Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 3324
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta »

Bławatku,
Piszesz "staram się jak najmniej od męża oczekiwać". Ja też tak z początku robiłam. No i zajmowałam się wszystkim sama... Zaczęłam oczekiwać więcej. A w zasadzie jednego, że mąż zacznie wywiązywać się ze swoich obowiązków.

Ale też zaczęłam robić mężowi przestrzeń. Bo z początku ja miałam taką wizję, że mąż i ojciec "powinien" i tu była lista tego, co powinien ojciec. Obwarowana standardami. Miałam też skłonność do wytykania błędów, wkraczania, ingerencji, pouczania.

Dzięki kolegom z forum i z Sycharu na żywo, zrozumiałam, że mój mąż może wielu rzeczy nie potrafić, nie umieć, ma prawo do błędów i do uczenia się na błędach. Także jako ojciec. Niekoniecznie zaś jest zdolny do nauki na moich instrukcjach i moich pouczeniach, choćby dawanych w najlepszej wierze i nawet bardziej niż zasadnych. Przyjęłam, że one jego męskie wrażliwe ego zniechęcają, tłumią i robią mu jeszcze wiele innych strasznych rzeczy :shock: Przyjmuję teraz, że tak jest, choć nadal z niedowierzaniem... :lol:

Dzięki kolegom uwierzyłam też, że w sytuacji, gdy nie żyjemy wspólnie, ojcostwo mojego męża, ma szansę się rozwijać. Tylko, że moje oczekiwania i standardy, choć słuszne ze wszechmiar, nie będą w tym pomocne.

Powiem tak, na mojej matczynej głowie włos się jeżył, gdy od całkiem wprawnych dziś ojców słuchałam takich m.in. rewelacji: "dobrze, że dzieci są interaktywne, bo z początku regularnie zapominałem o tym, że trzeba je będzie za parę godzin znowu nakarmić". Każdemu z tych ojców w ich początkach samodzielnego ojcostwa odebrałabym prawo do widywania dzieci nawet z daleka. Mają święte żony, że to wszystko przetrwały.

Pierwszym pomocnym krokiem w zaangażowanie męża do odpowiedzialności, było przejście od "zlecania podwykonastwa", czyli mówienia mężowi, co jest do zrobienia, do angażowania go w decyzje i pytania go o zdanie, z którym uczyłam się powoli liczyć. Faktycznie, gdy mąż zaczął czuć, że ma wpływ zaczął angażować się sam. Inaczej niż ja to sobie wyobrażałam, ale z sensem.

Na dziś jest mi trudno, bo konsekwencją zaanagażowania męża, jest decyzja syna, że chce mieszkać z tatą. Mój mąż nadal jako ojciec jest kulejący. Kosztuje mnie to ogrom stresu. Ale też widzę, że mąż się uczy, a dla syna to dobrze, gdy może opieki taty doświadczać i tego, że tata nie zawodzi. Na dziś syn jest zadowolony.
Astro
Posty: 1211
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Astro »

Bławatek pisze: 22 sie 2022, 15:54

Mam nadzieję, że nikogo tą nazwę nie urażę🤔. Firekeeper w sumie księżniczkami to powinniśmy być na codzien 😉. Tylko nie rozkapryszonymi😁
😳🤯😂
" Każdy z was , młodzi przyjaciele , znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte.Jakis wymiar zadań , które musi podjąć i wypełnić ... Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można zdezerterować. " Ojciec Święty Jan Paweł II
Bławatek
Posty: 1730
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

Astro pisze: 18 lis 2022, 1:36
Blawatku
Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś o sobie i synu , oraz waszych zachowaniach w takich sytuacjach . Nie mam w tym wzgledzie dobrych doświadczeń i to z dzieciństwa właśnie niestety. A jak już to wiesz przełoży się to na funkcjonowanie syna w jego dorosłym życiu i to w relacjach z kobietami. Może być nie fajnie.
Astro wklejam tu fragment odnoszący się do mnie by nie zaśmiecać wątku Cogito. Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie moje (i nie tylko moje) działania wpływają na syna i go kształtują. Trudno mi się działa z uparciuchem (a jest taki od urodzenia) - z jednej strony to jest pożądana cecha bo może nie pozwoli sobie wejść na głowę i będzie umiał działać po swojemu a nie ślepo dostosowywać się do innych, z drugiej strony taki ośli upór nie zawsze jednak jest dobry szczególnie przy sprawach mających źle się skończyć. Np. przy nauce gdy mu wskazuję, że zrobił błąd, zamiast spojrzeć jeszcze raz, sprawdzić w książce czy w internecie idzie w zaparte na zasadzie "nie będę zmieniał i poprawiał" a potem płacz bo dostał złą ocenę i przeżywa, ma zły humor, wścieka się. Niestety najbardziej wkurza mnie jak od razu zwala na innych - nauczyciela, mnie, system, trudne pytania itd. To mnie mocno wkurza, bo mój mąż zawsze na mnie zwalał odpowiedzialność za złe rzeczy, tak samo koleżanka w pracy - a ja muszę potem udowadniać, że nie miałam z tym czymś nic wspólnego. Nie, zawaliłes to weź to na klatę i do tego wyciagaj wnioski na przyszłość. Sytuacja sprzed paru dni - mieliśmy zagrać w planszówke ale u syna był kolega i się zasiedział więc ja już delikatnie sugerowałam, że jest późno i trzeba iść spać, ale przecież weekend się zaczyna i można następnego dnia pospać, OK, zajęłam się robotą, kolega poszedł, ale syn kończył grać na komputerze, ja już do snu się szykowałam i mówię synowi "koniec grania, do kąpieli" a on obrażony bo ja nie chcę z nim zagrać, no, przepraszam o 22 już mi się nie chce, był cały wieczór ale kolega i komputer były ważniejsze. Oczywiście od razu usta w podkówkę i błaganie "obiecałaś...", Tak, mieliśmy zagrać, ale ja przecież mówiłam, że mimo weekendu jestem zmęczona i chcę odpocząć, wyspać się. (Rok temu była bajka w kinach o pandach i tam mama wywodziła się z zaczarowanej rodziny i w zdenerwowaniu zmieniała się w pandę - jej córka też miała te geny, główne przesłanie to - 'im więcej w tobie złości, tym ciężej stać się na nowo dobrym i łagodnym'. Zgadzam się z tym i walczę aby jednak być bardziej łagodną niż zezłoszczona. Dzieciom ta bajka dała dużo do myślenia. Nawet wystarczyło krótkie zdanie: "uważaj, bo zmienię się w pandę" i syn wiedział, że jego zachowanie czy też pyskowanie nie jest odpowiednie)

Tak samo jest z tym strachem, że zostanie opuszczony, niestety odejście męża w nim wyryło ten strach. Już jest lepiej, ale ja początku mimo, że miał 8 lat to nie mogłam go zostawić z jakimkolwiek członkiem rodziny i pójść np. na samotne zakupy bo ciągle miałam telefony "o której wrócisz", mogłam zapomnieć o pójściu np. na spotkanie Sycharu. Teraz jest już starszy i się tak nie boi, zresztą ma grupę kolegów z którymi biega po okolicy i się świetnie bawią w wojnę, zakładanie obozów, szukanie skarbów itd. Ale tu też objawia się jego upór - tłumaczę mu że już jest zimno na takie zabawy i szybko się robi ciemno ale nie, po co mnie słuchać, a potem mam telefon "mama ratuj bo jest ciemno i my się boimy wrócić do domu", więc jak ten rycerz zbroję się (w latarkę) i idę im z pomocą. A przecież ostrzegalam. No, niech się chłopaki powoli uczą samodzielności i podejmowania decyzji.
Astro
Posty: 1211
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Astro »

Blawatku odpowiem bez cytowania.
Chodzi mi o to ,że takie postępowanie może wryć się synowi w pamięć. Tak jak , odejście ojca , czy u mnie postępowanie mojej matki.
Lek bardzo przez nas zostaje zapamiętany , szczególnie przez dziecko. Tylko teraz twój syn stoi pod drzwiami i płacze lamentuje . W dorosłym życiu też tak może być i kiedy nie będzie skutkowało może szukać innych rozwiązań . Nie koniecznie dobrych. To też może być odbierane jako slabosc , przez jego przyszła żonę i powodować brak szacunku. A wiemy jak postępują kobiety , które przestają szanować swoich mezszczyzn.
Moim celem nie jest atak w ciebie tylko pokazanie problemu , który może zaistnieć.
Zamykanie się nie rozwiązuje problemu. Ja swoim synom daje w takich sytuacjach czas i mówię że nie będę z nimi rozmawiał , kiedy emocje biorą górę , daje im czas i sobie na przemyślenia i wychłodzenie. Kiedy wracamy do rozmowy jest lepiej i łatwiej ,ale to oni muszą być na to gotowi. Są na tyle duzi ,że sami potrafią przyjść i powiedzieć ,że chcą wrócić do tematu.
Pozostawienie dzieci ,czy dziecka bez wyjaśnienia i odchodzenie , zamykanie się może być odbierane przez dziecko jak coś na zasadzie strefy ciszy , czy cichych dni u dorosłych . Dla dziecka straszne , najgorsza kara , bo ono nie rozumie co się stało , co źle zrobiło , jest wpędzane w poczucie winy.
Wiem jak , to wygląda , znam to i przeżyłem jako dziecko. Nic fajnego.

