Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2141
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: ozeasz »

Bławatek pisze: 29 sie 2025, 23:16 mój mąż dążył do szybszego ślubu bym go nie poznała calkowicie
Bławatku jak to rozumieć, powiedział Ci to? Bo jeśli nie, to znaczy że to Twoje przypuszczenia. Poza tym przecież w tym uczestniczyłaś? Zastanawiam się jaki człowiek człowiek wchodzi w związek małżeński z myślą żeby jak najszybciej go zawrzeć mając w planie oszukiwanie i wykorzystanie, przecież to można robić bez wchodzenia w związek dodatkowo bez zobowiązań, dla mnie to się nie trzyma kupy.

Bławatek pisze: 29 sie 2025, 23:16 dodatkowo zataił przede mną trochę informacji o sobie, a na porządnym kursie przedmałżeńskim oszukiwał w trakcie różnych zadań praktycznych (przyznal mi się do tego kiedyś)


Bławatku kto mówi całą prawdę i tylko prawdę w sytuacji kiedy poznaje partnera, jak trzeba być dojrzałym żeby w sytuacjach o których napisałaś coś tam nie podkoloryzować, jakąś wadę ukryć, pokazać się z najlepszej, podkręconej jak w photoshopie strony? I popatrz On Ci to później powiedział, o czym to może świadczyć?
Bławatek pisze: 29 sie 2025, 23:16 Męża mi żal bo nie umie kochać - mnie nie kochał choć na różne sposoby chciałam zasłużyć na jego uwagę i miłość.
Twojego męża nie znam, czytam tutaj Twoje posty, staram się nie oceniać innych, a na pewno "zasługiwanie na uwagę i miłość" to już nie moja bajka, ja wybrałbym bycie w zgodzie ze sobą i transparentność.

Mam takie przekonanie, że to forum służy przemianie uczestników, pracy nad sobą, czy opisując męża w taki sposób, to przynosi Ci jakąś korzyść, stajesz się lepsza, rozwijasz się, poznajesz siebie? A przecież nie jesteś w stanie określić czy on umie kochać czy nie, to co masz, to tylko swój odbiór, a to ani nie fakt, ani nie (obiektywna) prawda.

Z tego co czytam - odbieram, widzisz siebie że jesteś ok. a mąż nie ok. Jeśli Ci zależy na zmianie, co jest istotą tego forum, to może warto się zastanowić dokąd ta zmiana zmierza?

Bławatku życzę Ci jak najlepiej i ten post ma taką intencję, tylko prawda nas wyzwoli, (zawsze) warto jej szukać.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Bławatek
Posty: 2574
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

ozeasz pisze: 30 sie 2025, 15:08
Bławatek pisze: 29 sie 2025, 23:16 mój mąż dążył do szybszego ślubu bym go nie poznała calkowicie
Bławatku jak to rozumieć, powiedział Ci to? Bo jeśli nie, to znaczy że to Twoje przypuszczenia. Poza tym przecież w tym uczestniczyłaś? Zastanawiam się jaki człowiek człowiek wchodzi w związek małżeński z myślą żeby jak najszybciej go zawrzeć mając w planie oszukiwanie i wykorzystanie, przecież to można robić bez wchodzenia w związek dodatkowo bez zobowiązań, dla mnie to się nie trzyma kupy.
Ozeaszu zastanawiasz się jaki człowiek wchodzi w związek małżeński by oszukiwać - jest wiele, a nawet dużo takich przypadków. Wystarczy posłuchać (choćby 'Historii potłuczonych' o. Szustaka, albo jakichś psychologów - nie tylko w internecie, ale i podczas terapii), albo poczytać. Mój mąż, tak jak i wielu na pewno się nie przyznawał do swoich celów, no bo nawet z kryminałów to wiemy że ludzie tak robią ;). Mój mąż jak mnie poznał miał już 40 lat i pewnie od lat wysłuchiwał, że coś z nim nie jest OK, że jeszcze żony nie ma, no wiec znalazł kandydatkę prawie idealną i dążył do szybkiego ślubu. To moje przypuszczenie, ale teraz widzę, jak w jego rodzinie inna osoba wysluchuje takie przytyki. Zresztą żyjemy w takiej kulturze, że inni lubią wytykać innym. Też słyszałam, że powinnam mieć już dawno męża, ale jakoś nie wyobrażałam sobie, że tu i teraz dla spokoju i na odczepkę muszę to zrobić. To chyba jest jednak cecha dojrzałości. Tak jak nie mając do tego warunków i permanentny kryzys z mężem od początków ślubu uznałam, że byłoby błędem kolejne dziecko mieć. Po latach wiem, że to była słuszna decyzja - tylko jedno dziecko ma spaprane życie i być może problemy z tego wynikające później. Choć zawsze marzyłam.o gromadce dzieci. Uprzedzę ewentualne pytanie - dlaczego nic nie zrobiłam z naszym kryzysem. Próbowałam, chciałam iść na jakąś terapię choćby do poradni małżeńskiej w której przyjmowało to małżeństwo które organizowało ten nasz kurs przedmałżeński, albo wejść w oazę rodzin, ale mój mąż kategorycznie się temu sprzeciwiał. A jako że tylko ja miałam się zajmować po pracy synem to nie miałam możliwości by gdzieś pójść samemu (na nianię nas nie było stać, a jedyna osoba która była chętna by zajmować się naszym synem gdy pracowaliśmy popołudniami miała inne zobowiązania). Teraz jest łatwiej uzyskać wiedzę i pomoc bo w internecie są i konferencje i informacje, a nawet sesje online można mieć.

Tak uczestniczyłam w tym więc zamiast ślubu za pół roku 'wynegocjowałam' 1,5 roku. I właśnie z obserwacji wiem, że przez ten dodatkowy rok mój mąż się strasznie męczył by być cały czas taki jak mi się zaprezentował. Dopiero teraz, dzięki zdobytej wiedzy psychologicznej, wiem, że to były ostrzegawcze czerwone lampki. A wtedy wszystko tłumaczyłam tym, że oboje mamy już swoje przyzwyczajenia, wady itp. A kocha się za całokształt a nie tylko za dobre cechy.
Bławatek pisze: 29 sie 2025, 23:16 dodatkowo zataił przede mną trochę informacji o sobie, a na porządnym kursie przedmałżeńskim oszukiwał w trakcie różnych zadań praktycznych (przyznal mi się do tego kiedyś)


Bławatku kto mówi całą prawdę i tylko prawdę w sytuacji kiedy poznaje partnera, jak trzeba być dojrzałym żeby w sytuacjach o których napisałaś coś tam nie podkoloryzować, jakąś wadę ukryć, pokazać się z najlepszej, podkręconej jak w photoshopie strony? I popatrz On Ci to później powiedział, o czym to może świadczyć?
Tak, masz rację - cale życie w różnych sytuacjach i relacjach trochę podkoloryzujemy siebie by dobrze wypaść. Ale gdy to są istotne informacje, a druga strona i w małżeństwie tak czyni to gdzie jest UCZCIWOŚĆ która się ślubuję podczas ślubu???

Mój mąż mi to wykrzyczał jak i to że mnie nigdy nie kochał by mi udowodnić że żyję w kłamstwie a on chcec w końcu wolności. Wiem, tak wielu odchodzących czesto robi, ale akurat w tamtym momencie mój mąż był bardzo autentyczny.
Bławatek pisze: 29 sie 2025, 23:16 Męża mi żal bo nie umie kochać - mnie nie kochał choć na różne sposoby chciałam zasłużyć na jego uwagę i miłość.
Twojego męża nie znam, czytam tutaj Twoje posty, staram się nie oceniać innych, a na pewno "zasługiwanie na uwagę i miłość" to już nie moja bajka, ja wybrałbym bycie w zgodzie ze sobą i transparentność.
I ja teraz tak mam - jestem prawdziwa ja i transparentna, a mojemu mezowi to nie odpowiada, bo sobie założył jaka ja mam byc i każde odstępstwo od tego było wypunktowane. Starałam się być taką jak on założył, ale ma w wielu kwestiach nazwijmy to "złą bazę danych" I ja nie zamierzam kolejny raz się zmieniać w złą stronę. Choćby jego postrzeganie kim jest dobra i posłuszną żoną - które nie ma nich wspólnego z tym.co głosi współczesny Kościół, więc wolę wybrać to co dobre niż krzywdzące.

Ks. Dziewiecki nieraz mówi, że brak okazywania miłości, brak obecności, brak zaangażowania to cechy, które wskazują, że ktoś nie potrafi kochać. Mój mąż nawet w stosunku do naszego syna nie ma czasu, nie angażuje się, nie okazuje miłości. Stąd moje wnioski, że mój mąż,nie potrafi kochać.
Mam takie przekonanie, że to forum służy przemianie uczestników, pracy nad sobą, czy opisując męża w taki sposób, to przynosi Ci jakąś korzyść, stajesz się lepsza, rozwijasz się, poznajesz siebie? A przecież nie jesteś w stanie określić czy on umie kochać czy nie, to co masz, to tylko swój odbiór, a to ani nie fakt, ani nie (obiektywna) prawda.

Z tego co czytam - odbieram, widzisz siebie że jesteś ok. a mąż nie ok. Jeśli Ci zależy na zmianie, co jest istotą tego forum, to może warto się zastanowić dokąd ta zmiana zmierza?

Bławatku życzę Ci jak najlepiej i ten post ma taką intencję, tylko prawda nas wyzwoli, (zawsze) warto jej szukać.
[/quote]

Ty masz tak, ja mam inaczej.

Dzięki terapeutom i to związanym z Kościołem doszłam do tego miejsca w którym.jestem i do takiej prawdy. Także księża mi pomogli dojść do wielu wniosków. Myślę, że Bóg mi przez wiele osób i treści zsyła odpowiedzi na wiele moich pytań. A pytam ciągle i nieustannie - nie tylko Jego ale ludzi - księży, terapeutów.

Dla męża i dla relacji małżeńskiej chciałam wiele zrobić, ale to była równia pochyla, ciągły mój spadek w dół - zarówno w kwestii wiary jak i człowieczeństwa. Teraz odbudowałam siebie, swoje poczucie wartosci, wzrosłam w wierze i w tym w czym się najlepiej czuję w uważnosci na potrzeby drugiego człowieka (w tym mnie mąż też ograniczał bo tylko w stosunku do niego miałam być dobra i uważna). Jeśli dla ciebie to nie zmiana na lepsze dzięki pracy własnej to ja to szanuję - każdy ma inny odbiór i inna ocenę. I ja to szanuję.

Opisuję męża nie po to by ciągle zwalać no niego winę za wszystko a siebie dowartościować, ale by całościowo pokazać sytuacje w jakiej byłam. W swoim jak i w wielu wątkach nieraz pisałam że ja też mam wady, i że wiele złych decyzji podjęłam. Nie oczerniam tylko stale męża, bo i ja bez winy nie jestem. Ja pracuję nad sobą. Mojemu mężowi się nie chce. Nasze drogi się mocno rozjechały, czy się kiedyś zejdą - to tylko Bóg wie. Ja nie zamierzam czekać zamknięta w domu, tylko biorę z życia to co dobre i przynoszące radość.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Ellana1
Posty: 15
Rejestracja: 25 mar 2025, 20:37
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ellana1 »

Hej Bławatku,

Jak trafiłam na to forum to twój wątek był jednym z pierwszych jaki przeczytałam i bardzo ci kibicuję od samego początku :)
Jesteś bardzo rozsądną osobą, myślącą i planującą - nigdy nie zrezygnowałaś z pracy zawodowej ani nie zdecydowałaś się na gromadkę dzieci wiedząc jakiego masz męża. Taka postawa to ogromny plus w obecnym świecie bo ludzie często kierują się chwilowymi emocjami, idealizują partnera i związek, wyłączają rozum, a potem płaczą i nie wiedzą co z życiem zrobić. Jesteśmy ludźmi i musimy być odpowiedzialni za to nasze ludzkie życie - rachunki, szkołę, pracę.
Ja widzę cię zupełnie inaczej niż osoba pisząca powyżej. Odwiesiłaś się od męża, który cię zawiódł, zrozumiałaś dynamikę i mechanizmy waszego związku, po czym wyszłaś z jego dzielonej fantazji i żyjesz pięknie dla siebie. Jesteś blisko Boga. Nie musisz się z tego na ile czekasz na powrót męża i czy w ogóle czekasz nikomu tłumaczyć. To jest twój czas, w którym wreszcie możesz rozwinąć skrzydła :)
Bławatek
Posty: 2574
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

Ellana1 pisze: 13 wrz 2025, 14:55 Hej Bławatku,

Jak trafiłam na to forum to twój wątek był jednym z pierwszych jaki przeczytałam i bardzo ci kibicuję od samego początku :)
Dziękuję
Jesteś bardzo rozsądną osobą, myślącą i planującą - nigdy nie zrezygnowałaś z pracy zawodowej ani nie zdecydowałaś się na gromadkę dzieci wiedząc jakiego masz męża. Taka postawa to ogromny plus w obecnym świecie bo ludzie często kierują się chwilowymi emocjami, idealizują partnera i związek, wyłączają rozum, a potem płaczą i nie wiedzą co z życiem zrobić. Jesteśmy ludźmi i musimy być odpowiedzialni za to nasze ludzkie życie - rachunki, szkołę, pracę.
Zawsze byłam bardzo ostrożna I racjonalizująca. Zaślepiła mnie miłość do męża i to, że chciałam by on był prawdziwą głową rodziny, która o rodzinę dba, decyduje, wybiera. Niestety mój mąż dokonywał często niewłaściwych lub pochopnych wyborów a później wszyscy ponosiliśmy tego konsekwencje. Cierpliwie wszystko znosiłam i pewnie dlatego tak bardzo mnie bolało, że zostawił mnie i do tego z niezłym bałaganem życiowym. I choć tego nie wiedziałam to zastosowałam coś o czym mówi w dzisiejszych Wstawakach o. Szustak - oburzenie i odwagę. Stanęłam na nogi I mam się lepiej bo właśnie nie straciłam nadziei która właśnie u mnie dzięki oburzeniu i odwadze pozwoliła mi iść do przodu
https://youtu.be/Whd46azH4KU?si=vbVnCTSEpE_9mNo8
Ja widzę cię zupełnie inaczej niż osoba pisząca powyżej. Odwiesiłaś się od męża, który cię zawiódł, zrozumiałaś dynamikę i mechanizmy waszego związku, po czym wyszłaś z jego dzielonej fantazji i żyjesz pięknie dla siebie. Jesteś blisko Boga. Nie musisz się z tego na ile czekasz na powrót męża i czy w ogóle czekasz nikomu tłumaczyć. To jest twój czas, w którym wreszcie możesz rozwinąć skrzydła :)
Dziękuję za te piękne słowa:)

Mam nadzieję, że mój mąż kiedyś zrozumie, że jego cechy i działania potrafią wiele zła I krzywd wyrządzić i zapragnie się zmienić i nawrócic, bo wszystko się nasiliło gdy odwrócił się od Boga.

Pozdrawiam
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Bławatek
Posty: 2574
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

Witajcie,

Im więcej słucham lub czytam, albo dowiaduje się na rekolekcjach, to widzę, że nasze małżeństwo nie miało prawa być szczęśliwe. Tak jak już pisałam nie raz - dalej jest mi żal mojego męża bo on ciągle goni za szczęściem i ciągle mu się nie udaje. Bo bazuje na złych danych, bo nie buduje na właściwym fundamencie czyli na Jezusie. Mam nadzieję, że kiedyś stanie w prawdzie i mimo, że być może będzie bolało to podejmnie trudną pracę zmiany na lepsze. I tego mu życzę.

A sobie czego życzę? Bym już nigdy nie musiała naginać swoich wartości, zmieniać oczekiwań i siebie pod kogoś. Tak, wiem, zaraz ktoś mi zwróci uwagę, że przecież sama oczekuję by mąż był taki albo taki. Ale ja czytając każdą czyjąś historię widzę cząstkę mojego życia - nie dogadywanie się, nie dbanie o rodzinę, wypominanie wiary, zła komunikacja, pornografia, zdrada, ciche dni, odwracanie kota ogonem, dziaianie by moje poczucie wartości było małe, manipulowanie, sprawianie bym nie miała znajomych i czasu dla siebie... mogłabym jeszcze trochę dorzucić, ale już te rzeczy mnie przerażają. Kiedyś dla miłości i bycia razem na wiele się zgadzałam. Teraz wiem, że dla nikogo to nie było dobre. Tak, mam oczekiwania - choćby tylko te obiecane w trakcie przysięgi małżeńskiej "ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że nie opuszczę cię aż do śmierci"... To tak niewiele a tak wiele.

Czasami mi się chce płakać nad swoim losem, ale się nie poddaję tylko każdego dnia szukam pozytywów i za wszystko dziękuję. A w tym roku mam za co Bogu dziękować bo bez Jego pomocy wielu rzeczy bym nie skończyła, nie zrobiła :). W tym roku patron rzeczy zagubionych czyli św. Antoni też mi dużo pomógł :). Po kilku miesiącach ciągłego proszenia Boga i właśnie św. Antoniego, oni już mnie tak dobrze znają, że jak coś zgubię(albo się samo zawieruszy) to od razu Ich proszę o pomoc i czasami nie zdążę dokończyć prośby i modlitwy a już to znajduję :)

Moje życie nie jest takie jak planowałam, ale jest również piękne do tego co planowałam. Jest inne.

Może osoby które są w trudnym momencie życia, bo nie mogą się dogadać z małżonkiem/ką, albo dotknęła ich przemoc lub zdrada zobaczą, że mimo iż było beznadziejnie i źle to wcale tak nie musi być zawsze.

Dzięki Ci Boże, że Jesteś :)
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2141
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: ozeasz »

Bławatku to dobrze że jesteś świadoma już bardziej własnych granic i chcesz o siebie zadbać. Na pewno wzrost świadomości w tych obszarach wiąże się z większą pewnością siebie.

Czytając cały Twój post pojawiły się we mnie pewne wątpliwości.

W kontekście tego co tutaj napisałaś:
Bławatek pisze: 17 paź 2025, 10:15 Bym już nigdy nie musiała naginać swoich wartości, zmieniać oczekiwań i siebie pod kogoś.
Jak sobie wyobrażasz porozumienie i dialog, jak sobie wyobrażasz komunikację, skoro na ten czas deklarujesz brak ustępstw a więc w domyśle i kompromisów oraz zwracania uwagi na potrzeby drugiej osoby w związku? Chyba że cos źle zrozumiałem z Twojego przekazu?

Również nie do końca wiem jak zrozumieć Twoje słowa:
Bławatek pisze: 17 paź 2025, 10:15 jest mi żal mojego męża bo on ciągle goni za szczęściem i ciągle mu się nie udaje. Bo bazuje na złych danych, bo nie buduje na właściwym fundamencie czyli na Jezusie.
czy to nie stawianie (porównywanie) siebie i swoich wartości do tego co mąż wyznaje i twierdzenie że Ty wybrałaś tę właściwą drogę a on nie? Samo stwierdzenie że jesteś zadowolona z drogi i wartości które wybrałaś jest dla Ciebie samej ważne i może wskazywać na postępy we własnym rozwoju, a dla innych może być świadectwem, lecz stawianie tego w takiej sposób że "męża żal" a Ty jesteś na dobrej drodze, jest już dla mnie formą oceny i deprecjonowania męża, taki jest mój odbiór.

Mnie na rekolekcjach z śp. ks Jaworskim dotknął m.in. fragment Jego nauczania dotyczący nastawienia do innych, jedyna forma ( jeśli dobrze pamiętam) która może prowadzić do porozumienia to wyjście z założenia: "ja jestem ok i Ty jesteś ok"

Mam wrażenie (taki jest mój odbiór tych treści) że próbujesz budować własną pewność i ważność w kontrapunkcie do męża, a wg mnie każde porównywanie się do innych ludzi nie ma sensu, ma sens porównanie się do siebie z jakiegoś etapu życia czy następuje jaki progres lub regres, na pewno dla chrześcijanina wzorem do porównania jest sam Jezus i do takiej perspektywy ja bym zachęcał.

Pozdrawiam serdecznie.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Bławatek
Posty: 2574
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

ozeasz pisze: 10 lis 2025, 11:49 Bławatku to dobrze że jesteś świadoma już bardziej własnych granic i chcesz o siebie zadbać. Na pewno wzrost świadomości w tych obszarach wiąże się z większą pewnością siebie.
Tak, cały ostatni rok pracowałam nad tym by wzmocnić to co u mnie kulało. I prawda - odzyskałam pewność siebie a przez lata małżeństwa mąż sprawił, że nie byłam sobą i pewność moja prysła w nicość.
Czytając cały Twój post pojawiły się we mnie pewne wątpliwości.

W kontekście tego co tutaj napisałaś:
Bławatek pisze: 17 paź 2025, 10:15 Bym już nigdy nie musiała naginać swoich wartości, zmieniać oczekiwań i siebie pod kogoś.
Jak sobie wyobrażasz porozumienie i dialog, jak sobie wyobrażasz komunikację, skoro na ten czas deklarujesz brak ustępstw a więc w domyśle i kompromisów oraz zwracania uwagi na potrzeby drugiej osoby w związku? Chyba że cos źle zrozumiałem z Twojego przekazu?
Ależ Ozeaszu ja kocham kompromisy - ale te zdrowe gdy dobro obu stron jest respektowanie. Gdy mężowi dałam swobodę by działał, zajmował się swoim rozwojem, by zajmował się swoim hobby to w zamian dostałam klatkę - ja nie miałam swobody, czasu dla siebie a tylko obowiązki.
Są osoby dla których liczy sie tylko ich WŁASNE JA - mój mąż do takich należy, i dlatego ja, dla której najważniejsi są inni i ich potrzeby byłam idealna partnerką tylko dla mnie to była zguba. Teraz mam większą wiedzę i wiem, że można się zatracić w dawaniu siebie innym. I dlatego nieraz się hamuję by nie być przez nikogo wykorzystaną.
Również nie do końca wiem jak zrozumieć Twoje słowa:
Bławatek pisze: 17 paź 2025, 10:15 jest mi żal mojego męża bo on ciągle goni za szczęściem i ciągle mu się nie udaje. Bo bazuje na złych danych, bo nie buduje na właściwym fundamencie czyli na Jezusie.
czy to nie stawianie (porównywanie) siebie i swoich wartości do tego co mąż wyznaje i twierdzenie że Ty wybrałaś tę właściwą drogę a on nie? Samo stwierdzenie że jesteś zadowolona z drogi i wartości które wybrałaś jest dla Ciebie samej ważne i może wskazywać na postępy we własnym rozwoju, a dla innych może być świadectwem, lecz stawianie tego w takiej sposób że "męża żal" a Ty jesteś na dobrej drodze, jest już dla mnie formą oceny i deprecjonowania męża, taki jest mój odbiór.
Ozeaszu ja się nie wywyższam tylko stwierdzam fakty. Strasznie mnie męczy ciągła poprawność "polityczna, językowa" bo w dzisiejszych czasach trzeba uważać by kogoś nie urazić, a sam Jezus mówił nieraz by mówić prawdę nawet jeśli boli bo tylko tak można np. wskazać grzesznikowi, że idzie złą drogą.

W sumie to najbardziej jest mi żal mnie samej. Żal wynikający z tego, że przez męża wielokrotnie zostałam okłamana, oszukana, wprowadzona w błąd - gdybym wiedziała jaki on jest naprawdę to bym za niego za mąż nie wyszła. Bo to tak jakby ktoś pił i palił a przed ślubem to ukrywał, a po ślubie bez skrępowania to robił. To nie jest fair.

I widzisz Ozeaszu, mimo tego wszystkiego jest mi żal męża bo tak działa ponieważ tak został wychowany i być może skrzywdzony. Jest mi go żal, ale nie widzę możliwości by być dla niego ratowniczką zawsze i wszędzie a on tego oczekiwał.
Mnie na rekolekcjach z śp. ks Jaworskim dotknął m.in. fragment Jego nauczania dotyczący nastawienia do innych, jedyna forma ( jeśli dobrze pamiętam) która może prowadzić do porozumienia to wyjście z założenia: "ja jestem ok i Ty jesteś ok"
Też tak kiedyś myślałam, ale teraz coraz częściej dochodzę do wniosku że nie wszystko jest tylko białe lub tylko czarne - jest wiele odcieni szarości. I jeśli ktoś nie jest OK to nie będę fałszywie mówić, że jest OK. Mój mąż zdradza I tym działaniem nie tylko przekracza Przykazania ale też rani ludzi bliskich. I to nie jest OK. Owszem to działania powodują, że powinniśmy oceniać działania a nie ludzi i dlatego szanuję ale niekoniecznie toleruję całość męża.
Mam wrażenie (taki jest mój odbiór tych treści) że próbujesz budować własną pewność i ważność w kontrapunkcie do męża, a wg mnie każde porównywanie się do innych ludzi nie ma sensu, ma sens porównanie się do siebie z jakiegoś etapu życia czy następuje jaki progres lub regres, na pewno dla chrześcijanina wzorem do porównania jest sam Jezus i do takiej perspektywy ja bym zachęcał.

Pozdrawiam serdecznie.
Moją pewność siebie mogę w tej chwili porównać do tej sprzed małżeństwa. Tak jak i moją relację z Bogiem i czas spędzony na modlitwie i rozmowach z Nim. A w małżeństwie mój mąż albo mnie zniechęcał albo mi utrudniał np. chodzenie na Drogę Krzyżową, Różaniec. Bo, ja nawet byłam wysmiewana, że chodzę na cmentarz dbać o groby bliskich bo powinnam dbać o żyjących a nie o zmarłych (głównie chodziło mu o niego bo mu ciągle było mało mojej służby jemu). I tylko gdy będę mogła być sobą w relacji to będę chciała w niej być, a tak wolę być solo.

I próbuję równać do działań Jezusa a bardziej do tych właściwych wzorów i postaw o których On mówił. Do dziś mi brzęczą słowa z rekolekcji nt. stawiania granic gdzie oczy mi się otwierały ileż to razy Bóg granice stawia i potrafi sprzeciwić Sue złu ale też jest miłosierny. Nawet nie wiesz jaka ja jestem miłosierna wobec męża - wszyscy się dziwią, że ja nie wymagam, nie gnębie go. Oceniony zostanie po śmierci. I być może w przyszłości przez syna. Ale to będą konsekwencje jego wyborów.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Bławatek
Posty: 2574
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

Nie szukałam, ale pojawiły mi się filmiki na Youtube które dały mi znów do myślenia

Odcinki o. Szustaka sprzed paru lat. Ale nigdy wcześniej na nie nie trafiłam:
https://youtu.be/e7DvKj0R6HA?si=dIwtnCXsCZ-kmK8U

https://youtu.be/DYLIy0Io0qA?si=o3pPEV3lIIFWe5hk

Tego księdza wcześniej nie słuchałam
https://youtu.be/UcoBwh4JkMI?si=gkOfJf0e_D7b3KYa

To są treści które przychodzą i nad którymi się zastanawiam.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2141
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: ozeasz »

Bławatek pisze: 10 lis 2025, 19:41 Też tak kiedyś myślałam, ale teraz coraz częściej dochodzę do wniosku że nie wszystko jest tylko białe lub tylko czarne - jest wiele odcieni szarości. I jeśli ktoś nie jest OK to nie będę fałszywie mówić, że jest OK. Mój mąż zdradza I tym działaniem nie tylko przekracza Przykazania ale też rani ludzi bliskich. I to nie jest OK. Owszem to działania powodują, że powinniśmy oceniać działania a nie ludzi i dlatego szanuję ale niekoniecznie toleruję całość męża.
Bławatku ja nie pisałem o ocenie a o nastawieniu do człowieka. Jeśli widzisz męża oczami przeszłości i zranień trudno będzie mieć do niego takie nastawienie.

Sam tak widziałem żonę, było pięciu adoratorów o których wiedziałem, niestety wbrew Bożym zachętom do ufności Jemu samemu uznałem, że kontrolując sytuację będę się czuł bezpieczniej ( a On ostrzegał, zostaw, zaufaj Mi, nie wchodź w to), zacząłem podsłuchiwać i nagrywać żonę, wiem karygodne, ale to była na tamten czas moja brzytwa, moja relacja z Bogiem została na tamten czas skonfrontowana - nie ufałem, pogubiłem się.

Konsekwencja?

Wiele lat koszmarów, obrazów, słów w głowie które były wyzwalane przez różne sytuacje, dla mnie piekło. Zacząłem się modlić w tej intencji, prosząc Boga by mnie od tego uwolnił, od tego co było wynikiem braku zaufania do Niego, uwolnił mnie od widzenia w żonie cudzołożnicy i kata. Nie umiałem sobie z tym sam poradzić, a przecież pamiętałem tę dziewczynę w której się zakochałem, którą pokochałem, a której obraz nie mógł się "przebić" przez przeżyte świeżo doświadczenia, po kilku latach doszła intencja, daj mi pokochać na nowo moją żonę, prawdziwą miłością, taką której Ty jesteś źródłem, daj mi zobaczyć Ją Twoimi oczyma. To słowa które Bóg do mnie skierował z księgi Ozeasza 3, 1:

"«Pokochaj jeszcze raz kobietę, która innego kocha, łamiąc wiarę małżeńską»" na początku wewnętrzny bunt, po rozmowach z Bogiem padło moje "tak niech się stanie", ok, ze swoje strony zrobię wszystko co potrafię ale nie sprawię że pamięć zniknie ani nie sprawię zakochania.

Po około 7 latach modlitwy w tej intencji Bóg na jednych rekolekcjach dotknął mojego serca i sprawił to z czym do Niego przychodziłem (może dlatego? "Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje." Łk 11,8)
Uczynił to jednorazowo, w jednej chwili zdałem sobie sprawę że mój umysł jest czysty, wspomnienia nie uwarunkowane, żadnych przeniesień w związku z sytuacjami do dzisiaj, to już nie rana, a blizna w jednym momencie. Druga sprawa, Bóg sprawił że na nowo pokochałem żonę, do dzisiaj, po następnych siedmiu latach, próbuję nad tym pracować i to pielęgnować, jednak wtedy to był po prostu cud - dla mnie, kocham swoją żonę jak umiem, nie oceniam, zależy mi na Jej dobru nawet wtedy kiedy jest ono inne niż moje wyobrażenia.

Co ciekawe i czym jeszcze chcę się podzielić, Bóg daje całkowitą wolność.

Jakiś czas temu będąc w kościele i czekając na Eucharystię zobaczyłem znajomego wchodzącego z kobietą, wiedziałem że to nie jego żona, wiedziałem że to związek niesakramentalny a mimo wszystko tak po ludzku poczułem ukłucie w sercu, doświadczałem samotności, brak relacji z moją żoną, brak bliskości, więzi zwykłego dotyku czy przytulenia. Bóg w mgnieniu oka skierował do mnie pytanie:

Czy nadal decydujesz się na drogę Ozeasza? Równie szybko się zreflektowałem i z pełną świadomością odpowiedziałem Mu: tak.
To nie tak że Bóg czegoś zabrania albo nakazuje, Jego miłość jest pełna troski zarazem jako Bóg zna konsekwencje każdego z wyborów, mimo to daje wolność, to jest coś co porywa i fascynuje mnie zarazem w naszym Ojcu.

Po 14 latach żona na nowo próbuje budować relacje z Bogiem, córka która oddała Chrystusowi dwa lata temu swoje życie i zaprosiła Go do swego serca, jestem co do tego przekonany, miała na to wpływ, przez modlitwę, postawę, obecność.

Bóg działa w swoim czasie i na własnych zasadach, czasem trzeba coś oddać by On to zwrócił przemienione, pobłogosławione i rozmnożone, Tak oddałem Mu żonę na początku małżeństwa i może to co się stało było tak naprawdę konfrontacją z własną wiarą i ufnością do Boga? Oddałem Mu również dzieci, zresztą oboje byli wymodleni przez nas, to był Boży dar i córka w którymś momencie również odeszła od kościoła, z Nią mam najlepszą relację która wtedy również wisiała na włosku.

Świadomie wybrałem relacje odrzucając własne racje, szukałem człowieka, szukałem ukochanej córki, szukałem więzi, na nic wszelkie racje i przekonania jeśliby one pozostały a straciłbym córkę, więź z Nią. więc zaparłem się siebie i po latach otrzymałem prezent od Boga i Niej samej, była już, jest, nie tylko córką, jest moją siostrą w Chrystusie, na dzień dzisiejszy rozumiemy się bez słów, opowiadała że to doświadczenie sprawiło, że całe jej myślenie jakby w jednej chwili obróciło się o 180 stopni, mówi nieraz że nie dogadała by się z sobą samą sprzed lat.

Zapamiętałem to co mi powiedziała, że przestrzeń którą jej stworzyłem m.in. do tego że mogła się ode mnie odwrócić zarazem mając poczucie bycia kochaną i akceptowaną była dla Niej motywację do odnalezienia Boga, zbudowania własnej relacji z Nim i odrębnej tożsamości. Nie wróciła od razu do KK, znów mimo że w środku przeżywałem rozterki, wiedząc że trafiła do Baptystów, później do innych protestantów oddałem Ją Bogu a sam słuchałem bardziej, starałem się zrozumieć, pojąć co Nią kieruje, co blokuje, zaparłem się ponownie siebie. Na dzień dzisiejszy po dwóch latach od przemiany wyprzedza mnie na drodze wiary, a Eucharystia stała się źródłem życia dla Niej samej i świadectwem oraz wsparciem dla mnie samego, to już jest Jej, nikt nie musi Jej tłumaczyć, wyjaśniać, zachęcać, to pozostanie do końca częścią Jej tożsamości.

"«Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?" Łk 9 23-25

Mocy tych słów doświadczam we własnym życiu jak i tych najbliższych, to jest coś co na zawsze będzie "miłosną historią relacji z Bogiem", takie mniej więcej słowa ostatnio usłyszałem i są podsumowaniem mojego życia na dzień dzisiejszy, to słowa odpowiedzi jeśli się nie mylę Benedykta XVI kiedy usłyszał pytanie, jak można oddać, opisać jednym zdaniem Stary i Nowy testament.

Bóg buduje na moim pragnieniu i zawierzeniu, pracuje na żywym sercu, to nieraz jest bolesne, wymaga całkowitej ufności a w wielu sytuacjach zaparcia się siebie, ale wiem że warto bo tego doświadczam.

Na koniec wkleję tutaj słowa które niegdyś mnie bardzo zainspirowały, NVC z tym koresponduje (a na pewno tak doświadczam relacji z Jezusem) i to jest właśnie nastawienie wobec drugiej osoby, szczególnie wobec moje żony, którego w sobie szukam i się w nim ćwiczę, te słowa wkleiła kiedyś Zenia1780:

“Pomiędzy
Tym, co myślę,
Tym, co chcę powiedzieć,
Tym, co jak mi się wydaje – mówię,
Tym, co mówię,
A tym, co ty chcesz usłyszeć
Oraz tym, co jak ci się wydaje – słyszysz,
Tym, co starasz się zrozumieć
A tym co rozumiesz –
Znajdują się dziesiątki wariantów powstawania
Nieporozumień
Ale – mimo to – spróbujmy…"
Bernard Werber

Pozdrawiam serdecznie
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Julit
Posty: 152
Rejestracja: 08 wrz 2021, 21:41
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Julit »

ozeasz pisze: 11 lis 2025, 10:18kocham swoją żonę jak umiem
Ozeaszu, co przez to rozumiesz? Ale proszę, odpowiedz w konkrecie. Jak w codzienności realizujesz to kochanie?

I gdybyś mógł jeszcze odnieść się do mojego pytania: czy trwanie w postawie miłości jest według Ciebie tożsame z kochaniem?

P.S.
Cześć Bławatku, przepraszam że w Twoim wątku, ale poczułam się poruszona słowami Ozeasza.
Przytulam! Kibicuję! Podziwiam! Z modlitwą!!
Ostatnio zmieniony 12 lis 2025, 11:50 przez Niepozorny, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: do cytatu dodano autora, odnośnik do źródła i datę wstwienia posta
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2141
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: ozeasz »

Julit pisze: 12 lis 2025, 11:46
ozeasz pisze: 11 lis 2025, 10:18kocham swoją żonę jak umiem
Ozeaszu, co przez to rozumiesz? Ale proszę, odpowiedz w konkrecie. Jak w codzienności realizujesz to kochanie?

I gdybyś mógł jeszcze odnieść się do mojego pytania: czy trwanie w postawie miłości jest według Ciebie tożsame z kochaniem?

