MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Ogłoszenia i informacje.

Moderator: Moderatorzy

zenia1780
Posty: 741
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: zenia1780 » 31 sie 2017, 9:33

helenast pisze:
21 sie 2017, 12:17
A jednak czytając tutejsze forum i ostatnie aktywne wątki
Będzie nam niezmiernie miło, jeśli zechcesz się w którymś udzielić.
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

helenast
Posty: 190
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: helenast » 07 wrz 2017, 11:57

,, Bóg nie rozwiązuje naszych problemów jedynie stwarza nam możliwości rozwiązania ich,, 

    Takie zdanie usłyszałam parę dni temu i pomyślałam jakie to proste, wystarczy odczytać znaki, sytuacje lub działanie osób wokół nas. Niestety nie jest to takie proste. W czasie kryzysu, zwłaszcza w pierwszej fazie może się zdarzyć,że umysł działa nieracjonalnie. Że jesteśmy tak rozchwiani emocjonalnie, iż  chwytamy się wszystkiego by uzdrowić małżeństwo. Uzdrowić tu i teraz. Ja też wchodząc na to forum chciałam by ktoś podał mi ,, złoty środek,, by naprawić wszystko. Nie ma takiego środka i przyznam ,że w tamtym okresie wiele błędów popełniłam słuchając zbyt wielu ,, doradców,,. Do czego zmierzam ? Proszę by nowe osoby na forum ( jak również pozostałe) z dystansem podchodziły do rad, które inni im przekazują. Pamiętajcie proszę,że każdy związek jest inny , że nasze i naszych współmałżonków charaktery są inne. Inaczej reagujemy na różne działania oraz co ważne ,że słowa mają moc i potrafią najbardziej zranić lub zepsuć wszystko. Nie zawsze rozwiązanie, które sprawdziło się u jednej pary poskutkuje u innych. Pamiętajcie również,że konsekwencje danych ,, złotych rad,, to Wy poniesiecie , a nie ci , którzy radzą. 
Piszę tak pesymistycznie, bo czytając niektórych wpisy jestem zaniepokojona z jaką ,,łatwością,, osądza się innych,  nie znając ich , nie znając zdania/ opinii drugiej strony ( współmałżonka), nie znając podstaw danego zagadnienia czy tematu. Z jaką łatwością podsuwa się gotowe scenariusze działań oraz postępowania tej drugiej strony. Później często okazują się one tylko działaniem wyobraźni radzącego. Niebezpiecznej wyobraźni lub własnych doświadczeń uznając je za schemat działań również innych. 
Reasumując proszę by przed przystąpieniem do działań przemyśleć kilka razy czy rozwiązanie  pasuje to do mojej sprawy, mojego małżeństwa. By przy każdym kroku  pomyśleć również o jego przyszłych konsekwencjach.
Byłoby to zbyt proste by wejść na fora i dostać wypunktowaną ulotkę - jak naprawić małżeństwo. 

Bóg stwarza nam możliwości , ale myślę też, że chce byśmy w każdym działaniu pamiętali o Nim, o Jego naukach, zasadach. On mam dyktuje co i jak mamy robić.

twardy
Posty: 550
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: twardy » 07 wrz 2017, 12:54

To ja dodałbym jeszcze do wypowiedzi "helenast" taki link:
http://www.pozytywne.com/artykul/208/-T ... -Sokratesa
.

helenast
Posty: 190
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: helenast » 07 wrz 2017, 13:00

Dziękuję twardy . Ująłeś moje myśli i przesłanie w samo sedno. Dokładnie o to mi chodziło .

helenast
Posty: 190
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: helenast » 09 wrz 2017, 12:36

SŁOWA EL

Trafiłam wczoraj na urywki programu MY WY ONI - starego programu bo chyba z 2012 roku , gdzie EL nasza sycharka powiedziała :

https://www.youtube.com/watch?v=oVVOm_0VJ3w
 
17:27 minuta cyt: EL ,, Że jednak swój wkład się ma w zło na tym świecie ,, 

Tak mnie dobiły te słowa ,że myślę o nich non stop. I niby dużo już przerobiłam, sporo wiem , sporo dowiedziałam się o sobie samej, o moim małżeństwie, o tematach , które powinnam i muszę przerobić, a jednak..... 
Zdanie to wywołało u mnie ponowny rachunek sumienia z życia i niestety wielki żal oraz smutek. Ja wiem ,że powinno się sprawy przerobione, naprawione i odpuszczone przez Boga podczas spowiedzi zostawić, zapomnieć, odsunąć... Ale jednak sumienie mi nie pozwala tak postąpić. Tak zwyczajnie przejść ponad moje uczynione zło. Teraz przyszło mi do głowy ,że może trafienie na ten program było pewnym rodzajem znaku. Jeszcze nie wiem dlaczego i czemu ma  służyć , ale pozostawiam sobie to do przemyślenia. 
W ogóle mam chyba wysoko przesunięty próg sumienia lub sama się nakręcam. W pamięci mam np. sytuację , gdzie jadąc do sklepu zatrzymałam się na światłach i widzę ,że na chodniku idzie mężczyzna niosący w porwanych torbach zakupy. Z trudem je dźwiga przed sobą- wypadają mu z rąk. Światło się  zmieniło na zielone i ruszyłam. W tym samym momencie naszła mnie myśl ,że przecież mam w bagażniku dużą zakupową torbę i mogłam wyjąć, podbiec do chodnika i dać mu ją = pomóc. Nie zrobiłam tego bo sznur samochodów ruszył , a ja pomiędzy nimi. Do teraz moi mili mam wyrzuty i myślę o tej sytuacji, o tym mężczyźnie co zrobił , jak sobie poradził...  Może komuś wyda się ta historia nieistotna i banalna, ale doszło do mnie jak ważna jest nasza decyzyjność. Jaką mamy od Boga łaskę wyboru i  jak często jest tak,że źle ją wykorzystujemy. Wszyscy mamy równy start i możliwości , a jednak dlaczego z taką łatwością widzimy niewłaściwe działania innych, a swoje z taką samą łatwością usprawiedliwiamy lub nie zauważamy ich wcale ? Na to pytanie nie znalazłam jeszcze odpowiedzi, choć wielu z Was powie mi o wyparciu, o zakłamaniu , o fałszu - no tak , ale gdy ma się tego świadomość, gdy przerobi się problem to dlaczego nie stajemy się idealni , perfekcyjni ? 
Zadałam na krokach prowadzącym pytanie czy zawsze będę już analizować swoje słowa, działanie by nie zrobić krzywdy ?. Odpowiedzieli ,że z czasem stanie się to rutyną i normalnością ( niestety konkretnego czasu nie podali ;-) ). Ja chyba jeszcze muszę poczekać bo wciąż łapie się na tym, że wpadam w rutynę starych - złych- zachowań. Jedyne co dobre to to ,że pojawiają się właśnie tego typu znaki- jak ten film, które nawracają mnie na właściwą drogę.

zenia1780
Posty: 741
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: zenia1780 » 09 wrz 2017, 14:05

Dziękuje helenast za przypomnienie.
A może skorzystałabyś:
EL. pisze:
04 wrz 2017, 21:01
Spotkanie Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR - Ogniska w Kędzierzynie-Koźlu

odbędzie się 11.09.br

Msza Św. o godzinie 18.00 w Kościele parafialnym w Koźlu

Po Mszy - spotkanie w salce za Małym Kościółkiem

TEMAT - Jestem na dnie .

ZAPRASZAMY !!
El z pewnością by się ucieszyła.Ja się wybieram :)

Pozdrawiam
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Lawendowa
Posty: 32
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: Lawendowa » 10 wrz 2017, 21:36

helenast pisze:
09 wrz 2017, 12:36

Tak mnie dobiły te słowa ,że myślę o nich non stop. I niby dużo już przerobiłam, sporo wiem , sporo dowiedziałam się o sobie samej, o moim małżeństwie, o tematach , które powinnam i muszę przerobić, a jednak..... 
Zdanie to wywołało u mnie ponowny rachunek sumienia z życia i niestety wielki żal oraz smutek. Ja wiem ,że powinno się sprawy przerobione, naprawione i odpuszczone przez Boga podczas spowiedzi zostawić, zapomnieć, odsunąć... Ale jednak sumienie mi nie pozwala tak postąpić. Tak zwyczajnie przejść ponad moje uczynione zło. Teraz przyszło mi do głowy ,że może trafienie na ten program było pewnym rodzajem znaku. Jeszcze nie wiem dlaczego i czemu ma  służyć , ale pozostawiam sobie to do przemyślenia. 
W ogóle mam chyba wysoko przesunięty próg sumienia lub sama się nakręcam.
Czytam "Życie udane czy udawane" o. A. Pelanowskiego i dzisiaj natrafiłam na fragment:
"Bo jeśli już Bóg przebaczy w konfesjonale, człowiekowi nie wolno nie przebaczyć sobie. Jeśli mi Jezus przebaczył, to kimże ja jestem, żebym nie przebaczył sam sobie?"
...
Cóż by powiedział teraz Jezus tej osobie? "Poczekaj, aż przyjdę, przetrwaj to, nie niszcz siebie, nie unicestwiaj się..."
i tak pomyślałam o Tobie.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

helenast
Posty: 190
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: helenast » 10 wrz 2017, 22:07

Widzisz ja to wszystko wiem. Opiekun naszej wspólnoty ks.Paweł też mi o tym mówił , ale ....... No właśnie jest to ,,ale ,,...
Zawsze miałam problemy z wybaczaniem sobie. Tkwi to we mnie z dzieciństwa i z przeżyć , traktowania w rodzinnym domu.
Ale dziękuję za ten cytat.

zenia1780
Posty: 741
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: zenia1780 » 11 wrz 2017, 8:33

helenast, a czy rozważałaś, a może brałaś już udział rekolekcjach ignacjańskich?

Tutaj są takie przeprowadzane w życiu codziennym, ale chyba warto skorzystać z tych wyjazdowych.

https://www.youtube.com/watch?v=ikgBTbZ ... QS&index=1

polecam szczególnie drugą konferencję
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

helenast
Posty: 190
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: helenast » 03 paź 2017, 22:16


helenast
Posty: 190
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: helenast » 05 paź 2017, 7:15

Na forum jest temat ,, Moje relacje z Bogiem,,

Chciałam podzielić się z Wami moimi relacjami, bo może zaczniemy dostrzegać Jego działanie w naszym życiu, każdego dnia.

Zazdrościłam ludziom , którzy opowiadali ,że są blisko Boga , że czują Go . Patrzyłam z podziwem na osoby modlące się w wielkim skupieniu itd... itd... Zastanawiałam się, czy ja mam słabą wiarę, a może po prostu nie mam tego daru wiary....

Pierwsza taka moja mocna relacja z Bogiem:
Będąc młodą dziewczyną ( w sumie prawie wczoraj - ha ha ha ) miałam rozterki, problemy które na dzień dzisiejszy wydają się błahe, ale na tamten okres często były moim końcem świata. Pamiętam,że kiedyś ostro pokłóciłam się z moim mężem ( jeszcze chłopakiem). Powodu nie pamiętam już. Bardzo to przeżywałam. Nieopodal mojej pracy był kościół akademicki i w przerwie poszłam tak po prostu posiedzieć, wyciszyć się , poukładać myśli. Jestem silną osobowością, ale w tamtej chwili cały stres, który wtedy przeżywałam wywołał u mnie wybuch płaczu, ba wręcz zanosiłam się od niego. W kościele byłam sama.... Nie wiem jak Wam to opisać, bo słowami się nie da i nie oddam uczucia , którego doznałam. Nagle poczułam ciepło, dobro uspokojenie i odczucie,że wszystko będzie dobrze, że wszystkie problemy poukładają się,że mam się nie martwić. Najpiękniejsze jednak to było poczucie radości w sercu. Dziwnie to brzmi , ale tak było - niepojęta radość w samym sercu- trudna do opisania skromnym zasobem słów w stosunku do tego co przeżyłam oraz głos wstań i idź.

Druga:
Będąc w kryzysie małżeńskim oraz osobistym, przechodząc program 12 kroków był okres silnego buntu, braku pokory, złości. Miałam naprawdę złe myśli, które kotłowały się w mojej głowie w dzień i w nocy. Czułam ,że uzależniam się od nich ,że omotały mnie.
Pewnej nocy śniło mi się, że jestem na rekolekcjach sycharowskich i nagle do sali coś wpadło- coś duchowego - dało się to odczuć. Wszyscy zostali na swoich miejscach tylko mnie porwało pod sufit i zaczęło targać z jednego końca sali na drugi uderzając z całą siłą o ściany. To było tak bardzo realne. Widziałam osoby znane mi z Sycharu, które krzyczały bym zaczęła się modlić. Przebudziłam się z przerażeniem i cała obolała. Jednak uczucie niepokoju, strachu , bojaźni wciąż ze mną było. Zaczęłam odmawiać Ojcze Nasz ... i przyszło uspokojenie.
Pewnie wielu z Was pomyśli zwykły sen - i ja tak myślałam do momentu przeczytania słów/ wykładu Ks.Grzywocza. Naprawdę warte przeczytania.

http://www.zycie-duchowe.pl/art-164.pop ... -pomoc.htm

Zrozumiałam ,że ten nazwijmy to sen uświadomił mi, że mogę być nękana przez złe duchy, przez szatana.

Trzeci:
Niestety jak wielu z nas i mnie dopadł silny kryzys wiary. Nie potrafiłam się modlić, czułam zniechęcenie i obojętność...
Od niedawna chodzę po górach z kołem PTTK. Będąc tego lata w Górach Kaczawskich jedna z tras prowadziła szlakiem, gdzie odbywały się Drogi Krzyżowe. Trudna trasa fizycznie, po deszczowych dniach - śliska i niebezpieczna. Pięknie zrobione stacje drogi, przy których zatrzymywałam się, ale nie potrafiłam się nawet pomodlić.Nie stać mnie było na znak krzyża.
Przy końcu szlaku , gdy już wychodziło się z lasu stała ostatnia stacja. Schodząc w dół zauważyłam klęczącą osobę, która modliła się.
Szłam w jej stronę najciszej jak mogłam i by nie przeszkadzać obeszłam jedno z drzew , które stało tuż przy stacji. Ile to mogło trwać ? kilka sekund, gdy stacja była zasłonięta.. Po wyjściu zza drzewa zobaczyłam ,że nie ma tam nikogo. Nikogo ani przy stacji, ani w pobliżu. I nikt z moich znajomych nie spotkał po drodze nikogo. Wiem,że brzmi to jak filmowa opowieść,ale ta postać była bardzo realna i bardzo blisko mnie. Mogłam opisać tą postać ze wszystkimi szczegółami , zapamiętałam nawet jak była ubrana oraz w jakiej pozycji modliła się. Pamiętam ,że ciarki mnie przeszły i ogarnął strach, lęk. Mimo ogromnego zmęczenia przyśpieszyłam ( delikatnie mówiąc ) dołączając do innych. Nie dawało mi to spokoju. Otworzyłam w internecie stacje Drogi Krzyżowej i przy ostatniej ukazał się wpis:
...,,Od chwili, gdy człowiek przez grzech odsunięty został od drzewa życia, ziemia stała się cmentarzem,,...
Przekaz był jasny i oczywisty - nawrócenie się, spowiedź , przyjęcie komunii - to było moim priorytetem w tamtej chwili.

Czwarty:
Cały mój kryzys w małżeństwie jak i osobisty. Musiałam upaść mocno na kolana by otworzyć oczy - by poczuć Boga - by docenić samo życie - by docenić to co mam i cieszyć się tym - by pozbyć się chciejstw , dumy, pychy, braku tolerancji - by dostrzec obok mnie drugiego człowieka i by stać się godnym słowa ,, człowiek,,...


To tylko takie najmocniejsze moje przeżycia /zetknięcia się z działaniem Pana lub z nim Samym. Może ktoś pomyśli,że to nic takiego , ale ja analizując wszystko mogę jasno stwierdzić , iż moje relacje z Bogiem , choć bardzo trudne i niestety niestabilne , ale SĄ ! Potrafię je odczytywać , potrafię już je interpretować oraz wyciągać wnioski, wg których mam postępować.
Ale czy tak naprawdę musimy , aż takie mieć przeżycie, by uświadomić sobie ,że między mną / nami, a Bogiem jest więź? ... Bóg jest zawsze gotowy i czeka tylko na nasz gest, nasze słowo i czyn.

helenast
Posty: 190
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: helenast » 01 lis 2017, 10:06

01.11.

Człowiek umiera... Znowu za szybko!
Człowiek umiera... Razem z nim wszystko..
Tylko wspomnienia po nim zostają,
Które wciąż mgliste z czasem się stają,
Których tak wiele, jednak za mało...
Znowu za szybko wszystko się stało!
Czasu nie było na pożegnanie...
Teraz zostało tylko płakanie.
Teraz ten smutek w garści Cię trzyma,
Trzyma za szyje, dusić zaczyna...
Póki ktoś żyje, to go kochamy,
Lecz to po śmierci go doceniamy.
wtedy widzimy jaki był cenny,
Wtedy ogarnia smutek brzemienny,
Wtedy to rozpacz, wtedy tęsknota,
Jakże naiwna życia prostota.....
Wtedy wyrzuty nami władają,
Wtedy uczucia hołdy składają...
Wtedy za późno na przeprosiny,
Jedno, co możemy - wciąż się modlimy...





https://www.youtube.com/watch?v=k1-TrAvp_xs

helenast
Posty: 190
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: MOJE ŚWIADECTWA REKOLEKCJI

Post autor: helenast » 01 lis 2017, 19:29


ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość