Żona nalega żebym się wyprowadził

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

kamilos
Posty: 5
Rejestracja: 12 lut 2026, 17:42
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: kamilos »

Dzień dobry i cześć!
Nie wiem od czego zacząć - moja żona w połowie grudnia "zwiesilła" się, nagle przestała ze mną rozmawiać i zarządzała, żebym wyprowadził się z domu. Jest to o tyle dla mnie bolesne, że mamy trójkę dzieci - dwoje przedszkolaków i roczniaka.

Dziś po trzech miesiącach zapytałem, czy długo jeszcze będzie się zachowywała jakbym zabił jej matkę, to odpowiedziała, że nie ma siły i musimy dokończyć grudniową rozmowę, więc wygląda na to, że jej nie przeszło i myślę że niebawem powtórzy swoje żądania.
Abigal
Posty: 3880
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: Abigal »

Witaj kamilos.

Ponieważ zarejestrowałeś się na forum katolickim, zapytam, czy jesteście małżeństwem sakramentalnym?

Zapraszam Cię do zajrzenia na stronę wspólnotową http://sychar.org/pomoc/, znajdziesz tam materiały i informacje nt kryzysu małżeńskiego.

Pozdrawiam i pamiętaj, żeby nie podawać charakterystycznych szczegółów, internet nie jest anonimowy.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa
Ruta
Posty: 3877
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: Ruta »

Twoja żona powiedziała, że nie ma siły. Czy wiesz dlaczego? Co konkretnie jest dla niej, z jej perspektywy, w waszym małżeństwie trudne?
Czy potrafisz powiedzieć, czy wcześniej na coś zwracała ci uwagę, na przykład na to, byś robił czegoś więcej, lub mniej lub byś czegoś nie robił?
kamilos
Posty: 5
Rejestracja: 12 lut 2026, 17:42
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: kamilos »

Tak, jesteśmy małżeństwem sakramentalnym.

Żona twierdząc, że nie ma już siły, mam wrażenie że oskarża mnie o zło całego świata.
Twierdzi, że jej nie wspieram, nie zajmuję się domem, nie sprzątam, przestałem chodzić do kościoła, a chyba przede wszystkim nie dogaduję się z pasierbem.

Próbuję z nią rozmawiać, dojść do jakiegoś konsensusu, ale odbijam się od ściany. Powtarza, że powinniśmy to zakończyć skoro nie możemy się dogadać i mam opuścić dom.

Na razie odpowiadam jej, że może załatwić to oficjalnie czyli przez sąd i trochę studzę jej zapał do wzięcia odpowiedzialności za rozbicie rodziny.
Ruta
Posty: 3877
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: Ruta »

Wygląda na to, że przechodzicie przez kryzys. Dobrze ustalić, co jest jego przyczyną, by znaleźć odpowiednie rozwiązania.

Napisałeś sporo o tym, co o kryzysie i jego źródle uważa żona. Odbieram to tak, że według ciebie żona widzi źródło kryzysu w tobie. Czy wiesz, że to jak ty postrzegasz punkt widzenia żony, nie jest tym samym co jej punkt widzenia?

Co jest przyczyną kryzysu według ciebie? Potrafisz wskazać kilka trudności/obszarów/nazwać je? Z własnej perspektywy - nie z perspektywy żony.

Napisaleś, że żona ma wobec ciebie określone zarzuty.

- Nie wspierasz żony.

Czy wiesz o jakie wsparcie chodzi żonie, w czym chciałaby to twoje wsparcie mieć?Czy ty uważasz, że wspierasz żonę? Czy chcesz ją wspierać?

- Nie zajmujesz się domem, nie sprzątasz.

Jak sam oceniasz swoje zaangażowanie w obowiązki domowe? Czy twoim zdaniem jest wystarczające?

- Przestałeś chodzić do kościoła.

A przestałeś?

- Nie dogadujesz się z pasierbem.

Tu napisałeś, że "chyba przede wszystkim" chodzi o to. Więc domyślam się, że jest to obszar licznych napięć w waszej rodzinie. Na pewno wymaga więc uwagi.
Czy dogadujesz się z pasierbem? Jakie dokładnie ma żona uwagi do tej relacji? Jakie ty masz zarzuty do pasierba? Ile lat ma pasierb? Czy pasierb mieszka z wami i trójką waszych biologicznych dzieci, czy na stałe mieszka z inną rodziną, a u was jest gościem?
***

Mój mąż nie jest biologicznym ojcem naszego starszego syna. Został jego tatą, gdy syn miał około 8 lat. Ułożenie relacji w rodzinie, w której nie wszystkie więzi pionowe są więziami pokrewieństwa jest możliwe, ale wymaga uważności. To dotyczy nie tylko relacji przybrany syn-przybrany ojciec, ale także relacji rodziny przybranego ojca z jego przybranym synem, postawy ojczyma wobec dziecka przybranego w odniesieniu do relacji wobec dzieci biologicznych. Wpływ na te relacje ma także relacja rodziny w której wychowuje się przybrane dziecko z biologiczną rodziną pochodzenia przybranego dziecka i z jego ojcem biologicznym.

U nas udało się to poukładać. Byliśmy trudną rodziną, z dużymi obciążeniami, ale w wielu sprawach, choć wkładając w to sporo wysiłku, dawaliśmy sobie radę. Ułożenie złożonych relacji rodzinnych wyszło nam całkiem dobrze, choć popełniliśmy też po drodze sporo błędów.

Jednak przyszedł czas, gdy mąż przechodził swój osobisty kryzys. Moim błędem było, że nie zareagowałam właściwie na poważny kryzys męża. Powinnam była wtedy odizolować siebie i dzieci od męża i dać mu przejść przez kryzys samemu. Zamiast tego wyciągałam męża za uszy. I wyciagnęłam. Po jego pierwszym kryzysie przyszedł drugi. Znów wyciągnęłam męża za uszy. Trzeci kryzys nas zmiótł.
***

Czy przechodzisz przez swój kryzys? Co na dziś myślisz o pasierbie, swojej rodzinie, obowiązkach rodzinnych? Co z twoją wiarą? Co z uczestnictwem w praktykach religijnych?

Czy znasz naturę i przyczyny swojego osobistego kryzysu, jeśli przez niego przechodzisz? U mojego męża było to pijaństwo, pornografia oraz marihuana. Były obecne w jego życiu od czasów nastoletnich. Jednak przez pierwsze lata małżeństwa mąż był bardziej zaangażowany w obowiązki rodzinne, rodzicielskie i małżeńskie, niż w nałogi. I wtedy jeszcze wiele rzeczy się nam udawało.

Choć jednak wiele rzeczy się udawało, to nałogi już wtedy upośledzały funkcjonowanie mojego męża. To upośledzone skrytymi nałogami funkcjonowanie męża rodziło jeszcze jeden problem - często zwracałam mężowi uwagę właśnie na to jego upośledzone funkcjonowanie. Bo ono było realnym problemem naszej rodziny.

Rzecz w tym, że mój mąż nie chciał uznać, że coś z jego funkcjonowaniem jest nie tak. Zakładał więc, że się go czepiam i stale go krytykuję bez powodu. Czyli, że go atakuję. Skoro czuł się atakowany, bronił się. Bronił się w najgorszy możliwy sposób - stosując przemoc wobec mnie i i dzieci - by móc funkcjonować tak, jak uważał za właściwe. Nie bił nas, ale bywał agresywny i wybuchowy. Wystarczało.
***

Czy jest coś, co upośledza twoje funkcjonowanie jako męża, ojca i przybranego ojca?

Nie zakładam, że tak jest. Przyczyny kryzysu w waszej rodzinie mogą być inne. Zakładam, że tak może być, bo to jedna z częstszych przyczyn kryzysów: nienazwane, nieuporządkowane przywiązania i nałogi.

Przyjrzyj się temu.
***

Jeśli twoja żona miałaby 3 procent racji w kierowanych do ciebie zarzutach, to gdzie widziałbyś te 3 procent?

Czego miałbyś robić mniej, a czego więcej, by poprawić funkcjonowanie waszej rodziny?
kamilos
Posty: 5
Rejestracja: 12 lut 2026, 17:42
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: kamilos »

Ruta pisze: 21 lut 2026, 13:20 Napisałeś sporo o tym, co o kryzysie i jego źródle uważa żona. Odbieram to tak, że według ciebie żona widzi źródło kryzysu w tobie. Czy wiesz, że to jak ty postrzegasz punkt widzenia żony, nie jest tym samym co jej punkt widzenia?
Nie wiem, ale zapewne tak jest. Mam na uwadze, że o wielu rzeczach mi nie powie, nawet w złości.
Ruta pisze: 21 lut 2026, 13:20 Co jest przyczyną kryzysu według ciebie? Potrafisz wskazać kilka trudności/obszarów/nazwać je? Z własnej perspektywy - nie z perspektywy żony.
Trudno powiedzieć, wszystko stało się tak nagle. Owszem, czasami się kłóciliśmy, często zdarzały się "ciche dni" z mojej strony, które były odpowiedzią na częste "fochy" żony.
Być może moja żona poniekąd uległa zachwytom przyjaciółki, która zmieniła ćpającego męża na nowego faceta. Teraz rzekomo dobrze dogaduje się z pasierbem, a ona przeżywa drugą młodość.

Jest też fakt, że żona ma zaburzenia dyssocjalne, łatwo zawiera znajomości i jeszcze szybciej kończyły się jej związki.
Ruta pisze: 21 lut 2026, 13:20 Czy wiesz o jakie wsparcie chodzi żonie, w czym chciałaby to twoje wsparcie mieć?Czy ty uważasz, że wspierasz żonę? Czy chcesz ją wspierać?
Wspieram ją jak tylko mogę.
Przez pół roku pracowałem na pół etatu, żeby zająć sie domem, a ona nie musiała korzystać każdego dnia z pomocy rodziców. Woziłem dzieci do przedszkola, pralem, zmywalem, czasem gotowałem.
W grudniu gdy już byliśmy skłóceni i skręciła nogę jeździłem z nią po sorach i lekarzach.
Z mojego punktu widzenia zawsze może na mnie liczyć, choć ona odpowiada, że nie czuje tego.
Ruta pisze: 21 lut 2026, 13:20Jak sam oceniasz swoje zaangażowanie w obowiązki domowe? Czy twoim zdaniem jest wystarczające?
Ogarniam wszystko, na co mi czas pozwala. Jak jestem w domu, to i śniadania robię, wypiorę, zmyję, dziecko przewinę, wykąpię itp.
Żona nie musi robić wszystkiego sama i wieczorami ma czas na odpoczynek, czy zabawę z dziećmi.
Ruta pisze: 21 lut 2026, 13:20- Przestałeś chodzić do kościoła
A przestałeś?
Tak. Z natury jestem człowiekiem słabej wiary. Nikogo nie zmuszam do chodzenia do kościoła i nikomu nie zabraniam. Żona wychowuje dzieci w wierze i nie mam z tym problemu. Aktualnie zjawiam się w kościele, gdy wypada.
Ruta pisze: 21 lut 2026, 13:20 Czy dogadujesz się z pasierbem? Jakie dokładnie ma żona uwagi do tej relacji? Jakie ty masz zarzuty do pasierba? Ile lat ma pasierb? Czy pasierb mieszka z wami i trójką waszych biologicznych dzieci, czy na stałe mieszka z inną rodziną, a u was jest gościem?
Mieszkamy wszyscy razem. Ma lat 14. Średnio się dogadujemy, gdyż uważam go za rozpieszczonego i leniwego maminsynka, który całymi dniami głównie gra na komputerze lub gapi się w telefon.
Żona by chciała żebym spędzał z nim czas jak ojciec z jedynym synem. Zabierał do kina itp, ale tylko we dwójkę. Tymczasem ja wolę poświęcać czas swoim dzieciom, gdyż to z nimi czuję więź rodzicielską. Jego oczywiście nie pomijam zabierając gdzieś dzieci.

W ostatnich tygodniach staram się jednak być zdecydowanie mniej szorstki i bardziej empatyczny w naszych relacjach.

Ruta pisze: 21 lut 2026, 13:20Czy przechodzisz przez swój kryzys? Co na dziś myślisz o pasierbie, swojej rodzinie, obowiązkach rodzinnych? Co z twoją wiarą? Co z uczestnictwem w praktykach religijnych?
Jedyny kryzys, jaki można mi zarzucić to kryzys wiary. Niechętnie praktykuję wiarę, głównie kiedy żona nalega.
Ruta pisze: 21 lut 2026, 13:20 Czy jest coś, co upośledza twoje funkcjonowanie jako męża, ojca i przybranego ojca?
Nie ma, uważam się za dobrego ojca, ale nie narcyza, pewnie zawsze można być lepszym.
Ruta pisze: 21 lut 2026, 13:20 Jeśli twoja żona miałaby 3 procent racji w kierowanych do ciebie zarzutach, to gdzie widziałbyś te 3 procent?

Czego miałbyś robić mniej, a czego więcej, by poprawić funkcjonowanie waszej rodziny?
Koryguję w swoim postępowaniu wszystko co mi zarzuca. Chce, żebym więcej sprzątał? Staram się, niestety ona nie chce mi podpowiedzieć na co mam zwrócić uwagę.
Uważa, że źle traktuje pasierba? Staram się zmienić podejście do niego.

Niestety ona choć widzi, to nie docenia moich starań kwitując to "za późno" albo "nie mam siły".

Na ostatnie święta dostała ode mnie nie najtańszy prezent, jej koleżanka kilka dni temu skwitowała to zdaniem "twój mąż to musi Cię kochać", więc chyba jednak nie jestem tak zły, jak mnie maluje.
Bławatek
Posty: 2573
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: Bławatek »

Witaj kamilos

Jeśli wasze wspólne dzieci są tak małe, a pasierb nastolatkiem to ja się nie dziwię, że trudno wam się dogadać. Jako matka nastolatka mogę powiedzieć, że to normalne w dzisiejszych czasach że nastolatkowie ciągle tkwią w komputerach i komórkach, rozmawiając z innymi rodzicami wiem, że trudno ich od tego odciągnąć, ale się udaje, ale głównie wtedy gdy się im zaproponuje coś atrakcyjnego dla nich - kino, kręgle, basen, rower... Chyba żaden nastolatek nie ucieszy się ze spaceru, placu zabaw czy wyjścia na lody - przedszkolaki tak. Myślę, że gdybyś zaproponował pasierbowi coś atrakcyjnego to by skorzystał. Ale wydaje mi się, że żona ma rację, byłoby dobrze gdybyś z pasierbem spędził czas 1 na 1, bez tych mniejszych dzieci. Z góry powiem, że nastolatkowie zazwyczaj niechętnie nawet na najciekawsze propozycje reagują z radością, bo taka ich natura. Dla każdego dziecka to ważne, by tylko z rodzicem bez innych domowników spędzać wspólnie czas - kazdy mądry doświadczony ojciec którego słuchałam w internecie sobie chwalil takie działanie, gdyż widział, pozytywne efekty takiego działania. Biorąc ślub z żoną chyba byłeś świadomy, że jej dziecko będzie z wami i że chciałoby mieć z tobą relację. Biorąc ślub z kobietą z dzieckiem zobowiązałeś sie pewnie być przybranym tatą. Pytanie czy ty sobie zdawałeś sprawę z tego w co się pakujesz, jakie zobowiązania bierzesz. Bo mnie trochę razi, że tak podkreślasz, że to pasierb.

Druga sprawa - wspólnota, wspólna rodzina i mieszkanie to też wspólne obowiązki, nie na zasadzie, jak mi żona wskaże palcem to zrobię, tylko działanie wynikające z potrzeby zrobienia tego co akurst trzeba zrobić, nawet za kogoś. Żadna kobieta chyba nie lubi non stop przypominać, gdzie odnosić brudne naczynia, albo że gdy na podłodze są okruszki to wypadałoby odkurzyć, albo wynieść śmieci bo kosz już pełny. Mój mąż mial z tym problem, a ja w końcu miałam problem z nim bo miałam dość ciągłego przypominania mu co wypadałoby zrobić. Może u was tak nie ma, ale może są inne rzeczy które denerwują żonę i dlatego mówi, że za późno bo być może nie wierzy w twoją zmianę.

Znasz książkę "5 języków miłości" ? Polecam, bo działając tak jak my chcemy a nie tak jak oczekuje druga strona często prowadzimy do nieporozumień.

Polecam też książkę "Dzikie serce. Pragnienia męskiej duszy" - możesz się z niej dowiedzieć jak ważna w życiu każdego dziecka jest rola mężczyzny, ojca. Może nie czujesz się ojcem pasierba, ale możesz być dla niego kimś ważnym. Swoim działaniem pokazujesz mu wzór mężczyzny, męża i ojca. Pytanie czy dobry. Jasne, nikt z nas nie jest doskonały, ale po to mamy możliwość zdobycia wiedzy by w każdej materii stawać się coraz lepszymi.

Może widzisz tylko część problemów i wydają Ci się błahe, ale żona może widzieć i odczuwać więcej, bo może ją boleć to, że z jej synem nie masz relacji. Rozmawiacie o tym wszystkim, czy każde zamiata pod dywan?

Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Ruta
Posty: 3877
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: Ruta »

Kamilos,
myślenie: "ja jestem okej, a uwagi żony nie mają sensu" to dobry kierunek myślenia, jeśli akurat planujesz rozpad swojej relacji z żoną. Jeśli jednak zależy ci na naprawie relacji małżeńskiej, to warto poszukać innego sposobu myślenia i warto poświęcić czas na analizę i warto przyjrzeć się, co możesz poprawić ze swojej strony.

Napiszę ci jak to postrzegam ze swojej, żony po wielu przejściach z mężem, perspektywy - i pytania pomocnicze, do twoich przemyśleń.
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 Trudno powiedzieć, wszystko stało się tak nagle. Owszem, czasami się kłóciliśmy, często zdarzały się "ciche dni" z mojej strony, które były odpowiedzią na częste "fochy" żony.
Z mojego doświadczenia - jeśli zdaniem mężczyzny ostry kryzys małżeński nastąpił "nagle", to zwykle trwał co najmniej od kilku lat, tylko mąż niespecjalnie słuchał, co żona ma mu do powiedzenia i traktował jej uwagi, prośby, jako "gadanie", "babskie gadanie", "czepianie się".

O co jeszcze, poza twoją postawą wobec pasierba oraz brakiem wystraczającego zaangażowania były wasze kłótnie? Pieniądze? Życie intymne? Rodzice żony lub twoi? Zakupy? Decyzje? Ilość dzieci?

Piszesz, że macie roczne dziecko? Czy to oznacza, że żonie skończył się urlop macierzyński, i dochody waszej rodziny spadły, bo żona przeszła na niepłatny urlop wychowawczy? To dla wielu rodzin poważny kryzys, czas obawy o finanse.
Rozmawiacie na takie tematy?

***
Czy mógłbyś opisać, jak przebiegało to, co określasz jako foch żony?

Co dokładnie w twoim wykonaniu oznaczają "ciche dni"?
Jak się takie ciche dni zwykle kończą?
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 Być może moja żona poniekąd uległa zachwytom przyjaciółki, która zmieniła ćpającego męża na nowego faceta. Teraz rzekomo dobrze dogaduje się z pasierbem, a ona przeżywa drugą młodość.
Rozstanie z odurzającym się mężem to dobre rozwiązanie. Życie z osobą w czynnym nałogu wyniszcza. Niezależnie od tego, że zarówno obiektywnie, jak i z perspektywy wiary, nowy związek może nie być sytuacją uporządkowaną, przyjaciółka żony może czuć się w nim dobrze i tak relacjonować swój związek twojej żonie.

Taka sytuacja przyjaciółki może wpływać na postawę twojej żony, szczególnie jeśli z perspektywy żony jej życie z tobą jest trudne. Może to sprzyjać podjęciu przez twoją żonę odkładanych dotąd decyzji i bardziej zdecydowanym krokom wobec ciebie. Jednak źródło kryzysu nadal jest w waszym małżeństwie, nie w życiu przyjaciółki twojej żony.

Warto to źródło (lub źródła) kryzysu namierzyć.

Czy zdarza ci się używać rekreacyjnie substancji psychoaktywnych? Marihuany, alkoholu, innych środków?
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 Jest też fakt, że żona ma zaburzenia dyssocjalne, łatwo zawiera znajomości i jeszcze szybciej kończyły się jej związki.
Z mojej perspektywy to twój - kolejny - argument obronny, "dowód" na to, że żona chce się od ciebie odseparować bez powodu. Szukanie argumetów na to, że ja jestem okej, tylko żona się czepia i ma zaburzenia, nie pomoże w naprawie.
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 Wspieram ją jak tylko mogę.
Przez pół roku pracowałem na pół etatu, żeby zająć sie domem, a ona nie musiała korzystać każdego dnia z pomocy rodziców. Woziłem dzieci do przedszkola, pralem, zmywalem, czasem gotowałem.
Potrafisz zrobić wszystko, co potrzeba w ramach obowiązków domowych. To dobrze.

Piszesz jednak o tych wszystkich czynnościach w czasie przeszłym, gdy pracowałeś na pół etatu - jak się domyślam w czasie, gdy żona była w czwartej ciąży. Jak się sprawy mają, odkąd wróciłeś na pełny etat:
- woziłem dzieci do przedszkola - kto wozi dzieci dzisiaj?
- prałem - czy obecnie pierzesz swoje rzeczy i rzeczy domowników?
- zmywałem - czy macie zmywarkę czy zmywacie ręcznie?
- czasem gotowałem - czy obecnie angażujesz się w przygotowanie posiłków?

Czemu żona nie chciała korzystać z pomocy rodziców? Czyich rodziców? Twoich czy żony?
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 W grudniu gdy już byliśmy skłóceni i skręciła nogę jeździłem z nią po sorach i lekarzach.
Napięcie w relacji nie zwalnia z odpowiedzialnej postawy wobec drugiej osoby. Dobrze, że zachowałeś się odpowiedzialnie i nie zostawileś żony bez pomocy.

Kto opiekował się dziećmi w czasie, gdy spędzaliście czas na sor i i lekarzy?
Kto pomagał żonie w domu w czasie, gdy nie mogła chodzić?
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 Z mojego punktu widzenia zawsze może na mnie liczyć, choć ona odpowiada, że nie czuje tego.
Ogarniam wszystko, na co mi czas pozwala. Jak jestem w domu, to i śniadania robię, wypiorę, zmyję, dziecko przewinę, wykąpię itp.
Żona nie musi robić wszystkiego sama i wieczorami ma czas na odpoczynek, czy zabawę z dziećmi.
Piszesz: żona wieczorami ma czas na odpoczynek i zabawę z dziećmi. Nie piszesz: mamy z żoną czas na odpoczynek i na zabawę z dziećmi. Gdzie jesteś wieczorami i co robisz?

Piszesz: jak jestem w domu. Jaki jest twój tryb pracy? Czy pracujesz poza domem? Czy masz delegacje? Ile godzin dziennie spędzasz w pracy, a ile w domu?
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 Tak. Z natury jestem człowiekiem słabej wiary. Nikogo nie zmuszam do chodzenia do kościoła i nikomu nie zabraniam. Żona wychowuje dzieci w wierze i nie mam z tym problemu. Aktualnie zjawiam się w kościele, gdy wypada.
Przysięga małżeńska obejmuje przyjęcie z miłością wszystkich dzieci i wychowanie ich w wierze katolickiej. Jest to jedno z twoich zobowiązań. Wychowanie to przede wszystkim przykład. "Nie zabraniam" - to do wychowania dzieci w wierze zdecydowanie za mało. Czy traktujesz poważnie całą swoją przysięgę małżeńską?

Wiara ma to do siebie, że nie ma stalego poziomu przez całe życie. Znam osoby, które doświadczyły bliskości Boga, mówiły, że teraz już nie muszą wierzyć, bo wiedzą, że On jest. A następnie przeżywały potężne kryzysy wiary.

Wiara to po części wytrwała postawa, życie według określonych wartości, unikanie grzechu, nawracanie się, życie sakramentalne - niezależnie od poziomu wiary "emocjonalnej" na danym etapie życia. Wiara jest w takim rozumieniu wyborem życia według Bożych zasad, zasad wiary, Nauki Kościoła. Także w okresach kryzysu wiary osobistej, kryzysu relacji z Bogiem.
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 Mieszkamy wszyscy razem. Ma lat 14. Średnio się dogadujemy, gdyż uważam go za rozpieszczonego i leniwego maminsynka, który całymi dniami głównie gra na komputerze lub gapi się w telefon.
Żona by chciała żebym spędzał z nim czas jak ojciec z jedynym synem. Zabierał do kina itp, ale tylko we dwójkę. Tymczasem ja wolę poświęcać czas swoim dzieciom, gdyż to z nimi czuję więź rodzicielską. Jego oczywiście nie pomijam zabierając gdzieś dzieci.

W ostatnich tygodniach staram się jednak być zdecydowanie mniej szorstki i bardziej empatyczny w naszych relacjach.
Poczułam smutek i niepokój, czytając opis twojej postawy wobec pasierba. Większość współczesnych rodziców i opiekunów nastolatków mierzy się z problemem "ekranowym". Ile rodzin, tyle rozwiązań: dodatkowe zajęcia, wspólne zajęcia rodzinne, wprowadzanie ram. Jednak dość typowe trudności nastolatka wyjaśnisz tym, że pasierb jest leniwy i rozpieszczony. Czy to oznacza, że uważasz, że powinien mieć więcej obowiązków w domu? Jakich?

Piszesz też, że pasierb jest maminsynkiem. Co masz na myśli, określając go w ten sposób?

Między tobą a pasierbem nie nawiązała się więź rodzicielska. Czasem tak jest. Można jednak nadal być odpowiedzialnym i zaangażowanym ojczymem.

Jest wiele materiałów o budowaniu prawidłowych relacji między ojczymami i nastoletnimi pasierbami. Czytałeś coś na ten temat? Wygląda na to, że sam zauważyłeś, że jesteś wobec chłopca zbyt szorstki i zbyt mało empatyczny. Starasz się to naprawić, zmienić swoją postawę.

Jaki byłeś jako 14 latek? Jakie miałeś potrzeby? Czego oczekiwałbyś na tym etapie życia od mężczyzny pełniącego rolę wychowawcy?
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 Jedyny kryzys, jaki można mi zarzucić to kryzys wiary. Niechętnie praktykuję wiarę, głównie kiedy żona nalega.
Znasz tło kryzysu swojej wiary? Skoro żona zarzuca ci, że przestaleś chodzić do Kościola, to zapewne kiedyś do niego chodziłeś. Dla wielu małżonków tłem kryzysu wiary jest nauka moralna Kościoła, dotycząca prokreacji.

Przeszliśmy z mężem przez takie trudności po narodzinach młodszego syna. Mąż po trudnej ciąży, komplikacjach okołoporodowych i trudnościach syna, który wymagał wsparcia w rozwoju i rehabilitacji, obawiał się posiadania kolejnych dzieci. Wprowadziło go to w konflikt z Nauką Kościoła i w konflikt ze mną. Ja chciałam nadal żyć według tej Nauki. Mąż nie chciał, nie chciał więcej dzieci, ale nie chciał przy tym rezygnować ze współżycia seksualnego. Ja z kolei nie godziłam się na antykoncepcję i chciałam mieć kolejne dzieci. Mój mąż zastąpił w odpowiedzi na to relację intymną ze mną relacją z pornografią. Zaczął wchodzić we flirty, zdrady. To jeszcze bardziej oddalało go od wiary.

