I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

elena
Posty: 76
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: elena » 26 maja 2020, 16:22

Nino pisze:
25 maja 2020, 21:42
Mam podobne odczucia do merymery. Przeciez, jak maz byl blisko tez cierpialam! Tez czulam sie raniona. Ten czas, kiedy jestem sama, bardzo trudny czas, ale jednak zmusza do czegos....
Nie musi byc wcale zmarnowany, bo meza nie ma obok.
Dla mnie obecnie najtrudniejsze jest zwatpienie.
Trzymam się tego, żeby nie marnować czasu rozłąki, tylko wykorzystać na swój rozwój duchowy, osobisty itp.

Piszesz, że najtrudniejsze obecnie jest zwątpienie- zwątpienie w sens czekania na męża (nie chodzi o bierne czekanie)?
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

Nino
Posty: 276
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: Nino » 26 maja 2020, 22:16

Tak, Eleno. Zwatpienie w czekanie, gdy tymczasem jest jak jest i trzeba liczyc sie z tym, ze maz nie wroci. A ja pragne zyc w relacji. Potrzebuje byc z drugim czlowiekiem: i duchem, i cialem.

MaryM
Posty: 201
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: MaryM » 26 maja 2020, 22:46

Nino pisze:
26 maja 2020, 22:16
Tak, Eleno. Zwatpienie w czekanie, gdy tymczasem jest jak jest i trzeba liczyc sie z tym, ze maz nie wroci. A ja pragne zyc w relacji. Potrzebuje byc z drugim czlowiekiem: i duchem, i cialem.
Oraz ja. Mąż odwieszony pokazowo. Ja mocno odwieszona. Szanuję jego wybór. Nie zgadzam się z nim. Wiem, ze planuje wakacje do miejsca, o którym marzę. Układa szybko swój świat. Rozwijam się i dbam o siebie. Układam mój. Jestem pełna chęci życia i dzielenia się czułością i miłością. Oprócz dzieci nie mam z kim się tym dzielić. Nie jestem gotowa na solo do końca życia. Na męża nie czekam, bo wiem, ze to mocno skomplikowane. Ale tez mocno czuję, że jestem stworzona do związku.... tak, ma radość życia, zainteresowania, wiarę,modlitwę, uśmiech, ciekawą pracę, sporo zajęć, ciekawe cele... No chyba zbyt dobrze to organizuję, bo zostaje sporo czadu na myślenie o moim niespełnieniu jako żona.....

Kłapouszek
Posty: 90
Rejestracja: 03 gru 2019, 14:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: Kłapouszek » 27 maja 2020, 9:06

I ja...Też pracuję nad sobą, rozpoczęłam terapię indywidualną, określiłam obszary w swoim życiu, nad którymi muszę się najpierw pochylić. Też jest we mnie bardzo dużo miłości i czułości, którą na razie mogę dzielić tylko z dziećmi.
Jestem na dobrej drodze w procesie odwiedzania się od męża, który nadal mieszka osobno, ale bardzo często przyjeżdża, jak kolega do koleżanki. O tym, ze będę sama staram się na razie nie myśleć, ani nie czekać na powrót. Niestety, nie jest to łatwe...

elena
Posty: 76
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: elena » 27 maja 2020, 9:24

Nino pisze:
26 maja 2020, 22:16
A ja pragne zyc w relacji. Potrzebuje byc z drugim czlowiekiem: i duchem, i cialem.
Jak ja dobrze to rozumiem! Myślę, że to naturalna potrzeba i trudniej jest żyć bez drugiego człowieka, ale wierzę, że to jest możliwe.
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

elena
Posty: 76
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: elena » 27 maja 2020, 9:30

MaryM pisze:
26 maja 2020, 22:46

Jestem pełna chęci życia i dzielenia się czułością i miłością. Oprócz dzieci nie mam z kim się tym dzielić. Nie jestem gotowa na solo do końca życia. Na męża nie czekam, bo wiem, ze to mocno skomplikowane. Ale tez mocno czuję, że jestem stworzona do związku....
Też mam w sobie dużo miłości, chciałabym mieć więcej dzieci (mamy z mężem jednego synka), chciałabym spełniać się w roli żony. Gdy pomyśle, ze do końca życia mam być sama (a jestem dopiero po 30stce) to jest to dla mnie totalnie abstrakcyjne i dlatego przestaje wybiegać w przyszłość.
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

elena
Posty: 76
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: elena » 27 maja 2020, 9:37

Kłapouszek pisze:
27 maja 2020, 9:06
I ja...Też pracuję nad sobą, rozpoczęłam terapię indywidualną, określiłam obszary w swoim życiu, nad którymi muszę się najpierw pochylić. Też jest we mnie bardzo dużo miłości i czułości, którą na razie mogę dzielić tylko z dziećmi.
Jestem na dobrej drodze w procesie odwiedzania się od męża, który nadal mieszka osobno, ale bardzo często przyjeżdża, jak kolega do koleżanki. O tym, ze będę sama staram się na razie nie myśleć, ani nie czekać na powrót. Niestety, nie jest to łatwe...
Też muszę przestać myśleć o tym, że będę sama na zawsze, bo myśl o tym mnie trochę przeraża. I tak samo muszę przestać myśleć o powrocie męża. Ogólnie za dużo myśle i rozmyślam.

Tak jak piszesz to wszystko nie jest łatwe, ale mam nadzieję, że wykonalne, ze z upływem czasu będzie lżej.
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

elena
Posty: 76
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: elena » 04 cze 2020, 15:05

Piszę, bo ostatnio miałam nieprzyjemne przejścia z mężem i nie wiem jak się w tym odnaleźć. W czasie dwóch bądź trzech rozmów mąż zarzucił mi, że przez okres naszej rozłąki wogole nie zauważył, żebym starała się zawalczyć o naszą rodzinę, że nie zwracam uwagi ile jego kosztuje ta sytuacja, że on podjął decyzję o rozstaniu, ale to było tylko i wyłącznie z mojej winy i przeze mnie, poza tym powinnam przestać zachowywać się jak święta Teresa itp. Potem było nocne wydzwanianie, wyzwiska przez telefon, gdy kończyłam rozmowę zaczynało się bombardowanie smsami o treści strasznej- że mnie nienawidzi, że zniszczyłam naszą rodzinę, no i obrażanie członków mojej rodziny.

Czułam się źle z tym, bo przez ok. 10 miesięcy rozłąki zapewniałam męża o chęci odbudowy małżeństwa, rozpoczęciu terapii i niedążeniu do rozwodu. Im więcej się modlę to widzę więcej złości i agresji ze strony męża, chociaż nie mieszkamy ze sobą i w niczym mu nie przeszkadzam, nie utrudniam kontaktów z dzieckiem, wręcz przeciwnie zachęcam, aby spędzali razem więcej czasu, nie dzwonię do męża zbyt często, nie jestem nachalna, nie proszę o nic, nawet o wsparcie finansowe, dbam o siebie, jestem blisko Boga- nigdy przez całe swoje życie nie miałam takiej pięknej relacji z Bogiem. Tym bardziej nie rozumiem zachowania męża. A może nie powinnam brać sobie do serca tego, co on mówi...
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

Bławatek
Posty: 119
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: Bławatek » 04 cze 2020, 16:11

Eleno z moim mężem mam podobnie. Opuścił mnie 3 m-ce temu mówiąc że nie kocha i nic nie czuje. Starałam się z nim rozmawiać, tłumaczyć- nie pomagało. Jak zaczął ciągle mówić o rozwodzie to jasno wyraziłam swoje zadanie i wolałam już z nim nie rozmawiać. Też zachęcałam do częstszych kontaktów z dzieckiem, proponowałam obiady, mówiłam o terapii. Na próżno. Nawet jego rodzinę zaangażowałam aby do niego dotarli, a on odseparował się od wszystkich. Po 2 miesiącach usłyszałam jaki to on biedny bo zrobił sobie test czy komuś na nim zależy i się wszystkimi rozczarowal.! Sam zapomniał ile zła innym wyrządził. Ja ciągle się martwię czy jakas choroba psychiczna go nie dopadła, czy nie jest pod działaniem Złego. A wszyscy dookoła mówią że pewnie sobie życie z kimś nowym układa i wszystko go przerasta...
Powodzenia życzę i pamiętaj, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu.

elena
Posty: 76
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: elena » 04 cze 2020, 17:26

Bławatek pisze:
04 cze 2020, 16:11
Eleno z moim mężem mam podobnie. Opuścił mnie 3 m-ce temu mówiąc że nie kocha i nic nie czuje. Starałam się z nim rozmawiać, tłumaczyć- nie pomagało. Jak zaczął ciągle mówić o rozwodzie to jasno wyraziłam swoje zadanie i wolałam już z nim nie rozmawiać. Też zachęcałam do częstszych kontaktów z dzieckiem, proponowałam obiady, mówiłam o terapii. Na próżno. Nawet jego rodzinę zaangażowałam aby do niego dotarli, a on odseparował się od wszystkich. Po 2 miesiącach usłyszałam jaki to on biedny bo zrobił sobie test czy komuś na nim zależy i się wszystkimi rozczarowal.! Sam zapomniał ile zła innym wyrządził. Ja ciągle się martwię czy jakas choroba psychiczna go nie dopadła, czy nie jest pod działaniem Złego. A wszyscy dookoła mówią że pewnie sobie życie z kimś nowym układa i wszystko go przerasta...
Powodzenia życzę i pamiętaj, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu.
Rzeczywiście to nie do pojęcia, żeby robić sobie test czy komuś zależy i się odcinać. Racja, na wiele rzeczy nie mamy wpływu, nie da się ich wyjaśnić logicznie i o tym powinnam pamiętać zamiast analizować każde słowo czy zachowanie męża.
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

elena
Posty: 76
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: elena » 12 cze 2020, 11:54

Czy może komuś z Was udało się namówić małżonka na wspólną terapię albo chociaż małżonek rozpoczął indywidualną terapię? Mój mąż uważa, że nasze małżeństwo to była wystarczająca terapia dla niego, że on tego nie potrzebuje, że to nic nie zmieni i tylko ja sama mogę się leczyć, bo to ja jestem nienormalna. To taka walka z wiatrakami mam wrażenie...
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

Caliope
Posty: 304
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: Caliope » 12 cze 2020, 13:26

Niestety namówić się nie da nikogo, sam musi dojść do ściany i iść po pomoc. Tym bardziej nie ma szans że żona z którą mąż jest w kryzysie będzie mieć na to wpływ jeśli teraz jest wrogiem nr.1. Ja poszłam pierwsza, od razu jak się zaczął kryzys, a mąż poszedł teraz, sam nikt mu nic nie mówił.

Ukasz
Posty: 2643
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: Ukasz » 12 cze 2020, 23:21

elena pisze:
12 cze 2020, 11:54
Czy może komuś z Was udało się namówić małżonka na wspólną terapię albo chociaż małżonek rozpoczął indywidualną terapię? Mój mąż uważa, że nasze małżeństwo to była wystarczająca terapia dla niego, że on tego nie potrzebuje, że to nic nie zmieni i tylko ja sama mogę się leczyć, bo to ja jestem nienormalna. To taka walka z wiatrakami mam wrażenie...
Słyszałem dokładnie to samo.
Potem jednak żona zgodziła się, gdy alternatywą była moja wyprowadzka, a ja wszystko zorganizowałem i opłaciłem. Bardzo się starałem dobrze wybrać terapeutkę i srodze się zawiodłem. Te kilka spotkań tylko nam zaszkodziło i to bardzo. Swoją rolę odegrało też to, że żona uważała terapię za zbędną dla niej.
To tylko moje doświadczenie. Wiem, że wielu osobom terapia pomogła, wielu zaszkodziła, nie wiem, których jest więcej. Na pewno warto jak najlepiej sprawdzić wcześniej, do kogo się trafi.

elena
Posty: 76
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: elena » 19 cze 2020, 20:15

Dziś po wielu tygodniach odcinania się od męża i stosowania zaleceń z listy Zerty niestety, ale zawaliłam. W czasie rozmowy telefonicznej z mężem, gdy zaczął robić problemy z mało istotnej sprawy, prowokując kłótnię ja po prostu się rozpłakałam, wyrzuciłam z siebie żale długo skrywane w sobie, po czym usłyszałam, że jestem niedojrzała, jestem wielką pomyłką i że tak naprawdę to 3 miesiące przed ślubem mąż chciał odwołać ślub (ten tekst akurat słyszę od męża niemal zawsze w każdej kłótni, wiec już przywykłam w sumie :lol: ). Źle się czuję z tym, że się rozkleiłam, już tak dobrze sobie radziłam, byłam taka dumna z siebie, mówiłam „zobacz dziewczyno jaka jesteś dzielna, już prawie rok mieszkasz bez męża a jakoś żyjesz, dajesz radę” a tu dziś klapa :cry:

Musiałam komuś się wyżalić dziś, stąd mój post.
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

Pavel
Posty: 2859
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: I żyli długo i szczęśliwie, czyli czemu życie to nie bajka

Post autor: Pavel » 19 cze 2020, 20:34

Upadki to rzecz normalna w kryzysie zwłaszcza.
Rzecz w tym by się podnieść i iść dalej wyznaczoną uprzednio drogą.
I wciąż możesz być z siebie dumna, jeden czy kilka upadków nie przekreślają wykonanej uprzednio dobrej roboty :)
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości