Sedum pisze: ↑12 gru 2025, 12:45
Mam wrażenia, że ja mam rodzaj wybiórczej, ochronnej amnezji po ciężkich w moim życiu momentach. A to mnie dezorientuje.
Sedum, raz jeszcze dziękuję ci za poruszenie tematu ochronnej amnezji. Wczoraj spotkałam się z kilkoma dziewczynami. Rozmawiałyśmy o naszych doświadczeniach i także o ochronnej amnezji. Okazało się, że każda z nas jej doświadcza.
Ja podczas terapii uznałam ten mechanizm łatwego zapominania za jeden z wielu, wcale nie taki ważny. Jednak podczas rozmowy, porównując nasze przeżycia, doszłyśmy do wniosku, że jest to jeden z najważniejszych napędowych mechanizmów trwania w relacji w której jest przemoc.
Ten mechanizm pozwala podrzymywać dobre relacje z osobami, które nas skrzywdziły: mężami, rodzicami, innymi osobami. Bez zaprzestania krzywdzenia przez te osoby, to nie są dobre relacje, tylko pozostawanie w krzywdzeniu.
Ten sam utrwalony mechanizm zapominania sprawia, że ofiary przemocy w rodzinie, stają się w ofiarami mobbingu i eksploatacji w pracy. To nie jest jeden z wielu dziwnych mechanizmów. To jeden z kluczowych mechanizmów.
Z zewnątrz może to wszystko wyglądać na naiwność krzywdzone osoby, jej dobre serce. Ale jeśli nie pamiętam, nie jestem naiwna, tylko jestem nieświadoma.
Spisuję to, co ustaliłyśmy w odniesieniu do stosujących przemoc mężów:
Nie odchodzę z krzywdzącej relacji, bo nie pamiętam, że doświadczam krzywdy. Pamiętam same dobre rzeczy.
Jestem najlepszą rzeczniką męża, pierwszą, która go będzie bronić z pełnym przekonaniem, gdyby np. szkoła zgłosiła problem przemocy w domu. Przecież u nas nic się nie dzieje, nic takiego nie pamiętam, dziecko przesadza.
Nie umiem zgłosić przemocy, która się dzieje, bo nie pamiętam dokładnie, co się działo. Kiedy nie pamiętam, mówię to, co o swoim zachowaniu mówi mąż, zamiast opisać to, co robi. A to brzmi tak: mówi, że za dużo wydaję, mówi, że go nie szanuję, mówi, żebym mniej pracowała, mówi, że jestem oziębła. To nie brzmi jak przemoc.
Jak przemoc brzmi:
mówi, że jestem oziębła - wymusza na mnie współżycie intymne,
mówi, żebym mniej pracowała - wymusza na mnie decyzję o rezygnacji z pracy, przed moim wyjściem urządza mi awantury i nie pozwala w ich czasie wyjść, więc spóźniam się do pracy prawie codziennie,
mówi, że go nie szanuję - zabrania mi wtrącać się, gdy szarpie dziecko lub gdy je zastrzasza krzykiem,
mówi, że za dużo wydaję - wydziela mi pieniądze na wydatki, nie wiem ile zarabia, na zakup żywności dostaję 200 złotych i ma wystarczyć na wszystko, gdy proszę męża o więcej, bo na przykład jest składka w szkole dzieci 70 złotych, to nazywa mnie leniem i żeby jakoś to rozwiązać, proszę o pieniądze swoich rodziców lub nie kupuję jedzenia dla siebie, tylko dla dzieci.
Kiedy nie pamiętam przemocy, której doświadczam, to jej nie nazywam. Kiedy jej nie nazywam, to w mojej świadomości jej nie ma. Kiedy jej nie ma, to jej nie zgłaszam i sama nic z nią nie robię. Nie jestem naiwna. Nie jestem głupia. Nie jestem bezradna. Jestem uwięziona w mechaniźmie przetrwania.
Kiedy nie pamiętam doświadczanej przemocy, nie czuję też złości. A złość - tak o niej mówił między innymi ksiądz Grzywocz - to siła, także do obrony siebie, do rozwoju, życia. Nie czuję złości, więc nie mam siły się bronić, ani żyć.
***
Rozmawiałyśmy też o dezorientacji w doświadczaniu przemocy. Jeśli nie pamiętam przemocy, nie wiem dlaczego czuję to, co czuję. Także w ciele. Nie wiem, czemu ubywa mi sił do życia, czemu czuję jakbym miała się udusić, czemu moje serce wali jak oszalałe, czemu nie mogę nic przełknąć, albo nie czuję najedzenia i jem więcej. Nie rozumiem też wtedy swoich reakcji: czemu wybucham i zaczynam krzyczeć, czemu mam napady histerii albo złości, czemu placzę kilka godzin bez powodu, czemu przestałam być zrównoważona i nie umiem kntorlować swoich emocji. Czemu nie mogę spać i myśli mi krążą, albo czemu ciągle śpię i najchętniej bym się nie budziła.
Okazało się, że każda z nas żyjąc w przemocy przeszła etap robienia sobie badań, bo nie było wiadomo, co się dzieje. Z ciałem. Badania zwykle wychodziły dobrze, czasem tylko niewielka arytmia. Czasem ktoś z lekarzy rzucił, że to somatyczne, czyli o podłożu psychicznym, sugerując, że objawy są wymyślone i trzeba tu raczej psychiatry - w takim kpiąco drwiącym tonie. Nie wyjaśniając, że może chodzić o doświadczanie przewlekłego stresu. I że somatyczny, to wcale nie to samo co wymyślony.
***
Czeka mnie przyjrzenie się, czy aby na pewno cała przemoc w mojej relacji z mężem się zakończyła.