Moja/ Nasza historia

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Longines
Posty: 67
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Longines » 19 kwie 2020, 9:59

Ukasz pisze:
18 kwie 2020, 23:21
Mam wrażenie, że mylimy tu zakochanie z elementarnymi emocjami, które powstają jako natychmiastowa, niezależna od świadomości reakcja na bodziec. Zakochanie się to proces, który trwa i nie dokonuje się mimowolnie, lecz tylko wtedy, kiedy pozwolimy mu toczyć się dalej. Podobnie zresztą w drugą stronę: gniew może przerodzić się w nienawiść, jeśli ma na to pozwolimy, i to nie jest obojętne moralnie.
Uczucie miłości może i powinno trwać między małżonkami dalece dłużej niż pierwsze zakochanie. Warto o te uczucia mądrze dbać. Wtedy mogą się pogłębiać i rozkwitać. Miłość nie sprowadza się do wyboru, jest od niej większa. Wybór to tylko jej część.
Co masz na myśli pisząc o mądrym dbaniu o uczucia?

Wybór jest najważniekszą częścią miłości. W zasadzie jest najważniejszą częścią wszystkiego w życiu. Bo to jest obszar w którym kontrolujesz, nadajesz kierunek w którym sprawy idą.
Jak się zauroczysz/zakochasz nie masz na to za dużego wpływu. Natura. Ale możesz za tym iść (ze wszelkimi konsekwencjami) albo zdecydować, że tego nie chcesz i pozwolić temu po prostu przeminąć.
Po rozpadzie małżeństwa tez masz wybór. Jest wiele możliwości między którymi możesz wybierać. Oczywiście każdy wybór niesie ze sobą konsekwencje- dobre i złe. Wielu ludzi decyduje, że bedzie latami rozpaczać, tęsknić i czekać. Ja zdecydowałem, że kochać przestanę i będę żyć swoim życiem, rozwijając się jak się da i czerpiąc z życia coś dla siebie. Wybór.

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Pustelnik » 19 kwie 2020, 12:02

Ukasz pisze:
18 kwie 2020, 23:21
Zakochanie się to proces, który trwa i nie dokonuje się mimowolnie, lecz tylko wtedy, kiedy pozwolimy mu toczyć się dalej.
Chciałbym rozszerzyć, albo i trochę się ... niezgodzić ;) .
Zakochanie procesem? - można i tak na to spojrzeć aby widzieć w tym stanie emocjonalnym - pewne "etapy" lub conajmniej zmiany (w czasie).
ALE (wg mnie) w zakochaniu warto (przede wszystkim?) widzieć: STAN (emocjonalny).

Ja lubię dla analogi (i oczywistego kontrastu) - mówić o dwóch (jakże odmiennych) stanach emocjonalnych (zarazem 8-) "energetycznych") : zakochaniu oraz ... depresji.

Pozwolenie (na "toczenie się" dalej) ?
Może, ale (raczej) ... tylko trochę.

Też pewna analogia do stanu depresji - czy możemy (stanowczo) "pogonić" swoją ... postępującą depresję (jej symptomy) ?
Trochę tak, niektórym przyjdzie to łatwiej, niektórym prawie "wcale". Zależy od ... "wielu czynników", tak sobie myślę :roll: . I myślę (jestem przekonany) - analogicznie z ... zakochaniem :!:

Dobrej Niedzieli !

Akacja
Posty: 61
Rejestracja: 18 gru 2019, 4:31
Płeć: Kobieta

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Akacja » 19 kwie 2020, 14:50

Ukasz pisze:
18 kwie 2020, 23:21
Mam wrażenie, że mylimy tu zakochanie z elementarnymi emocjami, które powstają jako natychmiastowa, niezależna od świadomości reakcja na bodziec. Zakochanie się to proces, który trwa i nie dokonuje się mimowolnie, lecz tylko wtedy, kiedy pozwolimy mu toczyć się dalej. Podobnie zresztą w drugą stronę: gniew może przerodzić się w nienawiść, jeśli ma na to pozwolimy, i to nie jest obojętne moralnie.
Uczucie miłości może i powinno trwać między małżonkami dalece dłużej niż pierwsze zakochanie. Warto o te uczucia mądrze dbać. Wtedy mogą się pogłębiać i rozkwitać. Miłość nie sprowadza się do wyboru, jest od niej większa. Wybór to tylko jej część.
Właśnie o to mi chodziło, znaczy świętej Hildegardzie, że szatan może zachęcić kogoś do zakochania się.
Gdy chodziłam z mężem na kurs przedmałżeński tam pewne małżeństwo mówiło nam, że jak mężowi czy żonie ktoś zaczyna się podobać z pracy to powinien natychmiast zmienić pracę..

Monti
Posty: 708
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Monti » 19 kwie 2020, 14:53

Longines pisze:
19 kwie 2020, 9:59
Po rozpadzie małżeństwa tez masz wybór. Jest wiele możliwości między którymi możesz wybierać. Oczywiście każdy wybór niesie ze sobą konsekwencje- dobre i złe. Wielu ludzi decyduje, że bedzie latami rozpaczać, tęsknić i czekać. Ja zdecydowałem, że kochać przestanę i będę żyć swoim życiem, rozwijając się jak się da i czerpiąc z życia coś dla siebie. Wybór.
Tylko, że zaprzestanie kochania też w pewnym sensie łamie przysięgę małżeńską. Ja staram się szukać takiej drogi, by mimo wszystko kochać jakoś mądrze, na dystans, a jednocześnie żyć pełnią życia.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8543
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Nirwanna » 19 kwie 2020, 15:01

Akacja pisze:
19 kwie 2020, 14:50
Gdy chodziłam z mężem na kurs przedmałżeński tam pewne małżeństwo mówiło nam, że jak mężowi czy żonie ktoś zaczyna się podobać z pracy to powinien natychmiast zmienić pracę..
...ze świadomością, że nie zawsze jest to możliwe, lub nie jest możliwe od razu, tj. pracodawca też ma prawa, a do nich należy np. trzymiesięczny czas odprawy dla pracownika, aby ten np. zdążył zakończyć swoje obowiązki i wyszkolić następcę.

Dlatego dużo lepiej, i wg mnie skuteczniej, podejść do tego jak do każdej innej duchowej pokusy.
Trochę wspomina o tym przywołany już w innym miejscy forum ten artykuł:
Inaczej mówiąc: unikanie pokus jest wskazane, ale ucieczka od nich - już nie zawsze.

Gdy by uciekanie było drogą do świętości, wśród świętych byłoby mnóstwo tchórzy. Tymczasem wśród świętych to tak generalnie - sami odważni. M.in. dlatego, że z pokusami się zmagali.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

krzychforum
Posty: 309
Rejestracja: 06 gru 2017, 22:52
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: krzychforum » 19 kwie 2020, 15:24

Akacja pisze:
19 kwie 2020, 14:50
Gdy chodziłam z mężem na kurs przedmałżeński tam pewne małżeństwo mówiło nam, że jak mężowi czy żonie ktoś zaczyna się podobać z pracy to powinien natychmiast zmienić pracę..
Dla mnie to jakaś forma ucieczki przed problemami. A jak w drugiej pracy też ktoś mu się spodoba to co? Znowu ma zmienić pracę? A jak sąsiadka zacznie się podobać to co? Przeprowadzka?

Longines
Posty: 67
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Longines » 19 kwie 2020, 17:28

Monti pisze:
19 kwie 2020, 14:53

Tylko, że zaprzestanie kochania też w pewnym sensie łamie przysięgę małżeńską. Ja staram się szukać takiej drogi, by mimo wszystko kochać jakoś mądrze, na dystans, a jednocześnie żyć pełnią życia.
No cóż, trudno :?
Dostałem od Boga dar jakim jest życie i nie mam zamiaru zmarnować go na żywienie uczuć do osoby, która na to nie zasługuje i bardzo wiele starań dołożyła, żeby te uczucia zabić.
Razem już nie bedziemy, nie ma opcji powrotu.
Wiec każda myśl poświęcona tej kobiecie jest stratą energii i czasu.
A ja mam jescze sporo do przeżycia i zamkast rozpaczać i rozpamiętywać, zdecydowałem brać to co życie ma mi do zaoferowania.
Wybór.

Akacja
Posty: 61
Rejestracja: 18 gru 2019, 4:31
Płeć: Kobieta

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Akacja » 19 kwie 2020, 17:48

Nirwanna pisze:
19 kwie 2020, 15:01
Akacja pisze:
19 kwie 2020, 14:50
Gdy chodziłam z mężem na kurs przedmałżeński tam pewne małżeństwo mówiło nam, że jak mężowi czy żonie ktoś zaczyna się podobać z pracy to powinien natychmiast zmienić pracę..
...ze świadomością, że nie zawsze jest to możliwe, lub nie jest możliwe od razu, tj. pracodawca też ma prawa, a do nich należy np. trzymiesięczny czas odprawy dla pracownika, aby ten np. zdążył zakończyć swoje obowiązki i wyszkolić następcę.

Dlatego dużo lepiej, i wg mnie skuteczniej, podejść do tego jak do każdej innej duchowej pokusy.
Trochę wspomina o tym przywołany już w innym miejscy forum ten artykuł:
Inaczej mówiąc: unikanie pokus jest wskazane, ale ucieczka od nich - już nie zawsze.

Gdy by uciekanie było drogą do świętości, wśród świętych byłoby mnóstwo tchórzy. Tymczasem wśród świętych to tak generalnie - sami odważni. M.in. dlatego, że z pokusami się zmagali.
Co to znaczy ucieczka od pokus a co unikanie? Jak mąż siedzi koło koleżanki w pracy 8 h i dzieli ich pół metra to jak on ma uniknąć pokus?

Wiedźmin
Posty: 1616
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Wiedźmin » 19 kwie 2020, 18:30

krzychforum pisze:
19 kwie 2020, 15:24
Dla mnie to jakaś forma ucieczki przed problemami. A jak w drugiej pracy też ktoś mu się spodoba to co? Znowu ma zmienić pracę? A jak sąsiadka zacznie się podobać to co? Przeprowadzka?
Tak, zgodzę się z powyższym.

To tak jakby rodzice dziecka, któremu podobają się zabawki innych dzieci bawiących się w piaskownicy - jako rozwiązanie zastosowali izolację dziecka i zapewnienie zabawy zawsze samotnie i pustej (z dala od innych dzieci) piaskownicy.

można pójść jeszcze dalej w tym tonie "a jak sąsiadka zacznie się podobać"...
... a jak teściowa zacznie się podobać, to co? rozwód ;)
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Ukasz
Posty: 2641
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Ukasz » 19 kwie 2020, 19:04

Longines pisze:
19 kwie 2020, 9:59
Co masz na myśli pisząc o mądrym dbaniu o uczucia?
Żeby nie teoretyzować:
Ukasz pisze:
25 sty 2020, 23:45
Ja zdjęcie ślubne mam przy łóżku i codziennie patrzę sobie na nie tuż przed zaśnięciem, żeby zostało "pod powiekami", a potem jeszcze powtarzam kilka razy imię żony.
Ukasz pisze:
26 sty 2020, 23:02
Poza tym małym wieczornym rytuałem jest to jeszcze modlitwa w intencji żony, przede wszystkim tekstem błogosławieństwa współmałżonka, które poznałem na modlitwie sycharowskiej na skype. I staranie, żeby nie mówić i nie myśleć o niej źle, nie budować sobie czarnego obrazu.
W czasie, gdy byliśmy razem, było tego znacznie więcej. To tak oczywista część każdego zdrowego małżeństwa, że pytanie o to wydaje mi się dziwne. Można to nawet ująć inaczej: moim zdaniem brak mądrego dbania o uczucia to prosta i dość skuteczna recepta na szybki i głęboki kryzys małżeństwa. Książki o tym, jak dbać o uczucia, które miałem w ręku, mogłyby nie zmieścić się na jednej półce.
Longines pisze:
19 kwie 2020, 9:59
Ja zdecydowałem, że kochać przestanę i będę żyć swoim życiem, rozwijając się jak się da i czerpiąc z życia coś dla siebie. Wybór.
Pogubiłem się: to Twoje doświadczenie jest miłością polegającą na wyborze, że przestaniesz kochać?
Pustelnik pisze:
19 kwie 2020, 12:02
Zakochanie procesem? - można i tak na to spojrzeć aby widzieć w tym stanie emocjonalnym - pewne "etapy" lub conajmniej zmiany (w czasie).
Można oczywiście tych etapów nie dostrzegać i zapewne często tak właśnie jest. Nie wierzę jednak w zaistnienie pełnego amoku w jednym momencie. Zakochanie jest oczywiście pewnym stanem, ale bardzo dynamicznym i zróżnicowanym. A poprzedzają je inne stany, które może trudniej precyzyjnie nazwać, ale chyba wiecie o co chodzi: zwrócenie uwagi, zauważenie urody, zainteresowanie, lubienie, szukanie towarzystwa, podziw dla jakiejś cechy itp. Im wcześniejszy etap, tym łatwiej przeżywać je świadomie, poddawać osądowi sumienia, otworzyć się w tej mierze przed współmałżonkiem, a kiedy trzeba - powiedzieć stop. Dobre nawyki, jak rzetelny rachunek sumienia, uważność wobec siebie, kontakt własnymi uczuciami, dobra komunikacja w małżeństwie, podstawowa wiedza na ten temat są z kolei pomocne, żeby dostrzec zmiany we mnie i zareagować.
Nirwanna pisze:
18 kwie 2020, 9:11
https://gloria.tv/post/4UfVe7AvFM4X2kvnnfz4y9H7q
On trochę o tym mówi, o tym, że zakochanie jest nieświadomą reakcją na jakieś niezaspokojone potrzeby.
Posłuchałem tej konferencji i nie znalazłem tam wzmianki o tym, że zakochanie jest nieświadomą reakcją. Przeciwnie, moim zdaniem główne przesłanie jest takie, żeby przeżywać ten stan świadomie. On świadczy o niezaspokojonej potrzebie miłości i pomaga ją lepiej rozeznać.
Pustelnik pisze:
19 kwie 2020, 12:02
Też pewna analogia do stanu depresji
Nie mam doświadczenia z depresją, ale z tego co wiem, to jest to choroba. A zakochanie - nie.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8543
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Nirwanna » 19 kwie 2020, 19:18

Akacja pisze:
19 kwie 2020, 17:48
Co to znaczy ucieczka od pokus a co unikanie? Jak mąż siedzi koło koleżanki w pracy 8 h i dzieli ich pół metra to jak on ma uniknąć pokus?
W głowie, Akacjo - stawiając granice swoim myślom, a następnie wynikającym z nich zachowaniom. Nie jest przyczyną koleżanka, tylko co z tą koleżanką robię, najpierw w myślach.

"Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" (Mt 5, 27-28)

"Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym". (Mk 7, 22-23)


Proponuję może, aby autorka wątku wypowiedziała, czy te rozważania są jej pomocne?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Longines
Posty: 67
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Longines » 19 kwie 2020, 21:31

Longines pisze:
19 kwie 2020, 9:59
Ja zdecydowałem, że kochać przestanę i będę żyć swoim życiem, rozwijając się jak się da i czerpiąc z życia coś dla siebie. Wybór.
Pogubiłem się: to Twoje doświadczenie jest miłością polegającą na wyborze, że przestaniesz kochać?
[/quote]

Ależ skąd :)

Mój pogląd na te sprawy (czyli to co napisałem w długim poście powyżej) to po części własne doświadczenie i obserwacje,
ale też przewalone spore ilości literatury, audycji, długie dyskusje z ludźmi o podobnych przejściach, długa psychoterapia po rozpadzie małżeństwa.
Źródła bardzo różne-od książek psychologicznych do audcji i testów katolickich.

A sam nieraz byłem zakochany. Żona nie była pierwszą kobietą w moim życiu. Nie była zresztą też ostatnią- nie będę udawać świętego, bo nim nie jestem.
W jej przypadku było tak jak napisałem powyżej. Byliśmy razem na tyle długo, że przytępiające działanie hormonów po jakimś czasie opadło,
zacząłem widzieć jej wady, gdzie mamy spięcia, co mnie w niej wkurza, a co jestem w stanie zaakceptować i kombinowałem z czego sam będę musiał zrezygnować,
albo jak wypracować kompromisy.
To był taki właśnie wybór jak opisałem wyżej. Wydawało się, że działa w obie strony i się oświadczyłem, a potem budowałem wokół tego marzenia,
plany na przyszłość, wszystko. Największy błąd w życiu.

To co piszesz o swojej żonie- nie znam historii, dobrze że nie nienawidzisz, bo to niszczy głównie nienawidzącego. Zastanawia mnie tylko dlaczego budujesz
żonie w swoim umyśle taki ołtarzyk. Zastanów się, czy nie robisz sam sobie ciężkiej krzywdy w ten sposób.
Pozdrawiam.

I na koniec jeszcze w temacie opisanym przez Autorkę (Ufam Panu).
To co napisałem o postrzeganiu przez ludzi takich spraw jak zakochanie, miłośc, szczęście i świadomość tych zjawisk ma przełożenie na ważność
przysięgi małżeńskiej. O ile kwestie uczciwości małżeńskiej i wierności nie wymagają bardzo głębokich analiz i przemyśleń, o tyle warto się zasanowić
nad tym pierwszym. Bo mam wrażenie (nie tylko ja zresztą), że ludzie nie za bardzo pojmują co przysięgają. O tym zresztą słuchałem też swojego czasu
w audycjach Ojca Szustaka, gdzie mówi wprost- bardzo wiele przysiąg małżeńskich jest zawieranych nieważnie, bo ludzie nie rozumieją na co się piszą, albo
wchodzą w małżeństwo w sposób nieuczciwy. Bardzo wiele jest historii, które zaczynają się "po ślubie zmieniła się/zmienił nie do poznania".
Skoro po ślubie zaczyna się przemoc psychiczna i fizyczna, to wątpliwe jest, żeby ten człowiek się zmienił. Najprawdopodbniej był taki już wcześniej, tylko
się maskował. W takim wypadku można postawić pod znakiem zapytania ważność takiej przysięgi.

Akacja
Posty: 61
Rejestracja: 18 gru 2019, 4:31
Płeć: Kobieta

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Akacja » 19 kwie 2020, 21:52

Ok, Nirwanno a co z fragmentem "jeśli twoje oko jest ci powodem do grzechu wyłup je, albo jeśli twoja ręka jest ci powodem do grzechu odetnij ją"?

Ja rozumiem, że rzucenie pracy jest dziwne i, że lepiej w głowie ściskać się i mówić: nie będę o niej myśleć, nie będę o niej myśleć.. o nie znowu do mnie się uśmiecha! Nie, nie będę myśleć jaka jest cudna, nie będę.. o nie znów podała mi delikatnie rączkę na przywitanie, ale NIE, nie będę o niej myśleć.. ale znów czemu ona tak wspaniałomyślnie powiedziała... Idt. Co dzień 8 h... :(

Wiecie co, ja nie pracuje, ale jakby mi się jakiś facet bardzo spodobał i byłabym z nim tak długi czas co dzień to wolałabym zmienić pracę niż być bez przerwy w stanie możliwości złamania przysięgi małżeńskiej.

Znać swoją słabość i unikać grzechu, wiedzieć, że w każdej chwili mogę upaść jest pokorą.

Czasem potrzebne jest cięcie. Bo np. wiem, że nie dam rady nie ulec takiej pokusie, albo, że wystarczy większy bodziec od niej i ulegne.

A kto z sąsiadką przebywa 8 h dziennie??

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8543
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: Nirwanna » 19 kwie 2020, 21:59

Akacjo, myślę, że gdy poszukasz - znajdziesz egzegezę zacytowanego przez Ciebie fragmentu Pisma Świętego.

Ja tu stawiam kropkę i tych rozważań dalej ciągnąć nie będę, dopóki autorka nie wypowie się w temacie jego pomocowości.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

UfamPanu
Posty: 15
Rejestracja: 03 maja 2018, 0:57
Płeć: Kobieta

Re: Moja/ Nasza historia

Post autor: UfamPanu » 21 kwie 2020, 15:10

Kochani,
do mnie trafiło kiedyś bardzo proste kazanie/ słowa jednego z Księży.
Mówił o tym, że zakochanie to nie jest grzech, grzechem może być natomiast to co z nim zrobimy.
Idąc dalej, nie mamy wpływu na nasze uczucia, mamy natomiast na nasze zachowanie.

Niewiele mogę tu napisać szczegółów (choć bym chciała..).

(…) w mojej sytuacji, dopóki zdrada i cała (znacznie gorsza) otoczka była skierowana we mnie, nie miałam problemu z modlitwą za Męża, dobrym myśleniu o Nim. Wynika to chyba z tego, że mimo znacznego unieważnienia siebie nie weszłam całkowicie w rolę ofiary i miałam/ mam pewien bezpiecznik. Uznaję Jego biedę w pewnym obszarze, nie oceniam i chcę Go wspierać.
Widząc to co robi (i czego nie robi) swoim Córkom i jaki ma i będzie miało to wpływ na Ich życie jest we mnie jednak tyle goryczy, że czasami nie daję rady..... Oczywiście jest to głupota, bo choćby ze względu na dobro Córek, powinnam modlić się tym gorliwiej, niemniej fakty tu i teraz, są jakie są.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: rose i 6 gości