Cieszę się z tych moich powikłań po grypie, jak dziwnie by to nie brzmiało. Mimo pracy nad sobą, nadal nie umiałam odpocząć i zająć się sobą jako zdrowa, nie umiałam tego nawet w stanie wyczerpania. Nie umiem też jeszcze odmawiać, wciąż biorę za dużo na siebie. Jedna solidna grypa załatwiła to wszystko za mnie.
Mam na papierze glejt od lekarza i zalecenie, że mam odpoczywać i prowadzić oszczędny tryb życia. Mam też ciało, które mówi nie. Nie jestem w stanie nic przyspieszyć, nie mam siły na wysiłek. Pamiętam, jak kiedyś byłam tak zmęczona, że marzyłam o tym, żeby znaleźć się na parę dni w szpitalu. To co jest teraz, jest nawet lepsze.
Mam w sobie spokój, zgodę na to, że potrwa to wszystko, ile musi, mam termin do specjalisty. Chyba pierwszy raz w życiu nie panikuję, kiedy moje ciało nie działa jak należy i nie walczę sama ze sobą.
Nie panikuję też finansowo. Przyjmuję, że na razie nie jestem zdolna do pracy. Przez ostatnich osiem lat nie było ani jednego dnia, w którym zabrakło mi na chleb, czy na potrzeby dzieci. Nie wiem jeszcze jak, ale wiem, że i tu wszystko się ułoży. Wiem też, że zmartwianie się i panika ani o milimetr nie przybliżą mnie do rozwiązania. Więc jestem spokojna. Lubię tą dziwną logikę zaufania Bogu.
Cieszę się też izolacją od męża. Jest przyjemna. Odpoczywam od ciężaru, jest tak, jakbym zdjęła ogromny plecak. To jest dokładnie to samo uczucie, jak zdjęcie plecaka niesionego przez cały dzień po górach. Nosiłam kiedyś takie, że stależem, namiotem i całą resztą. Zdjęcie tego ustrojstwa przed schroniskiem sprawiało, że czułam się tak lekka, jakbym miała podlecieć do góry. Schodziłam już z różnych rzeczy w realacji z mężem. Ale zejście z kontaktu z nim jest jak dotąd najlepsze. I pierwszy raz temu zejściu nie towarzyszy lęk, tylko spokój.
Dla młodszego syna jest to trudne, bo odkąd zaprzestałam organizowania kontaktów i ciągnięcia męża za uszy, on po prostu przestał widywać syna. To już pół roku, w czasie którego jego tata pojawił się raz, na chwilę i pod wpływem środków odurzających. Wiem, że syn nadal potrzebuje taty, ale już nie mam siły brać tego na swoje plecy. Zamiast tego zorganizowałam wsparcie dla syna w tej sytuacji, jaka jest. Syn został objęty wsparciem w poradni specjalizującej się w terapii dla dzieci i młodzieży z obciążeniem rodzinnym, gdy jedno z rodziców jest uzależnione.
Utrzymuję ryzy i szlaban po ostatnich wyczynach młodego i widzę, że służy to nam obojgu. Daje ramy, poczucie bezpieczeństwa, przewidywalność. Nie tylko młody tego potrzebuje, ja też. Cieszy mnie to, że przychodzi mi to naturalnie, bez wysiłku. W poradni była dziś mama taka jak ja parę lat temu. Dzieci były jak oszalałe. Zrozumiałam ważną rzecz. Mówi się, że dzieci potrzebują ojca. Potrzebują. Jednak kiedy go brakuje, nie chodzi o to, by mama na siłę szukała zastępstwa dla dobra dzieci. Nie ma możliwości zastąpienia rodzica. Zamiast go szukać, to mama potrzebuje się nauczyć twardszej ręki. Ks. Pawlukiewicz mówił o tym, że Bóg wyposażył każdą mamę i każdego tatę w pakiet zapasowy, by na wypadek wdowieństwa czy opuszczenia mogli go otworzyć, by kobieta rozwinęła nieco twardości, by mogła zapanować nad dziećmi, a tata mógł rozwinąć łagodność, by zapewnić dzieciom podstawową troskę, taką jak od mamy. Pamiętam, jak z moim spowiednikiem rozeznawałam, jak ten pakiet rozwijać i spanikowana mówiłam mu, że nie dam rady.
Zadzwoniłam do mojego przyjaciela, podziękować mu za jego wsparcie dla mnie przez ostatnie lata, za to, że uczył mnie wprowadzania dyscypliny, zasad i wybijał mi z głowy wspieranie dzieci przez odpuszczanie im i nadopiekuńczość.
No i dzień ułożył mi się tak, że - uwaga, uwaga - siedzę w kawiarni, piję pyszną herbatę, słucham miłej muzyki. Nie opłacało mi się wracać do domu po wizycie z synem. Miałam dylemat, czy stać mnie na taki wydatek w obecnej sytuacji... i znalazłam zapominane 20 zł w torebce. Czekam więc spokojnie i komfortowo na badanie. Po drodze zajrzę jeszcze na Adorację, jest bardzo blisko.
Buja mną jeszcze na tym zejściu. Ale właśnie się na chwilę zatrzymałam. Nie patrzę na gruzy, za oknem jest śliczny widok. Odkopałam już tyle, że jest już w moim życiu i uporządkowana przestrzeń, bym mogła się nią nacieszyć.
Kilka pytań o separację
Moderator: Moderatorzy
-
Niepoprawny83
- Posty: 306
- Rejestracja: 07 wrz 2021, 22:43
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Mężczyzna
Re: Kilka pytań o separację
Dobry pomysł z nie zaśmiecaniem wątku Fireekeper.
Odpowiedź będzie krótka, nie widzę w moim poście braku osobistego spojrzenia tudzież posiłkowania się erystyką. Każdy przeczyta to co chce, to wybór czytelnika. Ty czytasz na swój sposób, nie mogę tego zmienić. Nie jest to też dla mnie niezbędne. Myślę, że w dużym stopniu rozumiem przyczynę zakłóceń komunikacji i ta świadomość mi wystarcza. Jako, że trzymam się mocno tego co napisałem, to być może będę rozwijał swoje uwagi w innych wątkach, jeśli uznam to za wskazane. Nie będzie to z mojej strony wyrazem braku szacunku wobec ciebie, jeśli oczywiście oczekiwałaś jakiś wyjaśnień z mojej strony, lecz konsekwencją zdobytej wiedzy. Tak czy siak będziemy w kontakcie.
Pozdrawiam serdecznie.
Zaufaliśmy miłości.
Re: Kilka pytań o separację
To nie kwestia odbioru, a formy której używasz. Osobista forma brzmi "ja", nieosobista brzmi "my".Niepoprawny83 pisze: ↑28 sty 2026, 16:12 Odpowiedź będzie krótka, nie widzę w moim poście braku osobistego spojrzenia tudzież posiłkowania się erystyką. Każdy przeczyta to co chce, to wybór czytelnika.
Czytam jak jest napisane. Ja to ja, my to myNiepoprawny83 pisze: ↑28 sty 2026, 16:12 Ty czytasz na swój sposób, nie mogę tego zmienić. Nie jest to też dla mnie niezbędne.
Za świadomością mogą iść jeszcze zmiany. Usprawniania komunikacji nigdy dość.Niepoprawny83 pisze: ↑28 sty 2026, 16:12 Myślę, że w dużym stopniu rozumiem przyczynę zakłóceń komunikacji i ta świadomość mi wystarcza.
Warto czasem coś puścićNiepoprawny83 pisze: ↑28 sty 2026, 16:12 Jako, że trzymam się mocno tego co napisałem, to być może będę rozwijał swoje uwagi w innych wątkach, jeśli uznam to za wskazane. Nie będzie to z mojej strony wyrazem braku szacunku wobec ciebie, jeśli oczywiście oczekiwałaś jakiś wyjaśnień z mojej strony, lecz konsekwencją zdobytej wiedzy.
Zarówno w zakresie komunikacji osobistej jak i rezygnacji z okazywania gniewu do stawiania/ochrony granic pierwsze kroki stawiałam tu na forum, dzięki niezwykle irytującym zwrotom. Na tyle irytującym, że się przy nich zatrzymałam. Puszczenie moich przekonań w tym zakresie było początkiem interesującej drogi. I poprawy relacji.
Bardzo pomocne jest też wskazywanie źródeł przy dzieleniu się wiedzą. Wtedy odbiorca ma szansę zweryfikować, doczytać, odnieść się do prezentowanej wiedzy. To akurat co powyżej to zbiorowa wiedza forumowa.
I ja pozdrawiam
-
Niepoprawny83
- Posty: 306
- Rejestracja: 07 wrz 2021, 22:43
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Mężczyzna
Re: Kilka pytań o separację
Ja w mojej osobistej opinii i formie uważam, że my pięknie się pozdrawiamy. Można się z tym nie zgadzać, ale niezaprzeczalnie to moja opinia osobista choć mówi o nas. Można mimo różnicy zdań pięknie rozmawiać i pozostać przy swoim zdaniu.
Dziękuję za pozdrowienia
Zaufaliśmy miłości.
Re: Kilka pytań o separację
Dziękuję. Jest mi dobrze z izolacją. Schodzą ze mnie kolejne porcje napięcia. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mnie kontakt z mężem obciążał, mimo, że był to kontakt tylko w sprawach syna.
W takich ostrych fazach kryzysowych miałam tak samo. Po wyprowadzce męża nie jadałam bo nie mogłam, doszłam do skraju wyczerpania, nabawiłam się niedoborów. To adrenalina.
Przewlekły stres zajadam z kolei słodyczami. Doczytałam, że tak działa wysoki kortyzol.
Ostatnio szłam schematem jadłowstręt, aż do oslabnięcia, potem coś kalorycznego na nabranie sił i wieczorem posiłek, zwykle za duży w stosunku do moich potrzeb.
Czytam o tym, jak to wszystko zresetować i wyjść z błędnego koła, wrócić do ustawień fabrycznych.
W sumie od paru lat męża prawie nie widywałam. Ale jego cykle nadal na mnie wypływały i nadal była huśtawka. Starałam się, by stany takie czy inne męża na mnie nie wpływały, no ale wpływały. Na to wszystko wyzyskiwał moją zależność. To mi zależało, żeby on się zgodził na to, czy na tamto. Świadomie używał swojej władzy rodzicielskiej do sprawowania władzy nade mną.Sedum pisze: ↑26 sty 2026, 22:33 Adrenaliny mi nie brak, nienawidzę takich wahań, w każdym razie w warstwie świadomej. Byłoby mi dobrze w nudnym spokoju w domu. Umiem sobie dostarczać innych ciekawych doświadczeń. Z drugiej strony czasem myślę - przecież sama sobie to robię, po kimś innym spływałaby np. wściekłość mojego męża. To jest w mojej głowie, że się zamartwiam jakąś sytuacją, a nie cieszę życiem. To ja daję sobie prawo być na luzie kiedy mój mąż jest dobry i autentycznie się stara. To we mnie jest ta huśtawka. A jednak cykl narastania napięcia u mojego męża nawet przy jego staraniu jest bardzo prawdopodobnym scenariuszem. I nie chcę się huśtać znowu razem z nim. Czuję się jak obdarta ze skóry. Nie mam siły już na więcej. Izolacji nie rozważam, bo nie mam teraz podstaw, ale mam podstawy unikać emocjonalnego rollercostera.
Myślę sobie, że oczekiwanie, że czyjaś wściekłość po mnie spłynie, może przekraczać ludzkie możliwości. Nawet gdy obca osoba na ulicy jest wściekła i jestem tego świadkiem, to odczuwam to zdarzenie jako niemiłe, obciążające.
Kilka dziewcząt, które zeszły do poziomu zero kontaktu mi o tym w wątku pisało, że sporo mogę sama, ale dopiero zero kontaktu z osobą czynnie uzależnioną kończy rollerkę i pomaga zejść z huśtawki na stałe. Mam taką nadzieję. Polubiłam spokój i nie chcę już bujania.
Izolacja mi się podoba coraz bardziej, ale odstawianie ma swoje prawa. Przyjrzałam się co ja w zasadzie odstawiam, oprócz tego, że męża. Wygląda na to, że dokąd był kontakt, była i huśtawka i miotanko między reakcjami stresowymi: walcz, uciekaj, zamroź się, jedz, nie jedz, adrenalinka, kortyzol, napięcie, ulga.
Doczytałam, że dochodzi wtedy nie tyle do uzależnienia, co do przywyknięcia organizmu do określonego poziomu stresu, poziomunhormonów i funkcjonowania. Jak stres spada, to następują próby wyrównania do "normy". Jedni w tych warunkach przywykają do adrenaliny. To się przejawia w szukaniu sobie pobudzaczy, niebezpiecznych sytuacji. Nie ja. Zdecydowanie. Inni przywykają do schematu stresu i ulgi po, ci nie szukają silnych bodźców, wolą kortyzol i działają tak, by odtworzyć efekt stres-ulga bez silnych pobudzeń. Na przykład jedząc po głodówce. To ja.
Generalnie sztuka polega na tym, by najpierw wyjść z miotania się i wyciszyć układ nerwowy. Gdy nie ma stałego dopływu stresorów, jest szansa, że się uda. A potem zostaje już tylko zejść ze swojego schematu. Brzmi prosto
***
Dziś wspomnienie błogosławionego Bronisława Markiewicza. Zapomniałam zupełnie, choć to "moje" święto szkaplerzne (szkaplerza Św. Michała Archanioła). Nie mam w moim mieście Michalitów, ale błogosławiony o mnie zadbał, nie dość, że zaciągnął mnie na Mszę Świętą w południe, której nie planowałam, bo zapomniałam o święcie, to w dodatku na "Bronisławową". Lubię takie niespodzianki.
Niech nam błogosławiony Bronisław Markiewicz uprasza potrzebne łaski, nam i naszym dzieciom, bo to dzieciom i młodzieży był jako kapłan oddany szczególnie
Re: Kilka pytań o separację
Hej Ruta, wartościowa jest ta analiza biochemicznej warstwy naszych kryzysowych zmagań. Czytam z ciekawością i przemyślę sobie pod swoim kątem o wyciszaniu układu nerwowego. Ostatnio dostałam w darze niespodziewany, spokojny czas na odpoczynek w większej ilości. Na razie mam ochotę na trochę takich zdrowych wrażeń poznawczych, żeby nie wchodzić w charakterystyczne szczegóły (i co to może oznaczać
)
Nie znałam błogosławionego Bronisława Markiewicza do tej pory - właśnie sobie słucham materiału o nim.
Nie znałam błogosławionego Bronisława Markiewicza do tej pory - właśnie sobie słucham materiału o nim.
Re: Kilka pytań o separację
…Dodam tylko, że błogosławiony Bronisław był zwolennikiem częstej spowiedzi i podobno od rana czekał na penitentów. Poprosiłam go zatem o wsparcie dzisiaj rano o wsparcie. I rzeczywiście pięknie to poszło, a miałam niechęć. Cudownie zaprzyjaźnić się z tą częścią Kościoła po drugiej stronie 

Re: Kilka pytań o separację
Cudownie...Sedum pisze: ↑06 lut 2026, 9:55 …Dodam tylko, że błogosławiony Bronisław był zwolennikiem częstej spowiedzi i podobno od rana czekał na penitentów. Poprosiłam go zatem o wsparcie dzisiaj rano o wsparcie. I rzeczywiście pięknie to poszło, a miałam niechęć. Cudownie zaprzyjaźnić się z tą częścią Kościoła po drugiej stronie![]()
Potem zaczęłam odkrywać, że Kościół w swoich naukach opisuje to nasze przebywanie ze świętymi, przyjaźnie, wsparcie, i że razem z nimi tworzymy jeden Kościół.
Papież Leon zachęcał na początku roku, by czytać Dokumenty Soboru Watykańskiego II. I rzeczywiście, jeden z najładniejszych opisów Kościoła Pielgrzymującego i Kościoła w Niebie znalazłam w Konstytucji "Lumen Gentium", jest tam o tym cały Rozdział VIII i piękne słowa o żywej wspólnocie ze Świętymi, o wspólnym z nimi sprawowaniu Eucharystii, o miłości jako podstawie relacji ze świętymi. Więc miłość do świętych, ich pomoc, wsparcie nie jest zabobonem, ale częścią naszej wiary.
Czasem tylko trzeba rozwagi w rozmowach z osobami, które jeszcze nie nawiązały własnych relacji ze świętymi. Dla nich to brzmi trochę wariacko. Dla mnie też tak kiedyś brzmiało. No bo w sumie to są trochę takie historie nie z tej ziemi. Niektóre nawet bardzo


