Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

nałóg
Posty: 3444
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: nałóg »

Ktoosia pisze: 08 cze 2024, 10:56 Bywało różnie, największym problemem było i jest unikanie rozmów przez mojego męża, traktowanie jego rodziny lepiej niż mojej i niż mnie samą, jego obojętność i bycie niemiłym wobec mnie zaś z mojej strony największym problemem był i jest mój wybuchowy temperament - okropne, mocno raniące i niekontrolowane wybuchy złości.
Ktosia? a chciałabyś wchodzić w dialog, w relację, w komunikację z kimś okropnie "wybuchowym , raniącym"?
Czy czasami nie unikałabyś takiej osoby?
Ktoosia pisze: 08 cze 2024, 10:56 Bywało różnie, największym problemem było i jest unikanie rozmów przez mojego męża,
Może warto popatrzeć w lustro ........... PO CO się drzesz? PO CO ranisz? i nie pisz DLACZEGO to robisz tylko PO CO...... jakie potrzeby Ci to zaspokaja?
Ktoosia pisze: 08 cze 2024, 10:56 traktowanie jego rodziny lepiej niż mojej i niż mnie samą, jego obojętność i bycie niemiłym wobec mnie
/b]
Może warto popatrzeć na siebie-pisze do Ciebie bo Ty tu jesteś a nie mąż-i zastanowić się czy gdyby Twój mąż był taki jak Ty to chciałabyś zabiegac o relację? jak długo? czy może wolałabyś izolować się i uciekać?

Nie twierdzę ,że relacja w jaką ucieka Twój maź ze swoją matka jest prawidłowa ......
Ktoosia pisze: 08 cze 2024, 21:37 Po kryjomu się tam upijał
sugeruję przyjrzeć się bardziej piciu męża
Ktoosia pisze: 08 cze 2024, 21:37 Jutro będzie przepraszał itd a ja muszę wybaczyć ale wciąż czasu dla mnie nie ma.
typowa postaw alkoholika.... Alkoholizm to choroba duszy, ciała i umysłu....... a alkoholik to mistrz zakłamania i manipulacji)wiem to bo sam jestem alkoholikiem -co prawda trzeźwym lecz alkoholikiem)
Ktoosia pisze: 10 cze 2024, 12:42 Jakiś czas temu postawiłam ultimatum albo ja albo alkohol to zmusił się do terapii w katolickim ośrodku.
czyli jest zdefiniowanym/zdiagnozowanym alkoholikiem?
Ktoosia pisze: 10 cze 2024, 12:42 Tam się okazało że musiałby się tam zamknąć minimum na 2 tyg co jest trudne w naszej sytuacji i bardzo kosztowne
W ramach NFZ jest dostępna terapia dla alkoholików w trybie dziennym , dochodzącym i zamkniętym.
Warto poszukać w Waszej okolicy mityngu Anonimowych Alkoholików i tam szukać wsparcia w grupie trzeźwych alkoholików.
Strona AA na której jest lista mityngów www.aa.org.pl
Na stronie znajdziesz wiele wskazówek i sugesti.......
I jeszcze jedno: czy Ty wiesz , że jako współmałżonka uzależnionego męża jest osoba współuzależnioną? że jesteś koalkoholiczką?
Że Ty tez możesz potrzebować wsparcia i terapii? np. mityngu w Al-Anon?
Alkoholizm to choroba postępująca, nie uleczalna--choć zaleczalna, i czynne uzaleznienie prowadzi do śmierci.


Może warto poświęcić temu więcej uwagi? Może warto spojrzeć na siebie?
PD
Ruta
Posty: 3384
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: Ruta »

Witaj Ktoosia, to co napisałaś w pierszym poście zarezonowało we mnie mocno. Odnalazłam się w twoim wpisie bez trudu, bo to ja sprzed około 12 lat. Wściekła na relację mojego męża z jego mamą, z poczuciem kompletnej niemocy wobec uzależnień męża, z mnóstwem obowiazków, małym dzieckiem przy piersi i bardzo samotna. Przy tym niestabilna emocjonalnie, rozkrzyczana, wybuchająca i kompletnie niespójna.

Z tego punktu droga prowadziła nas już tylko w dół, nęża głębiej w nałogi, mnie we współuzależnienie, a cała rodzinę w destrukcję. Przywaliłam w dno wiele razy, ale się odbijałam, zaciskałam zęby i pływalam w tym całym szambie. Aż któregoś dnia opadłam na dno już bez sił. I dopiero wtedy zaczęłam szukać pomocy.
Pierwszą prośbę o pomoc, w mojej bezsilności skierowałam do Maryi. Z Bogiem nie umiałam wtedy porozmawiać, bo z roku na rok się od Niego odsuwałam. Oskarżałam go o to, że mnie nie słucha, ale to ja nie chcialam uslyszeć Jego. I czułam się opuszczona.

Zacznij od powierzenia całej tej sytuacji Maryi. Zaufaj. Zacznij szukać pomocy dla siebie. Mam nadzieję, że zaczniesz zdrowieć wcześniej niż ja. I ominiesz wszystkie te rafy, na które ja w swoim uporze wpadłam. I cały ból jaki się z tym wiąże.

Z takich podstaw, które mogą być pomocne w twojej sytuacji:
-książka Mellody Beatty "Współuzależnienie,
Przewodnik młodego pokolenia",
- terapia własna i grupa wsparcia, np. Al Anon.

Dobrze, że tu jesteś i tutaj. Forum bylo i jest dla mnie cennym wsparciem w wychodzeniu ze współuzależnienia. Z Bożym wsparciem. I w odnalezieniu się na nowo w bliskiej relacji z Bogiem.

Pomodlę się w twojej intencji.
Ktoosia
Posty: 13
Rejestracja: 08 cze 2024, 9:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: Ktoosia »

Dziękuję przede wszystkim za modlitwę bo nie ma kto mnie wesprzeć. Nie wiem czy dobrze że tu trafiłam.. okaże się w praniu. Byłam w dole i próbowałam się wydostać, jakoś się utrzymywałam na powierzchni ale te posty właściwie mnie tam zepchnęły spowrotem.. Dziś postanowiłam wybrać. Zapytałam czy dzwonił- skłamał. I kłamał do końca bo pozwolił mi to sprawdzić. Stwierdziłam że kończę to, przypadkiem napatoczyli się jego rodzice więc już też wiedzą że coś się dzieje. Na kłamstwie nie da się nic zbudować. Wykrzyczałam niestety co myślę ale widzę że szybko pogodził się z moją decyzją - najzwyczajniej w świecie ogląda mecz..

Teraz już znam odpowiedź. Nie jest to przesada. Albo komuś zależy albo nie. Jego słowa nie idą w parze z czynami. A i „sobota” nie miała sensu.
Chyba już ze mną bardzo źle jak jeszcze wczoraj widziałam sporo popraw i miałam mnóstwo nadzieji a dziś już nie mam złudzeń. Szybko to forum na mnie zadziałało..
Ale teksty typu spójrz w lustro lub czy sama bym chętnie rozmawiała z kimś takim jak ja to już trochę przesada. Przecież na podstawie posta nie zna się czyjejś historii. Ciągle staram się poprawić, szukam w czym zawiniłam itd A rozmawiać z kimś takim jak ja.. Właściwie to wychodzi że być z kimś takim jak ja to nie ma sensu.
Napisałam tu z nadzieją.. Odchodzę bez..
nałóg
Posty: 3444
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: nałóg »

Ktosia........
Ktoosia pisze: 11 cze 2024, 0:01 Ale teksty typu spójrz w lustro lub czy sama bym chętnie rozmawiała z kimś takim jak ja to już trochę przesada.
prawda o nas bywa często gorzka jak lekarstwo ,które choć gorzkie to leczy. Prawda o sobie choć bywa gorzka tez leczy....duszę leczy.
Chcesz uciec z forum? chcesz uciec z relacji małżeńskiej?
Ktoosia pisze: 11 cze 2024, 0:01 Stwierdziłam że kończę to, przypadkiem napatoczyli się jego rodzice więc już też wiedzą że coś się dzieje.
co chcesz "kończyć? forum? czy małżeństwo
Ktoosia pisze: 11 cze 2024, 0:01 Właściwie to wychodzi że być z kimś takim jak ja to nie ma sensu.
Napisałam tu z nadzieją.. Odchodzę bez..
?

Że trudno zyć z alkoholikiem to fakt....... że z mojego postu wyjęłaś tylko jedno zdanie to chyba tez fakt...... a czy coś z informacji o AA? o mityngch? o współuzależnieniu? .....od tego nie uciekniesz ...bo to jest częścią Ciebie.
Pomyśl .....bo uciec najłatwiej. PD
Ruta
Posty: 3384
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: Ruta »

Ktoosia,

współuzależnienie zrobiło ze mnie trudną mamę i żonę. Nie widziałam tego, ale tak było.
Z uzależnieniami męża nie mogłam zrobić nic, a próbowałam wiele lat, z przymuszaniem męża do terapii włącznie. Za to okazało się, że wiele mogę zrobić ze swoim współuzależnieniem. Na początek mogę je w sobie uznać. To pomogło ruszyć dalej.

Wklejam ci informację Al Anon, która jasno i bez wbijania w poczucie winy tłumaczy, czym jest współuzależnienie.

"Al-Anon
To ludzie, którzy tak jak i Ty, martwią się, że ktoś z bliskich pije za dużo. Choroba alkoholowa wpływa na każdego członka rodziny. Otoczenie pijącego zostaje przez tę chorobę jakby „napromieniowane”, zachowanie najbliższych zmienia się, choć oni sami często tego nie widzą.
Rodziny i przyjaciele alkoholika otrzymują w Al-Anon szansę uczenia się od siebie nawzajem, jak – mimo choroby – żyć w sposób satysfakcjonujący i szczęśliwy."

To jest możliwe. Zacząć żyć sczęśliwie, nawet gdy mąż jeszcze pije i robi wszystkie te trudne rzeczy, które robią osoby chorujące.

A tu link do strony https://al-anon.org.pl/
Bławatek
Posty: 1767
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: Bławatek »

Ktoosia nie uciekaj za szybko ani z forum, ani z małżeństwa.

Sytuacja w której jesteś nie jest łatwa ale może po czasie się okazać, że to dopiero początek góry nieprawidłowości i tylko wiedza jak płynąć przez życie by nieprawidłowości nie spychały cię na dno rozpaczy czy bezsilności może sprawić, że mimo wszystko będziesz wieść szczęśliwe życie. Ale ta wiedza to czas i mnóstwo pracy. A to forum - pisanie na bieżąco i czytanie wątków innych to kopalnia wiedzy.

Często wydaje nam się, że jesteśmy idealni, ale to zazwyczaj fałsz lub złudzenie. Dlaczego tak lubimy żyć w tym złudzeniu? Bo prawda boli, ale bez prawdy ciągle tkwimy w złudzeniu. Nie ma ludzi idealnych - ze względu na trudną osobowość mojego męża zagłębiam się więcej w tematykę psychologii osobowości (zresztą zawsze mnie psychologia interesowała) i wychodzi mi, że mi też daleko do ideału - a dlaczego? - Bo wyrastałam w takim a nie innym środowisku, bo matka heroska ogarniająca wszystko pokazała mi, że można wiele mimo, że się jest kobietą, a ojciec wiecznie nieobecny duchem i nie angażujący się pokazał mi jakiego męża nigdy nie chcę. Mimo, że długo wybierałam i przebierałam to i tak nieświadomie takiego męża wybrałam - miał tyle masek pozakładanych, że dopiero po 9 latach znajomości mi powoli zaczynało świtać, że to nie tylko trudny charakter, że to coś więcej.

Czy ty kiedyś zastanowiłaś się jaka jesteś - czy masz może dużo nawyków z domu rodzinnego, albo oczekiwań - że u ciebie będzie inaczej niż między twoimi rodzicami na przykład. Czy przyglądnęlas się domówi rodzinnemu twojego męża? - Może twój mąż tak a nie inaczej postępuje, bo tak ma wgrane, bo inaczej nie umie. To wszystko jest trudne, bo wiele rzeczy da się zmienić, niektórych wcale. Wiele zależy od poziomu naszej akceptacji czy zrozumienia.

Bardzo chciałam mieć inny dom niż miałam ja, chciałam by między mną a mężem były bardziej przyjacielskie relacje niż takie obce jak między moimi rodzicami. Dużo chciałam, ale po pierwsze nie wiedziałam jak to wdrożyć bo źle wzorce miałam, a po drugie bałam sie wprowadzać nowości bo bałam się efektu, a po trzecie mój mąż też miał złą bazę danych i w wielu kwestiach nie dało się z nim ani działać, ani coś zmienić.

Czasami trzeba zmienić plany czy marzenia (moim największym marzeniem było mieć kochającego, troskliwego męża, gromadkę dzieci i dom z dużym stołem przy którym byśmy wspólnie jedli i np. grali w planszowki - nic się z tego nie spełniło). Teraz stawiam na inne rzeczy, a mąż gdzieś tam na innej orbicie próbuje być szczęśliwy. Ja też. Tylko, że on żyje w ciągłym kłamstwie.

Pamiętaj, że każdy człowiek w inny sposób się komunikuje, ma inny styl mówienia czy pisania, ale też odbioru - to samo zdanie czytane przez różne osoby może być inaczej zinterpretowane, więc nie ma co się obrażać na piszących tylko próbować zrozumieć co ktoś chce mi przekazać.
Ktoosia
Posty: 13
Rejestracja: 08 cze 2024, 9:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: Ktoosia »

Prawda o sobie jest gorzka tak. Staram się, próbuję się zmieniać. Był czas że dzięki łasce Bożej przez Ok 1,5 roku nawet głosu wyżej nie podniosłam - mój mąż przyznaje że to zauważył ale niczego to nie zmieniło. Mam wiele rzeczy do przepracowania ze sobą jak chyba każdy lub jak większość.
Przeczytałam wszystko ale zawaliło mi się wszystko i ciężko mi pisać do tego wszystkiego bo porusza zbyt wiele rzeczy na raz. Ogólnie tworzy się jakiś chaos dla mnie.
Dziękuję także pozostałym osobom do których postów się nie odniosłam ale czytam i probuje zrozumieć.
Odnośnie aa itp czytałam o tym wcześniej sama, może jeszcze nie zgłębiłam za mocno tematu bo to jest w miarę swieze. A i alkohol nie jest tak ciężki do zniesienia jak brak rozmowy itd.Ale dzięki, zagłębie bardziej temat jak nabiorę trochę sił.

Forum pewnie będę czytać, a ten temat kilkukrotnie, ale nie wiem czy dalej pisać. Właściwie odrzuciło mnie od męża - taki efekt jak sądziłam że byłby w przypadku rozmów o małżeństwie np z koleżanką. Próbuję coś zrozumieć, może jeszcze tego nie widzę, zadałam pytanie i starałam się przybliżyć sytuację i odpowiedzi w sumie brak a ocen i analiz wiele - a na ich podstawie właściwie ciężko mi ocenić czy mam prawo tego wymagać a było to dla mnie kluczowe.

Stwierdziłam że kończę. Powiedziałam że go nie chcę. To jest jakby sprzeczne z tym co myślałam „na dobre i na złe”. Zajmę się powrotem do „siebie” i dziećmi. Na tym się skupię i tylko na tym. Zbyt wiele robilam już dla niego i po to żeby nie wegetować w tym związku ale widocznie mój mąż bardziej potrzebuje mamy niż mnie.
Bławatek
Posty: 1767
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: Bławatek »

Ktoosia nikt Ci nie da bezpośredniej rady - zrób tak, tego nie rób, bo konsekwencje danego działania mogą być różne i to Ty będziesz je ponosić (zaniechania działania też) - ech, czemu to życie jest takie skomplikowane :( bo tak ciężko wybrać jak działać, co robić? - moje odwieczne pytanie, nawet w tytule mojego wątku :) ).

Dziś o. Szustak we Wstawakach sam radzi i nieradzi w podobnych do twoich dylematach:

https://youtu.be/MdRaMgWq_8E?si=J2jY8XnnPtvF30td

Mój mąż notorycznie mnie zdradza, a do tego w żywe oczy kłamie i mną manipuluje (coraz mniej mu się to udaje bo pracuję nad sobą i się zmieniam, a poza tym już bardziej obojętnie na to reaguję). Kochana, ani moje ani niczyje upomnienia, że źle czyni na niego nie działają. Podobnie pewnie jest z twoim mężem - nie słucha twoich "upomnien" i nie da wiary gdy mu powiesz "bo np. 'Księża/ludzie z forum' mówią, że źle działasz - twoja matka nie powinna być dla ciebie najważniejsza, tylko ja - żona, i nasze dzieci". Że mąż się do tego zastosuje to może jeden przypadek na 100 się zdarzy - ale wątpię.

Tak, tu na forum mówi się często "zajmij się sobą " oraz daj czas czasowi, a dodatkowo "każdy ma wolną wolę - sam decyduje jak czyni".

Ktoosia - kto pyta nie błądzi... ale nie zawsze otrzymuje się jasne wskazówki.
nałóg
Posty: 3444
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: nałóg »

Bławatek pisze: 11 cze 2024, 13:27 Ktoosia nikt Ci nie da bezpośredniej rady - zrób tak, tego nie rób, bo konsekwencje danego działania mogą być różne i to Ty będziesz je ponosić (zaniechania działania też)
To forum ma charakter samopomocowy lecz nie jest miejscem gotowych rozwiązań.
Ktosia, to Ty chodzisz w swoich butach i to Ty wiesz jak mocno Cię uwierają. Można postawić tezę(to podpowiada doświadczenie),że najprawdopodobniej dość słabo znasz siebie. I to nie jest jakaś przygana....... w ogromnej większości "nowicjusze" na forum i ludzie w realu tak naprawdę żyją w iluzji własnych chciejstw i wyobrażeń.
Ktoosia pisze: 11 cze 2024, 11:14 Właściwie odrzuciło mnie od męża - taki efekt jak sądziłam że byłby w przypadku rozmów o małżeństwie np z koleżanką.
i to jest swoista norma a i efekt KRYZYSU. Ogromnej większości forumowiczów taki stan emocjonalny jest znany i na pewnym etapie kryzysu raczej nieuchronny.
Ktoosia pisze: 11 cze 2024, 11:14 Staram się, próbuję się zmieniać
Ktosia....... bardzo trudno samemu się zmienić. Kryzysowiec potrzebuje "lustra" aby zobaczyć swoje mocne i słabe strony, zalety i wady........ i co ważne zaakceptować ,że to co dostrzegasz jest Twoje.
Ja lansuję zasadę 3R:
-rozeznawanie
-redukowanie
-rehabilitowanie

bo co możesz naprawić , co możesz wzmacniać , czego unikać , wystrzegać się, jak nie bardzo potrafisz nazwać swoje emocje, uczucia, potrzeby ...... określić swoje granice.
To forum jest skarbnicą praktycznej wiedzy. Wiedzy popartej doświadczeniami. Wiedzy okraszonej cierpieniem, łzami, rozgoryczeniami i rozczarowaniami.
Nie uciekaj nawet wtedy gdy jakiś zwrot bardzo zaboli........ bo miej świadomość , że tu nie ma intencji dokopania Ci.....a jak jakiś zwrot boli to tylko znaczy , że został dotknięty emocjonalny "ropień" który jest często wypierany , skrywany, minimalizowany........ a on jest i dotkniety boli.
Warto go rozeznać , nazwać , przyjrzeć sie "wrzodowi" i spróbować go oczyścić.

Wybór jest Twój.......
Jak zostaniesz to za kilka miesięcy stwierdzisz ż eto była b. dobra decyzja na dany czas.
Pogody Ducha
Ktoosia
Posty: 13
Rejestracja: 08 cze 2024, 9:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: Ktoosia »

Dziękuję. Przeczytam jeszcze raz Wasze posty i przemyślę.
Ktoosia
Posty: 13
Rejestracja: 08 cze 2024, 9:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: Ktoosia »

Bławatek pisze: 11 cze 2024, 13:27
Dziś o. Szustak we Wstawakach sam radzi i nieradzi w podobnych do twoich dylematach
Słuchałam kiedyś jego wypowiedzi -nie zaliczam się do grona jego zwolenników
Ruta
Posty: 3384
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Czy to przesada? Relacje syna z matką w chorobie

Post autor: Ruta »

Ktoosia,
Pamiętam siebie, jak próbowałam walczyć o moje małżeństwo, ile z siebie dawałam i poświęcałam. Wszystko, co robiłam miało sens i powinno było zadziałać. A jednak nie miało sensu i nie działało. Mój mąż dalej uciekał w relację z mamą, spędzał z nią każde popołudnie po pracy, nie pomagał mi, był coraz dalej ode mnie. No i raz na jakiś czas się upijał, w czym nie do końca upatrywałam problem. Bardziej w tym, że potem długo do siebie dochodził, a ja znów zostawałam ze wszystkim sama. I tak z tygodnia na tydzień stawałam się coraz większym kłębkiem nerwów, bólu i osamotnienia. Coraz bardziej zabiegałam o czas i uwagę męża.

Napisałaś
"Stwierdziłam że kończę. Powiedziałam że go nie chcę. To jest jakby sprzeczne z tym co myślałam „na dobre i na złe”. Zajmę się powrotem do „siebie” i dziećmi. Na tym się skupię i tylko na tym. Zbyt wiele robilam już dla niego i po to żeby nie wegetować w tym związku ale widocznie mój mąż bardziej potrzebuje mamy niż mnie."

Wbrew pozorom zajęcie się sobą i dziećmi to sensowny kierunek. Tylko wymaga konsekwencji. Nie jest tak prosto zająć się sobą i dziećmi, całkowicie zostawić męża samemu sobie. Skończyć robić cokolwiek dla męża, dla związku i przestać w jakikolwiek sposób na męża wpływać i o niego zabiegać.

Dokładnie takiej postawy uczyłam się na mojej terapii współuzależnienia i takiej uczyłam się tutaj na forum.

Nie jest to sprzeczne z przysięgą małżeńską, jeśli nie wiąże się z myśleniem o zakończeniu małżeństwa, zdradzie, rozwodzie, wejściu w inny związek, czy z łamaniem przysięgi malżeńskiej w jakiś inny sposób.

Taką postawę nazywa się twardą miłością. W relacji z osobami, które swoją postawą z różnych powodów ranią małżonka (np. z powodu nadmiernego związku z rodzicem, uzależnienienia, przemocy i wielu innych) to jedyna forma miłości, jaka może pomóc. To jest mądra miłość, która nie zgadza się na krzywdę, która pomaga wzrastać, dbać o siebie, o dzieci, żyć spokojnie i dobrze.

Jest ksiądz od którego uczyłam się takiej postawy, nazywa się Marek Dziewiecki. Jego konferencje pootwierały mi oczy na wiele spraw i pomogły mi zmienić postawę wobec męża, na taką w której mniej ranię siebie. Jego wystąpienia znajdziesz na You Tube.
ODPOWIEDZ