małzeństwo nad przepaścią

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Monti
Posty: 712
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Monti » 13 lis 2019, 8:46

Burzo, widzę u Ciebie to samo, co u mnie, czyli bardzo silny lęk przed utratą dziecka i tworzenie scenariuszy na przyszłość, przez co niepotrzebnie się zamartwiasz. Choć sam jeszcze nie uporałem się z tym problemem, wiem, że lęk to nie jest dobry doradca. Tym bardziej, że jako kobieta niejako z automatu masz przewagę w sądzie w tym zakresie.

burza
Posty: 380
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 13 lis 2019, 19:10

Bardzo dziękuję, wszystkim za modlitwę w trudnej sprawie.

burza
Posty: 380
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 21 lis 2019, 1:23

Straszna pustkę dziś czuje w sercu, jakby ktoś mi to cała miłość do męża wyrwał to, o przez to jaki jest w stosunku do mnie chociażby, granie córka. . Choć jeszcze mieszkamy razem, wszystko zmierza ku końcowi to zupełnie już obcy człowiek i zwyczajnie, on już chce to małżeństwo zakończyć. Już nawet odwiesilam się od męża. Gdybym to zrobiła 4lata temu i nie prosiła go o ratowanie to może byłoby uratowane . On? trudno powiedzieć, jakie ma odczucia do mnie czy mnie nienawidzi, raczej już chyba obojętna jestem. To już tylko zgliszcza, modlę się jeszcze, ale widocznie tak ma być i myślę sobie widocznie ja byłam tylko taka zabawka, aż znalazł miłość życia właśnie kochankę. Córka... kiedy jestem z nią jest myślę, że dobrze kiedy, jest on wybiera tatę.Dzis zwyczajnie dopadł mnie gorszy dzień. I tracę cała wiarę, że może jeszcze kiedyś.. Musiałaby być rozmowa, wspólna kawa przy stole a to nie moje doczekanie, tak rok temu powiedział. Jeszcze się ludze, że może jeszcze coś się zdarzy w jego głowie i sercu jego nawrócenie ale muszę to wyrzucić z mojej głowy. To ja tak bym chciała, niekoniecznie Bóg. To mój gorszy dzień.

Monti
Posty: 712
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Monti » 21 lis 2019, 9:51

burza pisze:
21 lis 2019, 1:23
Straszna pustkę dziś czuje w sercu, jakby ktoś mi to cała miłość do męża wyrwał to, o przez to jaki jest w stosunku do mnie chociażby, granie córka. . Choć jeszcze mieszkamy razem, wszystko zmierza ku końcowi to zupełnie już obcy człowiek i zwyczajnie, on już chce to małżeństwo zakończyć. Już nawet odwiesilam się od męża. Gdybym to zrobiła 4lata temu i nie prosiła go o ratowanie to może byłoby uratowane . On? trudno powiedzieć, jakie ma odczucia do mnie czy mnie nienawidzi, raczej już chyba obojętna jestem. To już tylko zgliszcza, modlę się jeszcze, ale widocznie tak ma być i myślę sobie widocznie ja byłam tylko taka zabawka, aż znalazł miłość życia właśnie kochankę. Córka... kiedy jestem z nią jest myślę, że dobrze kiedy, jest on wybiera tatę.Dzis zwyczajnie dopadł mnie gorszy dzień. I tracę cała wiarę, że może jeszcze kiedyś.. Musiałaby być rozmowa, wspólna kawa przy stole a to nie moje doczekanie, tak rok temu powiedział. Jeszcze się ludze, że może jeszcze coś się zdarzy w jego głowie i sercu jego nawrócenie ale muszę to wyrzucić z mojej głowy. To ja tak bym chciała, niekoniecznie Bóg. To mój gorszy dzień.
Burzo, każdemu zdarzają się gorsze dni, w apogeum kryzysu one zdecydowanie przeważają, ale potem zazwyczaj proporcja się stopniowo zmienia. U Ciebie nastąpiła kumulacja różnych trudnych wydarzeń, więc jest to zrozumiałe.
Co do męża i kowalskiej, to na pewno są tam intensywne uczucia, ale raczej trudno to nazwać prawdziwą miłością, taką, o jakiej pisze św. Paweł, bo na grzechu i krzywdzie ludzkiej raczej nic dobrego nie da się zbudować. Z pewnością Bóg chciałby nawrócenia Twojego męża i Waszego pojednania, ale dał mu też wolność, z której Twój mąż ma prawo także źle korzystać...
Trzymaj się.

burza
Posty: 380
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 21 lis 2019, 17:29

Tak, Monti masz rację to wszystkie wydarzenia ostatnio się skumulowaly a było ich dużo jakbym dzwigala nie jeden a dwa krzyże, stąd taki kryzys emocjonalny. Najważniejsza w tym wszystkim była jest i zawsze będzie Córka, aby była ze mną. Na resztę rzeczy nie mam wpływu. I tak pomyślałam, żeby dalej jakoś dźwigać ten krzyż, chodzi mi po głowie taka myśl aby w końcu pojechać pierwszy raz na to spotkanie sychar we wtorek nie wiem czy to się uda. . Nie wiem co tam zastanę jakich ludzi w jakim wieku, jak mówią czekają nie czekając i co usłyszę. Czy mi to pomoże, tego nie wiem? Ale i bez tego wiem, że niezależnie co się wydarzy jeszcze w moim życiu, Ja jestem i będę wierna przysiędze małżeńskiej to moja wola, mimo, ze mój mąż robi to co robi ale to jego wybór i jego wola.

Małgorzata Małgosia
Posty: 297
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Małgorzata Małgosia » 23 lis 2019, 12:38

Burzo, jedź na spotkanie we wtorek, jeżeli tylko będziesz mogła. Nie zastanawiaj się za wiele nad tym kogo tam spotkasz. Mimo, że na spotkaniu ogniska jeszcze nie byłam to doświadczenie forum, a także codziennej sycharowej skypowej modlitwy, pokazuje mi, że na spotkaniu będą takie osoby jak Ty. W kryzysie. Jedne dalej na tej drodze, inne może na początku. Jednak każdy z doświadczeniem bólu odrzucenia, z którym na swój sposób sobie radzi.

Nie wiesz jakie konkretnie osoby będą, ale co do jednego możesz mieć pewność: będzie tam Bóg, który kocha i uzdrawia poprzez ludzi.

Myślę, że warto spróbować, co masz do stracenia? :)
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

JolantaElżbieta
Posty: 591
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: JolantaElżbieta » 23 lis 2019, 17:47

burza pisze:
21 lis 2019, 17:29
Tak, Monti masz rację to wszystkie wydarzenia ostatnio się skumulowaly a było ich dużo jakbym dzwigala nie jeden a dwa krzyże, stąd taki kryzys emocjonalny. Najważniejsza w tym wszystkim była jest i zawsze będzie Córka, aby była ze mną. Na resztę rzeczy nie mam wpływu. I tak pomyślałam, żeby dalej jakoś dźwigać ten krzyż, chodzi mi po głowie taka myśl aby w końcu pojechać pierwszy raz na to spotkanie sychar we wtorek nie wiem czy to się uda. . Nie wiem co tam zastanę jakich ludzi w jakim wieku, jak mówią czekają nie czekając i co usłyszę. Czy mi to pomoże, tego nie wiem? Ale i bez tego wiem, że niezależnie co się wydarzy jeszcze w moim życiu, Ja jestem i będę wierna przysiędze małżeńskiej to moja wola, mimo, ze mój mąż robi to co robi ale to jego wybór i jego wola.
Jestem za - ja poszłam namówiona przez skajpowiczów. Nareszcie poczułam się wśród swoich - miłość, ciepło, radość - teraz z niecierpliwością czekam na każde następne. A jeżyłam sie na początku, mówię Ci. Idź!

burza
Posty: 380
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 28 lis 2019, 14:49

Dziś dostałam pismo sądu o badaniu córki ozss, 30 grudnia godz 9:00.Nie wiem jak będzie. Córka napewno będzie chciała jechać z ojcem autem bo ja niestety komunikacja bo nie mam auta. Więc, już na początek nie fajnie dla mnie. I czy ci specjaliści, dostrzega jego manipulacje względem córki oby.Inaczej córka będzie z nim mieszkać a to dla mnie będzie koniec sensu mojego życia. I tak myślę, że może powinnam poddać się i odejść z własnego domu, zostawić córkę skoro bardziej z nim woli być z ojcem a on przyprowadzi jej druga matkę. Ale zdaje sobie też, sprawę, że ona jest mała i nic nie rozumie bo to jeszcze male dziecko. Jeśli prawda nie zwycięży to tak będzie a serce i pęknie z żalu. I tyle będzie tej historii po prostu czasem zwyczajnie nie mam siły na taką wyczerpującą walkę. Dziś tak czuję.

marylka
Posty: 1145
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: marylka » 29 lis 2019, 12:27

Burzo...Twoja corka kiedys dojrzeje i inaczej bedzie patrzyla na cala sprawe
Co bedzie czula jk dowie sie, że sie poddalas i zrezygnowalas z wychowywania jej?
Zrob wszystko co w Twojej mocy. Reszte zostaw Bogu.
A jaka decyzja zapadnie - to wtedy bedziesz sie martwic
Albo i nie :)
Nie rezygnuj z dziecka!
Pozdrawiam

burza
Posty: 380
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 29 lis 2019, 13:58

Marylko, dziękuję za słowo wsparcia. Modlę się tylko aby ci specjaliści tam na tym badaniu spojrzeli bardziej na mojego męża i te jego dobre manipulacje, bo ja jestem prawdziwa i nie umiem udawać.Jesli córka, zostanie przy mężu, on nie przekażę jej żadnych wartości co to rodzina, miłość a o wierze już nie wspomnę. Po prostu czasem już nie ma siły udowadniać, że bardzo kocham córkę bo to, że martwię się o to by w przyszłości to jakos na niej się nie odbiło. Ja ogarniam szkole, lekarzy córki i też psychologow, wszystko na mojej głowie nie skarze się bo jestem rodzicem 24 h na dobę. Ja to wiem, mąż traktuje jak zabawę i nawet mam wrażenie jakby był rownolatkiem z nią. Kiedy wchodziłem w tą rolę, mamy byłam świadoma i jestem jak wygląda bycie rodzicem. I nawet dziś sytuacja w szkole odbieram córkę i nauczycielka, że chce ze mną zamienić słowo. I mówi mi córka nie chciała któregoś dnia czytać w klasie, i pytam się kiedy bo wczoraj ładnie w domu czytała przy mnie. Bo ogólnie nie mogę nic mówić bo uczy się dobrze. Ja jej na to, że wyraziłam zgodę aby psycholog szkolny brał ja na zajęcia. Ona na to, że ja psycholog obserwuje na lekcji i ona mi na to, że w domu to rodzice załatwiają sprawy z dziećmi. I mówię jej w normalnym domu tak, ale nie u nas na tą chwilę niemożliwe, kiedy sytuacja wygląda tak. I ona mi na, to trzeba udawać i dogadać się. Ja na to nic i wiecie co, tylko Bóg wie że mi najbardziej na tym zależy dobrych relacjach by pokazywać szacunek . Ale ja nic nie mogę, bo mąż ma mnie gdzieś w jednym domu on nawet nie spojrzy w moją stronę a mowa o rozmowie, przecież on nie chce ze mną mieć nic wspólnego. Tyle razy to pisałam A i tak wszyscy obwinia ja mnie. Mąż zawozi rano córkę do szkoły i czemu ta nauczycielka nie powie jemu tego wprost co mi(dogadacie się), nie ma śmiałosci bo co ja wyglądam jak dziewczynka to można? a jego się boją. Przecież, ja nie zdradzam i nic złego nie robię a i tak wszyscy winia mnie.

Ewuryca
Posty: 238
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Ewuryca » 29 lis 2019, 15:17

burza pisze:
29 lis 2019, 13:58
Marylko, dziękuję za słowo wsparcia. Modlę się tylko aby ci specjaliści tam na tym badaniu spojrzeli bardziej na mojego męża i te jego dobre manipulacje, bo ja jestem prawdziwa i nie umiem udawać.Jesli córka, zostanie przy mężu, on nie przekażę jej żadnych wartości co to rodzina, miłość a o wierze już nie wspomnę. Po prostu czasem już nie ma siły udowadniać, że bardzo kocham córkę bo to, że martwię się o to by w przyszłości to jakos na niej się nie odbiło. Ja ogarniam szkole, lekarzy córki i też psychologow, wszystko na mojej głowie nie skarze się bo jestem rodzicem 24 h na dobę. Ja to wiem, mąż traktuje jak zabawę i nawet mam wrażenie jakby był rownolatkiem z nią. Kiedy wchodziłem w tą rolę, mamy byłam świadoma i jestem jak wygląda bycie rodzicem. I nawet dziś sytuacja w szkole odbieram córkę i nauczycielka, że chce ze mną zamienić słowo. I mówi mi córka nie chciała któregoś dnia czytać w klasie, i pytam się kiedy bo wczoraj ładnie w domu czytała przy mnie. Bo ogólnie nie mogę nic mówić bo uczy się dobrze. Ja jej na to, że wyraziłam zgodę aby psycholog szkolny brał ja na zajęcia. Ona na to, że ja psycholog obserwuje na lekcji i ona mi na to, że w domu to rodzice załatwiają sprawy z dziećmi. I mówię jej w normalnym domu tak, ale nie u nas na tą chwilę niemożliwe, kiedy sytuacja wygląda tak. I ona mi na, to trzeba udawać i dogadać się. Ja na to nic i wiecie co, tylko Bóg wie że mi najbardziej na tym zależy dobrych relacjach by pokazywać szacunek . Ale ja nic nie mogę, bo mąż ma mnie gdzieś w jednym domu on nawet nie spojrzy w moją stronę a mowa o rozmowie, przecież on nie chce ze mną mieć nic wspólnego. Tyle razy to pisałam A i tak wszyscy obwinia ja mnie. Mąż zawozi rano córkę do szkoły i czemu ta nauczycielka nie powie jemu tego wprost co mi(dogadacie się), nie ma śmiałosci bo co ja wyglądam jak dziewczynka to można? a jego się boją. Przecież, ja nie zdradzam i nic złego nie robię a i tak wszyscy winia mnie.
Burzo bardzo często piszesz, że mąż manipuluje córką. Czy możesz napisać przykłady takiej manipulacji?

burza
Posty: 380
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 29 lis 2019, 21:06

W środę i czwartek ja do dziecka nie mam żadnego dostępu, ponieważ mąż ma wolne od rana do wieczora córka z nim. Ona rekompensuje sobie to co straciła na prawie rok ojca i myślę, że odbiło się to na jej psychice choć psychologiem nie jestem. Do niego nie robi dasow i grymasow bo zwyczajnie boi się, żeby tata się na nią nie pogniewal np. A tata może się nie odzywać. A manipulacja jest różna odbiera ja ze szkoły a później jeździ z nią po sklepach ona to lubi, nawet lekcji dobrze nie odrobi i kupuje to co ona chce typu kredki temperowki a ma słuchajcie tyle cała klasę można było obdzielic i po kątach w domu się przewala. Jak to dziecko widzi korowe to chce mieć. Ja do niej mówię a ona nic udaje jakby mnie nie było, zwrócę jej uwagę lub coś jej nie wyjdzie w lekcjach a jestem pod ręką to oklada mnie pięściami on wtedy patrzy a ja zły w oczach mam i pytam sama sobie za co za to że za mocno kocham dostaje zapłatę. Potrafi też podejść do szafki i wali szufladami lub przewala krzesła ona wie że będę zła a tata cieszy się, wiadomo, że on tego nie zrobi ale za niego zrobi to córka. A on nic cieszy się a mnie bezsilność bierze co za mała terrorysta rosnie dziecko demoluje w domu. . Ale to tylko dziecko jest między młotem a kowadlem a żeby wychowac dobrze dziecko trzeba do jednej bramki strzelać a tak dostaje rozdwojenia jaźni. Tego jest dużo po tych jego 2dniach wolnych ja muszę ją później naprowadzac na tory a jest ciężko. Teraz jeszcze udam się do psychologa w Warszawie by jakiś wyprowadzić ja bo dla mnie to nie jest normalne to jej zachowanie. Kiedy go nie ma to i przytuli się do mnie, kiedy on jest to tylko on tak jakby się bała mu narazić ja nie istnieje . To jest tak od 2lat kiedy wrócił wcześniej tego nie było nie wiem co na rzeczy. Fakt ja jestem bardziej wymagająca względem jej choć bardzo ją kocham, choć też, czasem na coś przymkne oko.

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Pustelnik » 14 gru 2019, 1:59

burza pisze:
29 lis 2019, 21:06
W środę i czwartek ja do dziecka nie mam żadnego dostępu, ponieważ mąż ma wolne od rana do wieczora córka z nim. Ona rekompensuje sobie to co straciła na prawie rok ojca i myślę, że odbiło się to na jej psychice choć psychologiem nie jestem. Do niego nie robi dasow i grymasow bo zwyczajnie boi się, żeby tata się na nią nie pogniewal np. A tata może się nie odzywać. A manipulacja jest różna odbiera ja ze szkoły a później jeździ z nią po sklepach ona to lubi, nawet lekcji dobrze nie odrobi i kupuje to co ona chce typu kredki temperowki a ma słuchajcie tyle cała klasę można było obdzielic i po kątach w domu się przewala. Jak to dziecko widzi korowe to chce mieć. Ja do niej mówię a ona nic udaje jakby mnie nie było, zwrócę jej uwagę lub coś jej nie wyjdzie w lekcjach a jestem pod ręką to oklada mnie pięściami on wtedy patrzy a ja zły w oczach mam i pytam sama sobie za co za to że za mocno kocham dostaje zapłatę. Potrafi też podejść do szafki i wali szufladami lub przewala krzesła ona wie że będę zła a tata cieszy się, wiadomo, że on tego nie zrobi ale za niego zrobi to córka. A on nic cieszy się a mnie bezsilność bierze co za mała terrorysta rosnie dziecko demoluje w domu. . Ale to tylko dziecko jest między młotem a kowadlem a żeby wychowac dobrze dziecko trzeba do jednej bramki strzelać a tak dostaje rozdwojenia jaźni. Tego jest dużo po tych jego 2dniach wolnych ja muszę ją później naprowadzac na tory a jest ciężko. Teraz jeszcze udam się do psychologa w Warszawie by jakiś wyprowadzić ja bo dla mnie to nie jest normalne to jej zachowanie. Kiedy go nie ma to i przytuli się do mnie, kiedy on jest to tylko on tak jakby się bała mu narazić ja nie istnieje . To jest tak od 2lat kiedy wrócił wcześniej tego nie było nie wiem co na rzeczy. Fakt ja jestem bardziej wymagająca względem jej choć bardzo ją kocham, choć też, czasem na coś przymkne oko.
Cześć burza, widzę, że w tym poście (jak dla mnie) bardziej opisujesz córkę (niż męża) bo (po swojemu) się o nią troszczysz. Mąż tym razem jest takim trochę ... tłem. Absolutnie nie, żebym Ci coś zarzucał ;) .

Chociaż ja bym wolał przeczytać post o Burzy, która ... pisze o sobie (staranniej przygląda się swoim myślom i emocjom) i się o ... siebie troszczy ... .

P.S. a czy wiesz że dzieci-nastolatki (i to te porządne z ... naprawdę porządnych domów to potrafią tak drzwiami trzasnąć że ... wylatują szyby) ?
P.S. ja już bardziej o manipulacje bym podejrzewał ... córkę. I tak to już jest że w życiu mierzymy się z tym jak kochać dziecko manipulanta, wandala (a nieraz i anorektyczkę czy alkoholika)

burza
Posty: 380
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 14 gru 2019, 22:46

Pustelniku, tak zgadza się mąż już tylko jest jeszcze gdzieś w tle. Walczę teraz o córkę już nie o męża. Masz trochę racji być, może córka w pewnym sensie trochę manipuluje bo wykorzystuje sytuację,ze jest w centrum. Męża oddaje Bogu, on już żyje swoim życiem, mi trochę gorzej bo mieszkamy razem. Najlepiej czuje się jak go nie ma i też nie do końca, wiem że jest podsłuch, nawet swoich myśli głośno nie mogę powiedzieć. Nie wiem czy to normalne ale jest już dla mnie obcym człowiekiem ja dla niego też, najgorsze, że córka to widzi i jaki ma wzorzec? Chciałbym na tą chwilę aby się wyprowadził do tej swojej kochanki skoro ja wybrał. Wiem, że małżeństwo jest do końca życia ale to ja, mąż już obrał kierunek co musiało by się stac w jego życiu , żeby to zrozumiał i by się nawrocil i chcial zawalczyć o nas? Kiedyś bardzo mnie kochał a teraz rozwód w toku.

burza
Posty: 380
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 19 gru 2019, 12:44

Strasznie męczące to jest wspólne mieszkanie że współmałżonkiem, kiedy on fizycznie i duchowo jest z kochanką. Normalne jest kiedy się wyprowadza, ten zdradzający ale nie bo on ma w głowie aby jeszcze sprowadzić kochankę do naszego domu to chore. W dodatku wszystko co ja planuje , nawet nie mogę zdradzić się rozmawiając z kimś przez telefon muszę zwazac bo on wszystko wie. On to wie, że to nie legalne ten podsłuch. Niestety już mnie nie zna teraz on chce wiedzieć każdy mój pomysł, żeby on był krok przede mną chodzi o córkę. Ja napewno tak jak czytam na forum nie będę zapraszać go na wspólne święta bo planuje wyjazd do rodziny z córką i mam swoją godność za bardzo dałam zestaw swoje wartości wcześniej. Ja ze swojej strony wiele zrobiłam, naprawdę walczylam o małżeństwo może nieumiejetnie, nawet kiedy się wyprowadził pragnelam by wrócił nie dałam mu nawet zatesknic za mną, widzę to po czasie. Teraz zostawiam to Bogu, po drugie tu u nas się to nie uratuje już drugi raz, ponieważ mój mąż ma bardzo zatwardziale serce i slepote na oczach. Jesteśmy w stanie wojny w trakcie rozwodu.Czasem tracę wiarę i nadzieję choć odmawiam swoją nowenne pompejańską a zostało jeszcze 9dni jestem wytrwala.Po tym całym roku mogę powiedzieć, że nauczyłam się żyć samodzielnie z córką nie jestem już jego bluszczem. Czy go kocham? Już nie umiem odpowiedziec na to pytanie, wiem że to mój mąż, którym zawladnal szatan i czasem myślę sobie ze mogłoby by być inaczej gdyby tylko się nawrocil, by Bóg podesłał kogoś na drodze jego,bo działa poprzez ludzi. Ktoś tu pisał mądrze, że trzeba zająć się sobą i nic nie oczekiwać i żyć i wtedy może coś, tego męża olsni, może kiedyś... ale też nie trzeba nastawiac. Najważniejsza jest córka by była zdrowa i szczęśliwa i bym mogła jej przekazać ważne wartości mimo, że moje zostały zdeptane przez jej ojca. Udanych świąt życzę wam.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 15 gości