Upór syna 😅. No cóż trochę powinien być . Upór jest dobry np. w dążeniu do celu . Nawet potrzebna cechą dla mezszczyzny. Jest chłopcem będzie coraz bardziej walczył o swoje terytorium
A lekcje i zabawa cóż to dokonany wybór i jego konsekwencje tego się syn będzie musiał nauczyć , a przynajmniej powinien i dobrze by było.
Ja nie mam takich problemów z młodszym , który mieszka u mnie, bynajmniej już nie mam. Sam się uczy , bardzo rzadko już prosi o pomoc w lekcjach.
I w sumie ma dobre stopnie . W tym roku szkolny jeszcze nie otrzymał jedynki. Ma trudności z nowymi przedmiotami jak fizyka i chemia , ale jak otrzymuje 3 , to dla mnie jest luz. Ponieważ ja nie rozliczam go za oceny , które otrzymuje . Natomiast obserwuje czy się uczy. Jeśli tak , a tak jest to jak otrzyma nawet gorsza ocenę nie przejmuje się tym , bo ma prawo mu coś nie wyjść , nie musi też że wszystkiego być bardzo dobry.
Co do wyjść , też już mamy wypracowane pewne schematy i opiera się to na zasadzie jakiejś hymm współpracy i zaufaniu. Wchodzi w taki wiek ,że nie będę go trzymał na przysłowiowej smyczy. Natomias zasad i ustaleń wymagam ,aby się trzymał.
Bardzo pomaga to ,że zaczął trenować . Sam wie o systematyczności , przełamywaniu słabości itd .
Także o szkole. Chce grać , ma pamiętać o lekcjach.
Ciekawe co do nauki jeszcze ,że zapamiętał jak mu mówiłem iż dobrym sposobem na naukę jest przygotowywanie sobie ściąg. Dlatego ,że jak je robi to się tego uczy zapisując i wcale ich nie będzie potrzebował . Skutkuje , a te notatki zostają w domu.
Pogody ducha .
" Każdy z was , młodzi przyjaciele , znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte.Jakis wymiar zadań , które musi podjąć i wypełnić ... Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można zdezerterować. " Ojciec Święty Jan Paweł II
Bławatek
Posty: 1730
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

Astro wiem że jak druga strona jest zdenerwowana to trzeba odpuścić, pozwolić by się ona wyciszyła. Jednakże denerwuje mnie trzaskanie drzwiami, rzucanie rzeczami i głośne zwalanie wszystkiego na innych. Nieraz synowi mówię, że ma prawo do złości, złego humoru, ale w taki sposób by nie ranił otoczenia, innych ludzi, bo nawet gdy kolega przypadkiem zarysuje mu rower to to nie jest koniec świata i lepiej mieć kolegów niż idealne rzeczy. Niestety syn nie lubi gdy mu tłumaczę różne rzeczy, bo przecież on wie lepiej.

Mnie chyba najbardziej w innych denerwuje lajtowe podchodzenie do życia, spraw, niebranie odpowiedzialności za swoje czyny, bo tak zawsze działał mój ojciec, brat, tak postępował mój mąż. Chyba mam już dość bycia odpowiedzialną za wszystkich i wszystko, przejmowania się dobrem i potrzebami innych - tzn. są to dla mnie ważne rzeczy ale nie chcę dawać się innym wykorzystywać. A ciągle mnie ktoś wpędza w poczucie winy, bo podobno komuś nie pomagam, bo nie wspieram, bo nie wykonuję pracy za innych, bo za innych nie myślę, nie przewiduję... Nie da się i nie mogę, bo jak bym to wszystko robiła to dla mnie samej już braknie przestrzeni. Bo tak jakoś nikt z mojego otoczenia nie pomyśli co dla mnie lub za mnie zrobić. Aczkolwiek w ostatnim czasie kilka miłych sytuacji mnie spotkało - i aż mi było trudno uwierzyć, że bez proszenia ktoś coś dla mnie zrobił, tak jak ja zawsze dla innych robię.

A w nauce syna dużo odpuszczam, tylko on często kłamie, że się uczył i potem mu nie wychodzi, a nie chcę z niego fajtłapy zrobić i za niego wszystko robić. Musi nauczyć się sam działać na wielu polach.
Bławatek
Posty: 1730
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

Ostatnie tygodnie były u mnie bardzo intensywne - trzeba było pomóc synowi w nauce, a i zimą w domu więcej obowiązków związanych z grzaniem, porządki i zakupy świąteczne... I nie wiadomo kiedy Adwent przeleciał, kiedy Święta minęły i już Nowy Rok ...

Rok przeleciał a z nim wiele miłych i smutnych zdarzeń. Mimo pracy własnej i na terapii boli dalej, że mi osobie będącej blisko Kościoła nie udało się stworzyć rodziny będącej blisko Boga. Boli, że inni czekają na drugie, trzecie dziecko a ja mam tylko syna, a tak marzyłam o córeczce. Boli, że ja w starym domu bez widma wyprowadzki bo mnie nie stać a inni małżonkowie współpracujący z sobą wraz z powiększeniem się rodziny idą na większe mieszkanie. Niestety nie zawsze można mieć tego o czym się marzyło, czego się pragnęło. Może i trochę zazdroszczę innym, ale mnie takie sukcesy innych motywują do działania. Może i mam jedno dziecko, ale może kiedyś będę mieć synową i gromadkę wnucząt, może mój syn będzie miał przestronny dom, mieszkanie. Syn coraz starszy i bardziej samodzielny to mam szansę by pójść do dodatkowej pracy i zarobić na upragniony remont generalny kuchni i łazienki (choć przy tych coraz wyższych cenach to ciągle pozostaje w sferze moich marzeń i pragnień, choć bardziej potrzeb.

Chciałabym mieć wielką nadzieję, że już limit złych zdarzeń wyczerpałam, ale chyba moje życie nigdy nie będzie spokojne i takie jakbym chciała tzn. że marzę i dążę do realizacji marzeń, bo nawet w pracy znów pod górkę, a tak się wszystko zaczynało ładnie układać, tak dobrze wszystko działało i tak dobrze wszystkim się pracowało, ale przez kilka decyzji różnych ludzi jest wielka niepewność co będzie jutro, źle się pracuje. Lubię swoją pracę, podoba mi się to co robię i dobrze mi się z wieloma współpracownikami dogaduje a i dojazd mam dobry więc nie chciałabym zmieniać pracy. Gdybym miała kapitał to bym pomyślała o czymś własnym by być z dala od manipulacji, knowań, obgadywania by innym zaszkodzić a siebie wybić - ja się nie nadaję do takiego środowiska.

Na mieszkanie z mężem za bardzo nie liczę bo on dalej myśli tylko o swoim komforcie. Dalej to on jest (według niego) najbardziej poszkodowaną osobą. Chyba do teraz nie przyznał się rodzicom, że ma drugie dziecko, a ja nie czuję się na siłach żeby ich informować. A przecież dziecko ma już ponad rok. Kocham dzieci więc każda okazja przebywania z takimi maluszkami zostawia w moim sercu jakiś żal.

Chciałabym mieć więcej czasu dla siebie - na zajęcie się tylko sobą i swoimi potrzebami np. poczytaniem książek które kupuję i nawet nie zaczynam czytać bo czasu brak. W tym roku mam wielkie postanowienie by raz w miesiącu na weekend syna mężowi podrzucić i mieć wolny czas od opiekowania się i zajmowania. Jak znam siebie to będę się wtedy generalnymi porządkami zajmować więc muszę siebie zmobilizować by wtedy też wyjść do parku lub gdzieś pojechać, by nie tylko ciągle coś robić, sprzątać, remontować. To moje jedyne postanowienie.
Bławatek
Posty: 1730
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

Witajcie,

Piszę po przerwie w swoim wątku, bo pojawił się problem.

Mianowicie - mimo, że półtorej roku temu, gdy mąż odszedł od kowalskiej (i się właściwie dopiero wtedy do niej przyznał) i nie chciał mieć z ich dzieckiem za wiele wspólnego, to przez to, że w jego rodzinie było małe dziecko, to bardzo go zaczęło ciągnąć do takich małych dzieci - najpierw do tego malucha z rodziny a ostatnio chyba też swojego z kowalską. Boli mnie to bardzo bo naszym synem, gdy ten był taki malutki, to nie chciał się zajmować a teraz biega do swojego brata gdy tylko mały x się tam pojawia. Teraz w ich rodzinie pojawiło się kolejne dziecko i mąż znów się rozpływa nad kolejnym maluchem . A do mnie wracają wszystkie wspomnienia jak mnie po porodzie zostawił ze wszystkim samą. Gdy mu ostatnio powiedziałam, że może by się skupił na swoim synu a nie ciągle biegał do innych dzieci, to usłyszałam, że nasz syn powinien poznać swoje rodzeństwo. I mnie zmroziło. Boję się jak to przyjmie syn, bo bardzo kocha dzieci i chętnie bawi się z młodszym kuzynostwem czy też rodzeństwem kolegów. Nie wiem jak się zachować i co robić. Chętnie bym zabroniła mężowi przekazywania synowi takich nowin, ale czy mam do tego prawo?

Nigdy nie rozumiałam szczęścia patchworkowych rodzin a widzę, że dla męża to chyba nie jest żaden problem. Zero myślenia o przyszłości i empatii. Zero myślenia o tym czy swoimi decyzjami nie rani innych.
Lawendowa
Posty: 7769
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Lawendowa »

Bławatku, bardzo Ci współczuję. Rozumiem Twoje obawy i je podzielam.
Jedyne co mi przychodzi do głowy to spróbować (o ile nie bedzie to dla Ciebie zbyt bolesne) zapytać męża wprost jakie dobro z tego ma wyniknąć dla Waszego syna. Ja bałabym się tego, że dziecko poczuje się odrzucone po raz kolejny, bo może dodac 2+2 i uznać, że tamto dziecko było dla ojca ważniejsze.
Może być też inaczej, że przynajmniej na początku ucieszy sie, że ma rodzeństwo, a to dla Ciebie może być bardzo trudnym doświadczeniem.
Warto rozdzielić dlaczego tego nie chcę ze względu na syna, od tego dlaczego ze względu na siebie.
Ja osobiście nie widzę dobra w takim "uszczęśliwianiu" syna taka informacją.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."
Bławatek
Posty: 1730
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

Ja też nie widzę co dobrego może wyniknąć z informacji o przyszywanym rodzeństwie. Bo sam fakt, że przez rok mąż o naszym dziecku nie pamiętał i nie miał dla niego czasu już chyba został przez syna "zapomniany", a m.in. dzięki mojemu zabieganiu o ich kontakt teraz mają z sobą dobrą relację, która może zostać zachwiana.

Ja niestety nie potrafię rozmawiać z moim mężem, bo on zazwyczaj wie lepiej i żyje dniem dzisiejszym, a ja zawsze myślę przyszłościowo i dzięki temu udało mi się nieraz uniknąć złych decyzji - jedynie przed ślubem mnie zaćmiło bo dałam wiarę znajomym którzy znali męża, że jest najodpowiedniejszym kandydatem dla mnie. I każda moja rada jest odbierana przez niego jako uwaga bo go strofuje, bo zawsze chcę aby moje było na wierzchu, a ja naprawdę umię przewidzieć jego ruchy i działania czy też ewentualne wypadki - jak np. ubierz stare ubranie bo rzeczy na strychu są skurzone i będziemy zaraz brudni.

Dla mnie to też trudne doświadczenia bo zawsze chciałam być mamą kilkorga dzieci a nie jednego, ale że względu na brak pomocy męża, brak pieniędzy i warunków lepszych do życia nie chciałam aby moje dzieci żyły w biedzie a jedno łatwiej wychować i wyżywić. Wiem co mówię bo między mną a rodzeństwem nie ma dużej różnicy wieku i wiem ile mama moja się musiała nagimnastykowac by wszystko ogarnąć bo na swojego męża liczyć nie mogła.

Dopóki dziecko mieszka gdzieś tam to OK, ale mój mąż raczej nie będzie widział niczego złego gdy np. pod mój dom z tym dzieckiem autem by przyjechał opiekując się nim.
annate
Posty: 14
Rejestracja: 09 sie 2017, 13:04
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: annate »

Blawatku, a mi się wydaje, że nie możesz ukrywać tej informacji przed synem- on się i tak o tym prędzej lub później dowie (ale wtedy nie będziesz mogła kontrolować tego od kogo, w jaki sposób się tego dowie ani przygotować syna na przekazanie mu takiej informacji).
Jak syn zrozumie, że wiedziałaś o jego przyrodnim rodzenstwie dużo wcześniej, to bardzo możliwe że poczuje się przez Ciebie oszukiwany i straci część zaufania.
Ja dowiedziałam się bardzo ważnych informacji z życia mojego dziadka dopiero po jego śmierci. Moi rodzice nie przekazali mi ich wcześniej na wyraźną prośbę mojego dziadka. Poczułam się wtedy w jakimś stopniu oszukiwana przez najblizsze mi osoby i pamiętam że zastanawiałam się niejednokrotnie, jakie jeszcze ważne informacje przede mną zatajono.
To, że ma się przyrodniego brata lub siostrę (czyli jest człowiek na ziemi, z którym mam wspólnego rodzica) to ważna wiadomość. Na pocieszenie dodam, że znam przyrodnie rodzeństwa, które (teraz już jako dorośli ludzie) żyją ze soba na przyjacielskiej stopie. Przecież ani Twój syn, ani to dziecko nie ponoszą winy za błędy ich ojca.
Pavel
Posty: 5131
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Pavel »

annate pisze: 17 mar 2023, 22:21 Blawatku, a mi się wydaje, że nie możesz ukrywać tej informacji przed synem- on się i tak o tym prędzej lub później dowie (ale wtedy nie będziesz mogła kontrolować tego od kogo, w jaki sposób się tego dowie ani przygotować syna na przekazanie mu takiej informacji).
Jak syn zrozumie, że wiedziałaś o jego przyrodnim rodzenstwie dużo wcześniej, to bardzo możliwe że poczuje się przez Ciebie oszukiwany i straci część zaufania.
Ja dowiedziałam się bardzo ważnych informacji z życia mojego dziadka dopiero po jego śmierci. Moi rodzice nie przekazali mi ich wcześniej na wyraźną prośbę mojego dziadka. Poczułam się wtedy w jakimś stopniu oszukiwana przez najblizsze mi osoby i pamiętam że zastanawiałam się niejednokrotnie, jakie jeszcze ważne informacje przede mną zatajono.
To, że ma się przyrodniego brata lub siostrę (czyli jest człowiek na ziemi, z którym mam wspólnego rodzica) to ważna wiadomość. Na pocieszenie dodam, że znam przyrodnie rodzeństwa, które (teraz już jako dorośli ludzie) żyją ze soba na przyjacielskiej stopie. Przecież ani Twój syn, ani to dziecko nie ponoszą winy za błędy ich ojca.
Ja mam podobne spojrzenie. Nie mam takich doświadczeń, Bogu dzięki, chyba nie mam takiego przyrodniego rodzeństwa.
Ma je natomiast moja żona, dowiedziała się o tym już jako dorosła osoba i jej reakcja, emocje były podobne do opisywanych przez annate.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk
Ruta
Posty: 3324
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta »

Mam starsze i młodsze przyrodnie rodzeństwo z którym się nie wychowywałam.

W początkach życia nic nie wiedziałam. W okresie wczesnonastoletnim "dla mojego dobra" zapoznano nam starszą część rodzeństwa, o którym były wcześniej wspominki. Nie było to dobre dla żadnego z dzieci. Poraniliśmy się. Nie mamy kontaktu. Dorośli pozałatwiali sobie różne swoje sprawy. Dobro dzieci? Pretekst.

O młodszym rodzeństwie dowiedziałam się później. Informację przyjęłam. Tego rodzeństwa nie poznałam. Słusznie.

Za to niedawno dowiedziałam się, że nie wszystko, co mi powiedziano, było prawdą. Kłamstwo rani i odbiera poczucie bezpieczeństwa. Nawet odkryte po latach.
***

Jak to wszystko oceniam dziś?

Za słuszną uważam decyzję nie mówienia mi o rodzeństwie, gdy byłam mała. Za niesłuszne uważam poznawanie mnie z przyrodnim rodzeństwem i okłamywanie mnie.

Nie sądzę bym potrzebowała informacji o młodszym rodzeństwie w czasie, gdy się pojawiało. Bardziej pomogłoby mi odpowiedzialne zachowanie dorosłych.

Mam i rodzone rodzeństwo, reakcje na rewelacje o młodszym przyrodnim rodzeństwie były u nas różne. Od spokojnych po traumatyczne.
Niepoprawny83
Posty: 273
Rejestracja: 07 wrz 2021, 22:43
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Niepoprawny83 »

Bławatek pisze: 17 mar 2023, 18:26
ja zawsze myślę przyszłościowo i dzięki temu udało mi się nieraz uniknąć złych decyzji - jedynie przed ślubem mnie zaćmiło bo dałam wiarę znajomym którzy znali męża, że jest najodpowiedniejszym kandydatem dla mnie.


To pewnie i tym razem powinnaś zaufać sobie i swojemu instynktowi macierzyńskiemu i nie ulegać pomysłowi męża. Nie wydaje mi się aby to był dobry pomysł. Przykład annante z dziadkiem jest wg mnie nieadekwatny do sytuacji.

Poza tym wiele traum wychodzi na jaw dopiero w dorosłym życiu, pozornie zgodne patchworki nie wiadomo czym zaowocują.

Mam nadzieję, że znajomym odpuściłaś już "przewinę" W końcu ta decyzja należała tylko do ciebie i to na tobie spoczywał obowiązek poznania męża tak aby jak najbardziej pasował do ciebie, bo przecież siebie samą ty znasz najlepiej. Cała sytuacja może cię nauczyć ufania sobie. Nawet jeśli mąż bezrefleksyjnie prędzej czy później przeprowadzi swój plan nie będziesz miała sobie nic do zarzucenia.
Zaufaliśmy miłości.
annate
Posty: 14
Rejestracja: 09 sie 2017, 13:04
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: annate »

Może rzeczywiście porównanie z dziadkiem było nieadekwatne, bo to nie były informacje, o których ja mogłam się dowiedzieć przez przypadek. Nie było zagrożenia, że dowiem się od osób trzecich, albo że sama wpadnę na te rewelacje. Także dowiedziałam się tak czy inaczej od moich rodziców, tylko że po dobrych dwudziestu latach niedopowiedzeń w tej kwestii.
To zostawia ślad na relacjach.

Inaczej sytuacja prezentuje się w sprawie syna Bławatka. On się może dowiedzieć naraz, niespodziewanie od swojego ojca lub kogoś z jego rodziny, wspólnych znajomych.. Tak na zasadzie idziemy na imprezę rodzinna i tam wujek który za dużo popił pyta chłopaka jak się czuje, jako starszy brat. Albo inne dzieciaki z rodziny zaczną go wypytywać o tę sytuację (dzieci raczej czują się niezwiązane konwenansami, więc nie widzą problemu w poruszaniu tematów, które je ciekawią, ale dla interlokutora mogą być bolesne).

No nie wiem, ja wolałabym się dowiedzieć o czymś takim na spokojnie, w odpowiednim momencie i od kogoś komu ufam.

To oczywiście tylko mój punkt widzenia, pewnie ile ludzi, ile rodzin, tyle historii.
Sarah
Posty: 372
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Sarah »

U mnie sytuacja nieco podobna- syn też ma przyrodnie rodzeństwo (ze strony swojego ojca). Tylko, że dziecko urodziło się gdy był już pełnoletni i do dziś (chyba :D) nie widzi potrzeby ani nie ma ochoty poznawania go. Ale oczywiście od samego początku o tym wiedział, dowiedział się wtedy co ja (od ojca, nie ode mnie). Rozumiem, że Twój syn jest dużo młodszy, ale skoro jego ojciec utrzymuje kontakt z obydwoma, to chyba powinien go o tym poinformować, tak myślę. A tym bardziej, jeśli mąż chce to zrobić, to jak właściwie mogłabyś go powstrzymać? Z Twoich postów wnioskuję, że mieszkanie wszyscy w jednej miejscowości, macie szeroką rodzinę, z którą utrzymujecie kontakty. Taka sprawa jest raczej nie do ukrycia na dłuższą metę. Możliwe, że syn miałby do ciebie pretensje, że to kazałaś zataić. No i piszesz, że syn kocha małe dzieci, może to nie będzie dla niego traumą?
"Zamiast ciągle na coś czekać, zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później niż ci się wydaje". Ks. Jan Kaczkowski
ODPOWIEDZ