Pomocowość forum

Masz problem lub uwagi do działania forum - napisz tutaj

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9079
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Pomocowość forum

Post autor: Nirwanna » 02 wrz 2020, 6:38

mare1966 pisze:
01 wrz 2020, 22:27
Już raz tak było , jak Ewa Adasiem zarządzała .
Powtarza się to do dziś od początku, od tamtego zdarzenia. A odpowiedzialność (tradycyjnie - po sycharowsku ;-) ) spoczywa na obu stronach. Inaczej mówiąc - jakkolwiek Ewa Adasiem zarządzała, to Adaś dał sobą zarządzić.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

mare1966
Posty: 1359
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Pomocowość forum

Post autor: mare1966 » 02 wrz 2020, 10:39

Tak Nirwanno , ale jak Adaś zabiera głos
i nie daje sobą zarządzać
to się mu ten głos odbiera
bo przecież racja jest po Waszej stronie .
I dlatego facet ma dwa wyjścia :
- siedzieć cicho
- opuścić miejsce
Powyższe dotyczy tak forum jak i małżeństwa niestety .
A co by nie mówić , to jednak mężczyzna ma być "pasterzem" swego stada .
Większość pań tego dziś nie uznaje , nawet w formie light .
Za firmę odpowiada głównie dyrektor , ten kto rządzi .
A tu prezeska Ewa ma pretensje do podwładnego , że firma upada .

Tak nawiasem jest to odwieczny dylemat .
Jak utrzymać spójność ( małżeństwa , organizacji , państwa , kościoła itd. )
bez monopolu na wszechwiedzę .
Z reguły średnio to się udaje .

s zona
Posty: 2803
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Pomocowość forum

Post autor: s zona » 02 wrz 2020, 14:04

Nirwanna pisze:
02 wrz 2020, 6:38
mare1966 pisze:
01 wrz 2020, 22:27
Już raz tak było , jak Ewa Adasiem zarządzała .
Powtarza się to do dziś od początku, od tamtego zdarzenia. A odpowiedzialność (tradycyjnie - po sycharowsku ;-) ) spoczywa na obu stronach. Inaczej mówiąc - jakkolwiek Ewa Adasiem zarządzała, to Adaś dał sobą zarządzić.
i chowal sie za plecami Ewy ...."to nie ja,to ona ".... ;)

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9079
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Pomocowość forum

Post autor: Nirwanna » 02 wrz 2020, 19:34

mare1966 pisze:
02 wrz 2020, 10:39
Tak Nirwanno , ale jak Adaś zabiera głos
i nie daje sobą zarządzać
to się mu ten głos odbiera
bo przecież racja jest po Waszej stronie .
I dlatego facet ma dwa wyjścia :
- siedzieć cicho
- opuścić miejsce
Powyższe dotyczy tak forum jak i małżeństwa niestety .
...
.....
Jak utrzymać spójność ( małżeństwa , organizacji , państwa , kościoła itd. )
bez monopolu na wszechwiedzę .
Z reguły średnio to się udaje .
Jest jeszcze trzecie wyjście ;-) Odpuścić sobie przekonanie o własnej wszechwiedzy ;-) zmieniać siebie, swój sposób rozumienia świata, może czasem wyciągnąć jakieś wnioski...?
Taki np. Jacek Pulikowski (mężczyzna bądź co bądź) sporo pisze o rzeczach, których warto, aby mężczyzna uczył się od płci przeciwnej. Ku dobru wspólnemu oczywiście.
Wtedy przestaje obowiązywać reguła "średnio się udaje".
I tak we wspólnocie jak i na forum zdarzają się panowie, którzy wyskoczyli ponad owo "średnio-udawanie-się".
Poznać ich można po co najmniej jednej cesze.
Nie malkontencą ;-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

mare1966
Posty: 1359
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Pomocowość forum

Post autor: mare1966 » 02 wrz 2020, 21:16

I jak dajesz do zrozumienia to "trzecie wyjście" dotyczy mężczyzn ,
bo to oni powinni się "uczyć od płci przeciwnej" .
Niestety takie przekonanie wśród pań staje się coraz bardziej powszechne .

A może warto jak sama piszesz "odpuścić sobie przekonanie o własnej wszechwiedzy"
i trochę chociaż posłuchać co ci panowie piszą , bo może mają przynajmniej trochę racji ?
Ja tylko widzę , że uciekają z forum kolejne osoby , ostatnio dwóch panów , ale i panie .

Oczywiście , to nie dotyczy wyłącznie ciebie Nirwanno , a nawet nie przede wszystkim .
Tym niemniej takie "betonowe postawy" na forum są widoczne moim zdaniem .

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9079
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Pomocowość forum

Post autor: Nirwanna » 02 wrz 2020, 21:36

mare1966 pisze:
02 wrz 2020, 21:16
I jak dajesz do zrozumienia to "trzecie wyjście" dotyczy mężczyzn
Ależ nie ja. Ty zacząłeś:
mare1966 pisze:
02 wrz 2020, 10:39
I dlatego facet ma dwa wyjścia :


mare1966 pisze:
02 wrz 2020, 21:16
Tym niemniej takie "betonowe postawy" na forum są widoczne moim zdaniem .
Mnie to nie dziwi. Jesteśmy w końcu wspólnotą trudnych (!) małżeństw.
Natomiast moderacja nieustająco i na bieżąco się zastanawia, jak rozmontowywać "betonowe postawy", również i przede wszystkim te osobiste wewnętrzne. Z zachętą do podobnej postawy każdego forumowicza.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Caliope
Posty: 449
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Pomocowość forum

Post autor: Caliope » 02 wrz 2020, 23:55

Nirwanna pisze:
02 wrz 2020, 19:34
mare1966 pisze:
02 wrz 2020, 10:39
Tak Nirwanno , ale jak Adaś zabiera głos
i nie daje sobą zarządzać
to się mu ten głos odbiera
bo przecież racja jest po Waszej stronie .
I dlatego facet ma dwa wyjścia :
- siedzieć cicho
- opuścić miejsce
Powyższe dotyczy tak forum jak i małżeństwa niestety .
...
.....
Jak utrzymać spójność ( małżeństwa , organizacji , państwa , kościoła itd. )
bez monopolu na wszechwiedzę .
Z reguły średnio to się udaje .
Jest jeszcze trzecie wyjście ;-) Odpuścić sobie przekonanie o własnej wszechwiedzy ;-) zmieniać siebie, swój sposób rozumienia świata, może czasem wyciągnąć jakieś wnioski...?
Taki np. Jacek Pulikowski (mężczyzna bądź co bądź) sporo pisze o rzeczach, których warto, aby mężczyzna uczył się od płci przeciwnej. Ku dobru wspólnemu oczywiście.
Wtedy przestaje obowiązywać reguła "średnio się udaje".
I tak we wspólnocie jak i na forum zdarzają się panowie, którzy wyskoczyli ponad owo "średnio-udawanie-się".
Poznać ich można po co najmniej jednej cesze.
Nie malkontencą ;-)
Jest jeszcze wyjście zacząć być panem w domu i rozstawiać pionki, co było u mnie i się nie sprawdziło. Z tego wyjść jest najtrudniej, bo nikt za Free nie oddaje władzy, a powrót do po równo nie zawsze się udaje lub to ciężka wielomiesięczna praca.

marylka
Posty: 1188
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Pomocowość forum

Post autor: marylka » 03 wrz 2020, 9:25

mare1966 pisze:
02 wrz 2020, 10:39
Tak Nirwanno , ale jak Adaś zabiera głos
i nie daje sobą zarządzać
to się mu ten głos odbiera
bo przecież racja jest po Waszej stronie .
I dlatego facet ma dwa wyjścia :
- siedzieć cicho
- opuścić miejsce
Powyższe dotyczy tak forum jak i małżeństwa niestety .
A co by nie mówić , to jednak mężczyzna ma być "pasterzem" swego stada .
Większość pań tego dziś nie uznaje , nawet w formie light .
Za firmę odpowiada głównie dyrektor , ten kto rządzi .
A tu prezeska Ewa ma pretensje do podwładnego , że firma upada .

Tak nawiasem jest to odwieczny dylemat .
Jak utrzymać spójność ( małżeństwa , organizacji , państwa , kościoła itd. )
bez monopolu na wszechwiedzę .
Z reguły średnio to się udaje .
To nie my!
To ONE!

To już było


Pozdrawiam

mare1966
Posty: 1359
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Pomocowość forum

Post autor: mare1966 » 03 wrz 2020, 12:13

Nie zawsze da się PO RÓWNO
i nie zawsze to "po równo" jest najlepsze .
Samochodu nie da się prowadzić jednocześnie .
W danej chwili kręci kierownicą kierowca .
Zasadniczo najlepiej się sprawdza podział ról i obowiązków
według płci , możliwości i zdolności indywidualnych .

"Panowanie" mężczyzn skończyło się jakieś 80 lat temu , po wojnie .
Od dawna "cofają się" na wszystkich "frontach" walki o władzę .
Kobiety są "za silne" , a mężczyźni "za słabi" .
Wiele razy to pisałem , nic odkrywczego .
Oczywiście - w tym poście się nie zagłębiam w szczegóły .
Chodzi o przyjęcie pewnego faktu , na poziomie ogólności .

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9079
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Pomocowość forum

Post autor: Nirwanna » 03 wrz 2020, 21:23

Ok, mare, przyjmuję, że taki masz ogląd rzeczywistości.
Jednak aby za daleko nie odjechać od tematu wątku (Pomocowość forum), proponuję, aby w tym miejscu postawić kropkę.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

mare1966
Posty: 1359
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: mare1966 » 07 paź 2020, 11:01

Ruta pisze:
06 paź 2020, 22:48



Oczywiście, że utożsamiam się z osobami, które mają podobne przeżycia do moich. Natomiast czy mam "silny emocjonalny stosunek"? Nie. To, że częsciowo rozumiem postawę i potrzeby osoby w podobnej do mnie sytuacji nie oznacza silnego emocjonalnego stosunku. Czy mój stosunek jest emocjonalny? Tak. Obejmuje zresztą wiele emocji, empatię, chęć wsparcia, wysłuchania, podziw. Nie ukrywam tych emocji, piszę o nich otwarcie.
Natomiast, czy utożsamiam się z rolą ofiary przemocy? Nie.

( wytłuściłem sprzeczności )
Ruto , sama sobie przeczysz .
Najpierw nie , potem tak dwa zdania dalej .

Ruta pisze:
06 paź 2020, 22:48

Na przykład teraz martwi mnie i niepokoi, że w twoich wypowiedziach w tym wątku nie zawarłeś żadnego osobistego doświadczenia, którym chciałbyś się z autorką wątku i pozostałymi forumowiczami podzielić.


Napiszę może obrazowo .
Zawodowy terapeuta nie powinien ( wręcz nie może ) wiązać się emocjonalnie z osobą , której chce pomóc .
Nie skupia się na własnej osobie i swoich jednostkowych doświadczeniach z życia osobistego
tylko na wiedzy którą nabył w drodze edukacji .
Tym bardziej nie utożsamia się z osobą "pacjenta" , bo musi ogarnąć istotę KONFLIKTU ,
problem obu stron i ewentualnie starać się pomóc w sposób odpowiedzialny .

Weźmy inną specjalność , lekarską .
Najpierw DIAGNOZA , wywiad - ustalenie bezsprzeczne problemu ,
ewentualna konsultacja specjalisty z innej dziedziny i na końcu jakoś plan działania .
Okazywanie współczucia pacjentowi wskazane , ale nie stanowi istoty jego roli .

Nie oczekuję po mechaniku współczucia , tylko rzeczowej naprawy .
To , że razem sobie popłaczemy niewiele mi pomoże . :lol:
Dobry mechanik nie będzie się kierował tym co się wydaje panu kierowcy
tylko sam posprawdza co faktycznie się popsuło .
Owszem - wysłucha , zada parę pytań itd.

Anorektyczka będzie np. święcie przekonana , że jest za gruba .
Czy jej emocjonalną pewność mamy przyjmować za FAKTY ?


Uważam za bardzo niebezpieczne utwierdzanie osób których nie znamy w ich przekonaniach ,
co do ICH SYTUACJI KTÓREJ NIE ZNAMY .
"Kochana , rozumiem cię .................. u mnie to samo ...... mój mąż itd. i tu już wyłącznie o sobie"
Typowy schemat "pomocowy" na tym forum a nazywany "dzieleniem się doświadczeniem" .

Ja bym to nazywał szkodnictwem w dobrej wierze , na fundamencie szlachetnych intencji .
To jest budowanie koła wzajemnej adoracji .
Owszem - pomaga , ale i zamyka na amen w poczuciu krzywdy , statusu ofiary .
Utrwala sytuację .



INTENCJONALNOŚĆ .
Prawo karne , w szczególności "Ustawa o przemocy w rodzinie"
wyraźnie definiuje czym przemoc jest i określa niezbędne warunki zaistnienia takowej .
Bez znajomości podstawowych pojęć trudno o rzeczową dyskusję .
Nie chodzi tu tylko o "karalność" owych zachowań .

Ruta pisze:
06 paź 2020, 22:48


Natomiast odbieram twoje wypowiedzi tak, że masz emocjonalny stosunek do mówienia przez kobiety o doświadczeniu przemocy - i jest w tobie skłonność do kwestionowania takich doświadczeń,


Nigdy nie kwestionuję DOŚWIADCZANIA EMOCJI .
Dopytuję , dociekam , "sprawdzam" FAKTY OBIEKTYWNE .
( o ile dana osoba chce takowe ujawniać , chce sobie pomóc , ma zaufanie , chce się podzielić tymi faktami
- tu nie ma musu )

Ruta pisze:
06 paź 2020, 22:48


Zwróciło moją uwagę, że pisząc o ofiarach przemocy, napisałeś "my" i że rola ofiary zamyka "nas" w bezpiecznej twierdzy, która czyni nas zamkniętymi i osamotnionymi.
Brawo za uwagę .
Użyłem całkiem świadomie . To pospolity zabieg socjotechniczny .
Najsłynniejsze zastosowanie :"My Naród" , albo "Wszyscy jesteśmy Berlińczykami" itp.
Lepiej jak ksiądz z "ambony" woła "my grzesznicy" niż "wy grzesznicy" . :lol:


=======================================================================================

Avys
no typowy przykład .
Zdanie nawiązania do wątku.................a dalej już "mój mąż jest też taki be" , a nawet gorsiejszy .
Cóż , widać to pomaga , czuć wspólnotę losu .
( może to taka analogia do wspólnego upijania się facetów )


Dlaczego "czepiam się" kobiet ( o to też mnie Ruta oskarża ) .
Proste - faceci takich rzeczy nie wypisują !
Nie obwiniają całej reszty za przywary własnych żon .
Emocjonalnie rozdzielają to na ZUPEŁNIE OSOBNE PUDEŁKA .
I dlatego mają większą zdolność do rozwiązywania tego typu spraw
niż "zasupłane i zaplątane w kokon własnej emocjonalności" Panie
( TU ZAZNACZĘ - NIE WSZYSTKIE !!! )
Bywają Panie nader rzeczowe i analityczne w swym myśleniu .

marylka
Posty: 1188
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: marylka » 07 paź 2020, 15:01

mare1966 pisze:
06 paź 2020, 19:01

Ruto ,
nadal same ogólniki .
Moim zdaniem utożsamiasz się niejako z autorką ( konkretnie : z rolą tj. ofiarą przemocy )
Masz silny emocjonalny stosunek do cudzych jednak sytuacji .
Mare - moge sie dowiedziec z jakiej Ty pozycji piszesz?
Eowina przyszla do nas żeby zapytac czy ktos ma doswiadczenie w kwestii Ja interesujacej


Co Ty wypisujesz jak to facet czy kobieta intryguja czy stosuja /wedlug Ciebie/ przemoc taka czy owaka

Po co to ?
Nie o to pyta autorka watku
I wyczytuje Jej zniechecenie - co mnie nie dziwi
Kobieta miala taka sytuacje i tak musiala zrobic
Wierze że wybrała mniejsze zlo bo czesto w takich sytuacjach trzeba dokonywac wyboru - miedzy zlym a gorszym.
Możesz to przyjać do wiadomosci?

Byles w sytuacji gdzie okazales sie przemocowcem lub tak Cie postrzegano?
A może czules sie ofiarą?
Może podziel sie swoim doświadczeniem - wiecej by wszystkim nam dalo niż oklepane cytaty z artykulów
Co myslisz?
Pozdrawiam

Ruta
Posty: 641
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: Ruta » 07 paź 2020, 22:03

Ewuryca pisze:
07 paź 2020, 13:47
A co jeśli dwie strony widzą tę prawdę gdzie indziej? Dlaczego zakładamy że leży tam gdzie nam się wydaje a nie tam gdzie wydaje się naszemu współmałżonkowi?
Jest coś takiego jak fakty. Ktoś się upił. Ktoś porzucił rodzinę. Ktoś coś ukradł. Ktoś kogoś pobił. Są one obserwowalne. Ktoś złożył wniosek o rozwód. Ktoś stosował przemoc. Ktoś zaniedbuje obowiązki wobec dzieci. Ktoś nie płaci alimentów. Pewne zachowania są obiektywnie naganne i obiektywnie odpowiadają za nie te osoby, które takich zachowań się dopuszczają.

Oczywiście można wdać się w dywagacje, jakie ktoś miał motywacje, czy nie był zmuszony sytuacją, czy winny nie jest ktoś inny, czy ktoś nie namówił, nie miał złego wpływu. Czy czasem nie płaci alimentów, bo jest w trudnej sytuacji. Czy nie przyłożył żonie bo go "sprowokowala". Czy nie odszedl do kochanki, bo żona była "zła". To wszystko usprawiedliwienia. Dorośli ludzie odpowiadają za to co robią.

Jak mam trudną sytuację jako rodzic, to pierwsze co robię, to zabezpieczam potrzeby dzieci, nawet kosztem swoich potrzeb. Jak mój małżonek wchodzi w kryzys lub jest trudny , to nie wdaję się w romans. Jak ktoś mnie irytuje, to go nie biję.

Jest też zaufanie. Ja Ruta mogę mieć wspaniałego męża, który samotnie wychowuje trójkę porzuconych przeze mnie dzieci, pozbawiony alimentów, podczas gdy ja z kolejnymi kochankami oddaję się rozpuście za pieniądze skradzione ze wspólnego konta. I dla rozrywki w przerwie między porannym drinkiem, południową porcją kokainy a wieczorną dyskoteką mogę tworzyć swój wątek. Powiedzmy jako formę dziwacznej rozrywki. Mogę też nękać męża hordą prawników, by pozbawić go ojcowizny, gdzie się biedak z dziećmi przede mną schronił, przygarniajac bezdomnego psa bez jednej łapki i starego porzuconego kocurka. Oczywiście po tym jak wrzuciłam go z jego własnego mieszkania oskarżając fałszywie o wieloletnią przemoc i wypuszczając ukochane papużki córeczki na mróz. Szaleć to szaleć. Dzieci do dziś nie mogą nawet odebrać ukochanych zabawek. Nawet misia...

Możemy zakwestionować wszystko i wszystkich. Każdą relację i każdą historię. Myślę jednak, że można także przyjąć czyjąś historię, tak jak ją opowiadająca osoba obecnie widzi.
Jeśli mamy wątpliwości, możemy je wyrazić bez atakowania drugiej osoby, zapytać, wskazać inny punkt widzenia, bez kwestionowania tego, co druga osoba przedstawia. Ani bez obwiniania.

Jeśli ktoś napisze: zabiłem żonę, co teraz? Wezwij chłopie pomoc, może jeszcze żyje. Długa analiza czy miał powód, czy zabił, czy tylko tak sądzi, czy to moralnie bardziej dopuszczalne niż rozwód, czy żona jednak nie widzi tej sytuacji inaczej, chyba nie ma sensu. Jest konkretna sytuacja. I konkretne rozwiązania.

Nie rozumiem dlaczego jeśli kobieta pisze: odseparowalam się od męża, bo stosował przemoc, teraz mierzę się z rozwodem - na dzień dobry zaczynają się dywagacje: czy to była dobra decyzja, czy przemoc na pewno istniała, ile jest form przemocy, że separacja to zło, czy, czy, czy. Oraz oceny. Jest konkretna sytuacja: pozew złożony przez męża.

Myślę, że takie dywagacje i oceny wiele mówią o tych, którzy je snują. I choć nie mówią wiele o tych których dotykają, potrafią dotykać bardzo mocno.

Zastanawia mnie także z jakiego powodu, gdy ktoś zglasza przemoc tu i teraz, dostaje rady: przerwij to, zdobądź dowody, kup szpiegowski dlugopis, szukaj pomocy, izoluj się. To oczywiście dobrze, ze nie ma głosów, a może przesadzasz, może chciał machnać ręka, może to nie on tylko koledzy go do tego kasyna ciągną, staraj się bardziej, zacznij lepiej gotować.
Gdy jednak ktoś pisze: poradziłam sobie z przemocą, odizolowalam się od sprawcy, jest natychmiast kwestionowana. To ta sama osoba, która kiedyś w tej przemocy była. Ta która wysłuchała dobrych rad, pokonała lęk, zawalczyla o siebie, o dzieci. Super, gratulacje. Byłaś bardzo dzielna. Doceniam cię.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9079
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Pomocowość forum

Post autor: Nirwanna » 07 paź 2020, 22:13

Część postów została przeniesiona z tego wątku: viewtopic.php?f=10&t=3599&start=15 "Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo".
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

sasanka
Posty: 172
Rejestracja: 09 sie 2017, 23:08
Płeć: Kobieta

Re: Wyprowadzenie się by ratować małżeństwo

Post autor: sasanka » 07 paź 2020, 22:55

Nadal się zgadzam z tym co napisałaś Avys w kolejnym poście .
Dążenie do prawdy to droga do Boga, który nam wskazał jak to robić . Te słowa ...po owocach poznacie... to nic innego jak szukanie prawdy w postępowaniu człowieka.
Ale mnie tutaj chodziło bardziej o to , że powinniśmy przyjmować do wiadomości fakty takimi jakimi są. I właściwie reagować.
A często wpadamy w taką pułapkę domysłów (typu dlaczego on to zrobił albo może jestem winna temu etc.) i w końcu zagubieni czekamy co będzie dalej.Nawet nie wierzymy w to co się dzieje , a fakty mówią same za siebie.
Taki przykład : mąż zdradza i mamy dowody (fakt) . I na co wtedy liczymy , że sam się ogarnie ? Wątpię. Miłość potrzebuje stanowczości jak już napisano. Reagujemy od razu , stawiamy warunek zerwania z kowalską .A nie zastanawiamy się czy on się pogubił i może czuł się niedoceniony . Na to przyjdzie czas później.I nie miejmy skrupułów żeby aby poinformować najbliższych rodzinę , znajomych , męża kowalskiej. W końcu mamy prawo bronić swojej rodziny przed rozpadem i mówić prawdę.
To wymaga odwagi i różnie może się skończyć ,że np mąż odejdzie. Ale zyskacie szacunek dla samej siebie i mniejsze cierpienie. Patrzeć jak mąż wychodzi do kowalskiej a swoją żonę traktuje okrutnie psychicznie i czasem fizycznie to chyba najgorsza opcja.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość