Majster pisze: ↑15 mar 2026, 4:58
Dzisiaj mija rok. Rok temu usłyszałem te słowa: nie czuję do Ciebie tego co powinna czuć żona…
Takich dat z 2025 jest łącznie kilka, zapamiętałem je i nie zapomnę ich nigdy…numery dni w kilku kolejnych miesiącach, które kolejno stawały się wyrokami nade mną
Dzisiaj świadomie powiem, że już rok temu byłem prawie skazany na porażkę, jej proces wewnętrzne separacji i odejścia emocjonalnego już się rozwijał. Gdybym może wówczas miał tyle wiedzy co dzisiaj i odwagi to byłbym dzisiaj kimś innym. Rok temu, gdy to usłyszałem, jeszcze myślałem, że to będzie chwilowe, tymczasowe. Zafałszowała mi się wówczas rzeczywistość (czy ona robiła to świadomie, czy jej umysł tak się sam przestawiał) bo jeszcze na imprezy rodzinne normalnie chodziliśmy, ale ona odjeżdżała – ona chciała i już wybrała, w maju zbierała dokumenty i prawnik przygotowywał pozew.
A może żona dawała ci sygnały, które ty ignorowałeś i w pewnym momencie jej się przelalo i stwierdziła, że nie będzie ciągle zabiegać I prosić cię. Ja ciągle dużo robiłam by nam było dobrze, ale mój mąż nie był zainteresowany. Bo skupiał się na tym by jemu a nie nam było dobrze. Gdy już nie miałam sił to odpuściłam i mąż poczuł się niezaopiekowany. To nic że mnie olewał, nie interesowal się latami moimi potrzebami, prośbami, ważne dla niego było, że jak ja chciałam pomyśleć o sobie to uznał, że nie miałam do tego prawa, gdyż on miał być najważniejszy.
W pewnym momencie znienawidziłem jej psychologa, oskarżyłem go w myślach o to do jakich wniosków i decyzji ona doszła. Nie chce czuć nienawiści i nie chce życzyć komukolwiek źle. Ja miesiąc temu z psychologa zrezygnowałem, nic we mnie się nie wypracowało, nie poczułem się lepiej, nie czuję jakiejkolwiek ulgi, serce mi krwawi i emocjonalnie jestem rozhuśtany.
A może psycholog pomógł jej zająć się sobą i zadbać o siebie? Może to dla jej dobra. Wybierałam psychologów chrześcijańskich i dla mnie szokiem było gdy mi zwracali uwagę że mój mąż stosował przemoc (tą niewidoczną - psychologiczną, ekonomiczną, zresztą tu na forum też mi zwracano na to uwagę), nie wierzyłam im. Teraz mając wiedzę widzę więcej i mogę powiedzieć - tak, to nie były dobre działania mojego męża. Nie wiem czy robił to świadomie czy nie. Ja ponownie tego bym nie chciała doświadczać.
Co jest dzisiaj, ja mam dzisiaj WIELKĄ TĘSKNOTĘ. Próbuje nadal rozumieć co się dalej dzieje i dlaczego tak się dzieje. Choć pojąłem gdzie były źródła jej problemów emocjonalnych i psychicznych, jej ówczesny stan emocji, to ciężko mi pojąć dlaczego się oddaliła i tak postanowiła.
A doszedłeś do wniosku dlaczego ty jesteś taki a nie inny i w taki a nie inny sposób reagujesz?
Może masz wielką tęsknotę bo upatrywałes w żonie kogoś kto zaspokoi twoje tęsknoty i uzupełni braki?
Z szeroko pojętych możliwości szukania wiedzy, a nawet nazwę to poradników psychologicznych uzyskałem chyba jednak obecnie prawidłowy stan rzeczywistości:
Wiem jedno, że dzisiaj, że ona jest w innym etapie emocjonalnym niż ja.
Ja jestem w środku żałoby - Ona jest po swojej decyzji.
Ja chcę wrócić - Ona chce oddychać.
Ja chcę bliskości - Ona chce dystansu.
Ja chcę dotyku - Ona chce przestrzeni.
Psychologicznie patrząc: nie ma szans w tym momencie na jakąkolwiek relacyjność - To jest różnica w czasie emocjonalnym, jej emocje są w innym miejscu niż moje.
A może od dzieciństwa są w tobie jakieś braki, że brakuje Ci tak podstawowych potrzeb jak bliskości, dotyku, bycia razem? Przez lata zdobywania wiedzy dowiedziałam się, że żaden człowiek nie jest w stanie zaspokoić nasze potrzeby.
Wręcz mogę pogorszyć, gdy będę nagabywał, prosił - natręctwo nie popłaca.
Kontakt teraz nie zbliżyłby nas. Bo ja szukam:
-spokoju,
- nadziei,
- ciepła,
- sygnału, że nie jesteś sam, że mogę być dla kogoś
A ona teraz nie ma w sobie niczego, co mogłoby mi to dać.
Większość tych rzeczy możesz dać sam sobie. A być dla innych możesz na wiele sposobów (nie zachęcam do związków pozamałżeńskich) - możesz być z dziećmi i dla nich, możesz zacząć udzielać się w wolontariacie - ja wiem ze swojego przykładu ile radości daje robienie czegoś dla innych.
Tyle rozumiem i tak to oceniam – czy dobrze, nawet jeśli Tak – to nadal jestem przegrany, ona jest gdzieś sama ze sobą, gdzie ja wstępu nie mam…
To może pora w końcu zaprzyjaźnić się sam ze sobą, pokochać siebie.
Przegrany jesteś w swoich oczach i w swoim mniemaniu. Może złe podstawy oceniasz, albo nierealne na tą chwilę oczekiwania.
Ja nie chciałam utknąć w żalu i beznadziei więc zaczęłam pracę na różnych polach. Nie odpowiadał mi psycholog lub jakaś książka to szukałam kogoś lub czegoś innego, ale szłam do przodu a nie marudziłam, że znów kłody pod nogi.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota