Kryzys a moze koniec
Moderator: Moderatorzy
Re: Kryzys a moze koniec
Bobo czasami ludzie za bardzo przyjmują filozofię współczesnego świata "bo przecież flirt, mała zdrada " to nic złego, to odskocznia, prawo każdego człowieka gdy w małżeństwie się nie układa. Dużo osób ulega takiej ułudzie.
Kazdy człowiek ma prawo zbłądzić bo ma wolną wolę a szatan lubi mieszać, mącić i często to co złe bywa kolorowe zachwycające, dopiero gdy sięgnie się dna to widać, że to nic fajnego nie było.
Dlaczego sądzisz że nie jesteś normalnym facetem?
W Sycharze jest wielu panów, którzy nawet po rozwodzie i licznych zdradach małżonki chcieliby być z żoną na nowo.
Kazdy człowiek ma prawo zbłądzić bo ma wolną wolę a szatan lubi mieszać, mącić i często to co złe bywa kolorowe zachwycające, dopiero gdy sięgnie się dna to widać, że to nic fajnego nie było.
Dlaczego sądzisz że nie jesteś normalnym facetem?
W Sycharze jest wielu panów, którzy nawet po rozwodzie i licznych zdradach małżonki chcieliby być z żoną na nowo.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Re: Kryzys a moze koniec
Ja po prostu jestem facetem starej daty chociaż młody w rzeczywistości
Masz rację każdy ma prawo zbłądzić ja nie oceniam, osobiście ja tutaj czuję się winny a nie powinienem tak samo o sobie mówić.
Jednak może jestem za dobry dla żony, sama tak mówi tylko to co dla kogoś jest małym flirtem albo odskocznia dla mnie to już jest obrzydliwe i daje jasne sygnały.
To taka mała przepowiednia, wiesz co cię czeka ale dalej brniesz bo nie umiesz inaczej.
Masz rację każdy ma prawo zbłądzić ja nie oceniam, osobiście ja tutaj czuję się winny a nie powinienem tak samo o sobie mówić.
Jednak może jestem za dobry dla żony, sama tak mówi tylko to co dla kogoś jest małym flirtem albo odskocznia dla mnie to już jest obrzydliwe i daje jasne sygnały.
To taka mała przepowiednia, wiesz co cię czeka ale dalej brniesz bo nie umiesz inaczej.
Re: Kryzys a moze koniec
Nie wiem czy jeszcze będę wierzył w miłość a co mówić o zaufaniu do drugiego człowieka
Re: Kryzys a moze koniec
Teraz tak masz, a nie wiesz co będzie kiedyś.
Ja potrafię zaufać innym ludziom, ale mojemu mężowi już niekoniecznie, no chyba, że by udowodnił, że jest godny by ponownie mu zaufać.
A miłość? Jak to usłyszałam od o. Szustaka "Miłość nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretną robota" I to dwóch stron. To się zawsze da zrobić
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Re: Kryzys a moze koniec
A mógłbyś zdefiniować, co rozumiesz pod tym pojęciem?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Jan Paweł II
Re: Kryzys a moze koniec
Bo mam zasady i się ich trzymam swoje osobiste.
Jeśli chodzi o wyjaśnienie moje myśli to pewne rzeczy są dla mnie oczywiste, każdy może zbłądzić ale coś co jest świadome nie jest dla mnie zbładzeniem, w sensie tego co wyprawia moja żona bo uważa że ma do tego prawo,bo kiedyś ona sama wszystko robiła, teraz postawiła granicę.
Mógłbym się kłócić bo nie zgadzam się z nią ale czyny mówią same za siebie...
Jeśli chodzi o wyjaśnienie moje myśli to pewne rzeczy są dla mnie oczywiste, każdy może zbłądzić ale coś co jest świadome nie jest dla mnie zbładzeniem, w sensie tego co wyprawia moja żona bo uważa że ma do tego prawo,bo kiedyś ona sama wszystko robiła, teraz postawiła granicę.
Mógłbym się kłócić bo nie zgadzam się z nią ale czyny mówią same za siebie...
Re: Kryzys a moze koniec
A mógłbyś opisać, wymienić te zasady?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Jan Paweł II
Re: Kryzys a moze koniec
Znów ktoś mnie nie zrozumiał, często to się zdarza ale ok .
Nie chodziło mi o jakiś konkretny spis albo parę podpunktów. Bardziej o takie zasady życiowe, ja wiem że to ja jestem sprawcą tego co się dzieje.
Przyznałem się do wszystkiego, szczerze żałuję, przepraszałem. To jednak widocznie nic nie znaczyło dla mojej żony, ona jest jak zaślepiona,nie wiem czy to nienawiść czy chęć zemsty nie wiem.
Ja napewno nie zachował bym się jak ona , nie udawał przed wszystkimi że jest ok, a po cichu rozmawiał z innymi kobietami.
Moja żona ma prawo do wszystkiego bo zraniłem ja ,upokorzylem, ale nie ma prawa do takiej podłości.
Ja zdradzając żonę nie myślałem żeby iść z tą kobietą do łóżka albo wiązać z nią jakieś plany, to tylko normalna rozmowa o niczym i o głupotach.
Chyba coś czego z żoną nigdy nie miałem takiego luzu takiej zwykłej rozmowy.
Ja wady i zalety żony zaakceptowałem, mnie najwidoczniej żona wcale nie akceptuje, ta zdrada musiała przelać czare goryczy.
Ja uważam że coś takiego jest zbyt agresywne, nie szuka się drugiego człowieka będąc w związku jeszcze z aktualnym partnerem.
Rozumiem wszystko ale jesteśmy, oboje dorosli ale to w jaki sposób mnie karze to ni jak się nie ma do opisu "kobiety w kryzysie" tak się nie robi...
Takie jest moje zdanie, nie podoba mi się zachowanie żony, tylko problem jest taki że nie mam już żadnego wpływu na to żona żyje jakby mnie nie było na świecie.
Nie chodziło mi o jakiś konkretny spis albo parę podpunktów. Bardziej o takie zasady życiowe, ja wiem że to ja jestem sprawcą tego co się dzieje.
Przyznałem się do wszystkiego, szczerze żałuję, przepraszałem. To jednak widocznie nic nie znaczyło dla mojej żony, ona jest jak zaślepiona,nie wiem czy to nienawiść czy chęć zemsty nie wiem.
Ja napewno nie zachował bym się jak ona , nie udawał przed wszystkimi że jest ok, a po cichu rozmawiał z innymi kobietami.
Moja żona ma prawo do wszystkiego bo zraniłem ja ,upokorzylem, ale nie ma prawa do takiej podłości.
Ja zdradzając żonę nie myślałem żeby iść z tą kobietą do łóżka albo wiązać z nią jakieś plany, to tylko normalna rozmowa o niczym i o głupotach.
Chyba coś czego z żoną nigdy nie miałem takiego luzu takiej zwykłej rozmowy.
Ja wady i zalety żony zaakceptowałem, mnie najwidoczniej żona wcale nie akceptuje, ta zdrada musiała przelać czare goryczy.
Ja uważam że coś takiego jest zbyt agresywne, nie szuka się drugiego człowieka będąc w związku jeszcze z aktualnym partnerem.
Rozumiem wszystko ale jesteśmy, oboje dorosli ale to w jaki sposób mnie karze to ni jak się nie ma do opisu "kobiety w kryzysie" tak się nie robi...
Takie jest moje zdanie, nie podoba mi się zachowanie żony, tylko problem jest taki że nie mam już żadnego wpływu na to żona żyje jakby mnie nie było na świecie.
Re: Kryzys a moze koniec
Bobo twoja żona jest w kryzysie, a w kryzysie działa się nieracjonalnie.
Dodatkowo różne cechy osobowości oraz wychowanie mogą powodować, że ludzie nie przejmują się innymi, za to dążą do swojego szczęścia.
Mój mąż ma 50 lat a zachowuje się jak nastolatek. A potem jest zdziwiony, że mu nie wychodzą relacje.
Może twoja żona zachlysnęla się wolnością i dopóki nie dopadną ją konsekwencje wyborów dopóty będzie z tego korzystać. To niestety trochę może potrwać. Z doświadczenia wiem, że najpierw najbliższe otoczenie (małżonek, dzieci) odczuwają przykre konsekwencje takich działań.
Dodatkowo różne cechy osobowości oraz wychowanie mogą powodować, że ludzie nie przejmują się innymi, za to dążą do swojego szczęścia.
Mój mąż ma 50 lat a zachowuje się jak nastolatek. A potem jest zdziwiony, że mu nie wychodzą relacje.
Może twoja żona zachlysnęla się wolnością i dopóki nie dopadną ją konsekwencje wyborów dopóty będzie z tego korzystać. To niestety trochę może potrwać. Z doświadczenia wiem, że najpierw najbliższe otoczenie (małżonek, dzieci) odczuwają przykre konsekwencje takich działań.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Re: Kryzys a moze koniec
Witam
Odrazu przejdę do rzeczy, wyprowadziłem się z domu na to wszystko zostałem zastraszony pozwem czego się nie boję bo myślę że moja żona nie chce się bawić w długo trwałe rozwody.
Tak nie miłej i jedno stronej rozmowy nie spodziewałem się z jej strony.
Jakie kolwiek próby załagodzenia nie dawały żadnego skutku, musi być tak jak ona chcę.
Wiem że emocje biorą górę najbardziej tęsknię za synem, narazie wiem że nic nie jest zaczęte ale nie mogę się z nim zobaczyć..
Czasami nie wierzę ale wtedy przypominam sobie naszą rozmowę i dochodzi to do mnie że jednak tak się stanie.
Odrazu przejdę do rzeczy, wyprowadziłem się z domu na to wszystko zostałem zastraszony pozwem czego się nie boję bo myślę że moja żona nie chce się bawić w długo trwałe rozwody.
Tak nie miłej i jedno stronej rozmowy nie spodziewałem się z jej strony.
Jakie kolwiek próby załagodzenia nie dawały żadnego skutku, musi być tak jak ona chcę.
Wiem że emocje biorą górę najbardziej tęsknię za synem, narazie wiem że nic nie jest zaczęte ale nie mogę się z nim zobaczyć..
Czasami nie wierzę ale wtedy przypominam sobie naszą rozmowę i dochodzi to do mnie że jednak tak się stanie.


