Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 22 kwie 2019, 10:44

https://brewiarz.katolik.pl/iv_19/2204/czyt.php3
Dz 2, 14. 22b-32
W dniu Pięćdziesiątnicy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił donośnym głosem:
«Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jeruzalem, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów! Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Boga został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim, bo Dawid mówi o Nim:
„Miałem Pana zawsze przed oczami, gdyż stoi po mojej prawicy, abym się nie zachwiał. Dlatego ucieszyło się moje serce i rozradował się mój język, także i moje ciało spoczywać będzie w nadziei, że nie zostawisz duszy mojej w Otchłani ani nie dasz Świętemu Twemu ulec rozkładowi. Dałeś mi poznać drogi życia i napełnisz mnie radością przed obliczem Twoim”.
Bracia, wolno powiedzieć do was otwarcie, że patriarcha Dawid umarł i został pochowany w grobie, który znajduje się u nas aż po dzień dzisiejszy. Więc jako prorok, który wiedział, że Bóg przysiągł mu uroczyście, iż jego Potomek zasiądzie na jego tronie, widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi.
Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami».
Ps 16 (15), 1b-2a i 5. 7-8. 9-10. 11
Zachowaj mnie, Boże, bo chronię się do Ciebie, *
mówię do Pana: «Ty jesteś Panem moim».
Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem, *
to On mój los zabezpiecza.
Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek, *
bo serce napomina mnie nawet nocą.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy, *
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.
Dlatego cieszy się moje serce i dusza raduje, *
a ciało moje będzie spoczywać bezpiecznie,
bo w kraju zmarłych duszy mej nie zostawisz *
i nie dopuścisz, bym pozostał w grobie.
Mt 28, 8-15
Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom.
A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: «Witajcie!» One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: «Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą».
Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdy spaliśmy. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu».
Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami, i trwa aż do dnia dzisiejszego.
Nasuwają mi się różne ścieżki intelektualnego roztrząsania tych czytań: ciąg argumentów formułowanych przez Piotra, które i tak kończą się po prostu świadectwem, któremu można dać wiarę lub nie, piękne obietnice w psalmie, których przyjęcie wiarą daje nadzieję, i wreszcie w Ewangelii rozsądne zaprzeczenie największego cudu w dziejach świata. Cały ten wysiłek umysł jest jakoś pożyteczny, ale bez uwieńczenia go aktem wiary pozostaje zawieszony w próżni i w gruncie rzeczy jałowy.
To, co mnie naprawdę poruszyło, jedna scena. One objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. W tym prostym obrazie jest wszystko. Prawda o zmartwychwstaniu w ciele, miłość, czułość, relacja wręcz intymna, a zarazem absolutnie pozbawiona erotyzmu i niesymetryczna, pełna uwielbienia i czci, gdzie duch wyraża się ciałem.

Pantop
Posty: 1502
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 22 kwie 2019, 21:45

Na podstawie tego czytania nie wiem jeszcze bardziej niż przedtem - niczego.

Dlaczego Jezus robi takie ,,podchody,,?
Dlaczego nie ukazuje się uczniom od razu?
Dlaczego nie obnaża matactwa arcykapłanów i starszych i przekupnych żołdaków?
W końcu czemu nie odwiedza Poncjusza?
(widzę oczyma wyobraźni jedną z możliwych reakcji Piłata:
oparty o ścianę, szeroko rozwarte oczy, prawa dłoń na sercu i okrzyk w kierunku swej połowicy - Żono ratunku, chyba mam zawał! :mrgreen: )

Tak, wiem - zadaję pytania takie ludzkie, takie logiczne, takie jak niepoprawny łotr na krzyżu.

Kolejny raz powraca do mnie ta perspektywa:
- Czyńcie sobie ziemię poddaną.
- Potrzebuję środków
- Potrzebujesz tylko mojej łaski
- Panie, nie zbudowałem niczego, wszystko straciłem
- To nie ma znaczenia, wystarczy że pozostałeś Mi wierny
- aha.. (tylko po co było gadać o czynieniu sobie ziemi poddaną? {sugerowanie dobrobytu na padole łez])

Nie ucieknę w tym miejscu od Koheleta: ,,Marność nad marnościami i wszystko marność,,.
Powoli Kohelecie - tylko powoli.
Miałeś kasę i co zamierzyłeś wykonywano. Kiedy zrealizowałeś swe plany, zamierzenia, fantazje popatrzyłeś na nie chłodnym okiem i stwierdziłeś jak wyżej.
Wybacz za szczerość - ale to żadna sztuka.

W sukurs przyszło mi dziś kazanie ks Pawlukiewicza, że Jezus zawsze robi super przyśpieszenie. Już się człowiekowi wydaje, że zaczyna łapać sens a pan Jezus myk, myk i już znika z mego obranego toru myślenia. Zdaje się mówić - Jak chcesz nadążyć to musisz wystrzelić w kosmos - inaczej próżny trud.

I tu moja słabość - jedna z dziesiątek mych pięt achillesowych - nie cierpię nieprzewidywalności i tzw niespodzianek - dostaję wtedy kociokwiku resztek mego intelektu i popadam w odrętwienie zniechęcenia/buntu.
Za dużo głowy, serca za mało.



..przepraszam - rozszerzyłem się :|

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 23 kwie 2019, 18:21

https://brewiarz.katolik.pl/iv_19/2304/czyt.php3
J 20, 11-18
Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.
I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?»
Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono».
Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.
Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?»
Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę».
Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu!
Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”».
Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział.
Punkt wyjścia: zbolały szukam Jezusa i nie znajduję Go tam, gdzie się spodziewałem. Upatrywałem Jego powołania, spotkania z Nim w czymś, czego nagle nie ma, legło w gruzach grzebiąc pod sobą moje poczucie nie tylko szczęścia, ale nawet sensu, strącając mnie na dno cierpienia. Próbuję wrócić tam, gdzie widziałem, że składano Jego ciało, i to miejsce okazuje się puste. Spotykam tam Jego wysłanników i słyszę pytanie: czemu płaczesz? Opowiadam swoją tragedię: zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono.
Samo wyznanie własnej niewiedzy, wypowiedzenie tego bólu, wspomnienie Pana i tęsknoty za Nim uwalnia mnie, bardziej otwiera za świat wokół mnie i na samego Boga. Zaczynam Go widzieć, choć wciąż nie zdaję sobie z tego sprawy. Cierpienie nie znika, ale dociera do mnie ponownie to samo pytanie, tym razem zadane wprost przez Niego: czemu płaczesz? I zaraz pada drugie, kluczowe, przygotowujące mnie do dalszej drogi: kogo szukasz? Ono także nie dociera do mnie w pełni, zapada gdzieś w duszę i trwa, czeka na swój czas. Ja wciąż tkwię w swoim bólu i zamiast odpowiedzieć Bogu powtarzam w kółko swoje. Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę. Jeśli to Ty zabrałeś mi cel w życiu, zniszczyłeś mój drogowskaz, to teraz mi go oddaj. Ja go sobie zabiorę i oswoję od nowa. Ułożę, obrobię, dostosuję do siebie. Zrobię to wszystko z namaszczeniem i czcią, z przekonaniem, że służę Tobie, że robię to dla Ciebie i że to Ty tego potrzebujesz. Ja już mam swój plan, powiedz mi tylko, jak mam go zrealizować.
Mimo absurdalności tej odpowiedzi, która w istocie nie jest nawet odpowiedzią, zawiązuje się dialog między mną a Bogiem. Ważne, że zaczynam mówić do Niego i jakoś Go słuchać, czekam na Jego słowo. Wtedy On dokonuje kolejnego, wielkiego kroku w moją stronę. Wzywa mnie po imieniu. Objawia swoją bliskość. Pozwala rozpoznać Siebie w ten sposób, że odsłania przede mną prawdę o mnie. Objawia mi Siebie w moim imieniu, w mojej tożsamości, zbudowanej przecież na relacji z Nim, ku relacji z Nim. Spotkanie z Nim, które przecież trwa już od kilku etapów, nabiera nowego wymiaru. Wreszcie do mnie dociera, że ono trwa. Wreszcie mogę odpowiedzieć. W jednym krótkim słowie wyrażającym zarazem czułość i cześć – zupełnie jak objęcie za nogi i oddanie pokłonu – wchodzę w to spotkanie, dotykam Boga. Docieram nie tam, gdzie chciałem, lecz znacznie dalej, odnajduję nie Jego martwe ciało, nie ślad po Jego żywej obecności, lecz samą żywą obecność, samego Boga.
Wtedy ten, który mnie do tego niesamowitego momentu doprowadził, natychmiast przestrzega: nie zatrzymuj mnie. Nie próbuj utrwalić tego momentu, nie rób sobie za mną selfie, nie trwaj w rozpamiętywaniu tej szczęśliwej chwili, nie próbuj zamykać Mnie w tym doświadczeniu, zamykać siebie na nowe, nie zostawaj w tym miejscu. To nie było jeszcze spotkanie w domu Ojca, kiedy staniemy twarzą w twarz i przepełni cię poznanie Mnie. To jest wciąż droga do tego, Ja wciąż nią idę. Bądź świadkiem tego spotkania, głoś to, czego doznałeś, głoś tę drogę i idź nią, sam bądź drogowskazem.
Tak, Pantopie, to jest dokładnie to, o czym pisałeś wczoraj:
Pantop pisze:
22 kwie 2019, 21:45
Już się człowiekowi wydaje, że zaczyna łapać sens a pan Jezus myk, myk i już znika z mego obranego toru myślenia.
A Maria Magdalena poszła i zrobiła dokładnie to, co jej Jezus polecił. Widziałam Pana. Jej trud poszukiwania nie był próżny. Spotkała Pana. Oby każdy mój trud był tak owocny, oby przyniósł spotkanie z Nim i potem świadectwo tego spotkania.

renta11
Posty: 406
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: renta11 » 24 kwie 2019, 9:38

Ale ta opowieść jest także o tym, że Maria Go nie rozpoznała, tak bardzo była skupiona na tym, co zaplanowała i na swoim żalu. A Jezus ją zauważ także odtrącił (aż odtrącił) może właśnie dlatego, bo za bardzo skupiła się na swoim zafiksowaniu i swoim żalu.
Reasumując, dopóki nie poznam Jezusa, nie spotkam Go twarzą w twarz, tak długo będę się myliła. A później jest wyjście w przygodę, w działanie. To Spotkanie jest tylko zapalnikiem, nie jest celem samym w sobie, jest kluczem do działania (Jezus zlecił jej misję). Czyli przestajemy się skupiać na sobie, wychodzimy z zafiksowania (patrzenia w przeszłość, nadmierny żal, brak zawierzenia) do działania na rzecz innych, więcej i szerzej.

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 24 kwie 2019, 23:41

Rento, to, co piszesz, jest mi bardzo bliskie. Tylko to odtrącenie wydaje mi się pozorne, to raczej jak ulotny pocałunek ze obietnicą ponownego spotkania, które już nie będzie chwilą.
https://brewiarz.pl/iv_19/2404/czyt.php3
Dz 3, 1-10
Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej, wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia. Umieszczano go codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby wchodzących do świątyni prosił o jałmużnę. Ten, zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił ich o jałmużnę.
Lecz Piotr, przypatrzywszy się mu wraz z Janem, powiedział: «Spójrz na nas!» A on patrzył na nich, oczekując od nich jałmużny. «Nie mam srebra ani złota – powiedział Piotr – ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!» I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go. A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach. Zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga.
A cały lud zobaczył go chodzącego i chwalącego Boga. I rozpoznawali w nim tego człowieka, który siedział przy Pięknej Bramie świątyni, aby żebrać, i ogarnęło ich zdumienie i zachwyt z powodu tego, co go spotkało.
Łk 24, 13-35
W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.
On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».
Zapytał ich: «Cóż takiego?»
Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».
Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»
W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.
Dwa uzdrowienia: w pierwszym chory człowiek odzyskał władzę w nogach, w drugim otworzyły się oczy tym, którzy mieli je na uwięzi.
Można pozazdrościć apostołom władzy uzdrawiania. Jak by to było fajnie, gdybym tak każdemu potrzebującemu mógł powiedzieć: w imię Jezusa bądź uzdrowiony, niech Twoja potrzeba zostanie cudownie zaspokojona. I nic dla mnie z tego nie wynika. Piotr mówi jednak przedtem bardzo ważne słowa, że nie ma tego, czego ten człowiek oczekuje, lecz daje mu to, co ma. Jezus nie oczekuje ode mnie przywracania chromym władzy w nogach, lecz dzielenia się tym co mam – co mam od Niego.
Ciekawie w tym kontekście wygląda drugie uzdrowienie, to w Emaus. Dwaj uczniowie doznali cudownego otwarcia oczu, ponieważ dzielili się z Jezusem tym, co mieli. Ofiarowali Mu swoją uwagę, swój czas, odsłonili przed Nim swoje uczucia. Oni naprawdę w Nim byli, starali się dostrzec Jego potrzeby: wręcz przymusili Go swoimi słowami do przyjęcia pomocy, do tego, by zgodził się dzielić z nimi ich chlebem.
Jeszcze mocniej przemawia do mnie reakcja uzdrowionych. Były chromy skakał na cześć Boga. Uczniowie doszli do Emaus najpierw stwierdzają, że ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił, a następnie w tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Zniknęło zmęczenie i niepokój przed nocą.

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 25 kwie 2019, 19:16

https://brewiarz.pl/iv_19/2504/czyt.php3
Dz 3, 11-26
Gdy chromy, uzdrowiony, trzymał się Piotra i Jana, cały lud zdumiony zbiegł się do nich w krużganku, który zwano Salomonowym.
Na ten widok Piotr przemówił do ludu: «Mężowie izraelscy! Dlaczego dziwicie się temu? I dlaczego także patrzycie na nas, jakbyśmy własną mocą lub pobożnością sprawili, że on chodzi? Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, Bóg ojców naszych wsławił Sługę swego, Jezusa, wy jednak wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy. Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami.
I przez wiarę w Jego imię temu człowiekowi, którego oglądacie i którego znacie, imię to przywróciło siły. Wiara wzbudzona przez niego dała mu tę pełnię sił, którą wszyscy widzicie.
Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzchnicy wasi. A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał. Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone, aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, którego niebo musi zatrzymać aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy, co od wieków przepowiedział Bóg przez usta swoich świętych proroków.
Powiedział przecież Mojżesz: „Proroka jak ja wzbudzi wam Pan, Bóg nasz, spośród braci waszych. Słuchajcie Go we wszystkim, co wam powie. A każdy, kto nie posłucha tego Proroka, zostanie usunięty z ludu”. Zapowiadali te dni także wszyscy prorocy, którzy przemawiali od czasów Samuela i jego następców.
Wy jesteście synami proroków i przymierza, które Bóg zawarł z waszymi ojcami, kiedy rzekł do Abrahama: „Błogosławione będą w potomstwie twoim wszystkie narody ziemi”. Dla was najpierw wskrzesił Bóg Sługę swego i posłał Go, aby błogosławił każdemu z was w odwracaniu się od grzechów»
Ps 8,
w liturgii śpiewa się wersy 2ab i 5. 6-7. 8-9, te wyróżniam boldem i wklejam całość.
O Panie, nasz Boże,
jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!

Tyś swój majestat wyniósł nad niebiosa.
Sprawiłeś, że [nawet] usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę,
na przekór Twym przeciwnikom,
aby poskromić nieprzyjaciela i wroga.

Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców,
księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził:
czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
i czym - syn człowieczy, że się nim zajmujesz?

Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich,
chwałą i czcią go uwieńczyłeś.
Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich;
złożyłeś wszystko pod jego stopy:
owce i bydło wszelakie,
a nadto i polne stada,
ptactwo powietrzne oraz ryby morskie,
wszystko, co szlaki mórz przemierza.


O Panie, nasz Panie,
jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!
Łk 24, 35-48
Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba.
A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»
Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi.
Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich.
Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma.
I rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego».
Jezus mówi apostołom, że są świadkami nie tylko Jego męki i zmartwychwstania, ale też głoszenia Dobrej Nowiny. Piotr potem mówi do słuchających go: zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami. Wcześniej przestrzega przed traktowaniem dokonanego cudu jako jego dzieła. Nie, tego dokonał Jezus. On, Piotr, był w istocie świadkiem. Świadomym uczestnikiem tego, co się stało. Świadkiem Ewangelii, świadkiem jej głoszenia. Świadkiem – uczestnikiem dzieła Bożego, które dokonuje się przez niego.
To świadectwo to ślad spotkania z Jezusem. Ono zasiało w Piotrze coś, co potem wzrastało i przynosiło owoc.
Psalm 8 to mój ulubiony. Pomaga mi zadziwić się wciąż od nowa tym, że Bóg mnie kocha i jak mnie kocha. Gdy patrzę na niebo, dzieło Twoich palców, na ogrom i piękno całego stworzenia – kim jestem, że o mnie pamiętasz, że się mną zajmujesz, że mnie kochasz, że oddajesz mi się cały w Twoim ciele i krwi, że karmisz mnie Twoim słowem, dotykasz gdzieś głęboko i poruszasz? Kim jestem, że uczyniłeś mnie koroną stworzenia, że wszystko złożyłeś pod moje stopy? Kim są ludzie wokół mnie, że wywyższyłeś ich tak bardzo, że ich tak ukochałeś, że pozwalasz mi ich kochać i być kochanym? Jak przedziwne jest Twoje imię po całej ziemi, jak przedziwne jest Twoje imię we mnie.

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 26 kwie 2019, 23:16

https://brewiarz.pl/iv_19/2604/czyt.php3
Dz 4, 1-12
Gdy Piotr i Jan przemawiali do ludu, po uzdrowieniu chromego, podeszli do nich kapłani i dowódca straży świątynnej oraz saduceusze oburzeni, że nauczają lud i głoszą zmartwychwstanie umarłych w Jezusie. Zatrzymali ich i oddali pod straż aż do następnego dnia, bo już był wieczór. A wielu z tych, którzy słyszeli naukę, uwierzyło. Liczba mężczyzn sięgała pięciu tysięcy.
Następnego dnia zebrali się ich przełożeni i starsi, i uczeni w Jeruzalem: arcykapłan Annasz, Kajfasz, Jan, Aleksander i ilu ich było z rodu arcykapłańskiego. Postawiwszy ich pośrodku, pytali: «Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to?»
Wtedy Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział do nich: «Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek odzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych – że dzięki Niemu ten człowiek stanął przed wami zdrowy.
On jest kamieniem odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni».
Ps 118 (117), 1b-2 i 4. 22-24. 25-27a
Dziękujcie Panu, bo jest dobry, *
bo Jego łaska trwa na wieki.
Niech dom Izraela głosi: †
«Jego łaska na wieki». *
Niech wyznawcy Pana głoszą: «Jego łaska na wieki».
Kamień odrzucony przez budujących †
stał się kamieniem węgielnym. *
Stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach.
Oto dzień, który Pan uczynił, *
radujmy się nim i weselmy.
O Panie, Ty nas wybaw, *
pomyślność daj nam, o Panie!
Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie, †
błogosławimy wam z Pańskiego domu. *
Pan jest Bogiem i daje nam światło.
J 21, 1-14
Jezus znowu ukazał się nad Jeziorem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: «Idę łowić ryby». Odpowiedzieli mu: «Idziemy i my z tobą». Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie ułowili.
A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus.
A Jezus rzekł do nich: «Dzieci, macie coś do jedzenia?»
Odpowiedzieli Mu: «Nie».
On rzekł do nich: «Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie». Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć.
Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: «To jest Pan!» Szymon Piotr, usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się wpław do jeziora. Pozostali uczniowie przypłynęli łódką, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci.
A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli rozłożone ognisko, a na nim ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: «Przynieście jeszcze ryb, które teraz złowiliście». Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości sieć nie rozerwała się. Rzekł do nich Jezus: «Chodźcie, posilcie się!» Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: «Kto Ty jesteś?», bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę.
To już trzeci raz Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.
Dziś mam tylko dwa drobne spotrzeżenia.
Pierwszy to kamień odrzucony przez budujących, który się stał fundamentem. Piotr stwierdza wyraźnie, że jest to Chrystus. To jednak w żaden sposób nie wyklucza tego, że pod owym kamieniem kryje się dużo więcej. Na przykład wszyscy ci, którzy są najbardziej pogardzani, odrzucani, marginalizowani. Oni – i ich wiara. Odkrywają Boga w swoim życiu, dają świadectwo i stają się fundamentem Kościoła. A potem czasem nawet i świat i sam Kościół są w stanie to zauważyć. To może też odnosić się każdego, kto został wyrzucony z rodziny – i stał się jej najpewniejszym fundamentem. Stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach. Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się nim i weselmy.
Drugie spostrzeżenie jest jeszcze drobniejsze. Chodzi o Piotra i jego reakcję na świadomość, że oto na brzegu stoi jego zmartwychwstały mistrz. Ubiera się, żeby stanąć przed Nim godnie, i rzuca się z łodzi, żeby płynąć wpław. Żeby spotkać się z Nim jak najszybciej, choćby kilka sekund wcześniej. Powaga i szacunek z jednej strony, i jakieś Boże szaleństwo z drugiej. Jeszcze raz jakiś odblask tej samej postawy, która mnie uderzyła w objęciu Go za stopy przez kobiety przy grobie, w słowie „Rabbuni” wypowiedzianym przez Marię Magdalenę. Cześć i zarazem czułość, wręcz namiętność wobec Niego.

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 27 kwie 2019, 9:42

https://brewiarz.pl/iv_19/2704/czyt.php3
Dz 4, 13-2
Przełożeni i starsi, i uczeni, widząc odwagę Piotra i Jana, a dowiedziawszy się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się. Rozpoznawali w nich też towarzyszy Jezusa. A widząc nadto, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie znajdowali odpowiedzi.
Kazali więc im wyjść z sali Sanhedrynu i naradzali się między sobą: «Co mamy zrobić z tymi ludźmi? Bo dokonali jawnego znaku, oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jeruzalem. Przecież temu nie możemy zaprzeczyć. Aby jednak nie szerzyło się to wśród ludu, surowo zabrońmy im przemawiać do kogokolwiek w to imię!»
Przywołali ich potem i zakazali im w ogóle przemawiać i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli: «Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, co widzieliśmy i słyszeliśmy».
Oni zaś ponowili groźby, a nie znajdując żadnej podstawy do wymierzenia im kary, wypuścili ich ze względu na lud, bo wszyscy wielbili Boga z powodu tego, co się stało.
Ps 118 (117), 1bc i 14-15b. 16-18. 19-21
Dziękujcie Panu, bo jest dobry, *
bo Jego łaska trwa na wieki.
Pan moją mocą i pieśnią, †
On stał się moim Zbawcą. *
Głosy radości z ocalenia w namiotach sprawiedliwych.
Prawica Pana wzniesiona wysoko, *
prawica Pańska moc okazała.
Nie umrę, ale żyć będę i głosić dzieła Pana. *
Ciężko mnie Pan ukarał, ale na śmierć nie wydał.
Otwórzcie mi bramy sprawiedliwości, †
wejdę przez nie i podziękuję Panu. *
Oto jest brama Pana, przez nią wejdą sprawiedliwi.
Dziękuję Tobie, że mnie wysłuchałeś *
i stałeś się moim Zbawcą.
Mk 16, 9-15
Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której przedtem wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to Jego towarzyszom, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak, słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie dali temu wiary.
Potem ukazał się w innej postaci dwom spośród nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i obwieścili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli.
W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary oraz upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego.
I rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!»
Ciężko mnie Pan ukarał. Dno rozpaczy: apostołowie po śmierci Jezusa. Zamknięci w bólu. Niezdolni do ujrzenia zmartwychwstania. Bóg się tym nie zraża, nie rezygnuje. Pan przychodzi do nich jeszcze raz i jeszcze raz. W innej postaci, takiej, żeby uwierzyli. Mogli i powinni uwierzyć od razu, Marii Magdalenie, a potem tym bardziej dwóm uczniom, bo to już nie było jednostkowe świadectwo. Wreszcie ukazuje im się wprost, pozwala się dotknąć. Powierza im zadanie, powołuje ich od nowa – to jest szczególnie wyraźne w przypadku Piotra, rybaka, któremu po raz drugi Jezus objawia swoją tożsamość przez obfity połów ryb. Tak, trafiając w najczulsze miejsce każdego serca, prawica Pańska okazuje moc, wskazuje bramę sprawiedliwości, wzywa do wejścia w nią.
W ten sposób, Jego mocą, mocą Jego zmartwychwstania, dokonuje się ocalenie z dna rozpaczy, z wyroku śmierci na własną duszę, jaki zrozpaczony człowiek wydaje na samego siebie. Pan moją mocą i pieśnią, On stał się moim Zbawcą. Głosy radości z ocalenia w namiotach sprawiedliwych. Nie umrę, ale żyć będę - i głosić dzieła Pana! Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! W Piotrze i Janie nie ma już lęku. Wiedzą, Kogo słuchają, Komu dają się prowadzić. Ten najprostszy fakt sprawia, że stają się potężniejsi od rządzących, którzy próbują ich uciszyć i doświadczają swojej bezsilności.
To jest droga, na którą Bóg wzywa mnie, każdego z nas, a najmocniej wtedy, gdy zbliżamy się do Jego męki i śmierci. On wtedy czeka, żeby Go wezwać, żeby mu pozwolić stać się moim Zbawcą. Dziękuję Tobie, że mnie wysłuchałeś i stałeś się moim Zbawcą. Za głos radości z ocalenia. Z dna rozpaczy.

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 28 kwie 2019, 14:17

Niedziela Miłosierdzia Bożego, 28 kwietnia 2019
https://brewiarz.pl/iv_19/2804/czyt.php3
Tydzień temu rozmawialiśmy o tym, jak można pobiec do Pana Jezusa. Czy komuś udało się coś takiego wymyślić, a może nawet zrobić?

Minął tydzień od świąt Zmartwychwstania. Czy staliśmy się w tym czasie inni, lepsi? Zobaczmy, co się stało w ciągu kilku dni z uczniami Chrystusa, którzy uwierzyli w zmartwychwstanie swego Mistrza.
Dz 5, 12-13 (16)
Czytanie z Dziejów Apostolskich
Wiele znaków i cudów działo się wśród ludu przez ręce apostołów. Trzymali się wszyscy razem w krużganku Salomona. A z obcych nikt nie miał odwagi dołączyć się do nich, lud zaś ich wychwalał.

Oto Słowo Boże
Dlaczego nikt nie miał odwagi dołączyć do nich? Czyli byli tak straszni? Odpędzali ludzi od siebie?

Przeciwnie, starali się przyciągnąć każdego i przecież wiele osób się do nich przyłączało. Ci, którzy stali się uczniami Chrystusa, mieli odwagę dołączyć do apostołów. Inni już nie. Nie mieli odwagi udawać, że do nich należą. Różnica między uczniem Chrystusa a obcymi była tak wielka.

Dziś ponownie refrenem psalmu jest słowo alleluja. Ono ma wyrażać radość. I znów, jak tydzień temu, niech każdy je wypowie lub zaśpiewa najradośniej jak potrafi. Potem ja przeczytam zwrotkę psalmu i znów w ten sposób, wszyscy razem, ale każdy na swój sposób, wyrazimy radość tym jednym słowem.
Ps 118 (117), (2-4.) 22-24. (25-27a)
Alleluja!
Kamień odrzucony przez budujących †
stał się kamieniem węgielnym. *
Stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach.
Oto dzień, który Pan uczynił, *
radujmy się nim i weselmy.
Alleluja!
Kto jest tym kamieniem, odrzuconym, a potem najważniejszym, fundamentem?

Św. Piotr mówił jednoznacznie, że był nim Chrystus. I właśnie dlatego każdy, kto trwa w jedności z Jezusem, też może być takim kamieniem. Doznać odrzucenia i zlekceważenia, a potem mocą Bożą stać się fundamentem, podporą dla innych. To będzie dzień, który Pan uczyni, dzień radości i wesela.

Drugie czytanie pochodzi Apokalipsy św. Jana Apostoła. Co to jest apokalipsa?

Apokalipsa to opis tego, co ma się stać, przyszłości, a dokładniej czasów ostatecznych, końca świata. Potocznie mówi się tak o czymś, co ma jakoś przypominać koniec znanego świata, tego co jest, czy jakąś wielką katastrofę. Słowo to jednak pochodzi od greckiego słowa od-słonięcie, apo-kalipsis, które rozpoczynało tę księgę Nowego Testamentu: odsłonięcie, czyli „Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał Mu Bóg, aby ukazać swym sługom, co musi stać się niebawem, a On wysławszy swojego anioła oznajmił przez niego za pomocą znaków słudze swojemu Janowi”. (Ap 1, 1)
Ap 1, (9-12a.) 12b-13. 17-18 (19)
Czytanie z Apokalipsy Świętego Jana Apostoła
Ujrzałem siedem złotych świeczników i pośród świeczników kogoś podobnego do Syna Człowieczego, przyobleczonego w szatę do stóp i przepasanego na piersiach złotym pasem.
Kiedy Go ujrzałem, do stóp Jego padłem jak martwy, a On położył na mnie prawą rękę, mówiąc: «Przestań się lękać! Ja jestem Pierwszy i Ostatni, i Żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani».
Oto słowo Boże

J 20, 19-31
Słowa z Ewangelii według Świętego Jana
Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.
A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».
Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!»
Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę».
A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym».
Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: «Pan mój i Bóg mój!»
Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».
I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.
Oto słowo Pańskie
Pozostawmy na razie historię apostoła Tomasza, który nie chciał uwierzyć, dopóki nie zobaczy Chrystusa, bo w pierwszych zdaniach tej Ewangelii jest coś zupełnie niezwykłego, jeśli zestawimy to ze słowami z Apokalipsy.
Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani – Bóg po to posłał swego Syna na świat, aby on zbawił człowieka przez swoją mękę i zmartwychwstanie, przez Swoje zwycięstwo nad śmiercią. Jezus tego dokonał i ma klucze śmierci i życia, sam jest życiem i daje życie. A po zmartwychwstaniu mówi do apostołów tak: Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Czyżby Jezus dał swoim uczniom klucze śmierci i życia? Co powiedział zaraz potem?

Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».
Oczywiście ani apostołowie, a nikt inny poza samym Bogiem nie ma władzy nad śmiercią, nie może zbawić. Dzięki Duchowi Świętemu może jednak nieść innym życie i zbawienie. Chrystus wylał swoją krew, jak słyszymy w najważniejszym momencie mszy św., na odpuszczenie grzechów – a tu władzę odpuszczenia grzechów ten sam Jezus powierza apostołom. I uświadamia im, że jeśli tego nie uczynią, to te grzechy w człowieku zatrzymają. Że mają nieść Boże zbawienie, życie, zmartwychwstanie z grzechów: komu je zaniosą, ten je otrzyma, komu nie zaniosą, będzie pozbawiony tego daru.
To niezwykłe zadanie, ta niesamowita odpowiedzialność spoczywa przede wszystkim na następcach apostołów, na biskupach, następnie na kapłanach, ale nie tylko – na każdym uczniu Chrystusa! Na mnie, na tobie, na każdej i każdym z nas.
Bóg może wszystko. Jeżeli ja zawiodę i nie poniosę Go dalej, to może objawić się komuś sam, jak apostołowi Tomaszowi. Jeżeli ja nie uwierzę temu, że ktoś mi przynosi Chrystusa, to może on sam objawi mi się bezpośrednio. Może tak będzie, a może nie, tego nie wiemy. Na pewno wiemy to, że wzywa nas do wiary w świadectwo tych, którzy Go spotkali, i do niesienia Jego zbawienia ludziom wokół nas.
W inny sposób niż biskup i kapłani, ale każdy z nas jest szafarzem Bożego miłosierdzia. Klucze śmierci i życia, zbawienie – one nie są nasze, nikt z nas zbawić nie może, ale jesteśmy posłani, aby to zbawienie nieść. Ludzie czekają na nas, żebyśmy je przynieśli, żebyśmy go nie zatrzymali.

Monti
Posty: 394
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Monti » 28 kwie 2019, 21:19

Dwa razy słyszymy w dzisiejszej Ewangelii słowa: "Pokój wam". Myślę, że wielu z nas jest dziś zalęknionych tak jak apostołowie i bardzo potrzebuje pokoju, który przynosi Zmartwychwstały.

Co do św. Tomasza, słyszałem dziś o interpretacji jego przydomka (Didymos to po polsku bliźniak), że ze swoimi wątpliwościami i niewiarą jest bliźniaczo podobny do każdego z nas.

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 29 kwie 2019, 22:27

Monti, dla zalęknionych jeszcze mocniejszy może być obraz z Apokalipsy:
On położył na mnie prawą rękę, mówiąc: «Przestań się lękać! Ja jestem Pierwszy i Ostatni, i Żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani».
https://brewiarz.pl/iv_19/2904p/czyt.php3
1 J 1, 5 – 2, 2
Najmilsi:
Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.
Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki.
Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata.
Ps 103 (102), 1-2. 3-4. 8-9. 13-14. 17-18
Błogosław, duszo moja, Pana, *
i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana, *
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach.
On odpuszcza wszystkie twoje winy *
i leczy wszystkie choroby,
On twoje życie ratuje od zguby, *
obdarza cię łaską i zmiłowaniem.
Miłosierny jest Pan i łaskawy, *
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
Nie zapamiętuje się w sporze, *
nie płonie gniewem na wieki.
Jak ojciec lituje się nad dziećmi, *
tak Pan się lituje nad tymi, którzy się Go boją.
Wie On, z czegośmy powstali, *
pamięta, że jesteśmy prochem.
Łaska zaś Boga jest wieczna dla Jego wyznawców, *
a Jego sprawiedliwość nad ich potomstwem,
nad wszystkimi, którzy strzegą Jego przymierza *
i pamiętają, by spełniać Jego przykazania.
Mt 11, 25-30
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.
Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie».
Bóg jest światłością. Jest miłością. Jest dobrem, świętością, prawdą, życiem. Jest po prostu Bogiem. Bycie z Nim to współuczestnictwo – w światłości, w miłości, w Nim samym. Więcej – to jest współuczestnictwo z innymi, z Kościołem, z ciałem Chrystusa. Sam Bóg nam mówi, że mamy udział w Nim, i jednocześnie przypomina, że jesteśmy grzeszni, że jesteśmy prochem, że jesteśmy obciążeni grzechem i zanurzeni w świecie. Przypomina to po to, żebyśmy nie grzeszyli, żebyśmy pamiętali o Jego dobrodziejstwach, żebyśmy zwrócili się do Niego. On odpuszcza wszystkie nasze winy i leczy wszystkie choroby, On nasze życie ratuje od zguby, obdarza nas łaską i zmiłowaniem. Lituje się jak ojciec nad swymi dziećmi – jako Ojciec nad Swymi dziećmi. Obdarza zbawieniem. Obmywa w Swojej krwi. Zaprasza: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. W cichości i pokorze na wzór Chrystusa rozluźnią się kajdany zniewolenia, uwiązanie w grzesznym świecie, obciążenie stanie lekkie, a jarzmo słodkie – pokochamy własne ograniczenia.
Nie wyrwiemy się jeszcze z ziemi, grzeszności, doczesności, bólu, głupoty – ale jednocześnie cały ciężar tego świata stanie się lekki i zanurzymy się jednocześnie w Nim, będziemy chodzić w światłości, współuczestnicząc w Nim. W pokorze i cichości, w łączności z Chrystusem, możemy unosić się tak wciąż jeszcze blisko ziemi, ale już trochę w niebie.

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 30 kwie 2019, 22:17

https://brewiarz.pl/iv_19/3004/czyt.php3
Dz 1, 3-8
Po swojej męce Jezus dał Apostołom wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca.
Mówił: «Słyszeliście o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym».
Zapytywali Go zebrani: «Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?» Odpowiedział im: «Nie wasza to rzecz znać czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi».
Ps 126 (125), 1-2ab. 2cd-3. 4-5. 6
Gdy Pan odmienił los Syjonu, *
wydawało się nam, że śnimy.
Usta nasze były pełne śmiechu, *
a język śpiewał z radości.
Mówiono wtedy między poganami: *
«Wielkie rzeczy im Pan uczynił».
Pan uczynił nam wielkie rzeczy *
i ogarnęła nas radość.
Odmień znowu nasz los, Panie, *
jak odmieniasz strumienie na Południu.
Ci, którzy we łzach sieją, *
żąć będą w radości.
Idą i płaczą *
niosąc ziarno na zasiew,
lecz powrócą z radością, *
niosąc swoje snopy.
Flp 1, 20c-30
Bracia:
Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć.
Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele to bardziej dla was konieczne. A ufny w to, wiem, że pozostanę, i to pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości w wierze, aby rosła wasza duma w Chrystusie przeze mnie, przez moją ponowną obecność u was.
Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym ja, czy to gdy przybędę i ujrzę was, czy też będąc z daleka, mógł usłyszeć o was, że trwacie mocno w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się zastraszyć przeciwnikom. To właśnie dla nich jest zapowiedzią zagłady, a dla was zbawienia, i to przez Boga. Wam bowiem z łaski dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć, skoro toczycie tę samą walkę, jaką u mnie widzieliście, a o jakiej u mnie teraz słyszycie.
J 12, 24-26
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.
Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.
A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec».
W dniu święta męczennika, św. Wojciecha, czytania liturgiczne ukazują radość cierpienia i umierania. Św. Paweł mówi wprost: wam bowiem z łaski dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć. Dziwna to łaska, niepojęta, jakby nieludzka. Chcielibyśmy czegoś innego. Jezus nam mówi o darze Ducha Świętego, a my pytamy o królestwo tu na ziemi. On mówi, że przyjdzie do nas obietnica Ojca – a ja pytam, czy odbuduje moje małżeństwo. Tak, jakby od tego coś zależało, jakbym od tego miał uzależniać moje postępowanie, moją relację z Nim. Odpowiedź Jezusa jest twarda: nie twoja to rzecz znać czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, nie dopytuj się o przyszłość, nic ci do tego, to nie jest ci potrzebne. Ważne jest co innego: gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami. Mam iść i siać ziarno. Mam sam być ziarnem. Siać siebie w ziemię, choć płacz będzie dławić, mam paść w ziemię i obumrzeć, obumierać z każdym krokiem i iść dalej. Tęsknię już za przejściem na drugą stronę i mam trwać tutaj, aby dawać się innym. Odnaleźć w tym łaskę, bo On będzie ze mną. Jeśli chcę Mu służyć, mam iść za Nim, a gdzie On jest, tam mam być i ja, Jego sługa. I ze mną będzie Jego obietnica, Duch Święty. Obietnica niezłomna, że to ziarno przyniesie plon obfity. Będzie mi się wydawać, że śnię, moje usta będą pełne śmiechu, a język zaśpiewa z radości. Czy to dopiero wtedy, gdy już wejdę do domu Ojca, czy może wcześniej? To nie moja rzecz, znać czasy chwile: moją rzeczą jest umieć uradować się już teraz obietnicą.

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 01 maja 2019, 10:10

https://brewiarz.pl/v_19/0105p/czyt.php3
Dz 5, 17-26
Arcykapłan i wszyscy jego zwolennicy, należący do stronnictwa saduceuszów, pełni zawiści, zatrzymali apostołów i wtrącili ich do publicznego więzienia.
Ale w nocy anioł Pański otworzył bramy więzienia i wyprowadziwszy ich, powiedział: «Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa o tym życiu!» Usłuchawszy tego, weszli o świcie do świątyni i nauczali.
Tymczasem arcykapłan i jego stronnicy zwołali Sanhedryn i całą starszyznę synów Izraela. Posłali do więzienia, aby ich przyprowadzono. Lecz kiedy słudzy przyszli, nie znaleźli ich w więzieniu. Powrócili więc i oznajmili: «Znaleźliśmy więzienie bardzo starannie zamknięte i strażników stojących przed drzwiami. Po otwarciu jednak nie znaleźliśmy wewnątrz nikogo».
Kiedy dowódca straży świątynnej i arcykapłani usłyszeli te słowa, nie mogli pojąć, co się z tamtymi stało. Wtem nadszedł ktoś i oznajmił im: «Ci ludzie, których wtrąciliście do więzienia, znajdują się w świątyni i nauczają lud». Wtedy dowódca straży poszedł ze sługami i przyprowadził ich, ale bez użycia siły, bo obawiali się ludu, by ich samych nie ukamienował.
Ps 34 (33), 2-3. 4-5. 6-7. 8-9
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, *
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem, *
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.
Wysławiajcie razem ze mną Pana, *
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał *
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.
Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością, *
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał, *
i uwolnił od wszelkiego ucisku.
Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych, *
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry, *
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.
J 3, 16-21
Jezus powiedział do Nikodema:
«Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.
A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu».
Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił: kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. Został potępiony – przez kogo, skoro nie przez Boga? Następny akapit wyjaśnia, na czym polega sąd. Bóg nie dał ciemności potępienia, lecz światło – a ludzie odrzucili ten uniewinniający, zbawczy wyrok, bo złe były ich uczynki. Na czym jednak polegało zło tych uczynków? Przecież wszyscy jesteśmy grzeszni, św. Jan w czytanym niedawno w liturgii liście mocno to podkreślał: jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy (1 J 1, 8). Czym w takim razie różnią się ci, którzy spełniają wymagania prawdy od tych, którzy źle czynią?
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał, i uwolnił od wszelkiego ucisku. Ten biedak to niekoniecznie ubogi w sensie materialnym. Grzesznik uciśnięty ciężarem własnego grzechu. Zawołał Pana, wezwał światło, zbliżył się do światła, bo uznał nie tylko swoją grzeszność, ale też bezsilność wobec niej, swoją biedę i słabość, swoją nędzę. W ten sposób spełnił wymagania prawdy. Stanął w prawdzie wobec siebie samego, uświadomił sobie, jak bardzo jest uciśnięty, dotknął swojego dna. To bolesne doświadczenie zaowocowało wołaniem, krzykiem do Pana. Pan usłyszał i dał Syna swego Jednorodzonego, posłał Go na mękę i śmierć, aby tego biedaka – mnie – wybawić od tego ucisku, aby mnie zbawić. To wybawienie może przyjąć formę wypuszczenia z więzienia, przyniesienia ulgi w konkretnej, doczesnej potrzebie, jak w opisanym dziś przypadku uwolnienia apostołów. W następnym rozdziale Dziejów Apostolskich czytamy o ukamienowaniu św. Szczepana: jego Pan nie wyrwał z rąk oprawców. To więzienie odbieram przede wszystkim jako metaforę ukazującą moje wewnętrzne zniewolenie. Siedziałem zamknięty, a Pan posłał swego anioła i po prostu mnie uwolnił, powierzając mi głoszenie słowa o tym życiu. Spojrzałem na Niego i rozpromieniłem się radością, zakosztowałem wolności i czystości, jakiej nie znałem w całym dorosłym życiu. Jestem gotów o tym mówić i oblicze moje nie płonie wstydem. Przeciwnie, dusza moja się chlubi – ale nie sobą, lecz Panem, tym, który mnie zbawił.
Mogłem to odrzucić. Mogłem trwać w kłamstwie, w roli ofiary, usprawiedliwiając swoją grzeszność, uznawać, że w sumie jestem w porządku, że Bóg mnie skrzywdził. To by był wyrok potępienia. Wydany przeze mnie samego przez odrzucenie światła, prawdy, zbawienia, wszystkich łask, jakie ono niesie. Potępienie już teraz, a nie dopiero w dniu sądu.

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 02 maja 2019, 10:02

https://brewiarz.pl/v_19/0205p/czyt.php3
Dz 5, 27-33
Gdy słudzy przyprowadzili apostołów, stawili ich przed Sanhedrynem, a arcykapłan zapytał: «Surowo wam zakazaliśmy nauczać w to imię, a oto napełniliście Jeruzalem waszą nauką i chcecie ściągnąć na nas odpowiedzialność za krew tego Człowieka?»
«Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi – odpowiedział Piotr, a także apostołowie. Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego wy straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go na miejscu po prawicy swojej jako Władcę i Zbawiciela, aby zapewnić Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni».
Gdy to usłyszeli, wpadli w gniew i chcieli ich zabić.
Ps 34 (33), 2 i 9. 17-18. 19-20
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, *
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry, *
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.
Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym, *
by pamięć o nich wymazać z ziemi.
Pan słyszy wołających o pomoc *
i ratuje ich od wszelkiej udręki.
Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu, *
ocala upadłych na duchu.
Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy, *
ale Pan go ze wszystkich wybawia.
J 3, 31-36
Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkim, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba przychodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny.
Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a bez miary udziela mu Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży nad nim wisi.
Świadectwa Jego nikt nie przyjmuje – czytając te słowa mam wrażenie, że spotykam je po raz pierwszy. Zawsze dotąd prześlizgiwałem się nad nimi tak, że w ogóle nie dotarła do mnie ich treść. I widzę w nich teraz nieco inne przesłanie niż w konstatacji o grzeszności każdego z nas. Grzech jest czymś, co podejmujemy, jakąś decyzją i działaniem, czymś, co narasta. Natomiast przyjęcie Jego świadectwa to coś, co powinienem mieć, co powinienem zrobić, a nie robię. Jakiś brak, który mogę stopniowo wypełniać otwierając się na Jego przesłanie. To przesłanie pochodzi w wysoka i przekracza, wszystko, co ziemskie. Ja jestem na ziemi, należę do ziemi i dlatego nie jestem w stanie w pełni otworzyć się na to Słowo.
Kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a bez miary udziela mu Ducha. Czy Bóg mnie posłał? Czy mówię słowa Boże? Wydaje mi się, że tak. Jestem posłany – czyli mam jakoś iść od Boga – i zarazem powołany, mam iść przeznaczoną tylko dla mnie drogą ku Niemu. I mówię słowa Boże, choćby czytając Pismo w czasie liturgii. Mówię te słowa, przekazuję, ale one nie są moje. Moje są ziemskie: one nie do końca istnieją, nie mają trwałej wartości. Mogę jednak mówić także Słowo, to, które na początku było u Boga i było Bogiem (J 1, 1) – bo Bóg udziela mi Ducha. Czyni to na tyle, na ile jestem Mu posłuszny, a w zasadzie ten dar może zaowocować na tyle, na ile pójdę za nim. Bóg daje mi Ducha bez miary, daje więcej, niż jestem w stanie przyjąć. Daje tyle, że mógłby mnie wypełnić, gdybym zrobił Mu miejsce, gdybym nie trzymał się kurczowo tego, co moje własne, ziemskie, egoistyczne i ulotne.
Aby powiedzieć coś sensownego, powinienem więc zamilknąć, aby zrobić miejsce Słowu. Mówić, ale nie od siebie, nie sobą, tylko pozwolić Mu mówić przeze mnie. Mówić tak, żeby nie przesłonić Słowa gadaniem, nie zagłuszać go sobą. Kiedyś, kiedy stanę z Nim twarzą w twarz, poznam, na ile pisząc tutaj zasłaniałem Słowo, a na ile Bóg je przeze mnie odsłaniał. Pomóż mi Boże dawać siebie – tu i wszędzie – tak, żeby w tym było jak najmniej mnie, a jak najwięcej Ciebie.

Ukasz
Posty: 1191
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 04 maja 2019, 21:30

https://brewiarz.pl/v_19/0405p/czyt.php3
J 6, 16-21
Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi, zaczęli się przeprawiać przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wichru.
Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się». Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.
Pozornie jest to historia pewnego zdarzenia, opowiedziana w sposób bardzo racjonalny, pełna detali i spójna. Mamy rozsądną przyczynę podróży, punkt startowy i docelowy, szacowaną odległość, czas, warunki atmosferyczne. Tyle, że uczniowie płynęli w łodzi przez wielkie, wzburzone jezioro, a Jezus... jeszcze do nich nie przyszedł. Oni sobie płynęli, a On miał do nich przyjść.
Ten szczegół zachęca do innego spojrzenia na ten obraz: nie jak na relację z jakiegoś epizodu, lecz coś w rodzaju przypowieści, a na pewno metaforę. Zapewne wszystkie te szczegóły, odnoszące się na pierwszy rzut oka do realiów, mają to drugie znaczenie. Dla mnie czytelne są tylko niektóre.
Jezioro Galilejskie ma w najszerszym miejscu około 10 km szerokości. 25-30 stadiów to 5 km. Co więcej, apostołowie przeprawiali się z jakiegoś miejsca położonego za jeziorem (J 6, 1), czyli na wschód od niego, do Kafarnaum, położonego na północno-zachodnim krańcu i zarazem przy owym najszerszym miejscu. Była to więc zapewne trasa prowadząca przez sam środek, jedyne miejsce, gdzie nawet za dnia brzeg stawał się cienką kreską. To jednak nie był dzień, zapadły już ciemności, a wody były wzburzone. Uczniów zewsząd otaczał groźny żywioł. Brzeg, od którego odbili był już bardzo daleko, a ten drugi jeszcze bardzo daleko, poza zasięgiem wzroku.
Czas szczęścia zaczyna się już zacierać w pamięci, a upragnionego ukojenia wciąż nie widać. Jezus obiecał, że zawsze będzie ze mną, ale teraz jakby Go nie było. Zamiast Jego jasnej postaci widzę wokół grozę. Ciemność napiera na mnie ze wszystkich stron...
A kiedy wreszcie Jezus przychodzi – a w zasadzie kiedy wreszcie Go widzimy – to doznajemy lęku zamiast radości, bo Go nie poznajemy. On właśnie miał przyjść, a my jesteśmy zaskoczeni. Niby wiedzieliśmy, że on jest Panem wszechświata i może chodzić po wzburzonych falach, ale wyobrażaliśmy sobie to wszystko jakoś inaczej. Jego też.
Gdy wreszcie rozpoznajemy, cały ten żywioł i trud nagle jest za nami. Bo nie chodziło o podróż do Kafarnaum, tylko o spotkanie z Nim, ale jakoś o tym zapomnieliśmy walcząc z falami.
I nawet to spóźnione rozpoznanie Mistrza nie jest naszym dziełem. On objawia się przez Swoje słowo. Te wypowiedziane w tej perykopie - To Ja jestem, nie bójcie się – przywołują inne, słyszane niedawno w liturgii, z Apokalipsy: przestań się lękać! Jam jest Pierwszy i Ostatni i żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani (Ap 1, 17b-18). Takich słów potrzebuję, gdy wzburzona ciemność opadnie mnie ze wszystkich stron na mojej chybotliwej łodzi.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość