Dziękuję. Nie tańczę.

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Sarah
Posty: 115
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Sarah » 01 cze 2020, 13:14

Nino, Twój mąż zapewne wróci do Ciebie na starość...
Podziwiam Ciebie i inne kobiety z forum za Waszą cierpliwość i niezniszczalną miłość do mężów, którzy tak Was ranią. Ja tak nie umiem i nawet nie wiem czy bym chciała... Widocznie moja wiara nie jest wystarczająco silna :(
I pójdę do grobu z podniesioną głową.

(B. Dylan)

Nino
Posty: 348
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nino » 01 cze 2020, 13:48

Leno, a jaka jest teraz Twoja sytuacja? :)
Tak, pewnie bym nie posłuchała, chociaż pamiętam swoje odczucia z tamtego czasu. Po tych czterech latach chodzenia był kryzys relacji. Chciałam porozmawiać o tym z kimś. O tym, co czuję i jak się czuję. Próbowałam z panią psycholog, podczas nauk przedmałżeńskich, ale nie wyszło.

Ale masz rację, pewnie bym nie usłuchała! :)

I też nie żałuję już, że właśnie mój mąż, został moim mężem, choć nie ukrywam, że dopadają mnie myśli o stwierdzeniu nieważności tego małżeństwa.

Caliope! Pies już jest, i miejsce do zamieszkania, w którym czuje się szczęśliwa też.
Natomiast posucha, jeśli chodzi o znajomych. W ostatnim czasie zamroziło się wiele moich znajomości. Przed starymi znajomymi zwyczajnie wstydzę się, że mąż mnie znowu porzucił. Oni oglądali tę naszą karuzelę tyle lat. Część nam sekundowała, część życzyła mi "nowego, wspaniałego życia"... Znacie to ;)

MareS, a jak Twoje życie wygląda teraz?

Trzymacie za mnie kciuki :)

MareS
Posty: 232
Rejestracja: 05 lut 2017, 22:22
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: MareS » 01 cze 2020, 14:20

Nino pisze:
01 cze 2020, 10:45
Miałam żal do swoich rodziców, że nie podjęli ze mną jakichś dojrzalszych rozmów na ten temat w tamtych czasach. Przeciwnie: tato dążył do ślubu, ponieważ chodziliśmy z przyszłym mężem już prawie cztery lata i "trzeba było coś z tym zrobić".
Nie piszę tego po to, aby teraz zwalić winę na cały świat za moje małżeńskie niepowodzenie.
Wybaczyłam rodzicom. Nie potrafili ze mną porozmawiać, ale i ja byłam zaślepiona i nie chciałam ich słuchać, również wtedy: gdy próbowali.
Bławatku co wybaczyłaś rodzicom. To, że nie powiedzieli Tobie co myślą o Twoim przyszłym mężu bo bali się, "że wydrapiesz im oczy". Nie nam oceniać i osądzać innych ludzi. A może warto "stanąć obok" i popatrzeć na to z innej strony. Twoi rodzice wychowali Cię najlepiej jak umieli. Wtedy nikt nie mówił o DD... A o psychologii to nikt nie mówił.
Może zamiast "babrać się" w błędach i doświadczonych krzywdach zacząć uczyć się "żyć". A tego nie powie Ci żaden człowiek tylko Bóg Ci może pokazać.

PS. Nie obraź się ale nie oczekuję współczucia. A jeśli wspomnisz o mnie w modlitwie to dziękuję.

Nino
Posty: 348
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nino » 01 cze 2020, 21:37

Sarah, otóż ja też nie wiem, czy tak chcę...Pisałam o tym w wielu swoich postach.
Tu, na tym forum, gdy pojawia się temat braku bliskości, seksu, braku konkretnej, żywej relacji z drugim człowiekiem po odejściu współmałżonka, nagle robi się cicho....

Moja miłość do męża jest niezniszczalna, ale to nie oznacza, że nie tęsknię za relacją i nie zastanawiam się, czy takie czekanie ma sens. Czy jest dla mnie dobre? Czy Bóg tego dla mnie chce?

Ta sytuacja trwa już długo. Mąż nie wrócił i nie wraca. Może wróci na starość? Może....
Ale moje życie toczy się tu i teraz. W tu i teraz jest Bóg.

MareS, nie ma to jak wymijająca odpowiedź ;) Współczuję Cię przeżyć, jakie miałeś w związku z trudnym rozwodem. W modlitwie westchnę ;) Czuję, że moje drogi z tym forum rozchodzą się.

Doszłam do ściany, a Sychar na wiele problemów nie daje jednak odpowiedzi. Nadal czerpię stąd ogromne wsparcie duchowe i siłę. Jest wiele wartościowych treści, ale też tematy, z którymi sobie nie radzi.

Jeśli natomiast pomoc Boga mogę jakoś utożsamiać z tym, co czuję w sercu, to Bóg prosi mnie, abym właśnie żyła taką pełnią życia, na jaką zasługuję i jakiej pragnę. Na życie w relacji. I nie mogę się dłużej oszukiwać, że jest w tym coś złego.

Nino
Posty: 348
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nino » 01 cze 2020, 21:46

Minu, wiedza o kowalskiej może Cię psychicznie znokautować. Przyniesie Ci chwilową ulgę, że wiesz, a potem... może być jazda w głowie bez trzymanki. Z drugiej strony: czeka Cię rozprawa w sądzie... Nie wiem, co doradzić.

Ja dojrzewam do decyzji, aby się sobą na maksa zaopiekować. W taki sposób, jakiego potrzebuję.

Z

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8937
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nirwanna » 01 cze 2020, 21:55

Nino pisze:
01 cze 2020, 21:37
Doszłam do ściany, a Sychar na wiele problemów nie daje jednak odpowiedzi. Nadal czerpię stąd ogromne wsparcie duchowe i siłę. Jest wiele wartościowych treści, ale też tematy, z którymi sobie nie radzi.
Nino, dałabyś radę nazwać, z jakimi tematami Sychar sobie nie radzi?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: tata999 » 01 cze 2020, 22:48

Nino pisze:
01 cze 2020, 21:46

Ja dojrzewam do decyzji, aby się sobą na maksa zaopiekować. W taki sposób, jakiego potrzebuję.
A co poprzednio zawiodło i zmienisz tym razem? Drugie pytanie: a co z drugą osobą, z którą rozważałabyś stworzenie relacji - co ona miałaby do powiedzenia wobec tego, "aby się sobą na maksa zaopiekować"?

Zdradzona
Posty: 565
Rejestracja: 13 sie 2019, 11:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Zdradzona » 01 cze 2020, 23:08

Nino :rozumiem Cię bardzo dobrze że nadal kochasz i pragniesz męża mimo tyłu krzywd co przez te cztery lata ci zgotowal. Moja chistorie już znasz że mąż odszedł poraz drugi w dzień kobiet rozpaczalam strasznie, teraz są dni lepsze i gorsze ale nadal walczę o jego powrót i kocham go nadal. Nie wiem co będzie dalej bo raz odezwie się zadzwoni mówi że jest mu źle a zachwile milczy i nie reaguje na moje sms. Dzisiaj napisałam do męża czy chciał by wrócić do domu ale jest mu wstyd przed dziećmi, czy nie myśli o powrocie wcale to znów milczy. Nino przytulam cię w modlitwie.

Ukasz

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Ukasz » 02 cze 2020, 8:44

Nino pisze:
01 cze 2020, 21:37
Tu, na tym forum, gdy pojawia się temat braku bliskości, seksu, braku konkretnej, żywej relacji z drugim człowiekiem po odejściu współmałżonka, nagle robi się cicho....
Chyba mógłbym zebrać długą antologię głosów na ten temat, żeby zaprzeczyć tej diagnozie. Kłopot nie polega raczej na tym, że nikt nie chce o tym mówić, tylko na tym, że żadne słowa nie mogą tak naprawdę pomóc.
Bardzo ładnie to ujęłaś - najpierw bliskość, bycie dla kogoś tą osobą jedyną i niezastąpioną, ważną, przed którą się staje nago bez żadnego wstydu lęku, w przenośni, a potem też dosłownie. Bliskość, która przybiera wymiar zupełnie namacalny, w której bierze udział moje ciało, całe moje ciało, wszystkie zmysły. Jestem nie tylko duszą, jestem też moją psychiką i ciałem, które płoną. To jest ból, który trwa nieustannie. Takie jest moje doświadczenie. Więź z Bogiem pomaga przez to przejść, ale nie jest znieczuleniem. Nawet przeciwnie, przede mną odkrywa szerzej świadomość tej otwartej rany.
Tyle mogę powiedzieć: nie jesteś w tym bólu sama. Czy to pomaga? Czy to jest odpowiedź forum i Sycharu na Twoje oczekiwanie w tym temacie? Zadaję to pytanie i sam nie wiem, czy umiałbym na nie odpowiedzieć. Trochę tak, trochę nie.

Nino
Posty: 348
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Nino » 02 cze 2020, 9:35

Nirwanno, np. z tematem ludzkiej seksualnosci, choc Ukasz zapewnia, ze bylby w stanie wyciagnac z forum cala antologie na ten temat.

Brakuje mi seksu. Pragne kochac sie z moim mezem, a to jest niemozliwe! To mnie zlosci, frustruje i wpadam w przygnebienie z tego powodu.

Jestem w swoim czlowieczenstwie rowniez osoba seksualna. Nie moge zaprzeczyc tym potrzebom. Udawac, ze ich nie mam.

Ukasz zdobyl sie, aby napisac, jak on to odczuwa i bardzo jestem wdzieczna za te szczerosc. Dla mnie to ulga przeczytac cos takiego, bo na tym forum to chyba jednak rzadkosc.

Zdradzona, ja jestem porzucona od roku a nie od czterech lat. Natomiast to czwarte porzucenie w przeciagu 10 lat ;) My ciagle do siebie wracamy, ale potem nie umiemy naprawiac.

I nie ma we mnie zgody, aby kowalska cieszyla sie, dotykala itd. cialo mojego meza i czerpala przyjemnosc z jego seksualnosci. Powtarzam to Jezusowi, ze NIE MA WE MNIE ZGODY NA TO, poniewaz to cialo nalezy do mnie!!!
Dlatego odsuwam mysli w tym temacie, bo sie zaczynam za bardzo denerwowac. Za rada s zony odmawiam tez codziennie egzorcyzm malzenski 3x.

Zdradzona
Posty: 565
Rejestracja: 13 sie 2019, 11:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Zdradzona » 02 cze 2020, 10:54

Nino: odczuwam to samo co ty też buntuje się z tym żeby obca baba dotykala mojego męża. Tak samo ja Ty odczuwam potrzebę sexu z moim mężem boli mnie to jak pomyślę że on teraz nago spi nie obok mnie tylko Kowalskiej. Byłam widziałam ją i stwierdziłam po jej wyglądzie że to jest alkocholiczka i zwykła patologia, więc zastanawiam się co męża do niej ciągnie.

Ewuryca
Posty: 238
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Ewuryca » 02 cze 2020, 11:20

Nino a ja myśle, że to nie Sychar sobie nie radzi tylko ty. Tu masz świadectwa ludzi, którzy żyją w celibacie od wielu lat mimo że tez do takiego stanu nie zostali powołani a jednak piszą, że są szczęśliwi ale tobie nie o takie rady chodzi tylko o receptę na twoje potrzeby seksualne. Z jednej strony wołasz do Jezusa że ciało twojego męża jest twoje, z drugiej tez zdradziłas swojego męża i czy tak samo wtedy myślałaś? Ja z twoich postów widzę to, że modlisz się i piszesz że chcesz się trzymać Boga ale tylko jeśli TWOJA wola się stanie czyli wróci mąż, a jak nie wróci to musisz myśleć o SWOICH potrzebach. Nie oceniam cię ale piszę to co rzuca mi się w oczy, nie do końca konsekwetnosc a przede wszystkich mieszanie Boga w nasze widzi mi się, tutaj pisze o twoich słowach że Bóg pragnie żebyś była w relacji (zrozumiałam to ze Bóg pragnie żebyś była w nowym związku skoro twoj mąż nie wraca). Warto nazywać rzeczy po imieniu, czyli np tak bardzo pragnę być z kimś że decyduje się na związek ale wiem że jest to grzech i biorę na siebie jego konsekwencje.

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: tata999 » 02 cze 2020, 12:31

Nino pisze:
02 cze 2020, 9:35
Nirwanno, np. z tematem ludzkiej seksualnosci, choc Ukasz zapewnia, ze bylby w stanie wyciagnac z forum cala antologie na ten temat.

Brakuje mi seksu. Pragne kochac sie z moim mezem, a to jest niemozliwe! To mnie zlosci, frustruje i wpadam w przygnebienie z tego powodu.

Jestem w swoim czlowieczenstwie rowniez osoba seksualna. Nie moge zaprzeczyc tym potrzebom. Udawac, ze ich nie mam.

Ukasz zdobyl sie, aby napisac, jak on to odczuwa i bardzo jestem wdzieczna za te szczerosc. Dla mnie to ulga przeczytac cos takiego, bo na tym forum to chyba jednak rzadkosc.

Zdradzona, ja jestem porzucona od roku a nie od czterech lat. Natomiast to czwarte porzucenie w przeciagu 10 lat ;) My ciagle do siebie wracamy, ale potem nie umiemy naprawiac.

I nie ma we mnie zgody, aby kowalska cieszyla sie, dotykala itd. cialo mojego meza i czerpala przyjemnosc z jego seksualnosci. Powtarzam to Jezusowi, ze NIE MA WE MNIE ZGODY NA TO, poniewaz to cialo nalezy do mnie!!!
Dlatego odsuwam mysli w tym temacie, bo sie zaczynam za bardzo denerwowac. Za rada s zony odmawiam tez codziennie egzorcyzm malzenski 3x.
To i ja się podzielę swoimi zmaganiami. Na wstępie przyznam, że podobnie, jak Nino nie znalazłem na forum prawie nic kwestii radzenia sobie z przejściem z aktywnego życia seksualnego w stan celibatu.

W skrócie: unikanie pokus (czasami do granic, jak słynne odwracanie wzroku i wtapianie go w kafelki w galerii handlowej), wysiłek fizyczny (zwłaszcza kiedy hormony zalewają mózg), wytężona praca i inne zajęcia, regularny rytm dnia, przebywanie poza miejscami, w których częściej się rozkojarzam (u mnie to np. w domu przy biurku) pozwalają częściowo uśmierzyć popęd seksualny. Podkreślam, że tylko częściowo. Robię wszystko, żeby tę energię seksualną ukierunkować (czasami przekierować) w dobrym celu. Czasami pomaga mi myśl, że jak teraz dam radę powstrzymać się (co byłoby aktem desperackim), to tej energii będę miał więcej do wysiłku, do szczerej rozmowy, do lepszych efektów pracy na resztę część dnia i nie usiądę, nie zamknę się w sobie, nie rozleniwie przed telewizorem, nie stracę sekapilu.

W związku też nie zawsze udawało się zaspokoić żądze, kiedy się chciało. Czasami druga strona nie mogła, czasami okoliczności nie sprzyjały, czasami było się daleko przez parę dni itd. To nie jest tak, że w związku jest na pewno lepiej i częściej.

Siłą rzeczy bardziej obserwuję swój popęd seksualny teraz, gdy jestem samemu. Muszę nim zarządzać więcej i jest to wyższa akrobatyka, żeby zachować równowagę, bo "narzędzi" mniej niż było do tej pory (np. nie przyjdę do łóżka, gdzie leżałaby żona). Czasami mam siłę, żeby popatrzyć na to i na siebie z boku, jakby jako zewnętrzny obserwator. Dostrzegam wtedy plusy i minusy swoich decyzji, zachowań, niedociągnięcia, zaniedbania i inne. Zdarzyło mi się docenić siebie za odmowę propozycji seksu, a było blisko o krok. W innym przypadku, zdarzyło mi się pomyśleć o mojej propozycji seksu itd. Poziom popędu seksualnego zmienia się i w ciągu dnia i w dłuższych okresach. Ta obserwacja i jej świadomość pomaga mi opanować się zwłaszcza wtedy, kiedy poziom jest wysoki.

Myślę też czasami, że w swoim życiu trochę już doświadczyłem. Wdzięczny jestem, że było mi dane przeżyć tyle pięknych chwil, jeśli nawet więcej miałoby już się nie zdarzyć.

Na marginesie, nie wierzę, że wielu osobom udało się z powodzeniem utrzymać celibat.

U mnie inaczej niż u Nino nie ma żadnego pociągu do osoby, która zdradziła. Sam się sobie dziwię, bo uważam się za wrażliwego na ogólnie kobiecość. Chyba zdrada i sposób postępowania spowodował we mnie obrzydzenie, które przerodziło w obojętność wobec tej osoby.

s zona
Posty: 2672
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: s zona » 02 cze 2020, 13:58

Ukasz pisze:
02 cze 2020, 8:44
Nino pisze:
01 cze 2020, 21:37
Tu, na tym forum, gdy pojawia się temat braku bliskości, seksu, braku konkretnej, żywej relacji z drugim człowiekiem po odejściu współmałżonka, nagle robi się cicho....
Chyba mógłbym zebrać długą antologię głosów na ten temat, żeby zaprzeczyć tej diagnozie. Kłopot nie polega raczej na tym, że nikt nie chce o tym mówić, tylko na tym, że żadne słowa nie mogą tak naprawdę pomóc.

Zastanawiam sie ,co moglabym dodac .. Bliskie mi sa slowa Ukasza ...

Przez ost 20 lat zyjemy z mezem w separacji geograficznej .
Mnie pomaga ora et labora .. Jest mi to bardzo bliskie .. ..Staram sie swoj dzien wypelnic tak, zeby nie bylo czasu ,jak moja babcia mowila " na glupoty " na nude . na jakies podszepty zlego ..

Moze to pycha z mojej strony ale wydaje mi sie ,ze udalo mi sie wypracowac taki swoj kodeks .. ja staram sie ,zeby nie wychodzic poza Deklaog a wtedy mam wieksza odwage ,zeby prosic lub wyklocac sie z Panem Bogiem o swoje ptrzeby pragnienia ..po prostu o Boze Prowadzenie .. nieraz bywalo ,ze padalam , ze za duzo , jak dla mnie .. ale prosilam o sily ,zeby to przejsc .. a potem wychodzila Tecza .. ta Boza ...

Bylam w roznych zycowych sytuacjach, ale po prostu nie mialabym chyba takiej cywilnej odwagii .. i nie czulam takiej potrzeby.... mialam wtedy trzydziesci kilka lat,ale czulam sie sakramentalna zona i tak mi zostalo ..
Raz czy dwa probowalam masturbacji, ale to nie jest moja filizanka herbaty ... raczej " wyrob czekoladopodobny " taka namiastka ,ktora nie wiele wnosi .. podopnie ,jak papierosy wypalilam jednego czy dwa i nie czuje potrzeby wiecej ..

Moze mnie jest paradoksalnie latwiej, bo jestem z 2 nastolatkow ,ktore daja od czasu do czasu popalic .. wiec nudno nie jest . czesne i utrzymanie tez jest dosc drogie , a u nas panstwo nie rozpieszcza bonusami .. wiec wszystkie koszty sa po mojej stronie .... maz nie jest " wyrywny " zeby partycypowac ...

Mnie pomaga Wdziecznosc i Akceptacja , to od Naloga .. ale wczesniej staralam sie widziec te pelne pol szklanki // jak cos sie walilo to jednak nigdy nie byla pusta .. i z pomoca Boza wstawalam napelniac ..

Nino we wczesniejszym poscie wspomnialas o jakims projekcie ,a moze to jest ten moment ,ze Pan Bog pokazuje Ci inna furtke .. moze to jest po cos ?

Ps zeby nie bylo ,ze jestem " jak mimoza " .. ale te typowo malzenskie potrzeby przekierowuje na inne kierunki . udalo
mi sie - dzieki Lustro - pakowac prezenty dla Pana Boga i oddawac mu te wszystkie trudne sprawy .. bardziej przylgnac do Pana Jezusa ..
Wydaje mi sie ,ze nawet dosc dobrze funkcjonuje , chociaz przychodza i dolki . dlaczego taka asceza . skoro nie taki stan wybieralismy ..

Nino nwm , czy cos wniosa te moje rozwazania, ale moze warto skupic sie nad na tym Twoim projektem .. ja " poszlabym na calosc " ...
Omadlam :)

Sarah
Posty: 115
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Dziękuję. Nie tańczę.

Post autor: Sarah » 02 cze 2020, 13:58

tata999 pisze:
02 cze 2020, 12:31
W związku też nie zawsze udawało się zaspokoić żądze, kiedy się chciało. Czasami druga strona nie mogła, czasami okoliczności nie sprzyjały, czasami było się daleko przez parę dni itd. To nie jest tak, że w związku jest na pewno lepiej i częściej.
Albo tak jak u mnie - ponad 5 miesięcy i nic :o
I pójdę do grobu z podniesioną głową.

(B. Dylan)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Goniaczek i 8 gości