Po jakimś czasie ja, tęskniąc za bliskością i obawiając się całkowitego rozpadu relacji i że mąż odejdzie do "nowocześniejszej" kobiety zgodziłam się na antykoncepcję. To jeszcze pogłębiło nasz kryzys, bo ja także weszłam w kryzys wiary. Kiedy postępowałam w zgodzie z wiarą, traciłam więź z mężem. Próbując odzyskać relację z mężem, postępowałam wbrew sobie i temu w co wierzyłam, że jest słuszne.

Wychowujecie z żoną czwórkę dzieci. Jak na dziś postrzegasz swoją otwartość na życie? Czy masz wewnętrzną zgodę na przyjęcie kolejnych dzieci? Rozmawiacie z żoną o waszej płodności?

A może są inne aspekty wiary, które na dziś są dla ciebie trudne?
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 Koryguję w swoim postępowaniu wszystko co mi zarzuca. Chce, żebym więcej sprzątał? Staram się, niestety ona nie chce mi podpowiedzieć na co mam zwrócić uwagę.
Uważa, że źle traktuje pasierba? Staram się zmienić podejście do niego.

Niestety ona choć widzi, to nie docenia moich starań kwitując to "za późno" albo "nie mam siły".
Żona uważa, że źle traktujesz pasierba, czy źle traktujesz pasierba? To zasadnicza różnica.

Zwykle, gdy są częste kłótnie o niesprawiedliwy rozkład obowiązków, nie chodzi o podział obowiązków tylko o wspólną odpowiedzialność. Podział dzieli, wspólnota łączy.

Mojemu mężowi zajęło sporo czasu zrozumienie, że nie chodzi o to, żeby mi pomagał w domu, tak jak pomagał swojej mamie. Że jest teraz dorosły i nasz dom jest naszym wspólnym domem, w którym on nie jest pomocnikiem i wykonawcą moich poleceń, tylko mężem i ojcem. Osobą na równi ze mną i w pełni odpowiedzialną za wszystko co się w domu dzieje.

Załapał tą swoją odpowiedzialność. I mieliśmy wtedy dobry czas w malżeństwie. Kiedy mąż z bierno-agresywnego wykonawcy moich poleceń stał się partnerem, sprawy domowe i obowiązki domowe zaczęły dziać się niemal same. Porządki domowe, czas z dziećmi, zakupy, gotowanie, stały się po prostu stałym programem naszego wspólnego życia. To, że współpracowaliśmy i wykonywaliśmy te nasze obowiązki razem łączyło nas, scalało, wzmacniało więzi. Zniszczyły nas inne sprawy.

Nie oczekuj, że żona ci podpowie, co masz robić. Jesteś dorosłym mężczyzną. Mąż nie "pomaga żonie w jej obowiązkach", tylko wypełnia swoje własne obowiązki. Im więcej rzeczy udaje się małżonkom robić wspólnie, zamiast się dzielić, tym lepiej dla relacji.
kamilos pisze: 28 lut 2026, 15:52 Na ostatnie święta dostała ode mnie nie najtańszy prezent, jej koleżanka kilka dni temu skwitowała to zdaniem "twój mąż to musi Cię kochać", więc chyba jednak nie jestem tak zły, jak mnie maluje.
Opinia koleżanki nie ma znaczenia. Znaczenie ma opinia twojej żony. Nienajtańszy prezent od męża zwykle oznacza próbę rekompensaty z jego strony, pokrycie wyrzutów sumienia. W koleżankach taki gest męża budzi zachwyt, w żonie nieokreślony (lub określony) niepokój.
Ruta
Posty: 3877
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: Ruta »

Wiesz kamilos, tak mi przyszło do głowy...

Jak się pojawiłam na forum, to pojawiłam się z intencją, że dostanę medal za dobre sprawowanie i receptę jak ogarnąć męża. No bo ja byłam ta dzielna i dobra, co chciała walczyć o małżeństwo i rodzinę, a mąż... tkwił w nałogach, nie chciał się leczyć i rodzinę opuścił dla kochanki i w dodatku przemoc stosował.

Naprawdę to wszystko robił... i mimo, że to wszystko robił, to ja nie dostałam medalu za wzorową postawę, tylko kubeł zimnej wody na głowę.

Dowiedziałam się, że to ja mam iść na terapię, nie chronię dzieci i wiszę na mężu, w dodatku mam wgraną wadliwą bazę danych, głupio myślę, głupio działam, beznadziejnie się komunikuję i biernie godzę się na przemoc i sama też stosuję przemoc i do męża i dzieci. I mam się ogarnąć i wziąć za siebie. Nawrócić się, nauczyć, od męża odczepić, wyjśc ze swojej przemocy, wziąc odpowiedzialność i zacząć robić co do mnie należy.
Wzięłam to wszystko na klatę tylko z desperacji. Po prostu wyczerpałam wszystkie swoje siły i pomysły. A bardzo mi zależało na mojej rodzinie i na moim mężu. Na tyle, żeby łyknąć gorzką pigułkę.

Pomyślałam, żeby trochę podgrzać wodę, którą jesteś polewany. Dobrze, że chcesz naprawy swojego małżeństwa. Że szukasz, że się zastanawiasz. Że wykonałeś wysiłek, znalazłeś forum, zrejestrowaleś się napisaleś. Masz odwagę szczerze napisać o swoim kryzysie wiary, o swoich trudnościach z pasierbem, o tym, jak postrzegasz uwagi żony i jej postawę.

Łaska buduje na naturze. Jest na czym u ciebie budować. Otwartość, gotowość do wysiłku, poszukiwań, wyjście po pomoc, to naprawdę sporo.

Roboty też sporo, ale w sumie wygląda, że mniej, niż ja miałam do zrobienia. Dasz radę 💪
kamilos
Posty: 5
Rejestracja: 12 lut 2026, 17:42
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: kamilos »

Bławatek pisze: 28 lut 2026, 21:28 Biorąc ślub z żoną chyba byłeś świadomy, że jej dziecko będzie z wami i że chciałoby mieć z tobą relację. Biorąc ślub z kobietą z dzieckiem zobowiązałeś sie pewnie być przybranym tatą. Pytanie czy ty sobie zdawałeś sprawę z tego w co się pakujesz, jakie zobowiązania bierzesz.
Myślę, że nie do końca. Chłopak ma ojca, jednak ten niezbyt się nim interesuje, stąd cały ciężar tej męskiej odpowiedzialności spoczął na mnie.
Bławatek pisze: 28 lut 2026, 21:28Znasz książkę "5 języków miłości" ? Polecam

Polecam też książkę "Dzikie serce. Pragnienia męskiej duszy"
Nie znam tytułów, ale być może nadrobię zaległości w literaturze ;)

Bławatek pisze: 28 lut 2026, 21:28Może widzisz tylko część problemów i wydają Ci się błahe, ale żona może widzieć i odczuwać więcej, bo może ją boleć to, że z jej synem nie masz relacji. Rozmawiacie o tym wszystkim, czy każde zamiata pod dywan?
Z pewnością ją to uwiera, zdarzało jej się wspomnieć, że dostrzega mój brak zaangażowania w temacie wychowania jej syna.
Bławatek pisze: 28 lut 2026, 21:28Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam
Absolutnie, dziękuję Ci za Twoje spostrzeżenia i sugestie.
kamilos
Posty: 5
Rejestracja: 12 lut 2026, 17:42
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: kamilos »

Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53 myślenie: "ja jestem okej, a uwagi żony nie mają sensu" to dobry kierunek myślenia, jeśli akurat planujesz rozpad swojej relacji z żoną. Jeśli jednak zależy ci na naprawie relacji małżeńskiej, to warto poszukać innego sposobu myślenia i warto poświęcić czas na analizę i warto przyjrzeć się, co możesz poprawić ze swojej strony.

Nie twierdzę, że uwagi żony nie mają sensu. Twierdzę, że ich nie rozumiem. Często poświęcam całą swoją energię i czas, by żyło się nam jak najlepiej, a w odpowiedzi otrzymuję tylko zarzuty jak to wszystko zepsułem.

Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53 O co jeszcze, poza twoją postawą wobec pasierba oraz brakiem wystraczającego zaangażowania były wasze kłótnie? Pieniądze? Życie intymne? Rodzice żony lub twoi? Zakupy? Decyzje? Ilość dzieci?

Dziwnie to zabrzmi, ale o remont w domu. Ciągnie się od roku, spędzam przy nim każdą wolną chwilę, ładuję swoje pieniądze w nie swój dom i cały czas słyszę tylko, że jest bałągan.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Piszesz, że macie roczne dziecko? Czy to oznacza, że żonie skończył się urlop macierzyński, i dochody waszej rodziny spadły, bo żona przeszła na niepłatny urlop wychowawczy?

Nie, żona po podstawowym okresie macierzyńskim wróciła do pracy, a ja przejąłem resztę w ramach urlopu rodzicielskiego.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Czy mógłbyś opisać, jak przebiegało to, co określasz jako foch żony?
Co dokładnie w twoim wykonaniu oznaczają "ciche dni"?
Jak się takie ciche dni zwykle kończą?

Fochy to rzecz odziedziczona przez moją żonę po rodzicach. Żona potrafi wyżyć się na mnie i obrazić kilka razy w miesiącu bez winy z mojej strony. A to się z synem pokłóci, to samochód jej się zepsuje, to powiem żart który jej nie bawi. Tych sytuacji nawet nie zliczę i nie jestem w stanie spamiętać o co chodziło. Jak to ktoś kiedyś ciekawie nazwał mam w domu rollercoaster emocjonalny.
Źle to znoszę psychicznie, jest to nie do zniesienia i przychodzi dzień, że mam już tego dosyć. Zamykam się w sobie i traktuję żonę jak powietrze, nawet przez kilka tygodni.

Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Czy zdarza ci się używać rekreacyjnie substancji psychoaktywnych? Marihuany, alkoholu, innych środków?
W lato piję dużo piwa, od jesieni do wiosny nie używam niczego.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53jak się domyślam w czasie, gdy żona była w czwartej ciąży. Jak się sprawy mają, odkąd wróciłeś na pełny etat:
- woziłem dzieci do przedszkola - kto wozi dzieci dzisiaj?
- prałem - czy obecnie pierzesz swoje rzeczy i rzeczy domowników?
- zmywałem - czy macie zmywarkę czy zmywacie ręcznie?
- czasem gotowałem - czy obecnie angażujesz się w przygotowanie posiłków?
Nie w ciąży, gdy byłem na urlopie rodzicielskim, a ona wróciła do pracy.
Dziś dzieci wożą dziadki, piorę weekendami, zmywamy w zmywarce, gotuję kiedy żona nie ma czasu, gdyż idzie jej to sprawniej niż mnie.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Czemu żona nie chciała korzystać z pomocy rodziców? Czyich rodziców? Twoich czy żony?
Żeby nie obciążać dziadków wychowywaniem wnuków, gdy nie ma takiej konieczności. Ja rodziców już nie mam.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Kto opiekował się dziećmi w czasie, gdy spędzaliście czas na sor i i lekarzy?
Kto pomagał żonie w domu w czasie, gdy nie mogła chodzić?
Gdy byliśmy w szpitalu dzieci były u dziadków. Po powrocie przez ok. miesiąc całym domem zajmowałem się ja.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Gdzie jesteś wieczorami i co robisz?
Wieczorami męczę remont w domu, potem usypiam maluszka.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Jaki jest twój tryb pracy? Czy pracujesz poza domem? Czy masz delegacje? Ile godzin dziennie spędzasz w pracy, a ile w domu?
Mieszkamy za miastem, do pracy godzina w jedną mańkę więc wyjeżdżam z domu przed 6, a wracam koło 16.

Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Znam osoby, które doświadczyły bliskości Boga
Ja niestety nie doświadczyłem. Wychowałem się w patologii, biedzie i przemocy. W jeden rok zmarła cała moja rodzina i zostałem sam. Ale jak to w kościele mówią - wiara jest darem łaski, a nie każdy takową musi otrzymać. Ja chyba nie otrzymałem.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Czy to oznacza, że uważasz, że powinien mieć więcej obowiązków w domu? Jakich?
Oczywiście, on nie ma w zasadzie żadnych obowiązków. Mama wymaga, by czasem się czegoś pouczył i wyjął naczynia ze zmywarki.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Piszesz też, że pasierb jest maminsynkiem. Co masz na myśli, określając go w ten sposób?
Nie przeżyłby dnia bez mamy, chodzi za nią po domu jak piesek za panem. Musieliśmy z nim spać niemal do 9 roku życia.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Jest wiele materiałów o budowaniu prawidłowych relacji między ojczymami i nastoletnimi pasierbami. Czytałeś coś na ten temat? Wygląda na to, że sam zauważyłeś, że jesteś wobec chłopca zbyt szorstki i zbyt mało empatyczny. Starasz się to naprawić, zmienić swoją postawę.
Nie, ale będę musiał to nadrobić. Oczywiście już staram się zmienić swoją postawę.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Jaki byłeś jako 14 latek? Jakie miałeś potrzeby? Czego oczekiwałbyś na tym etapie życia od mężczyzny pełniącego rolę wychowawcy?
To było prawie 30 lat temu. Nie pamiętam swoich oczekiwań.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Znasz tło kryzysu swojej wiary?
Moim tłem jest brak sensu i logiki płynącej z nauczania kościoła. Nie nawracaj mnie teraz proszę.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Jak na dziś postrzegasz swoją otwartość na życie? Czy masz wewnętrzną zgodę na przyjęcie kolejnych dzieci? Rozmawiacie z żoną o waszej płodności?
Nie chcemy już więcej dzieci, a jeśli jednak będą, to będą. Szczerze mówiąc najmłodszy też nie był oczekiwany, a jest wspaniały!
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Żona uważa, że źle traktujesz pasierba, czy źle traktujesz pasierba? To zasadnicza różnica.
Zdarza mi się to. Jego "szlacheckie" zachowania, jak choćby skrajna wybredność przy stole albo nie sprzątanie po sobie burzą we mnie krew.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53W koleżankach taki gest męża budzi zachwyt, w żonie nieokreślony (lub określony) niepokój.
Mam nadzieję, że nie. Nie posiadam dużych pieniędzy, ale nie mają dla mnie wartości, gdy mogę sprawić komuś radość. Chcę, by moja żona choć trochę poczuła dzięki temu, jak jest dla mnie ważna.
Bławatek
Posty: 2573
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: Bławatek »

Kamilos dzięki, za szczere odpowiedzi
kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:15
Bławatek pisze: 28 lut 2026, 21:28 Biorąc ślub z żoną chyba byłeś świadomy, że jej dziecko będzie z wami i że chciałoby mieć z tobą relację. Biorąc ślub z kobietą z dzieckiem zobowiązałeś sie pewnie być przybranym tatą. Pytanie czy ty sobie zdawałeś sprawę z tego w co się pakujesz, jakie zobowiązania bierzesz.
Myślę, że nie do końca. Chłopak ma ojca, jednak ten niezbyt się nim interesuje, stąd cały ciężar tej męskiej odpowiedzialności spoczął na mnie.
Kamilos to nie wina dziecka, że jego ojciec nie umie czy nie chce się nim zajmować. Ja jako matka, można by powiedzieć, samotnie wychowujaca syna, bo mój mąż wyprowadzając się nie porzucił tylko mnie ale i naszego syna, mogę ci powiedzieć, że latami widziałam ból i zazdrość w oczach syna gdy widział, jak jego koledzy z ojcami fajnie czas spędzają. Jestem bardzo wdzięczna wielu tym ojcom, że w najtrudniejszym dla nas czasie nie było dla nich problemem by od czasu do czasu "przygarnąć" mojego syna i np. zaproponować mu dłuższą wycieczkę rowerową, wyjście na basen czy też weekend pod namiotem. Zarówno chłopcy jak i dziewczyny potrzebują męskiego wzorca- każde do czegoś innego. Ale to może sam odkryjesz czytając lub słuchając mądrych i doświadczonych ludzi.

Oprócz polecanej książki polecam posłuchać chociażby p. Jacka Pulikowskiego - jak ważny jest mężczyzna. Lub poczytać, bo też ma wiele pozycji.
Bławatek pisze: 28 lut 2026, 21:28Znasz książkę "5 języków miłości" ? Polecam

Polecam też książkę "Dzikie serce. Pragnienia męskiej duszy"
Nie znam tytułów, ale być może nadrobię zaległości w literaturze ;)
Pozycji książkowych jest wiele jak i w internecie jest wiele mądrego do posłuchania.

Odpowiadając Rucie napisałeś, że ciężko ci wierzyć. Mogę zachęcić Cię do przygody z o. Adamem Szustakiem, którego lubią też słuchać osoby będące daleko od Kościoła - on ma dużo różnych projektów, myślę, że warto spróbować poszukać czegoś na Youtube. Rano na przykład są Wstawaki, w Wielkim Poście Zorzaki - to takie krótkie komentarze do mądrych zdań ludzi czy Ewangelii. Ja każdy dzień od tego zaczynam.
Bławatek pisze: 28 lut 2026, 21:28Może widzisz tylko część problemów i wydają Ci się błahe, ale żona może widzieć i odczuwać więcej, bo może ją boleć to, że z jej synem nie masz relacji. Rozmawiacie o tym wszystkim, czy każde zamiata pod dywan?
Z pewnością ją to uwiera, zdarzało jej się wspomnieć, że dostrzega mój brak zaangażowania w temacie wychowania jej syna.
No to już sukces, że to dostrzegasz. Wiem, że może Ci być trudno, ale moze warto stać się dla pasierba dobrym wzorem do naśladowania, jeśli swojego ojca naśladować nie może. Może być trudno zacząć, ale nie warto się zrażać. Może po lekturze tej książki "Dzikie serce" zobaczysz jakie to ważne - a przy kolejnych dzieciach będzie Ci łatwiej.
Bławatek pisze: 28 lut 2026, 21:28Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam
Absolutnie, dziękuję Ci za Twoje spostrzeżenia i sugestie.
Mam maksymę - lepiej się uczyć na czyichś błędach niż na swoich, a ty pytając masz szansę zobaczyć co u innych się sprawdziło a co nie.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Bławatek
Posty: 2573
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: Bławatek »

kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:19
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53 myślenie: "ja jestem okej, a uwagi żony nie mają sensu" to dobry kierunek myślenia, jeśli akurat planujesz rozpad swojej relacji z żoną. Jeśli jednak zależy ci na naprawie relacji małżeńskiej, to warto poszukać innego sposobu myślenia i warto poświęcić czas na analizę i warto przyjrzeć się, co możesz poprawić ze swojej strony.

Nie twierdzę, że uwagi żony nie mają sensu. Twierdzę, że ich nie rozumiem. Często poświęcam całą swoją energię i czas, by żyło się nam jak najlepiej, a w odpowiedzi otrzymuję tylko zarzuty jak to wszystko zepsułem.
Bo po pierwsze się różnimy od siebie - warto poczytac/posłuchać o różnicach między kobietami a mężczyznami. A po drugie większość ludzi nie potrafi rozmawiać, wprost komunikować czy słuchać.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53 O co jeszcze, poza twoją postawą wobec pasierba oraz brakiem wystraczającego zaangażowania były wasze kłótnie? Pieniądze? Życie intymne? Rodzice żony lub twoi? Zakupy? Decyzje? Ilość dzieci?

Dziwnie to zabrzmi, ale o remont w domu. Ciągnie się od roku, spędzam przy nim każdą wolną chwilę, ładuję swoje pieniądze w nie swój dom i cały czas słyszę tylko, że jest bałągan.
Są osoby którym bałagan bardziej przeszkadza. Mi mniej, więc ja przechodząc ostatnio przez gruntowny remont dałam radę funkcjonować, ale część domowników była ciągle wkurzona. Ja mam geny po pracowitym i pomysłowym dziadku więc mimo, że kilka ekip miałam to też dużo robiłam i działałam by było szybciej skończone. Aczkolwiek 3 najbardziej intensywne tygodnie robót dały w kość bo dochodziło codzienne gruntowne sprzątanie całości a nie tylko jednego pomieszczenia. Niestety źle się mieszka w remontowanym mieszkaniu/domu.

Masz jakiś żal, że remontujesz "cudze" a przecież to też twoje bo tam mieszkasz i z tego korzystasz. Mój mąż też mi wypominał, że w cudzym robi.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Czy mógłbyś opisać, jak przebiegało to, co określasz jako foch żony?
Co dokładnie w twoim wykonaniu oznaczają "ciche dni"?
Jak się takie ciche dni zwykle kończą?

Fochy to rzecz odziedziczona przez moją żonę po rodzicach. Żona potrafi wyżyć się na mnie i obrazić kilka razy w miesiącu bez winy z mojej strony. A to się z synem pokłóci, to samochód jej się zepsuje, to powiem żart który jej nie bawi. Tych sytuacji nawet nie zliczę i nie jestem w stanie spamiętać o co chodziło. Jak to ktoś kiedyś ciekawie nazwał mam w domu rollercoaster emocjonalny.
Źle to znoszę psychicznie, jest to nie do zniesienia i przychodzi dzień, że mam już tego dosyć. Zamykam się w sobie i traktuję żonę jak powietrze, nawet przez kilka tygodni.
Warto na bieżąco mówić co cię rani co przeszkadza. Może jeśli nie od razu to kiedyś do żony dotrze. Warto stawiać granice. Ja się tego musiałam nauczyć. A zamykanie się i traktowanie żony jak powietrze może być odbierane przez nią jako przemoc z Twojej strony - przemoc psychiczną.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53jak się domyślam w czasie, gdy żona była w czwartej ciąży. Jak się sprawy mają, odkąd wróciłeś na pełny etat:
- woziłem dzieci do przedszkola - kto wozi dzieci dzisiaj?
- prałem - czy obecnie pierzesz swoje rzeczy i rzeczy domowników?
- zmywałem - czy macie zmywarkę czy zmywacie ręcznie?
- czasem gotowałem - czy obecnie angażujesz się w przygotowanie posiłków?
Nie w ciąży, gdy byłem na urlopie rodzicielskim, a ona wróciła do pracy.
Dziś dzieci wożą dziadki, piorę weekendami, zmywamy w zmywarce, gotuję kiedy żona nie ma czasu, gdyż idzie jej to sprawniej niż mnie.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Czemu żona nie chciała korzystać z pomocy rodziców? Czyich rodziców? Twoich czy żony?
Żeby nie obciążać dziadków wychowywaniem wnuków, gdy nie ma takiej konieczności. Ja rodziców już nie mam.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Kto opiekował się dziećmi w czasie, gdy spędzaliście czas na sor i i lekarzy?
Kto pomagał żonie w domu w czasie, gdy nie mogła chodzić?
Gdy byliśmy w szpitalu dzieci były u dziadków. Po powrocie przez ok. miesiąc całym domem zajmowałem się ja.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Gdzie jesteś wieczorami i co robisz?
Wieczorami męczę remont w domu, potem usypiam maluszka.
Widać że dużo robisz dla domu i rodziny - niestety zarówno liczna rodzina jak i dom to ogrom pracy. Jedno skończysz, już kolejne trzeba zaczynać.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Czy to oznacza, że uważasz, że powinien mieć więcej obowiązków w domu? Jakich?
Oczywiście, on nie ma w zasadzie żadnych obowiązków. Mama wymaga, by czasem się czegoś pouczył i wyjął naczynia ze zmywarki.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Piszesz też, że pasierb jest maminsynkiem. Co masz na myśli, określając go w ten sposób?
Nie przeżyłby dnia bez mamy, chodzi za nią po domu jak piesek za panem. Musieliśmy z nim spać niemal do 9 roku życia.
Dzieci różnie reagują na sytuację stresowe czy nowe. Nasz syn też lubił nam do łóżka w nocy przechodzić, a jak mąż odszedł to nie chciał spac samodzielnie wogóle, kilka miesięcy trwał taki stan.

Może warto razem z żoną ustalić, że większa samodzielność syna i obowiązki moga ukształtować go na fajnego i silnego chlopaka.

A może zachęciłbyś go by pomagał Ci w remoncie. Mój syn w wieku 9 lat malował i tapetowal ze mną oraz nosil gruz podczas remontu. Teraz dodatkowo skręcał meble. I choć ja lubię majsterkować to zawsze najpierw go pytam czy czegoś za mnie lub ze mną nie zrobi. I mimo, ze woli grać z kolegami to prędzej czy później garnie się do różnych prac w domu czy przy domu. Są często różne warsztaty o wychowywaniu - warto czasami zobaczyć inny punkt widzenia. Ja 1,5 roku byłam na takich warsztatach i wielu nowych rzeczy się dowiedziałam o sobie i o świecie nastolatków.
Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53Znasz tło kryzysu swojej wiary?
Moim tłem jest brak sensu i logiki płynącej z nauczania kościoła. Nie nawracaj mnie teraz proszę.
Nawracanie to nasze zadanie wszak Jezus nieraz mówił "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię." Ale nic na siłę. W odpowiednim czasie przylgniesz do Boga. Pisałam Ci w poprzednim poście to i napisze teraz - polecam.o. Szustaka.

Ruta pisze: 01 mar 2026, 12:53W koleżankach taki gest męża budzi zachwyt, w żonie nieokreślony (lub określony) niepokój.
Mam nadzieję, że nie. Nie posiadam dużych pieniędzy, ale nie mają dla mnie wartości, gdy mogę sprawić komuś radość. Chcę, by moja żona choć trochę poczuła dzięki temu, jak jest dla mnie ważna.
Mądra zasada - nasze oczekiwania czy potrzeby często różnią się od oczekiwań I potrzeb innych osób.

Warto poznać języki miłości każdego.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Ruta
Posty: 3877
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Żona nalega żebym się wyprowadził

Post autor: Ruta »

kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:19 Często poświęcam całą swoją energię i czas, by żyło się nam jak najlepiej, a w odpowiedzi otrzymuję tylko zarzuty jak to wszystko zepsułem.
Kamilos, wielu znanych mi mężczyzn przechodziło przez takie rozczarowanie związane z tym, że bardzo się starali dla swoich rodzin, wkładając w te starania i pracę wszystkie swoje siły, aż do skrajnego zmęczenia, a ich żony i dzieci, rodziny, wcale nie były szczęśliwe. Krytykowały, mówiły o brakach. I to rodziło ogromną frustrację ojców i mężów.

I znowu: starali się, wypełniali więcej obowiązków w domu. Wlączali się w pranie, zakupy, odkurzanie, sprzątanie. Byli jeszcze bardziej zmęczeni. A pretensji jeszcze przybywało.

Te skargi bliskich są o potrzebie relacji, o potrzebie by mąż i ojciec był obecny i zaangażowany, by był zaangażowanym współwychowawcą, współorganizatorem życia rodzinnego, by był dostępny emocjonalnie. Nie są o tym, by wypełniał więcej i więcej obowiązków. Chodzi o wspólny czas, o bliskość, o bycie oparciem dla bliskich, o czas na ich wysłuchanie, towarzyszenie w ich emocjach i przeżyciach.

Więc do codziennych zabiegów o utrzymanie rodziny, o dobry standard życia, do pracy zawodowej - bardzo ważnych i cennych - warto dołożyć starania o relacje, o budowanie dobrych bezpiecznych więzi z bliskimi.

Znam mężczyzn, którzy poszli tą drogą. Są dziś o wiele bardziej spełnieni i szczęśliwi. Pełna realizacja człowieka, mężczyzny, jest w więziach jakie tworzy.
kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:19 Dziwnie to zabrzmi, ale o remont w domu. Ciągnie się od roku, spędzam przy nim każdą wolną chwilę, ładuję swoje pieniądze w nie swój dom i cały czas słyszę tylko, że jest bałągan.
Nie brzmi dziwnie. To kolejny obowiązek, który angażuje twoje siły i zabiera twój czas na budowanie relacji z bliskimi.

Ale widzę tu jeszcze jeden problem. Finansowy: swoje pieniądze, nie swój dom. To potencjalne zarzewie wielu konflików małżenskich.

Warto nie zamiatać pod dywan kwestii własności, lepiej je porządkować. Najpierw potrzeba wiedzy.

Majątek małżonków sprzed małżeństwa pozostaje majątkiem osobistym, nie staje się wspólny. Wiele konfliktów małżeńskich jest o tym, że małżonek, do którego mieszkanie/dom z którego korzysta rodzina nie należy, oczekuje, że powinien zostać współwłaścicielem tego majątku osobistego. Niekoniecznie oczekiwania te są słuszne, za to powodują wiele zadr.

Z kolei pieniądze jakie zarabiają małżonkowie w czasie małżeństwa, są co do zasady tzw. majątkiem dorobkowym i stanowią wspólną własność. Także wtedy, gdy pracuje jedno z małżonków, nadal dochody z pracy są wspólne. Myślenie o zarabianych w malżeństwie pieniądzach "moje" jest nieprawidłowe i także prowadzi do konfliktów, podziałów. Zwykle takinsposób myslenia wynika z potrzeby kontroli, utrzymania przewagi finansowej, z lęku przed zaangażowaniem, utworzeniem wspólnoty, lub z niepewności. Albo że wszystkiego tego na raz.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo ponoszenia nakładów ze wspólnego majątku na majątek osobisty jednego z małżonków, np. remont domu żony - jest to kwestia rozmowy, a nawet wielu rozmów. Trzeba pamiętać, że udostępanianie majątku osobistego na potrzeby rodziny także jest ważnym wkładem finansowym w potrzeby rodziny. Ten wkład jest możliwy do wyliczenia - poprzez policzenie kosztów wynajmu podobnego domu/mieszkania.

Natomiast zapiekanie się w myśleniu "ja inwestuję swoje pieniądze w nie swój dom" nie sprzyja budowie poczucia bezpieczeństwa ani twojego, ani żony. Niewypowiedziane kwestie są obecne, wiszą w powietrzu, są wyczuwalne.
***

Zdecydowanie uporządkuj swoją wiedzę o tym, jak zgodnie z prawem są regulowane finanse małżeńskie, jakie są twoje prawa i jakie obowiązki w tej sferze. Co jest właśnością wspólną, którą powinniście zarządzać razem, co własnością osobistą. Także w przypadku majątku osobistego w małżeństwie priorytet ma zaspokojenie potrzeb rodziny. Nie ma więc pełnej dowolności rozporzadzania także w przypadku osobistych zasobów, choć decyzyjność jest po stronie osob której przysługuje własność.

kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:19 Nie, żona po podstawowym okresie macierzyńskim wróciła do pracy, a ja przejąłem resztę w ramach urlopu rodzicielskiego.
No to nie była to pomoc żonie, tylko wypełnianie twoich obowiązków rodzinnych w czasie, gdy żona pracowała. Temu służy urlop rodzicielski - opiece nad dziećmi, obowiązkom rodzinnym. Sprawdziłeś się, dałeś rady organizacyjnie. Potrafisz naprawdę sporo.
kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:19 Fochy to rzecz odziedziczona przez moją żonę po rodzicach. Żona potrafi wyżyć się na mnie i obrazić kilka razy w miesiącu bez winy z mojej strony. A to się z synem pokłóci, to samochód jej się zepsuje, to powiem żart który jej nie bawi. Tych sytuacji nawet nie zliczę i nie jestem w stanie spamiętać o co chodziło.


Wygląda na to, że w sytuacji, gdy twoja żona doświadcza frustracji, np. kłótni z synem, awarii samochodu, twojego żartu, który ją rani, daje upust tym trudnym emocjom w relacji z tobą. Dałbyś radę opisać w jaki sposób przebiega wyżycie się żony na tobie?
kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:19 Jak to ktoś kiedyś ciekawie nazwał mam w domu rollercoaster emocjonalny.


Generalnie życie rodzinne to jest rollercoaster emocjonalny.
Często też te emocje nie są wyrażane we właściwy sposób. Jedno dziecko wyrywa drugiemu zabawkę, żona krzyczy na męża, bo przyniosła do domu napięcie z pracy, dziecko uderza w zlości tatę, albo gryzie psa. Dzieci się kłócą, godzą, śmieją, żona się uśmiecha, a zaraz potem krzywi.
Dla wielu mężczyn taka skala zmieniających się emocji tylu osób na raz, jest nie do udźwignięcia. Nie znają swojej emocjonalności, nie radzą z nią sobie. Bezpieczniej czują się w pracy, gdzie konwencja wymaga ukrywania większości emocji i nikt nie jest zgrożony podrapaniem w przypływie czyiś braterskich lub malżeńskich uczuć. Więc spędzają więcej czasu w pracy, a resztę czasu sami. Reszta rodziny jest sfrustrowana i szukając potrzebnego im kontaktu i więzi, zarzuca niedostępnego emocjonalnie wycofanego męża i ojca pretensjami. Których on nie rozumie. Widzę ten schemat rodzina po rodzinie.

Jeszcze więcej pretensji bywa, gdy mężczyzna próbuje być obecny - bo w obliczu takiego nagromadzenia tylu zmieniających się emocji nie daje rady i po prostu wybucha. Ten wybuch ma przywołać bliskich do porządku. Mają się zachowywać, jak na porządną firmę przystało, zacząć wypełniać obowiązki, a przestać okazywać emocje. Taki wybuch jest przemocą.
kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:19 Źle to znoszę psychicznie, jest to nie do zniesienia i przychodzi dzień, że mam już tego dosyć. Zamykam się w sobie i traktuję żonę jak powietrze, nawet przez kilka tygodni.


Nie tylko wybuch w odpowiedzi na rodzinny rollercoaster emocjonalny jest przemocą. Także karanie ciszą i wycofanie się z relacji jest przemocą. To jedna z najcięższych form przemocy psychicznej, jeśli patrzeć na to przez poziom cierpienia osoby, która doświadcza karania ciszą. Wiem, bo wysluchałam dziesiątek relacji kobiet i mężczyzn którzy doświadczyli różnych form przemocy. Cisza boli i to jest realny ból, nie urojony.

Jeśli się wycofuję, bo trudno mi w danej chwili być w relacji - informuję o tym bliskich, nie obwiniając ich za moje wycofanie i mówię na ile czasu. Np.: "Czuję duże napięcie. Słabo ze mną. Potrzebuję się wyciszyć. Wyjdę na spacer, za godzinę wrócę i zrobię wtedy najpilniejsze rzeczy. Czy możemy wrócić do naszej rozmowy na przykład jutro o 18.00, jak już całkiem się ogarnę?".

Przemoc po swojej stronie na szczęście łatwo zakończyć. Po prostu trzeba jej już więcej nie stosować. Wtedy poziom przemocy w rodzinie od razu spada, nawet gdy druga osoba jeszcze ją stosuje. Ja też stosowałam przemoc wobec moich bliskich - krzyczałam na nich. Oduczyłam się krzyku. Przemocy było od razu mniej o całą moją przemoc.

Wygląda, że masz tu obszar do pracy - swoją emocjonalność, naukę rozpoznawania emocji własnych, ale też znoszenia emocji innych osób, przyjmowania ich.
kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:19 W lato piję dużo piwa, od jesieni do wiosny nie używam niczego.


Zależy ci na rodzinie. Odstaw używki. Do zera. Piwo też. Trudno mi było to przyjąć z początku. Lubiłam wypić piwo latem. Zimą czasem szklankę grzanego wina. Jednak nawet okazyjnie spożywany alkohol rodzinom w których jest wiele do poukładnia nie służy. Zależało mi i zależy na mojej rodzinie. Zaufałam. Odstawiłam alkohol do zera. To była dobra decyzja. Choć nie byłam do niej przekonana. Lubiłam alkohol. Nie do końca miałam ochotę się go pozbawić. Był to rodzaj mojej ofiary na rzecz mojej rodziny. Przyjemność poświęcona na rzecz wyższego dobra.

