20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 3913
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Ruta »

Super, że chodzisz na AA, utrzymaj kurs, a z marudy awansujesz na systematycznego gościa, który ma solidny plan na siebie :)

Żebym ja była tylko marudą na początku pracy nad sobą. No ale nie byłam... Byłam rostrzęsioną, na wpół rozpuszczoną galaretką, bałam się własnego cienia, wylewałam potoki łez i nie byłam zdolna do racjonalnego działania. Ogarnięcie najprostszych rzeczy zajmowało mi niezliczone godziny spędzone na wielopoziomowych analizach.

Marudzenie to dość typowy punkt wyjścia. Nie mówi nic o tobie. No chyba że trwalony powyżej roku... można by się w tym dopatrzeć wtedy pewnej tendencji 😶 No ale wygląda na to, że się wziąłeś za siebie przed terminem. Zakończyłeś leżakowanie na gwoździu. Działasz 💪
Majster
Posty: 122
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

Dzisiaj mija rok. Rok temu usłyszałem te słowa: nie czuję do Ciebie tego co powinna czuć żona…
Takich dat z 2025 jest łącznie kilka, zapamiętałem je i nie zapomnę ich nigdy…numery dni w kilku kolejnych miesiącach, które kolejno stawały się wyrokami nade mną
Dzisiaj świadomie powiem, że już rok temu byłem prawie skazany na porażkę, jej proces wewnętrzne separacji i odejścia emocjonalnego już się rozwijał. Gdybym może wówczas miał tyle wiedzy co dzisiaj i odwagi to byłbym dzisiaj kimś innym. Rok temu, gdy to usłyszałem, jeszcze myślałem, że to będzie chwilowe, tymczasowe. Zafałszowała mi się wówczas rzeczywistość (czy ona robiła to świadomie, czy jej umysł tak się sam przestawiał) bo jeszcze na imprezy rodzinne normalnie chodziliśmy, ale ona odjeżdżała – ona chciała i już wybrała, w maju zbierała dokumenty i prawnik przygotowywał pozew.
W pewnym momencie znienawidziłem jej psychologa, oskarżyłem go w myślach o to do jakich wniosków i decyzji ona doszła. Nie chce czuć nienawiści i nie chce życzyć komukolwiek źle. Ja miesiąc temu z psychologa zrezygnowałem, nic we mnie się nie wypracowało, nie poczułem się lepiej, nie czuję jakiejkolwiek ulgi, serce mi krwawi i emocjonalnie jestem rozhuśtany.

Co jest dzisiaj, ja mam dzisiaj WIELKĄ TĘSKNOTĘ. Próbuje nadal rozumieć co się dalej dzieje i dlaczego tak się dzieje. Choć pojąłem gdzie były źródła jej problemów emocjonalnych i psychicznych, jej ówczesny stan emocji, to ciężko mi pojąć dlaczego się oddaliła i tak postanowiła. Z szeroko pojętych możliwości szukania wiedzy, a nawet nazwę to poradników psychologicznych uzyskałem chyba jednak obecnie prawidłowy stan rzeczywistości:
Wiem jedno, że dzisiaj, że ona jest w innym etapie emocjonalnym niż ja.
Ja jestem w środku żałoby - Ona jest po swojej decyzji.
Ja chcę wrócić - Ona chce oddychać.
Ja chcę bliskości - Ona chce dystansu.
Ja chcę dotyku - Ona chce przestrzeni.
Psychologicznie patrząc: nie ma szans w tym momencie na jakąkolwiek relacyjność - To jest różnica w czasie emocjonalnym, jej emocje są w innym miejscu niż moje. Wręcz mogę pogorszyć, gdy będę nagabywał, prosił - natręctwo nie popłaca.
Kontakt teraz nie zbliżyłby nas. Bo ja szukam:
-spokoju,
- nadziei,
- ciepła,
- sygnału, że nie jesteś sam, że mogę być dla kogoś
A ona teraz nie ma w sobie niczego, co mogłoby mi to dać.

Tyle rozumiem i tak to oceniam – czy dobrze, nawet jeśli Tak – to nadal jestem przegrany, ona jest gdzieś sama ze sobą, gdzie ja wstępu nie mam…
Bławatek
Posty: 2703
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Bławatek »

Majster pisze: 15 mar 2026, 4:58 Dzisiaj mija rok. Rok temu usłyszałem te słowa: nie czuję do Ciebie tego co powinna czuć żona…
Takich dat z 2025 jest łącznie kilka, zapamiętałem je i nie zapomnę ich nigdy…numery dni w kilku kolejnych miesiącach, które kolejno stawały się wyrokami nade mną
Dzisiaj świadomie powiem, że już rok temu byłem prawie skazany na porażkę, jej proces wewnętrzne separacji i odejścia emocjonalnego już się rozwijał. Gdybym może wówczas miał tyle wiedzy co dzisiaj i odwagi to byłbym dzisiaj kimś innym. Rok temu, gdy to usłyszałem, jeszcze myślałem, że to będzie chwilowe, tymczasowe. Zafałszowała mi się wówczas rzeczywistość (czy ona robiła to świadomie, czy jej umysł tak się sam przestawiał) bo jeszcze na imprezy rodzinne normalnie chodziliśmy, ale ona odjeżdżała – ona chciała i już wybrała, w maju zbierała dokumenty i prawnik przygotowywał pozew.
A może żona dawała ci sygnały, które ty ignorowałeś i w pewnym momencie jej się przelalo i stwierdziła, że nie będzie ciągle zabiegać I prosić cię. Ja ciągle dużo robiłam by nam było dobrze, ale mój mąż nie był zainteresowany. Bo skupiał się na tym by jemu a nie nam było dobrze. Gdy już nie miałam sił to odpuściłam i mąż poczuł się niezaopiekowany. To nic że mnie olewał, nie interesowal się latami moimi potrzebami, prośbami, ważne dla niego było, że jak ja chciałam pomyśleć o sobie to uznał, że nie miałam do tego prawa, gdyż on miał być najważniejszy.
W pewnym momencie znienawidziłem jej psychologa, oskarżyłem go w myślach o to do jakich wniosków i decyzji ona doszła. Nie chce czuć nienawiści i nie chce życzyć komukolwiek źle. Ja miesiąc temu z psychologa zrezygnowałem, nic we mnie się nie wypracowało, nie poczułem się lepiej, nie czuję jakiejkolwiek ulgi, serce mi krwawi i emocjonalnie jestem rozhuśtany.
A może psycholog pomógł jej zająć się sobą i zadbać o siebie? Może to dla jej dobra. Wybierałam psychologów chrześcijańskich i dla mnie szokiem było gdy mi zwracali uwagę że mój mąż stosował przemoc (tą niewidoczną - psychologiczną, ekonomiczną, zresztą tu na forum też mi zwracano na to uwagę), nie wierzyłam im. Teraz mając wiedzę widzę więcej i mogę powiedzieć - tak, to nie były dobre działania mojego męża. Nie wiem czy robił to świadomie czy nie. Ja ponownie tego bym nie chciała doświadczać.
Co jest dzisiaj, ja mam dzisiaj WIELKĄ TĘSKNOTĘ. Próbuje nadal rozumieć co się dalej dzieje i dlaczego tak się dzieje. Choć pojąłem gdzie były źródła jej problemów emocjonalnych i psychicznych, jej ówczesny stan emocji, to ciężko mi pojąć dlaczego się oddaliła i tak postanowiła.
A doszedłeś do wniosku dlaczego ty jesteś taki a nie inny i w taki a nie inny sposób reagujesz?
Może masz wielką tęsknotę bo upatrywałes w żonie kogoś kto zaspokoi twoje tęsknoty i uzupełni braki?
Z szeroko pojętych możliwości szukania wiedzy, a nawet nazwę to poradników psychologicznych uzyskałem chyba jednak obecnie prawidłowy stan rzeczywistości:
Wiem jedno, że dzisiaj, że ona jest w innym etapie emocjonalnym niż ja.
Ja jestem w środku żałoby - Ona jest po swojej decyzji.
Ja chcę wrócić - Ona chce oddychać.
Ja chcę bliskości - Ona chce dystansu.
Ja chcę dotyku - Ona chce przestrzeni.
Psychologicznie patrząc: nie ma szans w tym momencie na jakąkolwiek relacyjność - To jest różnica w czasie emocjonalnym, jej emocje są w innym miejscu niż moje.
A może od dzieciństwa są w tobie jakieś braki, że brakuje Ci tak podstawowych potrzeb jak bliskości, dotyku, bycia razem? Przez lata zdobywania wiedzy dowiedziałam się, że żaden człowiek nie jest w stanie zaspokoić nasze potrzeby.
Wręcz mogę pogorszyć, gdy będę nagabywał, prosił - natręctwo nie popłaca.
Kontakt teraz nie zbliżyłby nas. Bo ja szukam:
-spokoju,
- nadziei,
- ciepła,
- sygnału, że nie jesteś sam, że mogę być dla kogoś
A ona teraz nie ma w sobie niczego, co mogłoby mi to dać.
Większość tych rzeczy możesz dać sam sobie. A być dla innych możesz na wiele sposobów (nie zachęcam do związków pozamałżeńskich) - możesz być z dziećmi i dla nich, możesz zacząć udzielać się w wolontariacie - ja wiem ze swojego przykładu ile radości daje robienie czegoś dla innych.
Tyle rozumiem i tak to oceniam – czy dobrze, nawet jeśli Tak – to nadal jestem przegrany, ona jest gdzieś sama ze sobą, gdzie ja wstępu nie mam…
To może pora w końcu zaprzyjaźnić się sam ze sobą, pokochać siebie.

Przegrany jesteś w swoich oczach i w swoim mniemaniu. Może złe podstawy oceniasz, albo nierealne na tą chwilę oczekiwania.

Ja nie chciałam utknąć w żalu i beznadziei więc zaczęłam pracę na różnych polach. Nie odpowiadał mi psycholog lub jakaś książka to szukałam kogoś lub czegoś innego, ale szłam do przodu a nie marudziłam, że znów kłody pod nogi.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Bławatek
Posty: 2703
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Bławatek »

By cos osiągnąć trzeba wstać z loża, zechcieć wyrwać się z beznadziei. Ostatnie Ewangelie mówią o cudach Jezusa - Jezus zawsze pyta czy chcesz i nieraz wskazuje, że człowiek ma zacząć działać a szczególnie nawrócic się i pójść za Jezusem.

Krótki filmik dla ciebie:
https://youtube.com/shorts/MP1--X9JY-0? ... CbBc2u0glg
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Majster
Posty: 122
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

Majster, dostałeś odpowiedzi na swoje wpisy i co teraz myślisz?
- nie które wpisy dają do "wiwatu", ale to dobrze, bo głaskać można grzeczne dzieci, a nie krnąbrne barany..

Majster, potrafisz nazwać siebie w tej chwili, określić gdzie teraz jesteś?
- to jest trudne i niejednoznaczne, na pewno w miejscu pustki i pełnym lęków...

Majster, co z tym teraz zrobisz?
- pewne sugestie i sygnały już w kilku postach otrzymałem, uczęszczam na spotkania AA, stwierdzam, że przez ostatnie lata byłem nie szczęśliwy, nie miałem szczęścia w sobie, nie lubię siebie, więc jak mogłem dać szczęście innej osobie skoro go nie mam i nie pamiętam jak taki stan wygląda...

Majster, Bóg ma zawsze jakiś plan o którym ty nie masz pojęcia, może musiało cię to spotkać abyś przejrzał na oczy, zobaczył, że nie jesteś najważniejszy. Teraz plan naprawczy, trzeba rozwiązać choroby ciała, umysłu i ducha,
Alkoholizm (jakkolwiek jesteś alkoholikiem, lub nie jesteś), ale piłeś często i za dużo - to również, a może przede wszystkim choroba duszy...
Awatar użytkownika
Niepozorny
Posty: 3256
Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Niepozorny »

Majstrze nie wiadomo czy Ty sam sobie zadajesz pytania, czy to pytania zadane przez inne osoby. Jeśli to drugie, to warto stosować cytowanie postów - viewtopic.php?f=20&t=229.
Z braku rodzi się lepsze!
Majster
Posty: 122
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

Niepozorny pisze: 20 mar 2026, 11:32 Majstrze nie wiadomo czy Ty sam sobie zadajesz pytania, czy to pytania zadane przez inne osoby. Jeśli to drugie, to warto stosować cytowanie postów - viewtopic.php?f=20&t=229.
Czasami trzeba z samym sobą pogadać...
Bo na łeb można dostać...a może już dostaję
Bławatek
Posty: 2703
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Bławatek »

Majster ostatnio usłyszałam, że łatwiej zapamiętujemy czy do nas własne słowa bardziej docierają, jak na głos mówimy więc jest w tym jakaś metoda.

Jest ktoś kto lubi słuchać zawsze i wszędzie - Bóg. Ja już się tak nauczyłam, że nawet jak spóźniona lecę na autobus to Boga proszę "jeśli możesz to pozwól mi zdążyć" - nie zawsze się udaje ale jak zdążę to zawsze Mu dziękuję. No, i lubię sobie z Nim pogadać tak po prostu - często to jest monolog, ale nieraz mi ten mój monolog wiele w głowie rozświetla.

Piszesz, że nie lubiłeś siebie, nie miałeś szczęścia w sobie i tak jest nadal - może warto zacząć od tego - pokochać siebie, dać sobie uwagę, zadbać o swoje potrzeby. Często od dzieciństwa ciągną się za nami jakieś braki, niedomówienia więc warto temu się przyjrzeć i o to zadbać. Niestety - jak to mówi często o. Szustak - to ciągła i mozolna praca, która nieraz przyniesie upadki.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Majster
Posty: 122
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

SAMOTNOŚĆ - wredna, uciążliwa, permanentna... jak pustynia nie niosąca nadziei na znalezienie oazy, samotność i poczucie starty...
Sedum
Posty: 61
Rejestracja: 31 sty 2022, 20:40
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Sedum »

Hej, ponieważ mam doświadczenie wieloletniego kryzysu wiem, że warto podtrzymywać inne niż ściśle rodzinne relacje, chociaż nie mam na to za dużo czasu. Mam relacje ze wspólnotą Kościoła, choć nie dedykowaną tematom rodzinnym, warto wspierać się w drodze do domu po drugiej stronie.. Mam pasję i znajomych z nią związanych i spotkania z nią związane. Jest relatywnie wąskie grono osób ważnych, przyjaciół i krewnych w moim sercu i modlitwie. Do tego trzeba proaktywności, planowania, pamięci, czasem kalendarza. Powolnego budowania, konsekwencji w podtrzymaniu więzi. Warto cierpliwie działać.
Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 15115
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Nirwanna »

Majster pisze: 10 maja 2026, 14:17 SAMOTNOŚĆ - wredna, uciążliwa, permanentna... jak pustynia nie niosąca nadziei na znalezienie oazy, samotność i poczucie starty...
Majster, to co napisała Sedum to pigułka antysamotnościowa, taka kwintesencja.
Tylko trzeba zacząć, nawet od malutkiego kroku i konsekwentnie trzymać się swoich decyzji. Byle się chciało chcieć.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Bławatek
Posty: 2703
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Bławatek »

Majster pisze: 10 maja 2026, 14:17 SAMOTNOŚĆ - wredna, uciążliwa, permanentna... jak pustynia nie niosąca nadziei na znalezienie oazy, samotność i poczucie starty...
Majster dziś o. Szustak to chyba do Ciebie gadanko ma :)

https://youtu.be/nyriCpKtfsc?is=UkyW7-gJL2v9vN8Y

Wiesz, można różnie odczuwać wszystkie stany, dobre czy złe chwile, ale ważne by się sobie w nich przyglądać i gdy jest coś do zmiany to to zrobić.

Piszesz o samotności - każdy z nas ją doswiadcza, bo można być w tłumie znajomych a dalej być samotnym. Jeśli nie mieszkasz na bezludnej wyspie to masz szanse nie być samotnym, tylko zazwyczaj trzeba wykonać kawał roboty by być w innym stanie.

W poniedziałek słuchałam podcastu nt. relacji a raczej braku relacji i ekspert/terapeuta, dał fajną radę "by sie nie zamykać na innych tylko właśnie wychodzić do ludzi - zagadać kogoś w sklepie, autobusie, może jakiegoś sąsiada, albo odezwać się pierwszemu do starych znajomych i odkopać relacje". Ciężko zrobić pierwszy krok ale warto.

A może byś się wybrał na spotkanie Sycharu - tam same przyjadę dusze są :)

Wędki dostajesz - może pora z nich skorzystać?

PS. Również ostatnio o. Szustak w różnych gadankach nawiązuje, że w sytuacjach trudnych warto wybrać się po pomoc np. do księdza, psychologa, terapeuty, psychiatry. Też byłam w beznadziei i skorzystałam z tych wszystkich form.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Majster
Posty: 122
Rejestracja: 24 cze 2025, 8:37
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Majster »

NIE WIERZĘ już i nie chcę pokładać nadziei w jakimkolwiek człowieku.
Miałem jie dawno urodziny 4 osoby złożyły mi życzenia, a kiedyś byłyby to 44. Nie piszę o tym, by z tego tytułu broń Boże płakać... Moje dzieci nie złożyły naet grzecznościowych życzeń, a byłem dla nich cały czas i jeszcze w ostatnie dni woziłem, pomagałem i byłem gdy potrzebowały, a żona, na nią nawet nie liczyłem - a ja głupi jej symboliczny prezent dałem. Nic nie dzieje się w moim życiu bym widział jakąkolwiek nadzieję na lepsze jutro, samotność, samotność i nikogo obok. Nie piszcie wyjdż do ludzi (mijam w oracy 40 osób dziennie po kilka razy - i co z tego), psycholog, terapia, nie piszcie módl się - naprawdę codziennie to robię. Jest DNO, moje życie to KANAŁ. Czy ja tak zaszkodziłem innym ludziom i Bogu? Wiary w Niego wyprzeć się nie umiem i nie potrafię, ale ja na prawdę nie mam ochoty na życie. Każde sakramentalne małżeństwo da się uratować - no chyba jednak nie...chyba żałuję decyzji sprzed tych 20 lat
Bławatek
Posty: 2703
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 20 lat małżeństwa i niestety...Nie wiem co będzie?

Post autor: Bławatek »

Majster pisze: 07 lip 2026, 23:29 NIE WIERZĘ już i nie chcę pokładać nadziei w jakimkolwiek człowieku.
Miałem jie dawno urodziny 4 osoby złożyły mi życzenia, a kiedyś byłyby to 44. Nie piszę o tym, by z tego tytułu broń Boże płakać... Moje dzieci nie złożyły naet grzecznościowych życzeń, a byłem dla nich cały czas i jeszcze w ostatnie dni woziłem, pomagałem i byłem gdy potrzebowały, a żona, na nią nawet nie liczyłem - a ja głupi jej symboliczny prezent dałem.
Majster współczuję doświadczenia i bólu. Życzę Ci nadziei i odnalezienia sensu życia, niech się pojawi wiele radości.

Nie chcę cię dołować, ale zapytam - czy ty w poprzednich latach przypominales dzieciom o różnych urodzinach, świętach np. dniu matki, babci i dziadka? Czy to było tylko na głowie żony? Mój mąż nigdy nie myślał o taki sprawach, bo wiedział, że ja ogarniam. Pamiętam jak jakieś 4 lata temu (nie mieszkaliśmy razem) kupiłam prezenty dla babci i dziadka i z synem do teściów chciałam jechać, akurat w ten dzień mąż miał czas by do syna przyjechać i wbił mnie w podłogę bo powiedział "a to jest jakieś święto dla babci i dziadka?" - serio? Przecież co roku w styczniu jeździliśmy też z nim do jego rodziców. Teraz jest tak, że jak ja nie przypomnę synowi o dniu ojca to sam nie pamięta. Zresztą o dniu matki też mu wolę przypomnieć :lol: To tylko nastolatek, który myśli o swoich sprawach.
Nic nie dzieje się w moim życiu bym widział jakąkolwiek nadzieję na lepsze jutro, samotność, samotność i nikogo obok. Nie piszcie wyjdż do ludzi (mijam w oracy 40 osób dziennie po kilka razy - i co z tego), psycholog, terapia, nie piszcie módl się - naprawdę codziennie to robię. Jest DNO, moje życie to KANAŁ. Czy ja tak zaszkodziłem innym ludziom i Bogu? Wiary w Niego wyprzeć się nie umiem i nie potrafię, ale ja na prawdę nie mam ochoty na życie. Każde sakramentalne małżeństwo da się uratować - no chyba jednak nie...chyba żałuję decyzji sprzed tych 20 lat
Kiedyś na forum.ktos przytaczał historyjkę o psie i gwoździu - pies leżał na deskach z których wychodził gwóźdź i cierpiał straszliwie ale nie spróbował zmienić pozycji. Ludzie też często siedzą w swoim znanym cierpieniu, bo to znają. Masz wolną wolę, nikt cię nie zmusi do niczego. Nikt też na siłę nie będzie cię do niczego pokonywal.

We mnie była wielka wola by nie zostać w cierpieniu i beznadziei i zrobiłam wszystko by wyjść z tego stanu. Udało się. Odbudowałam swoją sprawczość, poczucie wartości I cieszę się wieloma rzeczami, które życie, a przede wszystkim Bóg mi daje. Czasami to są drobiazgi jak np. możliwość zdążenia na przesiadkę by w upale lub deszczu nie iść 10 minut, niby nic, a jednak wiele. Radością jest świat wokół tylko czasami trzeba trochę pracy włożyć by dostrzec piękno czy możliwości. Samo nie dzieje się nic.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
ODPOWIEDZ