30 lat w uzależnieniu

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

XYZ
Posty: 29
Rejestracja: 02 sty 2025, 17:22
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: XYZ »

Bławatek-dziękuję, że do mnie napisałaś. Czytam też w wolnym czasie inne wątki i poznaję również Twoją historię.

Rzeczywiście na razie odczuwam przede wszystkim wściekłość, gniew i żal.Czuję się jak ofiara oszustwa. Dodatkowo katuję siebie myślami i obrazami. Chwilami mam przebłyski dot. swojej własnej naiwności, łatwowierności i tego też, że z męża uczyniłam bożka. Jakie pokłady mułu muszę mieć w sobie, że tego nie dostrzegałam…
Zaczynam też wątpić w swoją wiarę ( o której wcale nie miałam najlepszego zdania).Prawda jednak jest taka, że zwracam się do Boga w każdej chwili, całym sercem należę do niego i mimo to tak fatalnie odczytuję rzeczywistość, natchnienia Ducha świętego.To mnie doprowadza na skraj rozpaczy.
Częśċ mnie woła, żeby sobie jakoś pomóc, część chce, żeby doszczętnie wszystko rozwalić.
Bławatek
Posty: 2704
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: Bławatek »

XYZ mi też dużo dało czytanie innych wątków.

To dobrze, że część ciebie chce sobie pomóc. Warto ze swoimi problemami wyjść do ludzi - terapia, grupa wsparcia. Czasami paraliżuje nas strach i boimy się zrobić pierwszy krok, ale warto bo im dłużej się w czymś trwa tym jest trudniej.

Polecam Ci różne projekty o. A. Szustaka m.in. poranne "Wsrawaki", wieczorne "Zasypiaki". Słuchanie np. "Historii potłuczonych" i komentarzy o. Adama też mi pomagają w wychodzeniu z moich traum. Jest też Teobańkologia ks. Teodora. Można z nimi siebie i wiarę rozwijać

Niech Cię Bóg prowadzi
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
XYZ
Posty: 29
Rejestracja: 02 sty 2025, 17:22
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: XYZ »

Dziękuję serdecznie za wszelkie podpowiedzi.
I rekolekcji i treści do słuchania.
Staram się rozeznawać co w danej chwili zrobić, ale taka jestem zmęczona, że niewiele trafia do mnie.
Ale jeszcze jakoś życie się we mnie tli, choć w pamięci wracają obrazy kiedy wiele, wiele lat temu stałam na balkonie 10 piętra czy przyglądałam się z bliska pędzącym ciężarówkom.
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 3256
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: Niepozorny »

XYZ pisze: 02 wrz 2025, 9:18 I co robić jak mi na sobie nie zależy?
XYZ pisze: 03 wrz 2025, 13:36 taka jestem zmęczona, że niewiele trafia do mnie.
Ale jeszcze jakoś życie się we mnie tli, choć w pamięci wracają obrazy kiedy wiele, wiele lat temu stałam na balkonie 10 piętra czy przyglądałam się z bliska pędzącym ciężarówkom.
Moim zdaniem warto wybrać się do specjalisty, który określi, czy nie masz depresji.
Z braku rodzi się lepsze!
XYZ
Posty: 29
Rejestracja: 02 sty 2025, 17:22
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: XYZ »

Nie poszłam nigdzie na razie.
Jest we mnie właśnie chęć autodestrukcji i piszę to min po to, aby za chwilę przeczytać i może to do mnie choć trochę dotrze…
Jestem w złym stanie psychicznym, ale nie pozwolę sobie pomóc… Taka niedojrzała jestem… i jakby bezwolna.
Napiszę trochę jak to było u nas przed ślubem.
Mąż nigdy nie miał żadnej dziewczyny, ja za to wielu chłopaków, ale nie, że byłam rozwiązła tylko wynikało to z przemocy psychicznej w domu. Nie wypieram się, zdradziłam wiele razy męża zanim go poznałam. I noszę ten krzyż.
Tak weszliśmy w małżenstwo. On czysty pod względem „fizycznym”, choć przyznał, że pornografię podkradał od ojca już jako kilkulatek. Ja pobrudzona grzechami, nawrócona, pragnąca za wszelką cenę poświęcać się i pokutować.
Kiedy do męża docierała przez lata prawda o mojej przeszłości przechodził straszne psychiczne stany, agresję do mnie no i wchodzenie w porno. Ja myślałam, że muszę to znosić bo co mam na swoją obronę…
Dziś jesteśmy tu gdzie jesteśmy.
Ja skajnie wyczerpana, on chyba naprawdę w jakimś stopniu przebudził się i zrozumiał. Prosi o szansę, przebaczenie, chce mnie kochać i odbudowywać razem. Co z tego jak chciałabym się samozaorać….
XYZ
Posty: 29
Rejestracja: 02 sty 2025, 17:22
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: XYZ »

Wylewa się dzisiaj ze mnie to wszystko.
Piszę do męża smsy, co mi przychodzi do głowy złego, ostrego.
Dzwonię i przeszkadzam mu w pracy, rozmawia ze mną przez godzinę, żeby jakoś załagodzić sytuację, a mnie to nie zadowala.Starcza na niedługo. Zaraz potem wracam do stanu beznadziei.
Widzę nas, dwoje niedojrzałych, wybrakowanych ludzi.On z ciągotami do złego, ja kochająca naiwnie.On otrzymał cios od losu w postaci żony po przejściach, ja chciałam jak najlepiej, ale co z tego jak nie umiałam właściwie budować, jak poświęcałam samą siebie za bardzo.
Mąż przez wiele lat przeżywał swój trudny czas, cios jak obuchem w głowę, że to co kocha już do kogoś należało.Trudno mi było też mu wytłumaczyć, jak czuje się dziewczyna z patologicznego domu. Że to jest jakby się było bezpańskim psem.I wykorzystanie seksualne w tej sytuacji nie ma nic wspólnego z przyjemnością dla takiej dziewczyny. Choć pozornie wygląda jakby ją to bawiło.
Od wielu lat mam świadomość, że mąż nigdy mi nie przebaczy ( choć ostatnio stwierdził, że już te najgorsze emocje się wypaliły i nie wraca w myślach do mojej przeszłości). Cios zadany w takie delikatne miejsce sprawił, że pojawiły się takie chore narośla: przez lata w intymnych sytuacjach mąż katował się w myślach w ten sposób, że myślał, że ja wspominam osoby z poprzednich związków kiedy jestem z nim.Oraz szukał poprzez sceny pornograficzne obrazu mnie z dawnych czasów, kiedy to ( wg jego wyobrażeń) zabawiałam się i korzystałam z życia. Wiele razy też dawniej wypominał mi, że ja zdążyłam się wyszumieć, a on nic a nic.
Przepraszam, że o takich brudach tutaj wspominam.
Wiem, że tylko Chrystus może to wszystko poukładać i uzdrowić w naszych psychikach i sercach.
Szczerze szukam Boga od lat. Siedzę przeważnie w pierwszych ławkach, ale w sercu zawsze czuję się jak faryzeusz.Ostatnia, najgorsza.Tyle lat lat “wiary”, spowiedzi, pielgrzymek, Komunii św, a dziś jestem na etapie , że chciałabym męża zniszczyć. Albo siebie.
XYZ
Posty: 29
Rejestracja: 02 sty 2025, 17:22
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: XYZ »

Kiedy przychodzi chwila otrzeźwienia z najgorszych myśli to pojawia się refleksja, że nie doceniam tego co mam. Tylko chcę większej katastrofy. Mąż od prawie miesiąca ( po tym jak ostatni raz zobaczyłam w wyszukiwarce strony o treści seksualnej) zapewnia mnie, że przeżył szok i pierwszy raz naprawdę dotarło do niego, poczuł w głębi serca i na własnej skórze, że takie zachowanie dporowadzi kogoś z nas do śmierci.Przyznał, że siedział wiele godzin w samochodzie, czytał moje pełne bólu smsy i chciał popełnić samobójstwo ze wstydu, że zawiódł moje zaufanie. Wyobrażał sobie jak ja mogłam się czuć wobec jego postępowania i mówił, że poczuł sam jakby to było krojenie żywego serca nożem. Że sam nie mógł wytrzymać z bólu, wstydu i żalu.Że stało się w nim coś nieodwracalnego, coś co sprawia, że nie ma powrotu do tego co było. Że zrozumiał, że może mnie NAPRAWDĘ stracić i to ze swojej winy.
Mąż zwykle nie używa takich porównań, ani nie robi takich wyznań. To jednak co opisałam powyżej, powtarza ciągle od miesiąca. I płacze. Prawdziwymi łzami płacze.Przy mnie gdy próbujemy rozmawiać lub przez telefon kiedy go atakuję, a on próbuje załagodzić sytuację. Ukląkł też przede mną i dosłownie uderzył czołem w ziemię płacząc i błagając, abym mu przebaczyła. Abym nie robiła sobie krzywdy. Abym uwierzyła, że on naprawdę żałuje.Abym mu powiedziała co ma dalej robić…

Gdy tak pomyślę to żal mi ściska serce bo on był sam z myślami o mojej przeszłości.Szarpało nim, nikomu nie zwierzał się, jak mi dzisiaj powiedział “ nie był sobą” przez te lata…. A było ich….20, 25? Co za udręka niewyobrażalna.
Ponieważ czułam z jego strony awersję do mojej osoby i agresję, bałam się psychicznie zbliżać. Najchętniej bym zniknęła bez śladu-tego pragnęłam przez wiele lat.
I tak trwaliśmy. Dzieci się rodziły, dom się budował. Jakim cudem jesteśmy razem i tli się jeszcze coś w nas ??
XYZ
Posty: 29
Rejestracja: 02 sty 2025, 17:22
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: XYZ »

Czytam moje wczorajsze wpisy i czuję dużą ulgę i wdzięczność, że mogłam podzielić się tym z Wami. Z ludźmi, którzy choć sami tkwią w swoich historiach, ale los innych nie jest im obojętny. Czuję się wśród Was bezpiecznie, za co naprawdę serdecznie dziękuję.
Czytam sychara ( nieregularnie co prawda, ale wracam) od zdaje się 2025(?) roku i uratował mnie on nieskończoną ilość razy. Pilnował, aby nie zbaczać z właściwego kierunku. Pokazywał, że właśnie tak, a nie inaczej należy patrzeć. Nie wiem gdzie bym była teraz bez Waszych świadectw. Gdzie mój mąż. Czy nasze najmłodsze dzieci w ogóle by miały szansę zaistnieć.
Dzisiaj jakoś sentymentalnie mi się zrobiło. Czuję się jak na tabletkach uspokajających. Przytępione czucie, a może dysocjacja kolejna? Przynajmniej mogę odczuwać wdzięczność. To mnie ratuje na dziś.I nie irytowało mnie w nocy kiedy mąż mnie przykrywał kołdrą.
Bławatek
Posty: 2704
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: Bławatek »

XYZ sami sobie nie poradzicicie. Dobrze, że wierzysz w uzdrawiającą moc Chrystusa, ale trzeba często ludzką robotę zrobić by coś pięknego się wydarzyło. Terapia indywidualna pomaga przerobić to wszystko co jest w nas nieprawidłowe lub pomóc nam wyjść z naszych myśli, natomiast dzięki terapii par można wzajemnie się zrozumieć. Bez konkretnej pracy albo stoi się w miejscu, albo kręci w kółko.

Myślę, że różne projekty o. Adama Szustaka pomogłyby wam uporządkować wiele w głowie. Ja lubię jego różne kazania o miłości a także Historie Potluczone, gdzie różne problemy ludzkie zostają omówione i można zobaczyć dzięki słowom o. Adama jak do czegoś nie doprowadzić i jak naprawiać.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
XYZ
Posty: 29
Rejestracja: 02 sty 2025, 17:22
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: XYZ »

Kochana jesteś, że cierpliwie powtarzasz mi te ważne rzeczy.
Powoli zaczyna docierać do mnie, czy to aby nie szczególny, choć bardzo trudny czas łaski. I uważnie, w rozeznaniu stawiając kroki można wyjść z tego grzęzawiska.
Mam wiele problemów z samą sobą. Jeszcze sprzed mojego urodzenia. Tutaj mam na myślisyndrom ocaleńca od aborcji. Nie wiem czemu, ale od zawsze ( od 30lat bardziej świadomie) noszę na swoich barkach te zabite istnienia. Te krzywdy, które zadziały się w pokoleniu moich dziadków i rodziców. Czuję się winna choć rozumowo wiem, że nie ma powodu. Czuję się w obowiązku spłacać jakiś bliżej nieokreślony dług.
Wiele lat temu rozpoczęłam terapię indywidualną, ale męża denerwowało jeśli gdziekolwiek wychodziłam z domu, więc nie dokończyłam jej. Nigdy nie dałam mu powodu do zazdrości, nie patrzę w ogóle na mężczyzn, jak widzę, że zbliża się ktoś w spodniach to odwracam wzrok. Żeby mu nie sprawić najmniejszej przykrości. Bo on miał obsesję, że mogę go zdradzać ( skoro przed poznaniem jego nie mogłam się pohamować). Nawet do ginekologa musiałam zawsze zapisywać się do kobiety.
Nigdy też nie chciał zapisać się na wspólną terapię bo wyszłyby sprawy mojej przeszłości, a to wywoływało u niego palący wstyd i wściekłość.
Wiele lat też był obrażony na Boga z mojego powodu. Nie chciał z Nim w ogóle rozmawiać. Miał pretensje, że chodzę do spowiedzi. Od zawsze chodzi ze mną do kościoła, jednak nie przystępuje do sakramentów.
Bławatek
Posty: 2704
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: Bławatek »

XYZ pisze: 10 wrz 2025, 14:20 Kochana jesteś, że cierpliwie powtarzasz mi te ważne rzeczy.
Powoli zaczyna docierać do mnie, czy to aby nie szczególny, choć bardzo trudny czas łaski. I uważnie, w rozeznaniu stawiając kroki można wyjść z tego grzęzawiska.
Mi też wielokrotnie na forum lub terapii powtarzano w kółko aż do mnie dotarło
Mam wiele problemów z samą sobą. Jeszcze sprzed mojego urodzenia. Tutaj mam na myślisyndrom ocaleńca od aborcji. Nie wiem czemu, ale od zawsze ( od 30lat bardziej świadomie) noszę na swoich barkach te zabite istnienia. Te krzywdy, które zadziały się w pokoleniu moich dziadków i rodziców. Czuję się winna choć rozumowo wiem, że nie ma powodu. Czuję się w obowiązku spłacać jakiś bliżej nieokreślony dług.
Czytałam o odczuwaniu traum pokoleniowych, nawet gdy osobiście się o tym nie wiedziało, takie rzeczy potrafią być wdrukowane w nasz umysł, odczucia. Warto nad tym popracować, by to nie determinowało życia i nie szło dalej w kolejne pokolenia.
Wiele lat temu rozpoczęłam terapię indywidualną, ale męża denerwowało jeśli gdziekolwiek wychodziłam z domu, więc nie dokończyłam jej. Nigdy nie dałam mu powodu do zazdrości, nie patrzę w ogóle na mężczyzn, jak widzę, że zbliża się ktoś w spodniach to odwracam wzrok. Żeby mu nie sprawić najmniejszej przykrości. Bo on miał obsesję, że mogę go zdradzać ( skoro przed poznaniem jego nie mogłam się pohamować). Nawet do ginekologa musiałam zawsze zapisywać się do kobiety.
Taka zazdrość męża nie ułatwia życia, może warto nad tym popracować.
Nigdy też nie chciał zapisać się na wspólną terapię bo wyszłyby sprawy mojej przeszłości, a to wywoływało u niego palący wstyd i wściekłość.
Wiele lat też był obrażony na Boga z mojego powodu. Nie chciał z Nim w ogóle rozmawiać. Miał pretensje, że chodzę do spowiedzi. Od zawsze chodzi ze mną do kościoła, jednak nie przystępuje do sakramentów.
XYZ z doświadczenia wiem, że ciągłe zamiatanie pod dywan nie jest dobre, a im więcej śmieci tym trudniej posprzątać. Czy twój mąż znał twoją przeszłość przed ślubem? Im bardziej macie to wszystko niewyjaśnione do końca, nieprzepracowane tym trudniej może wam być zrozumieć siebie, zaufać sobie, wybaczyć. Ja mam żal do męża, że nie był ze mną szczery i że wszystko istotne zamiatal pod dywan zamiast na bieżąco wyjaśniać, a jak już wulkan wybuchł to zniszczyło się wszystko, dla niego na pewno. Prawda bywa bolesna, ale bez tego nie da się ruszyć do przodu i być wolnym, bo tak to ciągle pojawiają się jakieś myśli, wątpliwości.
Jeśli twój mąż nie był od lat w spowiedzi to może go przeraża a przecież nic bardziej nie oczyszcza niż wyrzucenie z siebie zła i bólu.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Dziewczynazzapalkami
Posty: 157
Rejestracja: 07 mar 2023, 0:03
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: Dziewczynazzapalkami »

XYZ pisze: 09 wrz 2025, 12:26 Nie poszłam nigdzie na razie.
Jest we mnie właśnie chęć autodestrukcji i piszę to min po to, aby za chwilę przeczytać i może to do mnie choć trochę dotrze…
Jestem w złym stanie psychicznym, ale nie pozwolę sobie pomóc… Taka niedojrzała jestem… i jakby bezwolna.
Napiszę trochę jak to było u nas przed ślubem.
Mąż nigdy nie miał żadnej dziewczyny, ja za to wielu chłopaków, ale nie, że byłam rozwiązła tylko wynikało to z przemocy psychicznej w domu. Nie wypieram się, zdradziłam wiele razy męża zanim go poznałam. I noszę ten krzyż.
[...]
Ja skajnie wyczerpana, on chyba naprawdę w jakimś stopniu przebudził się i zrozumiał. Prosi o szansę, przebaczenie, chce mnie kochać i odbudowywać razem. Co z tego jak chciałabym się samozaorać….
XYZ pisze: 10 wrz 2025, 14:20 Kochana jesteś, że cierpliwie powtarzasz mi te ważne rzeczy.
Powoli zaczyna docierać do mnie, czy to aby nie szczególny, choć bardzo trudny czas łaski. I uważnie, w rozeznaniu stawiając kroki można wyjść z tego grzęzawiska.
Mam wiele problemów z samą sobą. Jeszcze sprzed mojego urodzenia. Tutaj mam na myślisyndrom ocaleńca od aborcji. Nie wiem czemu, ale od zawsze ( od 30lat bardziej świadomie) noszę na swoich barkach te zabite istnienia. Te krzywdy, które zadziały się w pokoleniu moich dziadków i rodziców. Czuję się winna choć rozumowo wiem, że nie ma powodu. Czuję się w obowiązku spłacać jakiś bliżej nieokreślony dług.
Wiele lat temu rozpoczęłam terapię indywidualną, ale męża denerwowało jeśli gdziekolwiek wychodziłam z domu, więc nie dokończyłam jej. Nigdy nie dałam mu powodu do zazdrości, nie patrzę w ogóle na mężczyzn, jak widzę, że zbliża się ktoś w spodniach to odwracam wzrok. Żeby mu nie sprawić najmniejszej przykrości. Bo on miał obsesję, że mogę go zdradzać ( skoro przed poznaniem jego nie mogłam się pohamować). Nawet do ginekologa musiałam zawsze zapisywać się do kobiety.
Nigdy też nie chciał zapisać się na wspólną terapię bo wyszłyby sprawy mojej przeszłości, a to wywoływało u niego palący wstyd i wściekłość.
Wiele lat też był obrażony na Boga z mojego powodu. Nie chciał z Nim w ogóle rozmawiać. Miał pretensje, że chodzę do spowiedzi. Od zawsze chodzi ze mną do kościoła, jednak nie przystępuje do sakramentów.
Hej :)
Przeczytałam te dwa fragmenty i nóż mi się w kieszeni otworzył.
W chrześcijaństwie Jezus zginał na krzyżu właśnie dlatego, byś nie pokutowała za swoje grzechy. Czemu zapomniałaś, że Bóg kocha cię bezwarunkowo? Kocha cię bo jesteś, nie dlatego że coś zrobiłaś bądź nie zrobiłaś. Polecam przesłuchać Historie Potłuczone o.Szustaka. Bardzo przystępnie to tłumaczy.
Co do terapii... nie rozumiem cię, szczególnie jako matka. Dla mnie fakt, że jestem odpowiedzialna za dwójkę małych dzieci, które kiedyś będą brały ze mnie przykład, które ode mnie będą uczyć się co to miłość, emocje, właśnie to mobilizuje mnie do chodzenia na terapię. Jeżeli nie mogę polegać na mężu, zatrudniam na czas nieobecności, opiekunkę (niestety, nie mamy rodziny tam gdzie mieszkamy). Na pewno dasz radę coś wykombinować, powiedz tylko dlaczego nie chcesz?
A co to męża i jego zachowania: twój mąż to twój mąż, nie ojciec, który może coś ci pozwalać czy zakazywać. To co dobre czy złe, to też podlega twojej ocenie, np. wiara czy sakramenty.
Ja sama przez długi czas dawałam się tak traktować mężowi, jeszcze nawet w czasach gdy nie byliśmy małżeństwem. Daj sobie prawdo do własnych decyzji. Jest trudniej, ale w końcu poczujesz co to jest szczęście.
Przepraszam, jeśli cię jakoś dotknęłam, ale nie to jest moją intencją.
XYZ
Posty: 29
Rejestracja: 02 sty 2025, 17:22
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: XYZ »

Czytam mój własny wątek i oczom nie wierzę, że to moje życie…
Mąż wiedział o mojej przeszłości przed ślubem, nic nie taiłam. Ale też bezpardonowo weszłam mu do łóżka przed ślubem bo takie wówczas były moje standardy…
Pojechałam zapisać się na terapię dla współuzależnionych i nie ma miejsc do końca roku na wizytę pierwszorazową. Trudność moja polega na tym, że nie mogę się zdecydować. Do kogo, gdzie, jak się udać. Ja zawsze potrafię celnie innym doradzić, a w swojej sprawie jestem taka … powolna, opieszała. Nie mam żadnego swojego własnego świata, znajomych, zajęć, padji, żadnego przyjaznego miejsca. Siedzę sama w domu całymi dniami i zdarza się, że podczytuję w internecie coś co mnie podtruwa. Na przykład całkiem świeckie spojrzenie na nałogi,rozwody itd.
Mąż jest cierpliwy wobec mnie jak nigdy dotąd przez 30lat, zapewnia, że będzie obok i będziemy się odbudowywać. Czuję do niego niechęć i drażni mnie jego obecność. Nie mogę znieść tej „ stabilizacji” bo wydaje mi się ona fatamorganą za którą nadciąga burza. Boję się mu zaufać. Więc jak mam żyć? Nie jestem w stanie dłużej znosić tej niepewności. Czy aby jego postanowienie zmiany jest prawdziwe? No wykończył mnie mąż przez lata żartując sobie w żywe oczy z zaufania, wierności, wartości. I ja mu na to pozwalałam.
Dzięki za przeczytanie.
XYZ
Posty: 29
Rejestracja: 02 sty 2025, 17:22
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: XYZ »

Powoli zaczynają do mnie docierać słowa, które do mnie kierowaliście. Powtarzam je sobie i wracam do nich. Działam na tyle ile mogę, wątków jest zbyt wiele, aby ogarnąć, ale wiem, że nie zatrzymam się. Na razie konkretów brak ( w sensie terapii czy grupy wsparcia), ale szukam, jeżdżę, piszę maile i czekam na znak, że to jest to.
Słucham ks Dziewieckiego, ks Szustaka, Tyłem do Ołtarza, różnych wartościowych konferencji,materiałów po angielsku, robię notatki, chodzę na długie spacery podczas których gadam do siebie. Oczywiście nade wszystko trzymam się Pana Boga, zachodzę codziennie do kościoła w wolnej chwili, na różaniec lub aby posiedzieć i posłuchać co dusza do mnie mówi.

Dużo się u nas w sumie dzieje. Trudnego, ale i dobrego. Ja mam cały czas huśtawki nastrojów, mąż mi w nich o dziwo towarzyszy.I to jest absolutnie coś, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Jest wyrozumiały i wspierający. On pierwszy raz w życiu na poważnie zaczął ze mną rozmawiać.Mam uczucie jakbym rozmawiała z kimś innym niż mój mąż, jakby był podmieniony. Poprzez dwugodzinną spokojną rozmowę potrafi mnie wyprowadzić ze stanu lęku i obsesji. Dosłownie jak jakiś terapeuta.Stara się i naprawdę mu to wychodzi. Wysłuchuje mój płacz, moje żale, współdzieli mój ból bo i jemu czasem łza popłynie.
Wiecie… czuję się jak we śnie. Choć ranione przez lata serce przypomina mi, że jednak to jawa nie sen.
Będę pisać tak w odcinkach, na ile starczy mi czasu.Tak wieloma rzeczami chciałabym się z Wami podzielić.
Wiem, że moja teraźniejsza sytuacja to jak stąpanie po cienkim lodzie.Boję siē, ale ostrożniutko idę Kochani.
XYZ
Posty: 29
Rejestracja: 02 sty 2025, 17:22
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 30 lat w uzależnieniu

Post autor: XYZ »

Mam takie dwa konkrety :

-wpłaciłam zaliczkę na weekend małżeński, mąż nie wie, ale o ile go znam to ucieszy go niespodziewany wyjazd. Po tym ostatnim ‘nawróceniu’ powinien nawet zainteresować treściami, które tam będziemy przerabiać.
- dołączam do grupy wsparcia S-anon jako współuzależniona. Wczoraj rozmawiałam z osobą stamtąd i ona wyrażnie podkreśliła, że uzależnienie to śmiertelna choroba. Czytałam o tym, ale tak usłyszeć od drugiej osoby to był szok. Albo skończy się więzieniem, albo szpitalem psychiatrycznym albo śmiercią ( to już nie ona powiedziała, ale zapamiętałam z internetu). No więc pół nocy nie mogłam spać bo czuję, że znów znalazłam się w nieoczekiwanej rzeczywistości. Zamiast rozkwitu, pasji i innych, które sobie wyobrażałam, moje miejsce jest w grupie anonimowych współuzależnionych pornoholików. Upokorzona się czuję.Nawet przed sobą.
ODPOWIEDZ