Wstyd przed przyznaniem się do rozwodu

Wiedza, która może pomóc, gdy boli dusza...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 2322
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wstyd przed przyznaniem się do rozwodu

Post autor: Ruta » 20 wrz 2022, 20:24

Caliope pisze:
19 wrz 2022, 20:31
Nirwanna pisze:
19 wrz 2022, 19:45
Caliope pisze:
19 wrz 2022, 17:45
niektóre wstydy można przerobić, innych nie da się i tyle.
Może ludzką siłą nie, ale po to można i warto zwrócić się do Boga.
I robić to, do czego On zaprasza.
„Wyciągnij rękę!”. Łk 6, 6-11 https://jezuici.pl/2016/09/wyciagnij-reke/
Byle się chciało chcieć.


Caliope, ja się wycofuję. Na ten moment mam wrażenie, że szukasz powodu, aby nic nie zmienić.
Ok. Masz do tego pełne prawo.
Ufam, że kiedyś wejdziesz na etap szukania sposobu :-)
Na to nie widzę spektakularnego sposobu, po prostu nie piję i nie wdaje się w dyskusje na ten temat z ludźmi. Wstyd ogarnia tylko wtedy kiedy temat jest drążony, a ja o tym nie lubię rozmawiać i nie muszę rozmawiać. To jest mój sposób na ten wstyd, trzymać w sekrecie :)
Caliope, ale przecież taki wstyd jest niszczący. Ja miałam inny wstyd i dokąd żyłam w strachu, że "się wyda", przed oceną, dotąd był we mnie ogrom bólu, lęku. Miałam też trudności w relacjach. Chciałam bliskosci, ale tak naprawdę sama jej unikałam, izolowalam się, miałam też nadmierne oczekiwania co do bliskosci od innych. Poza bliskoscią szukalam ukojenia dla bólu i wstydu, którego nie moglam ukoic, bo zrobiłam to wszystko, czego doświadczylam moją tajemnicą. To mnie zamykało i izolowało.

Ale uporanie się ze wstydem wcale nie oznacza, że trzeba każdemu opowiadać swoją historię. Mamy prawo chronić prywatność. Teraz już wiem, że czym innym jest trzymać sekret, a czym innym chronić prywatność. Z początku tej różnicy nie czułam i narażałam się na odrzucenie. Myslalam, że trzeba powiedziec wszystkim, jesli już jestem gotowa powiedziec sobie i Bogu. Madre osoby mnie wtedy przed moja niewiedzą ochronily.

Moze to też po częsci twoje doswiadczenie? Ze gdy zaczęłas mówic o sobie i swojej przeszlosci otwarcie, ponownie doswiadczylaś ocen, odrzucenia? I wszystko wrócilo? Moze nie mialaś wtedy przy sobie osoby, która by cię wspierala, prowadzila, dzielila się doswiadczeniem. A nawet zatrzymala, gdy trzeba. Ja mialam szczęscie, bo na tym etapie mialam juz Wspolnotę. I tylko dzięki temu uniknęlam takich błędów.

Ja teraz nie czuję wstydu, ale mam świadomość, ze są osoby które moglyby próbować mnie zranic lub odrzucic, poznawszy moją historię. I mam prawo przed tym się chronic. Ale też nie zyję w lęku, ze ktoś się dowie. Na 12 krokach mialam okazję doswiadczyć bycia przyjętą z moją historią przez siebie, przez drugą osobą i przez Boga.

Wiem, że masz za sobą wiele terapii, ale może warto pomyśleć o warsztacie 12 kroków? Ja jestem na ostatnich kilometrach, ale już teraz wiem, że to stała praca i za jakiś czas zacznę nowe kólko. Nasze Sycharowskie warsztaty są prowadzone z Duchem Świętym i ja tego działania doświadczam. Moja terapeutka pytała mnie, co ja robię, że mam takie skokowe postępy. No nie ja, właśnie Duch Święty, ale też pomaga wsparcie grupy, razem jest raźniej. Te Kroki to podobny program jak w AA, ale jednak inny.

Mi się dużo na Krokach porządkuje. Są też w formie on-line, dla ciebie i innych zapracowanych mam jak znalazł. Dla mnie tez, wcale to on-line w niczym nie przeszkadza, Duch Święty działa tak samo.

Monti
Posty: 1131
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wstyd przed przyznaniem się do rozwodu

Post autor: Monti » 20 wrz 2022, 20:46

Niepoprawny83 pisze:
20 wrz 2022, 10:27
Monti pisze:
20 wrz 2022, 0:21

Myślę, że Mare chciał podkreślić brak symetryzmu w podejściu do kobiet i mężczyzn (to jego cenna specjalność :) ).
Powinniśmy chyba dojść do takiego stanu, w którym nie przejmujemy się (zanadto) opinią innych i mamy w miarę trzeźwe pojęcie o własnej odpowiedzialności za różne sytuacje, które nas w życiu spotkały. To jest jakiś przejaw dojrzałości.
Pewnie takie były intencje Mare, zbyt szybko się uruchomiłem.. Sam piszesz o niskim poczuciu własnej wartości i lęku przed odrzuceniem. Manipulatorki potrafią bezwzględnie to wykorzystać pompując w poczatkowym okresie męskie ego pochlebstwami, oddaniem, bombardowaniem miłością do poziomu Everestu , by następnie małymi kroczkami sprowadzić ale nie z powrotem tylko do poziomu dna i metra mułu, faceci też to robią oczywiście, jednak męskie ego jest tu wrażliwszym celem bo łatwo je skruszyć, zwłaszcza jeśli było podparte na pochlebstwach ukochanej, ale niestety nieszczerej w intencjach kobiety. Być może twoje poczucie wstydu to pokłosie takich praktyk stosowanych na Tobie, sam kiedyś pisałeś chyba, że Twoja żona nie stroniła od manipulacyjnych zachowań . Do tego panuje przekonanie, że wszystkie kobiety lubią miłych i porządnych gości, więc skoro Cię odrzuciła to wstydzisz się tego bo myślisz, ze widocznie taki nie jesteś. I to jest właśnie oparcie poczucia własnej wartości na innej, w tym wypadku być może najgorszej z możliwych osobie. Warto odnaleźć swoją wartość i można to zrobić bez 12 kroków. Trzeba to zrobić, bo inaczej walec zmian przejedzie naszą psychikę a męskość to może być ten talent z przypowieści, który trzeba wykorzystać. Ja sobie wszystko przemyślałem i nawet besztanie przez teściową i próba manipulacją poczuciem własnej wartości spełzła na niczym. Tak więc da się. Jakie owoce wyda moja hardość zobaczymy, być może gilotyna już leci, ale znudziło mi się bycie chłopcem do bicia, zwłaszcza, ze patrzą na to synowie. A jestem doskonałym przykładem osobnika z nabytą bezradnością. Tak więc dojrzyj swoją wartość i nie patrz na innych. Wiadomo, kochaj żonę, ale moim zdaniem lepiej z dystansu, albo przyjrzyj się dobrze czy czasami nie trzyma Cię dalej w swej mocy.
Tak było zawsze w moim życiu, że afirmacja przez kobietę, zwłaszcza w początkowej fazie relacji, bardzo podbudowywała moje poczucie wartości. Pewnie jest to jakoś uzasadnione biologicznie - wydzielają się endorfiny i ogólnie bardzo poprawia się samopoczucie. Natomiast jak prawie każdy z nas popełniłem (a może nawet popełniałem kilkukrotnie) błąd ubożkowienia drugiej osoby. To zawsze jest droga donikąd, z perspektywy wiary można to uznać za sprzeczne z I przykazaniem. Jak zauważasz, tym bardziej jest to destrukcyjne, jeśli ta ubożkowiona osoba ma skłonność do manipulacji. Jako że u mnie tak właśnie było, wyszedłem z kryzysu wbity w ziemię. Weterani forum pamiętają moje wpisy z tamtego okresu. Zacząłem budować siebie na nowo i dziś już jestem w innym miejscu, ale ciągle wracają stare schematy myślenia i lęki. Dziś już chyba nie tyle żona trzyma mnie w swojej mocy, ile właśnie te nieprzerobione jeszcze problemy. Teraz zaczynam zastanawiać się też nad tym, na ile mechanizmy związane z syndromem DDA miały wpływ na wybór tej konkretnej kobiety na żonę, a następnie na przebieg małżeństwa.
"Szukaj pokoju, idź za nim" (Ps 34, 15)

Sefie
Posty: 449
Rejestracja: 23 paź 2021, 23:01
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wstyd przed przyznaniem się do rozwodu

Post autor: Sefie » 20 wrz 2022, 21:11

Monti pisze:
20 wrz 2022, 20:46
Teraz zaczynam zastanawiać się też nad tym, na ile mechanizmy związane z syndromem DDA miały wpływ na wybór tej konkretnej kobiety na żonę, a następnie na przebieg małżeństwa.
Tej konkretnej osoby? Niewielki. Przypadek.

Osoby o tych konkretnie cechach, które szukałeś z uwagi na dysfunkcje? Zasadniczy.

Równie dobrze mogła to być inna panna z podobnymi cechami, zestawem cech, jedne lepiej uwypuklone, inne bardziej skryte. Oczywiście do tego dochodzą względy wizualne no nie ma co sie czarować :D

Wielokrotnie na forum polecałem:

Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców

Dorosłe dzieci prawnie lub emocjonalnie rozwiedzionych rodziców

Jeśli tematyka DDD Cię zainteresuje to warto zacząć od tych pozycji. Oczywiście jest tego dużo więcej ale treść książek lubi się powtarzać.

Co do wpływu genów na losy potomstwa polecam:

Nie zaczęło się od ciebie. Jak dziedziczona trauma wpływa na to, kim jesteśmy i jak zakończyć ten proces

Ksiażka powołuje się na naukowe badania w kwestii dziedziczenia cech, skłonności, czy wpływu rodzinnych traum na dorosłe życie nawet nienarodzonych jeszcze dzieci.
Miłości bez krzyża nie znajdziecie, a krzyża bez miłości nie uniesiecie.
Jan Paweł II

Caliope
Posty: 2647
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wstyd przed przyznaniem się do rozwodu

Post autor: Caliope » 21 wrz 2022, 0:47

Ruta pisze:
20 wrz 2022, 20:24
Caliope pisze:
19 wrz 2022, 20:31
Nirwanna pisze:
19 wrz 2022, 19:45

Może ludzką siłą nie, ale po to można i warto zwrócić się do Boga.
I robić to, do czego On zaprasza.
„Wyciągnij rękę!”. Łk 6, 6-11 https://jezuici.pl/2016/09/wyciagnij-reke/
Byle się chciało chcieć.


Caliope, ja się wycofuję. Na ten moment mam wrażenie, że szukasz powodu, aby nic nie zmienić.
Ok. Masz do tego pełne prawo.
Ufam, że kiedyś wejdziesz na etap szukania sposobu :-)
Na to nie widzę spektakularnego sposobu, po prostu nie piję i nie wdaje się w dyskusje na ten temat z ludźmi. Wstyd ogarnia tylko wtedy kiedy temat jest drążony, a ja o tym nie lubię rozmawiać i nie muszę rozmawiać. To jest mój sposób na ten wstyd, trzymać w sekrecie :)
Caliope, ale przecież taki wstyd jest niszczący. Ja miałam inny wstyd i dokąd żyłam w strachu, że "się wyda", przed oceną, dotąd był we mnie ogrom bólu, lęku. Miałam też trudności w relacjach. Chciałam bliskosci, ale tak naprawdę sama jej unikałam, izolowalam się, miałam też nadmierne oczekiwania co do bliskosci od innych. Poza bliskoscią szukalam ukojenia dla bólu i wstydu, którego nie moglam ukoic, bo zrobiłam to wszystko, czego doświadczylam moją tajemnicą. To mnie zamykało i izolowało.

Ale uporanie się ze wstydem wcale nie oznacza, że trzeba każdemu opowiadać swoją historię. Mamy prawo chronić prywatność. Teraz już wiem, że czym innym jest trzymać sekret, a czym innym chronić prywatność. Z początku tej różnicy nie czułam i narażałam się na odrzucenie. Myslalam, że trzeba powiedziec wszystkim, jesli już jestem gotowa powiedziec sobie i Bogu. Madre osoby mnie wtedy przed moja niewiedzą ochronily.

Moze to też po częsci twoje doswiadczenie? Ze gdy zaczęłas mówic o sobie i swojej przeszlosci otwarcie, ponownie doswiadczylaś ocen, odrzucenia? I wszystko wrócilo? Moze nie mialaś wtedy przy sobie osoby, która by cię wspierala, prowadzila, dzielila się doswiadczeniem. A nawet zatrzymala, gdy trzeba. Ja mialam szczęscie, bo na tym etapie mialam juz Wspolnotę. I tylko dzięki temu uniknęlam takich błędów.

Ja teraz nie czuję wstydu, ale mam świadomość, ze są osoby które moglyby próbować mnie zranic lub odrzucic, poznawszy moją historię. I mam prawo przed tym się chronic. Ale też nie zyję w lęku, ze ktoś się dowie. Na 12 krokach mialam okazję doswiadczyć bycia przyjętą z moją historią przez siebie, przez drugą osobą i przez Boga.

Wiem, że masz za sobą wiele terapii, ale może warto pomyśleć o warsztacie 12 kroków? Ja jestem na ostatnich kilometrach, ale już teraz wiem, że to stała praca i za jakiś czas zacznę nowe kólko. Nasze Sycharowskie warsztaty są prowadzone z Duchem Świętym i ja tego działania doświadczam. Moja terapeutka pytała mnie, co ja robię, że mam takie skokowe postępy. No nie ja, właśnie Duch Święty, ale też pomaga wsparcie grupy, razem jest raźniej. Te Kroki to podobny program jak w AA, ale jednak inny.

Mi się dużo na Krokach porządkuje. Są też w formie on-line, dla ciebie i innych zapracowanych mam jak znalazł. Dla mnie tez, wcale to on-line w niczym nie przeszkadza, Duch Święty działa tak samo.
Ja się nie boję odrzucenia, ja je przyjmuję razem ze wstydem,tutaj na tym forum, mogę otwarcie pisać, że jestem trzeźwą alkoholiczką, ale nie w realnym życiu. Jak było mi zawsze smutno, że nikt mnie nigdzie nie zaprasza,czy to urodziny, czy święta czy inne uroczystości, bo wie z jakiego powodu nie piję.Z tym też jestem i byłam zawsze sama,odrzucona, bo występuje kult alkoholowy i prawie nikt z mojego otoczenia nie potrafi bawić się bez picia. Wstydzę się, bo ludzie mnie odrzucają, nowi też to zrobią jak nie umówię się z nimi na piwo, nie raz tego doświadczyłam. Nawet swego czasu, długo przed mężem jak ktoś chciał się zbliżyć, prosto z mostu mówiłam, ze mam problem z alkoholem i już nikogo nie było, telefon milczał.Ludzie nie lubią trzeźwych alkoholików, bo są alkoholikami i zawsze nimi będą i zawsze ze mną będzie wstyd i pokora, że jeden fałszywy ruch i tracę siebie i wszystko to co zbudowałam do tej pory. Starczy jeden kieliszek i wracam do picia, a więc czasem wstyd jest dobry, bo nie pozwala popłynąć, wstydzę się picia, więc nie piję i żyję w miarę normalnie, bez ludzi którym kiedyś będę musiała coś o sobie powiedzieć. Rany idą w parze z odrzuceniem, dlatego bycie samemu nie jest złe.

Caliope
Posty: 2647
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wstyd przed przyznaniem się do rozwodu

Post autor: Caliope » 21 wrz 2022, 1:15

Monti pisze:
20 wrz 2022, 20:46
Teraz zaczynam zastanawiać się też nad tym, na ile mechanizmy związane z syndromem DDA miały wpływ na wybór tej konkretnej kobiety na żonę, a następnie na przebieg małżeństwa.
Bardzo dużo zależy od mechanizmów nabytych w rodzinie pierwotnej jako DDA. Ja szukałam osoby która będzie podobna do mnie, będzie ze mną rozmawiać na temat pijącego rodzica, że będziemy razem się wspierać w naszych krzywdach z dzieciństwa, bedzie też DDA.
Tylko nie wyszło, bo ja byłam koziołek ofiarny, a mąż za to ćwiczył na mnie nadkontrolę, bo tak mamy DDA, wchodzimy w role i pozwalamy przekraczać granice, nadkontrolę ma rola bohatera, który wszystko ogarnia.Rzadko człowiek znajduje podobnego do siebie , a często się te role wymienia z małżonkiem. Spotykam uległego, miłego, uczynnego, a po latach okazuje się przemocowcem, a gdzie ten miły miś? Szuka napięć, by się pokłócić, bo w domu nie było spokoju i jest do tego przyzwyczajony.Uległy znajduje osobę zołzowatą, bo każdy na niego krzyczał i teraz uważa, że to normalne i można przekraczać jego granice.

burza
Posty: 485
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wstyd przed przyznaniem się do rozwodu

Post autor: burza » 22 wrz 2022, 11:41

I ja postanowiłam wypowiedzieć się w tym wątku jestem w trakcie pozwu rozwodego, który trwa 4 lata . Już brak sił i brak jakichkolwiek relacji niestety ze strony męża bo tak zdecydował i dąży do tego rozwodu .Rozwódka bardzo źle mi się kojarzy ,więc dla mnie będzie wielka porażka moje zakończone małżeństwo. I to nie będzie powód dumy.Niestety na pewne sprawy nie do końca mam wpływ i strasznie się buntowałam . Już odpuszczam bo jawnie dąży do tego i szkoda mi czasu i życia i zdrowia walczyć w sądach ,więc już odpuszczam ale formalnie. Natomiast wierzę w sakrament i nie mam zamiaru wchodzić w jakieś relacje poza moim mężem ale to nigdy nie nastąpi, bo widze mąż teraz dopiero,żyje pełnią życia a rodzina jego jest bardzo happy z tego nowego życia ich syna

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość