Św.Antoni

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Mufinka
Posty: 62
Rejestracja: 02 lut 2017, 7:06
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Św.Antoni

Post autor: Mufinka » 11 lut 2017, 20:04

Św. Antoni -to mój szczególny święty i warto do niego wracać.
Podaje link do jednej z moich "przygód" z tym świętym http://archiwum.kryzys.org/viewtopic.php?t=8984" target="_blank

Utka2
Posty: 222
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:47
Płeć: Kobieta

Re: Św.Antoni

Post autor: Utka2 » 12 lut 2017, 9:02

Piękna opowieść :)

Mufinka
Posty: 62
Rejestracja: 02 lut 2017, 7:06
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Św.Antoni

Post autor: Mufinka » 02 sty 2020, 8:36

Dziś na Jutrzni Skype SYCHAR -rozmawialiśmy o Św. Antonim który oręduje za nami w sprawach małżeństwa i nie tylko...
Tak przypominam o ogromnym wsparciu Św. Antoniego w różnych potrzebach.

Mufinka
Posty: 62
Rejestracja: 02 lut 2017, 7:06
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Św.Antoni

Post autor: Mufinka » 25 paź 2020, 19:19

Święty Antoni Od zarazy , głodu, ognia i wojny wybaw nas Boże. Przez wstawiennictwo Świętego Antoniego proszę.
Ku przypomnieniu -moja opowieść.
Św. Antoni Padewski śpieszy z pomocą także dziś: dlatego naprawdę WARTO modlić się też o odnalezienie zagubionej miłości

Jestem nadal pod wrażeniem tego co wydarzyło mi się w poniedziałek 21.01.2013 roku.
Zacznę od tego ,że w niedzielę 20.01. wybrałam się na sanki ze szwagrem, siostrą i jej dziećmi.
Śniegu było dużo, trochę ponuro i chmury i powoli zapadał zmrok a my sobie urządzaliśmy kulig za samochodem po bezdrożach w odludnej okolicy gdzieś pod lasem ok. 7 km od domu. Zabawa była przednia, śnieg nabierał się w sanki, trzeba było jeździć ostrożnie i uważać na wirażach ,trzęsło i wyrzucało z sanek.
Potem wdrapaliśmy się na górkę i próbowaliśmy zjeżdżać na sankach ale śnieg był nie ubity i zakopywaliśmy się. Więc po prostu turlaliśmy się z górki na żywca w dół.
Wróciłam zmęczona po tych eskapadach. Późnym wieczorem przypomniałam sobie, że w kurtce miałam telefon komórkowy, i 300zł które mi ktoś oddał tego dnia, sprawdzam a nic z tych rzeczy nie znalazłam teraz w kieszeni . Humor od razu mi się zepsuł, zmarkotniałam nic nawet domu o tym nie powiedziałam (bo głupota ludzka nie ma granic - moja głupota oczywiście – żeby w kieszeni wozić kasę)- nawet do siostry nie zadzwoniłam- nie chciałam jej martwić.
Pomodliłam się wieczorem do Św. Antoniego o pomoc w tej sprawie i położyłam się spać. Rano w poniedziałek obudziłam się w nienajlepszym nastroju – ta sprawa ciążyła mi na sercu ( i portfelu) .
Poranną codzienną modlitwę zaniosłam do Pana i wspomniałam znów o tej sprawie Św. Antoniemu (bez przekonania o powodzeniu).
Zadzwoniłam rano do siostry aby sprawdziła w samochodzie , a może telefon wypadł w nim?
Przejęła się i kazała mi budzić męża i jechać zaraz w tamto miejsce, poszukać chociaż na górce tego
telefonu .
Tak zrobiłam wzięliśmy łopatę do samochodu aby się nie zakopać bo śniegu było dużo i na dodatek
śnieżyca – pojechaliśmy ledwo się rozwidniło. Samochód przebijał się przez śnieg, bezludzie, pusto.
Mąż pytał tylko czy to jeszcze daleko. Prawie dojechaliśmy, trzeba było zostawić samochód wcześniej i dojść do górki dalej na piechotę. Zostawiliśmy samochód pod kapliczką Matki Najświętszej-pozdrowiłam Ją i poszliśmy. Na drodze znalazłam wczoraj zgubione moje chustki, wdrapaliśmy się na górkę i zaczęliśmy zruszać śnieg w poszukiwaniu czegokolwiek ale nic nie było widać. Mąż zadzwonił ze swojego telefonu na mój zagubiony, po dwóch próbach usłyszałam cichy dźwięk telefonu gdzieś pod śniegiem zaczęłam tam kopać i wydobyłam go .
Bardzo się uradowałam w sercu dziękując Św. Antoniemu, mąż szukał dalej kasy, mi było już wszystko jedno cieszyłam się, że telefon się znalazł a co do kasy nie miałam nadziei mogłam zgubić ją wszędzie na tej sannie. Powoli schodziliśmy do samochodu ,zobaczyliśmy ,że ktoś zatrzymał się koło kapliczki i stoi tam i nas wypatruje. Mąż powiedział do mnie „jakiś facet tam stoi czego może chcieć ,pewnie dziwi się że błąkamy się w tej okolicy tak rano w taką śnieżycę”. Ja pomyślałam, że może to miejscowy leśniczy.
Podeszliśmy -a on spytał się -czy czegoś tu szukamy ? Ja powiedziałam mu, że zgubiłam wczoraj telefon i przyjechaliśmy go szukać i że udało się go znaleźć a ten pan na to -czy nie zgubiłam czegoś jeszcze? Zdziwiłam się mocno ale powiedziałam ,że jeszcze 300zł .A on na to : dwie setki i dwie pięćdziesiątki - a ja na to : że tak. Pan wyciągnął rękę i wręczył mi banknoty do ręki. Byłam w szoku. Mój mąż też, (szczęka normalnie mu opadła). Coś bąknął do nieznajomego, że to się nie zdarza itd.
Pan (około sześćdziesiątki) powiedział coś ,że mieszka w tej okolicy, że zajmuje się handlem i że po prostu przyjechał tu rano zobaczyć czy ktoś zguby nie szuka –i tyle. Podziękowaliśmy raz jeszcze , już w siadał do samochodu a ja wpadłam na to i dałam 50-tkę znaleźnego. Tajemniczy Pan wcale się tego nie spodziewał i powiedział tylko że wspaniale zaczął mu się poniedziałek –wsiadł do samochodu i pojechał. A my staliśmy tam chwilę dalej w szoku.
Jechałam samochodem i modliłam się dziękczynnie za ten nagły , nieoczekiwany i natychmiastowy cud za sprawą Św. Antoniego.
Wszystkim tego dnia opowiadałam co mi się przytrafiło – wszyscy byli zadziwieni.
Przekonałam się i wierzę ,że to jeden z takich cudów które warto pamiętać i przypominać bo Bóg czuwa nad nami i daje nam wspaniałych świętych do pomocy w codziennych troskach i przeciwnościach losu.
(Ps. Św. Antoni pomagał mi już wcześniej ale nigdy tak natychmiastowo i w domowych drobnych zgubach.)
Tej krótkiej modlitwy nauczyła mnie kiedyś babcia : Św. Antoni Padewski Obywatelu niebieski niech się znajdzie zguba moja ………….. niech się stanie sława Twoja.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości