Bławatek pisze: ↑10 lis 2025, 19:41
Też tak kiedyś myślałam, ale teraz coraz częściej dochodzę do wniosku że nie wszystko jest tylko białe lub tylko czarne - jest wiele odcieni szarości. I jeśli ktoś nie jest OK to nie będę fałszywie mówić, że jest OK. Mój mąż zdradza I tym działaniem nie tylko przekracza Przykazania ale też rani ludzi bliskich. I to nie jest OK. Owszem to działania powodują, że powinniśmy oceniać działania a nie ludzi i dlatego szanuję ale niekoniecznie toleruję całość męża.
Bławatku ja nie pisałem o ocenie a o nastawieniu do człowieka. Jeśli widzisz męża oczami przeszłości i zranień trudno będzie mieć do niego takie nastawienie.
Sam tak widziałem żonę, było pięciu adoratorów o których wiedziałem, niestety wbrew Bożym zachętom do ufności Jemu samemu uznałem, że kontrolując sytuację będę się czuł bezpieczniej ( a On ostrzegał, zostaw, zaufaj Mi, nie wchodź w to), zacząłem podsłuchiwać i nagrywać żonę, wiem karygodne, ale to była na tamten czas moja brzytwa, moja relacja z Bogiem została na tamten czas skonfrontowana - nie ufałem, pogubiłem się.
Konsekwencja?
Wiele lat koszmarów, obrazów, słów w głowie które były wyzwalane przez różne sytuacje, dla mnie piekło. Zacząłem się modlić w tej intencji, prosząc Boga by mnie od tego uwolnił, od tego co było wynikiem braku zaufania do Niego, uwolnił mnie od widzenia w żonie cudzołożnicy i kata. Nie umiałem sobie z tym sam poradzić, a przecież pamiętałem tę dziewczynę w której się zakochałem, którą pokochałem, a której obraz nie mógł się "przebić" przez przeżyte świeżo doświadczenia, po kilku latach doszła intencja, daj mi pokochać na nowo moją żonę, prawdziwą miłością, taką której Ty jesteś źródłem, daj mi zobaczyć Ją Twoimi oczyma. To słowa które Bóg do mnie skierował z księgi Ozeasza 3, 1:
"«Pokochaj jeszcze raz kobietę, która innego kocha, łamiąc wiarę małżeńską»" na początku wewnętrzny bunt, po rozmowach z Bogiem padło moje "tak niech się stanie", ok, ze swoje strony zrobię wszystko co potrafię ale nie sprawię że pamięć zniknie ani nie sprawię zakochania.
Po około 7 latach modlitwy w tej intencji Bóg na jednych rekolekcjach dotknął mojego serca i sprawił to z czym do Niego przychodziłem (może dlatego? "Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje." Łk 11,8)
Uczynił to jednorazowo, w jednej chwili zdałem sobie sprawę że mój umysł jest czysty, wspomnienia nie uwarunkowane, żadnych przeniesień w związku z sytuacjami do dzisiaj, to już nie rana, a blizna w jednym momencie. Druga sprawa, Bóg sprawił że na nowo pokochałem żonę, do dzisiaj, po następnych siedmiu latach, próbuję nad tym pracować i to pielęgnować, jednak wtedy to był po prostu cud - dla mnie, kocham swoją żonę jak umiem, nie oceniam, zależy mi na Jej dobru nawet wtedy kiedy jest ono inne niż moje wyobrażenia.
Co ciekawe i czym jeszcze chcę się podzielić, Bóg daje całkowitą wolność.
Jakiś czas temu będąc w kościele i czekając na Eucharystię zobaczyłem znajomego wchodzącego z kobietą, wiedziałem że to nie jego żona, wiedziałem że to związek niesakramentalny a mimo wszystko tak po ludzku poczułem ukłucie w sercu, doświadczałem samotności, brak relacji z moją żoną, brak bliskości, więzi zwykłego dotyku czy przytulenia. Bóg w mgnieniu oka skierował do mnie pytanie:
Czy nadal decydujesz się na drogę Ozeasza? Równie szybko się zreflektowałem i z pełną świadomością odpowiedziałem Mu: tak.
To nie tak że Bóg czegoś zabrania albo nakazuje, Jego miłość jest pełna troski zarazem jako Bóg zna konsekwencje każdego z wyborów, mimo to daje wolność, to jest coś co porywa i fascynuje mnie zarazem w naszym Ojcu.
Po 14 latach żona na nowo próbuje budować relacje z Bogiem, córka która oddała Chrystusowi dwa lata temu swoje życie i zaprosiła Go do swego serca, jestem co do tego przekonany, miała na to wpływ, przez modlitwę, postawę, obecność.
Bóg działa w swoim czasie i na własnych zasadach, czasem trzeba coś oddać by On to zwrócił przemienione, pobłogosławione i rozmnożone, Tak oddałem Mu żonę na początku małżeństwa i może to co się stało było tak naprawdę konfrontacją z własną wiarą i ufnością do Boga? Oddałem Mu również dzieci, zresztą oboje byli wymodleni przez nas, to był Boży dar i córka w którymś momencie również odeszła od kościoła, z Nią mam najlepszą relację która wtedy również wisiała na włosku.
Świadomie wybrałem relacje odrzucając własne racje, szukałem człowieka, szukałem ukochanej córki, szukałem więzi, na nic wszelkie racje i przekonania jeśliby one pozostały a straciłbym córkę, więź z Nią. więc zaparłem się siebie i po latach otrzymałem prezent od Boga i Niej samej, była już, jest, nie tylko córką, jest moją siostrą w Chrystusie, na dzień dzisiejszy rozumiemy się bez słów, opowiadała że to doświadczenie sprawiło, że całe jej myślenie jakby w jednej chwili obróciło się o 180 stopni, mówi nieraz że nie dogadała by się z sobą samą sprzed lat.
Zapamiętałem to co mi powiedziała, że przestrzeń którą jej stworzyłem m.in. do tego że mogła się ode mnie odwrócić zarazem mając poczucie bycia kochaną i akceptowaną była dla Niej motywację do odnalezienia Boga, zbudowania własnej relacji z Nim i odrębnej tożsamości. Nie wróciła od razu do KK, znów mimo że w środku przeżywałem rozterki, wiedząc że trafiła do Baptystów, później do innych protestantów oddałem Ją Bogu a sam słuchałem bardziej, starałem się zrozumieć, pojąć co Nią kieruje, co blokuje, zaparłem się ponownie siebie. Na dzień dzisiejszy po dwóch latach od przemiany wyprzedza mnie na drodze wiary, a Eucharystia stała się źródłem życia dla Niej samej i świadectwem oraz wsparciem dla mnie samego, to już jest Jej, nikt nie musi Jej tłumaczyć, wyjaśniać, zachęcać, to pozostanie do końca częścią Jej tożsamości.
"«Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?" Łk 9 23-25
Mocy tych słów doświadczam we własnym życiu jak i tych najbliższych, to jest coś co na zawsze będzie "miłosną historią relacji z Bogiem", takie mniej więcej słowa ostatnio usłyszałem i są podsumowaniem mojego życia na dzień dzisiejszy, to słowa odpowiedzi jeśli się nie mylę Benedykta XVI kiedy usłyszał pytanie, jak można oddać, opisać jednym zdaniem Stary i Nowy testament.
Bóg buduje na moim pragnieniu i zawierzeniu, pracuje na żywym sercu, to nieraz jest bolesne, wymaga całkowitej ufności a w wielu sytuacjach zaparcia się siebie, ale wiem że warto bo tego doświadczam.
Na koniec wkleję tutaj słowa które niegdyś mnie bardzo zainspirowały, NVC z tym koresponduje (a na pewno tak doświadczam relacji z Jezusem) i to jest właśnie nastawienie wobec drugiej osoby, szczególnie wobec moje żony, którego w sobie szukam i się w nim ćwiczę, te słowa wkleiła kiedyś Zenia1780:
“Pomiędzy
Tym, co myślę,
Tym, co chcę powiedzieć,
Tym, co jak mi się wydaje – mówię,
Tym, co mówię,
A tym, co ty chcesz usłyszeć
Oraz tym, co jak ci się wydaje – słyszysz,
Tym, co starasz się zrozumieć
A tym co rozumiesz –
Znajdują się dziesiątki wariantów powstawania
Nieporozumień
Ale – mimo to – spróbujmy…"
Bernard Werber
Pozdrawiam serdecznie
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II