Alkohol nie służy też osobom, które mają trudności w sferze emocji. Zaliczam się do tej grupy. To być może jedna z najliczniejszych grup społecznych.
Alkohol to substancja o silnym działaniu psychoaktywnym. Po pierwszym uczuciu zrelaksowania, odprężenia, rozweselenia, ulgi - czy co tam komu daje - nie przestaje działać. Działa dalej, przynosząc frustrację, lęk, smutek, poczucie bezsilności - i chęć ponownego użycia alkoholu, by się od tych niemiłych uczuć uwolnić. U niektórych osób alkohol wyzwala też agresję. U jednych bezpośrenio po spożyciu, u innych w fazie frustracji i potrzeby ulgi.
***

Oboje pracujecie, dom jest pełen dzieci, trzeba godzić potrzeby przedszkolaków, nastolatka i roczniaka. To młyn. Wiele obowiązków, niespodziewanych zwrotów akcji. Potrzebujecie stać się z żona sprawnym zespołem. Czas wychowania dzieci, to w dużej mierze czas zmęczenia. Ale też radości z bycia z dziećmi, obserwowania ich rozwoju. Także radości z więzi małżeńskiej. Sama esencja życia, bliżej tętniącego życia już chyba się być nie da. I tak, czasem chce się z tego młyna i całej tej tętniacej życiem radości uciec z wrzaskiem. To jest w porządku :)
Czasem porzucaliśmy dzieci u dziadków i szliśmy na spacer, żeby nie oszaleć. Co za ulga. A jaka radość jak wracaliśmy i witały nas wysmarowane buzie i paplanina, co kto komu i dlaczego zrobił. Witamy w młynie. Cała sztuka polega na tym, by nie wpaść w to miejsce, gdzie koło młynskie mieli na proch. Tam wrzucamy ziarenka, żeby mieć z nich mąkę i potem chlebek. Więc to koło, co mieli w młynie jest potrzebne. Wszystko idzie dobrze, jeśli tylko sami tam nie wskakujemy i nie wrzucamy tam nikogo z rodziny. Obcych też lepiej nie. To także karalne.

Super, że macie wsparcie dziadków. Każda pomoc jest cenna. I super, że staracie się jej nie nadużywać.
***

Kamilos, wygląda na to, że jesteś całkiem w porządku mężczyzną. Kochasz swoją rodzinę. Starasz się. Pracujesz. Potrzebujesz się nauczyć tego i owego, podrasować talenty emocjonalne. Masz ku temu spore zadatki. Szukasz rozwiązań, umiesz otwarcie napisać o sobie.

Pewnie nawet pójdzie ci ta praca lepiej niż mi :D Ja nie miałam zadatków. Ależ ja się namęczyłam, zanim doszłam do sedna. Mężczyźni wbrew pozorom lepiej sobie radzą z emocjami niż kobiety i szybciej je ogarniają. Lepiej też znoszą emocje innych osób. Dlatego często lepiej się sprawdzają w takich sytuacjach jak pobranie krwi dziecku. Mama panikuje, płacze z dzieckiem. Dziecko widząc mamę całą w tej panice świruje już na całego. Wchodzi tata, pewny, spokojny. Pewnie, że w środku też jest galareta, sam ma ochotę zwiać albo przywalić babie zbliżającej się ze strzykawką. Ale jest mistrzem opanowania. I wtedy, gdy nim jest, to dziecko przy nim jest spokojne. I cała rodzina też.

Znajdź sobie kazania Pawlukiewicza. Nie chodzi o nawracanie się. To ksiądz, który w sumie nigdy nikogo nie nawracał. Mówił po prostu o życiu. I o męskości.

Nie znosiłam go, bo wydawało mi się, że broni mojego męża i tych jego ucieczek, wycofania, wybuchów agresji, szorstkości i nawet upijania się. Ale on nie bronił tych zachowań. Mówił jak jest. Tak wygląda funkcjonowanie wielu mężczyzn. Ale też pokazywał drogę wyjścia, tego jak zamknięty i poraniony mężczyzna może przekroczyć siebie i zbliżyć się do swojej rodziny. Dojrzeć. Także do czułości. Pawlukiewicz uparcie twierdził, że to jest cecha męska. Czułość.
kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:19 Ja niestety nie doświadczyłem. Wychowałem się w patologii, biedzie i przemocy. W jeden rok zmarła cała moja rodzina i zostałem sam. Ale jak to w kościele mówią - wiara jest darem łaski, a nie każdy takową musi otrzymać. Ja chyba nie otrzymałem.


Bieda, przemoc, patologia. Znam je bardzo dobrze ze swojej własnej historii... i z historii moich rodziców... i ich rodziców. Współczuję ci serdecznie. Takie doświadczenia uczą nas zamykania się w sobie, uciekania od emocji, stosowania przemocy wobec bliskich. Tak bardzo chcemy stworzyć sobie dobre rodziny i tak bardzo tego nie potrafimy.

Jednak są dobre wiadomości. Dla mnie. Dla ciebie. Można się nauczyć tworzenia dobrej rodziny, budowania bliskości, radzenia sobie z emocjami. Można przełamać schematy rodzinne, o których nawet nie wiemy, że w nas są.

Czuję, widzę, czytam, że zależy ci na twojej rodzinie i na malżeństwie nie mniej, niż zależało mi. Ja podjęłam pracę nad sobą na etapie, gdy moja rodzina uległa totalnej rozwałce. Mąż był w rozpadzie totalnym, ciężkie używki, kochanka, porzucenie rodziny. Dzieci w rozpadzie. A ja już rozpadnięta, rozbita, w kawałkach. Nawet z tego da się zebrać. Nie ma takiego punktu w którym jest za późno. Zbieram się, odbudowuję. I odbudowują się moje relacje z bliskimi. To niby ciężka praca, ale efekty są tak wypasione, że chce się ją wykonywać. Codziennie. Każdego dnia.

Co do pasierba. Napiszę szczerze. Żona ma rację. Słabo na razie idzie ci bycie ojczymem. I to jest zrozumiałe, patrząc na całokształt twojej historii. Siądź, porozmawiaj z żoną, poproś ją o pomoc, wsparcie. Słuchaj co mówi, wdrażaj co dasz radę, ale rozmawiaj jeśli do jakiś jej rozwiązań masz wątpliwości. Nie działają wobec siebie na silę, zaczynają od tego, na co masz zgodę.
Pracuj ze swoim gniewem, jaki młody w tobie uruchamia. Nie wylewaj tego gniewu na bliskich, na młodego, na żonę. Nastolatki tak mają, że są wkurzające. Nie tylko dla ojczymów. Dla rodziców biologicznych też. Śmierdzą, bałaganią, pyskują, marudzą, nie mają instynktu samozachowawczego, domagają się samodzielności, choć odpowiedzialność mają mniejszą niż pięciolatki. W dodatku wszędzie łażą z telefonem i nic się im nie chce...
Mam osobisty egzemplarz nastolatka w domu. Ja akurat mam łatwiej, bo na ogół lubię nastolatki. Choć i tak czasem mam ochotę swojego nastolatka zjeść. I nie wcale nie w taki sposób, w jaki ma się ochotę schrupać z miłości rozkosznego roczniaczka... Sztuka w tym, by powstrzymać swój nieco morderczy apetyt.

Poczytaj, poszukaj, poucz się o nastolatkach. O panowaniu nad sobą w obliczu nastoletności. Ta wiedza będzie jak znalazł nie tylko w relacji z pasierbem, ale też gdy młodsze dzieci z waszej rodziny wejdą w ten etap i zamienią się w nieogarnięte wkurzające istoty z wiecznym grymasem niezadowolenia i pogardy dla świata. Będziesz już wtedy ekspertem, jeśli tylko teraz odrobisz lekcję.

Spójrz na tego nastolatka z sympatią, z czułością. Młody nieopierzony, pogubiony. Ani tata go za bardzo nie chce, ani ojczym za bardzo nie akceptuje. Wczepia się więc pazurkami w mamę. Nie rozwinie skrzydeł, bo za bardzo się boi. Nikt mu nie powiedział jeszcze, że jest w porządku. Że jest silny. Że da radę. O tym bardzo dużo jest w kazaniach Pawlukiewicza. Zdaje się, że i ty potrzebujesz takich słów.

Super, że starasz się zmienić swoją postawę. Warto się doszkolić, żeby wiedzieć jakiej postawy nie mieć, ale też żeby się nauczyć, jaką postawę mieć.
No i to jest ten główny deficyt z którym się mierzyłam. Wyszłam z domu bez instrukcji obsługi życia, bez wiedzy o tym, co jest normalne, a co nie jest. Ale ta wiedza jest dostępna. Odrabiam więc lekcje za moich rodziców, dziadków i pradziadków. Super jest wsadzić solidny pręt wiedzy w pokoleniowe koło patologii i je zatrzymać. A potem jeszcze fajniej rozkręcić koło fajnej dającej poczucie bezpieczeństwa i bliskości rodziny.
kamilos pisze: 02 mar 2026, 23:19 Chcę, by moja żona choć trochę poczuła dzięki temu, jak jest dla mnie ważna.
Inny ksiądz, którego nauki też pomogły mi wyleźć z ciężkich schematów, obciążeń rodzinnych, ksiądz Marek Dziewiecki, mówi, że najważniejsze w okazywaniu przywiązania, tego jak bliscy są ważni, jest bliskość. Bliskość to być blisko, tuż obok, codziennie. Ciężka ta bliskość. Ale to wciąż najlepszy sposób okazywania miłosci. Księdza Marka też warto słuchać. Też nie nawraca. Uczy dobrze żyć osoby, które nie miały okazji nauczyć się tego w swoich domach.

Podobnie jak ksiądz Pawlukiewicz, ksiądz Dziewiecki mówi jasno, konkretami, przykładami. Uczy. Konferencje i nagrania obu znajdziesz na You Tubie.

Pod górę idzie się trudniej niż w dół, ale wysiłek jest warty zachodu. Łatwo nie będzie ale będzie dobrze.
ODPOWIEDZ