Ciężko i co raz ciężej a mur nie do przebicia
Moderator: Moderatorzy
Ciężko i co raz ciężej a mur nie do przebicia
Witam.Jestem tu nowy i mam ogromny problem z którym już nie daje sobie rady sam ,choć wiem że sam sobie ten problem stworzyłem. Jestem w związku małżeńskim od ponad 20 lat, a z żonę poznałem jako nastolatek.Byla dla mnie pierwszą kobietą i myślałem że ostatnią i jedyną.Napisałem że jeszcze w związku bo od 2 miesięcy nie mieszkamy razem,kazała mi się wyprowadzić i nie chce utrzymywać ze mną kontaktu.Mamy 2 dzieci - jedno dorosłe a drugie nastoletnie, z nimi jako taki kontakt mam ale z racji że mieszkają z żoną i też mają żal do mnie więc kontakt jest znikomy.Od pewnego czasu zaczęło się psuć między nami nie otrzymywałem żadnej czułości od żony takie może głupie gęsty jak chwycenie za rękę czy pocałunek i przytulenie,ale dla mnie ma to wielkie znaczenie .Rozmawiałem z nią o tym nie raz ,czego mi brakuje za każdym razem dowiadując się że jest to mój problem i jeśli mój to muszę się zmienić bo według niej jest wszystko ok. Potem zmieniła pracę została Panią wice dyrektor oraz miała inne dodatkowe zajęcia zawodowe a ja i w pewnym sensie cała rodzina odeszła na bok,żadnych wyjazdów wspólnych a wręcz przeciwnie była ona jej kadra i jej koleżanki z pracy ,jeździła na imprezy z nimi a dla mnie czasu jej brakło.I się pogubiłem ,zacząłem pisać z kokeżanką na portalu społecznościowym tam od niej słyszałem to czego brakowało mi od żony ,miłe i ciepłe słówka,nawet spotkaliśmy się na kawie parę razy ale nigdy nie doszło do niczego więcej między nami .Wiem jest to zdradą emocjonalna pisanie za czyimiś plecami że się go kocha i zwierzanie się.Niestety jak wspomniałem byłem pogubiony w tym wszystkim choć mnie to nie tłumaczy że poszedłem w tę stronę.Żona znalazła przypadkiem wiadomości jeszcze zaangażowała w to dzieci w przeglądanie po nocy telefonu mojego i drukowanie dla dowodu wiadomości,i po przedstawieniu mi tego wszystkiego kazała się wyprowadzić ,zrobiłem to ze względu na dzieci ,nie chciałem kolejnych pretensji i kłótni w sumie byłem i jestem winny.Wszystkie kontakty wcześniej wymienione zerwałem ,chce walczyć o rodzinę i o żone ,kocham ją i chcę odbudować co zniszczyłem ale żona nie chce ze mną rozmawiać ani nie odpisuje mi a gdy już gdzieś tam napiszę to porusza tylko temat że pozew rozwodowy jest w drodze i da mi znać jak będzie gotowy do podpisania.Jest mi ciężko samemu z tym wszystkim i z tą niemocą,miałem myśli samobójcze ,miałem wizyty u psychologów ale to nie pomaga ,będąc sam w domu cały czas płacze nad swoim losem bo straciłem wszystko wraz z sensem życia i choć nigdy nie byłem zagożałym.katoliki3m.zaczalem się modlić i chodzić prawie co dzień do koscioła żeby tam uspokoić swoje myśli
nie wiem co robić jak dotrzeć do żony ,z książek jakie wyczytałem każą dać czas ale ile ,znowu inni każą dawać nie namolnie o sobie znać ale u mnie nic nie pomaga .
Ostatnio zmieniony 30 cze 2026, 18:34 przez Niepozorny, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: wyedytowano szczegółowe informacje
Powód: wyedytowano szczegółowe informacje
- Niepozorny
- Posty: 3257
- Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
- Jestem: w separacji
- Płeć: Mężczyzna
Re: Ciężko i co raz ciężej a mur nie do przebicia
Witaj Jamnikt na forum!
Zwróć proszę uwagę, aby nie podawać zbyt szczegółowych informacji o sobie i Twojej rodzinie, internet wbrew pozorom nie jest przestrzenią całkiem anonimową. Takie szczegóły zostały przeze mnie wyedytowanie z twojego powyższego posta.
Zapraszam Cię do zapoznania się z naszą wspólnotową stroną - http://sychar.org/pomoc/. Znajdziesz tam materiały i informacje na temat kryzysu małżeńskiego, konferencje z rekolekcji wspólnotowych, również świadectwa małżonków sakramentalnych po przejściu kryzysu małżeńskiego, opierających się na sile i współpracy z Bogiem. Warto również zapoznać się z naszą forumową listą polecanych książek.
Napisałeś, że nie byłeś zagorzałym katolikiem, dlatego chciałbym się dowiedzieć czy jesteście małżeństwem sakramentalnym.
Zwróć proszę uwagę, aby nie podawać zbyt szczegółowych informacji o sobie i Twojej rodzinie, internet wbrew pozorom nie jest przestrzenią całkiem anonimową. Takie szczegóły zostały przeze mnie wyedytowanie z twojego powyższego posta.
Zapraszam Cię do zapoznania się z naszą wspólnotową stroną - http://sychar.org/pomoc/. Znajdziesz tam materiały i informacje na temat kryzysu małżeńskiego, konferencje z rekolekcji wspólnotowych, również świadectwa małżonków sakramentalnych po przejściu kryzysu małżeńskiego, opierających się na sile i współpracy z Bogiem. Warto również zapoznać się z naszą forumową listą polecanych książek.
Napisałeś, że nie byłeś zagorzałym katolikiem, dlatego chciałbym się dowiedzieć czy jesteście małżeństwem sakramentalnym.
Z braku rodzi się lepsze!
Re: Ciężko i co raz ciężej a mur nie do przebicia
Witaj
Tak jesteśmy małżeństwem sakramentalnym
Pisząc że nie byłem.zagorzalym.katolikiem.chodzilo mi o uczestnictwo w życiu kościoła
Raczej się to tylko ograniczało do mszy i to świątecznych
Tak jesteśmy małżeństwem sakramentalnym
Pisząc że nie byłem.zagorzalym.katolikiem.chodzilo mi o uczestnictwo w życiu kościoła
Raczej się to tylko ograniczało do mszy i to świątecznych
Re: Ciężko i co raz ciężej a mur nie do przebicia
Witaj,Jamnikt pisze: ↑29 cze 2026, 13:18 Witam.Jestem tu nowy i mam ogromny problem z którym już nie daje sobie rady sam ,choć wiem że sam sobie ten problem stworzyłem. Jestem w związku małżeńskim od ponad 20 lat, a z żonę poznałem jako nastolatek.Byla dla mnie pierwszą kobietą i myślałem że ostatnią i jedyną.Napisałem że jeszcze w związku bo od 2 miesięcy nie mieszkamy razem,kazała mi się wyprowadzić i nie chce utrzymywać ze mną kontaktu.Mamy 2 dzieci - jedno dorosłe a drugie nastoletnie, z nimi jako taki kontakt mam ale z racji że mieszkają z żoną i też mają żal do mnie więc kontakt jest znikomy.Od pewnego czasu zaczęło się psuć między nami nie otrzymywałem żadnej czułości od żony takie może głupie gęsty jak chwycenie za rękę czy pocałunek i przytulenie,ale dla mnie ma to wielkie znaczenie .Rozmawiałem z nią o tym nie raz ,czego mi brakuje za każdym razem dowiadując się że jest to mój problem i jeśli mój to muszę się zmienić bo według niej jest wszystko ok.
Każdy kryzys jest bolesny i każdy jest inny.
Piszesz, że zaczęło się jakoś czas temu psuć i nie dostawałeś czułości od żony więc nasuwa mi się pytanie czy przez te lata stałeś w miejscu czy może robiłeś wiele by wasza relacja się rozwijała i kwitła.
Ciężko nieraz zrozumieć, że mimo związku małżeńskiego który sprawia, że jesteśmy jednością to dalej zostajemy odrębnymi osobami. Mój mąż np. myślał, że ja z chęcią będę jeździć z nim do garażu I być obok gdy on będzie grzebał w aucie - owszem fajnie byłoby być razem, ale ja w głowie bym miała te wszystkie niezrobione obowiązki więc bym była zestresowana, że się później nie wyrobię więc wolałam zostać w domu i coś działać bo taką mam naturę. Pewnie byłoby inaczej gdyby mój mąż wraz ze mna te różne obowiazki wykonywal, ale zdecydowana większość byla na mojej głowie. Mój mąż gdy awansował to uważał, że teraz musi poświęcić się jeszcze bardziej pracy - mi się to nie podobało, bo syn był coraz to starszy i chciał też z tatą spędzać czas a nie tylko ze mną. Komunikowałam to mężowi ale on wiedział lepiej. We mnie rosła frustracja, że rodzina się dla niego nie liczy tylko stanowisko. To zawsze jest trudny moment więc czasami łatwo ulec pokusom, że obok są inne miłe i zainteresowane nami osoby i często można takim postępowaniem dotknąć małżonka/kę. Czy sygnalizowałes żonie, że jakieś jej działania cię ranią, nie podobają ci się?Potem zmieniła pracę została Panią wice dyrektor oraz miała inne dodatkowe zajęcia zawodowe a ja i w pewnym sensie cała rodzina odeszła na bok,żadnych wyjazdów wspólnych a wręcz przeciwnie była ona jej kadra i jej koleżanki z pracy ,jeździła na imprezy z nimi a dla mnie czasu jej brakło.I się pogubiłem ,zacząłem pisać z kokeżanką na portalu społecznościowym tam od niej słyszałem to czego brakowało mi od żony ,miłe i ciepłe słówka,nawet spotkaliśmy się na kawie parę razy ale nigdy nie doszło do niczego więcej między nami .Wiem jest to zdradą emocjonalna pisanie za czyimiś plecami że się go kocha i zwierzanie się.Niestety jak wspomniałem byłem pogubiony w tym wszystkim choć mnie to nie tłumaczy że poszedłem w tę stronę.Żona znalazła przypadkiem wiadomości jeszcze zaangażowała w to dzieci w przeglądanie po nocy telefonu mojego i drukowanie dla dowodu wiadomości,i po przedstawieniu mi tego wszystkiego kazała się wyprowadzić ,zrobiłem to ze względu na dzieci ,nie chciałem kolejnych pretensji i kłótni w sumie byłem i jestem winny.
Doświadczasz konsekwencji swojego działania. Niestety. Często mądrzejsi jesteśmy po szkodzie.Wszystkie kontakty wcześniej wymienione zerwałem ,chce walczyć o rodzinę i o żone ,kocham ją i chcę odbudować co zniszczyłem ale żona nie chce ze mną rozmawiać ani nie odpisuje mi a gdy już gdzieś tam napiszę to porusza tylko temat że pozew rozwodowy jest w drodze i da mi znać jak będzie gotowy do podpisania.Jest mi ciężko samemu z tym wszystkim i z tą niemocą,miałem myśli samobójcze ,miałem wizyty u psychologów ale to nie pomaga ,będąc sam w domu cały czas płacze nad swoim losem bo straciłem wszystko wraz z sensem życia i choć nigdy nie byłem zagożałym.katoliki3m.zaczalem się modlić i chodzić prawie co dzień do koscioła żeby tam uspokoić swoje myślinie wiem co robić jak dotrzeć do żony ,z książek jakie wyczytałem każą dać czas ale ile ,znowu inni każą dawać nie namolnie o sobie znać ale u mnie nic nie pomaga .
Mi też świat runął, gdy mój mąż nagle oświadczył, że się wyprowadza. Bardziej z tego powodu, że nie chciałam dla syna rozbitej rodziny. Nigdy nie byłam zbytnio uzależniona od męża a i tak byłam przerażona czy dam sobie radę. Pisałeś, że żona jest twoją pierwszą i jedyną miłością więc tym bardziej boli. Z forum nauczyłam się, że źle jest gdy żyje się ze współmałżonkiem w za dużej symbiozie bo w czasie różnych kryzysów świat się kończy. Warto zadbać o siebie- udać się do specjalistów po pomoc ale też przyjrzeć się sobie czy można by popracować nad sobą by stać się lepszym człowiekiem.
Tak, u Boga i w kościele można znaleźć ukojenie i wsparcie.
Mój mąż wiele napsuł i potrafil miesiącami kłamać, manipulować, więc jego słowa na mnie już nie robią wrażenia- tylko jego stanięcie w prawdzie i faktyczna zmiana zachowań na te lepsze mogłaby mnie przekonać do niego. Nie znam twojej żony więc to ty sam musisz się zastanowić jaka ona jest oraz co jest potrzebne waszemu małżeństwu. Na forum jest wiele podobnych historii więc mozna czerpać z doświadczeń innych, ale po zastanowieniu się co jest dla was odpowiednie, gdyz konsekwencje działania poniesiesz ty. Polecam książkę "5 języków miłości" - często działamy wobec innych tak jak my chcemy by ktoś działal względem nas, a okazuje się, że każdy ma inny dominujący język.
PS. Nazwałeś siebie "Jamnikt" - nie warto tak siebie nazywać, bo może tak się teraz czujesz ale jesteś kimś wyjątkowym- życie zostało dane Ci przez Boga i nie tylko dla niego jesteś kimś ważnym i wartościowym.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Re: Ciężko i co raz ciężej a mur nie do przebicia
Witaj. Mnie rowniez uderzył Twój nick... zbierałam sie pare dni, zastanawiając sie, co- i czy w ogóle napisac.
Tu, na forum, jest masa historii do siebie podobnych, czasem niemal identycznych. Kiedys mnie to dziwiło, teraz juz nie dziwi. Bardzo czesto kryzysy rodzą sie z bardzo podobnych powodów.
Teraz nie ma sensu obrzucanie sie odpowiedzialnością. Teraz jest wazne, zeby kazde z Was - powtórzę za o. Szustakiem- spojrzało wgłąb siebie i stanęło w prawdzie. Mysle, ze to jest jedyna droga do naprawy- swiadomosc , żal i naprawa tego, co sie zepsuło- oczywiście pod warunkiem, ze jest taka wola. Jestes swiadomy swojej zdrady, ze nie byles fair- to dobrze. Ale nie wiesz, jak to dotknelo Twoją żonę. To wie tylko ona. A Ty mozesz- i powinienes - probowac jej zadoscuczynic i zbudowac zaufanie na nowo. Czy to bedzie mozliwe- tego nie wie nikt, ale trzeba probowac, bo nie da sie inaczej ocalić związku.
Moj maz, mimo twardych dowodów, wypierał sie zdrad. I to chyba bolało mnie najbardziej. Został nakryty na tzw gorącym uczynku, i mimo to, wciąż mowil, ze to nieprawda. Zabrakło tego stanięcia w prawdzie. Zabrakło refleksji i zadośćuczynienia za krzywdy. Zabrakło szczerej, jasnej rozmowy. Za to była recydywa i dalsze brnięcie w związek pozamałżeński.
To forum nauczyło mnie bardzo ważnej rzeczy- nie masz wpływu na innych, ale masz na siebie. Ty mozesz zacząć prace nad sobą. Ty masz wplyw na to, kim byłes, jestes i będziesz. Zmiane mozesz zaczac od siebie, nie od żony. Od siebie- tylko i wylacznie.
Zycze Ci stanięcia w prawdzie, i sił do walki o zwiazek. Jesli czujesz, ze nie dajesz rady- popros o pomoc specjalistę. Jak zwatpisz- udaj sie do Boga, pros o siły. Ja dzieki temu przetrwałam. Powierz Mu troski, i pozwol działac. Zawierz sie Jego opiece, stań w prawdzie i walcz. Ale zacznij od siebie. Powodzenia!
Tu, na forum, jest masa historii do siebie podobnych, czasem niemal identycznych. Kiedys mnie to dziwiło, teraz juz nie dziwi. Bardzo czesto kryzysy rodzą sie z bardzo podobnych powodów.
Teraz nie ma sensu obrzucanie sie odpowiedzialnością. Teraz jest wazne, zeby kazde z Was - powtórzę za o. Szustakiem- spojrzało wgłąb siebie i stanęło w prawdzie. Mysle, ze to jest jedyna droga do naprawy- swiadomosc , żal i naprawa tego, co sie zepsuło- oczywiście pod warunkiem, ze jest taka wola. Jestes swiadomy swojej zdrady, ze nie byles fair- to dobrze. Ale nie wiesz, jak to dotknelo Twoją żonę. To wie tylko ona. A Ty mozesz- i powinienes - probowac jej zadoscuczynic i zbudowac zaufanie na nowo. Czy to bedzie mozliwe- tego nie wie nikt, ale trzeba probowac, bo nie da sie inaczej ocalić związku.
Moj maz, mimo twardych dowodów, wypierał sie zdrad. I to chyba bolało mnie najbardziej. Został nakryty na tzw gorącym uczynku, i mimo to, wciąż mowil, ze to nieprawda. Zabrakło tego stanięcia w prawdzie. Zabrakło refleksji i zadośćuczynienia za krzywdy. Zabrakło szczerej, jasnej rozmowy. Za to była recydywa i dalsze brnięcie w związek pozamałżeński.
To forum nauczyło mnie bardzo ważnej rzeczy- nie masz wpływu na innych, ale masz na siebie. Ty mozesz zacząć prace nad sobą. Ty masz wplyw na to, kim byłes, jestes i będziesz. Zmiane mozesz zaczac od siebie, nie od żony. Od siebie- tylko i wylacznie.
Zycze Ci stanięcia w prawdzie, i sił do walki o zwiazek. Jesli czujesz, ze nie dajesz rady- popros o pomoc specjalistę. Jak zwatpisz- udaj sie do Boga, pros o siły. Ja dzieki temu przetrwałam. Powierz Mu troski, i pozwol działac. Zawierz sie Jego opiece, stań w prawdzie i walcz. Ale zacznij od siebie. Powodzenia!
-
kopernikus
- Posty: 16
- Rejestracja: 14 kwie 2026, 17:02
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Mężczyzna
Re: Ciężko i co raz ciężej a mur nie do przebicia
Częściowo przeszedłem coś podobnego, a częściowo wręcz przeciwnie. Mianowicie u mnie też było oddalenie, brak bliskości, a żona tak samo jak twoja twierdziła że jest wszystko okej i to ja się mam zmienić. Że to ja mam zmienić swoje oczekiwania i stłumić swoje potrzeby. A to tylko bardziej nas oddalało. Moja żona też zmieniła pracę i wtedy całkowicie zszedłem na dalszy plan. Nowi znajomi, nowa praca, to ją pochłonęło. Z tą różnicą że to nie ja zdradziłem, a ona. Zwierzała się "koledze" za moimi plecami, wiedział o niej więcej niż ja w tamtym momencie...
Jednak ty rozumiesz że to emocjonalna zdrada. Moja żona do dziś się do tego nie przyznała, nie nazwała tego po imieniu, opisuje to okrężnie, np "zagalopowałam się" itp. I niestety do dziś potrafi czasem powiedzieć, że nie zrobiła nic złego, a tylko dla mnie była to zdrada. Ty w zupełnie inny sposób do tego podchodzisz. Widzisz swój błąd, a do tego zwróciłeś się do Boga, a wszyscy wiemy, że wszystko będzie na swoim miejscu jeśli On będzie na pierwszym. To już na starcie dobrze rokuje.
Niestety nie masz wpływu na to jaką decyzję podjęła twoja żona. Ale pamiętaj że masz wpływ na to co wyjdzie z twojej strony i wydaje mi się że wiesz co robić.
Jednak ty rozumiesz że to emocjonalna zdrada. Moja żona do dziś się do tego nie przyznała, nie nazwała tego po imieniu, opisuje to okrężnie, np "zagalopowałam się" itp. I niestety do dziś potrafi czasem powiedzieć, że nie zrobiła nic złego, a tylko dla mnie była to zdrada. Ty w zupełnie inny sposób do tego podchodzisz. Widzisz swój błąd, a do tego zwróciłeś się do Boga, a wszyscy wiemy, że wszystko będzie na swoim miejscu jeśli On będzie na pierwszym. To już na starcie dobrze rokuje.
Niestety nie masz wpływu na to jaką decyzję podjęła twoja żona. Ale pamiętaj że masz wpływ na to co wyjdzie z twojej strony i wydaje mi się że wiesz co robić.


