Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

mrówka
Posty: 76
Rejestracja: 12 lip 2018, 11:03
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: mrówka »

Ruta, co do snów to tylko zapytam (bo może Twój nick nie jest przypadkowy) - czy pijesz to zioło rutę? Jednym z jego działań jest właśnie ‚nakręcanie’ snów ;)
Jeśli tak, to możesz spróbować zrobić przerwę, zastąpić je czymś z resweratrolem (jeśli stosujesz je na problemy z naczynkami) ;)
Ruta
Posty: 3446
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta »

Ruta jest dlatego, że chciałam mieć kwiatkowy nick, a wszystkie ładne kwiatki jakie mi przychodziły do głowy, były już zajęte. Pomyślałam, że ruta, choć chwast i zielsko też się nada. Kwitnie skromnie, ale jednak.

Zrobiłam przegląd tego co piję i jem, ale nie znalazłam nic podejrzanego.
Oduczam się w ramach terapii regulowania nastroju i samopoczucia używkami drugiego rzędu. Nie piję ziół, herbatę raz na parę dni, kawę bardzo wyjątkowo. No i uczę się nie używać jedzenia i nie jedzenia w funkcji regulowania emocji. Leków aktualnie nie biorę. Z suplementów drożdże i magnez z potasem. Mają chronić mój układ nerwowy. Do tego witamina C, w sumie nie wiem czemu. Ale mocno mnie ciągnie do tego co ma jej dużo, więc uzupełniam dodatkowo. Ale to wszystko nieregularnie, bo ciągle zapominam.

Za to przyjrzałam się, co się zmieniło. I ja ogólnie śpię inaczej. Zasypiam dopiero jak jestem solidnie zmęczona. Śpię potem mocnym snem, nie budzę się w nocy. Sny są chyba dopiero nad ranem. Aż do obudzenia. I wszystkie pamiętam. Po długim czasie, w którym nie pamiętałam swoich snów wcale.
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 1761
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Niepozorny »

Ruto niedawno pisałaś z Pantopem o planowaniu i wspominałaś o swoich projektach. Teraz w twoich snach pojawiają się wątki związane z pracą, realizacją zadań, braku docenienia i odpowiedniego wynagrodzenia. Postanowiłem zestawić kilka cytatów nawiązujących do tej tematyki.
Ruta pisze: 21 sie 2022, 10:56 Nie wiem jeszcze nadal co będę robić i gdzie. Możliwości jest tyle, że można dostać zawrotu głowy. Chyba na początek potrzebuję spokojnego miejsca, żeby sobie to przemyśleć, przemodlić, rozeznać. I dokończyć moją rozgrzebaną książkę, którą piszę, a którą ostatnio nie miałam czasu się zajmować. Oraz inne rozgrzebane projekty, które też czekają na swoją kolej. Mam trochę nieoczekiwanego zabezpieczenia finansowego na ten przejściowy czas, zanim sobie poukładam na nowo z pracą, ze znalezieniem mieszkania. To bardzo dużo.
Czy udało Ci się dokończyć pisanie książki?

Ruta pisze: 15 wrz 2023, 7:20 Biorę udział w rekrutacjach, spotkaniach. To jakiś rodzaj rywalizacji. Którą kiedyś uwielbiałam, a która teraz mnie nie pociąga. Prowadzę też kilka projektów, które wymagają mojej uwagi.

Kiedyś pływałam w "adrenalinie" jak ryba w wodzie. I byłam w tym dobra. Rywalizacja mnie nakręcała. Wygrane i sukcesy jeszcze bardziej. Dziś żadna z tych rzeczy nie sprawia mi przyjemności.

Ponad trzy ostatnie lata spędziłam na wyciszaniu się, odsuwaniu. Uczyłam się pracować bez nagrody. Dziś przyjemnośc sprawia mi wykonywana praca, współpraca z innymi. Nie czuję presji wygrywania. Ani bycia nagradzaną, osiągania spektakularnych sukcesów. Poznałam inne stany, w tym spokój wewnętrzny. Stan "adrenalina" odczuwam jako przykry. Nie chcę w niego wchodzić.
Czy nadal nie czujesz pociągu do tej "adrenaliny"?

Ruta pisze: 21 wrz 2023, 1:11 Moje projekty idą sobie powoli. Dobrze jest mieć w sobie zgodę na porażkę, na to, że nie musi być idealnie, że coś może się opóźnić.
Ruta pisze: 24 cze 2024, 21:10 Często kieruję różnymi projektami, i to rozplanowuję - z dużą dozą elastyczności. Całość wieńczą sukcesy. Nie udało mi się jeszcze jak dotąd skopać projektu. Czyli w tym szaleństwie jest jednak metoda.
Gdy przeczytałem pierwszy raz ten ostatni cytat, to pomyślałem - pycha.
W mojej pracy mam różne zadania i wiem, że nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli. Czasami w trakcie ich realizacji wychodzą różne problemy i wtedy zgłaszam, że do uzgodnionego terminu będzie zrealizowane to i to, ale na coś tam innego potrzeba więcej czasu. Zdarzało mi się również zapomnieć o czymś, co miałem zrobić konkretnego dnia. Nie powiedziałbym, że skopałem jakiś projekt, ale mimo wszystko, to nie były same sukcesy.
Czy jest możliwość, że twoja podświadomość daje Ci w snach znać, że jednak nie wszystko Ci tak dobrze wychodzi, jak to opisałaś w powyższym cytacie?
Z braku rodzi się lepsze!
Ruta
Posty: 3446
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta »

mrówka pisze: 06 lip 2024, 11:31 Ruta, co do snów to tylko zapytam (bo może Twój nick nie jest przypadkowy) - czy pijesz to zioło rutę? Jednym z jego działań jest właśnie ‚nakręcanie’ snów ;)
Jeśli tak, to możesz spróbować zrobić przerwę, zastąpić je czymś z resweratrolem (jeśli stosujesz je na problemy z naczynkami) ;)
Dziękuję ci za twój post. Nie odkryłam nadal, co mi te moje sny nakręca, ale przyjrzałam się jeszcze uważniej swojej diecie i odkryłam, że mam nadmierne łaknienie na cukier. I jem go w efekcie zdecydowanie za dużo. Nawet nie to, że się nim nagradzam, czy koję emocje. Jest tak, jakbym go potrzebowała i to w sporych dawkach. Będę się temu przyglądać.
Ruta
Posty: 3446
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta »

Niepozorny pisze: 07 lip 2024, 15:27 Czy jest możliwość, że twoja podświadomość daje Ci w snach znać, że jednak nie wszystko Ci tak dobrze wychodzi, jak to opisałaś w powyższym cytacie?
Nic na to nie wskazuje. Sny są o konkretnych sytuacjach z mojej przeszłości. Różnica jest taka, że w realu bez słowa pozwalałam okraść się z wynagrodzenia za moją pracę i wbrew sobie wracałam do męża, wiedząc, że będzie mnie źle traktował. W snach próbuję inaczej. Zareagować, sprzeciwić się, odezwać.

Dostałam też podpowiedź, że może to wraca tak żywo, bo nie przebaczyłam. Przyjrzałam się i temu. Przebaczyłam innym. Nie puściłam za to moich strat. Oraz nie przebaczyłam sobie tego, że się nie broniłam.
Ksiądz Marek Dziewiecki mówi o tym, że pojednanie ze sobą to nauczenie się jak się chronić i przebaczenie sobie braku obrony. Wtedy nic mi to nie mówiło. Teraz ma treść.

Ale też zarazem wszystkie te moje sny są o "niesprawiedliwościach" jakie mnie spotkały. I to myślę sobie jest sedno. Oczekiwałam od świata, że będzie idealny i robiłam wielkie oczy. Modlitwa o pogodę ducha: Pozwól mi także za przykładem Jezusa zaakceptować ten grzeszny świat jakim jest, a nie jakim ja chciałbym go widzieć.

To jeszcze przede mną. Wyjście z naiwności i pożegnanie się z utopią.
Niepozorny pisze: 07 lip 2024, 15:27 Czy nadal nie czujesz pociągu do tej "adrenaliny"?
Nadal. Rywalizacja mnie już nie nakręca, wygrane i sukcesy też nie. To jedna z najgłębszych zmian we mnie. Czy raczej jeden z moich największych powrotów do samej siebie. Mój syndrom prymuski był mechanizmem zastęczym, nie czymś, co płynęło ze mnie. Dobrze się z tym rozstawać.

Odłożyłam też większość swoich planów. Robiłam już karierę i studiowałam kolejne rzeczy kosztem mojej rodziny. Wybrałam jeszcze jeden rok bez podejmowania nowych studiów i wyzwań. Zdecydowałam się na spokojną pracę, która pozwoli mi się utrzymać i spłacić już ostatnią część długów z małżeństwa. Zaczynam od września. Moje małżeństwo i rodzina nadal są kryzysowe. Tam skarb mój, gdzie serce moje.
Niepozorny pisze: 07 lip 2024, 15:27 Czy udało Ci się dokończyć pisanie książki?
Pisanie to końcowy etap. Jak dotąd skończyłam zbieranie wywiadów i materiałów i przetwarzanie ich w informacje zwrotne. To ponad dwa lata pracy, spotkań, konferencji. Wciąż jeszcze uzupełniam wiedzę, by przetworzyć całość. Nie mam możliwości ani chęci zaangażowania wszystkich swoich zasobów tylko w książkę. Zamiast tego pracuję metodycznie. Mam zgodę, że takim systemem potrwa to dłużej.
Niepozorny pisze: 07 lip 2024, 15:27
Ruta pisze: 21 wrz 2023, 1:11 Moje projekty idą sobie powoli. Dobrze jest mieć w sobie zgodę na porażkę, na to, że nie musi być idealnie, że coś może się opóźnić.
Ruta pisze: 24 cze 2024, 21:10 Często kieruję różnymi projektami, i to rozplanowuję - z dużą dozą elastyczności. Całość wieńczą sukcesy. Nie udało mi się jeszcze jak dotąd skopać projektu. Czyli w tym szaleństwie jest jednak metoda.
Gdy przeczytałem pierwszy raz ten ostatni cytat, to pomyślałem - pycha.
(...) Nie powiedziałbym, że skopałem jakiś projekt, ale mimo wszystko, to nie były same sukcesy.
Od księdza Pawlukiewicza nauczyłam się, że pokora to nie tylko dostrzeganie moich słabości, ale także moich mocnych stron.
Dobrze mi wychodzi praca projektowa, odnajduję się w niej, a moje projekty się udają. Takim systemem pracuję też zawodowo.
Choć jest zarazem tak, jak napisałam: nie wszystko po drodze wychodzi idealnie.

Nie stosuję też w moich projektach planowania w takim sensie, w jakim opisał to Pantop. Choć przyglądam się nadal, co z planowania Pantopowego mogę zaczerpnąć dla siebie. I w pracy. I w życiu rodzinnym.
***

Przypomniało mi się, jak pojechaliśmy na rodzinne wakacje z młodszym synem. Wzięłam organizację na siebie. Dla mnie ograniczało się to do zarezerwowania odpowiedniej ilości pieniędzy i kupienia biletów do miejscowości docelowej. Uznałam, że nocleg znajdziemy na miejscu. Po przyjeździe poszliśmy na śniadanie. Cieszyłam się porankiem. Mąż był za to coraz mocniej zdenerwowany tym, że nie mamy jeszcze noclegu. Dla mnie to było abstrakcją, martwić się o nocleg z samego rana, zamiast nacieszyć się przyjazdem i spokojnie zjeść. Zjedliśmy. Wszystko potoczyło się jak trzeba, zgodnie z moim brakiem planu :)

W sumie to częste źródło napięć w moich relacjach, że nie planuję tak dokładnie, jak zdają się tego potrzebować inni. Ja w sobie na razie takiej potrzeby nie widzę.
***

W ostatnich latach nauczyłam się, że podstawą dla mnie jest szukanie współpracy z Bogiem w każdej sprawie. I zarazem bycia przy sobie. Co choć wydaje się, że jest to sprzecznością, to wcale nią nie jest.

Z zewnątrz nie wygląda to spektakularnie, bo czas refleksji i przygotowań jest o wiele dłuższy nawet w mojej skali, a nawet wydaje się z zewnątrz bezczynnością. Jednak potem postępy dzieją się same i bez mojego wysiłku. A to, co z mojej perspektywy było przeszkodą, nagle wcale nią nie jest. Albo tego nie ma.

Nie oznacza to jednak braku pracy lub postawy, że Pan Bóg załatwi wszystko za mnie. Pracy jest nadal dużo. Jest tylko mniej napięć. Wewnątrz. I na zewnątrz. A czasem wręcz przeciwnie :D
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 1761
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Niepozorny »

Ruta pisze: 10 lip 2024, 13:48 Przypomniało mi się, jak pojechaliśmy na rodzinne wakacje z młodszym synem. Wzięłam organizację na siebie. Dla mnie ograniczało się to do zarezerwowania odpowiedniej ilości pieniędzy i kupienia biletów do miejscowości docelowej. Uznałam, że nocleg znajdziemy na miejscu. Po przyjeździe poszliśmy na śniadanie. Cieszyłam się porankiem. Mąż był za to coraz mocniej zdenerwowany tym, że nie mamy jeszcze noclegu. Dla mnie to było abstrakcją, martwić się o nocleg z samego rana, zamiast nacieszyć się przyjazdem i spokojnie zjeść. Zjedliśmy. Wszystko potoczyło się jak trzeba, zgodnie z moim brakiem planu :)

W sumie to częste źródło napięć w moich relacjach, że nie planuję tak dokładnie, jak zdają się tego potrzebować inni. Ja w sobie na razie takiej potrzeby nie widzę.
Te kilka zdań wiele wyjaśnia. Moim zdaniem organizacja tego wyjazdu, to klapa. Dla mnie brak wcześniejszego załatwienia noclegu oznacza, że nie sprostałaś temu zadaniu. Ty widzisz tu sukces a ja porażkę. Z twojego opisu wynika, że wszystko dobrze się skończyło, ale to w pewnym stopniu hazard. Tym razem się udało, ale nie zawsze tak będzie. Całkowicie się nie dziwię, że twój mąż był coraz bardziej zdenerwowany.
Myślę, że z projektami mogło być podobne. Ty widziałaś tam swój sukces, ale twoi przełożeni mogli widzieć niedotrzymany termin lub coś podobnego.
Z braku rodzi się lepsze!
Ruta
Posty: 3446
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta »

Tak sobie pomyślałam, że mogłoby jednak wyjść, że się chwalę. Więc dla równowagi, oprócz tego, co mi dobrze wychodzi, napiszę o tym, co mi nie wychodzi.

Mam wciąż trudność w wyrażaniu swoich emocji w relacjach z najbliższymi mi osobami, mężem, dziećmi, bliskimi z rodziny. Trudno mi też mówić co myślę moim bliskim. Czasem kłamię, by nie sprawić komuś przykrości lub nie reaguję, choć wiem, że jakieś zachowanie nie jest właściwe.

Mam też problem z łaknieniem na cukier i słodkie rzeczy. Także poza sytuacjami stresowymi. Nie umiem tego opanować. Nawet ponosząc konsekwencje w postaci częstych zmian wagi i okresów nadwagi, osłabienia, niższej kondycji. Problem opanowany i tak za jakiś czas wraca. I na razie jestem wobec niego bezsilna. Ani też nie mam sił do podjęcia zmiany.

Zdarza mi się działać wbrew sobie lub coś przemilczeć. Nawet, gdy uważam to za ważne, lub gdy sądzę, że moje milczenie może okazać się szkodliwe. Dzieje się tak wobec osób z którymi czuję się związana emocjonalnie, od których jestem zależna i wobec autorytetów. Także tam, gdzie obawiam się odrzucenia lub oceny. Zamykam się wtedy, a czasem godzę się na przyjęcie oglądu lub decyzji z którymi się wewnętrznie nie zgadzam. Bez słowa. Przełamywanie tego wciąż jest dla mnie trudne. Choć się staram.

Niedawno zdarzyło mi się wybuchnąć, taką starotorową przykrą reakcją. Krzykiem, niewłaściwymi komunikatami, wylaniem swojego lęku na drugą osobę. Myślałam, że mam to za sobą, bo od długiego czasu reagowałam spokojnie i było to z głębi mnie. A jednak schematy reakcji przemocowych we mnie pozostają, gotowe do wzbudzenia.

Zdarza mi się też izolować od bliskich, wycofywać. Uciekać w pracę. Unikać rozmowy. Albo też tłumić w sobie irytację i udawać miłą. Miewam też kłopoty z odmową.
Czasem uciekam w marzenia.
Ruta
Posty: 3446
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta »

Niepozorny pisze: 11 lip 2024, 0:36
Ruta pisze: 10 lip 2024, 13:48 Przypomniało mi się, jak pojechaliśmy na rodzinne wakacje z młodszym synem. Wzięłam organizację na siebie. Dla mnie ograniczało się to do zarezerwowania odpowiedniej ilości pieniędzy i kupienia biletów do miejscowości docelowej. Uznałam, że nocleg znajdziemy na miejscu. Po przyjeździe poszliśmy na śniadanie. Cieszyłam się porankiem. Mąż był za to coraz mocniej zdenerwowany tym, że nie mamy jeszcze noclegu. Dla mnie to było abstrakcją, martwić się o nocleg z samego rana, zamiast nacieszyć się przyjazdem i spokojnie zjeść. Zjedliśmy. Wszystko potoczyło się jak trzeba, zgodnie z moim brakiem planu :)

W sumie to częste źródło napięć w moich relacjach, że nie planuję tak dokładnie, jak zdają się tego potrzebować inni. Ja w sobie na razie takiej potrzeby nie widzę.
Te kilka zdań wiele wyjaśnia. Moim zdaniem organizacja tego wyjazdu, to klapa. Dla mnie brak wcześniejszego załatwienia noclegu oznacza, że nie sprostałaś temu zadaniu. Ty widzisz tu sukces a ja porażkę. Z twojego opisu wynika, że wszystko dobrze się skończyło, ale to w pewnym stopniu hazard. Tym razem się udało, ale nie zawsze tak będzie. Całkowicie się nie dziwię, że twój mąż był coraz bardziej zdenerwowany.
Myślę, że z projektami mogło być podobne. Ty widziałaś tam swój sukces, ale twoi przełożeni mogli widzieć niedotrzymany termin lub coś podobnego.
Pozwolę się sobie nie zgodzić. Wybrałam znane mi miejsce, gdzie można w noclegach przebierać. I znacznie lepiej jest się przejść zobaczyć naocznie kwaterę, a przede wszystkim powąchać, bo warunki zapachowo sanitarne bywają różne, podobnie jak ceny, które na miejscu spokojnie można zbić o 30 procent. Jeśli mąż powierzył mi organizację wyjazdu, to mi ją powierzył. Wiem co robię.

Znam też różnicę między położeniem się pod kopyta wierzchowca o imieniu Entropia, a przygotowaniem go do jazdy i dopilnowaniem, by rząd (koński) miał wygrawerowaną stałą Boltzmanna ;) Czytam też uważnie ogłoszenia przy boksie. Stąd wiem, by tego konika czasem kosteczkami kwantów nie dokarmiać, bo jak nic poniesie. A i zrzuci.

Skąd twój wniosek, że moi szefowie nie byli zadowoleni z mojej pracy? Domyślam się, że chodzi o sen o wypromowaniu kolegi na moich plecach i wrzuceniu mnie z powrotem do działu nudy. To nie ilustracja dezaprobaty szefostwa, a pokłosie pierwszej dekady mojej pracy zawodowej w branży podwójnie męskiej. Nie mam pojęcia, jak ja sobie taką niszę znalazłam, ale jak zaczynałam, to kobiety tam wyżej sekretarki nie było. Żeby nie tylko się utrzymać, ale też awansować, potrzebowałam włożyć wiele wysiłku. Skutecznie, choć przebijanie się przez mury stereotypów proste nie było. Ale dało mi za to szybki wzrost zarobków i niezależność finansową. Czegoż to pilnie potrzebowałam. No i pasjonującą pracę, którą uwielbiałam.

Choć zaczynałam od małych lichych projektów, z czasem zaczęłam prowadzić złożone projekty z wysokimi budżetami. Od planowania do zamknięcia. Gdybym nie była dobra, nikt by mi takiej odpowiedzialności nie powierzał. No i nie dostawałabym tych swoich nagród i awansów, które tak mnie napędzały.

Moje branże nie tolerują takich wpadek, jak niedotrzymanie końcowego terminu. Pośrodku czas można zaginać, skręcać i rozciągać, jak tam komu wygodnie. Ale jeśli jest termin, to na jego końcu musi być koniec.

Jak już pisałam, wiem, w czym jestem dobra i co jest moją wartością. W końcu po coś się w tej pokorze ćwiczę :D
Ruta
Posty: 3446
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta »

Niepozorny pisze: 11 lip 2024, 0:36 Te kilka zdań wiele wyjaśnia. Moim zdaniem organizacja tego wyjazdu, to klapa. (...) Całkowicie się nie dziwię, że twój mąż był coraz bardziej zdenerwowany
Przypomniało mi się coś jeszcze, w sumie zabawnego. Na jednym z organizowanych przeze mnie wyjazdów, mąż zobaczywszy okoliczności przyrody w które nas przywiodłam, tak się spiął, że zaczął ze stresu na nas pokrzykiwać i lekko świrować. Potem powiedział, że bardzo poważnie rozważał ucieczkę. No ale najbliższy środek transportu odchodził raz dziennie wiele kilometrów dalej. Przy wyjeździe usłyszałam, że to były wakacje życia. Wyjazdy też mi się udają :D
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 1761
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Niepozorny »

Ruta pisze: 11 lip 2024, 5:53 Pozwolę się sobie nie zgodzić.
Masz do tego prawo :)
Czy zdecydowałabyś się na taką samą organizację rodzinnego wyjazdu do jakiejś popularnej miejscowości nad morzem w środku wakacji 2024?
Ruta pisze: 11 lip 2024, 5:53 Skąd twój wniosek, że moi szefowie nie byli zadowoleni z mojej pracy?
Ja nie wiem, czy twoi szefowie byli (lub nie) zadowoleni z twojej pracy. Chciałem zwrócić uwagę, że ktoś może mieć inne spojrzenie na to, co zrobiłaś.
Z braku rodzi się lepsze!
Ruta
Posty: 3446
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta »

Niepozorny pisze: 11 lip 2024, 8:31
Ruta pisze: 11 lip 2024, 5:53 Pozwolę się sobie nie zgodzić.
Masz do tego prawo :)
Czy zdecydowałabyś się na taką samą organizację rodzinnego wyjazdu do jakiejś popularnej miejscowości nad morzem w środku wakacji 2024?
To byłoby podłożenie się pod kopyta Entropii. Nie mam takich obyczajów. To znaczy mam. Ale nie wtedy, gdy mam ze sobą osoby zależne. Tu zacytuję klasyka: To się nazywa odpowiedzialność :D

Zdałam sobie rozmawiając z tobą sprawę, że mam swoją alternatywę dla planu szczegółowego. Oceniam poziom entropii układu. Pozwala to trafnie przewidywać zarówno poziom budżetu zapasowego jak i widełki terminarza. Tym sposobem nie przekroczyłam dotąd w żadnym moim projekcie ani budżetu, ani finalnego terminu.

Zawodowo. Prywatnie nie mam tak dobrych nawyków, więc mam też wiele porażek. Poeksperymentuję i tu z entropią. Może nie wybuchnie :)

Albo zrobię studium porównawcze efektywności: plan szczegółowy a ocena poziomu entropii :D z tabelkami :mrgreen:
Ruta pisze: 11 lip 2024, 5:53 Skąd twój wniosek, że moi szefowie nie byli zadowoleni z mojej pracy?
Ja nie wiem, czy twoi szefowie byli (lub nie) zadowoleni z twojej pracy. Chciałem zwrócić uwagę, że ktoś może mieć inne spojrzenie na to, co zrobiłaś.
Mam pełną świadomość różnicy spojrzeń. Jednak wiem też, że różne postrzeganie nie oznacza nie istnienia miar obiektywnych.

Rzadko mam pewność co do miary obiektywnej. Natomiast w obszarze pracy zawodowej informacji zwrotnych jest tak dużo, że wie się, czy jest się w czymś dobrym. Jestem w swojej pracy zawodowej dobra.

I tu masz rację, jeśli zabraknie pokory, to wyjdzie z tego poczucia bycia dobrym w pracy pycha i pułapka dopaminowa w jednym. Przerobiłam to w małżeństwie. W obie strony.
***

Bycie dobrym w pracy zawododowej to był u nas wytrawny kosiarz życia małżeńskiego.

Radziłam sobie coraz lepiej zawodowo i wiedziałam o tym, więc inwestowałam tam coraz więcej, a słabo w bliskich relacjach, więc tam inwestowałam coraz mniej. Że tak autoironicznie dodam, w domu nie byłam "wystarczająco chwalona", by "mieć motywację". A co zasłyszeliśmy o wzajemnej służbie, jakoś nam o obojgu umykało.

Cóż, klasyka westernu, kończąca się coraz mniejszym angażowaniem się w dom i życie rodziny i obwinieniem współmałżonka, za to, że nie docenia lub docenia, ale nie wystarczająco spektakularnie :shock:

Skoro w pracy byłam taka świetna, to w domu rodzina powinna być mną równie zachwycona. Sukces w pracy, przemoc w domu. Przerobił to i mąż i ja. Ego rozbuchane dopaminą i w środowisku pracy nie ma szansy zaspokoić się w domu. A wyciszac się nie za mierza. Za bardzo łaknie laurów... Ciekawe, czy wprowadzenie systemu pomiaru wydajności i nagród kwartalnych w rodzinach podniosłoby poziom satysfakcji z życia małżeńskiego? To żart oczywiście.

Chociaż tyle nas jako małżonków ominęło, że wpojono nam szacunek do każdej pracy. Miałam okazję widzieć u kolegów po fachu, jak to wyglada, jeśli na sukcesy nakłada się jeszcze pogarda dla osób wykonujących prace słabo opłacane, takie jak sprzątanie, czy gotowanie. Zapomnijcie, że taki specjalista przyjdzie po pracy i umyje toaletę. Albo że doceni pracę żony, czy męża wykonywaną w domu. Myśmy chociaż z mężem te marchewki sumiennie skrobali, a korona przy mopowaniu i zmianie pieluch nam nie spadała. Ale fanfarów jak nic brakowało... Trza więc było wiać w te pędy do pracy, do dopaminowego raju. Do miasta, do ludzi. I jak najdłużej na dopaminową pustynię domową nie wracać.

Podczytałam trochę nowych wątków na forum. I tak mi się przypomniało.
Ostatnio zmieniony 11 lip 2024, 14:00 przez Niepozorny, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie
mrówka
Posty: 76
Rejestracja: 12 lip 2018, 11:03
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: mrówka »

Ruta pisze: 09 lip 2024, 12:59 cukier. I jem go w efekcie zdecydowanie za dużo. Nawet nie to, że się nim nagradzam, czy koję emocje. Jest tak, jakbym go potrzebowała i to w sporych dawkach. Będę się temu przyglądać.
Ogólnie jest tak, ze przy wysokim kortyzolu (hormon stresu) jest duże łaknienie cukru bo cukier go 'obniża'.
Może to kierunek ;)
Ruta
Posty: 3446
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta »

mrówka pisze: 12 lip 2024, 20:03
Ruta pisze: 09 lip 2024, 12:59 cukier. I jem go w efekcie zdecydowanie za dużo. Nawet nie to, że się nim nagradzam, czy koję emocje. Jest tak, jakbym go potrzebowała i to w sporych dawkach. Będę się temu przyglądać.
Ogólnie jest tak, ze przy wysokim kortyzolu (hormon stresu) jest duże łaknienie cukru bo cukier go 'obniża'.
Może to kierunek ;)
Dziękuję. Myślę, że to bardzo prawdopodobne. W ostatnim czasie miałam trochę zdarzeń obciążajacych emocjonalnie, jedno po drugim, więc żyję w stresie przewlekłym. No i nadmiar spraw z którymi bie nadążam.
Poczytam więcej o kortyzolu i jego działaniu. I co z tym można zrobić.

Co prawda lepiej ograniam siebie w stresie niż kiedyś, i nawet umiem zrzucać nieco napięcia. Udaje mi się też nie dochodzic do skrajnego wyczerpania albo paniki. I reagować spokojnie, po wyciszeniu się. Ale nadal stresowi podlegam. Daleko mi jeszcze do wewnętrznej wolności i pokoju.

Mam też nietolerancję puryn. Co wymaga dostosowania diety. Generalnie wychodzi, że potrzebuję się nauczyć diety niskopurynowej i zarazem z niskim indeksem glikemicznym. Na razie sobie to układam w głowie. Jak ta dieta miałaby wyglądać. Mam też namiar na poradnię dietetyczną.

Znalazłam też gimnastykę tai chi prowadzoną przy klasztorze katolickim. Ćwiczyłam kiedyś tai chi i dobrze się w tamtym czasie czułam, w sensie fizycznym. Ćwiczyłam z uwagi na kręgosłup, ale poprawiły się też inne rzeczy i chudłam w naturalnym tempie, bez piłowania samej siebie. Poza kajakami i spacerami na długie dystanse, to taka forma ruchu w której się odnajduję. Ma z nimi zresztą sporo wspólnego, rytm i miarowośc ruchów. Natomiast nie byłam wtedy świadoma zagrożeń duchowych. Przy mnichach katolickich będę się czuć bezpieczniej. Spróbuję.

Ale to już po urlopie :)))))

***
Uzgodniłam z terapeutką przerwę w terapii. Zanim ruszę dalej, wyciszę się, odpocznę.

Korzystam z pauzy, by się poprzyglądać. Zdałam sobie sprawę, że terapia zaczyna przynosić efekty. Mam lepszy kontakt ze sobą, ze swoim ciałem. Dociera do mnie więcej sygnałów, zmęczenie, niewygoda, senność, temperatura. Lepiej je czytam. Nie mam juz też takiego autamtu, ze cokolwiek idzie z ciała trzeba to jak najszybciej stłumić. Czuję też lepiej swój obrys, granice ciała, jestem jakby mniej rozmyta. I traktuję siebie mniej szorstko, okazuję sobie więcej troski. Spokojniej reaguję na sygnały z ciała, odpowiadam na nie i potrzeby jakie za nimi stoją. Mniej się dyscyplinuję i karzę, mniej tlumię. Jakby rozpuścił się taki mój gniew na moje ciało.

W zasadzie zmotywowanie się do zwrócenia uwagi na to, jak się odżywiam, poszukanie odpowiedniego dla mnie ruchu, to też efekty terapii. Dotąd uważałam to za sprawy, którym nie powinno się poświęcać za wiele czasu. Jakby była to jakaś forma wykroczenia. I w zasadzie tylko siebie oceniałam tak surowo i tylko sobie narzucałam sobie rygor. Dziś już tak nie robię.
ODPOWIEDZ