Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Kryzys miłości małżeńskiej to dramatyczny kryzys ich miłości rodzicielskiej

Moderator: Moderatorzy

mare1966
Posty: 1221
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: mare1966 » 07 paź 2018, 10:02

Rozpad rodziny ZAWSZE jest mocno niekorzystny dla dzieci .
Świadomy tego rodzic ( i niby kochający )
będzie się więc starał uniknąć tego rozpadu .

Jeżeli to kowalski ( kowalska ) jest ważniejszy ( ważniejsza )
to coś z tą miłością do dzieci
albo poziomem świadomości
czyli generalnie dojrzałością
jest kiepsko .

Nawet teoretycznie "doskonała nowa rodzina"
nie będzie wcale taka doskonała dla dziecka .
Szkody , jak choroba rozwiną się w psychice takiego dziecka .
np. zaburzy to jakiś zdrowy system wartości itd.

-------------------------------------------------------------

I łóż kasę ( jak najwięcej )
a ja zarządzam .
To sytuacja co najmniej konfliktowa .
To samo dotyczy sposobu wychowania , przekazywania wartości itd.
W praktyce ............... walka .

-----------------------------------------------------------------

Pijawka ,
a gdyby tak dzieci były przy mężu ?
A ty byś zabiegała "o dobry kontakt" .
Nie wiem czy masz tyle wyobraźni , ale spróbuj .

---------------------------------------------------------------------
Angela
"Mój syn wprost mi powiedział, bym nie komentowała przy nim zachowań taty, on nie chce o niczym wiedzieć."

W sumie jego reakcja jest naturalna .
Kto chce UCZESTNICZYĆ w konflikcie bliskich nam osób ?
Niestety , skutki tego konfliktu i tak nas tutaj dosięgną .
Czy będziemy "wiedzieć" czy nie .

Rodzicom też trudno się dziwić .
Walczą o to aby ICH PRAWDA ( czyny , system wartości )
były górą .
Trudno o "zgodę" na tym polu .
Udawanie , że wszystko ok
a rodzice "są przyjaciółmi" jest sztuczne , dziwne nieco .

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: Pijawka » 08 paź 2018, 10:32

mare1966 pisze:
07 paź 2018, 10:02
Pijawka ,
a gdyby tak dzieci były przy mężu ?
A ty byś zabiegała "o dobry kontakt" .
Nie wiem czy masz tyle wyobraźni , ale spróbuj .
(...)
Rodzicom też trudno się dziwić .
Walczą o to aby ICH PRAWDA ( czyny , system wartości )
były górą .
Trudno o "zgodę" na tym polu .
Udawanie , że wszystko ok
a rodzice "są przyjaciółmi" jest sztuczne , dziwne nieco .
Właśnie jakiś czas temu padła propozycja, żeby mąż cąłkowicie przejął opiekę a ja będę mu wypłacać równowartość alimentów i zabierać najmłodsze dziecko na widzenia. On zostanie z nim na każdy wieczór, noc i poranek...spróbuje uroków kąpieli, ubierania w biegu, dowożenia w aucie, odbierania, gotowania obiadów w międzyczasie, karmienia i grymaszenia, zakupów, sprzątania, prania i prasowania... a ja wpadnę co 2-3dni po dziecko i spędzę z nim cudownych kilka godzin, oddając je na pół-śpiące wieczorem..

Szok i zdegustowana mina męża :shock: bezcenne... I do tego zastanawiał się co ja mogłabym robić w czasie "wolnym" po pracy, w którym normalnie pełnię obowiązki matki... Chyba boi się, że jak będę mieć za dużo wolnego bo on przejmie opiekę, to zaraz tabun kowalskich zawróci w głowie samotnej porzuconej kobiecie :lol: No więc profilaktycznie wycofał się z tego pomysłu. Spędza z dzieckiem dużo czasu i nigdy mu go nie limitowałam. Sam to z resztą przyznał w sądzie..

Zdecydowanie łatwiej jest zabiegać o dobry kontakt z dziećmi, kiedy widuje się z nimi gdy są zadowolone, stęsknione, skłonne do zabawy i ma się dla nich czas a nie jest sięt tym rodzicem, który każe się kąpać i myć zęby bo pora do spania...albo uczy porządku i zasad, stawia codzienne wymagania i nie rozpieszcza dziecka.
Pytasz jak ja bym zabiegałą o względy dziecka, z którym nie mieszkam..? Robiąc dokładnie to samo co teraz i nie starając się na siłę udowodnić, że robię to lepiej niż drugi rodzic. Moja miłość, czułość, opiekunczość ale i wymagania, konsekwentność czy nauka dyscypliny byłyby dokładnie takie same jak teraz tyle, że ograniczone czasem jaki miałąbym wyznaczony na kontakt.
Udawanie , że rodzice są przyjaciółmi jest chyba nieuczciwe i niemożliwe- dzieci szybko wyczuwają fałsz. Ale uważam, że z czasem naprawdę da się zbudować dobrą relację z małżonkiem ( w któym jednak powrót do wspólnego życia z jakiegoś powodu wydaje się aktualnie niemożliwy)
Z moich obserwacji i przemyśleń to może mieć miejsce wtedy, kiedy albo oboje rodziców są sami i są pogodzeni z tym faktem...albo oboje trwają w nowych związkach i są niejako "pogodzeni" z sytuacją... Emocjonalnie i fizycznie zajmują się kolejnym małżeństwem ( cywilnym) i nie mają ani czasu ani ochoty na kłótnie, użeranie się z małżonkiem sakramentalnym, "graniem dzieckiem", szantaże emocjonalne itd... To brutalne, ale niestety jak tylko jedno trwa w związku niesakramentalnym a drugie wyraża bunt z tego powodu- zawsze kartą przetargową będą dzieci. Oczywiście mało kto się do tego przyzna... ale takie mam obserwacje niestety.

tata999
Posty: 531
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: tata999 » 08 paź 2018, 12:52

Dlaczego szok i zdegustowana mina ojca dziecka były dla Ciebie bezcenne?

Co do budowania dobrej relacji z małożonkiem to generalnie nie brzmi to realnie. Jakby umieli zbudowa dobrą relację, to by się nie rozeszli. Poza tym nie da się ukryć tego, że wszelkie zabiegi będą tylko atrapą życia rodzinnego. I te zabiegi są ograniczone do wyboru mniejszego zła. Nie jest osiągalne to, co w pełnej, stabilnej rodzinie.

mare1966
Posty: 1221
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: mare1966 » 08 paź 2018, 15:48

Pijawka ,
ale dzieci bardzo szybko rosną .
Przy niemowlaku matka jest konieczna ,
tu bez dwóch zdań ( chociażby sprawa karmienia ) .
Ale takie dziecko 4 letnie , to już nie widzę różnicy .
Reasumując , dzieckiem pozostaje do 18 roku życia ,
ale ta najbardziej uciążliwa czasowo opieka trwa raptem 3 lata .
Już nie wspomnę , że obowiązek alimentacyjny trwa do 25 roku życia .
Pomiędzy 18-25 to jaki jest ten wkład matki w tym obowiązku ?
Bywają sytuacje , że jeszcze "kowalski" z kasy korzysta .
Jasne , często jest i tak , że ojcowie się migają
i nic nie płacą .
Tak więc , mamy diametralnie różne przypadki .

=============================================================
Pijawka napisała :
"Ale uważam, że z czasem naprawdę da się zbudować dobrą relację z małżonkiem ( w któym jednak powrót do wspólnego życia z jakiegoś powodu wydaje się aktualnie niemożliwy)
Z moich obserwacji i przemyśleń to może mieć miejsce wtedy, kiedy albo oboje rodziców są sami i są pogodzeni z tym faktem...albo oboje trwają w nowych związkach i są niejako "pogodzeni" z sytuacją... Emocjonalnie i fizycznie zajmują się kolejnym małżeństwem ( cywilnym) i nie mają ani czasu ani ochoty na kłótnie, użeranie się z małżonkiem sakramentalnym, "graniem dzieckiem", szantaże emocjonalne itd... To brutalne, ale niestety jak tylko jedno trwa w związku niesakramentalnym a drugie wyraża bunt z tego powodu- zawsze kartą przetargową będą dzieci. Oczywiście mało kto się do tego przyzna... ale takie mam obserwacje niestety."

No tak , ale ......
Nie po się ktoś rozwodzi , aby pozostawać samotnym .
Jak dzieci małe , to ile lat ?
25 , 35 ?

A drugi przypadek , nie jest akceptowalny .

Zresztą dzieci zawsze będą kartą przetargową ,
bo dzieci to swego rodzaju "aktywa" tej spółki jaka jest małżeństwo .
I nikt nie chce na tym stracić .

Twoje obserwacje są właściwe , ale tylko powierzchownie .
Zresztą to kwestia przyjętego światopoglądu .
Odrzucając wiarę - wszystko jest ok .
Rozwody także , bo jaki sens się męczyć w kiepskim związku ?

No , ale nie można stawiać jednocześnie
i na czarne i na czerwone , być za a nawet przeciw .
( no , wyłączając wyjątki )

tata999
Posty: 531
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: tata999 » 15 lut 2019, 23:27

Wątek troszeczkę zdryfował na aspekt rozstrzygnięć sądowych. Jednakże otworzyłem go, żeby ująć temat szerzej. Koniec końców niezależnie od tego, czy sąd coś postanowi i co, to tylko rodzice mają wpływ na kształt i realizowanie opieki nad ich dziećmi. Konkretnie: żaden wyrok nie zapobiegnie nadużyciom, błędom itp. rodziców. Jeśli rodzic źle postępuje, to nikt inny tego nie zmieni. Jeśli rodzic nie umożliwia kontaktów z dzieckiem, to drugi rodzic jest de facto wykluczony i to się staje niezależnie od wszystkiego. Może nie być sprawy sądowej. Rodzic zaczynają mieszkać osobno. Jedno korzysta z okazji, że drugie nie ma wstępu do mieszkania i nigdy nie otwiera drzwi. Jeszcze rzuca kłody pod nogi, m.in. prawne, majątkowe, logistyczne, które angażują i odbierają czas, który mógłby być poświęcony dziecku. Wykluczenie postępuje. Można tak uprzykrzyć komuś życie, że nie będzie miał czasu i środków dla siebie, ani dla dzieci (zwłaszcza jeśli system prawny, jak w Polsce, w tym pomaga; podobnie kultura ludowa - kłótliwość cechą narodową i ludzie dookoła jeszcze przyczyniają się do potęgowania problemu - albo czynnie albo biernie, np. pomawiają, spiskują, plotkują, nakręcają, odwracają się).

W wielu przypadkach nie dziwię się ojcom, który zastraszeni i ścigani (m.in. przez całą armię urzędników, np. sędziów, komorników, kuratorów, policję) nie mają możliwości wypełniać roli ojca tak dobrze, jak w sytuacji, gdyby całej tej nagonki nie było.

Widzę, jak moje ognisko domowe, które rozpalałem z innymi wygasa. Widzę, że nie mam wpływu na drugiego rodzica. Jeśli ona nie będzie postępować przykładnie to dzieci będą cierpieć. Nie będą miały tak dobrze, jakby mogły.

Wbrew pojawiającym się sporadycznie sugestiom wierzę, że nie ma takiego twardziela, któremu nie doskwierałby brak ubogacania relacji z własnymi dziećmi. I tak samo z matkami. To jest uwarunkowane biologicznie, psychicznie, obyczajowo i na wielu innych płaszczyznach.

Nigdzie nie ma idealnie. Niektóre dzieci mają gorzej niż inne. Pozostaje mi pokornie przyjąć do wiadomości, że moje mają relatywnie gorzej i choć będę stawał na rzęsach, to nie w pełni poprawię ich sytuację, a tylko do pewnego stopnia - ograniczonego do tego, co jestem w stanie zrobić w pojedynkę.

Podsumowując, chętnie usłyszę dalsze wskazówki, opinie, komentarze, świadectwa, porady na temat zjawiska wykluczania rodzica (w większości ojca) z serc i umysłów jego dzieci.

Astro
Posty: 226
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: Astro » 04 mar 2019, 19:10

Ja w sumie to mam nie źle bo mogę się z chłopakami zobaczyć i zająć. Co innego to już manipulacja żony w stosunku do dzieci i mieszanie ich w sprawy dorosłych. A to co napisałeś o klodach prawnych itd. To sama prawda wiem bo przez to przechodzę . Ma to nas ojcow chyba zniechęcić do jakichkolwiek poczynań ,które my uwazamy za dobre i sluszne. Ma to z nas uczynić bezwolnymi narzędziami w rękach naszych żon, czy były żon . Przepraszam za wyrazenie. I jest to wykorzystywane do bulu tylko dlatego bo kochamy nasze dzieci i zalezy nam na ich dobru. Ja sam kiedyś uslyszalem ze moje prawo to jest na synow płacić i się nimi zajmować jak żona mi pozwoli . Do tego zostalem sprowadzon .Rozumiem tez rozzalenie kobiet, które zostają porzucone z dziecmi same z wieloma problemami ,a były mąż nie chce kontaktów z dziećmi i o zgrozo nie płacić na swoje przecież dzieci alimentów. Taki facet to nie mężczyzna.
Astro

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6599
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: Nirwanna » 05 mar 2019, 10:59

Astro, sam w kanał się wpuszczasz i wywalasz Boga z twojego życia, gdy używasz zwrotów były mąż, była żona.
Masz tego świadomość?
Na forum staramy się tego unikać, a gdy ktoś jedzie w ten kanał - tłumaczyć, dlaczego nie warto.

Nie warto, bo sobie zabierasz nadzieję, a Bogu przestrzeń do działania. I ja nie mówię o tym, że gdy przestaniesz mówić "była żona", to od razu wrócicie do siebie i będziecie żyli długo i szczęśliwie, bo Bóg zrobi Wam cud. Z reguły to się dzieje inaczej. Może być tak, że gdy przestaniesz myśleć i mówić o "byłej żonie" oraz będziesz się za nią wytrwale modlił (jeden akt strzelisty dziennie? na początek?), to Bóg działając w żonie na bazie łaski sakramentu małżeństwa stopniowo zmieni jej myślenie z "mąż-bankomat" na "mąż-wartościowy-człowiek" oraz "mąż-dobry-ojciec". Ty na to wpływu nie masz, ale Bóg ma. Do Ciebie należy zmiana sposobu myślenia i mówienia. Sądzę, że się opłaca. Wchodzisz w to?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

tata999
Posty: 531
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: tata999 » 05 mar 2019, 21:11

Powiem Wam, że tęsknię za dziećmi. Smutno mi. Spędziłem z nimi weekend. Zastanawiam się, czy nigdy już nie będzie normalnej relacji. Ostatnio wiedzieliśmy, że widzieliśmy się tylko chwilowo i ta ponura myśl dominowała cały pobyt. Wczoraj widziałem w McDonald's "weekendowego ojca" z 3 dzieci, które miały ok. 10 lat. Słyszałem ten dystans, sztampowe pytania, takie obowiązkowe spotkanie, nie wypełnione treścią. Ani to wujek, ani ojciec, ani nauczyciel dla nich nawet. Wszyscy pogubieni. Trochę odetchnęli z ulgą po skończeniu spotkania, trochę przyzwyczaili się do beznadziei. Tak wyglądało to z mojej perspektywy.

Astro
Posty: 226
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: Astro » 05 mar 2019, 22:50

Nirwana w to wchodzę . Słusznie ☺
Astro

tata999
Posty: 531
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: tata999 » 13 kwie 2019, 4:56

Mój syn powiedział do kowalskiego "tato". Kompletne fiasko wszystkiego.

Jonasz
Posty: 979
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: Jonasz » 13 kwie 2019, 20:10

Spokojnie.
Moja 6-letnia córka jakiś czas temu notorycznie myliła mnie z dziadkiem.
Wiem że boli ale co to oznacza tak naprawdę z pozycji dziecka?
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

tata999
Posty: 531
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: tata999 » 13 kwie 2019, 21:29

Nie widzisz w tym nic niezwykłego??? Ani z punktu widzenia rodzica, ani dziecka? Jeszcze może naturalnym w tym przypadku byłoby podziękowanie matce za ten trud opieki jaki na siebie wzięła, wspaniałomyślnie przecież dając mi m.in. dużo czasu wolnego.

GosiaH
Posty: 1412
Rejestracja: 12 gru 2016, 20:35
Płeć: Kobieta

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: GosiaH » 13 kwie 2019, 21:36

tata999, próbuję zrozumieć, co tak naprawdę, chciałeś powiedzieć i jakoś mi nie idzie...
Poza tym, że wyczuwam (może się mylę?) ból i poczucie krzywdy.
"Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, żyj tak, by pytać zaczęli" św. Jan Vianney

tata999
Posty: 531
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: tata999 » 13 kwie 2019, 21:48

Tylko tyle chciałem powiedzieć, że moim zdaniem oczywiście wiele oznacza to z pozycji dziecka. Wolałbym nie wchodzić w debatę o tym, czy duże znaczenie dla kogokolwiek ma to, do kogo dziecko mówi tato.

Ból i poczucie krzywdy u rodzica, którego dziecku wyperswadowano, kto jest jego ojcem... Nie mylisz się.

Zdołowany
Posty: 71
Rejestracja: 21 maja 2019, 22:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wykluczenie ojca z serc i umysłów własnych dzieci

Post autor: Zdołowany » 24 maja 2019, 12:01

lena50 pisze:
03 paź 2018, 21:08
Dzieci 2 i 3 lata......zastanawiam się gdzie ta kobieta miała czas na kowalskiego?
Sama dzieci rok po roku miałam i wiem co to znaczy.
Zero czasu dla siebie ,a co dopiero dla kochanka?
Moja miała i ma. A to właśnie dzięki nam ojcom, którzy chcąc dobra dziecka spędzali z nimi każda wolną chwilę

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości