Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Nino
Posty: 358
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Nino » 27 lut 2020, 16:32

Ruta, też uważam, że rozwód nic nie wniesie. Nie zmieni. Twój mąż ma za zadanie uwolnić się od swoich nałogów, nie od Ciebie. Jemu się może wydawać, że problem jest w Tobie, ale nie jest. I dobrze o tym wiesz. I on, podskórnie, chyba też.
Ja temat rozwodu odpuściłam, jednak....
Uczę się żyć bez męża. Odwieszam się.
Cieszę się, że czujesz się mocniejsza.
Z modlitwą

Ruta
Posty: 557
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 27 lut 2020, 19:52

Małgorzata Małgosia pisze:
27 lut 2020, 8:07

Dlatego tym bardziej "machnij" ręką na te myśli pochodzące spoza Ciebie (o rozwodzie), bo brak w nich logiki. A to, że Twój mąż (chyba tak jak i mój) upatruje wyzwolenia ze wszystkich swoich problemów w rozwodzie, to tylko jest jego bieda...
Bo bardzo szybko zorientuje się, że wyzwolenie nie przyszło.
Z Bogiem Ruto, jesteś zawsze obecna w moich modlitwach :)
Dziękuję Ci Małgosiu. Masz rację, logiki w tym nie ma. Nie zgadzam się na przychodzenie przez męża do dziecka, gdy jest odurzony i nie będę się zgadzać bez względu na okoliczności. Rozwód nie ma tu nic do rzeczy. Z jednej strony odbieram takie myśli jako podszepty złego, i parę takich kryzysów przetrwałam, trochę lepiej już sobie z tym radzę.

Z drugiej strony jestem tak po ludzku zmęczona. Moja niezgoda na rozwód podsyca agresję męża wobec mnie. Mąż prawdopodobnie mówi i pisze to co myśli: że jeśli się ode mnie uwolni, jego życie stanie się od razu łatwiejsze i piękniejsze. Słucham go i ze wszystkiego co mówi i pisze wynika, że jest przekonany, że wszystkie problemy jakie ma, są moją winą. Kiedyś tłumaczyłabym się, starała go przekonać, a po części czułabym się winna. Dzisiaj wiem, że mąż powinien położyć sobie na stole alkohol, narkotyki i komórkę na której ogląda pornografię i przekazać wszystkie swoje pretensje i żale właśnie tym używkom. Rozumiem, że mąż nie chce uznać, że to te właśnie rzeczy powodują straty w jego życiu i to jak się czuje. A ktoś przecież musi być winny - a ja jestem wygodną wymówką. W końcu jednak wiem, że nie jestem powodem jego nałogów, nie odpowiadam za skutki jakie nałogi powodują w mężu i w jego życiu, nie mogę i nie powinnam próbować tych skutków łagodzić.
Problem w tym, że mój mąż tego nie wie. A gdy jest przekonany, że jestem winna całemu cierpieniu jakie odczuwa, jest wobec mnie agresywny. Kiedyś bolała mnie nienawiść w jego oczach, dziś umiem ją przyjąć. Natomiast agresji się boję.
Z drugiej strony oczekiwanie, że rozwód tą agresję zmniejszy też niekoniecznie jest logiczne. Najpierw mąż wyprowadził się z domu i uważał, że życie z dala ode mnie go uwolni, potem ponieważ nic takiego nie nastąpiło, wniósł o rozwód, uznając, że to go ostatecznie uwolni ode mnie. Ponieważ nie ja jestem problemem, rozwód też męża nie uwolni. Czasem boję się, że jeśli mąż nie przejrzy i dalej będzie składać całą winę za wszystko co dzieje się w jego życiu na mnie, któregoś dnia mnie zabije. Zwłaszcza, że teraz jego zdaniem dodatkowo jestem wobec niego bez powodu mściwa, nie godząc się aby zabieral dziecko. Wiem już, że osoba uzależniona i odurzona naprawdę może uważać się za trzeźwą. Rozwód mnie jednak przed niczym nie uchroni... Po rozwodzie nadal będę w męża oczach winna. Martwię się też, że któregoś dnia agresja męża zastępczo przekieruje się na nasze dziecko. Mąż gdy się odurza nie ma w sobie empatii nawet do synka, a im synek jest starszy tym mąż częściej wybucha także na niego. Mam w głowie wszystkie te straszne sytuacje, gdy zaburzony mężczyzna nie mogąc dosięgnąć żony, robił krzywdę dziecku. Wielu z tych mężczyzn było wcześniej podobnie jak mój mąż dobrymi kochajacymi ojcami. Bardzo chciałabym, żeby ciąg męża już się skończył. Do sprawy jeszcze prawie trzy tygodnie, mam nadzieję, że podobnie jak przed poprzednią sprawą mąż wróci do abstynencji.

Zastanawiam się, jak mogę ochronić się przed agresją. Na początku miesiąca mam spotkać się z dzielnicową. Mam też zamiar zapytać w poniedziałek w poradni, czy jest jakaś grupa wsparcia dla kobiet obawiających się przemocy ze strony męża.

Ruta
Posty: 557
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 27 lut 2020, 22:43

Al la pisze:
27 lut 2020, 14:01

Ruta, proszę zapoznaj się z naszą nową pozycją "Katolik wobec rozwodu" O. Jacka Salija.
Jest dostępna w formie papierowej i w pdf na naszej stronie http://www.mity.sychar.org/.
Poruszony jest tam temat m.in. skutków rozwodów, ale i mitów okołorozwodowych, rozpowszechnianych w społeczeństwie.
Dziękuję. Przeczytałam. Jakby napisane specjalnie dla mnie. Zwłaszcza fragment o pogorszeniu relacji z powodu niezgody na rozwód.
Łatwo ulec iluzji, że rozwód cokolwiek rozwiąże. Uświadomiłam sobie, że jestem mężowi potrzebna, niestety w bardzo destrukcyjny sposób. W dużej mierze jego system zaprzeczeń i iluzji jest oparty na mnie. Z mojego powodu się odurza, z mojego powodu cierpi i z mojego powodu jego życie jest niewolą. Nie wiem jeszcze, czy mogę z tą świadomością coś zrobić. Nie mogę się przecież zniknąć. Choć przemknęła mi przez głowę myśl o wyprowadzce na drugi koniec Polski. Albo za granicę. Na razie jest we mnie dużo emocji, a lęk i strach to nie są dobrzy doradcy. Ucieczka także nie jest rozwiązaniem, a już na pewno nie pozorna ucieczka przez zgodę na rozwód. Nie mogę teraz opierać się na fikcjach i angażować energii w rozwiązania, które nie mają szansy nic rozwiązać.

Będę musiała spokojnie rozważyć, jak mogę się w obecnej sytuacji chronić. Bo na razie widzę, że chcąc ochronić siebie i dziecko przed przemocą - jaką było przebywanie moje i dziecka w towarzystwie odurzonego i wybuchowego męża, ale jednak przewidywalnego na tyle, że potrafiłam uniknąć bezpośredniej przemocy - doprowadziłam do sytuacji w której obawiam się głównie przemocy bezpośredniej. Nie bardzo widzę możliwość wycofania się i zgody na kontakty męża z synem, gdy się odurza. Za dużo kosztowało mnie zbudowanie zaufania dziecka do mnie, które to zaufanie wciąż jest kruche. O ile doskonale przystosowałam się do życia z uzależnionym mężem tak, aby nie narażać się na przemoc, łagodzić jego wybuchy lub je rozładowywać, o tyle teraz stawiając granice wchodzę w konfrontację, budząc ogromną agresję męża, której ma w sobie dużo. Widziałam kiedyś jak w stanie odurzenia i frustracji mąż znokautował mężczyznę. Wszyscy obecni przy tym, nie tylko ja, byli zszokowani brutalnością jego ataku. Mąż następnego dnia nic nie pamiętał. Nie zachował się potem nigdy w mojej obecności aż tak brutalnie. Od kolegów męża wiem, że w miesiącach poprzedzających wyprowadzkę z domu często w stanie odurzenia bywał agresywny do obcych ludzi, z tego powodu zresztą większość osób zrezygnowała z wychodzenia z nim. Obecnie nie wiem, czy zachowuje się agresywnie. Wiem, że to złe i nie powinnam tak myśleć, ale kiedy mąż w końcu się rozładowuje i coś rozwali albo wda się w bójkę, na jakiś czas się uspakaja. Wcześniej często widząc, że coś takiego może się zdarzyć, zawczasu łagodziłam, odwracałam jego uwagę - i to działało. A czasem, gdy czułam że jakoś opanuję sytuację, nie łagodziłam, mąż wtedy zwykle coś rozwalał, rozładowywał się i na jakiś czas był spokój. Jeśli coś pamiętał to nawet na dłużej, bo miał wyrzuty sumienia i przechodził wtedy do abstynencji lub ograniczenia używek.
Teraz w nowej sytuacji nie wiem, jak mogłabym w razie ataku furii uspokoić męża. Nie zostało nic, do czego mogłabym się odwołać i co działało wcześniej. Gdy ciąg trwa dłużej, mąż staje się nieprzewidywalny. Mam za mało wiedzy o tym, co robić, a czego nie robić, co może nasilić agresję, a co obniżyć jej poziom... a obiektem, który tym razem mój mąż chce zniszczyć jestem ja.

MareS
Posty: 232
Rejestracja: 05 lut 2017, 22:22
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: MareS » 28 lut 2020, 7:22

Przepraszam Ruta, że tak ostro ale ile jeszcze czasu będziesz kryła przestępcę. Bo jeśli Twój mąż prowadzi samochód pod wpływem narkotyków, jest niebezpieczny dla otoczenia, to Twoim obowiązkiem jest zgłoszenie tego na policję.

Ruta
Posty: 557
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 28 lut 2020, 17:17

MareS pisze:
28 lut 2020, 7:22
Przepraszam Ruta, że tak ostro ale ile jeszcze czasu będziesz kryła przestępcę. Bo jeśli Twój mąż prowadzi samochód pod wpływem narkotyków, jest niebezpieczny dla otoczenia, to Twoim obowiązkiem jest zgłoszenie tego na policję.
Zgłosiłam kiedy mąż przyszedł na kontakt. Wsiadł przy policjantach do samochodu i odjechał. Usłyszałam, że nie mają testów.

Ruta
Posty: 557
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 02 mar 2020, 19:55

No i po weekendzie... Czuję, że post będzie długi, nazbierało mi się. Na końcu napiszę pytania jakie mi się pojawiły. Może jakaś dobra dusza wie, co zrobić, albo coś podobnego ma za sobą (a nie ma przy tym ochoty czytać moich długich wynurzeń :)

Analizowałam sobie swoje posty i zauważyłam pewną prawidłowość. Każdy mój nowy krok, każde przesunięcie granicy dalej w relacji z mężem ku normalności (normalność póki co definiuję jako: nie przychodzi do domu odurzony, nie kontaktuje się z dzieckiem w stanie po narkotykach, nie wybucha, nie jest agresywny wobec mnie dziecka ani innych osób w naszej obecności i nikogo nie terroryzuje) - powoduje u mnie ogromny lęk. Ten lęk nie jest wyobrażony, ani nie płynie znikąd. To kwestia moich dotychczasowych doświadczeń z mężem, jego agresji, swoistego rodzaju wiedzy o tym, co może się stać. Innym słowem to element mechanizmu kontroli jaką sprawował i jak widać nadal sprawuje nade mną mój mąż. Bądź miła, współpracuj, kryj moje branie, nie przeszkadzaj mi w nim i chroń mnie przed konsekwencjami, bo jeśli nie, to zrobię coś złego sobie, albo tobie.
Przeanalizowałam jeszcze raz także to, co pisała JolantaElżbieta (Jolu raz jeszcze z całego serca Ci dziękuję, jesteś obecna w moich modlitwach). Także konferencje i inne materialy. Uderzyło mnie, że przerwanie lęku przed przemocą i samej przemocy polega często na zmianie postawy osoby, która tego doświadcza - jakby to przerażająco nie brzmiało, trzeba przestać się bać. Oraz zacząć nazywać to, co robi osoba, która wywołuje ten strach oraz się bronić, nie milknąć, mówić, że się będzie głośno krzyczeć, że się zawiadomi, wzywać policję. Nie pozwalać na przemoc.
Ubiegły tydzień był trudny, mąż przyjeżdżał po synka i żadał aby dziecko do niego zeszło, bo ja nie mam prawa go kontrlowoac. Mówiłam, że zejdę ja, sprawdzę w jakim jest stanie i dopiero zdecyduję o kontakcie. W środę mąż odjechał zanim zeszłam. W czwartek czekał, ale nie zgodziłam się na kontakt, był na zejściu, w ciągu dwóch minut nakręcił się tak, że zaczął mnie wyzywać i uderzył mnie drzwiami od samochodu. Nazwałam to co zrobił, wyjaśniłam, że sobie nie życzę takiego traktowania i że jeśli to powtórzy zgłoszę to na policję. W końcu odjechał, ograniczył się do głupich smsów. W piątek zrezygnował z kontaktu. W sobotę przyjechał trzeźwy i nie na zejściu. Nie chciał wejść, a synek odmówił pojechania gdziekolwiek z nim. Mąż pytał, czy wezwę policję jeśli wejdzie, powiedziałam, że jeśli będzie agresywny, albo zorientuję się że się odurzył, to właśnie to zrobię. Zdecydował się wejść i w zasadzie miło spędził czas z dzieckiem. Był wyczerpany, wygłodniały, po jakimś czasie zaczął przysypiać, ale synek był bardzo szczęśliwy, że jest z nim tata. Gdy zaproponowałam obiad, zjadł razem z nami, poza tym nie ingerowałam, zajmowałam się sobą. W niedzielę mąż przyszedł w nieco lepszym stanie, miał iść z dzieckiem do kościoła, ale mały nie chciał iść sam z tatą. Zdecydowałam, że pójdę z nimi. Mąż wyszedł z nami, ale potem się wkurzył, że to jego dzień i się wtrącam - ale teraz kieruję się potrzebami dziecka, a nie uzależnionego męża. Poszliśmy z synkiem sami - i niespodzianka, mąż podjechał pod kościół. Spędził z nami mszę, ale uciekł przed jej końcem.
Za to po powrocie z mszy mąż przekazał dziecku pieniądze od babci (był u niej już dość dawno temu, nic nie wspomniał, że ma pieniądze dla dziecka, widać ruszyło go sumienie i oddał...). Zrobił też obiad, ktory zjedliśmy razem, mąż podał go dla naszej trójki, więc skorzystałam z zaproszenia. No i nie był agresywny, ale ja tym razem naprawdę wezwałabym policję gdyby spróbował.
Nie robię sobie dużej nadziei, co do dłuższej abstynencji, mąż trzymał kurtkę cały czas przy sobie, a zwykle robi tak gdy w niej "coś" ma. (Nie wiem jeszcze co z tym zrobię, wolałabym żeby mąż nie wnosił niczego do domu, ale to kolejny etap). Nie sądzę też aby mąż przez dłuższy czas stosował się do zasady "tylko trzeźwy". W niedzielę, jak odespał nie wytrzymał do końca kontaktu z małym, wyszedł trzy godziny wcześniej. Ale jakieś postępy oboje robimy. Zapewne niedługo mąż podejmie kolejną próbę sił.
Piszę o tym wszystkim, bo widzę, że mi to pomaga, ale też pozwala po jakimś czasie wrócić do tego, co już napisałam i zobaczyć, w jakim punkcie byłam, w czym udało mi się poprawić, nad czym muszę pracować.
Są rzeczy z których jestem zadowolona. W końcu tak wewnętrznie w sobie wiem, że mam rację nie zgadzając się na obecność męża w domu w stanie nietrzeźwości, ani na to, aby w takim stanie opiekował się synkiem i że jestem gotowa od razu reagować na każdy przejaw agresji. Im więcej mam w sobie poczucia, co jest normą, tym łatwiej mi ustawić granicę. Im bardziej mam jasność co do tego co zrobię i dlaczego to i im lepiej i prościej umiem to zakomunikować, tym łatwiej mi reagować, gdy coś się dzieje.
Łatwiej mi też nie przejmować się presją otoczenia (jak mogłaś wpuścić go do domu, po tym co zrobił w czwartek i jeszcze usiąść z nim do stołu, podać obiad, czemu pozwolasz mu spać u siebie w domu, bla bla bla...). Wszyscy nie muszą rozumieć co robię, a ja nie muszę się tłumaczyć. Wyjaśniłam, że obowiązuje mnie wyrok sądu, co zresztą jest zgodne z prawdą. Mogę sprzeciwić się kontaktom, gdy mam do tego podstawy i tylko wtedy.
Jestem też zadowolona, bo przez cały weekend udało mi się ani razu nie zrobić niczego "po coś", ani żeby mąż zareagował "jakoś". To ważne we współuzależnieniu, aby z takich postaw wychodzic. I udało mi się, mimo ostatnich trudności i ostatnich zdarzeń w całkowitej zgodzie ze sobą traktować męża z szacunkiem, bez udawania, gry - tak szczerze i z serca.

Przechodząc do mojego pytania, wiem, że to bardzo intymny temat, ale może ktoś ma jakąś mądrą lekturę na ten temat, artykuł, cokolwiek: Co zrobić gdy w trakcie kryzysu poczuje się pociąg fizyczny do małżonka? W sensie jak się wtedy zachować, zwłaszcza gdy mąż to widzi i też reaguje? Czy da się coś zrobić, by tego uniknąć? To bardzo krępujące dla mnie. Wolałabym, aby do takich sytuacji nie dochodziło. Z drugiej strony nie mogę ukryć przed sobą, że choć się oburzam, cieszy mnie, że mąż na mnie reaguje (o moja kobieca próżności...) i w sumie swoimi reakcjami też w jakimś sensie się cieszę, choć są kłopotliwe.

Już któryś raz zauważyłam, że reaguję na obecność męża. Nie zawsze, ale wtedy gdy nawet przez chwilę dzieje się coś, co ma pozor normalności, np. zjemy wspólny posiłek, porozmawiamy, ale tak miło, autentycznie i bez napięcia. Nie kontroluję takich reakcji, pojawiają się bezwiednie i bez zapowiedzi. Nie umiem ich zamaskować, mąż zna mnie i je widzi. To są takie mgnienia. Na takie moje reakcje mąż z kolei też reaguje jako mężczyzna. Ja to widzę. I to także jest poza jego kontrolą, wiem też, że go to mocno irytuje, czuję to. Ja czuję się wtedy zakłopotana i się wycofuję, mąż okazuje zdenerwowanie. I tak stało się w niedzielę. Wszystko było okej, mąż nie zgłosił pretensji do wspólnego wyjścia do kościoła, zaczęłam się ubierać. Mąż nas pospieszał. Weszłam do przedpokoju zakładając bluzę no i wtedy właśnie nastąpiły te mgnienia. Oboje to poczuliśmy. Mąż się wkurzył i wybiegł z mieszkania jak oparzony. Ja poczułam się skrępowana. Nie zrobiłam nic, aby coś takiego wywołać. Nawet chyba bym nie potrafiła. Martwię się, że mąż może pomyśleć że to z mojej strony celowe. Więc na przyszłość wolałabym takich sytuacji uniknąć...Może ktoś coś na ten temat czytał, wie, ma jakiś pomysł?
Ale mam też nieśmiałe myśli, że skoro jesteśmy małżeństwem, to w takich reakcjach nie ma nic złego nawet jeśli jesteśmy w kryzysie. Oraz że skoro to ważna sfera, to może unikanie ich na siłę byłoby równie nierozsądne, jak ich prowokowanie...
Ostatnio zmieniony 02 mar 2020, 21:26 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: zmiana uzgodniona z autorką

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: tata999 » 02 mar 2020, 22:15

Ruta pisze:
02 mar 2020, 19:55
(...) Martwię się, że mąż może pomyśleć że to z mojej strony celowe. Więc na przyszłość wolałabym takich sytuacji uniknąć...Może ktoś coś na ten temat czytał, wie, ma jakiś pomysł?
Ale mam też nieśmiałe myśli, że skoro jesteśmy małżeństwem, to w takich reakcjach nie ma nic złego nawet jeśli jesteśmy w kryzysie. Oraz że skoro to ważna sfera, to może unikanie ich na siłę byłoby równie nierozsądne, jak ich prowokowanie...
Jednoznacznej odpowiedzi nie znam. Każda sytuacja jest inna, więc zapewne nie istnieje uniwersalna odpowiedź. Zapewne jedynie Ty jesteś w stanie wypracować najlepszą dla Ciebie.

Zwróciło moją uwagę, że martwisz się o to, że mąż sobie może pomyśleć tak, a nie inaczej. Czy to potrzebne? Jeśli Ty wyrazisz chęć i on też, to zapewne sytuacja bezproblemowa. Jeśli Ty wyrazisz chęć, a on nie, to co? Zapewne do niczego nie dojdzie. Czy coś złego się stanie?

Swoją drogą, ja myślę, że sygnały seksualne są celowe - właśnie po to, żeby do współżycia doszło. Nie widzę w nich nic nadzwyczajnego (jeśli nie są fałszywe). Chyba nie wysyłam takich sygnałów bezcelowo albo wbrew sobie.

s zona
Posty: 2715
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: s zona » 02 mar 2020, 23:43

Ruto,
a moze warto pozwolic tym uczuciom przeplynac .. tak po prostu ...

Nie jestem pewna ,czy na tym etapie Waszego kryzysu " tzw godzenie sie przez lozko " pomoze.. czy bardziej Wam, a moze szczegolnie Tobie zaszkodzi ...
Ale to Ty sama powinnas w Sobie znalesc te odpowiedz ...

Nie dawno w sasiednim poscie jedna z nas, byla rozczarowana po "takiej pelnej sytuacji" ..

Sama tez, mialam kiedys watpliwosci .. bo przeciez to "moj osobisty maz ".. tylko ,ze w tamtej chwili maz lamal przysiege malz a mimo to ..poczulam sie jak w trojkacie ..
Tylko to bylo juz po czasie ..poczulam niesmak .... to tak delikatnie mowiac ...
A potem byl niepokoj, bo moze cos "dostalam w prezencie od kowalskiej "..

O Salij mowi dosadnie, cyt PASTERZ
...dla mnie to byl taki GPS wtedy, gdy zastanawialam sie,jak postapic ,gdy maz chcial wrocic ..

.." Panie — powiedziałem —
Jeśli kto ma żonę, która wierzy w Pana,
I przekonał się, że ona popełnia cudzołóstwo,
Czy grzeszy mąż, jeśli dalej z nią żyje razem?”
„Tak długo, póki nie wie — odpowiedział — nie grzeszy.
Jeśli się jednak mąż dowie o jej grzechu,
A niewiasta nie pokutuje,
Ale trwa w swym porubstwie,
I mąż dalej z nią żyje razem,
Staje się współwinny jej grzechu,
I bierze udział w jej cudzołóstwie”.
„Jakżeż tedy, o panie — pytałem — ma postąpić mąż,
Jeśli żona trwa w swej namiętności?”
„Niechże ją oddali — odrzekł
A mąż niech żyje samotnie,
Jeśli zaś oddali swą żonę i pojmie inną,
Tedy i on cudzołoży”.
„A jeśli, o panie — pytałem — niewiasta po swym
oddaleniu pokutuje,
I chce powrócić do swego męża,
Czy on jej nie powinien przyjąć z powrotem?”
„Z pewnością — odrzekł —
Jeśli mąż jej nie przyjmie,
Grzeszy i wielką na siebie ściąga winę.
Powinno się przecie przyjąć tego, który zgrzeszył,
a czyni pokutę...."
https://sychar.org/klauzula-mateuszowa/

Ruta
Posty: 557
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 04 mar 2020, 6:29

tata999 pisze:
02 mar 2020, 22:15

Zwróciło moją uwagę, że martwisz się o to, że mąż sobie może pomyśleć tak, a nie inaczej. Czy to potrzebne? Jeśli Ty wyrazisz chęć i on też, to zapewne sytuacja bezproblemowa. Jeśli Ty wyrazisz chęć, a on nie, to co? Zapewne do niczego nie dojdzie. Czy coś złego się stanie?

Swoją drogą, ja myślę, że sygnały seksualne są celowe - właśnie po to, żeby do współżycia doszło. Nie widzę w nich nic nadzwyczajnego (jeśli nie są fałszywe). Chyba nie wysyłam takich sygnałów bezcelowo albo wbrew sobie.
Martwię się, co może pomyśleć mąż, bo może zinterpretować sytuację, tak jak to opisałeś: jako mylne sygnały, próbę manipulacji z mojej strony. Czyli że mąż podobnie jak ty może uznać, że sygnały "są celowe". Mężczyźni z tego co wiem, dość często czują się przez kobiety "prowokowani".

Niezależnie od moich reakcji/mogących być odebrane jako sygnały - których jak się okazuje nie do końca jestem w stanie kontrolować (więc są niejako wysyłane wbrew mnie) - nie chcę aby w obecnej sytuacji do czegokolwiek doszło. Zarówno z przyczyn o których napisała szona, jak i z powodów mniej wzniosłych, bo epidemiologicznych.

Ruta
Posty: 557
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 04 mar 2020, 7:09

s zona pisze:
02 mar 2020, 23:43
Ruto,
a moze warto pozwolic tym uczuciom przeplynac .. tak po prostu ...

Nie jestem pewna ,czy na tym etapie Waszego kryzysu " tzw godzenie sie przez lozko " pomoze.. czy bardziej Wam, a moze szczegolnie Tobie zaszkodzi ...
Ale to Ty sama powinnas w Sobie znalesc te odpowiedz ...

Nie dawno w sasiednim poscie jedna z nas, byla rozczarowana po "takiej pelnej sytuacji" ..

Sama tez, mialam kiedys watpliwosci .. bo przeciez to "moj osobisty maz ".. tylko ,ze w tamtej chwili maz lamal przysiege malz a mimo to ..poczulam sie jak w trojkacie ..
Tylko to bylo juz po czasie ..poczulam niesmak .... to tak delikatnie mowiac ...
A potem byl niepokoj, bo moze cos "dostalam w prezencie od kowalskiej "..
Szono, dziękuję ci. Podoba mi się pomysł, żeby pozwolić takim uczuciom przepłynąć. Bo w sumie tłumienie ich chyba(?) niespecjalnie zadziała. A z kolei wzmacnianie i celowe używanie (czyli gra w uwodzenie w kryzysie) to chyba (?) manipulacja.

Choć z drugiej strony biblijna Rut ułożyła się u stóp obcego mężczyzny do snu, wiedząc jakie uczucia w nim wzbudzi i trudno to nazwać inaczej niż flirtem i uwodzeniem. Więc pytanie jakie sobie zadaję w zasadzie schodzi na to, czy można w kryzysie w jakiś sposób kokietować czy subtelnie uwodzić męża, nie aby go uwieść, ale aby "skłonić jego myśli ku sobie".

Wybierając nick nie myślałam o Rucie, szukałam nicka z kwiatkiem, i wszystkie były zajęte, i wtedy pomyślałam, że ruta, taka sobie zwykła niezwykła roślina powinna być wolna, no i była. Ale potem przeczytałam po raz pierwszy bardzo uważnie historię Rut i bardzo mi zaimponowała. Właśnie tym w jaki sposób potrafiła celowo i świadomie być kobietą. Ale też najpierw wzbudziła w mężczyźnie poczucie odpowiedzialności i opiekuńczości, postarała się, aby być dla niego rozpoznawalną, zanim przeszła do uwodzenia. Mogłaby uczyć dziewczęta i kobiety bezpiecznego flirtu :D

Dziękuję ci za super GPS. Jest tak ładnie i wprost. Bo do tej pory opierałam się głównie na względach epidemiologicznych, oraz ochronie nie tylko swojego zdrowia ale i emocji, intymności. Czułam też, że w obecnej sytuacji bliskość fizyczna w wymiarze grzechu byłaby nie w porządku, ale nie umiałam tego nazwać i doprecyzować.

Swoją drogą, czy ktoś z was znalazł jakieś dobre materiały o praktyce celibatu dla świeckich? Albo ogólnie? Celibat nie jest moim wyborem, został mi narzucony przez męża, w sumie na dłuższy czas przed jego odejściem. Jest jednak w tych okolicznościach konsekwencją mojej decyzji o zawarciu małżeństwa. Za to dla osoby nieprzygotowanej jest trudny, bo celibat w naszej kulturze jest niezakorzeniony, traktowany wrogo i jako coś bardzo wbrew naturze ludzkiej.
Swoją drogą to chyba jeden z największych błędów naszej kultury, która nas determinuje, że uwierzyliśmy Freudowi, że fizyczny popęd i potrzeba jego zaspokojenia należy do tej samej kategorii potrzeb co jedzenie, sen, czy wręcz oddychanie. I bezrefleksyjnie na tym założeniu budujemy wizję człowieka, relacji, świata. I w związku z tym dość w sumie naturalny stan, jakim jest celibat, postrzegamy jako cierpienie...

Monti
Posty: 712
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Monti » 04 mar 2020, 8:26

Sugestia s żony jest bardzo trafna, zresztą często psychologowie radzą, by nie tłumić emocji, tylko pozwolić im przepłynąć. Ma to zastosowanie głównie w przypadku jakichś negatywnych uczuć (np. lęku), ale w tej sytuacji pewnie też może mieć zastosowanie. Na takiej uważności względem swoich uczuć bazuje też duchowość ignacjańska.
Myślę, że rozbudzenie męża przez swego rodzaju flirt byłoby stosunkowo proste, zwłaszcza,że ciągle jest między Wami chemia. Tutaj jednak problemów jest dużo więcej i nie wiem, czy ewentualne uwodzenie go nie byłoby sygnałem, że w sumie to wszystko jest po jego stronie w porządku. Nawiasem mówiąc, znam sytuację, w których w trakcie zażartego procesu rozwodowego strony podczas przesłuchania przyznały się, że kilka dni temu miały "chwilę słabości" i doszło do współżycia. Zaskoczony pełnomocnik powoda, jak o tym usłyszał na sali sądowej, czym prędzej cofnął powództwo.
Co do celibatu (czy raczej czystości, bo celibat to bezżeństwo), to myślę, że jest to trudna sprawa, w jakiś sposób rzeczywiście wbrew naturze, a już na pewno wbrew naszemu powołaniu do małżeństwa. Myślę, że bez łaski Bożej byłoby bardzo trudno tak żyć (ale w końcu On wie, czego potrzebujemy). Dla mnie osobiście większym problemem jest brak bliskości emocjonalnej niż fizycznej.

nałóg
Posty: 2123
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: nałóg » 04 mar 2020, 10:19

Ruto, czy seks jest niezbędny do życia ? NIE........ Czy jest niezbędny do przekazania życia ?dla ludzi wierzących TAK
Seksualność jest nam jako ludziom dana i zadana przez Boga(bądźcie płodni i rozmnażajcie się).Jednocześnie jest też wykorzystywana jako popęd, instynkt przez "kusego" do podbijania żądz, a jak rządzą mną żądze to ja sobą nie rządzę.Jak pozwolisz swoim instynktom, popędom i żądzom aby Tobą zarządzały to wyłączą Ci rozum ......albo jak mawiają niektórzy: rozum schodzi wtedy w okolice podbrzusza.
S-zona zacytowała o.Jacka Salija........ czy potrzeba jaśniejszej wykładni dotyczącej ewentualnego współżycia w ostrej fazie kryzysu ze zdradą w tle. Poza zagrożeniami epidemiologicznymi jak i z ewentualnym poczęciem nowego życia(pytanie czy strony są gotowe na to poczęcie czy tylko do zaspokojenia żądzy i popędu) jest jeszcze aspekt moralny uczestniczenia w "poróbstwie" i w trójkącie .
Wybór jest Twój.PD

Gaea
Posty: 58
Rejestracja: 28 sty 2020, 9:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Gaea » 04 mar 2020, 11:18

A mnie zawsze denerwowało to, że mąż tego seksu częściej chce niż ja, a teraz gdy od kilku miesięcy nie współzyjemy to brakuje mi tego, nie w sensie stosunku ale emocji, poczucia bliskości. Wiem teraz ile te jego zbliżenia mi dawały w sensie psychologicznym. Teraz dodatkowo pojawiają się myśli czy aby za chwilę nie pojawi się Kowalska skoro tak bardzo zawsze lgnął do mnie a teraz żyje bez seksu.

Małgorzata Małgosia
Posty: 297
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Małgorzata Małgosia » 04 mar 2020, 13:48

Ja mam za to o tyle "dobrze", że mąż w pozwie o stwierdzenie nieważności małżeństwa tak zniszczył totalnie naszą seksualność, że w tym momencie ta sfera kompletnie dla mnie nie istnieje...
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: tata999 » 05 mar 2020, 11:28

Gaea pisze:
04 mar 2020, 11:18
A mnie zawsze denerwowało to, że mąż tego seksu częściej chce niż ja, a teraz gdy od kilku miesięcy nie współzyjemy to brakuje mi tego, nie w sensie stosunku ale emocji, poczucia bliskości. Wiem teraz ile te jego zbliżenia mi dawały w sensie psychologicznym. Teraz dodatkowo pojawiają się myśli czy aby za chwilę nie pojawi się Kowalska skoro tak bardzo zawsze lgnął do mnie a teraz żyje bez seksu.
Masturbacja, kowalska, usługi prostytutek. To nie są rzadkie przypadki, zwłaszcza u ludzi żyjących "bez seksu".

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: tomko, vertigo i 8 gości