Narcyzm

Wiedza, która może pomóc, gdy boli dusza...

Moderator: Moderatorzy

Nino
Posty: 1256
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: Nino » 10 sie 2022, 0:21

Nie wiem, kiedy to pisałam. Teraz jest sierpień 2022 i od kilku miesięcy mamy silną odwilż. Spod mojego narcyza wychynął... fajny facet, który chce ze mną być, mimo że łatwo nie jest. Pospadały na nas w tym zejściu różne problemy i borykamy się z trudnościami, ale....jesteśmy razem :)
Przede wszystkim dwa lata temu mąż wprowadził się z powrotem do domu. Długo go nie było. Ponad rok. Nie zeszliśmy się wtedy, ja często i na długo wyjeżdżałam do pracy zagranicę, ale....zaczął się między nami dialog. Po chwilowej poprawie, znowu tąpnęło. To było latem zeszłego roku. Mąż ponownie się zamroził i... wyniósł z domu. Na szczęście do córki. Dojeżdżał od niej do pracy, a do mnie, do domu, przyjeżdżał na weekendy. Nie byliśmy w stanie spędzac ze soba wiecej czasu. Za duzo bylo zranien i roznych emocji.
Odradzalismy sie jako para bardzo powoli. Bardzo. Ja caly czas bylam mocno skupiona na swoich sprawach, ale minimalizowalam wyjazdy zagranice. Stopniowo zmienialam prace, powolutku, naprawde powoli odradzaly sie wiezi miedzy naszą czwórką. Suma drobnych zdarzen i decyzji, ktore na powrot zblizaly nas do siebie.
Dopiero od kilku miesiecy czuje, ze maz mentalnie jest ponownie przy mnie i chce tego.
Doradzalabym zaniechanie wyprowadzek! Wywalania sie z domu! Wytrzymac razem pod jednym dachem nawet jak jest bardzo kiepsko ( no chyba ze jest ewidentna patola i przemoc ). Mnie bardzo pomagala wtedy praca za granicą. Wentylowalam sie wtedy, nabieralam sil i dystansu, polegalam na sobie. Niesamowicie cieszylam sie, kiedy maz przytachał z powrotem swoje rzeczy do naszego garazu i zaraz wyjechałam do pracy, bo chyba bysmy zjedli sie wtedy.
A i tak dwie wielkie walizy rozpakowal dopiero po roku... Duzo by pisac ;)

Sarah
Posty: 277
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: Sarah » 10 sie 2022, 12:26

Nino, a czy to nie jest po prostu taki "taniec" z narcyzem: przyciąganie i odpychanie, rozstania i słodkie powroty, wycofanie i miodowe miesiące?

Nino
Posty: 1256
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: Nino » 10 sie 2022, 17:42

My nie mamy słodkiego powrotu, ani miodowego miesiąca. Toczy się pewien proces, który trudno opisać w jednym poście.
Jestem w krokach. Oddalam mezowi wolnosc do samodecydowania, a jednoczesnie te trzy lata temu zdecydowalam, ze pozostane jego zoną, w czasie, kiedy mnie najboleśniej odepchnął.
Tak, realizowalismy pewien dans macabre. Niektóre układy udało mi sie odkodowac. Z niektorych wyrwac. Byc moze, ze w niektore wciąż powracam.... Małżeństwo trwające 30 lat to jednak pewna tajemnica.. Komus z boku nie uda sie go objąc i zglebic. Mnie trudno.....Bog zna prawde o nas.
Teraz ciesze sie, ze odrodzilismy sie jako rodzina. Ze jestem z mezem. Ale nie objadam się miodem ;)

s zona
Posty: 2997
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: s zona » 11 sie 2022, 17:19

Nino,
Bogu dzieki za dobre wiesci . Dobrze sie czyta,ze " jednak da sie " .. Mimo trudu sklejania, to lepsze wino czeka ..
I uratowane Relacje Rodzinne .... Bezcenne ...
Chwala Panu :)

ps osobiscie mysle,ze to zasluga Krokow,ze inaczej patrzymy najpierw na swoje winy/uchybienia a dopiero potem psioczymy na wspolmalzonka...Pogody Ducha Nieustajacej :)

Nino
Posty: 1256
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: Nino » 12 sie 2022, 9:22

Dziękuję, dobrze to nazwałaś: " trud sklejania". I pamiętam Twoje żarliwe modlitwy za mnie..W czasie, gdy było najgorzej, kiedy rozwód wisiał na włosku, a mój małżeński dans macabre osiągał szczyty wirtuozerii! Nic, tylko wybrać się z mężem do Mam Talent, aby zaprezentować zdumionemu jury, jak po mistrzowsku można się ranić i kąsać. I ile w tym mieć inwencji!
Tak, i " uratowane relacje rodzinne ". To też lepiej ujęłaś, bo ja napisałam, że cieszę się, iż moja rodzina się odrodziła, a ona właściwie to dopiero się odradza, zaliczając, jak to w życiu, tąpnięcia po drodze. Myślę, że pewnym przełomem dla naszej czwórki, kiedy poczułam, że każdy tam na swój sposób przełamał niechęć i złość, otworzył się, nabrał minimum zaufania: było zeszłoroczne Boże Narodzenie. Zorganizowałam je i pieczołowicie przygotowałam w mieszkaniu córki. Wiedzialam, ze dzieci nie czują sie zupelnie na silach, aby przyjezdzac do rodzicow na swieta jakby nigdy nic. Ja tez tego nie czulam. U corki bylismy tylko my: rodzice i nasze dzieci. Mozna powiedziec: na neutralnym gruncie. Przeżylismy wtedy niezwykłe chwile...pojednania....
I żeby nie schrzanić teraz tego, co zostało uratowane!! Uzmysławiam sobie, co nie działało i dlaczego i jak mogę inaczej? Kroki są w tym bardzo pomocne, ponieważ ciągle nakierowują uwagę na mnie samą. Na obszar, w którym mogę sprzątać, działać, przemeblowywać, a jestem kobietą czynu ;) Nie robić tego za drugiego i w jego imieniu. Ja jeszcze nie skonczylam Krokow, ale chetnie przeszlabym je ponownie. Moze wtedy z wiekszą uważnością, a z mniejszymi emocjami ;)
Tobie też PD :) z serca dziękuję :)

