Początek świadomego procesu umierania

Wiedza, która może pomóc, gdy boli dusza...

Moderator: Moderatorzy

Pantop
Posty: 887
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: Pantop » 10 mar 2018, 1:14

Do: Mirakulum

I to może być najbliższe zracjonalizowania takich działań.

Dziękuję Mirakulum.
(głos każdego jest cenny) :idea:

helenast
Posty: 1436
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: helenast » 10 mar 2018, 6:01

Pantop pisze:
09 mar 2018, 21:46
Do: helenast

Niefajne uczucia to m.in. wewnętrzne rozdarcie, że od jakiegoś czasu będąc sam, robię gest dobrej woli wystawiając się na EWENTUALNY strzał w serce podane na tacy.


Czy rozważałeś to, że w momencie dawania przyjmujesz od razu postawę roszczeniową ? bo skąd by się wzięły takie uczucia w Tobie?
Dajesz z własnej woli i chęci - dajesz - zapominasz - nie oczekujesz nic w zamian - nie rozmyślasz co ona z tym zrobiła i jak przyjęła - tak powinno być, wtedy nie boli.

marylka
Posty: 291
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: marylka » 10 mar 2018, 9:17

Pantop pisze:
24 lut 2018, 17:02
Jest sobota.

Jak dobrze uświadomić sobie swoją własną naiwność.
Jakimż imbecylem byłem wierząc w to, że tu na ziemi może być fajnie, że można sobie poukładać życie i być szczęśliwym.
Kochająca żona, mąż , dzieci, dom, rodzina, praca.
Moje wyobrażenie szczęścia zaliczyło trafienie bezpośrednie z moździerza rzeczywistości.
Aż chce się żyć - po drugiej stronie! :lol: :lol:
Hejka.
Miałam dokładnie tak jak Ty!!!
Wszystkie uczucia i emocje targały mną tak samo a jako że jestem kobietą myślę, że siła rażenia była kilkunastokrotnie większa!!!
Odnośnie Walentynek i innych......no cóż...nie byłam w stanie zdobyć się na żadnego nawet neutralnego sms-a do męża. Za każdym razem jak przyjeżdżał do dzieci i był z nimi -było ok. Jednak potem jak coś próbował ze mną rozmawiać -wylatywał z domu.

Bardzo chciało mi się żyć jak piszesz -po drugiej stronie. Czułam, że umarłam za życia.
Jednak zostały ze mną przestraszone i zdezorientowane dzieci i przyzwoitość oraz odpowiedzialność za dane życie a nade wszystko -bezgraniczna ich miłość kazały mi coś ze sobą zrobić!
Trafiłam na to forum, zbiliżyłam się do Boga, który wepchnął mnie na program 12 kroków. Poznałam Prawdziwych Przyjaciół.
I dziś....po dwóch latach mogę napisać, że " zanim w popiół się zmienię-chcę być Wielkim Płomieniem!!"
Żeby za dość prawom autorskim uczynić śłowa zaczerpnięte z piosenki Edyty Górniak;)
Podsumowując - jesteś na dobrej drodze Pantop i życzę Ci przebycia podobnej drogi -mega trudnej okupionej łzami i cierpieniem, ale jednocześnie pięknej. Z dobrymi Prowadzącymi, którzy są cali dla Ciebie.
3m się:)

Pantop
Posty: 887
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: Pantop » 10 mar 2018, 11:16

Do: helenast
Czy rozważałeś to, że w momencie dawania przyjmujesz od razu postawę roszczeniową ? bo skąd by się wzięły takie uczucia w Tobie?
Opowiem Ci skąd.
W takcie najbliższej kłótni z mężem (oczywiście nie życzę ale takie jest życie), kiedy poziom emocjonalnej udręki sięgnie u Ciebie zenitu - to weź i wykonaj wtedy taki gest dobrej woli wobec rozjuszonego równie jak ty męża.
Będziesz wtedy miała dwie sposobności:
1 - zobaczysz jak mniej więcej się wtedy czuję ja
2 - będziesz mogła w praktyce przetestować teorię opisanej przez Ciebie postawy (no, żeby ta postawa nie była roszczeniowa etc - tylko taka dobra, właściwa, ludzka)

Mnie się to nie udaje.

Pantop
Posty: 887
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: Pantop » 10 mar 2018, 11:24

Do: marylka

Witaj
Podsumowując - jesteś na dobrej drodze Pantop i życzę Ci przebycia podobnej drogi -mega trudnej okupionej łzami i cierpieniem, ale jednocześnie pięknej. Z dobrymi Prowadzącymi, którzy są cali dla Ciebie.
3m się:)
Dzięki.
Będę się o3wiście starał :mrgreen:
W tym miejscu przychodzą mi słowa apostoła:
,,nie toczymy walki przeciw ciału i krwi/../,,
Powiem tak - może nie powinniśmy toczyć takowej, ale ja na tym poziomie utkwiłem i sobie walczę.
Z ciałem i krwią.

Nic nie boli tak jak życie - Budka Suflera

helenast
Posty: 1436
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: helenast » 10 mar 2018, 13:57

Pantop pisze:
10 mar 2018, 11:16
Do: helenast
Czy rozważałeś to, że w momencie dawania przyjmujesz od razu postawę roszczeniową ? bo skąd by się wzięły takie uczucia w Tobie?
Opowiem Ci skąd.
W takcie najbliższej kłótni z mężem (oczywiście nie życzę ale takie jest życie), kiedy poziom emocjonalnej udręki sięgnie u Ciebie zenitu - to weź i wykonaj wtedy taki gest dobrej woli wobec rozjuszonego równie jak ty męża.
Będziesz wtedy miała dwie sposobności:
1 - zobaczysz jak mniej więcej się wtedy czuję ja
2 - będziesz mogła w praktyce przetestować teorię opisanej przez Ciebie postawy (no, żeby ta postawa nie była roszczeniowa etc - tylko taka dobra, właściwa, ludzka)

Mnie się to nie udaje.
Powiem tak : Byłam kiedyś bardzo roszczeniową osobą, choć wydawało mi się ,że nie. Poznałam prawdę o sobie samej gdy przechodziłam kroki. Praca w tym programie zmieniła mnie o 180 st. Przemieniła i uzdrowiła moje podejście do roszczeń.
I wiesz, naprawdę da się. Wymaga to sporej i bardzo ciężkiej pracy, ale naprawdę jest to możliwe. Powiem Ci więcej, uważam,że większość nieporozumień , kłótni, awantur miało genezę w mojej złej postawie. Bo oczekiwałam , bo mnie się należy , bo ma być tak jak ja chcę, tak jak sobie obmyśliłam, bo skoro ja daję to i Ty powinieneś dać/oddać, bo ...bo ... itd.
Możesz mi uwierzyć , lub nie, ale od ponad 3 lat nie pokłóciliśmy się ani razu. Pozbycie się oczekiwań czyli tzw,,zapłaty,, spowodowało,że dawanie stało się lepsze od brania i sprawia mi ogromną frajdę.
Dlatego każdemu proponuję rozważenie przejścia programu 12 kroków. To działa.

marylka
Posty: 291
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: marylka » 10 mar 2018, 17:03

Pantop pisze:
10 mar 2018, 11:24
Do: marylka

Będę się o3wiście starał :mrgreen:
W tym miejscu przychodzą mi słowa apostoła:
,,nie toczymy walki przeciw ciału i krwi/../,,
Powiem tak - może nie powinniśmy toczyć takowej, ale ja na tym poziomie utkwiłem i sobie walczę.
Z ciałem i krwią.
Jasne. Rozstania często porównywane są do śmierci kogoś bliskiego. Trzeba przeżyć w związku z tym żałobę. Myślę, że o takim stanie piszesz powyżej. I to jest stan pożądany -nie zagłuszasz go tylko przeżywasz. Po burzy przychodzi słońce ;)
Chcę tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz: w swoim żalu i opłakiwaniu swojej sytuacji można się "rozsiąść". Znam osobiście gościa, którego poznałam trzy lata temu. Wtedy nie rozumiał dlaczego go żona zdradziła. Wspominał wszystko co złe. Po trzech latach -nadal te same pytania zadaje. Dla mnie jest to swojego rodzaju masochizm -bo ile można?
Trzeba iść dalej. Z żoną czy bez. Nie wszystko od nas zależy, nie na wszystko mamy wpływ i jak się z tym pogodzimy - myślę że staniemy się spokojniejsi. Myślę, że ważne też jest, żeby samemu przed sobą przyznać - może powinienem wysłać do niej sms-a ale na dzień dzisiejszy -nie potrafię!
I to też jest OK. Na wszystko przyjdzie czas;)
Dobrej niedzieli;)

zenia1780
Posty: 1468
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: zenia1780 » 11 mar 2018, 8:57

helenast pisze:
10 mar 2018, 13:57
Możesz mi uwierzyć , lub nie, ale od ponad 3 lat nie pokłóciliśmy się ani razu. Pozbycie się oczekiwań czyli tzw,,zapłaty,, spowodowało,że dawanie stało się lepsze od brania i sprawia mi ogromną frajdę.
helenast, podobne doświadczenia mam. Czytając ten wpis Pantopa, o ew. kłótnie zastanawiałam się kiedy ostatni raz się z mężem kłóciłam i.... nie pamiętam :cry: Od momentu, kiedy pozwoliłam mu w sobie nie tylko nie spełniać moich oczekiwań, a do tego jeszcze tylko i wyłącznie w sposób przeze mnie wymyślony, nie mam powodów się kłócić i zarzucać mu, że czegoś względem mnie nie zrobił, a co najważniejsze nie doświadczam już takich stanów jak poziom emocjonalnej udręki sięgający zenitu. Za co jestem ogromnie Bogu wdzięczna, zwłaszcza, że wciągnął mnie niemalże za włosy na kroki ;) .
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Pavel
Posty: 1312
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: Pavel » 11 mar 2018, 11:40

