Pomocowość forum

Masz problem lub uwagi do działania forum - napisz tutaj

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 1883
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Pomocowość forum

Post autor: ozeasz » 03 lip 2019, 22:58

mare1966 pisze:
03 lip 2019, 19:11
Ozeaszu ,
a gdzie ja napisałem , że tylko odpowiednio wielkie cuda
mogą prowadzić do nawrócenia ?
Choćby z tych dwóch przeciwstawnych zdań poniżej
mare1966 pisze:
03 lip 2019, 12:17
Bo mimo wszystko nie było to coś powalającego .
W przeciwnym razie wszyscy by się nawrócili i uznali w Nim Boga .

Ale ok. jak pisałem wcześniej nie mam zamiaru Cię przekonywać ,po prostu czytając Ciebie odbieram inny opis Bożej obecności i działania od tego, czego sam doświadczam.

Tak to odczytuję ,moge się mylić w odbiorze oczywiście ...

Nie chcę angażować się w "przeciąganie" na argumenty ,a bardziej zależało by mi na podzieleniu się własnym odbiorem rzeczywistości, więc tu chcę się zreflektować , albowiem dyskurs zmierza w odwrotnym do zamierzonego przeze mnie kierunku co do formy …

Pozdrawiam..
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

krople rosy

Re: Pomocowość forum

Post autor: krople rosy » 19 sty 2020, 20:57

Zgodnie z sugestią Szefostwa tego forum informuję że mój poprzedni nick to krople rosy.

s zona
Posty: 2525
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Pomocowość forum

Post autor: s zona » 19 sty 2020, 23:29

krople rosy pisze:
19 sty 2020, 20:57
Zgodnie z sugestią Szefostwa tego forum informuję że mój poprzedni nick to krople rosy.
Witaj Krople Rosy,
jak milo ,ze zechcialas wrocic :D
Pogody Ducha :)

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8642
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Pomocowość forum

Post autor: Nirwanna » 20 sty 2020, 6:05

krople rosy pisze:
19 sty 2020, 20:57
Zgodnie z sugestią Szefostwa tego forum informuję że mój poprzedni nick to krople rosy.
Moderacja potwierdza, że w porozumieniu z użytkowniczką zmieniliśmy nick z "white chocolate" na "krople rosy".
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8642
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Niechęć do żony1

Post autor: Nirwanna » 31 maja 2020, 22:50

Nirwanna pisze:
31 maja 2020, 6:44
Longines pisze:
30 maja 2020, 23:32
I skąd pewność, że mój świat jest smutny albo nie Boży?

A szukanie błota zamiast złota?
Longines odpiszę Ci wieczorem, dzień mam całkiem zajęty, a nie chciałabym po łepkach.
Ok, zatem ja widzę to tak. Choć nie musisz się ze mną zgadzać, ani kupować mojego punktu widzenia. Jednak ja się podzielę swoim doświadczeniem, również tym, które obserwuję, w końcu po to jest wspólnota.

Świat nie-Boży, to taki w którym albo nie widzę, albo nie dopuszczam działania Boga, w tym - w osobie Ducha Świętego.
Ga 5, 22-23 - Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie.
Zatem tam, gdzie nie ma działania Ducha Świętego i Jego owoców, w tym radości, tam jest świat nie-Boży i smutny.

Warto przy okazji czytając Ewangelie, znaleźć słowa Jezusa i sprawdzić jak On opisywał i przeżywał świat i ludzi. On akurat widział świat jako Boży po całości, choć też widział smutek i zło, i nie zaprzeczał mu, za to przekraczał je. Istotne jest to, co przeżywał jako fundament, jako paradygmat.

Dlaczego uważam, że Twój świat taki jest, jak wzmiankowałam wcześniej. Ponieważ skupiasz się na aspektach przykrych, trudnych, niesprawiedliwych, egoistycznych, "ludzkich", jakby istniały tylko one, jakby nie istniały aspekty dobre, pozytywne, radosne. A nawet jeśli istnieją, to są w skrajnej i nieliczącej się mniejszości. To jest to szukanie błota, a nie złota.
Przykłady:
- viewtopic.php?f=10&t=3285&p=244903&hilit=kasy#p244903 - dużo o tym, że dla wielu ludzi (kobiet) liczy się głównie kasa, (Pan Jezus - "spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!»" (Mk 10, 22).
- viewtopic.php?f=10&t=3293&p=246304&hili ... zn#p246304 - o tym, że coraz więcej kobiet szuka wysokich mężczyzn (z Listu do Galatów "„Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” [Ga 3, 28])

Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie radość i pokój oraz jeszcze nadzieję, niesie skupianie się na słowach Pana Jezusa i Pisma Świętego, i na Jego sposobie interpretowania świata. Skupianie się na złu tego świata niesie smutek.
Dlatego zauważając, smutek, zło, egoizm, itp. - ja się na tym nie zatrzymuję. Szukam dalej. Idę dalej. Chrześcijanin to nie naiwniak, który zła nie widzi. To ten, co zło zauważa, ale je przekracza i przemienia w dobro, najczęściej nie swoją mocą, tylko tą z Góry.
Więc wiesz - wszystko w wolności, również sposób postrzegania świata. Wraz z konsekwencjami 8-)

Choć oczywiście mój świat też nie jest taki czysto Jezusowy. Niczyj nie jest taki, bo każdy z nas jest grzeszny. Chodzi o tendencję, dążenie.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Longines
Posty: 67
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Niechęć do żony

Post autor: Longines » 01 cze 2020, 10:40

---->Dlaczego uważam, że Twój świat taki jest, jak wzmiankowałam wcześniej. Ponieważ skupiasz się na aspektach przykrych, trudnych, niesprawiedliwych, egoistycznych, "ludzkich", jakby istniały tylko one, jakby nie istniały aspekty dobre, pozytywne, radosne. A nawet jeśli istnieją, to są w skrajnej i nieliczącej się mniejszości. To jest to szukanie błota, a nie złota.

Na tym forum poruszane są tematy trudne i bolesne. Jestem pragmatykiem i kiedy znam możliwe konsekwencje sytuacji, w jaką ktoś się pakuje- piszę o tym. Warto zauważyć przy tym, że nie ma w tym pesymizmu, bo jeśli już przed czymś ostrzegam, to od raz daję wskazowkę jak sobie z tym radzić. Nikogo nie pogrążam, nie wbijam w poczucie winy i bezradności. A to widzę na tym forum w każdym wątku.

Tak czy inaczej mój udział w dyskusjach nie definiuje mojego swiata i nie czyni go smutnym czy bezbożnym. Między nami mówiąc mam calkiem niezłe życie obecnie.

Dziwię się, że posądzanie o szukanie błota zamiast złota kierujesz w moją stronę, a nie widzisz tego np u Marylki, która w tym wątku po prostu autorem poniewiera i fiksuje się głównie na jednym, bardzo przyziemnym aspekcie.

----->
- viewtopic.php?f=10&t=3285&p=244903&hilit=kasy#p244903 - dużo o tym, że dla wielu ludzi (kobiet) liczy się głównie kasa, (Pan Jezus - "spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!»" (Mk 10, 22).

Bierzesz fragment mojej dosyć osobistej wypowiedzi i przekręcasz jego znaczenie. Nie ma nic niewłaściwego w stwierdzeniu, że dla wielu ludzi liczy się kasa. To nie jest pozytywne rzecz jasna ale tak po prostu jest. Kobieta, z którą się ożeniłem okazała się materialistką. Prosty fakt.
I nie ma nic do rzeczy. Ja zresztą materialistą nigdy nie byłem i choć jestem zamożny, nie mam wielkich potrzeb w tym zakresie.

Tak czy inaczej nie czyni to mojego swiata smutnym i bezbożnym.

----->
- viewtopic.php?f=10&t=3293&p=246304&hili ... zn#p246304 - o tym, że coraz więcej kobiet szuka wysokich mężczyzn (z Listu do Galatów "„Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” [Ga 3, 28])

Psychologia i socjologia nazywa to zjawisko hipergamią. W uwarunkowaniach jakie dzisiejszy świat stwarza, ta tendencja jest bardzo rozwinięta.
W skrócie: kobiety szukając partnera celują zawsze "wyżej", a wiec dążą do związania sie z kimś o wykształceniu wyższym niż ich, o wyzszym statusie, pozycji i zarobkach. To jest tak powszechne, że uznawane za oczywiste.
Tak samo jest z atrakcyjnością: wg badań kobiety za atrakcyjnych uznają okolo 15-20% mężczyzn z określonymi cechami (m.in. wspomniany wzrost), resztę po prostu skreślają w przedbiegach.

Ale ten fakt, ani jego świadomość nadal nie czynią mojego życia smutnym czy nie Bożym :)
Wręcz przeciwnie.

------>
Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie radość i pokój oraz jeszcze nadzieję, niesie skupianie się na słowach Pana Jezusa i Pisma Świętego, i na Jego sposobie interpretowania świata. Skupianie się na złu tego świata niesie smutek.

Mi radość sprawia moja praca, kontakt z ludzmi, samorozwój, uczenie nie nowych języków, umiejętności, podejmowanie wyzwań. Zmęczenie fizyczne po konkretnym treningu. Przed zaśnieciem takie fajne poczucie, że dzień nie byl zmarnowany, coś do przodu. A Bogu jestem za to wdzięczny.


----->
Choć oczywiście mój świat też nie jest taki czysto Jezusowy. Niczyj nie jest taki, bo każdy z nas jest grzeszny. Chodzi o tendencję, dążenie.

Wierzę w Boga i jestem wdzięczny za to co mam, codziennie widzę piękno w tym co mnie otacza.
I mam z życia sporo frajdy. Sporo jeszcze jest do zobaczenia, przeżycia i doswiadczenia.

Ty uważasz mnie za smutnego i nie Bożego, bo na świat patrzę inaczej i choć w Boga wierzę, to nie przywiązuje takiej wagi jak Ty do religijności. To w większości ludzi tutaj wywołuje nieprzyjemny zgrzyt
Nie udaję, że rzeczywistość jest inna niż jest. I korzystam z tego czasu jaki mi dano jak tylko mogę najlepiej. Święty nie jestem. I w sumie nie zamierzam. To nie dla wszytskich, na pewno nie dla mnie.
Ale nie czyni to ze mnie smutnego, ani nie Bożego.

lustro
Posty: 1153
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Niechęć do żony

Post autor: lustro » 01 cze 2020, 11:43

Nirwanna pisze:
31 maja 2020, 22:50
Nirwanna pisze:
31 maja 2020, 6:44
Longines pisze:
30 maja 2020, 23:32
I skąd pewność, że mój świat jest smutny albo nie Boży?

A szukanie błota zamiast złota?
Longines odpiszę Ci wieczorem, dzień mam całkiem zajęty, a nie chciałabym po łepkach.
Ok, zatem ja widzę to tak. Choć nie musisz się ze mną zgadzać, ani kupować mojego punktu widzenia. Jednak ja się podzielę swoim doświadczeniem, również tym, które obserwuję, w końcu po to jest wspólnota.

Świat nie-Boży, to taki w którym albo nie widzę, albo nie dopuszczam działania Boga, w tym - w osobie Ducha Świętego.
Ga 5, 22-23 - Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie.
Zatem tam, gdzie nie ma działania Ducha Świętego i Jego owoców, w tym radości, tam jest świat nie-Boży i smutny.

Warto przy okazji czytając Ewangelie, znaleźć słowa Jezusa i sprawdzić jak On opisywał i przeżywał świat i ludzi. On akurat widział świat jako Boży po całości, choć też widział smutek i zło, i nie zaprzeczał mu, za to przekraczał je. Istotne jest to, co przeżywał jako fundament, jako paradygmat.

Dlaczego uważam, że Twój świat taki jest, jak wzmiankowałam wcześniej. Ponieważ skupiasz się na aspektach przykrych, trudnych, niesprawiedliwych, egoistycznych, "ludzkich", jakby istniały tylko one, jakby nie istniały aspekty dobre, pozytywne, radosne. A nawet jeśli istnieją, to są w skrajnej i nieliczącej się mniejszości. To jest to szukanie błota, a nie złota.
Przykłady:
- viewtopic.php?f=10&t=3285&p=244903&hilit=kasy#p244903 - dużo o tym, że dla wielu ludzi (kobiet) liczy się głównie kasa, (Pan Jezus - "spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!»" (Mk 10, 22).
- viewtopic.php?f=10&t=3293&p=246304&hili ... zn#p246304 - o tym, że coraz więcej kobiet szuka wysokich mężczyzn (z Listu do Galatów "„Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” [Ga 3, 28])

Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie radość i pokój oraz jeszcze nadzieję, niesie skupianie się na słowach Pana Jezusa i Pisma Świętego, i na Jego sposobie interpretowania świata. Skupianie się na złu tego świata niesie smutek.
Dlatego zauważając, smutek, zło, egoizm, itp. - ja się na tym nie zatrzymuję. Szukam dalej. Idę dalej. Chrześcijanin to nie naiwniak, który zła nie widzi. To ten, co zło zauważa, ale je przekracza i przemienia w dobro, najczęściej nie swoją mocą, tylko tą z Góry.
Więc wiesz - wszystko w wolności, również sposób postrzegania świata. Wraz z konsekwencjami 8-)

Choć oczywiście mój świat też nie jest taki czysto Jezusowy. Niczyj nie jest taki, bo każdy z nas jest grzeszny. Chodzi o tendencję, dążenie.
Przeczytałam uwaznie, bo sama tez podpięłam sie pod pytanie - o co chdzi ?

To moje osobiste odczucie, byc moze inni maja odmienne - mam wrażenie Nirwanna, że sama nie szukasz "złota" w wypowiedziach min Longinesa.
Podałas linki do jego wypowiedzi jako poparcie twojej tezy. Piszesz, że
Nirwanna pisze:
31 maja 2020, 22:50
Dlaczego uważam, że Twój świat taki jest, jak wzmiankowałam wcześniej. Ponieważ skupiasz się na aspektach przykrych, trudnych, niesprawiedliwych, egoistycznych, "ludzkich", jakby istniały tylko one, jakby nie istniały aspekty dobre, pozytywne, radosne. A nawet jeśli istnieją, to są w skrajnej i nieliczącej się mniejszości. To jest to szukanie błota, a nie złota.
A przecież kilka zdań nizej piszesz
Nirwanna pisze:
31 maja 2020, 22:50
Chrześcijanin to nie naiwniak, który zła nie widzi. To ten, co zło zauważa,(...)
I ja odbieram pisanie Longinesa jako własnie zauważanie róznych aspektów zycia, ale nie jako determinujące wszystko. Tylko jako istniejące.
Czyli zauważa te trudne, napisał o tym - i tyle w temacie.
Nie neguje mozliwości ich zmiany na lepsze, ani istnienia dobrych aspektów.
W kontekscie tego wątku, a takze i drugiego, który zacytowałaś, ma to swój sens i wartość.
Więc nadal nie rozumiem.
Moze wypowiedzą sie inni, bo moze to ja mam takie subiektywne odczucia?

Napiszę jeszcze jedno - nie sledze szczególnie Twoich wpisów Nirwanna na forum, czytam to, co piszesz w wątkach, gdzie ja tez piszę.
Ale przynajmniej drugi raz rzucił mi sie w oczy w poscie skierowanym do kogoś tekst - szukaj złota a nie błota.
Na ogół piszemy w jakis sposób przefiltrowany przez to, co sie z nami aktualnie dzieje.
Cos nas drazni, zwraca uwagę...bo dotyka czegoś w nas, czegos nam podobnego i przez to bliskiego.
Mam subiektyne wrażenie, oparte na ostatnich obserwacjach własnych, że cos Cie tu dotyka.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8642
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Niechęć do żony

Post autor: Nirwanna » 01 cze 2020, 17:25

Longinesie, wygląda na to, że mamy jednak rozbieżne sposoby postrzegania rzeczywistości, również tej forumowej.
W zasadzie mi nic do tego, i do Ciebie również, jednak niekonsekwencje będę nazywać.
Przykładowo, podawanie akurat na tym forum, że coraz więcej kobiet szuka mężczyzn powyżej 190 oznaczać może w subiektywnym odbiorze dla panów na forum o wzroście 170, że gdy żona odeszła do koszykarza 210, to przy jego wzroście 170 nie ma co liczyć na jej powrót. Podkreślam - subiektywnie. Bo prawda wszak jest inna. Taka bardziej Boża ;-)
Dalej - używasz wkładając w moje pisanie słowa "bezbożny świat". Nie użyłam tego słowa. Bezbożny a nie-Boży to dwie różne konotacje.
Ufam, że zrobileś to nieświadomie, inaczej - jest to nadużycie i manipulacja, a nie chęć porozumienia.
Święty nie jestem. I w sumie nie zamierzam. To nie dla wszytskich, na pewno nie dla mnie.
Nie wiem czy myślisz w sensie dosłownym czy potocznym. Jeśli potocznym, niby ok, z zastrzeżeniami, jeśli dosłownym - to dlaczego mówisz o sobie, że wierzysz? :shock:
A propos Twojej opinii o mojej religijności - forum z definicji jest medium ograniczonym, więc opinię o mojej religijności pozostawiam tym, którzy mnie znają z reala, z Ogniska, rekolekcji czy wakacji sycharowskich. Inaczej mówiąc - masz prawo do swojej opinii. Tak ją traktuję, jako opinię, nie ocenę.
lustro pisze:
01 cze 2020, 11:43
Napiszę jeszcze jedno - nie sledze szczególnie Twoich wpisów Nirwanna na forum, czytam to, co piszesz w wątkach, gdzie ja tez piszę.
Ale przynajmniej drugi raz rzucił mi sie w oczy w poscie skierowanym do kogoś tekst - szukaj złota a nie błota.
Na ogół piszemy w jakis sposób przefiltrowany przez to, co sie z nami aktualnie dzieje.
Cos nas drazni, zwraca uwagę...bo dotyka czegoś w nas, czegos nam podobnego i przez to bliskiego.
Mam subiektyne wrażenie, oparte na ostatnich obserwacjach własnych, że cos Cie tu dotyka
Dzięki, lustro. Generalnie staram się to robić w trybie constans, ale przyjrzę się :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

marylka
Posty: 1119
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Niechęć do żony

Post autor: marylka » 01 cze 2020, 21:33

Longines pisze:
01 cze 2020, 10:40
Święty nie jestem. I w sumie nie zamierzam. To nie dla wszytskich, na pewno nie dla mnie.
Smutne
I nie Boże
Ale wydajesz sie byc zadowolony z siebie
Czytam że mocno ufasz samemu sobie
No cóż...jakby nie patrzec - nie Boże to jest.... :(
Przychylam sie do spostrzeżen Nirvany a to co zacytowalam wydaje mi sie kwintesencja i potwierdzeniem
Pozdrawiam

Pavel
Posty: 2877
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Niechęć do żony

Post autor: Pavel » 01 cze 2020, 22:40

Ja do tego co napisała przed chwilą Marylka dorzucę, że mam nadzieję, że kiedyś (oby jak najszybciej) zmienisz zdanie i zechcesz być święty. To jest dla wszystkich, do tego wzywa nas Bóg.
Napisałeś, że wierzysz w Boga.
Nic wyjątkowego, wg mnie świadczy o odrobinie inteligencji i zdrowego myślenia. Przecież w istnienie Boga wierzą również wyznawcy upadłego anioła.

Bardziej istotne (i z tego wynika cały bałagan w naszym życiu) jest to, czy wierzysz Bogu.
Z tego powodu Adam i Ewa zostali wygnani z Edenu. Przestali ufać Panu.
Ja ciągle łapię się na tym, że mimo tego, że chcę - co i raz jakoś upadam.
Ale wstaję i chcę kroczyć dalej drogą nakreśloną przez Pana. To postanowiłem gdy w trakcie kryzysu małżeńskiego przeżywałem najtrudniejsze chwile w życiu - nie chcę żyć tak, jak dotychczas (czyli w skrócie - będę się starał nie bawić się w mądrzejszego od Boga i przestanę wybierać sobie co w jego nauce warto wziąć a co odrzucić, bo mi nie pasuje).
Chcę zbliżać się do świętości, bo tu jesteśmy tylko na chwilę.

Nie piszę by cię pouczać, twoje życie - twoja sprawa i twoje konsekwencje. Niestety bolesne, wiem po sobie.
Piszę bardziej „wywołany” pytaniem lustro, bowiem uważam, że ustosunkowanie się do tego jest istotne w kontekście wątku.
Piszesz nierzadko celnie i rozsądnie Longinesie. Abstrahując od pewnych nadużyć i „jedynie słusznych prawd” (subiektywnych, bo obiektywna jest ta Boża). Tyle, że patrząc tylko „po ludzku”.
Chrystus zaprasza nas do czegoś więcej, a jako że jesteśmy na forum katolickim (może przeoczyłeś ;) ), to tutaj staramy się przestrzegać nauk Boga, który dla nas stał się człowiekiem i starać się przekraczać nasze ułomności, patrzeć szerzej.

W moim odbiorze w tym co i jak piszesz, wbrew temu co napisałeś, nie przebija się szczęście i radość.

Każdy z nas jest tu z jakiegoś powodu.
Ja tu na przykład jestem, bo Bóg przez to forum pomógł mi w najtrudniejszym czasie mego życia. Ludzie tu obecni pomogli podjąć trud zmiany siebie i przypomnieli, że bez Boga to jestem w stanie tylko tworzyć kolejne kłopoty.
Zostałem, bo mimo tego, że małżeństwo udało się uratować, ciagle chcę (skutecznie) wzrastać a to forum mi w tym pomaga (a także w tym, by nie odfrunąć w swej pysze).
Chcę oddawać otrzymane stąd dobro innym, na ile potrafię.

Jaki jest twój powód/powody Longinesie?
Jesteś jak piszesz szczęśliwy, małżeństwa nie przyszedłeś ratować, z wartościami propagowanymi na tym forum chyba ci nie po drodze.
Ja mam wrażenie (być może niesłuszne), że chcesz ratować ludzi przed „katolickimi fanatykami„ i ich pomysłami na życie.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Longines
Posty: 67
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Niechęć do żony

Post autor: Longines » 01 cze 2020, 22:55

marylka pisze:
01 cze 2020, 21:33
Longines pisze:
01 cze 2020, 10:40
Święty nie jestem. I w sumie nie zamierzam. To nie dla wszytskich, na pewno nie dla mnie.
Ale wydajesz sie byc zadowolony z siebie
Czytam że mocno ufasz samemu sobie
No cóż...jakby nie patrzec - nie Boże to jest.... :(
Uzupełnienie do poprzedniej wypowiedzi.
Nie jestem zadowolony z siebie, bo to oznaczałoby zatrzymanie. Koniec dalszego rozwoju, koniec nauki, koniec trudów.
Tak naprawdę nikt nigdy nie jest do końca zadowolony z siebie. Ja natomiast mam frajdę i satzsfakcję z dążenia.
Nowe wyzwania, nowe rzeczy do nauczenia, nowe miejsca do zwiedzenia. Pobiec kawałek dalej, unieść kilka kg więcej niż w poprzednim tygodniu.

A zaufanie do samego siebie. Absolutnie nie.
Należy wzstrzegać się swoich pierwszych odruchów, gdyż te bazują na emocjach. Warto zgłębić temat> czym emocje są, skąd się biorą, kiedy i jak się pojawiają i dlaczego. Kto ma tego świadomość i to rozumie, zyskuje pewnego stopnia kontrolę nad reakcjami i stanami emocjonalnymi i się nimi nie kieruje, albo kieruje się nimi tylko wtedy kiedy są zgodne z myślą, świadomą, odpowiedzialną decyzją.
Temat na osobny, dłuuuuuuugi wątek. :D

Longines
Posty: 67
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Niechęć do żony

Post autor: Longines » 02 cze 2020, 0:24

Pavel pisze:
01 cze 2020, 22:40
Jaki jest twój powód/powody Longinesie?
Jesteś jak piszesz szczęśliwy, małżeństwa nie przyszedłeś ratować, z wartościami propagowanymi na tym forum chyba ci nie po drodze.
Ja mam wrażenie (być może niesłuszne), że chcesz ratować ludzi przed „katolickimi fanatykami„ i ich pomysłami na życie.
Nie uważam Was za fanatyków. Odpisałem przed chwilą obszernie, ale chyba za długo to trwało i przeglądarka mnie wylogowała, więc straciłem cały tekst. Odpiszę jutro wieczorem, jesli będe miał spokój w pracy. Pozdrawiam i dobrej nocy!

Longines
Posty: 67
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Niechęć do żony

Post autor: Longines » 02 cze 2020, 11:37

marylka pisze: ↑
Smutne
I nie Boże
Ale wydajesz sie byc zadowolony z siebie
Czytam że mocno ufasz samemu sobie
No cóż...jakby nie patrzec - nie Boże to jest.... :(
Przychylam sie do spostrzeżen Nirvany a to co zacytowalam wydaje mi sie kwintesencja i potwierdzeniem
Pozdrawiam

------>Pozostawmy Bogu ocenę tego, co jest Boże, a co nie, dobrze?
Nie piszę niczego co stałoby w sprzeczności z wiarą chrześcijańską. Jak widać nawet w tych granicach można mieć odmienne zdanie i zupełnie inaczej podchodzić do życia i poszczególnych jego aspektów.

A świętość? To jest bardzo proste. Nie wszyscy ludzie są święci. W zasadzie bardzo niewielu ludzi można za takich uznać.
Nie mam zamiaru oceniać, czy Wy jesteście święte i czy macie na taki stan szanse. Nie moja sprawa.

Ja w swojej sytuacji jestem przynajmniej szczery. Wierzę w Boga. Otrzymałem od Niego wiele łask i darów, które pozwalają mi cieszyć się tym co mam, co przeżywam, czego się uczę. Kilka talentów jakie od Niego otrzymałem pozwalają mi być użytecznym narzędziem w służbie ludziom, ich zdrowiu i na ile Bóg pozwala-w ratowaniu ich życia. Mam z tego mega frajdę. I zarobek, który inwestuję w dalszy rozwój, ale też w swoje pasje. Życie nie do końca takie jakie sobie kiedyś wymarzyłem (bo marzenia miałem właśnie takie katolickie> mieć żonę, dom, dzieci, pracować na to uczciwie i po katolicku kochać, wychowywać i opiekować się).
Moje życie nie jest takie jakie stawiałoby się za wzór w Kościele. Ale jak dla mnie jest całkiem niezłe. Na pewno nie smutne.

A do stanu świętości nie dążę. Wystarczy mi nawyk wdzięczności, radość z tego co mam i prowadzenie życia w taki sposób, żeby nie krzywdzić innych ludzi. I w tych granicach czerpię z życia ile się da dobrego. Na szczęśliwe i święte życie w rozumieniu katolickim nie mam już szans i nie mam zamiaru reszty życia spędzić na smutku, rozpaczaniu, rozpamiętywaniu i umartwianiu się, bo małżeństwo było katastrofą. Po prostu szkoda mi na to życia.
To się może nie zgadzać z Waszą wizją wiary, ale z całym szacunkiem- nie Wam oceniać czy jest to Boże, czy nie.

---->Przykładowo, podawanie akurat na tym forum, że coraz więcej kobiet szuka mężczyzn powyżej 190 oznaczać może w subiektywnym odbiorze dla panów na forum o wzroście 170, że gdy żona odeszła do koszykarza 210, to przy jego wzroście 170 nie ma co liczyć na jej powrót. Podkreślam - subiektywnie. Bo prawda wszak jest inna. Taka bardziej Boża

Myślę, że nadinterpretujesz. Przytoczyłem ten przykład oczekiwań dzisiejszych kobiet jako tendencję, coraz częstsze zjawisko. I w zupełnie innym kontekście niż teraz przytaczasz.

Nie jest to mój wymysł (mi się osobiście hipergamia i jej konsekwencje nie podobają i wolałbym, żeby było inaczej). O tym coraz więcej mówi psychologia i socjologia. Nie aplikuje się to dla wszystkich, ale jest zjawiskiem zauważalnym na tyle, że są na to fachowe określenia.
Żona, która porzuca męża dla wyższego faceta niekoniecznie musi się w ten schemat wpisywać (w końcu pierwotnie z jakiś powodów z nim się związała i nie miała wcześniej problemów z jego wzrostem). Bardzo wątpię, żeby porzucony mąż odnosił ten tekst do swojej sytuacji. Natomiast może się z tym zjawiskiem spotkać, jeśli zacznie umawiać się z innymi kobietami, wtedy może takie tendencje i oczekiwania zauważyć.

-----> A propos Twojej opinii o mojej religijności - forum z definicji jest medium ograniczonym, więc opinię o mojej religijności pozostawiam tym, którzy mnie znają z reala, z Ogniska, rekolekcji czy wakacji sycharowskich. Inaczej mówiąc - masz prawo do swojej opinii. Tak ją traktuję, jako opinię, nie ocenę.

Religijność jest sprawą bardzo osobistą i w ramach tej samej wiary i systemu wartości mogą się mieścić skrajnie inni ludzie. Przykład?
Dwóch duchownych na youtube> ojciec Szustak i ks. Dominik Chmielewski. Ani o jednym ani o drugim nie powiemy raczej "nie Boży".
Ale różnica w stylu życia i podejściu do spraw wiary kolosalna. Ojciec Szustak bardzo radosny, życzliwy, optymista- nawet w bardzo trudnych tematach. Ksiądz Chmielewski bardzo charyzmatyczny, konkretny, ale w jego kazaniach i nagranich jest bardzo wiele podszycia strachem, poczuciem winy.

Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8642
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Niechęć do żony

Post autor: Nirwanna » 02 cze 2020, 18:13

Longines pisze:
02 cze 2020, 11:37
A świętość? To jest bardzo proste. Nie wszyscy ludzie są święci. W zasadzie bardzo niewielu ludzi można za takich uznać.
Nie mam zamiaru oceniać, czy Wy jesteście święte i czy macie na taki stan szanse. Nie moja sprawa.

Ja w swojej sytuacji jestem przynajmniej szczery. Wierzę w Boga. Otrzymałem od Niego wiele łask i darów, które pozwalają mi cieszyć się tym co mam, co przeżywam, czego się uczę. Kilka talentów jakie od Niego otrzymałem pozwalają mi być użytecznym narzędziem w służbie ludziom, ich zdrowiu i na ile Bóg pozwala-w ratowaniu ich życia. Mam z tego mega frajdę. I zarobek, który inwestuję w dalszy rozwój, ale też w swoje pasje. Życie nie do końca takie jakie sobie kiedyś wymarzyłem (bo marzenia miałem właśnie takie katolickie> mieć żonę, dom, dzieci, pracować na to uczciwie i po katolicku kochać, wychowywać i opiekować się).
Moje życie nie jest takie jakie stawiałoby się za wzór w Kościele. Ale jak dla mnie jest całkiem niezłe. Na pewno nie smutne.

A do stanu świętości nie dążę. Wystarczy mi nawyk wdzięczności, radość z tego co mam i prowadzenie życia w taki sposób, żeby nie krzywdzić innych ludzi. I w tych granicach czerpię z życia ile się da dobrego. Na szczęśliwe i święte życie w rozumieniu katolickim nie mam już szans i nie mam zamiaru reszty życia spędzić na smutku, rozpaczaniu, rozpamiętywaniu i umartwianiu się, bo małżeństwo było katastrofą. Po prostu szkoda mi na to życia.
To się może nie zgadzać z Waszą wizją wiary, ale z całym szacunkiem- nie Wam oceniać czy jest to Boże, czy nie.
Longines, w tym co powyżej napisałeś, jest bardzo wiele poplątania nauki KK i popkulturowych sądów o świętości... że ja tego kłębka nie podejmuję się rozplątać. Kiedyś może zechcesz - to zweryfikujesz. Najlepiej zacząć od Katechizmu KK. Tak w ramach rozwoju własnego. Twoja odpowiedzialność, nie moja.
Ja tylko wrzucę, że patronem mojej parafii jest morderca. I jednocześnie święty. Paradoks taki. Takie rzeczy tylko w katolicyzmie :mrgreen:
Longines pisze:
02 cze 2020, 11:37
---->Przykładowo, podawanie akurat na tym forum, że coraz więcej kobiet szuka mężczyzn powyżej 190 oznaczać może w subiektywnym odbiorze dla panów na forum o wzroście 170, że gdy żona odeszła do koszykarza 210, to przy jego wzroście 170 nie ma co liczyć na jej powrót. Podkreślam - subiektywnie. Bo prawda wszak jest inna. Taka bardziej Boża

Myślę, że nadinterpretujesz. Przytoczyłem ten przykład oczekiwań dzisiejszych kobiet jako tendencję, coraz częstsze zjawisko. I w zupełnie innym kontekście niż teraz przytaczasz.

Nie jest to mój wymysł (mi się osobiście hipergamia i jej konsekwencje nie podobają i wolałbym, żeby było inaczej). O tym coraz więcej mówi psychologia i socjologia. Nie aplikuje się to dla wszystkich, ale jest zjawiskiem zauważalnym na tyle, że są na to fachowe określenia.
Żona, która porzuca męża dla wyższego faceta niekoniecznie musi się w ten schemat wpisywać (w końcu pierwotnie z jakiś powodów z nim się związała i nie miała wcześniej problemów z jego wzrostem). Bardzo wątpię, żeby porzucony mąż odnosił ten tekst do swojej sytuacji. Natomiast może się z tym zjawiskiem spotkać, jeśli zacznie umawiać się z innymi kobietami, wtedy może takie tendencje i oczekiwania zauważyć.
Jeśli chodzi o "bardzo wątpię" - to zachęcam do przeczytania całego forum, archiwalnego też, od 2004 r.
Natomiast to wyboldowane - to z racji koloru już jednak moja bajka.
Jeśli zamotane widzenie nauki kościoła katolickiego prezentujesz jako po prostu własne, pod hasłem "tak mam" - ok, Twoja sprawa i Twoja odpowiedzialność. Jeśli jednak dzielisz się nim, aby zachęcić innych do podobnego widzenia, lub dzielisz się tym widzeniem nie widząc nic w złego w tym co wyboldowałam - to akurat na forum katolickim dla małżonków sakramentalnych w kryzysie nie jest to tylko Twoja sprawa, ale jednak również osób odpowiedzialnych za forum.

Nie, nie jesteśmy tu po to, żeby zgłębiać mechanizmy, z którymi spotka się porzucony mąż, gdy zacznie umawiać się z innymi kobietami. Jesteśmy tu po to, aby wesprzeć porzuconego męża w trwaniu w wierności żonie, żeby wesprzeć porzuconą żonę w trwaniu w wierności mężowi, oraz jeszcze po to aby samemu umacniać się w trwaniu wierności współmałżonkowi. Również pomóc komuś zawrócić, gdy będzie szedł/szła w bagno związków niesakramentalnych.
Na tym polega pomocowość tego forum, bazująca na niewykoślawionej nauce Kościoła katolickiego.
Proszę Cię, abyś bardzo konkretnie wziął to sobie do serca i do stosowania podczas pisania na forum.
W przeciwnym razie mogą Cię spotkać konsekwencje Regulaminowe.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Longines
Posty: 67
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Niechęć do żony

Post autor: Longines » 03 cze 2020, 2:45

Pavle, odpiszę Tobie jak obiecałem. Pozwolę sobie zmienić nieco kolejność spraw o które pytasz, tak będzie łatwiej poukładać wszystko.

----> Nic wyjątkowego, wg mnie świadczy o odrobinie inteligencji i zdrowego myślenia. Przecież w istnienie Boga wierzą również wyznawcy upadłego anioła. Bardziej istotne (i z tego wynika cały bałagan w naszym życiu) jest to, czy wierzysz Bogu.

Bogu wierzę, ale nie wierzę ludziom. Czuję, że jest jakiś powód, dla którego tu jestem (na Ziemi) i staram się ten czas dobrze wykorzystać. Bardzo wiele dostałem i mam nawyk wdzięczności- cieszą mnie zarówno małe rzeczy, jak i talenty, które od Boga dostałem, a które pozwalają mi być użytecznym narzędziem w służbie ludziom, ich zdrowiu, a czasem i ratowaniu ich życia. Mam z tego mega satysfakcję.

---->Ja mam wrażenie (być może niesłuszne), że chcesz ratować ludzi przed „katolickimi fanatykami„ i ich pomysłami na życie.

Nie uważam Was za fanatyków. Co więcej, widzę że staracie się ludziom pomagać i robicie to tak jak umiecie najlepiej. Lubię pomagać ludziom, ale uważam przy tym, że jest to zbyt odpowiedzialna sprawa, żeby pokiereszowanym człowiekiem kierować tylko w stronę aspektów religijnych, duchowych i bagatelizować ten ludzki, przyziemny wymiar. Uważam, że jak pomagać to całościowo, holistycznie. Inaczej można kogoś wpędzić przy najlepszych chęciach w większe problemy. Kiedyś byłem taki jak Wy.

Zarzuca mi się tutaj przyziemność, że jestem nie Boży. Owszem- jestem bardziej pragmatyczny i bardziej niż kiedyś zwracam uwagę na te ziemskie sprawy. Kiedyś miałem takie samo nastawienie. W ogóle nie przywiązywałem wagi do spraw materialnych, przyziemnych etc. W momencie kryzysu i w obliczu rozpadu małżeństwa też kompletnie te "przyziemne" aspekty zignorowałem. A później przetoczył się po mnie walec właśnie tych spraw. I tak miałem szczęście, bo nie zniszczyło mnie to tak jak wielu innych ludzi w analogicznej sytuacji. U mnie nie zrealizowały się najgorsze możliwe scenariusze. Zauważyłem, że im bardziej wierzący człowiek i im bardziej zależy, tym większa dewastacja i cierpienie. I za dużo widziałem ludzkich wraków, którzy w rozwodzie stracili majątek, dorobek pokoleń po to żeby harować później na absurdalnie wysokie alimenty- niby na dzieci, których i tak nie widują tygodniami i miesiącami i są bezsilni.
Za dużo tego widziałem, żeby nie zwracać uwagi na te aspekty. Po prostu bardzo mi takich ludzi szkoda.
Zauważcie, że ja nie neguję w żadnym miejscu Waszych porad duchowych. Nie zachęcam do rozwodu, nie odwodzę od chęci ratowania małżeństw. Prosta zasada> chcesz o to walczyć, chcesz zostawić tą furtkę otwartą? Powodzenia. Ale na rokowania nie idź w samych gaciach, bo to nie będą rozmowy pokojowe, tylko kapitulacja. Kochasz? Tęsknisz i się modlisz? Dobrze. Ale zabezpiecz swój byt, szanuj się i nie pozwól sobie odebrać wszystkiego.
Takiego głosu mi brakuje.
Oczywiście mógłbym włączyć się w chór ludzi piszących o nadziei, przebaczeniu, wadze sakramentu. Wtedy mój głos byłby nieistotnym powieleniem. A tak być może komuś coś z życia uratuje.

-----> W moim odbiorze w tym co i jak piszesz, wbrew temu co napisałeś, nie przebija się szczęście i radość.

Forum poświęcone jest ludziom w kryzysie. To są ciężkie, trudne i bolesne sprawy. Skoro więc próbuję kogoś przed czymś przestrzec, dać szansę na zabezpieczenie się, uniknięcie czarnych scenariuszy, to siłą rzeczy to co piszę jest mało przyjemne.
To nie znaczy jednak, że nie mam w życiu szczęścia i radości. O tym dalej.

Zarzuca mi się szukanie błota, a nie złota. Krzywdzące i nietrafne. Choćby wątek w którym jesteśmy. Facet opisuje swój problem, swoje rozterki. Wiele osób zaczęło od usprawiedliwiania jego żony, tłumaczenia takiego stanu, zachęcania do pogłębiania duchowych aspektów etc. Ja tego nie neguję. Ale problem jest bardzo ludzki i cielesny i został zbagatelizowany. Nikt nie zauważa konsekwencji zdrowotnych chociażby.
Ci ludzie mają w mojej opinii realne szanse na nadanie swojej relacji nowej jakości, podjęcia wspólnego wysiłku, sporego trudu, ale dającego też mega satysfakcję w samej drodze do celu. A potem mogą się cieszyć tą cielesną stroną małżeństwa, to której mają w końcu pełne prawo. Teraz mają szarpaninę i byle jaki komfort życia. A z tego małżeństwa może być jeszcze złoto i platyna. Tego im życzę i wskazuję pomysł, jak do tego dążyć. To gdzie tu doszukiwanie się błota?

----->Jaki jest twój powód/powody Longinesie? Jesteś jak piszesz szczęśliwy, małżeństwa nie przyszedłeś ratować, z wartościami propagowanymi na tym forum chyba ci nie po drodze.

Trafiłem na forum podobnie jak większość. W najgorszym momencie życia. Kiedy sypało się moje małżeństwo. Przeżyłem to ciężko, bo zależało mi bardzo i byłem bardzo wierzący. Nie opisałem swojej historii- wtedy pomagał mi pewien ksiądz i psycholog i na pomocy tych dwojga ludzi się oparłem, nie było potrzeby szukać dalej.
Mojego małżeństwa nie miałem szans uratować, błędem było w ogóle zawieranie go. Jest to droga zamknięta i nie ma mowy o żadnym powrocie.
Co więc tu robię? Jest kilka powodów.
O niektórych wspomniałem. Lubię pomagać ludziom i zabieram głos tam, gdzie brakuje pragmatycznego podejścia.
Kwestia mojego szczęścia? Złożona. Mam niezłe życie. Jest dobra praca, są dary od Boga, są przyjaciele, sporo satysfakcji z samorozwoju, wyzwań, osiągnięć. Jeszcze sporo mam do zobaczenia, nauczenia się i przeżycia. Staram się nie marnować czasu jaki mi dano.
Ale szukam. Jest pewna pustka. Miałem kiedyś marzenie (jak większość zresztą), żeby się po katolicku ożenić, zbudować dom, zostać ojcem i uczciwie na to wszystko pracować, chronić i wychowywać. Ta bajka mi się już nie spełni. Będę chciał po katolicku, to samotność. Będę chciał być ojcem, to nie po katolicku. Więc nie ma dla mnie dobrego rozwiązania.
I jeszcze nie wymyśliłem czym to zastąpić. Uprzedzam komentarze> religijność, kontemplacja i życie w wierności przysiędze nie sprawdzają się w moim przypadku. Swojego czasu wiara moja i mojej rodziny została wykorzystana przeciwko mnie w taki sposób, że ja przeszedłem przez piekło na ziemi, moja siostra straciła ciążę, a rodzice się poróżnili na długie miesiące i wiele miesięcy upłynęło, zanim relacje się udało doprowadzić do względnej normalności.
A ostatni powód jest egoistyczny ;)
Bardzo lubię dobrą dyskusję. Tutaj jest sporo inteligentnych ludzi. Zauważyłem, że ludzie mają tendencje do otaczania się ludźmi identycznymi pod względem poglądów, gustów i opinii. Takie kontakty przemieniają się w festiwal wzajemnego łechtania ego. Nudne i bezproduktywne. Mój system wartości i postrzeganie świata były inne kiedyś. Musiałem to przebudować, zmienić żeby móc normalnie funkcjonować i nie załamać się. Wiele spraw widzę teraz inaczej niż Wy. Ale uwielbiam ten zgrzyt egzystencjonalny, kiedy uważam coś za pewnik, oczywistość, a nagle pojawia się ktoś, kto żyje inaczej, robi coś inaczej i to działa (czasem lepiej niż moje). Ten dyskomfort jest impulsem do rozowoju, zadawania pytań, kwestionowania. Można się czegoś nauczyć.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości