Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9652
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Nirwanna » 24 mar 2018, 19:53

Bo zanim człowiek zacznie czerpać z miłości Pana Boga - głównie ma potrzebę zasysania miłości od innego człowieka do czarnej dziury swojego nienasycenia i braku miłości. Dopiero gdy się nasyci tą miłością od Boga pochodzącą, więc nieskończoną, może bezproblemowo dawać, nawet w jakiś sposób bezwarunkowy.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

SAMOA
Posty: 150
Rejestracja: 20 lut 2017, 9:43
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: SAMOA » 24 mar 2018, 20:05

Dobrze to tłumaczy o. Szustak https://youtu.be/Pm3StZgnEEs
O najadaniu się drugą osobą....

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Niezapominajka » 24 mar 2018, 22:39

Samoa, dziękuję za linka. No fantastyczne. Kochać lewą rękę drugiej osoby. Super zwłaszcza końcówka, jak niszczymy związki, na jakich marnych podstawach je budujemy a potem zdziwienie, że się rozpadają. Dobre i mocne.

bosa
Posty: 343
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: bosa » 26 mar 2018, 9:49

Nirwanna pisze:
24 mar 2018, 19:53
Bo zanim człowiek zacznie czerpać z miłości Pana Boga - głównie ma potrzebę zasysania miłości od innego człowieka do czarnej dziury swojego nienasycenia i braku miłości. Dopiero gdy się nasyci tą miłością od Boga pochodzącą, więc nieskończoną, może bezproblemowo dawać, nawet w jakiś sposób bezwarunkowy.
Czy może mi ktoś powiedzieć JAK to zrobić????
Kocham Cię Panie, i jedyna łaska o jaką Cię proszę ,to kochać Cię wiecznie.. św.Jan Maria Vianney

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9652
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Nirwanna » 26 mar 2018, 10:24

bosa pisze:
26 mar 2018, 9:49
Nirwanna pisze:
24 mar 2018, 19:53
Bo zanim człowiek zacznie czerpać z miłości Pana Boga - głównie ma potrzebę zasysania miłości od innego człowieka do czarnej dziury swojego nienasycenia i braku miłości. Dopiero gdy się nasyci tą miłością od Boga pochodzącą, więc nieskończoną, może bezproblemowo dawać, nawet w jakiś sposób bezwarunkowy.
Czy może mi ktoś powiedzieć JAK to zrobić????
Mi pomogło 12 Kroków. Ale każdy może mieć inną drogę.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

zenia1780
Posty: 2170
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: zenia1780 » 27 mar 2018, 20:45

bosa pisze:
26 mar 2018, 9:49
Nirwanna pisze:
24 mar 2018, 19:53
Bo zanim człowiek zacznie czerpać z miłości Pana Boga - głównie ma potrzebę zasysania miłości od innego człowieka do czarnej dziury swojego nienasycenia i braku miłości. Dopiero gdy się nasyci tą miłością od Boga pochodzącą, więc nieskończoną, może bezproblemowo dawać, nawet w jakiś sposób bezwarunkowy.
Czy może mi ktoś powiedzieć JAK to zrobić????
Ja na beszczelnego poprosiłam Tatusia o to by mi to pokazał, by mi pozwolił doświadczyć tego namacalnie i by mnie na to doswiadczenie otworzył...
Długo prosić nie musiałam... :)
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 04 kwie 2018, 13:19

Dzięki chłopaki za wskazówki postępowania z mężem. Wszystkie sposoby już wypróbowałam (i to nie przez dzień czy kilka dni, a przez co najmniej kilka tygodni- miesięcy) i nic się nie zmieniło w naszych relacjach. A kiedy miałam nadzieję, że się zmieniło, to usłyszałam, że nie, to tylko iluzja, a emocjonalnie jesteśmy daleko (powiedziałam, by mówił za siebie, bo ja jestem blisko emocjonalnie i fizycznie).
Czytałam o Piotrusiu Panie i nie do końca się zgodzę, by mąż nim był- w końcu jest wspólnikiem w świetnie prosperującej firmie, do tego pracoholikiem, a Piotruś Pan nie ma stabilnej pracy... Niektóre cechy Piotrusia pasują do mojego męża, ale tylko niektóre. To jest raczej niedojrzałość w sferze uczuć, bliskości, wartości rodzinnych. Jeśli chodzi o pracę to jest na pierwszym miejscu dla męża.
Samoa, skorzystałam z Twojego linka zaraz po tym, jak mi go wysłałaś:-) Bardzo mądre, ciekawe i w tym wszystkim... momentami śmieszne- kilka razy się zaśmiałam w głos :lol: Ale dotarł do mnie przekaz- że nasza wartość nie zależy od tego z kim jesteśmy i czy w ogóle z kimś jesteśmy, że mężczyźni i kobiety są różni, że nasze obawy wynikają z nienapełnionych zbiorników miłości...
Ostatnia poważna kłótnia (od października) miała miejsce 2-3 tyg temu, mąż mówił wtedy rzeczy okropne, bardzo raniące, mogę powiedzieć, że był podły, osiągnął swoje apogeum podłości. Powiedziałam mężowi wtedy, że jeśli jest ze mną tylko ze względu na dzieci, to niech zabiera rzeczy, bo ja nie potrzebuję jego litości. Wyszedł na rower i gdy wrócił to pierwszy raz od początku kryzysu (prawie 2,5 roku) przeprosił mnie za swoje słowa, że nie powinien był niektórych rzeczy mówić. Do tego sam mnie z siebie mocno przytulał i całował po głowie. To było takie...szczere... A potem ...były przygotowania do Wielkanocy, mąż nawet zapytał czy mi pomóc w czymś, Święta minęły miło (kulturalnie,uprzejmie) i rodzinnie. Ale cały czas się boję, że usłyszę, że to tylko iluzja.
Dziś mieliśmy "ścięcie" przez telefon. Mąż jutro wyjeżdża z całą firmą na trzy dni do hotelu niedaleko naszej miejscowości. To będzie impreza firmowa/integracyjna. Na ostatnim takim wyjeździe całe noce tańczył z dziewczynami z firmy (swoimi podwładnymi, wszak on to prezes ;) ) o czym sam mi mówił. Z resztą na jednej imprezie firmowej też byłam i wtedy ja musiałam tańczyć sama, bo on był zajęty innymi pannami, na moje propozycje odmawiał, a potem szedł na parkiet z jedną dziewczyną (moją byłą studentką o ironio!) i tańczył z nią kilka tańców pod rząd. I to do mnie wróciło teraz... Poza tym miał mi pomóc jutro przy dzieciach popołudniu (jestem w pracy), a nie może, bo MUSI wyjechać o 14, a nie np. 2 godz później. Mówiłam mu, że to dziwne, bo przecież ma dwóch wspólników i chyba nic się nie stanie, jak wyjedzie o 16, bo to blisko jest... Skończyło się, że znowu wymyślam problemy. A w sobotę jadę z dziećmi do mojej babci (babcia ma urodziny) i chciałam, by jechał z nami, że podjadę po niego nawet, jak się doba hotelowa skończy. Usłyszałam, że on kończy imprezę ok. południa i nie będzie szybciej wyjeżdżał, bo sobie wymyśliłam coś... No i nie wytrzymałam, życzyłam mu udanych wieczorów pełnych tańca ze swoimi pracownicami. I że szkoda, że impreza jest ważniejsza od rodziny. Tak, jestem trochę na siebie zła, ale wiecie co, nie mogę milczeć i się godzić na wszystko. On czasu dla mnie nie ma, dla dzieci ledwo ledwo, a pyta mnie, czy może jechać na narty za dwa tygodnie na tydzień... Mimo iż wyjeżdża jutro w celach imprezowych. To co jest ważne dla niego? imprezy i wyjazdy/zwiedzanie świata/narty czy ratowanie małżeństwa/budowanie relacji z żoną...?
Ale dzięki temu wykładowi o. Szustaka wiem, że ta moja złość wynikała też z mojego pustego zbiornika miłości. Gdyby był pełen, to tych moich obaw by nie było (choćby częściowo).

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: jacek-sychar » 04 kwie 2018, 13:50

Malina pisze:
04 kwie 2018, 13:19
Czytałam o Piotrusiu Panie i nie do końca się zgodzę, by mąż nim był- w końcu jest wspólnikiem w świetnie prosperującej firmie, do tego pracoholikiem, a Piotruś Pan nie ma stabilnej pracy... Niektóre cechy Piotrusia pasują do mojego męża, ale tylko niektóre. To jest raczej niedojrzałość w sferze uczuć, bliskości, wartości rodzinnych. Jeśli chodzi o pracę to jest na pierwszym miejscu dla męża.
Malinko
Ale bycie Piotrusiem Panem nie oznacza, że w sprawach zawodowych nie będzie to świetny pracownik. Pracoholizm jakoś to wręcz podkreśla. Ale w innych sprawach - infantylizm.
A to co piszesz - wyjazd służbowy, narty - to tylko mi potwierdza cechy Piotrusia Pana.

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 04 kwie 2018, 17:30

No tak, doczytałam jeszcze inne strony psychologiczne i jest z tą pracą, jak napisałeś, że to jedyna dziedzina, w którą może być zaangażowany Piotruś Pan. Ale jedno mnie przeraża... Wszędzie jest napisane, że jak kobieta Piotrusia postawi granicę , to najczęściej on odchodzi. I ja to czuję pod skórą- jak postawię ultimatum to odejdzie. Tylko wtedy wyjdzie na to, że decyzja jest moja. Bo on jest zbyt dużym tchórzem, by ją podjąć. Chce to zrobić w "białych rękawiczkach". Doprowadzić mnie do takiego stanu, że sama będę chciała końca. I jest na dobrej drodze, bo jestem coraz bardziej słaba, coraz mniej we mnie wiary. Widzę, że przez 2,5 roku zrobiłam wszystko, co w mojej mocy i nic już więcej nie mogę. A to co zrobiłam nic nie zmieniło.

jacek-sychar
Posty: 6495
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: jacek-sychar » 04 kwie 2018, 17:57

Piotruś Pan boi się podejmowania jakiejkolwiek decyzji. Pomijam sprawy zawodowe.
Jak postawisz granice, to on musiałby się zmienić, czego taki wyrośnięty chłopczyk nie lubi. Więc zwykle odchodzi.
A Ty chcesz dalej trwać w takim związku?

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 05 kwie 2018, 13:13

Nie, nie chcę. Ale:
- chcę by moje dzieci miały pełną rodzinę
- nie jestem jedyna na forum, która trwa w zawieszeniu- im radzicie cierpliwość i spokój.
Pomijając powyższe dałam mężowi wczoraj ultimatum- wraca z wyjazdu firmowego i zmienia swoje działania (czyli: traktuje mnie jak partnera i żonę- rozmawia ze mną, spędza ze mną choć trochę czasu, interesuje się moim życiem, próbuje zaufać, słowem robi coś- cokolwiek, by budować związek, a nie trwać w zawieszeniu) albo odchodzi.
Kiedy zapytałam, czemu współżyjemy raz na kilka tygodni i wtedy, kiedy nie jest trzeźwy, usłyszałam, że to moja wina. Wcześniej w kryzysie przytulał się w łóżku głównie wtedy, kiedy chciał współżyć. W złości mu to powiedziałam- że chcę by się przytulał tak po prostu, a nie tylko kiedy chce czegoś więcej. No to w reakcji na te moje słowa przestał w ogóle inicjować seks (wyjątek:nietrzeźwość). Ostatnio wieczór spędził w telefonie, ja obok na kanapie z córką przed TV. Nie odezwał się słowem do nas przez 2 h, a kiedy podeszłam zerknąć co robi, to nie schował telefonu, ale mi go pokazał- moim oczom ukazały się zdjęcia kobiecego tyłka w erotycznej bieliźnie. Powiedział, że koledzy mu wysyłają takie bzdury. Powiedziałam, że ma coś takiego w domu, ale nie jest tym zainteresowany. Cisza. A potem się dowiaduję, że nie mogę być przyjacielem dla niego, bo jak mi pokazuje o czym z kimś pisze to ja mam tylko pretensje.A seksu to on też chce więcej, ale jak ma słuchać potem moich wyrzutów to woli nie współżyć ze mną. Nie, nie czuję się odpowiedzialna za to co robi i co powiedział. Wydaje mi się to bardzo szczeniackie.

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 03 maja 2018, 20:58

Pomimo mojego ultimatum nic się nie zmieniło. Albo raczej zmieniło, ale na gorsze. Wracał do domu z miną męczennika, nie rozmawiał ze mną, biło od niego chłodem, czasem niechęcią, seks raz na miesiąc... Totalna porażka. Niczego nie chciał zmieniać, tylko w kółko powtarzał, że nie powinniśmy być razem, że on nie wierzy w nasze małżeństwo. Pękłam po wspólnym wieczorze (dzieci u dziadków)- po pierwsze nie chciał ze mną spędzić tego wieczoru tylko chciał jechać do dzieci, nie zgodziłam się na to, bo chciałam coś zrobić bez dzieci w końcu. Poszedł ze mną do kina, oczywiście z miną męczennika, nie rozmawiał ze mną prawie wcale. Po kinie jeszcze wspólny film przed tv i oznajmia mi na koniec "dobranoc". Myślę aha, znowu zero seksu... Rano wstał, znowu chłodne pytanie co jem na śniadanie, zero dotyku czy przytulenia. No i zeszłam do niego i powiedziałam, że ja nie chcę tak żyć, nie z "takim" nim, musiałby zmienić postawę. Na to on, że nie wierzy w to małżeństwo. Nic nie zrobi. No to się wyprowadź, bo takie życie to masakra. No to ok. Spakował tylko kilka rzeczy, resztę weźmie w przyszłym tygodniu. Kiedy się pakował, to podeszłam i zapytałam, czy jest pewny tego co robi. On że nie, ale tego chciałam...Że on nie chce tkwić w takim czymś. Buahahaha, miał wszystko, robił co chciał, ja robiłam co chciał, miał wszystko podane przed nos... To ja mogłabym powiedzieć, że nie chcę tkwić w w takim czymś...Dajesz wszystko a w zamian chłód albo odrzucenie. No to tylko jeszcze zapytałam, czy możemy jednak ratować to małżeństwo? on, że jakie małżeństwo?...No to pomyślałam, a spadaj frajerze... Odpuściłam i wyszłam. W środę zabrał nasze dzieci do swojej mamy. Tam będą razem do niedzieli.
No przyznam, jest ciężko. Dzisiejszy dzień to już w ogóle masakra, święto, piękna pogoda, wszyscy jakieś majówki, grille, a ja w czarnej pupie.
Staram się nie być sama. Wczoraj dzień z przyjaciółką. Dziś z mamą, a potem i z tatą. Reszta weekendu zaplanowana. Ale mam takie trzy fazy, które zmieniają się cyklicznie: pierwsza to faza rozpaczy i płaczu , druga to faza złości, a trzecia to faza obojętności. Trwają po kilkadziesiąt minut lub kilka godzin. Jest strasznie.
Ale wiem, że już nie mogłam tak żyć. Że zrobiłam wszystko, co mogłam. Nie mam wyrzutów sumienia. Staram sobie tłumaczyć, że miał dwa i pół roku by się zdecydować, a nie umiał. Nie mogę żyć dalej w takim zawieszeniu/ obojętności/ odrzuceniu. Nie ma na to mojej zgody nawet ze względu na moje dzieci, które na to patrzą.
Tylko z drugiej strony ten ból, ten żal:-(

SAMOA
Posty: 150
Rejestracja: 20 lut 2017, 9:43
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: SAMOA » 04 maja 2018, 11:56

Malina
wszystko co opisałaś przeszłam
świetnie rozumiem każdą Twoją emocję, każde uczucie...
jakbyś pisała o moim "małżeństwie"
ściskam Cię mocno,
niech Cię Pan Bóg ma w swojej opiece,
chroń siebie,

Amica

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Amica » 04 maja 2018, 13:42

Malino, w innym wątku piszesz dość odważnie, że żądasz, oczekujesz od męża szacunku, że on Ci się należy itd.

Tutaj piszesz o swoich działaniach, poczynaniach, które świadczą o tym, że to będzie niemożliwe raczej, bo... sama siebie nie szanujesz.
Przykro to mówić, ale jeśli ktoś mówi: ja byłam i jestem ok, ja jestem w porządku, ja jestem uczciwa, ja kocham, ja szanuję, a potem z innych wypowiedzi wynika, że no niestety - ale nic takiego nie ma miejsca (czy można powiedzieć, nawet w myślach do kogoś, kogo się szanuje: spadaj, frajerze?), gdzie coś "podstawiasz mu pod nos", gdzie oczekujesz seksu z kimś, kogo potem nazywasz frajerem, który ma Cię w tej chwili za nic - to przepraszam - jakim cudem mąż miałby Cię szanować?

Jeśli mogłaś powiedzieć, że Ty nie chcesz żyć w takim układzie - to właśnie: TRZEBA BYŁO TAK POWIEDZIEĆ, a nie nadal "podtykać" pod nos. Poza tym wiesz - w małżeństwie nie chodzi o obiadki i pranie. Obiady można kupić w barze, pranie zrobić w pralni, do sprzątania można kogoś nająć. Ba, nawet seks można kupić. Coś więc chyba MUSI być innego, co jest istotą małżeństwa - porozumienie duchowe, lubienie się nawzajem i właśnie wzajemny szacunek.

Nie ma takich cudów, by ktoś odchodził, zdradzał idealną żonę. Nam wszystkim się wydaje, że jesteśmy tacy idealni, a tylko ci zdradzacze są źli, porypani, frajerzy. Czemu ktoś miałby nie chcieć być z kobietą-aniołem? To albo jest chory psychicznie, poniżej normy intelektualnej - że nie potrafi ocenić sytuacji, albo może prawda jest troszkę inna, tylko brak nam odwagi w niej stanąć, przyznać przed sobą samym, że - kurka wodna - też nawaliłam/nawaliłem. Nie trzeba zdradzać, żeby być fatalnym mężem, żoną.

Oczywiście nie twierdzę, że Ty Malino, jesteś fatalną żoną! Absolutnie. Tylko chodzi mi o to, że często tak czujemy się poranieni i skrzywdzeni przez naszych małżonków, tak się zapiekamy na swojej krzywdzie, że nie dostrzegamy, że i my mamy coś niecoś za uszami.

Malino - zapytaj siebie samą, czemu masz ochotę na seks z "frajerem"? Czemu chcesz się kochać z mężczyzną, który w tej chwili nie myśli o Tobie, nie chce być z Tobą? Tylko dlatego, że jest Twoim mężem? To wystarczy? Musisz siebie zapytać, co jest nie tak, bo gdybyś się szanowała, to nie dopuszczałabyś możliwości, aby w tej chwili mąż był tak blisko z Tobą. A ty dopuszczasz, nawet piszesz, że jednak tego oczekiwałaś i byłaś zawiedziona, że do tego nie doszło.

Jeśli sama nie będziesz siebie szanować, to nikt nie będzie. Mąż też...

Trzymaj się cieplutko.

Malina
Posty: 33
Rejestracja: 09 mar 2017, 11:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż, który nie wie, co czuje i czego chce

Post autor: Malina » 04 maja 2018, 14:55

Dzięki Samoa!
Amica, Twój wpis chwilowo wcięło, ale go przeczytałam kilka razy.
Nie zawsze byłam w porządku przed kryzysem i mam tego świadomość. Nawaliłam. Jak większość z nas, którzy są w kryzysie...Ale przeszłam długą drogę od tego czasu i robiłam co w mojej mocy, by ratować ten związek. Nie mam wyrzutów sumienia, bo po pierwsze- zrozumiałam swoje błędy (m.in.podczas baaardzo długiej terapii czy samodzielnej pracy nad sobą), poprawiałam się i przede wszystkim wybaczyłam sobie. Po drugie- tak jak napisałam, zrobiłam wszystko co mogłam. Mój mąż to wszystko widział- kiedy odchodził to przytaknął, że miał teraz wszystko, ale już za późno. Że nie zmuszę go do miłości. Że ten pociąg już odjechał.
Wiem dobrze, o co chodzi w małżeństwie- głównie o porozumienie duchowe albo raczej jakąś wspólną płaszczyznę emocjonalną . Ale chęci do tego muszą być z obu stron. Dwa i pół roku czekałam, aż mu się zachce. Przed kryzysem to i pół nocy mogliśmy przegadać, a ja go traktowałam jak przyjaciela. Niestety usłyszałam, że ja nigdy dla niego przyjaciółką nie byłam. Poza tym dla niektórych facetów te obiadki i pranie to jednak ważna sprawa. Dla mnie to taki dodatek do tej duchowości, którą wkładam w małżeństwo. I są dla mnie ważne.
a co do seksu, to... każdy z nas jest inny. Ja mam do tego trochę męskie podejście. Poza tym w ten sposób wyrażam największą bliskość i tego mi brakowało. Pisałam wcześniej, że kochałam się z nim, a potem się fatalnie czułam. Przy każdym stosunku miałam nadzieję, że wraca do mnie emocjonalnie. Głupota. Tak, już wiem.
Podczas tego długiego kryzysu trzykrotnie klęczałam przed mężem prosząc o wybaczenie i o jego miłość. Tego najbardziej żałuję. To dla mnie wyraz najgorszego poniżenia, braku szacunku do samej siebie. Z seksu to przynajmniej jakąś przyjemność miałam ;) i to stanie zdanie to ironia- proszę nie komentujcie tego

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: somnium, vertigo i 20 gości