11
Modliłem się i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł mi z pomocą duch Mądrości. Oceniłem ją wyżej nad berła i trony i w zestawieniu z nią za nic uznałem bogactwa. Nie zrównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej będzie poczytane za błoto.
Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo blask jej nie ustaje. A przybyły mi wraz z nią wszystkie dobra i niezliczone bogactwa w jej ręku.
Ps 90 (89), 12-13. 14-15. 16-17
Naucz nas liczyć dni nasze, *
byśmy zdobyli mądrość serca.
Powróć, Panie, jak długo będziesz zwlekał? *
Bądź litościwy dla sług Twoich!
Nasyć nas o świcie swoją łaską, *
abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć.
Daj radość w zamian za dni Twego ucisku, *
za lata, w których zaznaliśmy niedoli.
Niech sługom Twoim ukaże się Twe dzieło, *
a Twoja chwała nad ich synami.
Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami †
i wspieraj pracę rąk naszych, *
dzieło rąk naszych wspieraj!
Hbr 4, 12-13
Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by dla Niego było niewidzialne; przeciwnie, wszystko odkryte jest i odsłonięte przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.
Mk 10, 17-27
Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»
Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę».
On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości».
Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.
Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa Bożego».
A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może być zbawiony?»
Jezus popatrzył na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe».
Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą».
Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym».
Dzisiejszy fragment Psalmu 90 nadaje się na stałą modlitwę małżonka w kryzysie. Powróć, Panie, jak długo będziesz zwlekał? Bądź litościwy dla sług Twoich! Nasyć nas o świcie swoją łaską, abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć. Daj radość w zamian za dni Twego ucisku, za lata, w których zaznaliśmy niedoli. Jest w nim też przejmujące wołanie do Boga, aby objawił moc sakramentu, w którą wierzymy, aby rozbłysła i przyćmiła całą tę mentalność rozwodową z jej butą i zadufaniem, aby wreszcie wsparł nasze starania o odbudowę małżeństwa: niech sługom Twoim ukaże się Twe dzieło, a Twoja chwała nad ich synami. Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami i wspieraj pracę rąk naszych, dzieło rąk naszych wspieraj!
To wezwanie poprzedzone jest prośbą o mądrość, o umiejętność liczenia naszych dni, czyli spojrzenia na nie jako drogę zadaną nam do przejścia, ograniczoną, daną przez Boga, coś, co jest w naszych rękach, a nie coś, w czym my jesteśmy zamknięci, o mądrość serca. Ta mądrość, płynąca ze Słowa, będąca samym Słowem, jest skuteczna i ostrzejsza niż wszelki miecz obosieczny, przenikająca aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolna osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by dla Niej było niewidzialne, ona jest cenniejsza niż wszystkie dobra, bo pozwala spojrzeć na nie Jego oczami i poznać ich prawdziwą wartość wobec Tego, który jest źródłem wszelkiej wartości. Przypomnijmy sobie słowa Jezusa z wczorajszej Ewangelii: wartość wysłuchanego i wypełnionego słowa jest wyższa niż macierzyństwo Maryi!
Bogaty młodzieniec usłyszał wezwanie, by dla tego skarbu porzucić ziemskie bogactwa, zrzucić je jak balast i dać się porwać Słowu, pójść za Jezusem. Odszedł zasmucony.
Na koniec tego spotkania Chrystus wypowiada błogosławieństwo dla tych, którzy potrafili wybrać inną drogę, którzy dla Niego i dla Jego Słowa opuszczają dom, braci, siostry matkę, ojca, dzieci lub pola. Jest to ważna przesłanka dla reguły celibatu. Zastanawia to o tyle, że osoby duchowne nie opuszczają przecież swoich dzieci. Sprawdziłem użyte tu greckie słowo afeken (ἀφῆκεν), użyte w tym miejscu przez trzech ewangelistów: w jakich kontekstach pojawia się w tych księgach. Kilka wydaje mi się szczególnie interesujących. W przypowieści o nielitościwym dłużniku (Mt 18, 27) oznacza ono darowanie długu. Jezus tłumacząc swoją jedność z Ojcem podkreśla, że nie został przez Niego „opuszczony” – nie został od Niego w żaden sposób oddzielony (J 8, 29: A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie pozostawił Mnie samego). Św. Mateusz tak opisuje śmierć Jezusa – duch opuścił Jego ciało, wyzionął, oddał ducha (Mt 27, 50). Często słowo to oznacza oddzielenie w sensie materialnym, fizycznym (Jezus opuścił Judeę, J 4, 3) lub biologicznym (gorączka opuściła chorego, Mt 8, 15 i Mk 1, 31; J 4, 52). Czasownik ten pojawia się także w Sycharze: kobieta zostawia u stóp Jezusa dzban, z którym przyszła do studni, i odeszła do miasta, aby tam głosić Dobrą Nowinę, którą właśnie usłyszała. Ta ostatnia scena znakomicie obrazuje sens rozważanego tu słowa. Przychodzę do Boga z czymś, co dla mnie jest ważne i słyszę Słowo, które hierarchię ważności ustawia w zupełnie innym świetle. Odchodzę więc z tym, co teraz jest ważne, najważniejsze. Rzecz przyniesioną powierzam Jezusowi. W mojej drodze za Nim mogę ją znowu wziąć, podjąć, jeśli ona będzie na tej właśnie drodze. Oddanie Bogu tej sprawy dokonuje się przede wszystkim w duchu, w sercu, istotą jest wewnętrzna zgoda na pewien brak, ale nie może wykluczać także fizycznego porzucenia, na jakiś czas lub na stałe.
Punktem wyjścia do tej nauki była trudność w porzuceniu majątku. Jezus mówi na pierwszym miejscu o domu i jest to coś znacznie bogatszego w znaczenia niż sama wartość materialna. Potwierdzają to dobitnie następne słowa wymieniające najbliższe człowiekowi osoby – za wyjątkiem współmałżonka – a dopiero na koniec pojawiają się pola, mające wymierną cenę. Trudność wejścia do Królestwa Bożego z bogactwem nie dotyczy tylko pieniędzy, lecz ogólnego przywiązania do różnych spraw tu na ziemi. Kto kocha swoje dzieci bardziej niż Boga, temu trudno będzie wejść w bliską relację z Nim.
Brak małżonka wśród wymienionych przez Jezusa osób można różnie rozumieć. Wartość więzi małżeńskiej nie była w tamtej kulturze traktowana na równi z więzami krwi – rodzicami, dziećmi, rodzeństwem – i dodanie tu żony nie uczyniłoby tego przekazu pełniejszym. Może samo wspomnienie o domu zawierało w sobie w sposób oczywisty również współmałżonka. Może wobec bolesnej praktyki listu rozwodowego Jezus nie chciał dawać pretekstu do rozbijania rodziny, choć trudno w tym kontekście zrozumieć porzucanie dzieci (może już dorosłych?). Może wreszcie chodzi o to, że nigdy porzucenie żony lub męża – wyrzeczenie się miłości do niego, świadome i celowe zerwanie wszelkiej relacji - nie jest działaniem dla Niego i Ewangelii, plan przygotowany dla mnie przez Boga na pewno nie zawiera działania przeciw sakramentowi. Z drugiej strony na pewno dla miłości małżeńskiej powierzenie jej Jezusowi, jak dzbanu przy studni w Sycharze, na pewno ją buduje, a nie niszczy.
Natomiast Ci, którzy dla Boga rezygnują z „ułożenia sobie życia” przez cudzołóstwo i trwają samotnie w wierności, na pewno mogą już teraz cieszyć się Jego obietnicą, że tego wszystkiego, czego wyrzekają się teraz, otrzymają od Niego po stokroć więcej.

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 15 paź 2018, 22:16

https://brewiarz.pl/x_18/1510p/czyt.php3
Ga 4, 22-24. 26-27. 31 – 5, 1
Bracia:
Napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej – na skutek obietnicy.
Wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny: niewiasty te wyobrażają dwa przymierza; jedno, zawarte pod górą Synaj, rodzi ku niewoli, a wyobraża je Hagar. Natomiast górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką. Wszak napisane jest: «Wesel się, niepłodna, która nie rodziłaś, wykrzykuj z radości, która nie znałaś bólów rodzenia, bo więcej dzieci ma samotna niż ta, która żyje z mężem».
Tak to, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, ale wolnej. Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!
Ps 113 (112), 1b-2. 3-4. 5a i 6-7
Chwalcie, słudzy Pańscy, *
chwalcie imię Pana.
Niech imię Pana będzie błogosławione *
teraz i na wieki.
Od wschodu aż do zachodu słońca *
niech będzie pochwalone imię Pana.
Pan jest wywyższony ponad wszystkie ludy, *
ponad niebiosa sięga Jego chwała.
Kto jest jak nasz Pan Bóg, *
co w dół spogląda na niebo i na ziemię?
Podnosi z prochu nędzarza *
i dźwiga z gnoju ubogiego.
Łk 11, 29-32
Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: «To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia.
Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.
Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz».
Dwa teksty, które jednoznacznie odnoszą się do czasów sprzed dwóch tysięcy lat. Do tłumów, które wprawdzie słuchały Jezusa, ale dały się porwać Jego Słowu. Do pierwszych chrześcijan, którzy dopiero określali swój stosunek do religii mojżeszowej, z której wyrośli. My nie słuchamy Jezusa chodzącego po ziemi i nie mamy wątpliwości, czy obowiązują nas wszystkie przepisy o koszernym jedzeniu i tym podobne. Św. Paweł przywołuje scenę jeszcze dawniejszą i z realiów zupełnie oderwanych od tego, co znamy – oto właściciel niewolnicy zdecydował, że chce jej zrobić dziecko, bo z żoną mu nie wychodziło. Trudno mi nawet wczuć się w tę sytuację, rozważać ją oddzielając dobro od zła.
Tak, my już mamy za sobą przejście od religii prawa i uczynków do religii wiary i miłości, osobistej relacji z Bogiem. I nie słuchamy jednego kazania Jezusa, lecz mamy cztery Ewangelie pełne Słowa wypowiedzianego przez Niego samego i cały Nowy Testament, gdzie ten sam Bóg przemawia do nas. Nie oglądamy Jezusa z daleka, lecz możemy go spożyć: wchodzi do naszego wnętrza i wypełnia je. I nie słuchamy już niezwykłych zapowiedzi zmartwychwstania, tylko wiemy, że ono się faktycznie dokonało.
Czy jesteśmy w czymkolwiek lepsi od tych, którzy usłyszeli, że są plemieniem żmijowym? Czy jesteśmy wolni od patrzenia na Boga przez pryzmat przykazań pojmowanych podobnie do przepisów Tory? Czy wciąż nie wpadamy powoli w utarte koleiny, sprowadzając nasze powołanie do dreptania w nich w kółko? Czy wciąż potrafimy się zdumieć niepojętą miłością Boga, zachwycić się nią i spojrzeć na ludzi wokół nas Jego oczami?
Ja początkowo nie dostrzegłem nic niezwykłego w dzisiejszym psalmie. Dopiero jak dotarło do mnie, między innymi przez krótką a mądrą homilię, jak bardzo aktualne są dzisiejsze czytania, to coś mnie uderzyło. Niemal cały wypełniony jest opisem Bożej chwały, która trwa na wieki, rozciąga się od wschodu do zachodu, obejmuje wszystkie ludy, On nawet na niebo spogląda z góry jak na ziemię – Pan wszechświata, czasu, przestrzeni, całej ludzkości. I ten Pan dźwiga nędzarza z gnoju. Schyla się do niego z czułością i go tuli, nie przeszkadza mu brud i smród, ani ten materialny, ani bagno grzechu. Tuli mnie.

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 16 paź 2018, 10:02

https://brewiarz.pl/x_18/1610p/czyt.php3
Ga 5, 1-6
Bracia:
Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!
Oto ja, Paweł, mówię wam: Jeżeli poddacie się obrzezaniu, Chrystus wam się na nic nie przyda. I raz jeszcze oświadczam każdemu człowiekowi, który poddaje się obrzezaniu: jest on zobowiązany zachować wszystkie przepisy Prawa. Zerwaliście z Chrystusem wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie; wypadliście z łaski.
My zaś z pomocą Ducha dzięki wierze wyczekujemy spodziewanej sprawiedliwości. Albowiem w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość.
Łk 11, 37-41
Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem.
Na to Pan rzekł do niego: «Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste».
Jezus zostaje zaproszony w gości. Wbrew zasadom Prawa, z którego ani jota ma nie przeminąć, nie myje rąk przed jedzeniem. Gdy gospodarz dziwi się temu, On go obraża, wręcz wyzywa wraz z nim całą grupę, z którą ten się utożsamia. To jest dobre? Mnie szokuje.
Może właśnie o to chodzi, żeby mnie poruszyć, żeby mną potrząsnąć, zrzucić coś, co wciąż opada jak kurz, tylko znacznie intensywniej, krępuje ruchy, ostrość widzenia...
Jeżeli poddacie się obrzezaniu, jeżeli poddacie się Prawu danemu przez samego Boga, wypadliście z łaski, zerwaliście z Chrystusem. Jeżeli poddam się przykazaniom, wypadam z łaski. Spójrzmy na aktualnie obowiązujące przykazania kościelne: w niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy Świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych; przynajmniej raz w roku przystąpić do Sakramentu Pokuty; przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym, przyjąć Komunię Świętą; zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach; troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła. Jeżeli im się poddam, zrywam z Chrystusem.
Nie chodzi oczywiście o to, żeby ich nie przestrzegać, lecz żeby im się nie poddawać, nie pokładać w ich spełnianiu nadziei na zbawienie, żeby za ich pomocą nie próbować zapewnić sobie zbawienia, kupić go. Wyobraźmy sobie, że ktoś zaoferowałby nam przepis na zbawienie: listę uczynków do wykonania, które same z siebie miałyby sprawić, że dostąpię zbawienia. Jeżeli się na to skuszę, zacznę iść tą drogą, wypadnę z łaski, zerwę z Chrystusem. Niezależnie od tego, jakie to będą uczynki, choćby najbardziej pożyteczne i pobożne. Choćbym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. A jeżeli bym się temu poddał, w tym pokładał nadzieję na zbawienie, to jeszcze bym stracił – i to straciłbym wszystko, co cenne. Chrystusa.
Jeżeli położymy nadzieję w samym trwaniu w fizycznej wierności, odmawianiu wielu modlitw i ochoczym deklarowaniu przyjęcia nauki Kościoła, a nie będziemy mieć miłości, będziemy jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący, będziemy niczym.
Tylko jedno ma znaczenie - wiara, która działa przez miłość.

Ukasz
Posty: 646
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 18 paź 2018, 21:36

https://brewiarz.pl/x_18/1810/czyt.php3
2 Tm 4, 9-17a
Najmilszy:
Pospiesz się, by przybyć do mnie szybko. Demas bowiem mnie opuścił, umiłowawszy ten świat, i podążył do Tesaloniki, Krescens do Galacji, Tytus do Dalmacji. Łukasz sam jest ze mną. Weź Marka i przyprowadź ze sobą; jest mi bowiem przydatny do posługiwania. Tychika zaś posłałem do Efezu. Opończę, którą pozostawiłem w Troadzie u Karpa, przynieś, idąc po drodze, a także księgi, zwłaszcza pergaminy.
Aleksander, brązownik, wyrządził mi wiele zła: odda mu Pan według jego uczynków. I ty się go strzeż, albowiem sprzeciwiał się bardzo naszym słowom.
W pierwszej mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mnie wszyscy opuścili: niech im to nie będzie policzone. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie Ewangelii i żeby wszystkie narody je posłyszały.
Łk 10, 1-9
Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.
Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo.
Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów, i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.
Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”».
To nie moje doświadczenie, ale spotykam je wciąż w historiach opowiadanych tu na forum: w mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mnie wszyscy opuścili. Zachęcam gorąco, żeby w takiej chwili sięgnąć do czytanego dzisiaj w liturgii ustępu z Drugiego Listu św. Pawła do Tymoteusza. Tam padają dokładnie te słowa: W pierwszej mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mnie wszyscy opuścili. Po nich przychodzą następne: niech im to nie będzie policzone. I równie ważne dalej: natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie Ewangelii. I to już jest moje doświadczenie. Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie, żeby przeze mnie dopełniło się głoszenie Ewangelii. Okazało się, że wiele osób wokół mnie tego potrzebowało. Głoszenia Ewangelii nie gadaniem, lecz wierną miłością.
Instrukcja misyjna Jezusa wydaje się być bardzo mocno osadzona i w realiach epoki i w tej konkretnej sytuacji, dopasowana do powierzonego uczniom zadania. Można jednak spojrzeć na nią z nieco dalszej perspektywy, ująć kolejne zalecenia nieco ogólniej. Wtedy wyłania się doskonały poradnik życia.
Punktem wyjścia ma być modlitwa o powołanie – dla mnie i dla innych. Uświadamia ona mi zarazem, że idę jako posłaniec, nie w swojej sprawie, i że mogę oczekiwać opieki i pomocy. Będę jej potrzebował, bo przeciwnik nie odstąpi mnie na tej drodze. Mam się do niej należycie przygotować od strony praktycznej: wziąć ze sobą to, co potrzebne, i tylko to. Mam głosić pokój, dawać pokój. Nie martwić się o to, jak będzie przyjęty, czy druga osoba jest go godna. Jeśli nie, to ten pokój wróci do mnie, jeszcze mnie ubogaci. Jeśli tak, spełnię ważny, dobry uczynek. Podjęte zadanie należy wykonać do końca, nie skakać z jednego na drugie. I nie obawiać się przyjąć opłaty za wykonaną pracę: zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Zamiast grymasić na to, co przynosi życie, mam to przyjmować z pokorą i radością. Odpowiadać dobrem, dzielić się nim, rozsiewać wokół mnie. Wtedy przybliża się królestwo Boże. Do wszystkich wokół mnie i do mnie. Obym to zobaczył i chciał o tym mówić.
Pisząc te słowa uświadomiłem sobie, że to się właśnie dzieje. W tej chwili. Przybliża się królestwo Boże i o tym mówię.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość