Ozeaszu z wątku Lajli przeniosę do swojego fragment twojej odpowiedzi do mojego postu by zbytnio nie zaśmiecac wątku Lajli bo moze wyjść mi długo.
ozeasz pisze: ↑09 mar 2025, 22:45
Bławatek pisze: ↑08 mar 2025, 18:03
Z tym się zgadzam - ja jestem zbyt wrażliwa i zbyt empatyczna dlatego teraz się uczę stawiać granice I nie pomagać ciągle innym - ale strasznie trudno stać się mniej wrażliwą osobą, ale niestety trzeba, bo zbyt wiele osób z łatwością wykorzystuje dobre serce innych w bardzo egoistyczny sposób. Tylko, że takie osoby narcystyczne gdy nie mogą osiągnąć tego czego potrzebują lub chcą to często w różny sposób się mszczą i nasza ochrona siebie i tak nie działa bo rykoszetem dostaliśmy za to, że nie daliśmy się zwieść ich słowom czy czynom.
Bławatku nie wiem czy dobrze zrozumiałem Twoją wypowiedź, mam kilka refleksji na ten temat.
- Nie wiem jak Ty, ja u siebie zauważyłem, że jest różnica między pomocą wynikającą z zauważenia, że ktoś jej potrzebuje i wyraża to w prośbie a taką kiedy sam pomagający w ten sposób coś sobie kompensuje przez to, kiedy czytam "pomagać ciągle innym" nie potrafię tego przyporządkować, to wyrażenie "ciągle" mnie jakoś uwiera, może to tylko mój odbiór, może użyłaś tego bezwiednie, a może masz takie przekonanie, jak myślisz?
- Nie potrafię połączyć tutaj dobrego serca z wrażliwością, wiem że potocznie tak to jest pojmowane, jednak znów nie wiem jak rozumieć użytą tu przez Ciebie formę : "jestem zbyt wrażliwa" która jest w opozycji do "dobrego serca", czyli że nie jest to coś dobrego?
Bo tak się zastanawiam, czy zbytnia wrażliwość, inaczej nad-wrażliwość to jest coś co jest dla Ciebie cechą pozytywną czy negatywną, to coś co powoduje w różnych sytuacjach Twój rozstrój ,destabilizację czy "lepszy, głębszy" odbiór sytuacji?
- No i to "dobre serce" w opozycji do "innych którzy to wykorzystują", czy to oznacza, że nie dajesz z serca bo taki jest Twój wybór, paradygmat a dajesz bo czegoś oczekujesz w zamian i nie dostajesz, a to powoduje powstanie przekonania że inni to egoiści wykorzystujący dobre serce innych?
- Empatia, empatia jak ją pojmuję to narzędzie, narzędzie do porozumienia się z sobą i innymi, do kontaktu z sobą i współodczuwania z innymi, tak to przedstawia NVC a mnie to przekonuje i tak to próbuję wykorzystywać, wykorzystywać do porozumienia z sobą i z innymi.
Jeśli ona by nie służyłaby do tego, by by być w kontakcie z innymi, nawet tymi najbardziej "innymi" to byłbym zawiedziony. Myślę że jednym z newralgicznych punktów w umiejętności empatyzowania jest nieznajomość siebie, brak świadomości swojej siły, bo empatia jest, tak to sobie wyobrażam, formą naczyń połączonych.
Więc istnieje niebezpieczeństwo jeśli nie znam siebie, swojego potencjału, swojej siły, doprowadzenia siebie do wyczerpania, a to też chyba wskazuje na potrzebę, umiejętność skierowania empatii do wewnątrz, do siebie, wobec siebie i w związku z tym umiejętności zdystansowania się kiedy to jest potrzebne do skupienia się na sobie i tym co przeżywam, abym jako osoba mógł odnaleźć, odbudować i w efekcie posiadać nadal w sobie tę siłę - empatię i móc się nią ponownie dzielić.
- Czytam o narcyzach tutaj i u Lajli czy Duni i wynika z tego(tak to odbieram), że taki zdiagnozowany czy nie zdiagnozowany narcyz ma już pozamiatane, ma przyporządkowane cechy i w Waszym przekonaniu jest uwarunkowany tak, że jest w tym wręcz nieludzki, zdehumanizowany (przez tę jednostkę chorobową lub tylko przypuszczenia).
Ja mimo doświadczeń wolę nie diagnozować i nie kierować się diagnozami a staram się widzieć w człowieku człowieka, ze swoją historią i doświadczeniami.
Przypomina mi się film oparty na faktach pt.:"Path Adams"(jeśli ktoś nie oglądał to zachęcam gorąco), film zaczyna się, kiedy główny bohater trafia do zakładu psychiatrycznego z własnej woli, dzieli salę z człowiekiem który wszędzie widzi wściekłe wiewiórki chcące mu zrobić krzywdę, wiewiórki i groza, irracjonalne na pierwszy rzut oka. Kiedy główny bohater podchodzi do niego w "normalny - tendencyjny sposób" widzi tylko sąsiada "wariata", kiedy po pewnym doświadczeniu zmienia mu się optyka i "wchodzi w świat sąsiada z sali" wszystko się zmienia, to już nie schizofrenik czy paranoik, a człowiek który widzi inaczej świat, to człowiek któremu można towarzyszyć i próbować zobaczyć świat jego oczyma. Dla mnie (i dla głównego bohatera)to była jedna ze scen, która miała duży wpływ na zmianę percepcji.
Pozdrawiam serdecznie.