P.S.
Cześć Bławatku, przepraszam że w Twoim wątku, ale poczułam się poruszona słowami Ozeasza.
Przytulam! Kibicuję! Podziwiam! Z modlitwą!!
Julit odpowiedź napisałem w Twoim wątku, "nie wiem co mam robić".
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Bławatek
Posty: 2574
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek »

ozeasz pisze: 11 lis 2025, 10:18 Bławatku ja nie pisałem o ocenie a o nastawieniu do człowieka. Jeśli widzisz męża oczami przeszłości i zranień trudno będzie mieć do niego takie nastawienie.
A czy to nie jakaś utopia gdy zapomina się o krzywdach, odcina kreską i żyje dalej a osoba która w jakikolwiek sposób krzywdziła dostaje wtedy wg jej mniemania info, że to co robiła nie jest złe I może tak dalej czynić? Czy to nie jest znów zamiatanie pod dywan? 5 lat temu po lekturze konferencji, książek, forum, przeprosiłam męża za wszelkie zło którego mąż mógł doświadczyć z mojej strony. Wypływało to z serca mojego. Niestety mój mąż skwitował to słowami "widzisz, przyznajesz, że wszystko wydarzyło się przez ciebie" - znów ja byłam wszystkiemu winna. W tym roku na jakiejś konferencji usłyszałam, że przeprosić trzeba w odpowiednim momencie, to jest w takim w którym druga strona pod wieloma względami będzie zdolna to zrozumieć, bedzie gotowa. Bo inaczej znów będzie problem komunikacyjny. Tak, wtedy mój mąż nie zrozumiał mojego gestu i słów. Może kiedyś. Póki co nie wracam do tego.
Sam tak widziałem żonę, było pięciu adoratorów o których wiedziałem, niestety wbrew Bożym zachętom do ufności Jemu samemu uznałem, że kontrolując sytuację będę się czuł bezpieczniej ( a On ostrzegał, zostaw, zaufaj Mi, nie wchodź w to), zacząłem podsłuchiwać i nagrywać żonę, wiem karygodne, ale to była na tamten czas moja brzytwa, moja relacja z Bogiem została na tamten czas skonfrontowana - nie ufałem, pogubiłem się.

Konsekwencja?

Wiele lat koszmarów, obrazów, słów w głowie które były wyzwalane przez różne sytuacje, dla mnie piekło. Zacząłem się modlić w tej intencji, prosząc Boga by mnie od tego uwolnił, od tego co było wynikiem braku zaufania do Niego, uwolnił mnie od widzenia w żonie cudzołożnicy i kata. Nie umiałem sobie z tym sam poradzić, a przecież pamiętałem tę dziewczynę w której się zakochałem, którą pokochałem, a której obraz nie mógł się "przebić" przez przeżyte świeżo doświadczenia, po kilku latach doszła intencja, daj mi pokochać na nowo moją żonę, prawdziwą miłością, taką której Ty jesteś źródłem, daj mi zobaczyć Ją Twoimi oczyma. To słowa które Bóg do mnie skierował z księgi Ozeasza 3, 1:

"«Pokochaj jeszcze raz kobietę, która innego kocha, łamiąc wiarę małżeńską»" na początku wewnętrzny bunt, po rozmowach z Bogiem padło moje "tak niech się stanie", ok, ze swoje strony zrobię wszystko co potrafię ale nie sprawię że pamięć zniknie ani nie sprawię zakochania.

Po około 7 latach modlitwy w tej intencji Bóg na jednych rekolekcjach dotknął mojego serca i sprawił to z czym do Niego przychodziłem (może dlatego? "Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje." Łk 11,8)
Ozeaszu prawie 2 lata temu miałam taki moment gdy mąż znów mnie źle zrozumiał i wybuchł z tak ogromną siłą, że we mnie coś pękło i powiedziałam sobie "STOP, DOŚĆ", a Panu Bogu - oddaję Ci go, rób z nim co chcesz. I Bóg go zabrał z mojej głowy i serca. Od tamtej pory skupiłam się na sobie i swoich problemach, na swoim rozwoju, na swoim szczęściu. Mąż wybrał. I ja też wybrałam.

Ozeaszu ja mam problem z miłością do męża bo pokochałam człowieka, który z dużym prawdopodobieństwem poznając mnie wykreował się przez miesiące znajomości na kogoś innego, a że wiedział, że będzie mu ciężko długo udawać to chciał jak najszybszego ślubu. Po ślubie pokazał się w zupełnie innej wersji. Dla mnie to był szok. Teraz wiem, że to były maski by zrobić dobre wrażenie. Są tacy ludzie, którzy tak działają, tak mają wyuczone, taką mają osobowość. Więc którą wersję mam kochać? Tą fałszywą która była miła i fajna, czy tą drugą za którą bym nigdy za mąż nie wyszła?
Po 14 latach żona na nowo próbuje budować relacje z Bogiem, córka która oddała Chrystusowi dwa lata temu swoje życie i zaprosiła Go do swego serca, jestem co do tego przekonany, miała na to wpływ, przez modlitwę, postawę, obecność.

Bóg działa w swoim czasie i na własnych zasadach, czasem trzeba coś oddać by On to zwrócił przemienione, pobłogosławione i rozmnożone, Tak oddałem Mu żonę na początku małżeństwa i może to co się stało było tak naprawdę konfrontacją z własną wiarą i ufnością do Boga? Oddałem Mu również dzieci, zresztą oboje byli wymodleni przez nas, to był Boży dar i córka w którymś momencie również odeszła od kościoła, z Nią mam najlepszą relację która wtedy również wisiała na włosku.
Ja się o nawrócenie męża teraz głównie modlę. I tego mu życzę
Świadomie wybrałem relacje odrzucając własne racje, szukałem człowieka, szukałem ukochanej córki, szukałem więzi, na nic wszelkie racje i przekonania jeśliby one pozostały a straciłbym córkę, więź z Nią. więc zaparłem się siebie i po latach otrzymałem prezent od Boga i Niej samej, była już, jest, nie tylko córką, jest moją siostrą w Chrystusie, na dzień dzisiejszy rozumiemy się bez słów, opowiadała że to doświadczenie sprawiło, że całe jej myślenie jakby w jednej chwili obróciło się o 180 stopni, mówi nieraz że nie dogadała by się z sobą samą sprzed lat.

Zapamiętałem to co mi powiedziała, że przestrzeń którą jej stworzyłem m.in. do tego że mogła się ode mnie odwrócić zarazem mając poczucie bycia kochaną i akceptowaną była dla Niej motywację do odnalezienia Boga, zbudowania własnej relacji z Nim i odrębnej tożsamości. Nie wróciła od razu do KK, znów mimo że w środku przeżywałem rozterki, wiedząc że trafiła do Baptystów, później do innych protestantów oddałem Ją Bogu a sam słuchałem bardziej, starałem się zrozumieć, pojąć co Nią kieruje, co blokuje, zaparłem się ponownie siebie. Na dzień dzisiejszy po dwóch latach od przemiany wyprzedza mnie na drodze wiary, a Eucharystia stała się źródłem życia dla Niej samej i świadectwem oraz wsparciem dla mnie samego, to już jest Jej, nikt nie musi Jej tłumaczyć, wyjaśniać, zachęcać, to pozostanie do końca częścią Jej tożsamości.
Jeśli relacje nie są dobre, lub nie przynoszą dobra to lepiej je zawiesić i czekać na lepszy czas.
"«Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?" Łk 9 23-25
Ozeaszu ten fragment w mojej sytuacji jest kontrowersyjny bo wybierając Boga nie potrafię porozumieć się z mężem gdyż ma odmienne zdanie w wieku kwestiach związanych z wiarą. A będąc z nim mialam ograniczoną relacje z Bogiem i Kościołem, bo mąż mi wiele utrudniał. Czasami trudno było znaleźć kompromis gdyż mój mąż uważał, że zawsze najwięcej traci.
Na koniec wkleję tutaj słowa które niegdyś mnie bardzo zainspirowały, NVC z tym koresponduje (a na pewno tak doświadczam relacji z Jezusem) i to jest właśnie nastawienie wobec drugiej osoby, szczególnie wobec moje żony, którego w sobie szukam i się w nim ćwiczę, te słowa wkleiła kiedyś Zenia1780:

“Pomiędzy
Tym, co myślę,
Tym, co chcę powiedzieć,
Tym, co jak mi się wydaje – mówię,
Tym, co mówię,
A tym, co ty chcesz usłyszeć
Oraz tym, co jak ci się wydaje – słyszysz,
Tym, co starasz się zrozumieć
A tym co rozumiesz –
Znajdują się dziesiątki wariantów powstawania
Nieporozumień
Ale – mimo to – spróbujmy…"
Bernard Werber
Myślę, ze trzeba mieć choć minimalną chęć woli by się chcieć dogadać. Czasami jedna ze stron nie chce albo nie umie. U nas był problem komunikacyjny bo mój mąż nigdy nie dopytywał co ja mam na myśli, wszystko sobie w głowie notował, inaczej interpretował i nawet gdy ja chciałam jakąś kwestię przedyskutować to on nie chciał. Więc jak mu się nazbierało to wybuchł a ja nawet nie wiedziałam w czym problem bo dla mnie blachostki sprzed lat umarły śmiercią naturalną a on w głowie tym żył.

Przypomniał mi się wierszyk który wpisywalismy sobie w latach podstawówki do pamiętników:
"Życie jest piękne gdy żyć się umie,
Gdy jedno serce drugie rozumie,
Gdy kocha się jawnie nie skrycie
I jest się kochanym przez całe życie"

A ponieważ wiele osób nie było kochanych za dziecka więc weszli w dorosłość z różnymi deficytami więc gonią za miłością, za szczęściem, a może na początek wystarczyłoby stanąć w prawdzie i spróbować zmienić to co zmiany wymaga. To pomogłoby im i otoczeniu. Ja tak czynię .
Pozdrawiam serdecznie
I ja również pozdrawiam
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2141
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: ozeasz »

Bławatku, życzę Ci jak najlepiej.
"Niech was Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad wami, niech was obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku was oblicze swoje i niech was obdarzy pokojem."
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Sarah
Posty: 402
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Sarah »

Bławatek pisze: 13 lis 2025, 12:57 czy to nie jakaś utopia gdy zapomina się o krzywdach, odcina kreską i żyje dalej a osoba która w jakikolwiek sposób krzywdziła dostaje wtedy wg jej mniemania info, że to co robiła nie jest złe I może tak dalej czynić?
Tym bardziej, że w Twoim przypadku chodzi nie tylko o przeszłość, ale i o teraźniejszość, bo z tego co piszesz, to mąż w bardzo małym stopniu wywiązuje się z obowiązków ojca.
"Zamiast ciągle na coś czekać, zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później niż ci się wydaje". Ks. Jan Kaczkowski
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2141
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: ozeasz »

Sarah pisze: 14 lis 2025, 15:04
Bławatek pisze: 13 lis 2025, 12:57 czy to nie jakaś utopia gdy zapomina się o krzywdach, odcina kreską i żyje dalej a osoba która w jakikolwiek sposób krzywdziła dostaje wtedy wg jej mniemania info, że to co robiła nie jest złe I może tak dalej czynić?
Tym bardziej, że w Twoim przypadku chodzi nie tylko o przeszłość, ale i o teraźniejszość, bo z tego co piszesz, to mąż w bardzo małym stopniu wywiązuje się z obowiązków ojca.
Dla jednych to utopia dla innych, dla mnie, rzeczywistość Ewangelii, Dobrej Nowiny.

Tak jest w moim życiu, tak Jezus mnie prowadzi, każdy jest odpowiedzialny za swoje wybory.

Jest rzeczywistość inna niż tu wskazujecie, a ona wypływa ze źródła Miłości i Życia którym jest Chrystus. Kiedy On chodził po ziemi wielu uznawało za utopię to co głosił i co czynił, utopią było to, że chory wracał do zdrowia, opętany zostawał uwolniony, a umarły wskrzeszony. Nic się od tego czasu nie zmieniło albowiem:

"Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: "Przesuń się stąd tam!", a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was.” Mt 17, 20

"Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu." J 12,13-14

Ja Jemu ufam i doświadczam takiej rzeczywistości którą się dzielę dzięki Jego prowadzeniu.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
ODPOWIEDZ