zenia1780 pisze:
11 mar 2018, 8:57
helenast pisze:
10 mar 2018, 13:57
Możesz mi uwierzyć , lub nie, ale od ponad 3 lat nie pokłóciliśmy się ani razu. Pozbycie się oczekiwań czyli tzw,,zapłaty,, spowodowało,że dawanie stało się lepsze od brania i sprawia mi ogromną frajdę.
helenast, podobne doświadczenia mam. Czytając ten wpis Pantopa, o ew. kłótnie zastanawiałam sie kiedy ostatni raz się z mężem kłóciłam i.... nie pamiętam :cry: Od momentu, kiedy pozwoliłam mu w sobie nie tylko nie spełniać moich oczekiwań, a do tego jeszcze tylko i wyłącznie w sposób przeze mnie wymyślony, nie mam powodów się kłócić i zarzucać mu, że czegoś względem mnie nie zrobił, a co najważniejsze nie doświadczam już takich stanów jak poziom emocjonalnej udręki sięgający zenitu. Za co jestem ogromnie Bogu wdzięczna, zwłaszcza, że wciągnął mnie niemalże za włosy na kroki ;) .
Podobne są i moje doświadczenia, były takie zanim jeszcze zacząłem pracować nad sobą w programie 12 kroków (które niewątpliwie wynoszą uczestników na jeszcze wyższy poziom).
Na forum przeczytałem kiedyś, że nie da kłócić się w pojedynkę.
Ja w kłótniach postanowiłem nie uczestniczyć.
W związku z tym mam czasem co najwyżej emocjonalny prysznic/wodospad od żony. Dla mnie za każdym razem to doskonała lekcja cierpliwości, panowania nad sobą ;) i obserwowania jak działa to "cudo" u kobiety-żony :)

Pantopie, to co pisała helenast o oczekiwaniach i postawie roszczeniowej, radziłbym porządnie przemyśleć i rozważyć.
Również takową postawę miałem i wiem z własnego doświadczenia, że warto ją zmienić.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Pantop
Posty: 887
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: Pantop » 11 mar 2018, 13:47

Do: helenast
Możesz mi uwierzyć , lub nie, ale od ponad 3 lat nie pokłóciliśmy się ani razu. Pozbycie się oczekiwań czyli tzw,,zapłaty,, spowodowało,że dawanie stało się lepsze od brania i sprawia mi ogromną frajdę.
Dlatego każdemu proponuję rozważenie przejścia programu 12 kroków. To działa.
Musiałbym cały Twój wpis skopiować.
Pozwoliłem sobie na zwłokę z odpowiedzią, by pewne treści mogły wniknąć głębiej.
Zgadzam się.
Ostatecznie potrzeba jest zmiana sposobu postrzegania (zmiana osobistego oprogramowania) aby zacząć poruszać się do przodu.
Bez tego zawsze znajdę 100 powodów u siebie i 1000 powodów u innych, do rzeczy - najogólniej rzecz ujmując - niepotrzebnych.

Pantop
Posty: 887
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: Pantop » 11 mar 2018, 13:54

Do: marylka
marylka pisze:Chcę tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz: w swoim żalu i opłakiwaniu swojej sytuacji można się "rozsiąść".
No właśnie się rozsiadłem od 8 lat!
marylka pisze:Trzeba iść dalej. Z żoną czy bez. Nie wszystko od nas zależy, nie na wszystko mamy wpływ i jak się z tym pogodzimy - myślę że staniemy się spokojniejsi.
O - a tu zaczynają się schody.
Ostre trzepanie swoich własnych poglądów, przekonań - wyrzucanie niedziałających, trzymanie ciążących ale niezbędnych - a to zaledwie początek - słowem: masakra dawnej postawy :cry: :cry: :cry:

Pantop
Posty: 887
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: Pantop » 11 mar 2018, 13:58

Do: Pavel

Może i ja wezmę kiedyś udział w drodze 12 kroków.
Któż to wie.
Cenna Twa uwaga o tym, że nie da się kłócić w pojedynkę - dobre :twisted:

Filemon
Posty: 24
Rejestracja: 12 kwie 2017, 18:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: Filemon » 11 mar 2018, 19:47

Pantop pisze:
11 mar 2018, 13:58
Do: Pavel

Może i ja wezmę kiedyś udział w drodze 12 kroków.
Któż to wie.
Pantop, no, teraz to rozbiłeś bank... :D

Pantop
Posty: 887
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: Pantop » 11 mar 2018, 20:14

Do: Filemon

To się okaże czy dostąpię tej łaski.

zenia1780
Posty: 1468
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Początek świadomego procesu umierania

Post autor: zenia1780 » 11 mar 2018, 20:59

Pantop pisze:
11 mar 2018, 20:14

To się okaże czy dostąpię tej łaski.
Łaska buduje na naturze, jak napisał św Tomasz z Akwinu.
Zrobiłeś już jakiś krok w tym kierunku?
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość