Zacznę od końca
Solaris pisze: ↑12 gru 2025, 7:16
Dziękuję ze odpowiadasz, bo ja wiem, ze wciaz...narzekam
Przestałaś narzekać ładnych parę postów temu. Dobrze mi się z tobą rozmawia, nasza rozmowa jest dla mnie ważna i cenna. Jestem w tym samym procesie co ty, wychodzenia z przemocy. W tym procesie robi się kółka. Z każdym kółkiem coś się uzdrawia. Czasem tylko jedna malutka rzecz. Na każdym kółku czegoś się uczymy. Także od siebie nawzajem.
Solaris pisze: ↑12 gru 2025, 7:16
Jeśli chodzi o kwestie prawne, ja mam wszystko ogarniete, i właśnie ta wiedza mnie powstrzymuje mówiąc szczerze, szczegolnie w kwestii podzialu majątku wlasnie.
Czasem niektóre rozwiązania nie są dostępne. Ja nie byłam gotowa na kroki prawne, bo nie byłam gotowa psychicznie na rozwód. U ciebie barierą są finanse. Warto się tym finansom przyjrzeć. Czasem pojawiają się rozwiązania.
Solaris pisze: ↑12 gru 2025, 7:16
(...) Natomiast ja jestem osobą nie uznającą półśrodków. Albo wszystko, albo nic. Albo sie rozstaję, albo udaję. Nie wiem, czy to mądre, ale taka jestem. Chcę przeciąć ten wrzód, który nas niszczy. Który juz zniszczył mnie, bo nie widze innego rozwiązania.
Mnie to "wszystko albo nic" przez lata postrzymywało przed działaniem. "Wszystko" oferowało mi moje ówczesne środowisko religijne i rodzina męża - zostań i znoś. "Nic" oferowała mi moja rodzina - bierz rozwód. Nie umiałam odnaleźć się ani w jednym ani w drugim. Pierwszego nie mogłam już wytrzymać, drugie wiązało się z pogorszeniem mojej sytuacji, zostaniem rozwódką i samotną matką, samotnym życiem, rozpadem rodziny. Tak to widziałam.
Okazało się, że jest inne rozwiązanie. Zacząć się chronić. Nie umiałam tego zrobić dobrze, popełniłam błędy, w tym co do rezygnacji z ochrony za pomocą środków prawnych. Nie umiałam dobrze wybrać doradców. Otłukłam się mocno. Ale się nauczyłam.
Solaris pisze: ↑12 gru 2025, 7:16
Charakter ojca... Psycholog jej każe sie zdystansować, no to dystansuje sie brakiem kontaktu. Nie chce rozmawiać, nie chce mnie widzieć. To bardzo boli, bo miałyśmy świetny kontakt. Czas przeszły użyty właściwie. O to tez obwiniam męża, bo taka prawda. Teraz stoję na pozycji-ona albo ojciec. Taki wybór dało mi dziecko.
Ostrożnie z porównywaniem dziecka do ojca w negatywnym kontekście. To bardzo rani, gdy rodzic mówi dziecku, które doświadczyło przemocy, że jest jak sprawca tej przemocy. Znam to z perspektywy córki. Mama tak mnie raniła.
Mój starszy syn, gdy konflikt z moim mężem narósł, nie odzywał się do mnie przez rok. Miał za to kontakt z mężem/tatą i bardzo o niego zabiegał. Bolało. Próbowałam na różne sposoby wymusić relację, ale syn postawił mocne granice, odizolował się ode mnie. Wcześniej mieliśmy dobry kontakt. U nas do odbudowy reakcji potrzebna była terapia rodzinna. Zanim na nią trafiliśmy, dużo wypłakałam. Dla mnie ulgą była modlitwa, w modlitwie też przychodziły do mnie dobre natchnienia. Małe drobne kroczki, odbudowujące zaufanie dziecka. Zależy ci na córce. Znajdziesz drogę do niej.
Solaris pisze: ↑12 gru 2025, 7:16
Nie wiem, jak zatrzymać przemoc. Próbowałam. On nie rozumie tego co mówię. Nie rozumie granic. Udaje, ze ok, za 2 dni to samo. Tak, jestem bezsilna.
Miałam bardzo podobnie. Sądziłam, że granice to takie zachowania, które spowodują zmianę zachowania mojego męża. Bardzo trudno było mi zrozumieć, że to tak nie działa.
Dobrą granicę stawiam sobie. Postaram się wyjaśnic to na prostym przykładzie. Mój mąż, gdy rozpoczął życie z kochanką, zaczął rozmawiając ze mną stosować wulgaryzmy i wulgarne wyzwiska. Bardzo mnie to raniło.
Niewłaściwie rozumiejąc granice mówiłam mu żeby przestał. Nie przestawał. Czasem udawałam, że mnie to nie rusza. To też nie pomagało.
Potem dowiedziałam się, że to ja mam coś zrobić. Coś, co w ogóle nie zależy od męża, tylko w całości ode mnie. Bardzo długo nie umiałam wymyslić nic. Zero. Leżałam w kałuży. Sparaliżowana. W końcu wymyśliłam. Mogę wyjść z domu. Jak wymyśliłam jedno wyjście, pojawiły się nowe. Mogę zakonczyć rozmowę telefoniczną, jeśli to będzie przez telefon. Albo nie odpisywać na smsy, jak wyzwiska będą w wiadomościach. Jak to będzie wrzeszczenie pod moim oknem, mogę wezwać policję. No i zaczęłam to robić.
Za każdym razem, gdy mąż wchodził w wyzwiska, kończyłam interakcję. Mąż nie przestał ich stosować. Ja zadbałam o siebie, żeby ich nie słuchać. Mąż się nie zmienił. Ja zmieniłam swoje zachowanie.
Z czasem mąż też zmienił swoje. Bo któregoś razu miał do mnie sprawę. Powiedział brzydkie słowo, rozłączyłam się. I tak kilka razy. Ale mu zależało. Więc w końcu dał radę przeprowadzić całą rozmowę bez ani jednego wyzwiska.
I tak pracowałam że sobą zachowanie po zachowaniu. Ucząc się granic - stawianych sobie.
Solaris pisze: ↑12 gru 2025, 7:16
Dlatego tez widze jedyne rozwiązanie na zatrzymanie tego wszystkiego w postaci separacji. Mam tez świadomość, ze to emocje, ale sa tak silne, ze sama na siebie tez wywieram presję.
Masz na myśli separację prawną czy faktyczną?
Przed długi czas nie miałam jak odizolować się od męża, bo mieszkał niedaleko i miał przyznane kontakty sądowe. W domu gdzie mieszkalam. Wykorzystywał je do zastraszania mnie. Był nawet czas, gdy dla swojego i młodszego dziecka bezpieczeństwa uciekłam z domu i nie wracałam ze dwa miesiące, bo mąż miał pełnoobjawową psychozę po długotrwałym użyciu substancji.
Długo zbierałam siły i zasoby do tego, by móc się odizolować. Przeprowadziłam się daleko, poza zasięg męża. Kosztowało mnie to ogrom wszystkiego. Od kontaktów i środowiska zawodowego zacząwszy. Ale zyskałam spokój i bezpieczeństwo. To było trudne, także dlatego, że przejściowo kosztowało mnie bycie mamą na odległość. Mąż przekonał młodszego syna, by przeprowadził się do niego, a nie ze mną. Kolejny ból. Przeszłam i to. Odzyskałam drugie dziecko.
Wyjście z przemocy nie jest bez kosztowe. To nie jest tak, że straty nie bolą. Bolą. Ale w zamian jest bezpieczeństwo, które pozwala zacząć zdrowieć.
Solaris pisze: ↑12 gru 2025, 7:16
Odzyskać spokoj i kontrole-tak, brzmi dobrze. Brzmi wspaniale. Chce stanąć na nogi, ale nie wiem jak. (...) przeszlosci nie zmienię (...)
W tym bardzo mi pomagały konferencje księdza Dziewieckiego. Jedna z najważniejszych jego wskazówek dla mnie brzmiała: najpierw dobra teraźniejszość. To stało się taką podstawą mojego planu. Że przeszłość na razie zostawiam - tak jak piszesz, ona już była.
Ja mocno bałam się też o przyszłość. Jak to będzie. Jak sobie sam radę. Zawierzyłam tą przyszłość Bogu. Skupiłam się na teraz. Jak poradzę sobie dziś. Bez bagażu przeszłości i zamartwiania się o przyszłość to dziś stało się do udźwignięcia. Powoli, krok za krokiem.
Przez długi czas to "teraz" budowałam, nadal będąc w zasięgu przemocy męża. Nie miałam sił i zasobów, by się wyprowadzić. Budowałam je długo. Dostałam w tym dużo pomocy od wielu serdecznych kochających osób. Po też potrzebujemy wspólnoty w zdrowieniu, bo wspólnota daje siłę, tą której nie mamy i to wsparcie, którego potrzebujemy. Aż w końcu udało mi się wyprowadzić.
Solaris pisze: ↑12 gru 2025, 7:16
Wartości nie czuję. Żadnej. Nie czuje sie ani potrzebna, ani wartościowa, ani ładna, ani... Można wymieniać długo. Wręcz przeciwnie. Nie umiem powiedziec o sobie niczego dobrego. Czuję sie beznadziejna, bo przeze mnie- przez brak mojej reakcji doprowadziłam do tego wszystkiego.
Nie ma winy w tym, że się doświadcza przemocy. To nie brak reakcji jest jej źródłem. Natomiast wobec przemocy można podjąć odpowiedzialność - ucząc się chronić.
Rozumiem, to co piszesz o tym, jak się czujesz i jak się oceniasz. Po przemocy czułam się stara, wyczerpana i brzydka. Czuję się lepiej że sobą. Ale nadal nie odzyskałam siebie. Jestem córką Króla. Ale taką jeszcze mocno poszarpaną. Dopiero co z kałuży wylazłam. Marny widok...
Solaris pisze: ↑12 gru 2025, 7:16
Trzeba bylo zrobic porządek jak sie dowiedziałam o kowalskiej. Ja byłam juz zbyt słaba. I teraz w efekcie rodzina jest rozwalona, a ja praktycznie straciłam kontakt z dzieckiem. Bo obawiam sie, ze mimo moich starań ona nie wróci... czy mozna sie podnieść z czegos takiego? Z utraty dziecka? Nie sądzę. Trudno w takiej sytuacji powiedzieć o sobie cokolwiek dobrego, a odzyskanie wartości i szacunku do siebie staje sie niemozliwe.
To jest o przeszlości - co była. I o przyszłości - co nie wiadomo jaka będzie. Dobrze się wypisać, zrzucić lęki i obawy, to co w nich ciąży. Zrzucić. Dobrze, że to robisz.
A potem przyjrzeć się temu, jak zbudować teraz. Solaris, spróbuj jakiejkolwiek grupy wsparcia, nawet on-line na początek. To naprawdę pomaga. Działa. Wiem jak trudno się przełamać. Ale nadal warto.
Próbuj też robić jeden mały krok na raz. Znaleźć grupę on-line. Na przykład. Albo zrobić sobie listę pytań. Albo chwilę pooddychać. Pomodlić się chwilę w intencji twojej relacji z córką. Każda taka mała rzecz, którą postanowisz i zrobisz, pomaga odnaleźć w sobie trochę wartości, trochę szacunku. Pomaga poczuć spokój - i odzyskać część kontroli. Powoli, spokojnie. Nie nic. Nie wszystko. Trochę.