Dobrze, że to widzisz. Zmiany zaczynają się od ogarnięcia tego, co naprawdę jest. Okłamywanie siebie i najbliższych to jeden z głównych mechanizmów uzależnienia.Marcin13 pisze: ↑05 lut 2026, 14:37 Bardzo możliwe a nawet pewnie ze przez marihuanę i jej odstawienie mam teraz takie wachania emocji. Do tego odstawienie pornografii, masturbacji I wyjawnienie narzeczonej zdrad. Teraz widzę jak przez tyle lat okłamywałem siebie i najbliższych. To jest ciężko pojąć.
Znam je, całe lata okłamywałam siebie i najbliższych tkwiąc w nałogu nikotynowym oraz we współuzależnieniu. Uświadomienie sobie tych kłamstw to pierwszy krok do zdrowienia i do trzeźwienia.
Niestety na tym etapie kłamie się nadal. Tylko po prostu strate kłamstwa już nie działają. Więc buduje się nowe. Na przykład o tym, że nie potrzebuję leczenia i poradzę sobie.
Pragnienie "nowego startu" jest wpisane w uzależnienie. To mechanizm ucieczkowy. Rozważałam klasztor lub wyjazd w Bieszczady. W późniejszym wieku, gdy doszły zobowiązania rodzinne, romans, rozwód, nowy związek.
To są mrzonki. Ale też sposób na szantażowanie bliskich. Boją się... i odpuszczają bliskiemu uzależnionemu. Po co? Po to, żeby on nie odpuścił sobie ich. Bo się tego boją.
Wybacz, ale nie robisz żadnej łaski narzeczonej nie idąc do klasztoru.
Nie potrzebujesz też brać na siebie problemów i krzywd na siebie. To zrobił Jezus.
Potrzebujesz wziąć odpowiedzialność i przyjąć zbawienie, które już się dokonało. Jak? Prostując swoje życie, wychodząc z kłamstw, naprawiając siebie.
Sumienie przestaje gryźć z chwilą, gdy przestaje się krzywdzić, klamać i manipulować. Przepraktykowane i sprawdzone. Przeze mnie i przez wielu ludzi którzy trzeźwieli przede mną i którzy trzeżwieli ze mną.
Więc nie - nie do końca życia. Do chwili, gdy wytrzeźwiejesz.
Jest tylko jeden sposób odpokutowania nietrzeźwości. Za to prosty, to trzeźwość. Sama abstynencja nie wystarcza.
Trzeźwość osiąga się na terapii uzależnień. By utrzymać abstynencję w czasie terapii i po terapii, korzysta się także z grup wsparcia. Grupy także wspierają trzeźwienie. Jak dotąd nie znaleziono innej drogi. Ale też nie ma takiej potrzeby. Ta jest skuteczna.
***
Co powiedział psycholog?
***
Twój wpis przypomniał mi argumentację mojego męża, gdy psycholog zdiagnozował u niego uzależnienie i zalecił mu terapię zamkniętą w ośrodku na czas do półtora roku.
Mąż wyjaśnił mi wtedy, że będzie ze mną, zadośćuczyni mi za wszystko, wszystko już rozumie, nie opuści mnie, choć może powinien, po wszystkim co mi zrobił. I że chce być odpowiedzialny i już przecież nie pali maryśki, piwa nie pije, nie używa pornografii. Nawet na terapię stacjonarną się zapisał. Byłam happy. Byłam głupia.
Pierwszą terapię stacjonarną mąż zakończył po dwóch spotkaniach, drugą po trzech miesiącach. Pełnej abstynencji nie osiągnął nigdy, zawsze czymś sobie emocje regulował, tylko lepiej się przede mną krył.
Twoja narzeczona - stwierdzam to na podstawie tego, co napisałeś o jej reakcjach na twoje postępowanie i o historii jej życia - kocha cię i chce być z tobą, bo jest z dużym prawdopodobieństwem współuzależniona. To oznacza, że wspiera twój nałóg, a nie twoje trzeźwienie, choć robi to w dobrej wierze i z troski o ciebie. Ale kupując twoje bajki szkodzi. Tobie i sobie. Całe lata tak szkodziłam sobie, dzieciom, narzeczonemu, mężowi.
Jeśli jako para zastanawiacie się nadal nad współuzależnieniem i uzależnieniem, są testy pomagające to ustalić są dostępne w internecie na stronach wspierających osoby wspóluzależnione i uzależnione.
***
Jaki jest twój plan na utrzymanie abstynencji?
Jaki jest twój plan zdrowienia?
Co by się stało, gdybyś podjął leczenie?


