Zdradzałem z prostytutkami.

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Zdradzałem z prostytutkami.

Post autor: Ruta »

Marcin13 pisze: 05 lut 2026, 14:37 Bardzo możliwe a nawet pewnie ze przez marihuanę i jej odstawienie mam teraz takie wachania emocji. Do tego odstawienie pornografii, masturbacji I wyjawnienie narzeczonej zdrad. Teraz widzę jak przez tyle lat okłamywałem siebie i najbliższych. To jest ciężko pojąć.
Dobrze, że to widzisz. Zmiany zaczynają się od ogarnięcia tego, co naprawdę jest. Okłamywanie siebie i najbliższych to jeden z głównych mechanizmów uzależnienia.

Znam je, całe lata okłamywałam siebie i najbliższych tkwiąc w nałogu nikotynowym oraz we współuzależnieniu. Uświadomienie sobie tych kłamstw to pierwszy krok do zdrowienia i do trzeźwienia.

Niestety na tym etapie kłamie się nadal. Tylko po prostu strate kłamstwa już nie działają. Więc buduje się nowe. Na przykład o tym, że nie potrzebuję leczenia i poradzę sobie.
Marcin13 pisze: 05 lut 2026, 14:37 Najchętniej to by było zerwać i zacząć wszystko od początku, może nawet do jakiegoś zakonu.
Pragnienie "nowego startu" jest wpisane w uzależnienie. To mechanizm ucieczkowy. Rozważałam klasztor lub wyjazd w Bieszczady. W późniejszym wieku, gdy doszły zobowiązania rodzinne, romans, rozwód, nowy związek.

To są mrzonki. Ale też sposób na szantażowanie bliskich. Boją się... i odpuszczają bliskiemu uzależnionemu. Po co? Po to, żeby on nie odpuścił sobie ich. Bo się tego boją.
Marcin13 pisze: 05 lut 2026, 14:37 Ale czy tak postepuje chrześcijanin, który nie potrafi wziąść problemów i krzywd na siebie?
Wybacz, ale nie robisz żadnej łaski narzeczonej nie idąc do klasztoru.

Nie potrzebujesz też brać na siebie problemów i krzywd na siebie. To zrobił Jezus.

Potrzebujesz wziąć odpowiedzialność i przyjąć zbawienie, które już się dokonało. Jak? Prostując swoje życie, wychodząc z kłamstw, naprawiając siebie.
Marcin13 pisze: 05 lut 2026, 14:37 Mimo że czuje ze do końca życia będzie mnie sumienie gryzło, to muszę odpokutować narzeczonej, ona chce być ze mną a ja ją kocham. Chodź wcześniej nie kochałem jął widać.
Sumienie przestaje gryźć z chwilą, gdy przestaje się krzywdzić, klamać i manipulować. Przepraktykowane i sprawdzone. Przeze mnie i przez wielu ludzi którzy trzeźwieli przede mną i którzy trzeżwieli ze mną.
Więc nie - nie do końca życia. Do chwili, gdy wytrzeźwiejesz.

Jest tylko jeden sposób odpokutowania nietrzeźwości. Za to prosty, to trzeźwość. Sama abstynencja nie wystarcza.

Trzeźwość osiąga się na terapii uzależnień. By utrzymać abstynencję w czasie terapii i po terapii, korzysta się także z grup wsparcia. Grupy także wspierają trzeźwienie. Jak dotąd nie znaleziono innej drogi. Ale też nie ma takiej potrzeby. Ta jest skuteczna.
***

Co powiedział psycholog?

***
Twój wpis przypomniał mi argumentację mojego męża, gdy psycholog zdiagnozował u niego uzależnienie i zalecił mu terapię zamkniętą w ośrodku na czas do półtora roku.

Mąż wyjaśnił mi wtedy, że będzie ze mną, zadośćuczyni mi za wszystko, wszystko już rozumie, nie opuści mnie, choć może powinien, po wszystkim co mi zrobił. I że chce być odpowiedzialny i już przecież nie pali maryśki, piwa nie pije, nie używa pornografii. Nawet na terapię stacjonarną się zapisał. Byłam happy. Byłam głupia.
Pierwszą terapię stacjonarną mąż zakończył po dwóch spotkaniach, drugą po trzech miesiącach. Pełnej abstynencji nie osiągnął nigdy, zawsze czymś sobie emocje regulował, tylko lepiej się przede mną krył.

Twoja narzeczona - stwierdzam to na podstawie tego, co napisałeś o jej reakcjach na twoje postępowanie i o historii jej życia - kocha cię i chce być z tobą, bo jest z dużym prawdopodobieństwem współuzależniona. To oznacza, że wspiera twój nałóg, a nie twoje trzeźwienie, choć robi to w dobrej wierze i z troski o ciebie. Ale kupując twoje bajki szkodzi. Tobie i sobie. Całe lata tak szkodziłam sobie, dzieciom, narzeczonemu, mężowi.

Jeśli jako para zastanawiacie się nadal nad współuzależnieniem i uzależnieniem, są testy pomagające to ustalić są dostępne w internecie na stronach wspierających osoby wspóluzależnione i uzależnione.
***

Jaki jest twój plan na utrzymanie abstynencji?
Jaki jest twój plan zdrowienia?

Co by się stało, gdybyś podjął leczenie?
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Zdradzałem z prostytutkami.

Post autor: Ruta »

I jak tam twoje nastroje i wahania? Lepiej?

Jesteście z narzeczoną na jakimś kursie przedmalżeńskim?
Marcin13
Posty: 7
Rejestracja: 27 sty 2026, 14:24
Jestem: narzeczonym
Płeć: Mężczyzna

Re: Zdradzałem z prostytutkami.

Post autor: Marcin13 »

Z każdym dniem jest coraz lepiej, przynajmniej nie myślę o tym w każdej minucie wciągu dnia. Z narzeczoną byliśmy na kursie przedmałżeńskim w grudniu i od tamtego weekendu postanowiliśmy spać osobno, moja narzeczona bardziej uświadomiła sobie ze wybaczenie to decyzja i ona jej jest świadoma. Ja też jestem o wiele bardziej otwarty emocjonalnie, widzę że przez moje zdrady nie potrafiłem się otworzyć, być prawdziwym mężczyzną. Jeszcze mi do niego daleko, ale dla Pana Boga i narzeczonej chce się udoskonalać, od 4 miesięcy bez masturbacji, pornografii i marihuany. I mnie do tego nie ciągnie ani trochę. Ale na jak długo? Oby Bóg pozwolił mi dotrwać do końca życia bez kłamstw, chodź wiem że upadki będą. W czwartek mamy z narzeczoną wizytę u psychologa i mam nadzieję że będzie dobrze :)
Ruta
Posty: 3880
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Zdradzałem z prostytutkami.

Post autor: Ruta »

Marcin13 pisze: 10 lut 2026, 22:46 Z każdym dniem jest coraz lepiej, przynajmniej nie myślę o tym w każdej minucie wciągu dnia. Z narzeczoną byliśmy na kursie przedmałżeńskim w grudniu i od tamtego weekendu postanowiliśmy spać osobno, moja narzeczona bardziej uświadomiła sobie ze wybaczenie to decyzja i ona jej jest świadoma. Ja też jestem o wiele bardziej otwarty emocjonalnie, widzę że przez moje zdrady nie potrafiłem się otworzyć, być prawdziwym mężczyzną. Jeszcze mi do niego daleko, ale dla Pana Boga i narzeczonej chce się udoskonalać, od 4 miesięcy bez masturbacji, pornografii i marihuany. I mnie do tego nie ciągnie ani trochę. Ale na jak długo? Oby Bóg pozwolił mi dotrwać do końca życia bez kłamstw, chodź wiem że upadki będą. W czwartek mamy z narzeczoną wizytę u psychologa i mam nadzieję że będzie dobrze :)
Jak tam po wspólnej wizycie u psychologa? Dostaliście jakieś zalecenia?

Jak sobie radzisz z abstynencją i emocjami.
ODPOWIEDZ