Mąż ma mnie już dosyć i chce odejść
Moderator: Moderatorzy
-
Agnies1122
- Posty: 29
- Rejestracja: 24 sty 2026, 16:26
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Mąż ma mnie już dosyć i chce odejść
Złamałam się i zadzwoniłam kilka razy do męża. Najpierw się pokłóciliśmy, potem rozmawialiśmy spokojnie. Prosiłam go żeby wrócil do domu. On jest na nie, czuje się naciskany, mówi,że musi to przemyśleć. Ale ja znam takie sygnały, one są nie do odwrócenia, po prostu on nie chce. Zaproponowałam terapię. Zgodził się, mówił mi,że wcześniej chciał tam powiedzieć,że to koniec. Poprosiłam by tym razem nie mówil ani że chce końca ani powrotu. Zarzeka się,że nie myśli ani nie czeka na rozwód kowalskiej . Ile w tym prawdy już tylko Bóg wie
Zagubiona
-
Agnies1122
- Posty: 29
- Rejestracja: 24 sty 2026, 16:26
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Mąż ma mnie już dosyć i chce odejść
Znowu go zestalkowalam i się odpalił,że on mnie nie chce, że chce się rozstać. Nie potrafię odpuścić
Zagubiona
Re: Mąż ma mnie już dosyć i chce odejść
Niekoniecznie się złamałaś.Agnies1122 pisze: ↑08 lut 2026, 9:50 Złamałam się i zadzwoniłam kilka razy do męża. Najpierw się pokłóciliśmy, potem rozmawialiśmy spokojnie.
Warto, spojrzeć w siebie, gdzie jest na dziś moja granica w relacjach z mężem?
Twoja granica na dziś, nie taka jaka była twoja wczoraj, albo jaką podpowiadają ci inne osoby. Inne osoby mówią o swoich granicach lub o wyobrażeniu swoich granic, gdyby były w twojej sytuacji.
Jeśli czujesz potrzebę kontaktu z mężem, to twoją granicą tego dnia raczej nie jest brak kontaktu. Może, ale niekoniecznie. Po to się temu przygląda.
***
Mi proponowano zablokowanie numeru męża, bo przesyłał mi przykre wiadomości. Ja odpisywałam, spirala się nakręcała i tak pisaliśmy do siebie przez kilka kolejnych dni, a i nocy bywało, aż do emocjonalnego wyczerpania. Mojego na pewno, męża zapewne też.
Nie byłam gotowa zablokować męża, czułam opór na takie rozwiązanie. Choć wiele osób upierało się, że jest słuszne. To nie była moja granica w tamtym czasie. Szukałam dalej. I znalazłam... kilka tygodni później. Przestałam odpisywać na wiadomości męża. To wystarczyło, żeby jego wiadomości się skończyły i to na całkiem długo.
Kiedy pojawiły się ponownie, poczułam, że tym razem chcę mężowi odpisać. I odpisałam: "Wszystko będzie dobrze. Kocham cię i dzieci cię kochają." Może nie najmądrzej, ale tak czułam, tak napisałam. Pomogło. Wiadomości się na dłuższy czas skończyły. Kiedy kolejny raz...
Chodzi o to, że nie ma jednej dobrej reakcji. Nie ma jednej niezmiennej granicy. Nie takich granic, które stawia się raz na zawsze i to wystarcza.
To, gdzie masz granicę może się zmieniać, nawet z dnia na dzień. Jednego dnia sąsiad robiący remont od miesiąca mnie nie wkurza, kolejnego, gdy boli mnie głowa i mam grypę, jednak wkurza. Kiedy mnie hałas nie wkurza, nie mam potrzeby reagować. Jak wkurza i doskwiera - no to mam. I mam cały pakiet rozwiązań, z których mogę wybierać to najlepsze. To bez przemocy. To w którym nie przecinam sąsiadowi dopływu prądu, przewiercając ścianę.
Problem w tym, że tego pakietu rozwiązań nie widzi się od razu. Z początku jak widziałam choćby jedno, to już był sukces. Pięć rozwiązań? Obmyślałam po kilka tygodni. Z czasem idzie coraz lepiej. Kwestia treningu wyobraźni.
Warto sobie wyobrażać: co mogę zrobić, jak zareagować? I to mogą być nawet bardzo śmieszne lub absurdalne rozwiązania. Chodzi o poszerzenie pola widzenia... i o trochę dobrej zabawy przy tym też.
***
Nie widzę powodu, by samą siebie krzywdzić brakiem kontaktu z mężem. I by samą siebie łamać, by się z mężem kontaktować. Kontaktem wbrew sobie też siebie krzywdzić nie chcę. Na dziś nie dzwonię, bo nie chcę. Kiedy zachcę to zadzownię. Granice dają wolność. Nie sztywne ramy.
Granice, by nie stały się usztywniającymi ramami, albo i murami, potrzebują być osobiste, elastyczne, dostosowane do sytuacji, odpowiadające tobie i służące twojej ochronie, stawiane sobie - nie drugiej osobie.
Na dziś moja granicą jest brak kontaktu z mężem. A jutro? Jutro spojrzę w siebie i zobaczę na nowo. I tak każdego kolejnego dnia podejmę decyzje, zgodne ze mną, z moimi potrzebami, odpowiednie do sytuacji.
Co na dziś jest twoją granicą? Co w danej sytuacji nią jest?
Kiedy nauczyłam się czuć swoje granice i respektować je, nauczyłam się też respektować granice innych osób. Mąż nie chce. Wyraża to. To jego granica. Na dziś.Agnies1122 pisze: ↑08 lut 2026, 9:50 Prosiłam go żeby wrócil do domu. On jest na nie, czuje się naciskany, mówi,że musi to przemyśleć. Ale ja znam takie sygnały, one są nie do odwrócenia, po prostu on nie chce.
Wygląda, że mąż dopuszcza spotkanie z terapeutą. Warto uszanować, że jest dorosły, ma swój punkt widzenia. Możliwe, że błędny. Natomiast warto pozostawić mu swobodę wypowiedzenia tego, co na dziś w nim jest, co czuje, co myśli. Samo wypowiadanie pomaga uporządkować, spojrzeć krytycznie. Długo się tego uczyłam. Swoich granic, cudzych granic, ich przebiegu a potem właściwego komunikowania. Dużo tej nauki, ale warto. Nadal się uczę zresztą, do biegłości nadal mi dalekoAgnies1122 pisze: ↑08 lut 2026, 9:50 Zaproponowałam terapię. Zgodził się, mówił mi,że wcześniej chciał tam powiedzieć,że to koniec. Poprosiłam by tym razem nie mówil ani że chce końca ani powrotu.
***
Bardzo pomocne były dla mnie konferencje śp. Marshalla Rosenberga i nauka porozumienia bez przemocy. Z czasem kupiłam książkę i dzień po dniu uczyłam się nowych sposobów komunikacji. To wciąż moja książka podręczna.
Wklejam link do części 1 konferencji, dostałam go tu na forum parę lat temu i jestem wdzięczna osobie, która mi go wkleiła
https://youtu.be/H5pVaQi21gQ?si=1LbTVwyZixIR_1yy
-
Wkawałkach
- Posty: 47
- Rejestracja: 30 lis 2025, 16:21
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Mąż ma mnie już dosyć i chce odejść
A jak wyglądają teraz kontakty Męża z dzieckiem? Rozumiem, że się wyprowadził, ale z dzieckiem zapewne chce kontaktu. Czy widujecie się przy okazji tych spotkań?
-
Agnies1122
- Posty: 29
- Rejestracja: 24 sty 2026, 16:26
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Mąż ma mnie już dosyć i chce odejść
Tak, spędzili razem weekend..Mąż po moich i dziecka prośbach wprowadził się do domu wczoraj. Poszliśmy na terapię pod kątem kontaktów z dzieckiem. Na terapii powiedział,że on już sobie postanowił,że nie będzie ze mną i zdania nie zmieni. Że się zawziął i to się nie zmieni. Że jak to będzie jak będziemy żyć koło siebie, że syn to będzie widział,że to sztuczne. Nawet rzeczy jeszcze nie włożył do szafy. Na terapię idziemy ponownie w przyszłym tygodniu. Nie łudzę się,że będziemy razem.
Zagubiona
-
Wkawałkach
- Posty: 47
- Rejestracja: 30 lis 2025, 16:21
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Mąż ma mnie już dosyć i chce odejść
Nie rozumiem: skoro sie wyprowadził i chce zakończyć Wasze małżeństwo definitywnie to w jakim celu wprowadził się ponownie?
Jak się czujesz?
Trzymam za CIEBIE kciuki! Bądź silna! Jeśli nie próbowałaś, to pomódl się do św. Rity - jeśli nie o ocalenie małżeństwa, to o ocalenie siebie. Dbaj o siebie i dziecko!
Jak się czujesz?
Trzymam za CIEBIE kciuki! Bądź silna! Jeśli nie próbowałaś, to pomódl się do św. Rity - jeśli nie o ocalenie małżeństwa, to o ocalenie siebie. Dbaj o siebie i dziecko!
-
Agnies1122
- Posty: 29
- Rejestracja: 24 sty 2026, 16:26
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Mąż ma mnie już dosyć i chce odejść
Wprowadził się dla dziecka, mieliśmy mieszkać do końca czerwca, ze względu właśnie na dziecko. Przed te kilka dni nie rozmawialiśmy o rozwodzie, spaliśmy osobno. Dwa dni temu wybuchla karczemna awantura spowodowana moim dociskaniem go, prośba o przytulenia, błaganiem o powrocie do tego co kiedyś było. Mąż podtrzymał to,że mnie nie chce,że chce wolności, spokojnego życia. Że chce rozwodu i nie widzi żadnej szansy, nawet w tym mieszkaniu razem. Wieczorem się pogodziliśmy w zakresie tej awantury. Będzie mieszkał z nami do końca czerwca, ale nie chce słyszeć o żadnych deklaracjach naprawy. Na terapię będzie chodził w celu prób dogadania się jak ludzie. Poza tym ma wielkie poczucie winy za to,że odchodzi, mówi,że wie,że będzie żałował,ale decyzję podjął. Nie ma nikogo a to był flirt. Fakt umawialiśmy się,że ja nie będę go naciskać, ale nie potrafię zrozumieć logicznie tego co się dzieje wokół mnie, myślę,że jak go będę błagać to on się ugnie i będzie ok. Jest dla mnie miły, ale to dlatego,że on nie chce mnie źle traktować, a nie dlatego,że będziemy razem.
Zagubiona
-
MariaMagdalena
- Posty: 15
- Rejestracja: 15 mar 2025, 16:19
- Płeć: Kobieta
Re: Mąż ma mnie już dosyć i chce odejść
Agnies, czy rozeznałaś, czego chce od Ciebie w tej trudnej sytuacji Pan Bóg?
Na forum przeczytałam kiedyś, odkrywcze dla mnie wówczas, słowa na temat właściwej hierarchii w życiu. I z doświadczenia mogę powiedzieć Ci, że warto, naprawdę warto, uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, kogo stawiasz w życiu na pierwszym miejscu?
Zastanowić się nad tym, czy to co robisz teraz nie wynika czasem z silnej potrzeby kontrolowania męża (mam na myśli naciski, błagania, nieuświadomione manipulacje różnego rodzaju)?
Ja tak miałam i wynikało to z ogromnego lęku - przed opuszczeniem, odrzuceniem, samotnością, zdradą. Jeśli miałabym to opisać, to najlepiej oddaje moją postawę stwierdzenie, że nie widziałam życia bez męża. Zrobiłam sobie z niego bożka. Wpadałam w rozpacz, gdy odchodził. Serce mnie ściskało tak bardzo, że było to dla mnie nie do wytrzymania. Miałam ból i niemoc ciała, ogarniała mnie totalna panika na myśl o tym, że odejdzie, że zostanę sama. Nie mialam siły na to, żeby wstać z łóżka. Nie wyobrażam sobie jak dam radę przetrwać kolejny dzień. Gdy myślałam o przyszłości bez męża, widziałam totalną pustkę. To nie było Boże.
Warto zastanowić się, jak wyobrażasz sobie małżeństwo sakramentalne.
Czy manipulacje to właściwa droga?
Można walczyć, naciskać.
Można też skupić się na tym, żeby każdy dzień przeżyć dobrze, niezależnie od tego, jak postępuje mąż. Dać świadectwo swojej miłości poprzez codzienną postawę - czyny, nie słowa.
Czy wiesz, jaką osobą chcesz być? Jaką chce widzieć Cię Pan Bóg?
Wybacz, odnoszę wrażenie, że zrobiłaś z męża bożka. Przez wiele lat robiłam to samo i naprawdę nie przyniosło to niczego dobrego, a wręcz przeciwnie, prowadziło nas oboje na skraj przepaści.
Warto ustawić w życiu prawidłową hierarchię.
Na pierwszym miejscu Pan Bóg.
Zająć się sobą zaczynając od prostych rzeczy - skupić na rozeznawaniu woli Bożej i odnalezieniu dobra w swoim życiu.
Puścić ból, rozpacz, to co najbardziej boli. Pozwolić temu wszystkiemu zaistnieć i być w tym czasie blisko Boga. Polecam Ci oddanie wszystkiego właśnie Jemu. To jest naprawdę uwalniające... niczego już nie musieć się lękać, bo On zawsze jest przy Tobie.
Na forum przeczytałam kiedyś, odkrywcze dla mnie wówczas, słowa na temat właściwej hierarchii w życiu. I z doświadczenia mogę powiedzieć Ci, że warto, naprawdę warto, uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, kogo stawiasz w życiu na pierwszym miejscu?
Zastanowić się nad tym, czy to co robisz teraz nie wynika czasem z silnej potrzeby kontrolowania męża (mam na myśli naciski, błagania, nieuświadomione manipulacje różnego rodzaju)?
Ja tak miałam i wynikało to z ogromnego lęku - przed opuszczeniem, odrzuceniem, samotnością, zdradą. Jeśli miałabym to opisać, to najlepiej oddaje moją postawę stwierdzenie, że nie widziałam życia bez męża. Zrobiłam sobie z niego bożka. Wpadałam w rozpacz, gdy odchodził. Serce mnie ściskało tak bardzo, że było to dla mnie nie do wytrzymania. Miałam ból i niemoc ciała, ogarniała mnie totalna panika na myśl o tym, że odejdzie, że zostanę sama. Nie mialam siły na to, żeby wstać z łóżka. Nie wyobrażam sobie jak dam radę przetrwać kolejny dzień. Gdy myślałam o przyszłości bez męża, widziałam totalną pustkę. To nie było Boże.
Warto zastanowić się, jak wyobrażasz sobie małżeństwo sakramentalne.
Czy manipulacje to właściwa droga?
Można walczyć, naciskać.
Można też skupić się na tym, żeby każdy dzień przeżyć dobrze, niezależnie od tego, jak postępuje mąż. Dać świadectwo swojej miłości poprzez codzienną postawę - czyny, nie słowa.
Czy wiesz, jaką osobą chcesz być? Jaką chce widzieć Cię Pan Bóg?
Wybacz, odnoszę wrażenie, że zrobiłaś z męża bożka. Przez wiele lat robiłam to samo i naprawdę nie przyniosło to niczego dobrego, a wręcz przeciwnie, prowadziło nas oboje na skraj przepaści.
Warto ustawić w życiu prawidłową hierarchię.
Na pierwszym miejscu Pan Bóg.
Zająć się sobą zaczynając od prostych rzeczy - skupić na rozeznawaniu woli Bożej i odnalezieniu dobra w swoim życiu.
Puścić ból, rozpacz, to co najbardziej boli. Pozwolić temu wszystkiemu zaistnieć i być w tym czasie blisko Boga. Polecam Ci oddanie wszystkiego właśnie Jemu. To jest naprawdę uwalniające... niczego już nie musieć się lękać, bo On zawsze jest przy Tobie.
-
Wkawałkach
- Posty: 47
- Rejestracja: 30 lis 2025, 16:21
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Mąż ma mnie już dosyć i chce odejść
Kochana naprawdę Ty w głowie możesz mieć to, że rozmowa wyjaśni, wyklaruje, naprawi, ale on czuje się osaczony! Z perspektywy czasu ja uważam, że to był główny powód tego, że Mąż zmienił zdanie i zaniechał rozwodu - to, że nie chodziłam za nim, nie pytałam ciągle, nie prosiłam, nie chciałam wyjaśniać, poszłam na siłownie i zajęłam się sobą mimo, że serce miałam w kawałeczkach. Gadaniem w kółko tego samego nie robisz nic dobrego, wręcz przeciwnie! Ja oczywiście też inicjowałam takie rozmowy, ale przez 2 miesiące zdarzyło się to 3 razy. Później tylko pytałam czy ma ochotę się przytulić czy coś obejrzeć - zawsze odmawiał, ale ja nie rwałam włosów z głowy. Nie dopytywałam czemu, czy będzie dobrze itp nie wiem jak to zrobiłam, bo naturę mam identyczną do Twojej i w poprzednich kłótniach/gorszych czasach zachowywałam się tak jak Ty. Ale to już jest być albo nie być i naprawdę popuszczenie to jest to, co powinnaś zrobić. Proszę, przestań gadać, nie masz już i tak nic do stracenia. A możesz zyskać. Ja zyskałam.