Ozeaszu, na początek wklejam fragment z Medonetu, gdzie jest idealnie wytłumaczone co oznacza że jest sie zbyt empatycznym i jak to negatywnie wpływa na człowieka:
"...Człowiek o wysokiej zdolności empatii stawia dobro innych ponad własne cele. Jednak taka postawa nie zawsze jest dla nas dobra. W sytuacji, gdy nie potrafimy skupić się na swoich potrzebach, a nasze życie polega na ciągłym poświęceniu dla innych, możemy mówić o destrukcyjnym wpływie empatii na nasze własne życie.
Badania wykazują, że wielu z nas wychowywanych jest w poczuciu winy, o czym świadczy nadużywanie form grzecznościowych zaczynających się od "przepraszam". Co czwarty dorosły rozpoczyna tak większość pytań, ale czy tak naprawdę powinniśmy za wszystko przepraszać? Oczywiście, że nie! Takie z pozoru błahe przyzwyczajenie językowe świadczy o zaburzonym poczuciu własnej wartości oraz o poczuciu wyobcowania w społeczeństwie. Osoba nadmiernie empatyczna nie potrafi postawić swoich potrzeb na pierwszym miejscu, a gdy tak się w końcu dzieje, dopada ją poczucie winy.
Dopóki nasza empatia prowadzi do wspierania i rozwiązywania problemów naszych bliskich, wszystko jest w porządku. Jednak w sytuacji, gdy w wyniku nadmiernego współodczuwania przejmujemy cierpienia i problemy innych, pojawiają się nieprzyjemne dla nas skutki. W skrajnych przypadkach, osoby zbyt empatyczne nie są w stanie obejrzeć serwisu informacyjnego, gdyż prezentowane codzienne wiadomości wzbudzają w nich nadmierny smutek oraz poczucie winy za to, że w ich życiu wszystko zdaje się dobrze układać..."
To właśnie ja. Nawet gdy innym pomagam z dobrego serca, to gdzieś w głębi mnie jest myśl "może mogłabym zrobić jeszcze coś więcej, pewnie to za mało", gdy z braku czasu nie mogę czegoś dla innych zrobić to mam wyrzuty, że kogoś zawiodłam, że nie pomogłam, że jednak nie wygospodarowałam czasu itp. Wpadam na długo w poczucie winy. Jakies 25 lat temu z małymi kuzynkami spacerowałam po okolicy i jedna starsza pani siedząca na leżaku w głębszej części ogrodu nam machała, krzyknęłam "dzień dobry" I poszłyśmy dalej. Na drugi dzień się dowiedziałam, że utknela w tym leżaku i dlatego wszystkim machała bo nie potrafiła z niego wstać a ponieważ był duży upał to się odwodniła i mimo pobytu w szpitalu zmarła. Ja do dziś mam wyrzuty, że mogłam wtedy przystanąć i chwilę z nią pogadać, zapytac.. 25 lat a ja dalej o tym myślę. To jest właśnie ta za duża wrazliwosc i empatia.
Ozeaszu często daję innym swój czas, swoją pracę właśnie z dobrego serca i nawet nie chcę za to podziękowań. Od zawsze działam charytatywnie - teraz to brzmi dumnie wolontariat i jest praktycznie obowiązkowy w podstawówce by mieć lepszą ocenę z zachowania czy więcej punktów na świadectwie. A ja działam na rzecz innych I dla innych bo to lubię, jednakże są osoby, które lubią wykorzystywać takie "dobre serca" I biorą garściami a do tego często czynią wymienić że to za mało i wpędzają takie "dobre serca" w poczucie winy.
Ozeaszu ja nie skreślam męża ani podobne osoby - tylko z takimi osobami trzeba w okreslony sposób działać m.in. stawiać granice, mieć własne zdanie, nie ulegać manipulacjom, kłamstwom, mieć możliwość wymagać itp. A wiem, że mój mąż nie byłby z tego zadowolony. Gdy lata temu czyli 4 byliśmy na mediacjach to tam ustaliliśmy kilka kompromisów m.in. że dajemy po równo na dom, że mąż więcej robi w domu i spędza z nami więcej czasu, że ja będę częściej go przytulać itp., wyszliśmy od mediatora, a mój mąż w samochodzie "ja na tym tracę i nie chcę tego" a to przecież były normalne warunki zdrowego małżeństwa. Pewnie powiesz, że nie można wymagać - ale ja nigdy nie chciałam gruszek ja wierzbie tylko normalności i wzajemnego wsparcia, uwagi, bycia razem. A mój mąż jest zbyt wrażliwy - potrafił obrazić się bo miałam smutną minę i wg niego to w jego kierunku i z jego powodu, a zamiast zapytać to sam się katował a potem się odgrywał niepotrzebnie na mnie.
Często osoby narcystyczne maja z dzieciństwa niezaspokojaną potrzebę miłości, uwagi, bycia potrzebnym i ciągle szukają u innych tej uwagi i miłości, ale żaden człowiek nie jest w stanie im tej rany zasklepić, bo oni sami powinni m.in. poprzez terapię zmierzyć się z tymi duchami przeszłości i to przepracować. Jak to ładnie niedawno powiedział o. Szustak "nieprzepracowana przeszłość dalej jest trudną teraźniejszością" (jakiś tak). Ja z całego serca życzę każdemu narcyzowi zaleczenia tych ran - tylko niech to nie będzie kosztem kolejnych osób, w tym dzieci.
Ja lubię pomagać, dawać innym siebie, swój czas, bo mnie to uskrzydla i sprawia radosc, jedynie czasami powoduje niepotrzebne wyrzuty sumienia, bo ja bym chciała więcej i bardziej, a przecież jestem tylko człowiekiem i czasami więcej i bardziej się nie da. I nad tym pracuję.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota