Jednak tylko w sytuacji gdy Żona zmieni zdanie dzieci odzyskają rodzinę i to jest dla mnie nadrzędne.Mi jednak bliższe jest zmienianie siebie dla siebie i otoczenia, a nie po to żeby żona zmieniła zdanie i chciała wrócić.
Jak uzyskać separację formalną?
Moderator: Moderatorzy
Re: Jak uzyskać separację formalną?
Ostatnio zmieniony 31 maja 2026, 18:15 przez Niepozorny, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie
Powód: poprawiono cytowanie
Re: Jak uzyskać separację formalną?
Skoro odczytałeś coś, czego tam nie było, to masz nad czym pracować. Może w małżeństwie również dopowiadałeś sobie coś, czego nie było, ale tak rozumiałeś kierowane do Ciebie słowa, co później doprowadzało do konfliktów. Być może tak było, natomiast w dalszym ciągu chodzi o dobrą wolę Żony. I niestety w pewnym momencie widzimy, to co chcemy widzieć...Niepozorny pisze: ↑29 maja 2026, 17:58Skoro odczytałeś coś, czego tam nie było, to masz nad czym pracować. Może w małżeństwie również dopowiadałeś sobie coś, czego nie było, ale tak rozumiałeś kierowane do Ciebie słowa, co później doprowadzało do konfliktów.
Może w tym jest właśnie problem, że uważasz, że na forum musisz bronić niebrania rozwodów. Na forum zalecamy dzielić się swoimi doświadczeniami. Forumowicze opisywali w twoim wątku swoje sytuacje, z czym się spotykali, do czego byli zachęcani przez inne osoby. Nie oznaczało to, że jeśli ktoś im sugerował rozwód albo zbadanie ważności małżeństwa, to oni z tego skorzystali, albo że Ty masz tak postąpić.Aczkolwiek rejestrując się na tym forum nie spodziewałem się, że będę musiał bronić racji nie brania rozwodów...
Wątek chciałem wcześniej zamknąć, bo raczej żadnych już rad prawniczych nie otrzymam w kontekście separacji ale gdy pojawiły się pewne odpowiedzi, to zdecydowałem się uzasadniać [według mnie] stanowisko KK i negować inne teorie...
W twoim wątku chyba wypowiedziała się tylko jedna osoba, która sama wniosła pozew rozwodowy. Nie napisała Ci, że to jest dobre, poleca itp. Raczej przedstawiła swoje powody, które moim zdaniem miały zobrazować Ci, co mogła przeżywać twoja żona lub czym się mogła kierować wnoszą pozew rozwodowy.
Główne sugestie są jednak takie, żeby zająć się sobą (czyt. pracować nad swoimi wadami), a nie skupiać się na tym, co robi twoja żona.
W słowach przysięgi małżeńskiej jest "ślubuję Ci miłość...". Dotrzymałeś tej przysięgi przez cały okres trwania waszego małżeństwa?
W słowach przysięgi małżeńskiej jest "ślubuję Ci miłość...". Dotrzymałeś tej przysięgi przez cały okres trwania waszego małżeństwa? Raczej nie, raczej nieświadomie i niedobrowolnie ale łamałem tą przysięgę. Natomiast gdy nadszedł kryzys, to udowadniam tą miłość, a Żona co teraz udowadnia pisząc że mnie nie kocha i decyduje się na rozwód bez możliwości żadnej terapii, separacji? Ponadto mam co najmniej utrudnione kontakty z dziećmi.
Zgadza się, należy pracować nad sobą i to się staram robić, jednocześnie jednak nie będę udawał że deszcz pada jak ktoś mi pluje w twarz i zło nazywam złem. Żona dużo wycierpiała ale już to pisałem i powtórzę po raz enty, że mogła wybrać zgoła inną drogę, a wybrała chyba najgorszą z perspektywy moralnej...
Re: Jak uzyskać separację formalną?
Nie chodziło mi o manipulację tylko o pokazanie, że gdy dochodzi do rozwodu to namacalnie widać stratę, rozłąkę i czasami to jest kubeł zimnej wody, szczególnie jeśli wcześniej nie słyszało się drugiej strony lub nie chciało się usłyszeć. A często podjęcie decyzji o separacji czy rozwodzie jest trudne, bolesne.Niepozorny pisze: ↑29 maja 2026, 17:41Ostatnie zdanie zabrzmiało tak jakby separacja lub rozwód, to były metody manipulacji żoną lub mężem. Zakładam jednak, że nie o to Ci chodziło.
Tak, też uważam, że zmieniamy się dla siebie by być lepszymi, ale czasami my swoich wad czy błędów nie widzimy więc czyjeś uwagi, słowa mogą nam pokazać obszary do zmiany. Lepiej może być nam i innym z nami. Ja np. mówię głośno bo opiekowałam się babcią, która była przygluchawa i tak się nauczyłam- jeśli ktoś mi zwraca uwagę, że mój ton przypomina mu krzyk, bo u niego w domu prawie że szeptem się mówiło to nic nie stoi na przeszkodzie bym ciszej mówiła. Bo może to moja wada i mogę nad nią popracować.Mi jednak bliższe jest zmienianie siebie dla siebie i otoczenia, a nie po to żeby żona zmieniła zdanie i chciała wrócić.Jesteście w separacji, tyle że nie formalnej, no więc działaj i się zmieniaj by żona chciała wrócić:)
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Re: Jak uzyskać separację formalną?
Tak, ja wniosłam pozew. I tak, ja sie rozwiodłam, uciekając od męża przemocowca i narcyza. Dla bezpieczeństwa swojego i dzieci. Walczyłam 5 lat o moje małżeństwo. Doprowadzilo mnie to do depresji, stanów lękowych- mnie, i dwoje moich dzieci. One sa tak skrzywdzone przez ojca, ze dzisiaj wyrzucam sobie, ze zadziałało tak późno, nie chroniac dzieci szybciej. To moj maz nie dotrzymał przysięgi, ktora złożył wiele lat temu. Zdradził 2 razy, kłamał i oszukiwał miedzy innymi na pieniądzach. Pożyczał bez mojej wiedzy i zgody.
Pooer, opisujesz praktycznie wszystkie cechy mojego męża. Plus jeszcze kilka innych. Napiszę tym razem ostrzej, bo zależy mi na tym, żebyś sie ocknął i wrócił na właściwą drogę. Zajmij sie sobą i swoimi cechami, przez ktore Twoja żona odeszła. To mozesz zrobic. I zrob to, zeby naprawić krzywdy.
Co do rozwodu, skoro uzyskałam łaskę przebaczenia od Najwyższego i dopuszczono mnie do łaski przyjmowania Komunii świętej., to w czym masz problem? Ja tego rozwodu nie chcialam i zawsze pierwsze, co napiszę to ratuj, co sie da. Walcz. Ale jesli dzieje sie krzywda, a druga strona nie ma żadnej refleksji, to napisze- uciekaj, dla własnego dobra i bezpieczeństwa. Powodzenia!
Pooer, opisujesz praktycznie wszystkie cechy mojego męża. Plus jeszcze kilka innych. Napiszę tym razem ostrzej, bo zależy mi na tym, żebyś sie ocknął i wrócił na właściwą drogę. Zajmij sie sobą i swoimi cechami, przez ktore Twoja żona odeszła. To mozesz zrobic. I zrob to, zeby naprawić krzywdy.
Co do rozwodu, skoro uzyskałam łaskę przebaczenia od Najwyższego i dopuszczono mnie do łaski przyjmowania Komunii świętej., to w czym masz problem? Ja tego rozwodu nie chcialam i zawsze pierwsze, co napiszę to ratuj, co sie da. Walcz. Ale jesli dzieje sie krzywda, a druga strona nie ma żadnej refleksji, to napisze- uciekaj, dla własnego dobra i bezpieczeństwa. Powodzenia!
Re: Jak uzyskać separację formalną?
Czy dobrze rozumiem, że właśnie prosisz o coś nie zgodnego z tym co postanowił sąd? A przecież sprawy między Wami były nie do rozstrzygnięcia bez udziału sądu. Niezależnie od Twojego poczucia niesprawiedliwości, wymuszanie swojego zdania i forsowanie swojej woli w tych okolicznościach przypomina mi wjeżdżanie raz po raz w mur i narzekanie, że boli. Potem napiszesz, że zło opanowało żonę, uspokoisz się, otrzepiesz. I przygotujesz się do kolejnego wjazdu na sporej prędkości w mur.poeer pisze: ↑26 maja 2026, 22:18 Publicznie przed sądem mówi, że mnie nie kocha, ignoruje moje kulturalne zapytania o kontakt z dziećmi - przykład: Napisałem w Poniedziałek, czy mogę od 29 maja do 1 czerwca włącznie wziąć dzieciaki i pobyć z nimi niedaleko jej miejsca zamieszkania te kilka dni i odwiozę je z powrotem, to nawet nie odpisała i być może jestem zablokowany.
Popraw mnie jeśli się mylę, jednak myślę, że to raczej Tobie potencjalnie może grozić pokusa przyjęcia, że cierpisz z powodu bycia obrońcą małżeństwa. Tu są głównie obrońcy małżeństwa, których nie trzeba przekonywać. Dostajesz tutaj trudny feedback z powodów innych niż obrona wartości. Jeżeli próbka Twojej wewnętrznej narracji powoduje taką zwrotkę to przepracowanie tego w bezpiecznym miejscu, gdzie ludzi dobrze Ci życzą może być tylko z korzyścią dla Twojego prawdziwego życia. Im bardziej skupisz się na dyskusjach tym bardziej wejdziesz w potencjalnie wygodny temat zastępczy.
Ja widzę faceta, który ciągle skupia się na tym co od niego nie zależy (złamanie decyzji żony, przekonanie żony) oraz osądzie żony, a nie na tym na co ma wpływ, czyli na sobie. Czy potrafił byś wymienić 10 pożytecznych spraw, którymi warto się zająć, aby dzieci i żona czuły się bardziej kochane bez cienia łamania woli żony i drugie tyle związanych z ogarnięciem swojego trudnego życia (pytanie retoryczne)? Twoja żona ma wolną wolę, którą dał jej sam Bóg. On nie przykuł syna marnotrawnego do ściany domu, ani go nie ścigał. Nasz Bóg jest Bogiem wolności i miłości.poeer pisze: ↑26 maja 2026, 22:18 Tu nie trzeba filozofować i odsyłać na niekończące się terapie, tu po prostu potrzeba dobrej woli mojej Żony i tyle. Ona nie ma dobrej woli względem mnie, względem naszego małżeństwa, względem życia wspólnego i dlatego dzieje się tak, jak się dzieje. Moje błędne zachowania są kroplą w morzu jej serca, które jest po prostu zatrute.
Gdyby miała dobrą wolę, to zdecydowała by się na terapię, którą nawet teraz zaproponowałem w odpowiedzi na modyfikację jej pozwu, to nie brałaby rozwodu, to szukałaby sposobów na pojednanie i tak dalej. Każda osoba przyzna mi rację, która mimo różnych cierpień, gdy kochała, to szukała ratunku. Ona nie kocha i skręca w bardzo złą stronę a Wy zaraz z niej zrobicie jakąś męczęnnice, a ze mnie jakiegoś patola.
Kiedy dostajesz obserwacje dotyczące mechanizmów psychologicznych Ty i tak wiesz lepiej, bo przecież w trakcie studiów były zajęcia psychologiczne antropologiczne, itd. Dostajesz materiał dot. duchowości, który komuś pomógł i się nim dzieli, Ty "jesteś górą" bo przecież to Ty możesz polecić jeszcze więcej materiałów, może nawet bardziej prawomyślnych. Jak dla mnie Twoje może być na wierzchu. Twoja postawa zniechęca mnie do udzielania się w wątku, no bo mogę zająć się moim życiem, hobby, etc. Tylko, że moje życie jest i będzie piękne niezależnie od tego co może zrobić mój mąż.
Myślę sobie, że jak nie chcesz mieć fajnych relacji z żoną to nikt Cię nie zmusi. A to co robisz wygląda na zapowiadającą się serię przewidywalnych katastrof, tylko na podstawie Twojej narracji wewnętrznej. Szczerze mi żal, bo nie jesteś w sytuacji, której bym pozazdrościła. I piękne jest to, że bronisz małżeństwa. Tym bardziej żal, że skupiony jesteś na tym co kompletnie nie skuteczne i zmniejsza Twoje szanse na odniesienie sukcesu.
Re: Jak uzyskać separację formalną?
Poeer, też pojawiłem się na forum z podobnym tytułem wątku, na dzień dzisiejszy widzę to inaczej.
Od tego czasu minęło 16 lat, wiele się zmieniło w moim myśleniu, kryzys paradoksalnie stał się dla mnie czasem rozwoju i weryfikacji przede wszystkim moich własnych przekonań, wiele z tych (w większości stawiających mnie w dobrym świetle we własnych oczach) które miałem na swój temat runęło, to jest duży plus, bo dzięki temu zaczęło się moje wielopłaszczyznowe zdrowienie oraz miał szansę rozpocząć się mój rozwój który nadal trwa (mam nadzieję).
Mam mocne przekonanie że mimo całej mojej trudnej sytuacji, elementem przełomowym stała/o się:
Od tego czasu pracuję w szczególności nad sobą i staram się stawać mężem wg Bożego zamysłu, odkrywam to Boże "widzenie" i wcielam w życie na ile umiem, do tego nie jest potrzebna mi żona przy moim boku, choć takie pragnienie (dzięki Bogu) jest stale obecne i żywe, to definiuję m.in jako zajmowanie się sobą.
Uczę się nie żałować miłości, słów i czynów - to inny aspekt, choć jest on bezpośrednio związany z subiektywnym przekonaniem czym ona(Ona) jest, warto to konsultować z Bogiem, ze stałym spowiednikiem, ze wspólnotą (a przede wszystkim z żoną w czasie kiedy ta relacja jest jeszcze "żywa"), pytać jak to widzą inni właśnie. Samo wyrażanie miłości musi wpisywać się wg mnie w konstruktywne działanie mające na celu wspólne dobro nie tylko moje własne, nie można miłością "epatować" czy nią "naciskać", bo to tylko wskazuje na to, jak daleko od Miłości jest taka intencja czy postępowanie.
Co do miłości i jej definicji, to mogę się podzielić obserwacją wynikającą z autopsji przede wszystkim, że mimo tylu lat nadal nie jestem pewny tego, czy to co rozumiem pod tym pojęciem nie rozbieżne z Bożym widzeniem, wynika to z tego, jak wiele razy Bóg weryfikował moje przekonanie i myślenie kiedy przychodziłem z tym do Niego i kiedy otwierałem się na zobaczenie doświadczenia z innego punktu widzenia.
To tak pokrótce podzieliłem się tym, jak to u mnie wyglądało i wygląda. Pozdrawiam serdecznie.
Od tego czasu minęło 16 lat, wiele się zmieniło w moim myśleniu, kryzys paradoksalnie stał się dla mnie czasem rozwoju i weryfikacji przede wszystkim moich własnych przekonań, wiele z tych (w większości stawiających mnie w dobrym świetle we własnych oczach) które miałem na swój temat runęło, to jest duży plus, bo dzięki temu zaczęło się moje wielopłaszczyznowe zdrowienie oraz miał szansę rozpocząć się mój rozwój który nadal trwa (mam nadzieję).
Mam mocne przekonanie że mimo całej mojej trudnej sytuacji, elementem przełomowym stała/o się:
- świadomość, że mimo artykułowania że przebaczam wszystko swojej żonie (wszystko byleby do mnie wróciła - to już dopowiedzenie z perspektywy czasu), doświadczyłem po wyprowadzce jak wielka to była iluzja, wtedy dopiero doszło do mnie jak bardzo zraniło mnie to czego doświadczyłem i jak trudno z deklaracji przebaczenia przejść do rzeczywistości przebaczenia
- Przyjęcie, dostrzeżenie, że mimo tego doświadczenia moje intencje się nie zmieniły więc czeka mnie wielka praca nad sobą aby uczynić realne to, co dotychczas było tylko życzeniowe, również w kontekście uczniostwa wobec Jezusa oraz życia Ewangelią która była, jest dla mnie wyznacznikiem ponadczasowych wartości,
- Dojrzewanie po dojrzeniu, jak istotna jest wolność również w kontekście ww. doświadczeń, wolność również mojej małżonki i że jest to podstawowy warunek miłości (w moim rozumieniu) oraz tego jak pojmuję prowadzenie przez Jezusa.
- przyjęcie, że mimo ślubu każdy z nas może zmienić swoje wcześniejsze postanowienie jako wyraz wolności właśnie i że jest to podstawowe prawo każdego człowieka, oczywiście posiadające konsekwencje jak każda decyzja podejmowana przez każdego z nas.
- Świadomość, że do miłości nie da się nikogo zmusić, jest to suwerenna i autonomiczna decyzja każdego z nas, miłość jako wybór i jakość relacji jest prawem każdego jak i prawem każdego wynikającym z wolności jest wycofanie tej miłości, wszystko to zawiera konsekwencje które warto sobie uzmysłowić, poddać analizie czy są zgodne z wewnętrznym paradygmatem i mieć świadomość odpowiedzialności za własne wybory,
Od tego czasu pracuję w szczególności nad sobą i staram się stawać mężem wg Bożego zamysłu, odkrywam to Boże "widzenie" i wcielam w życie na ile umiem, do tego nie jest potrzebna mi żona przy moim boku, choć takie pragnienie (dzięki Bogu) jest stale obecne i żywe, to definiuję m.in jako zajmowanie się sobą.
Uczę się nie żałować miłości, słów i czynów - to inny aspekt, choć jest on bezpośrednio związany z subiektywnym przekonaniem czym ona(Ona) jest, warto to konsultować z Bogiem, ze stałym spowiednikiem, ze wspólnotą (a przede wszystkim z żoną w czasie kiedy ta relacja jest jeszcze "żywa"), pytać jak to widzą inni właśnie. Samo wyrażanie miłości musi wpisywać się wg mnie w konstruktywne działanie mające na celu wspólne dobro nie tylko moje własne, nie można miłością "epatować" czy nią "naciskać", bo to tylko wskazuje na to, jak daleko od Miłości jest taka intencja czy postępowanie.
Co do miłości i jej definicji, to mogę się podzielić obserwacją wynikającą z autopsji przede wszystkim, że mimo tylu lat nadal nie jestem pewny tego, czy to co rozumiem pod tym pojęciem nie rozbieżne z Bożym widzeniem, wynika to z tego, jak wiele razy Bóg weryfikował moje przekonanie i myślenie kiedy przychodziłem z tym do Niego i kiedy otwierałem się na zobaczenie doświadczenia z innego punktu widzenia.
To tak pokrótce podzieliłem się tym, jak to u mnie wyglądało i wygląda. Pozdrawiam serdecznie.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Re: Jak uzyskać separację formalną?
Oglądałeś taki film: "I że cię nie opuszczę"? Dla mnie bardzo inspirujący, zachęcam do zobaczenia, oparty na faktach.poeer pisze: ↑22 maja 2026, 16:21 I ostatnia kwestia. W świecie świeckim mówi się, że gdy nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A w tym przypadku śmiem zmodyfikować to powiedzenie i określić Żony zachowanie w sposób: gdy nie wiesz o co chodzi, to chodzi o zło/grzech. Ona do mnie we wtorek na WhatsAppie pod koniec rozmowy z dziećmi, która notabene trwała kilka minut i była zakłócana powiedziała cyt.:" Ciesz sie, że nie jestem jak inne kobiety, bo byś w ogóle nie widział dzieci". Generalnie doceniam Wasze podpowiedzi psychologiczno- terapeutyczne natomiast chciałbym zaznaczyć, że w trakcie swojej edukacji, kończyłem 2 kierunku studiów i jeden przerwałem, gdzie łącznie miałem pewnie z 5 semestrów psychologii, też była rozszerzona pedagogika, coaching i generalnie antropologia w najszerszym znaczeniu tego słowa. Ja mniej więcej wiem, gdzie popełniłem błędy i jak to powinienem naprawić ale problemy są dwa:
Żona ma zatrute serce i to blokuje, nawet może mnie zdradza kto wie? Bo jakim cudem z tak dobrej, kochanej osoby, przerodziła się po wyjeździe w to Kim jest teraz? Musi mieć jakieś bodźce, które ją do tego pchają i tutaj użyłem z premedytacją słowa "pchają". Ufam, że tak nie jest, bo trwanie w grzechu śmiertelnym mojej Żony, to jedna z najgorszych rzeczy która mnie aktualnie przeraża.
Oraz, że nie wytrzymuje próby czasu. Potrafię tydzień, dwa tygodnie, nawet może i 3 wytrzymać w ciszy, być opanowany ale w wyniku jest totalnego olania, innego zachowania po prostu nie wytrzymuje i dochodzi do jakiś spięć.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Re: Jak uzyskać separację formalną?
Poeer, wg mnie nie ma tu sprzeczności - psychologia się rozwija jako współczesna nauka, i to w ogóle nie wyklucza tego, że w pewnych obszarach ludzie się coraz bardziej demoralizują.poeer pisze: ↑29 maja 2026, 21:19 A i zapomniałem Ci Bławatek dopisać, że to nie psychologia się rozwija, tylko ludzie są co raz bardziej zdemoralizowani i dezinformacja oraz zamęt się nasila. Nie pamiętam w których objawieniach Matki Bożej, możliwe że w Akita, jest mowa że współcześni ludzie dopuszczają się strasznych grzechów i grzeszą bardziej niż kiedyś.
Poza tym nie ukrywam, że powoływanie się w jakimś poruszającym temacie na objawienia bez podania dokładnych treści i źródła - jest wg mnie nieuczciwe intelektualnie i może być szerzeniem fejków. Abstrahując od faktu, że od wniebowstąpienia Jezusa wszelkie objawienia, czy to Maryi czy świętych - wzywają do nawrócenia, więc nazywają, że ludzkość wciąż grzeszy.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Jan Paweł II
Re: Jak uzyskać separację formalną?
"Apostazja Kościoła - Czas Miłosierdzia dla świata się kończy" Od 26.00 Ksiądz o tym nawiązuje ale faktycznie nie przytoczył konkretnych objawień, myślałem że wówczas jak słuchałem po prostu mi umknęło, a teraz zmotywowany Twoją odpowiedzią postanowiłem sprawdzić i nie podaje jakie to objawienia.Nirwanna pisze: ↑03 cze 2026, 21:48Poeer, wg mnie nie ma tu sprzeczności - psychologia się rozwija jako współczesna nauka, i to w ogóle nie wyklucza tego, że w pewnych obszarach ludzie się coraz bardziej demoralizują.poeer pisze: ↑29 maja 2026, 21:19 A i zapomniałem Ci Bławatek dopisać, że to nie psychologia się rozwija, tylko ludzie są co raz bardziej zdemoralizowani i dezinformacja oraz zamęt się nasila. Nie pamiętam w których objawieniach Matki Bożej, możliwe że w Akita, jest mowa że współcześni ludzie dopuszczają się strasznych grzechów i grzeszą bardziej niż kiedyś.
Poza tym nie ukrywam, że powoływanie się w jakimś poruszającym temacie na objawienia bez podania dokładnych treści i źródła - jest wg mnie nieuczciwe intelektualnie i może być szerzeniem fejków. Abstrahując od faktu, że od wniebowstąpienia Jezusa wszelkie objawienia, czy to Maryi czy świętych - wzywają do nawrócenia, więc nazywają, że ludzkość wciąż grzeszy.
Ja akurat Droga Nirwanno dostrzegam sprzeczności między rozwojem psychologii, a wiarą katolicką. Polecam lekturę na ten temat wybitnego kaznodziei i pedagoga Jacka Woronieckiego OP "Umiejętność wychowania" wydawnictwa Fundacji Servire Veritati. Instytut Edukacji Narodowej, Lublin 2024. Książka wymagająca intelektualnie natomiast punktująca pewne nurty, które już przed wojną były zamętem i zmieszaniem pojęć.
Ks Dominik Chmielewski również miał nagrania odnoszące się do zagrożeń wynikających w pokładaniu ufności w psychologii. To twórca wspólnoty ogólnopolskiej Wojownicy Maryi, co prawda aktualnie pokutuje i odbywa jako salezjanin karę w związku z pewnymi zajściami, nie zmienia to faktu, że nagrywał wartościowe w moim odczuciu treści.
Psychologia współczesna skupia się wyłącznie na człowieku, na egocentryzmie i istocie jako doskonałej - wyklucza pojęcia absolutu. Polecam zrobić wywiad i rozeznać się ilu psychologów i psychiatrów przyznaje się do wiary katolickiej i faktycznie praktykuje. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są prawi i porządni psychologowie ale to zdecydowana mniejszość w tym środowisku.
I niepokojące np w środowisku katolickim są popularne książki protestantów. Brakuje katolickich, wartościowych książek.
Np książka "Dzikie Serce Mężczyzny" Johna Eldredga, czy "7 sposobów jak zostać jej bohaterem" Douga Fieldsa. Świetne książki ale tam jest wiele treści antykatolickich, natomiast z punktu psychologicznego świetnie ujęte ale niestety właśnie przy okazji dostajesz w pakiecie sieczkę i tak właśnie później powstaje zamęt w kościele i szerzenie różnych błędnych teorii w Kościele Katolickim... np że rozwód pod pewnymi warunkami to dopuszczalna rzecz i nie grzech...
Tutaj nie mam pewności co do autorów jakiego byli/są wyznania ale gdy czytałem i zapoznawałem się z ich życiorysem mogę domniemać, że to nie katolicy - jeśli się mylę, to przepraszam i proszę o poprawienie. Mowa o książkach np. "Pstryk, jak zmieniać, żeby zmienić" Chipa i Dana Heath, "W ogóle mnie nie słuchasz" Kate Murphy czy fenomen intelektualny, uwaga jak przeczytasz całość, to trudno później normalnie funkcjonować, bo po prostu myślisz że za dużo wiesz i każdego analizujesz "Pułapki myślenia" Daniela Kahnemana.
Jak ktoś szuka czegoś dla duszy, to polecam "Mistyczna Światynia Boga" Świętego Ojca Stanisława Papczyńskiego, lub klasyk "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza a Kempis.
Pozdrawiam
Re: Jak uzyskać separację formalną?
W zasadzie nie wiem jak mam Ci odpowiedzieć. Masz dzieci? Bo dla mnie najbardziej w tym wszystkim obciążające i gniotące w ziemię, to fakt bezsilności i niemocy wobec cierpień, które doświadczą dzieci w związku ze stałą rozłąką rodziców, czyli ich najukochańszych osób. W bonusie dostaje ciosy, gdy pomyślę, że moja 19miesięczna córeczka, wyjeżdżając z mamą miała 9 miesięcy i ona biedna nawet nie wie co to życie rodzinne i jak powinno wyglądać prawdziwe. W tej chwili kształtuje się u niej model mama, siostra i dziadkowie - mnie to osobiście gniecie do samej ziemi. Żadne przekonywanie mnie żebym się zajął sobą, skupił się na tym i na tym nie przekona.ozeasz pisze: ↑01 cze 2026, 23:41 Poeer, też pojawiłem się na forum z podobnym tytułem wątku, na dzień dzisiejszy widzę to inaczej.
Od tego czasu minęło 16 lat, wiele się zmieniło w moim myśleniu, kryzys paradoksalnie stał się dla mnie czasem rozwoju i weryfikacji przede wszystkim moich własnych przekonań, wiele z tych (w większości stawiających mnie w dobrym świetle we własnych oczach) które miałem na swój temat runęło, to jest duży plus, bo dzięki temu zaczęło się moje wielopłaszczyznowe zdrowienie oraz miał szansę rozpocząć się mój rozwój który nadal trwa (mam nadzieję).
Mam mocne przekonanie że mimo całej mojej trudnej sytuacji, elementem przełomowym stała/o się:
- świadomość, że mimo artykułowania że przebaczam wszystko swojej żonie (wszystko byleby do mnie wróciła - to już dopowiedzenie z perspektywy czasu), doświadczyłem po wyprowadzce jak wielka to była iluzja, wtedy dopiero doszło do mnie jak bardzo zraniło mnie to czego doświadczyłem i jak trudno z deklaracji przebaczenia przejść do rzeczywistości przebaczenia
- Przyjęcie, dostrzeżenie, że mimo tego doświadczenia moje intencje się nie zmieniły więc czeka mnie wielka praca nad sobą aby uczynić realne to, co dotychczas było tylko życzeniowe, również w kontekście uczniostwa wobec Jezusa oraz życia Ewangelią która była, jest dla mnie wyznacznikiem ponadczasowych wartości,
- Dojrzewanie po dojrzeniu, jak istotna jest wolność również w kontekście ww. doświadczeń, wolność również mojej małżonki i że jest to podstawowy warunek miłości (w moim rozumieniu) oraz tego jak pojmuję prowadzenie przez Jezusa.
- przyjęcie, że mimo ślubu każdy z nas może zmienić swoje wcześniejsze postanowienie jako wyraz wolności właśnie i że jest to podstawowe prawo każdego człowieka, oczywiście posiadające konsekwencje jak każda decyzja podejmowana przez każdego z nas.
To doprowadziło mnie do konkluzji, że bez względu na wszystko nikt (poza sobą samym) i nic, nie jest w stanie odebrać mi możliwości kochania, uczenia się czym ta miłość jest i w konsekwencji wyrażania tej miłości w taki sposób, aby była ona powodem mojego wzrostu i przemiany oraz była zaproszeniem do tego samego żony (co nie stanowi przeszkody jeśli takowe zostanie przez Nią odrzucone, by tę miłość pielęgnować i rozwijać na inne sposoby z założenia spójne, mimo braku Jej zgody zgody na wzajemność).
- Świadomość, że do miłości nie da się nikogo zmusić, jest to suwerenna i autonomiczna decyzja każdego z nas, miłość jako wybór i jakość relacji jest prawem każdego jak i prawem każdego wynikającym z wolności jest wycofanie tej miłości, wszystko to zawiera konsekwencje które warto sobie uzmysłowić, poddać analizie czy są zgodne z wewnętrznym paradygmatem i mieć świadomość odpowiedzialności za własne wybory,
Od tego czasu pracuję w szczególności nad sobą i staram się stawać mężem wg Bożego zamysłu, odkrywam to Boże "widzenie" i wcielam w życie na ile umiem, do tego nie jest potrzebna mi żona przy moim boku, choć takie pragnienie (dzięki Bogu) jest stale obecne i żywe, to definiuję m.in jako zajmowanie się sobą.
Uczę się nie żałować miłości, słów i czynów - to inny aspekt, choć jest on bezpośrednio związany z subiektywnym przekonaniem czym ona(Ona) jest, warto to konsultować z Bogiem, ze stałym spowiednikiem, ze wspólnotą (a przede wszystkim z żoną w czasie kiedy ta relacja jest jeszcze "żywa"), pytać jak to widzą inni właśnie. Samo wyrażanie miłości musi wpisywać się wg mnie w konstruktywne działanie mające na celu wspólne dobro nie tylko moje własne, nie można miłością "epatować" czy nią "naciskać", bo to tylko wskazuje na to, jak daleko od Miłości jest taka intencja czy postępowanie.
Co do miłości i jej definicji, to mogę się podzielić obserwacją wynikającą z autopsji przede wszystkim, że mimo tylu lat nadal nie jestem pewny tego, czy to co rozumiem pod tym pojęciem nie rozbieżne z Bożym widzeniem, wynika to z tego, jak wiele razy Bóg weryfikował moje przekonanie i myślenie kiedy przychodziłem z tym do Niego i kiedy otwierałem się na zobaczenie doświadczenia z innego punktu widzenia.
To tak pokrótce podzieliłem się tym, jak to u mnie wyglądało i wygląda. Pozdrawiam serdecznie.
Piszesz ogólnikowo i teoretyzujesz. Praktyka jest taka, że " jestem trędowaty na sercu" i można to wypierać i opakowywać w różne teorie np takie jakie wypisałeś wyżej, natomiast fakty są takie, że zawaliłem sprawę i teraz zło śmieje mi się w twarz.
Re: Jak uzyskać separację formalną?
Dzięki psychologii wiele krzywdzących zachowań zostaje nazwanych, a także mogą ujrzeć światło dzienne i dzięki temu wiele osób, które były poddawane krzywdzie może powiedzieć "stop" i uchronić siebie przed krzywdą, a także swojego oprawcę przed krzywdzeniem czyli dać mu szanse do nie grzeszenia. Nie tak dawno Kościół głosił, że nawet gdy mąż pije i biję to żona ma cierpliwie znosić ten krzyż jej dany i trwać w małżeństwie- pamiętam takie jedno małżeństwo sąsiadów, a stara nie jestem. Dziś na szczęście wielu kapłanów nawet pomaga w odejściu od takiego męża a nie tylko głosi, że to złe. Fakt, mało się mówi, że istnieje coś takiego jak separacja więc wiele osób chcących zadbać o siebie wybiera to co zna czyli rozwód.poeer pisze: ↑29 maja 2026, 21:19 A i zapomniałem Ci Bławatek dopisać, że to nie psychologia się rozwija, tylko ludzie są co raz bardziej zdemoralizowani i dezinformacja oraz zamęt się nasila. Nie pamiętam w których objawieniach Matki Bożej, możliwe że w Akita, jest mowa że współcześni ludzie dopuszczają się strasznych grzechów i grzeszą bardziej niż kiedyś.
Przez wiele ostatnich lat miałam do czynienia z osobami które działały w dziwny, niezrozumiały sposób i dopóki nie zaczęłam łączyć kropek i szukać informacji to żyłam w niewiedzy. Teraz wiem, że mimo iż wszyscy mamy cechy egoistyczne, narcystyczne, a także skłonność do potencjalnie różnych grzechów to niestety u niektórych osób te cechy zbytnio dominują i czasami takie osoby nawet tego nie widzą. Otoczenie za to tak. Nie było mi łatwo i dajej nie jest, funkcjonować z osobami które swoim działaniem mniej lub bardziej powodują czyjś ból czy cierpienie - czasami to jest dyrygowanie kimś, wywyższanie się, umniejszanie kogoś, wykorzystywanie innych do swoich celów itp. Można powiedzieć drobnostki, ale dla innych to może juz być wykorzystywanie czy sprawianie bólu.
Mi psychologia i jej rozwój pomagają odnaleźć się w świecie, który jest coraz bardziej skomplikowany.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Re: Jak uzyskać separację formalną?
Poeer, jak w przypadku każdej nauki - zdarzają się ludzie traktujący ją przedmiotowo, każda nauka ma też swoje niefajne, wręcz złe - obrzeża. I ludzi, którzy ją praktykują w sposób zły, nieetyczny. To oczywiste i dotyczy nie tylko psychologii, ale też medycyny, chemii, inne nauki humanistyczne też nie są wolne od tych przypadłości. Błędy i zdarzające się postępowania nieetycznie nie przekreślają nauki jako takiej - przynajmniej wg mnie. I tak - znam sporo chrześcijańskich psychologów, niektórych osobiście. Normalni, wierzący ludzie, spowiadający się i przystępujący do Komunii Św.poeer pisze: ↑04 cze 2026, 19:54 Psychologia współczesna skupia się wyłącznie na człowieku, na egocentryzmie i istocie jako doskonałej - wyklucza pojęcia absolutu. Polecam zrobić wywiad i rozeznać się ilu psychologów i psychiatrów przyznaje się do wiary katolickiej i faktycznie praktykuje. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są prawi i porządni psychologowie ale to zdecydowana mniejszość w tym środowisku.
Nie silę się na określenie czy jest ich mniej czy więcej, zwyczajnie - nie wiem.
Natomiast - może warto, abyś zastanowił się, po co Ci te wywody i udowadnianie swojej racji? Inaczej mówiąc - jakie z tego wynika dobro?
Bo wiesz, często przywołujemy tu znane pytanie: chcesz mieć rację czy relację? Bo z reguły obydwu nie da rady się mieć. Trzeba wybrać.
Posiadanie racji przez chwilę jest przyjemne, ale jest okrutnie destrukcyjne dla relacji. Bo najczęściej jest zwykłą ucieczką od relacji. Być może jesteś tego dobitnym przykładem.
I wreszcie - zrozum dobrze, co oznacza u nas "zajmij się sobą". To nie oznacza zrezygnowanie z małżeństwa. To oznacza m.in. zajęcie się swoimi destrukcyjnymi zachowaniami, aby współmałżonek miał do kogo/czego wrócić.
Bo współmałżonek z reguły nie wraca do destrukcji, którą dobrze zna i od której uciekł.
To bardzo prosta zależność.
Od Ciebie zależy, czy sobie odpuścisz udowadnianie racji i zaczniesz uczyć się relacji.
Twój wybór.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Jan Paweł II


