Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Bławatek
Posty: 159
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 08 cze 2020, 20:27

Sarah pisze:
07 cze 2020, 22:50
Skoro to rodzina męża i obawiasz się, że będzie to dla Ciebie trudne i niekomfortowe, to po co w sumie tam idziesz?
Sarah, akurat mimo, że jest to rodzina męża, to żyję z nimi w zgodzie (nawet teraz), zaproszenie dostaliśmy juz w zeszłym roku i w grudniu oraz styczniu się na ten ślub powoli zaczęliśmy szykować - m.in. kupując synowi eleganckie ubranie, buty, a że syn na weselu był dawno temu jak był malutki to teraz bardzo chce iść. Mimo, że w tym czasie mąż powoli planował odejście to wtedy jeszcze chodząc z nami po sklepach nie przeczuwałam co sie będzie teraz działo.

Za radą Lawendowej będę mówic prawdę, ale bez szczegółów, tym bardziej, że muszę uważać co będzie dziecko mogło usłyszeć.
MareS pisze:
08 cze 2020, 6:39
Bławatek pisze:
07 cze 2020, 22:13
Dziś miałam spotkanie rodzinne mojej części rodziny gdzie wszyscy wiedzą o moim rozstaniu z mężem i nikt nie zadawał niewygodnych pytań choć boli mnie że wszyscy już postawili przysłowiowy krzyżyk na naszym małżeństwie i tak się poczułam jakbym już po rozwodzie była. A na dodatek za parę dni idziemy z synem na wesele do rodziny męża a ponieważ mój mąż stwierdził, że on jednak nie pójdzie więc byc może będę się zmagać z pytaniami tych którzy nas znają i pewnie będą pytać dlaczego jesteśmy sami. Nie wiem co mówić. A i pewnie w kościele się na przysiędze popłacze. Ciężkie dni mnie czekają. Może Bóg da mi więcej siły na te parę godziny ślubu i wesela. Nie chcę przy dziecku się rozklejać.

A, i naszła mnie taka refleksja - niby moja rodzina cała wierząca i chodząca do kościoła ale rozwód to dla nich już chyba jest normalnością, a dla mnie to tragedia, więc czemu mnie to właśnie spotyka...
Bławatku a może Twoja rodzina widząc Twój ból i cierpienie nie poruszają tego tematu aby Ci nie dokładać. Może po prostu nie wiedzą jak mają się zachować.
MareS, niestety ale zarówno rodzina jak i znajomi mi ciągle mówią, że mam się nie martwic, bo za niedługo znajdę sobie nową miłość, kogoś lepszego. Tylko, że ja taka nie jestem, dla mnie przysięga jest na całe życie. I juz nie raz to wszystkim głośno mówiłam. I ciągle myślę o tym, że takie osoby jak ja i wielu na tym forum myślących podobnie doświadcza rozstania lub nawet rozwodu i cierpi bardzo z tego powodu, a inni, który są mniej wierzący, nie wyznają takich zasad, wartosci mają to szczęście, że trwają szczęsliwie w małżeństwie...
Nino pisze:
08 cze 2020, 8:44
Blawatku, po tym co sama przeszlam i przechodze z mezem oraz po przeczytanych tu watkach: "irracjonalne" zachowanie meza to w sumie typowka. Tak zachowuje sie wielu mezczyzn, ktorzy daza do zerwania relacji z rodzina...
...Rozumiem twoj bol z powodu odrzucenia dziecka. Mnie to rowniez bardzo boli...
Nino, nieraz czytałam o wielu podobnych zachowaniach męża i dalej nie mogę pojąć, jak ludzie mogą sie tak zmienić w stosunku do własnych dzieci, bo jeżeli sie miłość do żony "wypala" to jak można odtrącić dziecko, które zazwyczaj nie jest niczemu winne.

Próbuję się odwieszać i żyć własnym życiem, ale jest to trudne. I na razie zbyt bolesne, może za jakiś czas będzie mi łatwiej, ale pewnie wtedy syn zacznie bardziej wszystko przeżywać - bo ma moją naturę czyli nie afiszuje się ze swoimi uczuciami i przeżyciami za bardzo. A poza tym widzi ojców swoich kolegów, którzy zajmują się dziećmi, spędzają wspólnie czas. Niestety matka nie zastąpi dziecku ojca.
Ostatnio zmieniony 08 cze 2020, 20:32 przez Nirwanna, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

MareS
Posty: 232
Rejestracja: 05 lut 2017, 22:22
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: MareS » 08 cze 2020, 21:11

Bławatek pisze:
08 cze 2020, 20:27
MareS, niestety ale zarówno rodzina jak i znajomi mi ciągle mówią, że mam się nie martwic, bo za niedługo znajdę sobie nową miłość, kogoś lepszego. Tylko, że ja taka nie jestem, dla mnie przysięga jest na całe życie. I juz nie raz to wszystkim głośno mówiłam. I ciągle myślę o tym, że takie osoby jak ja i wielu na tym forum myślących podobnie doświadcza rozstania lub nawet rozwodu i cierpi bardzo z tego powodu, a inni, który są mniej wierzący, nie wyznają takich zasad, wartosci mają to szczęście, że trwają szczęsliwie w małżeństwie...
Nie mam zamiaru polemizować z Tobą, bo to Twoje życie i jedynie Ty Bławatku możesz wziąć za nie pełną odpowiedzialność.
A może warto otworzyć się na Bożą miłość, bo żaden człowiek nie da Ci tego co On może dać. Możesz moim słowom nie wierzyć, ale może warto pojechać na spotkanie ogniska, rekolekcje albo dni skupienia. Tam możesz dopiero zobaczyć jak żyją Sycharki.

Lawendowa
Posty: 3708
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Lawendowa » 09 cze 2020, 21:00

Bławatek pisze:
07 cze 2020, 22:13
Witajcie po krótkiej przerwie, ostatnie dni miałam bardzo intensywne więc nawet nie miałam czasu myśleć o mężu zbyt wiele. Choć ciągle dręczy mnie dlaczego tak porzucił naszego syna. Kiedyś starał się przynajmniej zadzwonić a teraz i rzadko odwiedza i rzadko dzwoni... A i znów zaczyna się irracjonalnie zachowywac, w piątek będę u psychologa to go podpytam ci te jego zachowania mogą znaczyć.
Bławatku wrócę jeszcze do tego co napisałaś tutaj i nieco wcześniej. Uważam, że pomysł rozmowy z psychologiem o zachowaniach męża jest słuszny, szczególnie jeśli Ty widzisz i czujesz, że nie są to jego typowe zachowania. Ty go najlepiej znasz, a dobry psycholog jest w stanie patrząc na to z boku, bez emocji, a za to z fachową wiedzą właściwie ocenić. Dla mnie zastanawiające jest to "testowanie" Ciebie (a tym bardziej własnej rodziny) i emocjonalne odcięcie od syna.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Bławatek
Posty: 159
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 16 cze 2020, 11:49

Witajcie ponownie,
Dzięki Bożej pomocy ślub i wesele przeżyłam na spokojnie, choć smutno mi było uczestniczyć w takiej uroczystości wiedząc, że ja za chwilę z mężem na sali sądowej się spotkam. Na szczęście osoby, które znałam były uprzedzone aby mnie o męża nie wypytywać i w sumie od jednej tylko osoby usłyszałam, żebym się nie martwiła bo fajna ze mnie dziewczyna (i na pewno kogoś lepszego znajdę), mam nosić wysoko głowę i mieć uśmiech na twarzy. A dla syna w tym dniu postanowiłam się dobrze z nim bawić i wyszliśmy późno, zadowoleni z super zabawy.
W zeszłym tygodniu miałam rozmowę telefoniczną z psychologiem szkolnym ze szkoły syna - pani mega świecka od razu mówiła, że w dzisiejszych czasach rozwód to normalność, mamy jedynie zadbać o to aby syn jak najmniej odczuł nasze małżeńskie nieporozumienia i ewentualna wojnę. Z mężem wojny na szczęście nie prowadzimy (choć nie wiem jak moje obecne zachowanie odbiera mąż, ponieważ on zawsze wszystko widział i odbierał inaczej), aczkolwiek mąż dalej za mało czasu poświęca synowi, ale tu nic nie zdziałam, bo nawet ta sama pani psycholog powiedziała, że nie zmuszę męża do lepszych czy częstszych kontaktów z dzieckiem. Poleciła jedynie ewentualne wcześniejsze mediacje z mężem odnośnie kontaktów z snem - jeszcze przed rozprawą rozwodową, ale na razie nie miałam okazji z mężem o tym porozmawiać. I też polecała, że moze z nami porozmawiać, ale tu sie boję, bo po rozmowie z nią mąż by się zapewne utwierdził w przekonaniu, że rozwód jest czymś dobrym.
Byłam też u psychologa w placówce należącej do archidiecezji i tu prawie że na wstępie pani psycholog mnie zaskoczyła bo mówiła, że jeżeli mąż dąży do rozwodu to możemy przeprowadzić proces unieważnienia sakramentu małżeństwa. Od niej też usłyszałam, że na podstawie tego co powiedziałam o naszym małżeństwie ja jako najstarsza z rodzeństwa w naszym małżeństwie byłam "matką, opiekunką" natomiast mąż z racji bycia najmłodszym w rodzinie chciałaby aby dalej ktoś sie nim zajmował, za niego decydował. Dopasowaliśmy sie jak puzzel, ale w momencie jak pojawiło sie u nas dziecko i zaczęły się moje wymagania aby mąż wszedł w rolę męża, ojca oraz brak czasu dla niego to jemu to zaczęło przeszkadzać. Też mogę męża zaprosić na wspólne spotkanie, rozmowę z nią, ale raczej nie jest zainteresowany.
Od znajomego księdza usłyszałam natomiast, że może ktoś powinien mężem wstrząsnąć lub nawet szczerze wygarnąć mu czym jest jego postępowanie i deptanie przysięgi składanej przed Bogiem. Ale na rozmowę z tym ani innym księdzem mąż nie zamierza czasu poświęcać. Tak samo jak na terapeutów, psychologów, członków rodziny.
A mnie dalej denerwuje, że mąż wpada do nas tylko wtedy kiedy mu pasuje i na tyle ile mu pasuje(zwracałam mu nie raz uwage na tą kwestię), nie patrząc na to jakie są potrzeby naszego syna (o czasie wolnym dla mnie nie wspomnę - na szczęście mam fajną rodzinę i sąsiadów, którzy zajmują również czas synowi, tak aby nie miał pustki i nudy). Próbowałam mężowi uzmysłowić, że w weekendy też mógłby sie synem zająć (od prawie 4 miesiecy 2 razy tylko na chwilę synem sie zajął w weekend) to najpierw zadeklarował jedno popołudnie w weekend, ale za godzinę zadzwonił, że jednak mu nie pasuje (czyżby kowalska jakaś jednak była i miała inne plany na ten dzien?) więc przyjedzie w tygodniu - mam nadzieje, że dostosuje się do mojej prośby i zajmie się tym dniu synem dłużej, bo muszę w końcu pojechać spokojnie zrobić zakupy, bo na razie to wszystko załatwiam w biegu.
Jak mąż był u nas ostatnio to syn chciał iść z nim na miejski plac zabaw i na mój sprzeciw, bo dalej trzeba unikać zakażenia koronawirusem i że plac zabaw nie zastał zdezynfekowany więc jeszcze tam nie będzie chodził to syn dalej się upierał więc powiedziałam głosniej i stanowczo, że nie i koniec. Niestety znów zostałam z problemem sama, bo mąż nie stanął po mojej stronie, nie powiedział synowi, żeby jeszcze nie chodzic na plac zabaw, jedynie stwierdził, że cieszy się , że nie musi już słuchać mojego stanowczego tonu i głośnego mówienia. Wiem, że może czasami mówię zbyt głośno i kategorycznie czegoś zabraniam, ale jak sie ma dziecko uparte, które przez nawet godzinę próbuje wiercić dziurę w brzuchu i nie rozumie słowa NIE, to jak ja mam postępować - pozwalać wszędzie chodzić, wszystko robic co syn chce, albo nie chce - np. nie uczyć się? Niestety widzę wokół, że dzieci coraz bardziej wykorzystują rodziców, którzy muszą uciekać się czasami do krzyku aby dziecko w końcu uznało rację, prosbę rodzica. Każdy ma wolną wole (nawet w kazaniu niedzielnym o tym ksiądz mówił) ale za dzieci dalej jednak odpowiadają rodzice - w naszym przypadku - ja matka :(.
Mam nadzieję, że na kolejnych spotkaniach z pania psycholog nauczę sie stawiać granice, bo to u mnie leży kompletnie i tego jak mam postępować z moim upartym małym negocjatorem (tzn. synem). Dużo pracy przede mną niestety :(

Bławatek
Posty: 159
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 26 cze 2020, 8:44

Witajcie,
Dalej nie umiem z mężem dogadać się w sprawie jego spotkań z synem. W środę chciałam z nim ustalić dni odwiedzin, ale niestety znów stwierdził, że mu ciężko określić z wyprzedzeniem kiedy będzie miał czas więc się nie będzie określał da znać jak zawsze z dnia na dzień. Tłumaczyłam mu, że dziecko potrzebuje planu, systematyczności, ale nic nie dociera do niego. A poza tym ja muszę z wyprzedzeniem planować różne rzeczy, wizyty lekarskie itp. Jedynie w prezencie dałam mu z okazji Dnia Ojca książkę 'Dzikie serce' ze słowami, że może mu pomoże uporządkować jego życie ale najważniejsze, żeby zobaczył czytając ta książkę jak jako ojciec ma wpływ na rozwój syna. Dałam mu też artykuł z gazety codziennej, aby zobaczył, że to co mu niby zawsze wytykalam jako ojcu, który nie garnie się do opieki, żeby zobaczył że to nie jest moje widzimisie tylko normalność. I z troski że już lato to dałam mu 2 duże reklamówki jego letnich ciuchów po pierwsze aby miał w czym chodzić, żeby nie musiał kupować a po drugie nie chcę kiedyś usłyszeć zarzutu że mu pochowałam jego ubrania lub nie chciałam dać. Bo już wcześniej w małżeństwie jak zgubił kurtkę na wyjeździe służbowym to mi wmawiał że ja mu ją gdzieś schowałam lub komuś dałam.

Byłam też wczoraj jeszcze u innego psychologa - tym razem mężczyzny i znów usłyszałam że nie dam rady 'przymusic' męża do częstszych kontaktów z dzieckiem bo możliwe,że mąż odczuwa wyrzuty że opuścił syna i woli ograniczać spotkania. A to, że nie chce wcześniej ustalić terminów spotkań to może wiązać się z formą manipulacji oraz nadzieją, że ja mu powiem np. ale jutro nam nie pasuje a on wtedy odetchnie z ulgą bo przecież chciał. W zeszłym tygodniu mieliśmy zdarzenie które by to wszystko potwierdzało - w dniu w którym mąż miał przyjechać syn wcześniej z najlepszym kolegą i jego rodzicami pojechał do pobliskiego parku, dzwoniłam do męża aby tam podjechał i mąż mnie zaskoczył, bo stwierdził, że jak oni się tam wszyscy dobrze bawią to on nie będzie im przeszkadzał i dzisiaj z synem się nie spotka. Mnie zatkało! Powiedziałam mu, że ma dziecku tego nie robić bo on czeka na to spotkanie więc byłoby dobrze jakby do parku podjechał i zabrał syna. Podjechał i był tam z nimi wszystkimi dopóki deszcz ich nie przegonił. Jest mi smutno jak sobie myślę, że mąż tak szybko zapomniał, że to on od zawsze chciał mieć dziecko i za jego namową zaraz po ślubie i dziecko się staraliśmy.

Dziś mam sesję z moją terapeutką, przegadam z nią jeszcze ten temat spotkań i stawiania granic, bo ciągle się tego uczę.

I od rodziny męża wiem, że dalej z nikim nie utrzymuje kontaktu, telefonów nie odbiera zazwyczaj i raczej sam nie dzwoni. Mam nadzieję, że przebudzi się w końcu z tego stanu w którym teraz jest. Codziennie modlę się o jego nawrócenie. Na powrót do domu to już powoli nie mam nadziei.

renegate
Posty: 134
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: renegate » 26 cze 2020, 17:42

Bławatku, jeśli Twój mąż się przebudzi, to pewnie i do kontaktów z synem, i do powrotu do Ciebie.
Oczywiście nie ma na nic gwarancji.
Jak wiele osób odchodzących od współmałżonków czy rodziny, Twój mąż unika teraz wszelkiego kontaktu z otoczeniem, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że inni ludzie mogliby próbować zawrócić go z jego drogi. Doskonale wie, że nie uniknąłby pytań, wyrzutów, namawiania go na powrót do Ciebie i syna. On wie, co ma robić i nie interesuje go opinia innych.
Nie wiadomo też, czy nie stoi za wszystkim osoba trzecia, a wtedy łatwiej byłoby mu ujawnić to dopiero po czasie, po rozwodzie. Gdy emocje opadną, sytuacja się ustabilizuje, łatwiej by mu było, już bez ryzyka wyrzutów ze strony innych osób, przedstawić nową osobę. Zresztą może jako właśnie świeżo poznaną, a nie przyznawać się, że już w czasie małżeństwa, mieszkania w domu, weszło się w romans.
Brak czasu, niechęć do regulowania kontaktów z synem, to też niestety może być kwestia innej kobiety. Może chce uchodzić za osobę wolną jak ptak, może to on musi się dostosować do kogoś czasowo. A z góry ustalone, na sztywno terminy spotkań z synem, to kolizja dla dalszego jego życia, planów. I to prawdę mówiąc, nawet, gdy rzeczywiście teraz nikogo jeszcze nie ma.
Tyle dywagacji.
Jednak sama pisałaś, że mąż nigdy nie nawiązał silnej więzi z synem, że nie umiał zajmować się nim sam. A w takiej sytuacji dowolność w utrzymywaniu kontaktów z synem może mu być na rękę. Łatwiej raz na jakiś czas, bez uprzedzenia spotkać się z zadbanym, najedzonym, oporządzonym dzieckiem na godzinę, niż, np. musieć cały weekend się nim zajmować lub dwa czy trzy razy w tygodniu po kilka godzin itd. itp.
Tak, jak powiedziało Ci już kilka osób, nie zmusisz męża do zajmowania się synem, utrzymywania jakichkolwiek kontaktów z nim. Nawet, gdybyś miała na papierze, że ma się, np. 2 x w tygodniu, w określone z góry zajmować, to przecież na siłę mu dziecka nie wciśniesz czy z radiowozem policyjnym szukać go nie będziesz, gdy się nie zgłosi u syna czy po syna.
Natomiast, czym innym jest jednak dążenie do uregulowania na tym papierze tego, po to, by jakiś porządek nadać Waszemu życiu teraz. Tak, byś nie miała niespodzianek z nagłymi odwiedzinami męża, jego upominania się o syna w innym czasie. Bez względu, czy te upominania się byłyby prawdziwe czy tylko pro forma.
Co innego dobre relacje w kryzysie ze względu na dziecko i jakiś element elastyczności w tym wszystkim, a co innego szarpanina i niewiadoma. To nie jest dobre ani dla osoby porzuconej, ani dla dziecka.
Przy czym, wymaga to wszystko przemyślenia, spokojnych działań, zastanowienia też, jak z dzieckiem rozmawiać. Dlatego, że Ty się możesz dzisiaj dopominać o kontakty męża z synem, coś oficjalnie ustalić, syn się dowie, jakie są te ustalenia, ale... Trzeba też mieć plan, co będzie, gdy jednak Twój mąż nie będzie chciał widywać dziecka tak często, jak w harmonogramie to by było zapisane. Walka o tą mnogość kontaktów teraz, może sprowadzić się do tego, że druga strona i tak będzie robić, co chce, a cierpieć będzie Wasz syn. Także to też należałoby jakoś z głową załatwić, na pewno na papierze, ale nie przegiąć z wymuszaniem częstotliwości tych kontaktów, jeśli widzisz, że mąż się od tego uchyla.
Dobrze jest się też zastanowić, czy tylko chodzi nam o dziecko... Czy może częste kontakty między ojcem a dzieckiem, mają być "gwarancją" na stały kontakt z mężem, na częste spotkania z nim, na to, że nie zapomni o żonie, nie będzie miał czasu na poznanie czy spotkania z inną kobietą. Mąż może i z tego powodu stawiać teraz opór, chcąc unikać kontaktów z Tobą, nie chcąc stwarzać fałszywej nadziei na powrót, ogranicza kontakty z synem. Może tylko przejściowo...
Oczywiście, o czym pisałaś wcześniej, takie niezapowiedziane wizyty, zmiany zdania, mogły świadczyć z kolei o próbie wprowadzenia Cię w błąd, że może jednak nadal jest możliwość powrotu. A tymczasem, pozew rozwodowy się "pisał".
Nie dojdziesz do tego, co mąż ma w głowie. Jednak warto sensownie zadbać o dobro dziecka i swoje. Uregulować tę kwestię kontaktów, potem się tego trzymać jak najbardziej się da, ale też nie wymuszać tej częstotliwości, gdy i tak on tego nie chce. Bo wbrew pozorom najbardziej może ucierpieć dziecko, które będzie czekać, np. 3 razy w tygodniu na ojca (bo tak będzie na papierze), a tata pojawi się raz na dwa tygodnie...
A tak, jak napisałaś, bardziej skup się na granicach, na niepoddawaniu się manipulacjom. Nie roztrząsaj, co mąż ma teraz w swoim umyśle, patrz na fakty, realia i działaj w stosunku do tego, co się namacalnie dzieje.
Zastanawiałaś się, czy dobrze zrobiłaś, informując rodzinę męża, co się dzieje. Jeśli Twój mąż ma skłonność do manipulacji, narcystyczne zachowania, to za chwilę wszyscy poznaliby jego wersję i może dopiero po długim czasie dowiedziałabyś się, jaka ona była. A to mogłoby zaszkodzić Tobie. Przy czym, też może nie ma co aż tak bardzo opierać się na wsparciu rodziny męża na dłuższą metę. To dobrze, że teraz tak jest, na pewno Ci o wiele łatwiej, lżej. Jednak czas pokaże, jak to na dłuższą metę będzie wyglądać. Tym bardziej, że już były głosy, byś dała sobie spokój i myślała nad innym życiem, związkiem w przyszłości.

Caliope
Posty: 374
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Caliope » 26 cze 2020, 19:10

Bławatku, a muszą być uregulowane te widzenia ? nie widzę tu wolności, tylko że każdy coś musi, że trzeba. Tylko po co nakładać sobie taki pręgierz na ramiona. Ja uważam, że jakby mój mąż nie chciał widzieć syna, to trudno, kiedyś dziecko samo sobie zweryfikuje postępowanie ojca.

Bławatek
Posty: 159
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 26 cze 2020, 21:34

renegate pisze:
26 cze 2020, 17:42
...
Natomiast, czym innym jest jednak dążenie do uregulowania na tym papierze tego, po to, by jakiś porządek nadać Waszemu życiu teraz. Tak, byś nie miała niespodzianek z nagłymi odwiedzinami męża, jego upominania się o syna w innym czasie. Bez względu, czy te upominania się byłyby prawdziwe czy tylko pro forma.
Co innego dobre relacje w kryzysie ze względu na dziecko i jakiś element elastyczności w tym wszystkim, a co innego szarpanina i niewiadoma. To nie jest dobre ani dla osoby porzuconej, ani dla dziecka.
... Także to też należałoby jakoś z głową załatwić, na pewno na papierze, ale nie przegiąć z wymuszaniem częstotliwości tych kontaktów, jeśli widzisz, że mąż się od tego uchyla.
Dobrze jest się też zastanowić, czy tylko chodzi nam o dziecko... Czy może częste kontakty między ojcem a dzieckiem, mają być "gwarancją" na stały kontakt z mężem, na częste spotkania z nim, na to, że nie zapomni o żonie....
...
Nie dojdziesz do tego, co mąż ma w głowie. Jednak warto sensownie zadbać o dobro dziecka i swoje. Uregulować tę kwestię kontaktów, potem się tego trzymać jak najbardziej się da, ale też nie wymuszać tej częstotliwości, gdy i tak on tego nie chce. Bo wbrew pozorom najbardziej może ucierpieć dziecko, które będzie czekać, np. 3 razy w tygodniu na ojca (bo tak będzie na papierze), a tata pojawi się raz na dwa tygodnie...
...
Zastanawiałaś się, czy dobrze zrobiłaś, informując rodzinę męża, co się dzieje. Jeśli Twój mąż ma skłonność do manipulacji, narcystyczne zachowania, to za chwilę wszyscy poznaliby jego wersję i może dopiero po długim czasie dowiedziałabyś się, jaka ona była. A to mogłoby zaszkodzić Tobie. Przy czym, też może nie ma co aż tak bardzo opierać się na wsparciu rodziny męża na dłuższą metę. To dobrze, że teraz tak jest, na pewno Ci o wiele łatwiej, lżej. Jednak czas pokaże, jak to na dłuższą metę będzie wyglądać. Tym bardziej, że już były głosy, byś dała sobie spokój i myślała nad innym życiem, związkiem w przyszłości.
Renegate, zacytowałam tylko część twoich słów. Z większością się zgadzam.

Jeśli chodzi o kontakt męża z synem to głównie zależy mi na tym abyśmy mogli zaplanować sobie na spokojnie tydzień, szczególnie że jak zacznie się nauka po wakacjach i jakieś zajęcia dodatkowe to nie chciałabym do 22 robić na szybko zadań bo się okaże że np. sobie zaplanujemy naukę materiału do szkoły np. w czwartkowe popołudnie, a mąż nam zadzwoni w środę wieczorem, że tylko mu ten czwartek pasuje i ja będę między młotem a kowadłem. Jak powiem nie to obaj będą obrażeni jak powiem tak to tym samym zamiast iść spać do późna będę uczyć się z synem. To jest gdybanie, ale mam przykład w pracy małżeństwa po rozwodzie gdzie tych kontaktów nie bardzo sobie uregulowali i teraz jest walka o każdy dzień (tylko tam żona odeszła od męża zabierając dzieci i dzieci są karta przetargowa) . I nie ma tak u mnie, że wymagam częstych kontaktów aby mieć możliwość spotkania męża i udawadniania mu, że jestem fajna. Jak będzie chciał to sam zauważy. Dziś mąż dzwonił i powiedział,że przyjedzie w poniedziałek bo ma coś obok do załatwienia. I tak to jest zawsze - wpada przy okazji, a nie wtedy gdy potrzebujemy lub syn by chciał - np. gdy muszę gdzieś wyjść to proszę się rodziny lub sąsiadów o opiekę. Ja jestem naprawdę wyrozumiała (większość mówi że za dobra dla niego i naiwna - nawet psycholog) i gdyby się umówił ale później mu coś jednak nie pasowało to nie będę robić problemów. Ja mam już dość haosu.

Trochę nie rozumiem tej ostatniej części Twojej wypowiedzi. Rodzinę męża informowałam i prosiłam aby ktoś z nim porozmawial bo fakt zabolało mnie to jak mnie potraktował i nasze małżeństwo sakramentalne ale też bo się dziwnie zachowywał jeszcze dużo wcześniej, a do tego na wyjeździe w ferie przy dziecku zaczynał kłótnie lub rozmowy na tematy których dziecko nie powinno słyszeć (wcześniej mu się to nie zdarzało), nie zapominając że kilkukrotnie mówił że mnie ciągle obserwuje, poza tym odszedł nagle i z taką furią w oczach, że się wystraszyłam (nie mam doświadczenia w byciu porzucana), a mam w rodzinie kogoś kto choruje na dwubiegunowość plus mój brat miał kiedyś zaburzenia osobowości i to wszystko wynikało z troski o jego zdrowie psychiczne i życie. Tym bardziej, że parę dni po jego odejściu obiecał rodzicom że do nich wpadnie a jak się nie zjawił to szukali go u nas zmartwieni bo nie odbierał telefonu, nastraszyli mnie wypadkami drogowymi więc ja miałam już po nocy, rano jak na stacjonarny w pracy się do niego dodzwoniłam to z radością oznajmił że rodzicom mówił że może wpadnie a mu się nie chciało więc o co te pytania, wyrzuty. Natomiast po 2 m-cach usłyszałam od niego że jego 'znikniecie' to był test aby zobaczyć komu na nim zależy i się zawiódł. Ja już nie mam siły rozbierać jego zachowań na czynniki pierwsze, muszę zadbać o siebie i syna, bo nikt za mnie tego nie zrobi.

renegate
Posty: 134
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: renegate » 27 cze 2020, 0:05

Bławatku, z tego, co piszesz, widzę, że się zgadzamy.
Generalnie, to właśnie miałam na myśli, że bardzo dobrze jest te kontakty ustalić. I dla dziecka, i dla siebie. Musisz wiedzieć na czym stoisz, jak planować codzienne życie. Twój mąż też powinien zobaczyć, że wyprowadził się i to ma konsekwencje. Czasem osoba, która opuszcza dom, sama sobie żyje jak chce, a do domu przychodzi, jakby nic się nie zmieniło, kiedy chce, jak chce itd.
Wspomniałam o częstotliwości odwiedzin, nie będę się przesadnie powtarzać. W każdym razie, w pierwszej kolejności, by Wasz syn nie robił sobie za dużych nadziei, nie czuł się odtrącony całkiem przez ojca, gdyby ten notorycznie te spotkania opuszczał. I dlatego lepiej z niższego pułapu startować. Jednak zdecydowanie jestem zdania, że uregulować to trzeba i też nie utrzymywać takiego stanu, że mąż przychodzi i wychodzi, kiedy chce, bez oglądania się na nic.
A kwestię, że nie chcesz wcale przyciągać go przez częste spotkania, wyjaśniłaś i nie ma co roztrząsać dalej. :-)

Co, do poinformowania rodziny, to też jak wyczytałaś, uważam, że warto jednak w odpowiednim momencie poinformować, co się dzieje. I uważam, że dobrze zrobiłaś.
Jedynie wspomniałam, że ludzie na początku pomagają, wspierają, współczują, jednak trzeba liczyć się z tym, że na dłuższą metę tracą zainteresowanie, jeśli tak to można określić. I po prostu, lepiej zdawać sobie z tego sprawę, bo potem czasem boli, że nie ma tej początkowej uwagi, stania murem, zaangażowania. I to potrafi przybić. To tylko taka uwaga była na marginesie.

Natomiast, ważną rzecz napisałaś już kiedyś wcześniej i teraz o tych podejrzeniach, że zachowania Twojego męża mogą wynikać z jego stanu psychicznego. Wspomniałaś, że u Ciebie w rodzinie były tego typu problemy, czyli jakąś wiedzę masz...
A czy u Twojego męża w rodzinie były jakieś choroby, zaburzenia psychiczne? Ewentualnie osoby, które przejawiały podobne zachowania? Rozmawiałaś o swoich podejrzeniach u swojego psychologa?
To może być słuszny trop...

Bławatek
Posty: 159
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 27 cze 2020, 23:52

Rodzina męża uważa się za idealną. Jak nasz syn dużo chorował i pojawiły się u niego problemy pedagogiczne to od teścia wtedy usłyszałam, że u nich w rodzinie takich problemów nigdy nie było. Generalnie wszyscy panowie w rodzinie męża uważają się w każdej materii za wyjątkowych, muszą mieć ostatnie zdanie i poważanie - taki narcystyczny typ, a do tego kobiety wg niech nigdy nie są idealne, lepsze.

Wiem że deklaracje rodziny że będą nam pomagac, nas wspierać, prędzej czy później się skończą. Już kiedyś tego doświadczyłam i nie nastawiam się że teraz będzie inaczej. Dlatego staram się wzmacniać siebie aby dać radę być dla syna matką i ojcem.

Pani psycholog określiła po drugim naszym spotkaniu że tworzyliśmy relację 'matka-syn', na ostatnim spotkaniu zauważyła że mąż nigdy nie potrafił być ojcem (tak wynika z moich opowiadań), bo nikt go tego nie nauczył i w sumie nigdy mój mąż nie chciał czerpać z obserwowania relacji między innymi ojcami a dziećmi czy to w rodzinie czy to wśród znajomych. Ja próbowałam mu różne schematy zachowań przekazywać ale nie był zainteresowany. A do tego mąż zazwyczaj był aspołeczny - nie lubial spotykać się z innymi, a dzięki różnym spotkaniom, relacjom, rozmowom człowiek ma szansę się rozwijać - ja tak zawsze uważałam. Byłam jeszcze u jednego psychologa- mężczyzny ale to na razie była tylko wizyta zapoznawcza z moim problemami. Aczkolwiek opis ostatnich zachowań męża bardzo go zaciekawił. U niego wizytę mam dopiero za miesiąc.

Najbardziej denerwuje mnie że mąż zostawił mnie ze wszystkim samą i ciągle mi utrudnia wychowywanie dziecka. Wczoraj wieczorem dzwonił do syna zapytać jak wygladala akademia oraz jakie oceny syn dostał, a na zapytanie co syn porabia jak otrzymał odpowiedź od syna, że musi czytać bo mama mu każe, to mąż powiedział 'ale już są wakacje, a w wakacje się nie trzeba uczyć'. Niestety syn ma dużo braków z powodu stwierdzonych zaburzeń w poradni pedagogicznej i niestety przez wakacje będzie musiał czytać, pisać aby się nie cofał. I musi powtórzyć angielski który mu niestety nie idzie - ale to akurat ma po mnie. Niestety nasz syn chłonie wszystko jak gąbka i po takich słowach męża ja mam potem problem w zachęceniu syna do ćwiczeń. A i zapomniałam że tyle było nauki w domu że nie mieliśmy czasu na ćwiczenia logopedyczne więc to też musielibyśmy teraz ogarnąć. Wolałabym zamiast nauki usiąść w hotelu i pooglądać telewizję ale nie mogę odpuścić bo później syn nie da rady nadążyć za grupą.

renegate
Posty: 134
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: renegate » 28 cze 2020, 18:18

Bławatku, to jest trudna sytuacja.

Doszukiwanie się w Tobie czy w Twojej rodzinie przyczyn problemów zdrowotnych syna, wytykanie tego, wyjątkowo paskudne. Świadczące o braku szacunku do innych oraz o braku elementarnej wiedzy z dziedziny genetyki.
Trochę żartując ;), ktoś mniej oglądający się na innych, odpowiedziałby: Jak to nie macie? Już macie w Waszej rodzinie osobę - Waszego wnuka - z problemami neurologicznymi...

Jeśli Twój mąż nie miał od dzieciństwa wpajanego szacunku do kobiet, a raczej jego odwrotność, to nie ma, co się dziwić temu, co obecnie się dzieje.
Niepokojące jest to, że nie mieliście partnerskiej relacji. Teraz w kryzysie, tym bardziej to daje znać o sobie.
Ty robisz za matkę Waszego dziecka, ale i wobec męża, którego musisz przywoływać do porządku. A to, żeby znalazł czas dla syna, a to, żeby nie burzył programu pracy z dzieckiem. Trudno wymagać odpowiedzialności czy współpracy od kogoś, kto możliwe, że nie brał za bardzo udziału w tym wszystkim, gdy jeszcze razem mieszkaliście. Twój mąż po prostu tego nie czuje.
Możliwe także, że w taki sposób próbuje się wkupić w łaski syna teraz.
Po drugie, tak może wyrażać swoje odmienne zdanie (czy słuszne czy nie, znaczenia w tej chwili nie ma) dla sposobów na wychowanie syna. Zamiast, przedstawić na osobności swoje uwagi, porozmawiać o tym, co on sądzi o postępowaniu z synem, o jego nauce itd., to podburza Twój autorytet, robiąc to przy nim.

Myślę, że tak na już, zanim psycholog jeden czy drugi coś Ci podpowiedzą i co może dziać się ewentualnie z Twoim mężem, i jak się z nim teraz komunikować, warto jak najspokojniej przedstawić mu swoje stanowisko. Poprosić, bez emocji, obwiniania (zapominając na chwilę, że działasz słusznie dbając o syna i jego edukację) o to, by mąż wszelkie uwagi przekazywał Tobie na osobności. Po drugie, poprosić go o rozmowę i wtedy tak, jakbyś pierwszy raz widziała go na oczy, przedstawić, jak wygląda sytuacja z synem. Tak jakbyś mówiła do nowo poznanej osoby. I spokój, powstrzymanie emocji, pretensji. On jest teraz zamknięty i wszystko będzie brał za atak. Ty oczywiście nie musisz znosić tego, ale jeśli chcesz coś postarać się wypracować, mieć wsparcie, to taką próbę warto podjąć.
Skoro ta relacja nie była partnerska, to dobrze by było i tu zrobić pewien manewr. Nie mów mu, że tak jest postanowione, tak trzeba, tylko wciągnij go w decydowanie. Przedstaw fakty i zapytaj, co on sądzi, jak pracować z synem, by nadrobił zaległości, bo dobrze nie jest. Czy chce i może mu pomóc w tym, aby syn prawidłowo się rozwijał, nie miał kłopotów z nauką itd. itp.

Tu zresztą mam pytanie, czy to dążenie do uregulowania kontaktów z synem ma też związek z tym, by i Twój mąż przejął część obowiązków w pracy z dzieckiem? Czyli, żeby ich spotkania nie sprowadzały się do oglądania tv razem lub pójścia na lody?

Załamana
Posty: 56
Rejestracja: 03 kwie 2020, 12:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Załamana » 10 lip 2020, 18:53

Blawatku ja niedlugo dostabe pozew juz jestbw sadzie moge wiedziec co napisalas odnosnie braku zgody na rozwod i jak twoj maz na to zareagowal?

Bławatek
Posty: 159
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 10 lip 2020, 23:56

Załamana, starałam się skorzystać z tego co widnieje na stronie Sycharu. Jednakże całą odpowiedź na pozew zredagowała mi pani adwokat wtrącając tylko parę zdań na których mi zależało. Głównie odpieralysmy zarzuty męża pod moim adresem z którymi się nie zgadzałam i bardziej skupiałam się na tym, że mąż zawsze był wycofany, nie zawsze uczestniczył w życiu rodzinnym czy wychowaniu syna bo ważniejsze było dla niego jego hobby a do tego sam wielokrotnie się się ode mnie odsuwał więc to on jest w większości odpowiedzialny za 'rozpad' naszego małżeństwa. I przede wszystkim pisałam że nie zgadzam się na nieregulowanie kontaktów męża z synem, bo się obawiam że mąż przestanie spotykać się z synem, o on (syn) tego potrzebuje. Musiałam też wyliczyć ile wydaję na syna miesięcznie (jedzenie, ubrania, zajęcia dodatkowe itp) oraz wydatki ponoszone w ciągu roku - np ubezpieczenie, komitet szkolny, wyprawka szkolna a także prywatne wizyty lekarskie czy u dentysty - bo o takich wydatkach się zazwyczaj nie myśli a mój syn często korzysta z takich wizyt.

Nie wiem czy mąż już dostał moją odpowiedź (może tak bo minął już miesiąc od napisania) bo ani słowem nie wspomniał. Ale pewnie przemilczy tą kwestię, tak jak żyłam w nieświadomości że pozew zostały przez niego jednak złożony w sądzie a ja nieświadoma skakałam koło męża i próbowałam naprawiać a potem przeczytałam co o mnie myśli mąż i w sumie a wierze katolickiej też, bo podeptał wszystko (a taki wierzący był przed ślubem - tym głównie mnie przekonał do siebie). Nie jest łatwo pisać o kimś kogo się kocha broniąc swojego dobrego imienia i jeszcze wiary katolickiej i nauk głoszonych przez Kościół.

Życzę powodzenia i mam nadzieję że słowa, które przeczytasz w pozwie nie wbiją Cię w ziemię, bo ja nie mogłam pojąć jak mój mąż mógł tak napisać.

Bławatek
Posty: 159
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 11 lip 2020, 0:07

Przypomniało mi się, że jak jechałam do P. Adwokat aby napisać odpowiedz na pozew, a było mi niezmiernie ciężko, bo nie zgadzałam się z tym co mąż napisał, a ponieważ nie lubię z nikim walczyć to było mi strasznie ciężko i źle i wówczas niespodziewanie od dobrej koleżanki dostałam link do 'Jezu Ty się tym zajmij'. Miałam jeszcze czas więc przesłuchalam całość i jeszcze zdążyłam wstąpić do kościoła i tam prosiłam Jezusa aby się tym wszystkim zajął bo mnie to przerasta - do pani adwokat szłam już lżejsza. (Tak jak wspomniałam we wcześniejszym poście wypominana mi była moja wiara, choć mąż też wierzący więc tym bardziej nie wiedziałam jak i co odpisać)

Bławatek
Posty: 159
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 13 lip 2020, 16:52

Kochani, spadłam na samo dno rozpaczy i zwątpienia.
Właśnie dostałam odpowiedź mojego męża na moją odpowiedź na jego pozew o rozwód. Teraz ma być rozwód wyłącznie z mojej winy. Mąż się broni oczerniając mnie na maksa. Wychodzi na to że jestem furiatka która ciągle biła swojego 2-metrowego męża. Owszem reagowałam czasami krzykiem w złości i bezsilności bo mój mąż stosował milczenie i obrażanie się czyli jak w jakimś wątku ktoś napisał agresję pasywną.

Żyłam z potworem przez którego nasze dziecko może trafić do placówki opiekuńczej - ojciec nie chce mieć regulowanych spotkań a matka jak wychodzi z jego opisu jest agresywna ciągle i niebezpieczna.

Gdybym w ostatnim czasie nie rozmawiała z dwoma psychologami, którzy widzą we mnie silna ale stłamszona kobietę to nie wiem co bym teraz z sobą zrobiła.

Łzy płyną mi ciurkirm, nawet teraz jak wracam od p. Adwokat autobusem.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 7 gości