List do żony?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

List do żony?

Post autor: Lukasz.wroc » 12 sty 2020, 13:50

Szybkie przypomnienie mojej sytuacji celem wprowadzenia do tematu.
Rok temu żona odeszła. Wynajęła pokój w miasteczku obok
"Wypaliłam się, kocham Cię jak starszego brata, zostańmy przyjaciółmi".
Powód: byłem tym typem męża, który nie jest złym człowiekiem, ale jak już jest żona to nie trzeba się starać, przyniosę kasę, jest stabilnie wiec jest ok. Oddalenie nawet fizyczne było.
Żona przez wszystkie lata znosiła to mając nadzieję na zmianę, dając sygnały, aż zbiorniczek z nadzieją się opróżnił.
Na 99 % nie było kowalskiego choć nawet jakby był to nie ma to dla mnie różnicy.
Ja w szoku, pełne zdziwienie.


Przez ostatni rok wróciłem do Kościoła, zbliżam się do Boga. To pomogło mi wiele zrozumieć. Wiele grzechów wobec zony, zaniedbań
Konkretne sytuacje potrafię dzisiaj zobaczyć w całkowicie odmiennym, właściwym świetle.
Nie wiem czy dzisiaj żona jest z jakimś kowalskim. Prosiła mnie o kontakt, ja odmówiłem twierdząc, że to dla mnie za trudne i rozbudza nadzieję.
Mimo to raz w miesiącu wysyła sms czy u mnie wszystko w porządku i prosi o to żebym dawał jej znać.
Pewnie trochę się martwi, a i trochę może ma wyrzuty sumienia.
Niedawno poprosiła o spotkanie, chce porozmawiać o rozwodzie.


I teraz tak.
Pisałem coś w stylu listu do żony.
Moje wszystkie wnioski i olśnienia jakie doznałem, o tym co zrobiłem źle i że teraz to widzę, o tym gdzie były moje zaniedbania, o tym ze zbliżyłem się do Boga ( to może być dla żony spore zaskoczenie).
O tym ze mogę się tylko domyślać jak cierpiała przez ten czas robiąc dobra minę do złej gry i mając nadzieję na zmianę.
Napisałem również o tym, ze proszę o wybaczenie i że wybaczam, jeśli jej coś ciąży na sumieniu.

Że będę się modlić za nią i za osobę, która będzie stała u jej boku.

Słowem, taki mój rachunek sumienia i zarazem prośba o wybaczenie i przyjęcie mojego wybaczenia.

Jak sądzicie, czy taki list mogę dac żonie? Nie ważne jak potoczy się sprawa z rozwodem.

Tylko raz, nie chciałbym, żeby czuła, ze jest jakby do czegoś namawiana czy przekonywana, dwa, że nie wiem czy to nie jest wbrew liście Zerty. Choć tutaj raczej ona nie ma juz zastosowania skoro nie żyjemy ponad rok ze sobą i nie widzieliśmy się.

Jak uważacie ?
Cos w stylu listu pożegnalnego. Choć nie przeczę, że z zawartą w nim nutką nadziei, że być może gdy za 2, 3 lata wpadnie jej w ręce, to może jej serce zabije mocniej???
Nie jest moją intencją manipulacja. To jest mój rachunek sumienia i prośba o jej wybaczenie, że zawiodłem.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8937
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: List do żony?

Post autor: Nirwanna » 12 sty 2020, 14:02

Lukasz, ja bym z tym listem jeszcze solidnie pochodziła co najmniej kilka miesięcy.
A w tym czasie zajęła się kwestią "jak mnie widzi Bóg jako mężczyznę? jaki jest Jego zamysł wobec mnie? co jest do naprawienia we mnie w tej kwestii"

Bo wiesz, te słowa:
Że będę się modlić za nią i za osobę, która będzie stała u jej boku.
obawiam się, że utwierdzą twoją żonę w przekonaniu, że się nie zmieniłeś, że "nie jesteś złym człowiekiem, ale skoro żona tak postanowiła, że odeszła, no to ok...". Może sobie pomyśli, za te przykładowe 2-3 lata - "nawet nie zawalczył...."

Myślę, że warto abyś posłuchał o. Konkola: https://www.youtube.com/watch?v=OloOHKJ ... u9cBeJqDbk

Abstrahuję od faktu, że tego typu listy nierzadko bywają wykorzystywane jako dowód w sądzie na okoliczność - tu - Twojej winy.
Zastanowiłabym się, czy to co chcesz zrobić, z taką treścią, nie jest przypadkiem naiwnością.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

nałóg
Posty: 2064
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: List do żony?

Post autor: nałóg » 12 sty 2020, 14:05

Po co chcesz pisać o tej „ modlitwie za nią inosobę u jej boku” ? W jakim celu? Jak piszesz list to po co? Pożegnać się? To czego chcesz? Pojednania?rozstania?rozwodu?czy powrotu i pracy nad relacją,komunikacją i dialogiem? Jak ze spójnością u Ciebie? Czego pragnie Twoje serce ?

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: List do żony?

Post autor: Lukasz.wroc » 12 sty 2020, 14:49

O matulu. To straszne wszystko co Wy piszecie. Ale macie rację. Dobrze, że Was mam. Gdy człowiek cierpi, to dałby się pokroić i robi głupstwa.
Po prostu myślałem, że żona moze trochę zrozumie.
To taki krzyk rozpaczy, bo o niczym nie marzę, jak o zjednoczeniu i pozostaniu wiernym żonie do końca moich dni.
To takie miało być w zamyśle pożegnanie : kocham i będę wierny, ale puszczam wolno bo Ty juz nie kochasz.

O matko, chyba się strasznie wyglupilem, co?
Bogu dziękuję za Was. Ehh....

Ukasz

Re: List do żony?

Post autor: Ukasz » 12 sty 2020, 20:10

Zacznę od tego, że nie podoba mi się otwieranie trzeciego wątku, gdy masz już dwa:
viewtopic.php?f=10&t=2460
viewtopic.php?f=13&t=2769
Ten drugi był trochę bardziej ogólny, ale w nim też opowiadałeś Twoją historią.
Żeby cokolwiek Ci odpowiedzieć, musiałem najpierw oba wątki znaleźć i sobie odświeżyć.
Uważam, że pomysł listu pożegnalnego jest w ogóle od czapy – co już sam zauważyłeś. Ty chcesz być znowu z żoną czy nie? Bo Twoje deklaracje na tak stoją - takie jest moje subiektywne odczucie - w jaskrawej sprzeczności z czynami.
Lukasz.wroc pisze:
03 sty 2020, 18:00
Moja żona powiedziała mi dokładnie to samo: nie kocham już, ale chcę być z Tobą przyjaciółmi, bo lepszego nie znajdę.
Ja odpowiedziałem, że mogę być jej przyjacielem, ale i mężem. Samym przyjacielem to nie możliwe.
Poprosiłem ją o brak kontaktu.
Lukasz.wroc pisze:
12 sty 2020, 13:50
Prosiła mnie o kontakt, ja odmówiłem twierdząc, że to dla mnie za trudne i rozbudza nadzieję.
Mimo to raz w miesiącu wysyła sms czy u mnie wszystko w porządku i prosi o to żebym dawał jej znać.
Pewnie trochę się martwi, a i trochę może ma wyrzuty sumienia.
Niedawno poprosiła o spotkanie, chce porozmawiać o rozwodzie.
Czyli odcinasz się od niej nawet wtedy, gdy ona szuka kontaktu. Zauważyłeś, że jeszcze 29 grudnia 2019 r. pisałeś:
Lukasz.wroc pisze:
29 gru 2019, 18:20
U mnie też nie ma tematu rozwodu. Wogóle nie mam kontaktu z żoną.

Układam sobie swoje plany na przyszłość i nie ma w nich fizycznie mojej żony.
Nie masz kontaktu, bo nie chcesz: odmawiasz, bo to dla Ciebie za trudne. Tematu rozwodu nie było i już jest. Czy jest związek między jednym i drugim? Spróbuj odpowiedzieć sobie sam.
Czytając Twoje pierwsze posty byłem pod wrażeniem, jak dojrzale potrafiłeś zobaczyć własny udział w kryzysie i jak pięknie zająłeś się sobą i budowaniem relacji z Bogiem. Teraz zaczynam zauważać coś jeszcze: podobieństwo postawy, która – Twoim zdaniem! - doprowadziła do kryzysu, do tej obecnej.
Lukasz.wroc pisze:
02 sie 2019, 20:43
Przedwczoraj napisała do mnie czy może wpaść bo będzie w pobliżu. Ot tak na chwilkę. Wahałem się, ale w końcu stwierdziłem, że minęło już pół roku jak się nie widzieliśmy i powinno być ok.
Ona też zapytała, jak długo będziemy siebie unikać.
Nie było źle. Rozmowy co tam u nas, jak w pracy, ot typowe. Choć nie zauważyłem w niej jakieś tęsknoty za miejscem, w którym jednak była kiedyś szczęśliwa. Była nadal stanowcza, bez emocji. Zapytała, dlaczego nie wynajmę komuś pokoju. A dla mnie to już był sygnał: nadal nie dopuszcza nawet takiej możliwości, że tutaj zamieszka ponownie.
Zamówiłem jej taksówkę i pojechała po godzinie do siebie.

A mnie niestety ponownie zaatakował straszny ból. Wszystko wróciło. Prawie paniczny atak żalu, tęsknoty. Łaziłem cały wieczór po domu w te i we wte modląc się o siłę, żeby to przetrwać. Jak w transie.
[...]
Wczoraj zauważyłem, że nie nosi obrączki i pierścionka. Ona zdziwiła się, że ja nadal noszę.
Nadal nie wspomina nic o rozwodzie. Twierdzi również, że ostatnią rzeczą jakiej jej potrzeba teraz to związek z kimś.
Wiem, że to, iż odzywa się do mnie raz na miesiąc to przez to, że jak stwierdziła nigdy nie będę jej obojętny. Ja też nie mam tu nikogo i pewnie Ona się o mnie trochę martwi.
Choć przyznam, że chciałbym wierzyć, że tęskni. Że to są chwilę gdy ma gorszy dzień i chciałaby się np. przytulić i zapłakać. Pisze głównie wieczorami. Pewnie przed zaśnięciem.
[...]
Jednak ta wczorajsza wizyta strasznie mnie wybiła z rytmu. Bardzo dużo mnie to kosztuje, gdy widzę moją żonę niby ze mną luźno rozmawiającą, ale jednak zamkniętą w sobie, na dystansie, gdy choć minimalna zmiana tematu innego niż "a co tam w pracy"? wywołuje w niej jakby... taką blokadę i rzekłbym nawet agresję.
Normalnie jakby jej osoba budowała natychmiast mur i mówiła: nie, stop, nie dawaj mi tego, nie chcę tej troski !
A z drugiej strony sama osłabia co jakiś czas ten mur pisząc do mnie i proponując spotkanie.
[...]
Nie wiem czy chciałbym żonę zobaczyć w ciągu następnego roku. Ale boję się również, że być może ona tym samym sprawdza czy coś się zmieniło w niej wobec mnie gdy mnie zobaczy. Nie chciałbym tej ewentualnej szansy zablokować.

I tak o to właśnie dzisiaj napisałem po raz pierwszy na tym forum. Aby podzielić się moim bólem. Dać to komuś. Tak się ułożyło, że nie mam nikogo koło siebie, z kim mógłbym usiąść i porozmawiać. Po części też to moja „zasługa”. Nie kochałem ludzi. Stroniłem od nich. Nie potrzebowałem.
Teraz uczę kochać się na nowo. Każdego. Nawet wroga.
[...]
Inaczej, nawet gdyby Bóg dał mojemu małżeństwu drugą szansę ja mogę jej nie zauważyć, albo nie wykorzystać. Bo przecież Bóg za mnie tego nie naprawi co zepsułem, prawda ?
Lukasz.wroc pisze:
03 sie 2019, 20:33
Tylko, że właśnie po takim spotkaniu jakie miało miejsce 2 dni temu, a które pewnie dla niej nie wiele znaczyło, ja się muszę "leczyć" przez kilka tygodni.
Nie jestem pewien czy powinienem godzić się na takie propozycje spotkań. W sensie, przeprosić, ale po raz kolejny wytłumaczyć, że to za trudne dla mnie.
Może za rok, za dwa gdy nie będziemy mieli kontaktu ze sobą, zobaczy sprawy w innym świetle ? Obojętnie w którą stronę nazwijmy to, ale jednak w innym, bardziej konkretnym i zadecyduje co chcę zrobić.
Choć znam ją na tyle i o uczuciach to niestety nie potrafi rozmawiać. Będzie obwiniać się w takim momencie gdyby chciała nawet coś przekazać mi, będzie sobie zarzucać beznadziejność, ale nie otworzy się przede mną szczerze.

Zdjęła obrączkę, o rozwodzie nie wspomina, a powrocie również nie. Co ja mam sobie myśleć ? Co robić ? Jak to do wzoru podłożyć, żeby spokojnie żyć dalej.
Kategorycznie przestać odpowiadać na jej co kilkutygodniowe "co tam u Ciebie, wszystko OK"?
Odmawiać ewentualnych spotkań ?
Lukasz.wroc pisze:
29 sie 2019, 6:04
W tym tkwi też problem. Żona twierdziła, że brakuje mi spontaniczności, że daje jej poczucie bezpieczeństwa, ale jestem za bardzo poukładany.
[...]
Nie wiem. Mija miesiąc od jej wizyty, a ja czuję się jak połżywy. Mentalnie.
Ta wizyta zabiła we mnie duża część nadziei.
Lukasz.wroc pisze:
01 wrz 2019, 15:45
Odnośnie mojego poukladania. Tzn. to jest tak, że popełniłem duzo zaniedbań jako mąż wobec żony. Zaniedbań w życiu codziennym. Myślałem, że pracując, skupiając się na zadaniach i dążąc do wyznaczonych celów (tych wspólnych), i co w związku z tym da efekty np. kilka razy do roku, albo po dłuższym czasie, będzie to miłe mojej żonie i wystarczy by czuła się szczęśliwa.
Zapomniałem o codziennych drobnostkach, małych aczkolwiek ważnych rzeczach dla związku a skupialem się na dużych projektach i im się oddawalem bez reszty. "Ale nie rozumiem, przecież robię to dla nas, tak jak planowaliśmy, musimy na to zapracować i skupić się na tym" tak mówiłem bo tak rozumiałem.
Potem przyszło orzeźwienie, że w związku lepiej jest gdy każdy dzień jest mała przygoda niż gdyby miała być mega duża przygoda raz od wielkiego dzwona.
Zona podziwiali mój upór, wytrwałośc, jednocześnie pewnie usychajac z codziennej rutyny.
Lukasz.wroc pisze:
22 wrz 2019, 22:14
Ale na drugiej szali jest miłość do mojej żony. Obawa, że mogę ją zaprzepaścić przez ten mój lęk przed samotnością jest równie przerażająca.
Zebrałem tu te Twoje wypowiedzi, które układają mi się w pewną całość. Po absolutnie zaskakującym dla Ciebie odejściu żony przeskoczyłeś w inne tryby – ale równie sztywne, jak wcześniej. Spotkanie z żoną wybiło Cię z tych kolein, więc na następne już się nie zgadzasz. Rozwijasz się, ale całkowicie zablokowany na powolną, stopniową odbudowę relacji. Przyjąłeś lepszy kierunek, ale nie umiesz zmieniać go ani o jotę. Żona jasno zakomunikowała Ci główną przyczynę swojego wypalenia, a Ty ją powielasz w zmienionej (lepszej!) dekoracji, w dodatku całkowicie zamykając się na kontakt z nią. I mimo całego Twojego bólu, o którym piszesz szczerze, jest Ci w tym na tyle dobrze, że wolisz to niż narażenie się na inny ból, związany z niepewnością, zmianą, ponowną konfrontacją z sobą i z sytuacją.
Ponadto chyba wypracowałeś sobie znowu bardzo ładny obraz samego siebie, idealny w danej sytuacji, i panicznie boisz się rysy na nim. Tę ostatnią rzecz mocno widzę u siebie i wciąż się z tym zmagam, staram się kwestionować, wręcz prowokuję przyjaciół, żeby mnie z tego wyrwali. Bo ta pokusa jest ogromna i niesamowicie utrudnia autentyczny rozwój, a jeszcze bardziej – odbudowę relacji.
Sam pisałeś, że raczej izolowałeś się od ludzi - czy nie jest znów tak samo, tylko z innym wytłumaczeniem?

Czy stać Cię na szaleństwo? Zaskoczenie samego siebie i żony? Czego teraz się boisz? Żona już chce rozwodu, co jeszcze mógłbyś stracić? Nie traktuj tego jako rady, ale przykład rzucony po to, żeby Cię zainspirować: skoro żona chce się spotkać, żeby rozmawiać o rozwodzie, to zgoda, ale na wspólnym tygodniowym wyjeździe... Chce Cię traktować jako najlepszego przyjaciela – to niech z tym przyjacielem coś zrobi wspólnie, ale nie na godzinę... Ty znasz lepiej siebie i Twoją żonę, na pewno wymyślisz coś lepszego, ale wyjdź wreszcie ze swoich kolein, bo jadąc w nich nigdy się z nią nie spotkasz.

Kilka razy pisałeś o szansie - ale propozycje spotkań odrzucałeś. Może to były właśnie te łodzie ratunkowe, które Bóg Ci przysyłał, a Ty je odrzucałeś, bo ta łódka miała wyglądać inaczej? Teraz sam postaraj się o nową szansę.

Jeszcze jedno na koniec. Na pewno przyczyny kryzysu w Waszym małżeństwie były złożone i nie ma jednej, która wszystko tłumaczy. Nie mam jednak żadnej wątpliwości, że bardzo ważną było to, że nie mieliście dzieci. I to byłą jej decyzja. Nie obwiniaj się więc nadmiernie, że to wszystko rozpadło się przez Ciebie i masz tylko przepraszać na pożegnanie.

Przestań się bać. Nie lękaj się!

burza
Posty: 380
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: List do żony?

Post autor: burza » 12 sty 2020, 20:34

Hej Łukasz,a propo twojego pomysłu odnośnie listu do żony. Wiesz, kiedy mój mąż się wyprowadził 4lata temu też, wpadłam na taki sam pomysł co ty. Oczywiście tylko że, ja napisałam i wysłałam . I to znaczyło że dalej go kocham i tęsknię opisalam wszystko mu i na końcu że, jeśli wróci to musi być inaczej a przede wszystkim rozmowa między nami.Teraz wiem,że to było niepotrzebne. Efekt był taki że, na tydzień czy dwa wniósł pozew o rozwód. A dalej to musisz zajrzeć do mojego wątku... Pozdrawiam

Dwa_odcienie
Posty: 105
Rejestracja: 09 sie 2018, 21:24
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Kobieta

Re: List do żony?

Post autor: Dwa_odcienie » 12 sty 2020, 21:44

Łukaszu, pozwól że ja również wypowiem się na temat tego listu.
Jako kobieta uważam, że jest to dobry pomysł.
Ale pod warunkiem, że nie napisałeś go w kontekście "już wiem co zrobilem źle, jak wrócisz to będzie już lepiej ttlko wróć".
Tak jak napisałeś - to jest Twój rachunek sumienia.
Nie mógłbyś (tak podejrzewam) powiedzieć tego wszystkiego żonie, bo pewnie albo trwaloby to bardzo długo, albo by Ci w pewnym momencie zaczęła przerywać, albo poprostu nie dałbyś rady.

Z doświadczenia wiem, że czasami niektóre rzeczy łatwiej napisać niż powiedzieć.

Ja uważam, że powinieneś wręczyć żonie ten list i zaznaczyć, że długo zastanawiałeś się czy jej go dać, ale ze jest to Twój rachunek sumienia.

Jak ona na to zareaguje - tego nikt nie przewidzi. Jeśli odeszła, ale jak piszesz, prosiła Cię żebyś się odzywał co u Ciebie, tzn że jest jakaś relacja między Wami - może z jej strony to tylko przyjaźń, ale nawet jeśli to i tak dużo. I jak przyjacielowi możesz wręczyć ten list.

Chce wiedzieć co u Ciebie - a u Ciebie właśnie to, co w liście. Przemyslales, zrozumiałeś i dzielisz się tą wiedzą z nią.

Życzę powodzenia.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8937
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: List do żony?

Post autor: Nirwanna » 12 sty 2020, 22:33

Dwa_odcienie pisze:
12 sty 2020, 21:44
Przemyslales, zrozumiałeś i dzielisz się tą wiedzą z nią.
Z kolei z mojego osobistego doświadczenia oraz obserwacji mnóstwa historii sycharków wynika, że to co powyższe - to dużo za mało.
Również w sakramencie pokuty i pojednania jednym z warunków dobrej spowiedzi jest zadośćuczynienie, czyli nie tylko rachunek sumienia (przemyślałem, zrozumiałem), nie tylko ich wyznanie (dzielę się wiedzą), ale też konkretna aktywność z tym związana czyli właśnie zadośćuczynienie, zmiana postępowania, trwała i widoczna, a co najmniej konkretny i perspektywiczny zaczątek tych zmian.

Tymczasem Ukasz wg mnie bardzo trafnie zauważył, że zmiana Łukasza polega jedynie na zmianie koszulki od lat noszonej i spranej na nową i ładniejszą. Ale to wciąż ta sama koszulka.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: List do żony?

Post autor: Lukasz.wroc » 12 sty 2020, 22:40

Ukasz pisze:
12 sty 2020, 20:10
Zacznę od tego, że nie podoba mi się otwieranie trzeciego wątku, gdy masz już dwa:
viewtopic.php?f=10&t=2460
viewtopic.php?f=13&t=2769
Ten drugi był trochę bardziej ogólny, ale w nim też opowiadałeś Twoją historią.

Za to przepraszam, fakt, można było to podpiąć.


Żeby cokolwiek Ci odpowiedzieć, musiałem najpierw oba wątki znaleźć i sobie odświeżyć.
Uważam, że pomysł listu pożegnalnego jest w ogóle od czapy – co już sam zauważyłeś. Ty chcesz być znowu z żoną czy nie? Bo Twoje deklaracje na tak stoją - takie jest moje subiektywne odczucie - w jaskrawej sprzeczności z czynami.

No ten list, to nie jest list tak naprawdę. Ja go tak nazwałem na potrzeby tematu. To były wszystkie moje myśli nieuczesane, które przelewałem, pisałem, żeby poczuć ulgę. Pomysł listu mi się zrodził niedawno.
Lukasz.wroc pisze:
03 sty 2020, 18:00
Moja żona powiedziała mi dokładnie to samo: nie kocham już, ale chcę być z Tobą przyjaciółmi, bo lepszego nie znajdę.
Ja odpowiedziałem, że mogę być jej przyjacielem, ale i mężem. Samym przyjacielem to nie możliwe.
Poprosiłem ją o brak kontaktu.
Lukasz.wroc pisze:
12 sty 2020, 13:50
Prosiła mnie o kontakt, ja odmówiłem twierdząc, że to dla mnie za trudne i rozbudza nadzieję.
Mimo to raz w miesiącu wysyła sms czy u mnie wszystko w porządku i prosi o to żebym dawał jej znać.
Pewnie trochę się martwi, a i trochę może ma wyrzuty sumienia.
Niedawno poprosiła o spotkanie, chce porozmawiać o rozwodzie.
Czyli odcinasz się od niej nawet wtedy, gdy ona szuka kontaktu. Zauważyłeś, że jeszcze 29 grudnia 2019 r. pisałeś:
Lukasz.wroc pisze:
29 gru 2019, 18:20
U mnie też nie ma tematu rozwodu. Wogóle nie mam kontaktu z żoną.

Układam sobie swoje plany na przyszłość i nie ma w nich fizycznie mojej żony.
Nie masz kontaktu, bo nie chcesz: odmawiasz, bo to dla Ciebie za trudne. Tematu rozwodu nie było i już jest. Czy jest związek między jednym i drugim? Spróbuj odpowiedzieć sobie sam.
Czytając Twoje pierwsze posty byłem pod wrażeniem, jak dojrzale potrafiłeś zobaczyć własny udział w kryzysie i jak pięknie zająłeś się sobą i budowaniem relacji z Bogiem. Teraz zaczynam zauważać coś jeszcze: podobieństwo postawy, która – Twoim zdaniem! - doprowadziła do kryzysu, do tej obecnej.
Lukasz.wroc pisze:
02 sie 2019, 20:43
Przedwczoraj napisała do mnie czy może wpaść bo będzie w pobliżu. Ot tak na chwilkę. Wahałem się, ale w końcu stwierdziłem, że minęło już pół roku jak się nie widzieliśmy i powinno być ok.
Ona też zapytała, jak długo będziemy siebie unikać.
Nie było źle. Rozmowy co tam u nas, jak w pracy, ot typowe. Choć nie zauważyłem w niej jakieś tęsknoty za miejscem, w którym jednak była kiedyś szczęśliwa. Była nadal stanowcza, bez emocji. Zapytała, dlaczego nie wynajmę komuś pokoju. A dla mnie to już był sygnał: nadal nie dopuszcza nawet takiej możliwości, że tutaj zamieszka ponownie.
Zamówiłem jej taksówkę i pojechała po godzinie do siebie.

A mnie niestety ponownie zaatakował straszny ból. Wszystko wróciło. Prawie paniczny atak żalu, tęsknoty. Łaziłem cały wieczór po domu w te i we wte modląc się o siłę, żeby to przetrwać. Jak w transie.
[...]
Wczoraj zauważyłem, że nie nosi obrączki i pierścionka. Ona zdziwiła się, że ja nadal noszę.
Nadal nie wspomina nic o rozwodzie. Twierdzi również, że ostatnią rzeczą jakiej jej potrzeba teraz to związek z kimś.
Wiem, że to, iż odzywa się do mnie raz na miesiąc to przez to, że jak stwierdziła nigdy nie będę jej obojętny. Ja też nie mam tu nikogo i pewnie Ona się o mnie trochę martwi.
Choć przyznam, że chciałbym wierzyć, że tęskni. Że to są chwilę gdy ma gorszy dzień i chciałaby się np. przytulić i zapłakać. Pisze głównie wieczorami. Pewnie przed zaśnięciem.
[...]
Jednak ta wczorajsza wizyta strasznie mnie wybiła z rytmu. Bardzo dużo mnie to kosztuje, gdy widzę moją żonę niby ze mną luźno rozmawiającą, ale jednak zamkniętą w sobie, na dystansie, gdy choć minimalna zmiana tematu innego niż "a co tam w pracy"? wywołuje w niej jakby... taką blokadę i rzekłbym nawet agresję.
Normalnie jakby jej osoba budowała natychmiast mur i mówiła: nie, stop, nie dawaj mi tego, nie chcę tej troski !
A z drugiej strony sama osłabia co jakiś czas ten mur pisząc do mnie i proponując spotkanie.
[...]
Nie wiem czy chciałbym żonę zobaczyć w ciągu następnego roku. Ale boję się również, że być może ona tym samym sprawdza czy coś się zmieniło w niej wobec mnie gdy mnie zobaczy. Nie chciałbym tej ewentualnej szansy zablokować.

I tak o to właśnie dzisiaj napisałem po raz pierwszy na tym forum. Aby podzielić się moim bólem. Dać to komuś. Tak się ułożyło, że nie mam nikogo koło siebie, z kim mógłbym usiąść i porozmawiać. Po części też to moja „zasługa”. Nie kochałem ludzi. Stroniłem od nich. Nie potrzebowałem.
Teraz uczę kochać się na nowo. Każdego. Nawet wroga.
[...]
Inaczej, nawet gdyby Bóg dał mojemu małżeństwu drugą szansę ja mogę jej nie zauważyć, albo nie wykorzystać. Bo przecież Bóg za mnie tego nie naprawi co zepsułem, prawda ?
Lukasz.wroc pisze:
03 sie 2019, 20:33
Tylko, że właśnie po takim spotkaniu jakie miało miejsce 2 dni temu, a które pewnie dla niej nie wiele znaczyło, ja się muszę "leczyć" przez kilka tygodni.
Nie jestem pewien czy powinienem godzić się na takie propozycje spotkań. W sensie, przeprosić, ale po raz kolejny wytłumaczyć, że to za trudne dla mnie.
Może za rok, za dwa gdy nie będziemy mieli kontaktu ze sobą, zobaczy sprawy w innym świetle ? Obojętnie w którą stronę nazwijmy to, ale jednak w innym, bardziej konkretnym i zadecyduje co chcę zrobić.
Choć znam ją na tyle i o uczuciach to niestety nie potrafi rozmawiać. Będzie obwiniać się w takim momencie gdyby chciała nawet coś przekazać mi, będzie sobie zarzucać beznadziejność, ale nie otworzy się przede mną szczerze.

Zdjęła obrączkę, o rozwodzie nie wspomina, a powrocie również nie. Co ja mam sobie myśleć ? Co robić ? Jak to do wzoru podłożyć, żeby spokojnie żyć dalej.
Kategorycznie przestać odpowiadać na jej co kilkutygodniowe "co tam u Ciebie, wszystko OK"?
Odmawiać ewentualnych spotkań ?
Lukasz.wroc pisze:
29 sie 2019, 6:04
W tym tkwi też problem. Żona twierdziła, że brakuje mi spontaniczności, że daje jej poczucie bezpieczeństwa, ale jestem za bardzo poukładany.
[...]
Nie wiem. Mija miesiąc od jej wizyty, a ja czuję się jak połżywy. Mentalnie.
Ta wizyta zabiła we mnie duża część nadziei.
Lukasz.wroc pisze:
01 wrz 2019, 15:45
Odnośnie mojego poukladania. Tzn. to jest tak, że popełniłem duzo zaniedbań jako mąż wobec żony. Zaniedbań w życiu codziennym. Myślałem, że pracując, skupiając się na zadaniach i dążąc do wyznaczonych celów (tych wspólnych), i co w związku z tym da efekty np. kilka razy do roku, albo po dłuższym czasie, będzie to miłe mojej żonie i wystarczy by czuła się szczęśliwa.
Zapomniałem o codziennych drobnostkach, małych aczkolwiek ważnych rzeczach dla związku a skupialem się na dużych projektach i im się oddawalem bez reszty. "Ale nie rozumiem, przecież robię to dla nas, tak jak planowaliśmy, musimy na to zapracować i skupić się na tym" tak mówiłem bo tak rozumiałem.
Potem przyszło orzeźwienie, że w związku lepiej jest gdy każdy dzień jest mała przygoda niż gdyby miała być mega duża przygoda raz od wielkiego dzwona.
Zona podziwiali mój upór, wytrwałośc, jednocześnie pewnie usychajac z codziennej rutyny.
Lukasz.wroc pisze:
22 wrz 2019, 22:14
Ale na drugiej szali jest miłość do mojej żony. Obawa, że mogę ją zaprzepaścić przez ten mój lęk przed samotnością jest równie przerażająca.
Zebrałem tu te Twoje wypowiedzi, które układają mi się w pewną całość. Po absolutnie zaskakującym dla Ciebie odejściu żony przeskoczyłeś w inne tryby – ale równie sztywne, jak wcześniej. Spotkanie z żoną wybiło Cię z tych kolein, więc na następne już się nie zgadzasz. Rozwijasz się, ale całkowicie zablokowany na powolną, stopniową odbudowę relacji. Przyjąłeś lepszy kierunek, ale nie umiesz zmieniać go ani o jotę. Żona jasno zakomunikowała Ci główną przyczynę swojego wypalenia, a Ty ją powielasz w zmienionej (lepszej!) dekoracji, w dodatku całkowicie zamykając się na kontakt z nią. I mimo całego Twojego bólu, o którym piszesz szczerze, jest Ci w tym na tyle dobrze, że wolisz to niż narażenie się na inny ból, związany z niepewnością, zmianą, ponowną konfrontacją z sobą i z sytuacją.
Ponadto chyba wypracowałeś sobie znowu bardzo ładny obraz samego siebie, idealny w danej sytuacji, i panicznie boisz się rysy na nim. Tę ostatnią rzecz mocno widzę u siebie i wciąż się z tym zmagam, staram się kwestionować, wręcz prowokuję przyjaciół, żeby mnie z tego wyrwali. Bo ta pokusa jest ogromna i niesamowicie utrudnia autentyczny rozwój, a jeszcze bardziej – odbudowę relacji.
Sam pisałeś, że raczej izolowałeś się od ludzi - czy nie jest znów tak samo, tylko z innym wytłumaczeniem?

Dajesz mi do myślenia. Dzięki. Fakt, że tak to wygląda. Boję się ryzyka i bólu. Bardzo dobre spostrzeżenie.

Czy stać Cię na szaleństwo? Zaskoczenie samego siebie i żony? Czego teraz się boisz? Żona już chce rozwodu, co jeszcze mógłbyś stracić? Nie traktuj tego jako rady, ale przykład rzucony po to, żeby Cię zainspirować: skoro żona chce się spotkać, żeby rozmawiać o rozwodzie, to zgoda, ale na wspólnym tygodniowym wyjeździe... Chce Cię traktować jako najlepszego przyjaciela – to niech z tym przyjacielem coś zrobi wspólnie, ale nie na godzinę... Ty znasz lepiej siebie i Twoją żonę, na pewno wymyślisz coś lepszego, ale wyjdź wreszcie ze swoich kolein, bo jadąc w nich nigdy się z nią nie spotkasz.

A może ja rzeczywiście nie pasuję do żony, skoro na coś takiego nie wpadłem wcześniej ? Czy na przykład, spontaniczności można się nauczyć ?

Kilka razy pisałeś o szansie - ale propozycje spotkań odrzucałeś. Może to były właśnie te łodzie ratunkowe, które Bóg Ci przysyłał, a Ty je odrzucałeś, bo ta łódka miała wyglądać inaczej? Teraz sam postaraj się o nową szansę.

Jeszcze jedno na koniec. Na pewno przyczyny kryzysu w Waszym małżeństwie były złożone i nie ma jednej, która wszystko tłumaczy. Nie mam jednak żadnej wątpliwości, że bardzo ważną było to, że nie mieliście dzieci. I to byłą jej decyzja. Nie obwiniaj się więc nadmiernie, że to wszystko rozpadło się przez Ciebie i masz tylko przepraszać na pożegnanie.

W pewnym momencie tego żałowałem, ale nie powiedziałem jej tego.

Przestań się bać. Nie lękaj się!

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: List do żony?

Post autor: Lukasz.wroc » 12 sty 2020, 22:42

Nirwanna pisze:
12 sty 2020, 22:33
Dwa_odcienie pisze:
12 sty 2020, 21:44
Przemyslales, zrozumiałeś i dzielisz się tą wiedzą z nią.
Z kolei z mojego osobistego doświadczenia oraz obserwacji mnóstwa historii sycharków wynika, że to co powyższe - to dużo za mało.
Również w sakramencie pokuty i pojednania jednym z warunków dobrej spowiedzi jest zadośćuczynienie, czyli nie tylko rachunek sumienia (przemyślałem, zrozumiałem), nie tylko ich wyznanie (dzielę się wiedzą), ale też konkretna aktywność z tym związana czyli właśnie zadośćuczynienie, zmiana postępowania, trwała i widoczna, a co najmniej konkretny i perspektywiczny zaczątek tych zmian.

Tymczasem Ukasz wg mnie bardzo trafnie zauważył, że zmiana Łukasza polega jedynie na zmianie koszulki od lat noszonej i spranej na nową i ładniejszą. Ale to wciąż ta sama koszulka.
No też mi się wydaje z tą koszulką. Co mnie jednak bardzo martwi... Rok minął, ja jestem gdzie indziej mentalnie, ale nadal jestem na niewłaściwych torach. Nie dobrze.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8937
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: List do żony?

Post autor: Nirwanna » 12 sty 2020, 22:47

Lukasz, zacznij zmieniać swoje serce pod dyktando Pana Boga.
A koszulka sama zamieni się wówczas w wypaśny gajerek :D
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: List do żony?

Post autor: Lukasz.wroc » 12 sty 2020, 23:22

Nirwanna pisze:
12 sty 2020, 22:47
Lukasz, zacznij zmieniać swoje serce pod dyktando Pana Boga.
A koszulka sama zamieni się wówczas w wypaśny gajerek :D
Jak ja się cieszę, że tutaj trafiłem. Nie zdajecie sobie sprawy.
Tematy trudne i opinie często niepochlebne, a w sercu radość się pojawia. ;)

Al la
Posty: 2207
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: List do żony?

Post autor: Al la » 12 sty 2020, 23:27

Lukasz.wroc pisze:
12 sty 2020, 23:22
Nirwanna pisze:
12 sty 2020, 22:47
Lukasz, zacznij zmieniać swoje serce pod dyktando Pana Boga.
A koszulka sama zamieni się wówczas w wypaśny gajerek :D
Jak ja się cieszę, że tutaj trafiłem. Nie zdajecie sobie sprawy.
Tematy trudne i opinie często niepochlebne, a w sercu radość się pojawia. ;)
A co byś chciał?
Pranie z namaczaniem to ciężki proces! :lol: :lol: :lol:
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Lukasz.wroc
Posty: 50
Rejestracja: 30 cze 2019, 0:04
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: List do żony?

Post autor: Lukasz.wroc » 12 sty 2020, 23:29

Al la pisze:
12 sty 2020, 23:27
Lukasz.wroc pisze:
12 sty 2020, 23:22
Nirwanna pisze:
12 sty 2020, 22:47
Lukasz, zacznij zmieniać swoje serce pod dyktando Pana Boga.
A koszulka sama zamieni się wówczas w wypaśny gajerek :D
Jak ja się cieszę, że tutaj trafiłem. Nie zdajecie sobie sprawy.
Tematy trudne i opinie często niepochlebne, a w sercu radość się pojawia. ;)
A co byś chciał?
Pranie z namaczaniem to ciężki proces! :lol: :lol: :lol:
Szczerze, obsługi pralki nauczyłem się rok temu, więc co ja o tym mogę wiedzieć.
OK, teraz dopiero mi się dostanie, jaka to ze mnie męska "lebiega". No trudno. Odsłaniam się :)

Al la
Posty: 2207
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: List do żony?

Post autor: Al la » 12 sty 2020, 23:33

Lukasz, lepiej późno niż wcale.
Nie wszyscy mężczyźni są w stanie opanować tę sztukę ;)
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 17 gości