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 3068
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Narcyzm

Post autor: ozeasz » 14 sie 2022, 6:37

Nino pisze:
12 sie 2022, 9:22
Dziękuję, dobrze to nazwałaś: " trud sklejania". I pamiętam Twoje żarliwe modlitwy za mnie..W czasie, gdy było najgorzej, kiedy rozwód wisiał na włosku, a mój małżeński dans macabre osiągał szczyty wirtuozerii! Nic, tylko wybrać się z mężem do Mam Talent, aby zaprezentować zdumionemu jury, jak po mistrzowsku można się ranić i kąsać. I ile w tym mieć inwencji!
Tak, i " uratowane relacje rodzinne ". To też lepiej ujęłaś, bo ja napisałam, że cieszę się, iż moja rodzina się odrodziła, a ona właściwie to dopiero się odradza, zaliczając, jak to w życiu, tąpnięcia po drodze. Myślę, że pewnym przełomem dla naszej czwórki, kiedy poczułam, że każdy tam na swój sposób przełamał niechęć i złość, otworzył się, nabrał minimum zaufania: było zeszłoroczne Boże Narodzenie. Zorganizowałam je i pieczołowicie przygotowałam w mieszkaniu córki. Wiedzialam, ze dzieci nie czują sie zupelnie na silach, aby przyjezdzac do rodzicow na swieta jakby nigdy nic. Ja tez tego nie czulam. U corki bylismy tylko my: rodzice i nasze dzieci. Mozna powiedziec: na neutralnym gruncie. Przeżylismy wtedy niezwykłe chwile...pojednania....
I żeby nie schrzanić teraz tego, co zostało uratowane!! Uzmysławiam sobie, co nie działało i dlaczego i jak mogę inaczej? Kroki są w tym bardzo pomocne, ponieważ ciągle nakierowują uwagę na mnie samą. Na obszar, w którym mogę sprzątać, działać, przemeblowywać, a jestem kobietą czynu ;) Nie robić tego za drugiego i w jego imieniu. Ja jeszcze nie skonczylam Krokow, ale chetnie przeszlabym je ponownie. Moze wtedy z wiekszą uważnością, a z mniejszymi emocjami ;)
Tobie też PD :) z serca dziękuję :)
Mając doświadczenie kilkunastu lat rozłąki i różnych jej etapów oraz będąc tu na tym forum mam świadomość (pewnie niewielką) jak łatwo kogoś wbić w jakąś etykietę.

To "klapki" które sami sobie nakładamy stawiając się jeszcze przy tym wyżej niż osoba którą się ocenia.

W dzisiejszych czasach jest moda na diagnozowanie, nazywanie i w wielu sytuacjach to może być pomocne dla nas samych, aby pojąć inność innych, ale jeśli to ma być jakaś szufladka to tak naprawdę myślę że ona opisuje naszą, moją słabość jako człowieka, ucznia Chrystusa nie tego ocenianego.

Taka moja refleksja na temat wątku.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Nino
Posty: 1256
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: Nino » 16 sie 2022, 23:05

Kiedy podejrzewałam męża o okazały narcyzm, faktycznie był u progu depresji (jeśli nie już).
To wielkie szczęście, żeśmy się znowu nie rozpadli...Dopomogły "szczęśliwe zbiegi okoliczności" i odciąganie uwagi od męża na mnie samą w Krokach. Kiedy miałam spadek formy zeszłego lata i znowu po prostu serdecznie dość, zaczęły ocieplać się stosunki między ojcem a dziećmi. To z ich inicjatywy urządziliśmy mu 50-tkę, a niedługo potem były moje urodziny i pojechaliśmy w czwórkę na termy...(taki prezent sobie wymyśliłam).
Potem wyjechałam, ale pozostałam z mężem w kontakcie. Nie wyjechałam na długo. Czułam, że te wyjazdy przestają mi/nam służyć, ale odegrały ważną rolę.
Piszę o tym, bo gdy oglądam się za siebie, widzę drogę, którą przechodzimy.
Jedną z rzeczy, którą odpuściłam, było stawianie się w roli psychologa męża i jego diagnostyka. Teraz, kiedy między nami jest nieźle widzę, że największe wrażenie robią na mężu zmiany, których dokonuję we własnym życiu. Że potrafiłam wyjść ze strefy komfortu i zawalczyć o siebie, otwierając nieoczekiwanie nowe perspektywy.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość